Reklama

Z Polski

Manifestacja w Warszawie

„Godna praca i godna emerytura to godne życie”

Kilkadziesiąt tysięcy związkowców NSZZ „Solidarność” przybyło w piątek 29 sierpnia do Warszawy, by domagać się od rządzących godnych płac i godnych emerytur. W przeddzień kolejnej rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych związkowcy manifestowali w obronie godności pracowników. Protest odbywał się pod hasłem: „Godna praca i godna emerytura to godne życie”. Manifestacja rozpoczęła się w południe na pl. Piłsudskiego. Związkowcy przeszli ul. Królewską do Krakowskiego Przedmieścia, a następnie Nowym Światem i Al. Ujazdowskimi przed Kancelarię Premiera RP. Manifestacja zamroziła życie w Warszawie.

Blachowniia - Wieluń

Pogrzeb zamordowanego kapłana

Pogrzeb zamordowanego 47-letniego ks. Wojciecha Torchały odbył się 24 sierpnia w Wieluniu, w rodzinnej parafii kapłana. Przypomnijmy, że ciało ks. Torchały, proboszcza parafii pw. Najświętszego Zbawiciela w Blachowni, z licznymi ranami kłutymi, znaleziono po południu 21 sierpnia na plebanii. Policja zatrzymała 18-letniego mężczyznę, któremu postawiono zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem.
Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył metropolita częstochowski abp Stanisław Nowak. Mszę św. koncelebrowało blisko 150 kapłanów z trzech diecezji: archidiecezji częstochowskiej, diecezji sosnowieckiej i diecezji kaliskiej. W uroczystościach pogrzebowych wzięli udział klerycy Wyższego Seminarium Duchownego Archidiecezji Częstochowskiej z rektorem ks. dr. Andrzejem Przybylskim, najbliżsi ks. Wojciecha Torchały i ponad tysiąc wiernych.
W homilii Ksiądz Arcybiskup podkreślił, że zamordowany kapłan wpisuje się w poczet męczenników z ziemi wieluńskiej. Odniósł się także do zepsucia moralnego naszych czasów. - Opanowała nas jakaś trąba powietrzna zła moralnego! - zauważył i zwrócił uwagę na braki w wychowaniu młodego pokolenia: - Wszyscy musimy uderzyć się w piersi. Ja pierwszy to czynię, bo zbyt mało uczyniliśmy w dziedzinie wychowania młodzieży. Musimy jeszcze bardzo wiele zrobić, by dobrze wychować młodych ludzi - apelował abp Nowak.
Po Mszy św. ciało ks. Wojciecha Torchały zostało złożone na rodzinnym cmentarzu w Wieluniu.

Reklama

(Ks. mf)

Legnica

Kuria odpowiada dziennikowi „Polska”

Dziennik „Polska” poinformował 27 sierpnia o śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Krajową i ABW w sprawie bezprawnego - zdaniem gazety - przekazania gruntów parafiom katolickim, należącym do diecezji legnickiej. Niezgodnego z prawem przekazania ok. 500 ha ziemi mieli dokonywać urzędnicy Dolnośląskiego Urzędu Wojewódzkiego - twierdzi dziennik „Polska”. Według gazety, ziemię przekazywano za darmo na podstawie przepisów uprawniających Kościół do rekompensaty za majątek utracony w czasach komunistycznych. Każda parafia na Dolnym Śląsku mogła dostać maksymalnie 15 ha gruntów rolnych, jednak, zdaniem gazety, 46 parafii, należących głównie do diecezji legnickiej, otrzymało w latach 2002-2004 ziemię dwa, a nawet trzy razy. „Polska” pisze, że ówczesny wojewoda dolnośląski wśród winnych procederu wskazał kanclerza legnickiej Kurii ks. dr. Józefa Lisowskiego. Zarzucił mu działanie na szkodę Skarbu Państwa i powiadomił o sprawie prokuraturę. W wypowiedzi dla gazety ks. Lisowski odrzucił jednak zarzuty. Poniżej publikujemy odpowiedź Kurii legnickiej.

Oświadczenie Legnickiej Kurii Biskupiej w/s publikacji na łamach Dziennika „Polska” pt. „Urząd lekką ręką dał parafiom ziemię” z 27sierpnia 2008 r.

Ze zdziwieniem przyjęliśmy powyższą publikację, która powstała w środowisku naszego biskupiego miasta i diecezji legnickiej, w redakcji, z którą jak dotąd mieliśmy poprawne relacje. Jest nam przykro, że tym samym wpisuje się ona na niechlubną listę mediów o charakterze tabloidalnym, często posługujących się plotką i oszczerstwem.
Artykuł, którego pierwszą tezą jest niedbałość urzędników, przechodzi do oszczerstw i pomówień dotyczących osoby Kanclerza legnickiej Kurii, który nie jest stroną w tej sprawie. Określenia użyte przez autorów artykułu typu: „osoba winna przekrętu” czy „domniemany oszust”, odnoszące się wprost do osoby Kanclerza, sugerują jego winę i już wydają na niego wyrok. Dziwi to tym bardziej, że dotąd ani Prokuratura, ani jakikolwiek inny urząd nie postawił oficjalnie zarzutu w tej sprawie.
Tymczasem wszelkie działania dotyczące spraw majątkowych diecezji, prowadzone od 1997 r., opierały się i opierają na obowiązującym prawie.
Zawarte w artykule, zręcznie manipulowane treści wywołują nasz niesmak. Natomiast sam Kanclerz podejmie stosowne kroki w/s naruszenia jego dobrego imienia.

Ks. Piotr Nowosielski, Rzecznik Legnickiej Kurii Biskupiej

Krótko

Polska gospodarka spowalnia. Niepokojące sygnały nadchodzą od naszego zachodniego sąsiada. Niemcom grozi recesja, co na pewno odbije się na kondycji polskiej gospodarki.

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro ma przeprosić kardiochirurga Mirosława Garlickiego za słowa, które wypowiedział na konferencji prasowej po zatrzymaniu lekarza. Sąd rozstrzygnął proces cywilny przed zakończeniem karnego, w którym kardiochirurg jest oskarżony o przyjmowanie łapówek.

Komendant Główny Policji odwołał szefa lubuskiej policji Marka Bronickiego. Zdymisjonowany zabiegał o awans dla funkcjonariusza podejrzanego o popełnienie oszustwa.

Polska jest w czołówce najszybciej starzejących się krajów europejskich. Grozi nam gwałtowny spadek liczby mieszkańców. Gdy utrzymają się obecne trendy, do 2060 r. liczba ludności Polski spadnie z obecnych 38 mln do 31 mln.

Były wiceminister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski otrzymał 28 sierpnia nominację na wiceszefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Waszczykowski to były główny negocjator strony polskiej w sprawie umieszczenia w Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej.

Robi się niebezpiecznie. Aż 22 proc. Polaków przyznaje, że więcej wydaje niż zarabia. Co drugi przyznaje, że ma kłopoty ze spłatą zobowiązań. Jeśli ten trend się utrzyma, kłopoty może mieć cała gospodarka.

W Polsce jest już około 400 tys. tzw. eurosierot - dzieci, których rodzice wyjechali za granicę, by tam pracować.

Niewykluczone, że pod koniec września dojdzie do połączenia sejmowych kół Socjaldemokracji Polskiej i Partii Demokratycznej - demokraci.pl. Obie partie szukają także nowej nazwy dla swojej koalicji.

Dodatkowe podwyżki - dwa razy po 5 proc. dostaną nauczyciele w 2010 r. - uzgodniono podczas trwających dwa dni rozmów rządu z oświatowymi związkami zawodowymi.

W życie weszła nowelizacja ustawy o systemie oświaty, która po raz pierwszy określa, co rozumiemy przez „niespełnianie obowiązku szkolnego lub nauki”. Zgodnie z nowymi zasadami, jeśli uczeń opuści połowę zajęć w miesiącu, szkoła ma poinformować o tym rodziców. Jeśli ci nie zareagują, ma prawo zwrócić się o pomoc do policji.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Kapłan w drodze - jubileusz o. bp. Jacka Kicińskiego

2020-05-27 10:45

Krzysztof Wowk/Wowk Digital

O. bp Jacek Kiciński CMF w czasie Pieszej Pielgrzymki Wrocławskiej na Jasną Górę w 2019 r.

Miał być ślusarzem i tokarzem. Chyba, że po ukończeniu Technikum Mechanicznego w Turku zdecydowałby się na Politechnikę i wydział budowy mostów. Ale – mimo, że był laureatem olimpiad z wiedzy technicznej – jakiś głos zapraszał go w inne miejsce, niż studia inżynierskie. I on tego głosu posłuchał.

W archidiecezji wrocławskiej znają go chyba wszyscy. Odkąd w 2016 r. został biskupem odwiedził już niemal wszystkie parafie, chociaż nie są to jego rodzinne tereny, bo na Dolny Śląsk przyjechał z Wielkopolski. O. bp Jacek Kiciński urodził się w Turku a mieszkał w parafii Boleszczyn, niewielkiej wiosce niedaleko Dobrej. – Nawet nie byłem ministrantem – mówi – bo do kościoła było 2,5 km, więc małemu nie łatwo było dotrzeć. – Zresztą, wtedy proboszcz nie był zainteresowany ministrantami, wolał mieć większą przestrzeń przy ołtarzu. To był bardzo dobry człowiek, dziś już nie żyje. Ciekawostką jest fakt, że razem z abp. Gołębiewskim byli w jednym czasie wikarymi w Ślesinie.

Ojciec biskup najpierw chodził do trzyletniej szkoły we wsi, potem, od czwartej klasy, dojeżdżał do oddalonej o ponad 6 km szkoły w Dobrej. - W klasie było nas siedmioro, więc każdy z nas był codziennie pytany, nawyk pracy wyrobił się sam. Kiedy od czwartej klasy poszedłem do szkoły zbiorowej, gdzie było nas już ponad 30, to na początku byłem zdziwiony czemu mnie pani nie pyta! Te pierwsze lata ukształtowały we mnie to, że na każde wydarzenie muszę być przygotowany i bardzo je przeżywam. Myślenie: „jakoś to będzie” nie wchodzi w grę. Zresztą, życie na wsi jest trudne, trzeba było dobrze się zorganizować, aby oprócz przygotowania do szkoły i pomocy rodzicom mieć czas dla siebie. Dziś ta umiejętność bardzo pomaga w kapłaństwie – dodaje.

Ksiądz. Ale jaki?

Myśl o kapłaństwie pojawiła się dość wcześnie i dojrzewała w nim długo. - W trzeciej klasie technikum zaczęła się krystalizować. Najpierw myślałem o seminarium we Włocławku. Tam był mój o dwa lata starszy kuzyn, ale odkryłem, że jednak szukam czegoś innego. Tyle, że nie do końca wiedziałem co to miałoby być. Do mojej parafii często byli zapraszani zakonnicy – głosili rekolekcje, misje - coś mnie w nich pociągało. Wybrałem się na Pielgrzymkę Sieradzką, do dziś ją pamiętam, szliśmy trzy dni: 35, 37 i 52 km. Gdy doszedłem na Jasną Górę miałem sztywne nogi, ale szczęście było wielkie. Czekaliśmy pod Szczytem dwa dni, żeby ruszyć pieszo z powrotem. I na tym polu namiotowym moja znajoma przyniosła mi mały folder reklamowy: Misjonarze Klaretyni. Gdy ja to zobaczyłem, przeczytałem, to zrozumiałem, że przecież o to mi chodzi! Głosić Słowo Boże, wyjeżdżać na misje, uczyć się na uczelni papieskiej, być w zakonie, który pracuje na całym świecie. Tego szukałem! – mówi wzruszony.

Co był dalej? Po powrocie z pielgrzymki Jacek, uczeń klasy czwartej napisał do zgromadzenia we Wrocławiu. - Przyjazd do Wrocławia to była wielka wyprawa. Z mojej wioski dojechałem rowerem do Dobrej, stamtąd do Turku autobusem, z Turku, znów autobusem, do Wrocławia na stary dworzec PKS, potem tramwajem na Dworzec Świebodzki, a stamtąd do Wołowa i dopiero z Wołowa do Krzydliny. To było ogromne przeżycie! Jeden z braci dał mi biografię o. Klareta. W drodze do domu przeczytałem ją całą i byłem urzeczony. Wtedy byłem już pewien, że wstąpię – mówi.

To były czasy komunistyczne, mądrze było nie ogłaszać, że po maturze planuje się seminarium, ale decyzja zapadła. Rodzice przyjęli decyzję z radością, powołaniu nie byli przeciwni. - Niepokój budziła tylko odległość. Wrocław, Krzydlina – dla rodziców były to miejsca nieznane, a na dodatek informacja, że pierwszy rok to nowicjat i wtedy przez cały rok nie ma spotkań z rodziną, trochę ich zmartwiła – wspomina.

Machina ruszyła

Nowicjat rozpoczął 26 sierpnia 1988 r. To było jeszcze przed przełomem politycznym, więc do klasztoru zabrał kartki żywnościowe. Wspomnienie z tamtego czasu? Ponury Wrocław, zniszczone i zaniedbane zabudowania w Krzydlinie, raczej przygnębiające, niż podnoszące na duchu. - W Wielkopolsce było zupełnie inaczej. To na Dolnym Śląsku pierwszy raz w życiu zobaczyłem nieużytki. Byłem z wioski, moi rodzice ciężko pracowali, pomagałem im w pracach na polu. Potrafię orać, ręcznie kosić, żadna praca nie jest mi obca – mówi raźno.

Do Krzydliny przyjechało ich 17 i jego umiejętności z gospodarstwa od razu się przydały.

- Krzydlina nie wyglądała tak, jak dziś. Budynek rekolekcyjny był w budowie. Prawie każda kostka brukowa przeszła przez moje ręce, każdy kaloryfer, każda niemal dachówka. Ale to był też piękny czas budowania wspólnoty, co w życiu zakonnym jest niezwykle ważne.

W trakcie nowicjatu spotkał się z bliskimi tylko ten jeden raz. - Mama została w domu, przyjechał tato z bratem, ale gdy jechali do mnie to zamiast wysiąść w Wołowie, pojechali do Głogowa i w ten sposób stracili kolejne godziny – wspomina. Tęsknił, ale wiedział, że tak trzeba. W 1989 r. złożył pierwsze śluby, dostał sutannę i pas. Przyjechali rodzice, babcia, która bardzo się z niego i z tego wyboru drogi cieszyła. Po nowicjacie pojechał do domu.

- Wszyscy wreszcie mogli zobaczyć, że noszę sutannę, że to dzieje się naprawdę. Dużo wzruszających rozmów, pamiętam je do tej pory – mówi.

Techniczny specjalista od duszy

- Jeśli chodzi o obróbkę skrawaniem, to mamy trzy etapy: obróbka wstępna, zgrubna i wykańczająca – mówi biskup z dyplomem technika. - W formacji zakonnej i duchowej też są wszystkie trzy. Najpierw musimy usunąć zewnętrzną warstwę materiału z przedmiotu obrabianego, potem nadać kształt i wreszcie szlifujemy to, co ukształtowaliśmy – tłumaczy.

- Patrzę na życie duchowe jak na pewnego rodzaju konstrukcję, budowlę wznoszoną etapami, na wysiłek wkładany w budowanie – mówi.

Odkąd jest biskupem ta techniczna wiedza przydaje mu się jeszcze w innej dziedzinie. Gdy przyjeżdża na wizytację do parafii widzi, gdzie odchodzi blacha, dachówka, gdzie rynna cieknie – patrzy fachowym okiem. Czy księża o tym wiedzą? - Kiedyś jeden z proboszczów mówi: A co tam biskup w ciągu jednego dnia zobaczy? Proszę Księdza Proboszcza, drugi żyrandol od końca, żarówka się nie pali! – mówi rozbawiony.

Kapłan od 25 lat

Święcenia kapłańskie przyjął 27 maja 1995 r. - W dniu prymicji było gorąco, 31 stopni. To było w naszej wiosce historyczne wydarzenie, pięknie przygotowane, mnóstwo ludzi, orkiestra. Chyba ze 170 osób było zaproszonych do świętowania. Na 25-lecie muszę sobie kasetę video obejrzeć, bo mam takie nagranie, dużo wzruszeń – mówi.

A pierwsza parafia to była Łódź. Duża, 21 tys. wiernych i ciekawostka: proboszczem był ksiądz diecezjalny, a wikariuszami czterech Klaretynów. - Tworzyliśmy wspólnotę, atmosfera była kapitalna. To nauczyło mnie współpracy z księżmi diecezjalnymi – dodaje.

Pani Kicińska, mama, jeszcze jako panna, pojechała do Łodzi szukać pracy. - Pracy nie znalazła, ale spędziła w mieście dwa, trzy tygodnie i właśnie do tego kościoła chodziła na Mszę św. Gdy byłem dzieckiem często wspominała to miejsce: W Łodzi jest taki piękny kościół Wniebowzięcia, takiego kościoła to ja w życiu nie widziałam…! I tak się stało, że to była moja pierwsza parafia – mówi kapłan z 25 –letnim stażem.

CZYTAJ DALEJ

Niestrudzony pasterz narodu

2020-05-28 04:40

[ TEMATY ]

kard. Stefan Wyszyński

Prymas Tysiąclecia

39. rocznica śmierci

reprodukcja Łukasz Krzysztofka

Modlitwa przy trumnie kard. Stefana Wyszyńskiego. W prawym górnym rogu, przy sztandarze "Solidarności" bł. ks. Jerzy Popiełuszko.

"Wszystkie nadzieje to Matka Najświętsza, i jeżeli jaki program, to Ona". Te słowa swojego testamentu maryjnego wypowiedział na łożu śmierci kard. Stefan Wyszyński. 28 maja 1981 r. w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego odszedł do Domu Ojca.

W tym czasie w rezydencji Arcybiskupów Warszawskich trwała nieustanna modlitwa najbliższych współpracowników umierającego Prymasa. Lekarze cały czas czuwali. Nad ranem pogłębiły się zaburzenia pracy serca. Podawane leki nie przynosiły poprawy. Oddech stawał się coraz słabszy. Czuwający całą noc kardiolog stwierdził nadchodzącą agonię. Przy łożu zebrali się lekarze i domownicy. Ks. Bronisław Piasecki, kapelan Prymasa, prowadził modlitwy za konających. Kard. Wyszyński trzymał w dłoni zapaloną gromnicę, znak zmartwychwstania i życia. Leżał na prawym boku z przechyloną głową.

O godz. 4.40 nastąpiło zatrzymanie oddechu. Ustała praca serca. Lekarze stwierdzili zgon. Zebrani wokół odmawiali różaniec – tajemnice dźwigania krzyża, śmierci, zmartwychwstania i wniebowstąpienia. „Tej ostatniej chwili – jak zanotował ks. Piasecki – towarzyszy cisza i spokój. Jest to śmierć niezwykle spokojna, bez dostrzegalnych oznak konania”.

W kaplicy Domu Arcybiskupów ks. prał. Jerzy Dąbrowski celebrował o godz. 5.00 pierwszą Mszę św. żałobną za zmarłego Prymasa. Po niej ciało Kardynała zostało ubrane w purpurową sutannę, szaty liturgiczne, fioletowy ornat. Na piersi krzyż biskupi z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej, na palcu pierścień, dłonie oplecione różańcem, z którym za życia nigdy się nie rozstawał. W momencie przenoszenia ciała do trumny ubierający dostrzegli na twarzy Prymasa pojawiający się uśmiech.

Zgodnie z wolą kard. Wyszyńskiego, jego trumna została zamknięta i przeniesiona do sali audiencjonalnej na parterze domu arcybiskupiego. Obok trumny postawiono obraz Matki Bożej Częstochowskiej, która towarzyszyła mu każdego dnia.

Wydano komunikat lekarski o śmierci Prymasa. Gdy wiadomość podały rozgłośnie radiowe, do Domu Arcybiskupów zaczęły przychodzić tysiące mieszkańców stolicy, aby oddać hołd swojemu biskupowi.

Telegram na ręce kard. Franciszka Macharskiego przesłał z polikliniki Gemelli w Rzymie Ojciec św. Jan Paweł II. „Na wiadomość o śmierci umiłowanego brata w biskupstwie, wielkiego syna Kościoła i naszego narodu, księdza kardynała Stefana Wyszyńskiego, arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego i warszawskiego, Prymasa Polski, łączę się w bólu i modlitwie z całym Kościołem w Ojczyźnie i wszystkimi moimi rodakami. Przeżywając tajemnicę Wniebowstąpienia Pańskiego, proszę Najlepszego Ojca o wieczną nagrodę dla niestrudzonego pasterza i nieustraszonego świadka Ewangelii Chrystusowej. Ufam, że Pani Jasnogórska, Matka Kościoła, której tak bezgranicznie zawierzył, okaże Mu swojego Syna. Wsparty nadzieją chwalebnego zmartwychwstania, krzepię zbolałe serca wszystkich drogich braci i sióstr moim apostolskim błogosławieństwem” – napisał ranny po zamachu Jan Paweł II.

Wieczorem do Domu Arcybiskupów Warszawskich przybył kard. Franciszek Macharski, który przewodniczył obrzędom pogrzebowym przy trumnie zmarłego. Wśród gości był też m.in. brat Roger z ekumenicznej wspólnoty w Taize. Z ul. Miodowej kondukt pogrzebowy wyruszył do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu.

Rozpoczęła się wielka, narodowa żałoba. Już pierwszego dnia wpłynęło ponad 1600 listów kondolencyjnych z całego świata. Osób chcących pożegnać się z Prymasem były już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy. Do kościoła seminaryjnego ustawiały się długie kolejki. A pogrzeb, który odbył się 31 maja na ówczesnym pl. Zwycięstwa stał się wielką manifestacją religijno-patriotyczną. Zgromadził ok. pół miliona osób, które przybyły, aby oddać cześć swojemu Prymasowi i niekoronowanemu królowi Polski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję