Reklama

Kapłan i aktor

Pan moim pasterzem i nie brak mi niczego - powiada ks. Kazimierz Orzechowski pierwszym wersem 23 Psalmu. I patrzy spod lekko przymkniętych powiek w przestronne okna Domu Aktora w podwarszawskim Skolimowie. Przebywa tu w dwojakiej roli: emeryta aktora, bo jest nim z zawodu, i emeryta księdza, bo jest nim z powołania. Odprawia Mszę św. w kaplicy maleńkiej niczym Piotrowa łódź rybacka. Czyta, rozmawia, spaceruje. Chętnie spotyka się z ludźmi. Nie zamyka się na nikogo.
Mieszkam w otoczeniu ciekawych osobowości. Chodzącej historii polskiego kina i teatru. Mam znakomitą opiekę lekarską. Serdeczny personel. Całodzienne wyżywienie. Ciepło. Więc czegóż mi więcej potrzeba? - pyta osiemdziesięciolatek, ks. Kazimierz Orzechowski. - Od czasu do czasu wyjeżdżam na zdjęcia do „Złotopolskich”, gdzie gram ks. Leskiego. Czy też jadę, jeśli mi siły pozwalają, bo zaproszeń mamy wiele, ze swoim spektaklem o wielkiej postaci francuskiej i światowej piosenki, pt.: „Edith Piaf: o nadziei, radości i miłości”. Gram w nim z Grażynką Matkowską i Januszem Tylmanem.
Zza szyby orzechowego regału patrzą niczym przez szkła rogowych okularów oczy nieżyjących już aktorów, których nazwisk niemal nikt już nie pamięta. Może poza gronem profesjonalistów zajmujących się sceną i encyklopedią polskiego teatru: Zofia Mysłakowska, Maria Billiżanka, Kazimierz Szubert… Aktorzy, poznani w Krakowie przez szesnastolatka Kazia, zaraz po wojnie stali się na lata jego aktorskimi wzorami, nauczycielami. Jest również fotografia ks. Kazimierza z Janem Pawłem II, który zaraz po okupacji zachodził do Iwo Galla na rozmowy o teatrze. Tam właśnie po raz pierwszy spotkał się z przyszłym papieżem przyszły aktor i przyszły ks. Kazimierz Orzechowski. Spotkania obu księży miały miejsce później jeszcze wielokrotnie. Mama ks. Kazimierza mieszkała w Krakowie i ilekroć ją odwiedzał, spotykał się też z ks. Karolem Wojtyłą. Ale najbardziej w pamięci utkwiły mu dwa spotkania z tym wielkim Polakiem. Pierwsze - podczas święceń kapłańskich w 1969 r., których udzielał mu kard. Wojtyła w Krakowie. Mimo iż kleryk Orzechowski kończył warszawskie Seminarium. I spotkanie drugie - kiedy Wojtyła był już papieżem, a ks. Kazimierz zamierzał zostać w Rzymie u Augustianów.
- Rozegrała się zabawna scena - opowiada ks. Orzechowski. - Jestem na śniadaniu u Papieża, a ks. Stanisław Dziwisz mówi: „Widzisz, Ojcze Święty, zwariował nam ten Kazio zupełnie z tymi zakonami. Gdzie mu tam do klasztoru?”. Ojciec Święty spojrzał na mnie i żartobliwie oznajmił: „Wiesz, Stasio, ty masz rację, on zwariował”. A już tak poważnie powiedział do mnie: „Wiesz co, Kaziu, ja bym wolał, żebyś ty wrócił do Polski i został kapelanem aktorów. U siebie, wśród swoich”. No i co? Rad nierad dokończyłem kilku miesięcy augustiańskiej posługi i w 1980 r. wróciłem do Polski. Do tej samej parafii pw. św. Michała na warszawskim Mokotowie, w której wcześniej posługiwałem.

***

Regał w pokoju ks. Kazimierza stoi tuż przy oknie z widokiem na domek, w którym pomieszkiwał w latach stanu wojennego ks. Jerzy Popiełuszko. Na półkach setki książek, albumy z reprodukcjami dzieł wielkich malarzy. Ale przede wszystkim nagrania klasyków operowych, których ks. Orzechowski jest wielkim wielbicielem i znawcą. Rozmawiamy kolejne godziny. Nieoczekiwanie Ksiądz zamyśla się na dłuższy czas. Krąży wokół lat 40. ubiegłego wieku. Widzi Kraków w czasie, gdy jeszcze był w studium aktorskim u swego wuja Iwo Galla - współzałożyciela, wraz z Juliuszem Osterwą, Teatru „Reduta”, wybitnego artysty, który po wojnie został wygnany z Krakowa do Gdańska, bo „nie chciał sprostać” nadciągającym socrealistycznym gustom fornalskiej władzy. Innym razem ks. Kazimierz wędruje po plenerach kilkudziesięciu filmów, w których zagrał swoje, jak podkreśla, niezbyt wielkie role. Choć zawsze z tych drugoplanowych tworzył mistrzowskie kreacje. Rola księdza w „Pannach z Wilka” została dopisana przez Jarosława Iwaszkiewicza specjalnie dla niego, na zamówienie reżysera filmu Andrzeja Wajdy. Albo postać księdza w dokumencie Zbigniewa Dzięgiela „Doświadczanie miłości”. Przemierzając Ziemię Świętą, ks. Kazimierz opowiada w tym filmie tyleż historię biblijną, co własną i tych, którzy jak on doświadczyli Bożej miłości w napotkanych ludziach. Swoją opowieść snuje więc m.in. wybitny kaznodzieja Daniel Rufeisen, który w czasie wojny ponad rok ukrywał się przed Niemcami w podbeskidzkim klasztorze. Żyd, katolik, który po wojnie wstąpił w Polsce do Zakonu Karmelitów, a od lat 50. pełni posługę misyjną w Izraelu, wśród tamtejszych chrześcijan. O sobie i historii swojej miłości opowiada też s. Rafaela, która pobudowała w Izraelu „Dom pokoju” i tam wychowuje dzieci osierocone podczas wojen arabsko-żydowskich, opiekuje się nimi.
- W Ziemi Świętej byłem już ze trzydzieści razy - mówi ks. Kazimierz. - Chodzę po śladach Chrystusa, bo dla mnie jest On zawsze najważniejszy. To cudowne doświadczenie, kiedy mogę oglądać te same widoki, jakimi mógł się sycić Chrystus. To samo niebo i gwiazdy. Te same kamienie z Ziemi Świętej. Wprost dotykam Jego obecności. To dla mnie taka teraźniejszość Chrystusa.
Od lat jednak ks. Kazimierz na Chrystusowe drogi wchodzi już nie sam, lecz z bagażem. Jest taka, jedna z pierwszych, scena filmu „Doświadczanie miłości”, która rozpoczyna się kadrami obskurnych krat więziennych. Na pierwszym planie skazany, który rysuje ks. Orzechowskiemu krzyż na czole przed wyjazdem na kolejną pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Ten sam znak powtarza wielu innych więźniów. I te ich krzyże, które niosą na co dzień, zabiera ks. Kazimierz do Ziemi Świętej. Wędrując po Chrystusowych ścieżkach, powierza je Panu Bogu. Modli się za więźniów, odwiedzając Pole Pasterzy, Górę Oliwną w Jerozolimie, Betlejem, Pustynię Judzką, Jezioro Galilejskie.
Modli się tak samo gorliwie, przepraszając Boga za ich grzechy, jak i za swój grzech niewiary. Zwątpił, gdy chorował na raka trzustki. Miał wtedy tak wielką niewiarę w moc Boga, że dziś jest mu za to wstyd. A przecież Bóg jednym tchnieniem, wbrew jakimkolwiek rokowaniom lekarzy, przywrócił go do życia. W czasie choroby czuł jednak tak straszny ból, że nie wierzył modlitwom ani swoich przyjaciół, ani swojej matki, choć modliła się o wstawiennictwo do Matki Bożej. Życie jakby zataczało koło. Tuż przed narodzinami Kazimierza lekarze dawali jego matce niewiele życia. Chciała, żeby żył szczęśliwie. Ofiarowała go Panu Bogu. I… zdrowa, i szczęśliwa przeżyła do 1984 r. A Kazimierz w 33. roku życia, po 15 latach aktorstwa, wstąpił do seminarium. Zwątpienia towarzyszyły zresztą jego drodze wiary niemal od samego początku. Pan prowadził go mocną ręką. Kiedy wybuchła II wojna światowa, miał 10 lat i spędzał wakacje w Krakowie, oddalony o setki kilometrów od ich rodzinnego Gdańska. Modlił się wówczas gorliwie, aby już następnego dnia jego rodzice odnaleźli się. Czekał na nich cały „wieczny” miesiąc. I to był ten pierwszy raz. Drugi był wtedy, kiedy jego ukochany ojciec, ścigany przez Niemców za działalność w AK, zmarł w 1943 r. na zawał serca na ul. Długiej w Krakowie. Właśnie w dniu, kiedy przyjechał odwiedzić kochającą żonę i syna.

Reklama

***

Przez lata swojego aktorstwa Kazimierz Orzechowski miał do czynienia z wielkimi sławami sceny, m.in. z: Niną Andrycz, Ireną Eichlerówną, Elżbietą Barszczewską, Zofią Małynicz, Ignacym Gogolewskim, Władysławem Hańczą, Stanisławem Jasiukiewiczem, Janem Kreczmarem, Janem Kurnakowiczem, Józefem Kondratem, Mariuszem Dmochowskim, Czesławem Wołłejką. Jednak kiedy w 1958 r. otrzymał angaż do Teatru Polskiego w Warszawie, jego przystanią nie stał się teatr, ale od początku był nią kościół Wizytek pw. św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny na Krakowskim Przedmieściu. Świątynia pełna świadectw historii, która jako jedyna w tamtejszej okolicy nie ucierpiała w czasie II wojny. To tu święcenia kapłańskie przyjmował prymas Polski kard. August Hlond. A jak podaje historia, na tamtejszych organach grał mały „Frycek” - Fryderyk Chopin. Tu przyszły ks. Orzechowski poczuł dotyk Boga w czerwcu 1959 r. i usłyszał, że jego drogą ma być kapłaństwo. Zastanawiał się jednak przez 3 lata, zanim wstąpił do seminarium. Były to kolejne, jak podkreśla, 3 lata niewiary w to, co mówi do niego Bóg. I kiedy już chciał wstąpić do warszawskiego Seminarium, gdzie uczył kleryków dykcji, ówczesny rektor nie był tym zachwycony. Podejrzewał, że popularny aktor znudzi się po kilku miesiącach i odejdzie, wywołując jednocześnie wokół tego zdarzenia nieprzyjemny posmak skandalu. Dopiero na interwencję prymasa Stefana Wyszyńskiego, którego aktor znał od lat, został przyjęty do Seminarium w Gnieźnie. - Tak, Pan Bóg stawiał na mojej drodze różne przeszkody, ale też z drugiej strony wielkich ludzi Kościoła. Do dziś nie wiem jednak, na ile ja z tej ich wielkości skorzystałem - zastanawia się ks. Kazimierz. - A to byli moi wielcy ojcowie: Jan Paweł II czy karmelita bosy o. Daniel Rufeisen. To oni uczyli mnie wiary i miłości Boga. Ale też i inni giganci duchowości: kard. Wyszyński, księża od Wizytek - Jan Twardowski, Bronisław Bozowski, Jan Zieja czy ks. Tadeusz Fedorowicz z podwarszawskich Lasek. Fascynowali mnie. Dlaczego? To tak jakby zapytać: Dlaczego lubisz Chopina... Przede wszystkim emanowała z nich godność, świętość.
Miłości do Boga uczyła też ks. Orzechowskiego - niemal za każdym razem każe to podkreślać - Mała Tereska z Lisieux, która w sposób absolutny powierzyła się Bogu. Ale też Edith Piaf, którą nazywa Magdaleną XX wieku. Niektórych wiernych bardzo to wyniesienie oburza. Pytają: jak dziewczyna z nizin, dziewczyna ulicy, piosenkarka, choć wybitna, może być postacią godną do naśladowania? - To właśnie dlatego tak gorliwie recytuję dziś jej pamiętniki, pokazując, jak wyszła z tego dna - odpowiada z żarliwością ks. Kazimierz, jeżdżąc po Polsce ze swoim spektaklem o Piaf. To taka moja fascynacja współczesną postacią, bo niewielu miało tak bogate życie jak ona. - Niewidoma do siódmego roku życia, której wzrok wymodliła siostra zakonna. Maleńka Edith - porzucona przez rodziców po urodzeniu. Pojona wódką od dziecka. Kopana. Poniewierana. Od dziecka na ulicy... Dzięki Bogu potrafiła się podźwignąć z tego absolutnego dna. Trudno sobie wyobrazić, by jeden człowiek mógł coś takiego przeżyć. Taki drobiażdżek, a zarazem mocarz ducha. Była kobietą wielkiej religijności. Zawsze podkreślała: Nie trać w Bogu nadziei. Zaczynaj od początku. Zapytana podczas ostatniego swojego wywiadu, jak to się dzieje, że może wierzyć Bogu, mimo że Bóg zesłał na nią tyle nieszczęść - odpowiedziała, że Bóg nie zsyła nieszczęść, tylko miłość. I zawsze przy tym podkreślała: Nawet kiedy musisz zaczynać od zera, nigdy nie trać nadziei. Ta jej zasada stała się i moim mottem, od kiedy Pan Bóg przywrócił mnie znowu życiu. Choć nadal nieraz wątpiłem, zawsze jednak powtarzałem: „Spes contra spem” - Miej nadzieję wbrew wszelkiej nadziei. I dzisiaj chcę przekazać tę siłę, tę wiarę ludziom. Nie trać nadziei! Nie załamuj się! - mówiłem i mówię czy to jako kapłan posługujący w więzieniu na oddziale narkomanów, chorych na AIDS, czy jako aktor, jeżdżąc od lat z tym spektaklem.

***

Spacerujemy po cichych korytarzach przestronnego pensjonatu dla aktorów. Ksiądz pokazuje w kaplicy obrazy i rzeźby wykonane przez artystów dla kolegów artystów. Krucyfiksy. Matki Boskie. Znad ołtarza mosiężny Ukrzyżowany patrzy na Chrystusa bez rąk i nóg po drugiej stronie kaplicy. Ktoś Go znalazł następnego dnia po Powstaniu Warszawskim, porzuconego na gruzach warszawskiej Starówki. Ks. Kazimierz modli się i powtarza: „Spes contra spem”.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Posty nakazane zachowywać

Niedziela warszawska 46/2003

Iwona Sztajner

Przykazania kościelne są zaproszeniem do współodpowiedzialności za Kościół
Zachęcają do przemyśleń, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy z przekonania

Rozmowa z ks. Krzysztofem Koskiem, doktorem prawa kanonicznego, rzecznikiem archidiecezji warszawskiej

Milena Kindziuk: - Ostatnio media obwieściły, że Kościół zniósł post w bożonarodzeniową Wigilię. Czy rzeczywiście?

Ks. dr Krzysztof Kosek: - Przez to wprowadziły one sporo zamieszania, szczególnie u osób niezbyt dokładnie zorientowanych w tej kwestii. Przecież post w Wigilię należy jedynie do tradycji polskiej. Nigdy nie był nakazany w całym Kościele. I nadal zaproszeni jesteśmy, aby tej tradycji przestrzegać. Na marginesie dodam, że statuty zakończonego niedawno IV Synodu naszej archidiecezji stwierdzają, że w Wigilię Bożego Narodzenia należy zachować wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych.

- Ale list biskupów na temat nowej wersji przykazań kościelnych, który ma być czytany w Adwencie w kościołach, nie mówi, by zachowywać tradycję i nie spożywać pokarmów mięsnych w Wigilię.

- Bo to jest oczywiste. Wigilia z języka łacińskiego oznacza „czuwanie, oczekiwanie”. Pan Jezus często zapraszał swoich uczniów do zajęcia takiej właśnie postawy, ponieważ nie znają dnia ani godziny Jego przyjścia. Post religijny jest bowiem wyrazem panowania ducha nad ciałem, oczekiwania, pragnienia spotkania z Chrystusem, jedności z Nim. Przez to pomaga on przygotować się do danej uroczystości, głębiej ją przeżywać. Podobnie zresztą jest z postem w Wielką Sobotę. W niektórych domach spożywa się mięso już po poświęceniu pokarmów, w innych dopiero po Wigilii Paschalnej w Wielką Noc. Też jest to kwestia tradycji. Myślę jednak, że warto tu uświadomić sobie, czym jest post, jakie prawdy pomaga przeżywać. Każdemu, kto zastanowi się, jakie chwile z życia Jezusa przeżywamy w Wielką Sobotę, na pewno łatwiej będzie zachować wstrzemięźliwość w spożywaniu pokarmów.

- Jedno z przykazań w nowej wersji mówi, że należy zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od zabaw. Jakie są okresy „nakazane” w ciągu roku?

- Chodzi o piątki całego roku i o czas Wielkiego Postu. Wiele kontrowersji budzi czas Adwentu - nie ma on charakteru pokutnego - jest czasem radosnego oczekiwania. Ale oczekiwania, które ma być wypełnione prostowaniem ścieżek życia, przygotowaniem miejsca dla Pana w sercu - by mógł się tam narodzić. A ten proces nawrócenia wymaga ciszy, refleksji, skupienia. Już po Bożym Narodzeniu rozpoczyna się czas szczególnych zabaw - karnawał.

- Grzechem jest więc spożywanie mięsa w piątki?

- Tak, pod warunkiem, że czyni się to z wyboru. Jeśli ktoś stołuje się poza domem i w stołówce nie ma wyboru menu, może skorzystać z dyspensy od zachowania wstrzemięźliwości. Zaproszony jest do odmówienia modlitwy w intencji Ojca Świętego, złożenia jałmużny postnej.
Generalnie, powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w piątki obowiązuje katolików, którzy ukończyli 14. rok życia. Ścisły post w Środę Popielcową i Wielki Piątek, czyli jeden posiłek do syta w ciągu dnia, obowiązuje katolików pomiędzy 18. a 60. rokiem życia.

- Można jednak nie jeść mięsa, ale w to miejsce kupić sobie inne przysmaki. Jaki sens ma wtedy taki post?

- Ważne jest właściwe rozumienie terminu: post. Nie chodzi tylko o to, aby nie jeść potraw mięsnych. Potrawy mięsne z reguły są droższe, dlatego odmawiając ich sobie jesteśmy zachęcani, aby zaoszczędzone środki przeznaczyć na potrzeby ludzi najuboższych. W wielu kościołach można spotkać puszki z napisem „Jałmużna postna”. Jeżeli na przykład ktoś jest wegetarianinem i normalnie nie je mięsa, jest zaproszony do tego, by w inny sposób narzucić sobie wstrzemięźliwość w jedzeniu i okazać swą łączność z Chrystusem, bo piątek to przecież dzień Jego męki i śmierci.

- Biskupi sugerują, że we wszystkie piątki w ciągu całego roku należy uszanować charakter pokuty, dlatego katolicy nie powinni w tym dniu uczestniczyć w zabawach. Znaczy, że nie powinno się iść na przykład na dyskotekę w piątek?

- Zdecydowanie nie powinno! Jeżeli piątek jest dniem solidarności z Chrystusem cierpiącym dla mojego zbawienia, to oczywiste jest, że nie mogę się w tym dniu bawić. Podobnie, jeśli obchodzę rocznicę śmierci bliskiej mi osoby, nie będę w tym dniu urządzał balu ani brał udziału w zabawie, to po prostu nie wypada.

- Nowością jest piąte przykazanie kościelne, zobowiązujące wiernych do troski o materialne potrzeby wspólnoty Kościoła. Nie występowało ono w poprzednich sformułowaniach. Co to znaczy w praktyce?

- Jest to odwołanie do coraz szerszego udziału wiernych świeckich w życiu Kościoła. Minęły czasy, kiedy Kościół posiadał wielkie dobra i w szerszym stopniu był mecenasem sztuki i kultury. Minęły czasy kolatorów, którzy troszczyli się o potrzeby materialne Kościoła. Z pewnym wzruszeniem można czytać opisy pierwszych Eucharystii, gdy wierni przynosili na nie dary. Po zakończeniu zanoszono chorym Komunię św., starano się także o zaspokojenie ich potrzeb materialnych.
Dziś wierni świeccy zaproszeni są do troski o potrzeby materialne Kościoła - by miał środki na sprawowanie kultu, prowadzenie działalności apostolskiej czy charytatywnej. Przecież tak prozaiczne sprawy jak oświetlenie świątyni, ogrzanie, utrzymanie w czystości czy wynagrodzenie świeckich pracowników wymaga pewnych środków. Pomijam tu sprawy związane z inwestycjami, konserwacją dzieł sztuki. W wielu parafiach działają już także - obok rad duszpasterskich - rady ekonomiczne; świeccy w bardzo konkretny sposób wspomagają swych duszpasterzy w sprawach związanych z zabezpieczeniem materialnych potrzeb parafii.
Przykazanie to mobilizuje do refleksji nad rozumieniem własności prywatnej - za pomocą dobrego użytku z pieniądza mamy zapewnić sobie wieczne szczęście. Pan Jezus mówił o niebezpieczeństwie bogactw, a Łazarz został odrzucony nie z powodu swego bogactwa, ale dlatego, że nie dostrzegał ludzi będących w potrzebie. Bardzo popularne jest obecnie słowo „sponsor” - wiele działań Kościoła nie byłoby możliwych, gdyby właśnie nie zaangażowanie materialne określonych osób, które bardzo konkretnie wypełniają normę V przykazania kościelnego.

- A po co w ogóle są przykazania kościelne, skoro jest 10 przykazań Bożych?

- Przykazania kościelne są próbą interpretacji, uszczegółowienia, przybliżenia powinności, które spoczywają na każdym wierzącym. Kościół posiada własne, przyrodzone prawo stanowienia prawa, na przykład kanonicznego, liturgicznego. Całe nauczanie Kościoła jest głoszeniem Dobrej Nowiny objawionej w Jezusie Chrystusie. W tym świetle należy odczytywać przykazania kościelne. Są one służbą temu najważniejszemu przykazaniu miłości Boga i bliźniego.

- Mogłoby ich więc na dobrą sprawę nie być?

- Oczywiście, mógłby istnieć sam Dekalog, bo on jest najważniejszy. Ale przykazania kościelne wyjaśniają pewne normy. Ważne jest, by pamiętać, że Kościół nie ma władzy nad Dekalogiem, bo pochodzi on od samego Boga. Stąd Dekalog jest niezmienny. Natomiast prawo kościelne ma charakter dynamiczny, podlega zmianom, stąd zmiana przykazań kościelnych. Najwyższym prawem w Kościele jest zbawienie dusz i temu celowi służą także zmiany w przykazaniach kościelnych.

- Czy nieprzestrzeganie przykazań kościelnych zatem jest grzechem?

- Jeżeli przykazanie kościelne mówi, żeby uczestniczyć we Mszy św. w niedziele i święta, to dotyka normy ustanowionej przez przykazania Boże. A ich nieprzestrzeganie zawsze pozostaje grzechem.

- A jeżeli nie dotyka Dekalogu?

- To jest radą, ma służyć dobru duchowemu człowieka a odrzucenie tych rad jest przynajmniej grzechem zaniedbania dobra, które mogłem uczynić.

- Czyli nie trzeba się z tego spowiadać...

- Dla przykładu: pierwsze i drugie przykazanie wyrażają minimalne oczekiwania Kościoła wobec człowieka wierzącego. Weźmy na przykład drugie przykazanie kościelne: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Czym jest sakrament pokuty? Na spowiedzi mamy obowiązek wyznania grzechów ciężkich. Codziennie jednak doświadczamy ludzkich słabości, które są przyczyną grzechów określanych mianem powszednich. Zbyt długi odstęp między korzystaniem z sakramentu pokuty może prowadzić do pewnego zobojętnienia, znieczulenia sumienia na grzech, a więc do rozluźnienia relacji z Chrystusem. Kwestia częstotliwości w korzystaniu ze spowiedzi to sprawa osobistej wrażliwości, dobrze uformowanego sumienia. Życie przynosi tyle sytuacji, które chcemy przeżyć w sposób szczególny: święta, rocznice ślubu, śmierci, imieniny i urodziny własne czy bliskich - wszystkie one są także okazją do spotkania z Chrystusem w sakramencie pokuty.

- Podobnie w odniesieniu do sakramentu Eucharystii?

- Trudno chyba nazwać człowiekiem gorliwym w wierze kogoś, kto do Komunii Świętej przystąpi - jak wymaga tego Kościół w III przykazaniu - raz w roku w okresie wielkanocnym. Jest to minimum związku z Chrystusem, który ofiaruje się za nas w każdej Eucharystii i zaprasza nas na swoją ucztę.

- A dlaczego w przykazaniu zostały rozdzielone spowiedź od pokuty?

- Myślę, że chodzi o uzmysłowienie roli sakramentu pokuty i Eucharystii. Ludzie często spowiadają się: „Ostatni raz byłem u spowiedzi i Komunii św. wtedy i wtedy”. Panuje taki pogląd, że do Komunii przystępujemy tylko raz po spowiedzi. A jest to błędem.

- Jak długo zatem można przyjmować Komunię po ostatniej spowiedzi, jeżeli nie ma się grzechu ciężkiego?

- Nie ma tu wyznaczonej granicy. Każdy ocenia to według własnego sumienia.
Uczestnicząc w każdej Mszy św. słyszymy słowa: „Bierzcie i jedzcie”. Jesteśmy zatem zaproszeni, aby w sposób pełny brać udział w każdej Mszy. A pełny udział w niej polega także na przyjęciu Komunii. Oczywiście, był czas w historii Kościoła, gdy do Komunii przystępowano raz na kilka lat, i czynili tak nawet ludzie święci. Na fali posoborowej odnowy Kościoła jesteśmy zaproszeni do pełniejszego uczestniczenia i przeżywania Eucharystii. A że często nie czujemy się godni przyjmować Komunii? Pamiętajmy, że Msza św. rozpoczyna się aktem skruchy, pokuty. Stajemy przed Chrystusem w prawdzie o naszej słabości. Podobnie przed Komunią wyrażamy swoją niegodność słowami setnika: „Panie, nie jestem godzien...”. Św. Franciszek Salezy mówił, że potrzebują Komunii chorzy, aby wyzdrowieć, i silni, aby nie upaść. Bardzo głębokie wskazania na temat przystępowania do Komunii św. możemy znaleźć w Naśladowaniu Chrystusa Tomasza á Kempis. Jest to zresztą temat na osobną rozmowę.

- Pozostało jeszcze pierwsze przykazanie kościelne. W drugiej części mówi ono o powstrzymaniu się od prac niekoniecznych. Katechizm wyjaśnia: Są to „prace i zajęcia, które utrudniają oddawanie czci Bogu, przeżywanie radości właściwej dniowi Pańskiemu oraz korzystanie z należnego odpoczynku duchowego i fizycznego”. Co to znaczy w praktyce?

- W chrześcijaństwie niedziela jest „małą Wielkanocą”, pierwszym dniem tygodnia, w którym Kościół w szczególny sposób celebruje tajemnicę zmartwychwstania Chrystusa. Jest niedziela i Msza św. zadatkiem, antycypacją odpoczynku zbawionych w niebie, obrazem uczty, na którą Chrystus zaprasza w niebie. Dlatego Kościół przypomina, by powstrzymać się w tym dniu od prac niekoniecznych - od tego wszystkiego, co przeszkadza w pełnym bliskości obcowaniu z Bogiem. A więc takich, które z powodzeniem można wykonać przez sześć pozostałych dni. Mam na myśli: pranie, sprzątanie, robienie zakupów itp. Wydaje mi się, że w kontekście tego przykazania trzeba nam przeprowadzić namysł nad zdolnością świętowania - czy nie sprowadza się ono tylko do oglądania telewizji, mocno zakrapianego alkoholem biesiadowania przy stole, bez głębszej refleksji nad treścią przeżywanego święta. Czy chrześcijańskie świętowanie nie zakłada spotkania rodziny (na które w tygodniu nie zawsze jest czas), wspólnego posiłku, rozmowy - a nie wymiany informacji, jak dzieje się w codziennym zabieganiu - dzielenia się swoimi radościami i trudnościami, a wszystko to w atmosferze nadziei, jaką przynosi spotkanie z Bogiem przeżyte na modlitwie czy Eucharystii.

- Jesteśmy zwolnieni z obowiązku udziału w świętach, które są w Polsce dniami pracy: Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny - 8 grudnia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła. Nie jest to pójście na łatwiznę?

- Jest to wzięcie pod uwagę rzeczywistości. Zniesienie obowiązku udziału we Mszy św. w te święta jest realizacją uprawnień, które kodeks prawa kanonicznego przyznaje Konferencji Episkopatu. Ona, za zgodą Stolicy Apostolskiej, może znieść obowiązek udziału we Mszy św. w niektóre święta lub przenieść je na niedzielę. Mimo tego w dalszym ciągu katolicy zaproszeni są do udziału we Mszy św. w te dni. Np. wiele grup dziewczęcych szczególnie czci Maryję w tajemnicy Niepokalanego Poczęcia - one z pewnością będą tego dnia uczestniczyły we Mszy św.

- List pasterski o nowych przykazaniach mówi też o tzw. „świętach nakazanych”. Jakie to święta?

- Przesłanie biskupów ma ułatwić wiernym rozstrzyganie dylematów związanych z wymogiem uczestnictwa w liturgii w dni świąteczne, które nie są wolne od pracy. Biskupi poprosili Stolicę Apostolską o zgodę na przeniesienie uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na siódmą niedzielę wielkanocną. Świętem nakazanym pozostaje uroczystość Objawienia Pańskiego (Trzech Króli) i w tym wypadku biskupi wyrażają nadzieję, że „nadejdzie taki czas, kiedy to ważne święto stanie się dniem wolnym od pracy”. Nie ma natomiast obowiązku udziału we Mszy św. w uroczystość Niepokalanego Poczęcia, św. Józefa, świętych Piotra i Pawła - choć biskupi zachęcają, by zgodnie z tradycją uczestniczyć w liturgii w tych dniach.

- Przykazania kościelne wyrażają więc istotne treści dla wierzących.

- W sumie są one zaproszeniem do pogłębienia osobistej relacji z Bogiem, do wyrażenia jej w życiu codziennym, do podjęcia odpowiedzialności za dzieła prowadzone przez Kościół, ale zachęcają też do przemyślenia, czy wiara ma wynikać z tradycji, czy jest owocem osobistego wyboru, pochodzi z przekonania, doświadczenia w życiu miłości Bożej.

- Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ DALEJ

CMWP SDP krytycznie o publikacji Gazety Wyborczej na temat żony ministra sprawiedliwości

2020-02-28 21:18

Materiał prasowy

Apel do dziennikarzy o przestrzeganie etyki dziennikarskie.

CMWP SDP z zaniepokojeniem przyjmuje podjętą przez Gazetę Wyborczą próbę dyskredytowania ministra sprawiedliwości poprzez publikacje niewiarygodnych informacji o jego żonie i apeluje do mediów o przestrzeganie zasad etyki dziennikarskiej, szczególnie w trwającej obecnie w kraju prezydenckiej kampanii wyborczej.

26 lutego b.r. “Gazeta Wyborcza” zamieściła artykuł Wojciecha Czuchnowskiego pod tytułem “Niebezpieczne związki Patrycji Koteckiej. Niejasna przeszłość żony Ziobry”, w którym, opierając się na zeznaniach byłego członka gangów Piotra K. ps. Broda z 2009 r., skierowano pod adresem żony ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry, zarzuty bliskich kontaktów ze środowiskiem przestępczym Warszawy .

Tymczasem informacje ujawniane przez media w odpowiedzi na publikację Gazety Wyborczej (m.in. portal wpolityce.pl ) potwierdzają, iż w/w artykuł oparty był na kłamstwach i konfabulacjach niewiarygodnych osób . W ocenie CMWP SDP termin, treść opublikowanego artykułu i sposób jego promocji w mediach , w tym w społecznościowych, wskazuje na to, iż jest on elementem nieuczciwej walki politycznej, której celem jest dyskredytowanie ministra sprawiedliwości i związanego z nim obozu politycznego.

Należy przy tym zauważyć, iż informacjom GW stanowczo zaprzeczyła zarówno Prokuratura Krajowa, jak i p. Patrycja Kotecka. Prokuratura Krajowa w specjalnym oświadczeniu podkreśliła , iż wyjaśnienia Piotra K. na których opiera swoje zarzuty Gazeta Wyborcza, były przez nią wielokrotnie i szczegółowo sprawdzane w postępowaniach prowadzonych od 2009 r. i nie zostały przez nią potwierdzone. Przeciwnie, dowody zgromadzone przez prokuraturę w tych postępowaniach jednoznacznie wykazały, że Piotr K. ps. „Broda” mijał się z prawdą. Piotr K . obecnie jest podejrzany, ściganym listami gończymi oraz Europejskim Nakazem Aresztowania i utracił status świadka koronnego.

W związku z tym CMWP SDP przypomina, iż zgodnie z zasadami Światowej Karty Etyki Dziennikarskiej przyjętej 12 czerwca 2019 podczas 30. Kongresu Międzynarodowej Federacji Dziennikarskiej (IFJ) podstawowym obowiązkiem dziennikarza jest szacunek dla prawdy i prawo opinii publicznej do jej poznania. Spełniając ten obowiązek dziennikarz powinien zawsze przestrzegać zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji i nie wolno mu wykorzystywać wolności prasy dla partykularnych korzyści. Jest to podstawą zasady wolności słowa w demokratycznym państwie, do której przestrzegania zobowiązani są zarówno przedstawiciele władzy, jak i mediów.

dr Jolanta Hajdasz
dyr. CMWP SDP
Warszawa, 28 lutego 2020 r.

CZYTAJ DALEJ
Projekt Niedzieli na Wielki Post
#ODKUPIENI

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję