Reklama

Bezsilność Unii Europejskiej

W Brukseli jak w Monachium?

Niedziela Ogólnopolska 37/2008, str. 29

Marian Miszalski
Dziennikarz „Niedzieli”, publicysta i komentator polityczny, stale współpracuje z paryskim „Głosem Katolickim” i tygodnikiem „Najwyższy Czas!”; autor kilku powieści i wielu przekładów z literatury francuskiej

Trudno oprzeć się wrażeniu, że b. KGB-iści z dzisiejszego Kremla weszli w buty Niemców sprzed 1939 r. i zdecydowali się na politykę faktów dokonanych, uznawszy, że Unia Europejska - mimo pozorów jedności - jest bardziej podzielona i słaba, niż to głosi brukselska propaganda. I jest to diagnoza w zasadzie słuszna: oś strategicznego partnerstwa Berlin - Moskwa jest silniejsza, co widać gołym okiem, niż „brukselska jedność”, istniejąca tak dobrze, jak na papierze. I dzisiejsza Rosja - przynajmniej pod pewnymi względami - jest w sytuacji podobnej do przedwojennych Niemiec: Niemcy miały kompleks przegranej wojny i pokoju wersalskiego, Rosja ma kompleks utraty supermocarstwowości i rozpadu Związku Sowieckiego. Przedwojenne Niemcy śniły swe stare polityczne marzenie o ekspansji, dzisiejsza Rosja śni swe marzenie o odbudowie utraconej strefy wpływów.
Uzasadniona w pewnej mierze jest także analogia ostatniego „szczytu brukselskiego”, poświęconego reakcji na rosyjską interwencję w Gruzji - do układu monachijskiego. Z tą różnicą, że w Monachium, w 1938 r., państwa europejskie zgodziły się na aneksję części Czechosłowacji przez Niemcy, grożąc palcem że to tylko „dla ratowania pokoju” i „ostatni już raz” - a w Brukseli,1 września br., zabrakło nawet takiego akcentu. Secesje Abchazji i Osetii uznano za „bezprawne”, co jednak kompromituje polityków unijnych, bo nie tak dawno za jak najbardziej „prawną” uznali secesję Kosowa, integralnej części Serbii. Uczynili to pod naciskiem niemieckim: polityka niemiecka w swej ekspansji na Bałkany uznaje od dawna prorosyjską Serbię za przeszkodę, a nie bez powodu główną polityczną sprężyną wcześniejszego rozbicia b. Jugosławii była także polityka niemiecka. Uznanie przez UE secesji Abchazji i Osetii za „bezprawne” i poprzestanie na tym stwierdzeniu - bez wyznaczenia nawet terminu, w którym Rosja powinna wycofać stamtąd swe wojsko - podkreśla tylko bezsilność UE wobec Rosji lub raczej podkreśla siłę strategicznego partnerstwa między Berlinem a Moskwą.
Zdaje się, że Kosowo było ostatnią już koncesją polityczną Rosji na rzecz Niemiec na Bałkanach, a Berlin postawiony został przez Moskwę przed decydującym wyborem: albo razem rozgrywamy Europę, albo UE pęknie i w Europie powstanie silna antyniemiecka orientacja polityczna. „Inicjatywa skandynawska” lub wspólne działania Polski, Litwy, Estonii mogą już nawet uchodzić za zalążek takiej orientacji. Gra „ruskich szachistów” jest dobrze przemyślana i skalkulowana: w obydwu przypadkach popycha Niemcy ku Rosji...
Można tę grę rosyjską przedstawić jeszcze inaczej: albo Niemcy przyprowadzą Unię Europejską Rosji, a słabe państwa UE traktowane będą jako „towar do pohandlowania” w ramach stref wpływów, albo - wobec narastającego europejskiego oporu wobec osi Berlin - Moskwa - Niemcy będą osłabiane politycznie w UE, a więc szukać będą wzmocnienia w Rosji.
Impotentne stanowisko Unii Europejskiej wobec rosyjskiego ataku na Gruzję bierze się po części z wyczekiwania, jakie z kolei stanowisko zajmą Stany Zjednoczone, co w ogromnej mierze zależy od wyników listopadowych wyborów prezydenckich, do których pozostało kilka tygodni. Może dlatego jedynym konkretnym postanowieniem brukselskiego, jałowego szczytu była decyzja o...zwołaniu nowego szczytu za sześć tygodni. Więc już po wyborach prezydenckich w Ameryce.
Gdy jednak mówimy o stanowisku Ameryki wobec sprawy gruzińskiej - warto odnotować, że przywódcy UE niejednokrotnie deklarowali z pełnym pychy przytupem, że jednym z celów UE jest „walka ekonomiczna z Ameryką”. Dlaczego zatem ta zwalczana przez UE Ameryka miałaby wzmacniać tę wrogą sobie Unię Europejską?... Z amerykańskiego punktu widzenia, wroga Ameryce Unia Europejska - kierowana i dyscyplinowana przez politykę niemiecką, szukającą zbliżenia bardziej niż strategicznego z Rosją, kosztem reszty Europy - nie jest wcale tworem politycznym, który warto konsolidować i wzmacniać: wręcz przeciwnie... I warto też odnotować, że polityka amerykańska wspierała także secesję Kosowa, tyle że z inną intencją niż robiły to Niemcy. Waszyngton zdaje się grać na dezintegrację UE pod przywództwem Niemiec, a zarazem na polityczne osłabianie Rosji, co jest polityką ambitną, ale trudną. Także ze względu na możliwą pomoc rosyjską w zwalczaniu antyamerykańskiego „terroryzmu”, przynajmniej w takiej mierze, w jakiej nie jest on inspirowany przez Moskwę... Czego wykluczyć nie można. Wolno nawet sądzić, że gdy Moskwa nie może już jawnie posługiwać się „ruchami narodowo-wyzwoleńczymi” na świecie (których aktywistów szkolono wojskowo i politycznie w Moskwie...) - tym chętniej zastąpi ten instrument swej polityki jakimś innym, bardziej utajnionym...
Zresztą wyczekiwanie na „zdecydowaną postawę Ameryki” może rozczarować także z innych względów niż wyżej wymienione. Taka „zdecydowana postawa” wiązałaby się raczej z wyborczym zwycięstwem republikanina McCaina niż demokraty Obamy. Tymczasem... przypomnijmy stary, ale dobry dowcip: „Nixon udowodnił, że Ameryką rządzić może nawet człowiek biedny; Kennedy - że może nią rządzić katolik; Ford - że może nią rządzić każdy”...
Hillary Clinton zapewniała podczas swej kampanii, że jej demokratyczny rywal do prezydenckiego fotela Barack Obama nijak nie nadaje się na prezydenta Ameryki: jest za młody, nie ma żadnego doświadczenia w polityce zagranicznej, umie tylko wygłaszać płomienne przemówienia... Krótko mówiąc - że to tylko zręczny demagog. Już po przegranej rywalizacji o nominację Partii Demokratycznej Hillary Clinton nieoczekiwanie...w pełni poparła Obamę, jako jedynego kandydata godnego zaufania... Trudno powiedzieć, kiedy Hillary Clinton była szczera, ale nie da się wykluczyć, że wtedy, gdy wyrażała się o Obamie tak, jak brzmi ów dowcip o prezydencie Fordzie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Alan Ames: nie bójcie się wirusa! Bóg się wami opiekuje

2020-03-27 09:22

[ TEMATY ]

Alan Ames

koronawirus

Esprit

Niektórzy mówią, że żyjemy w czasach ostatecznych. Być może tak jest. Ale tylko Ojciec zna czas, kiedy nastąpi koniec. Nie bójcie się niczego. Unieście głowy i zaufajcie Bogu – mówi mistyk Carver Alan Ames. Autor książki „Oczami Jezusa” wydał właśnie w Polsce poruszające rozważania na temat Eucharystii „Wszystko czym jestem”.

ZOBACZ NOWĄ KSIĄŻKĘ ALAN AMESA „WSZYSTKO CZYM JESTEM”: Zobacz

W tych trudnych dla Polski i świata tygodniach towarzyszy nam wyjątkowy głód Boga. Brakuje nam modlitwy, sakramentów a przede wszystkim daru Eucharystii. Jak mamy sobie z tym poradzić?

To, że nie można przyjmować Komunii Świętej jest największą tragedią. Jednakże powinniśmy uświadomić sobie, że możemy nieść ten krzyż z miłością, ofiarując nasz ból cierpiącemu Panu Jezusowi. Przez ten ból łaska rozlewa się na cały świat. Tak samo przecież łaska ta rozlała się poprzez boleść Maryi pod krzyżem.

Pamiętajmy też, że każdego dnia możemy przyjąć komunię duchową, tak aby nasze dusze zjednoczyły się w Jego miłości.

Co Pan Jezus chce nam powiedzieć poprzez czasy, w których żyjemy? Dlaczego dopuszcza epidemię wywołaną przez nowego koronawirusa?

W tym czasie mam nadzieję, że wszyscy docenimy Eucharystię, ponieważ ludzie zapomnieli już jak wielki dar otrzymali od Boga w tym sakramencie! Oczywiście bez względu na sytuację powinniśmy być posłuszni poleceniom biskupów, ponieważ oni są pasterzami i poprowadzą nas właściwą drogą, a my powinniśmy iść za nimi w wierze.

Część z nas obawia się tego, co dzieje się na świecie, boi się o siebie, o swoje rodziny. W tych trudnych czasach jednak ważne jest, by skupić się na Chrystusie i nie dać się panice. Bądźcie pełni pokoju wiedząc, że Chrystus jest przy was, opiekuję się wami, a wszystko co się wydarza w waszym życiu jest z Jego woli. Nie dopuszczajcie lęku do swojego serca, ale módlcie się słowami: „Jezu, ufam Tobie”.

Ale lęk pojawia się w nas naturalnie. Dlaczego jest on czymś niewłaściwym?

Tak, to naturalne, że się boimy, ale Chrystus jest z nami! Jeśli poddamy się strachowi, to on oddzieli nas od Boga. Wreszcie strach może nas doprowadzić do grzechu. Stanie się tak, jeśli za wszelką cenę będziemy dążyć do tego, by w naszym życiu wszystko było dobrze. Z Jezusem w naszych sercach nie powinniśmy się lękać, ponieważ On jest z nami i będzie nas bronił.

Przypomnijcie sobie, jak Kościół pierwszych wieków całkowicie zawierzył Bogu. I my powinniśmy czynić podobnie. Możemy znaleźć siłę prosząc Ducha Świętego o oddalenie naszych obaw i umocnienie wiary. On przyjdzie nam z pomocą. Umocni naszego ducha, byśmy mogli prawdziwie żyć w miłości Chrystusa.

Czy chciałbyś coś szczególnego powiedzieć Polakom? Wiele razy byłeś w Polsce, modliłeś się z nami, po takich modlitwach dokonywało się wiele uzdrowień i nawróceń. Czy masz dla nas jakieś słowo otuchy?

Pamiętajcie, że Bóg zaopiekuję się wami. Nie rozpraszajcie się, nadal kochajcie innych, pomagajcie sobie wzajemnie i dzielcie się dobrem z innymi. Niektórzy mówią, że są to czasy ostateczne, ale nikt nie zna czasu ostatecznego poza Ojcem. Nie idźcie więc drogą rozpaczy, ale drogą nadziei w naszym Panu Jezusie Chrystusie. Pan zapowiedział to wszystko w Piśmie Świętym, dlaczego więc się dziwimy? Stańmy wyprostowani i wysoko unieśmy głowy, kiedy wyznajemy Chrystusa: „Panie, dokądkolwiek mnie poprowadzisz, pójdę za Tobą”.

Rozmawiała: Monika Lenik

WIĘCEJ ZNAJDZIESZ W NOWEJ KSIĄŻCE ALANA AMESA „WSZYSTKO CZYM JESTEM”: Zobacz

Esprit

CZYTAJ DALEJ

Messori: Kościół zawsze służył zakażonym, tym się wyróżniał

2020-03-31 18:12

[ TEMATY ]

Włochy

koronawirus

vittoriomessori.it

Vittorio Messori

W czasach epidemii duchowieństwo zawsze było bardzo aktywne. I wielu kapłanów umierało. Nie było to wystawianie Pana Boga na próbę, lecz świadomość własnej misji. Kościół wyróżniał się tym świadectwem, angażował swoich ludzi, by ulżyć ludziom w cierpieniu – przypomina Vittorio Messori. Mówiąc o aktualnej epidemii przyznaje on, że i dziś nie brak wspaniałych księży, kilkudziesięciu już umarło na skutek koronawirusa, są to jednak akty indywidualnego heroizmu. Brak natomiast powszechnej mobilizacji.

Messori podkreśla jednak wyraźnie, że obowiązkiem chrześcijanina jest podporządkować się zarządzeniem prawomocnych władz, o ile nie sprzeciwiają się one wierze. W aktualnej sytuacji posunięto się jednak za daleko. Zdaniem katolickiego pisarza i apologety w wielu wypadkach można by dalej sprawować Msze w kościołach, a przy tym zachowywać wszystkie normy bezpieczeństwa przewidziane dziś przez prawo. We Włoszech istnieje wiele dużych świątyń, z dobrym nagłośnieniem. Wystarczyłyby odpowiednie służby porządkowe. Wszystko to dałoby się zorganizować – dodaje Messori.

Włoski pisarz z ubolewaniem przyjął też wiadomość o zamknięciu sanktuarium w Lourdes, które zawsze pozostawało otwarte, nawet podczas wojny, czy antyklerykalnych reżimów. Przyznaje jednak, że rozumie tę decyzję, bo otwarte sanktuarium mogłoby mobilizować ruch pielgrzymkowy, co w tych okolicznościach nie jest wskazane.

CZYTAJ DALEJ
E-wydanie
Czytaj Niedzielę z domu

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję