Reklama

Wypadek, który zrodził dobro

Uratował rodzinę z pożaru. Niemal całe jego ciało zostało poparzone przez ogień. Kiedy lekarze walczyli o jego życie, on myślał, że Bóg tym doświadczeniem dał mu jakiś znak. - Tylko jaki? - pytał sam siebie. Dzisiaj Krzysztof Ziemiec zna już część odpowiedzi na to pytanie

Niedziela Ogólnopolska 15/2009, str. 18-19

Archiwum rodzinne

Był zwyczajny, spokojny letni wieczór. Trójka dzieci państwa Ziemców spała. Żona Danuta sprawdzała coś w komputerze, a Krzysztof po kąpieli wyszedł z łazienki. I wówczas zapalił się garnek pozostawiony na gazie. Od tego momentu czas przyspieszył.
Płomienie i duszący dym szybko zaczęły się rozprzestrzeniać po mieszkaniu. Pierwsze próby ugaszenia pożaru nie powiodły się. Ogień zajął meble i podłogę. Trzeba było otworzyć drzwi na klatkę, aby uratować dzieci i żonę, która pobiegła obudzić maleństwa. Ale od drzwi oddzielała Krzysztofa ściana ognia. Nie wahał się. Wszedł w płomienie, które zaczęły palić jego ciało. Udało mu się otworzyć zamki. Rodzina była uratowana.

Za dusze czyśćcowe

- Pamiętam, że byłem cały czarny. Leżałem na podłodze w kuchni sąsiada, a z ciała sączyła się krew. Ja jednak nic nie czułem. Nie straciłem przytomności. Byłem spokojny. Myślałem: jak przeszedłem ten ogień piekielny, to już teraz nic mi się nie stanie. Kiedy zabrało mnie pogotowie, to w karetce zacząłem nawet żartować z ratownikami - wspomina dziennikarz.
Kiedy szok zaczął ustępować, jego miejsce zajął narastający ból. Rano w szpitalu Krzysztofa odwiedził kapłan i od razu spytał, czy chce się wyspowiadać. - Powiedział to do mnie w taki sposób, że zapytałem, czy to już koniec. Ksiądz odpowiedział, że nie można tego wykluczyć. Wówczas zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji, w jakiej się znalazłem. Wyspowiadałem się i przyjąłem Komunię św. - opowiada.
Stan zdrowia Krzysztofa Ziemca lekarze oceniali jako bardzo ciężki. Ponad 40 proc. ciała uległo poparzeniu. Martwa tkanka na rękach zmieniła dłonie w grabki. Spuchnięte rany zaczęły się otwierać. Miał wysoką gorączkę. W każdej chwili mogło dojść do zakażenia. I właśnie sepsy najbardziej obawiali się lekarze, którzy przez dwa tygodnie walczyli o jego życie.
A jak czuł się sam pacjent? - Cały czas, gdy byłem świadomy, czułem nieustający ból. Najgorsze były zmiany opatrunków. Modliłem się. Odwiedzający mnie ks. Piotr Prieto powiedział, że to moje cierpienie jest modlitwą. Postanowiłem ofiarować to ojcu, który zmarł 10 lat temu - mówi „Niedzieli”.

Dorastanie do wiary

Ojciec Krzysztofa był inżynierem, a mama stomatologiem. Mimo znakomitego wykształcenia kariery nie zrobili. W PRL-u awans był zarezerwowany dla członków PZPR, a oni do partii nie chcieli wstąpić. Razem z dwójką dzieci mieszkali w małym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie.
Rodzice byli wierzący i praktykujący, ale wzorem głębokiej wiary w rodzinie byli babcia Jadwiga i dziadek Andrzej Kopczyński. - Pamiętam, że dziadek, jak pościł, to nie tylko nic nie jadł, ale w ciągu dnia pił jedynie szklankę wody. Ja nie jestem takim ascetą, ale również potrafię odmówić sobie pewnych przyjemności - opowiada Krzysztof i dodaje: - Czasami z tego powodu koledzy sobie ze mnie żartowali. Było tak np. podczas wakacji nad morzem. Nad Bałtykiem byliśmy w sierpniu, a więc w miesiącu trzeźwości. Wszyscy znajomi pili piwo, tylko nie ja.
Tak było w szkole średniej. Wcześniej jednak jako mały chłopiec Krzysztof większość wakacji spędzał pod Warszawą z dwójką ciotecznych braci - Tomaszem i Jackiem. Najbliższy kościół był oddalony od miejsca wypoczynku o 3 km. Dla niespełna 10-latka to był kawał drogi, ale niedzielnej Mszy św. nikt nie opuszczał. Nie wypadało, bo cała trójka była ministrantami w Warszawie. - Ponadto pokonanie własnych słabości w trakcie marszu uszlachetniało, tak to wówczas traktowaliśmy - mówi dziś Ziemiec.
Po wprowadzeniu stanu wojennego natomiast nastoletni Krzysztof jeździł na Żoliborz, gdzie ks. Jerzy Popiełuszko odprawiał Msze św. za Ojczyznę. W kościele św. Stanisława Kostki gromadziły się tysiące osób z całego kraju. Cechą tych nabożeństw były pieśni religijno-patriotyczne, jak np. „Boże, coś Polskę”. W czasie śpiewania wierni trzymali w górze rękę z palcami ułożonymi w literę „V”. - Kiedy ręka zaczynała mi drżeć z wysiłku, mówiłem sobie, że jeśli wytrzymam, to może Polska szybciej będzie wolna - wspomina.
Wolność przyszła w odpowiednim dla Krzysztofa Ziemca momencie. Gdyby nie upadek komunizmu, to pewnie nigdy nie zostałby dziennikarzem. Po szkole średniej poszedł na Politechnikę Warszawską. Skończył studia inżynierskie. - Znalazł sobie pracę w zachodniej firmie. Na początku lat 90. XX wieku taka posada to było marzenie wielu młodych ludzi. Jednak to dziennikarstwo było pasją Krzysztofa, zrezygnował więc z pracy i poszedł na studia dziennikarskie - mówi brat, cioteczny Tomasz Siwiec.

Reklama

Człowiek z pasją

Początki w zawodzie były trudne, a zarobki zupełnie nieporównywalne z tymi w zachodnim koncernie. Z perspektywy czasu można jednak powiedzieć, że Krzysztof Ziemiec zrobił błyskotliwą karierę w mediach. Pracował w Programie III Polskiego Radia. Potem przeszedł do TVN 24, a następnie był prezenterem „Wiadomości” i „Panoramy” w Telewizji Polskiej. W czasie, kiedy wydarzył się wypadek, był głównym prowadzącym program informacyjny w TV Puls.
- Przyszedł do naszej telewizji jako gwiazda, ale nigdy tak się nie zachowywał - mówi „Niedzieli” Amelia Łukasiak, była dyrektor programów informacyjnych i publicystyki w TV Puls. - Dzięki temu cieszył się dużym szacunkiem wśród młodszych dziennikarzy oraz - co jest zupełnie wyjątkowe - wśród pracowników technicznych. Zawsze umiał powiedzieć do nich coś sympatycznego.
Z kolei Radosław Rybiński - przełożony Ziemca z czasów pracy w „Wiadomościach” Programu I TVP - podkreśla, że Krzysztof nigdy nie wchodził w konflikty z innymi pracownikami. W świecie pełnym rywalizacji trudno znaleźć taką osobę. - Jego postępowanie nie świadczy o słabości, lecz o konsekwencji - wyjaśnia Rybiński i po chwili dodaje. - Chyba nie znajdzie Pan nikogo, kto by nie lubił Ziemca albo przynajmniej tego widocznie mu nie okazywał. A na pewno wszyscy szanowali go za dziennikarskie umiejętności.
Niewątpliwy talent dziennikarski oraz ciągły rozwój zawodowy sprawiały, że różne osoby chciały mieć Ziemca w swojej ekipie. - On nie chce szokować czy eksponować siebie. Krzysztof uprawia dziennikarstwo nienachalne i szanujące widza, którego chce jak najlepiej poinformować o wydarzeniach - opisuje Łukasiak. A Rybiński dodaje: - Jest rzetelny, ma warsztat oraz jest człowiekiem, któremu zależy. To znaczy, że nie przechodzi obojętnie obok spraw ważnych. Ta ostatnia cecha predysponuje go do pracy w mediach publicznych.
Łukasiak i Rybiński podkreślają, że komuś z takim charakterem i przekonaniami jak Ziemiec trudno jest przebić się w mediach komercyjnych. Trudno jest też obronić własne przekonania, skoro współczesne mass media stosują zasadę, że „dobra wiadomość to zła wiadomość”, a o Kościele i księżach mówi się głównie na zasadzie tanich i często niesprawdzonych sensacji.
- Niejednokrotnie stawałem przed problemem, jak poinformować o drażliwych tematach. Na szczęście zawsze miałem wokół siebie kilka osób o podobnych przekonaniach. Uważaliśmy, że nie można chować głowy w piasek, ale jednocześnie nie można obrzucać drugiego człowieka błotem. Informacje były więc wyważone i sprawdzone. Tych zasad zawsze się trzymaliśmy i z tego jestem dumny - mówi Ziemiec.
Dziennikarz przyznaje jednak, że jest jedna rzecz związana z pracą, w starciu z którą zawsze przegrywał. Chodzi o czas dla rodziny. - Praca dziennikarza jest zawodem twórczym. Im więcej zaangażowania, pomysłowości jej poświęcimy, tym efekt jest lepszy. Ale to powoduje, że jest mniej czasu dla rodziny. Kiedy tylko mogłem, wychodziłem z pracy, żeby chociaż przez 15 minut być w domu, zjeść zupę z żoną i dziećmi. Niejednokrotnie jednak byłem załamany, gdy wracałem do domu, a dzieci już spały - mówi i podkreśla: - Rodzina jest dla mnie najważniejsza.

Łańcuch dobroci

Zachowanie dziennikarza podczas pożaru pokazuje, że słowa te nie są jedynie czczą deklaracją. To dla rodziny - jak powiedział na wstępie - „przeszedł ogień piekielny”. - Bywa tak, że ludzi niewierzących takie doświadczenia zbliżają do Boga. Z kolei ludzie o letniej wierze odchodzą od religii. Ja jestem dumny z tego, że to cierpienie nie zmieniło nic z moich wartości. A to oznacza, że to, co jest we mnie, jest trwałe. Niemniej od wypadku cały czas nurtowało mnie pytanie: Co Pan Bóg chciał mi powiedzieć, na co mam zwrócić uwagę? - mówi „Niedzieli”. Na odpowiedź naprowadziła Krzysztofa żona. - Niedawno powtórzyłem te pytania, a Danusia powiedziała: - Spójrz, wokół nas stworzył się łańcuch dobra. Mieszkanie po pożarze wyremontowali znajomi. Koledzy z dawnych prac zebrali pieniądze na rehabilitację. - Ludzie chcą ci pomóc. Obrazisz nas, jeśli nie przyjmiesz naszej pomocy - zastrzegli. Kiedy Danuta jeździła do szpitala, zawsze znalazł się ktoś, kto zaopiekował się dziećmi. A na komórkę dziennikarza przychodziły serdeczne SMS-y, np.: „Jestem w Fatimie, modlę się za Ciebie i Twoją Rodzinę”.
Dzisiaj Krzysztof ma nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już prawie w pełni sprawny. Jak przyznaje, nie doszłoby do tego, gdyby nie kolejne dobro, które go spotkało. - Po wyjściu ze szpitala nikt mi nie powiedział o tym, że jak najszybciej powinienem podjąć rehabilitację. Któregoś dnia przyszła do mnie Anna Hałas-Michalska z „Panoramy” razem z koleżanką rehabilitantką. Skutek tego spotkania jest taki, że wówczas nie mogłem chodzić, teraz sam jeżdżę samochodem - mówi dziennikarz.
- Pan Krzysztof okazał się ciepłym człowiekiem, który nie stwarza żadnego dystansu, oraz sumiennym pacjentem. Ćwiczy razem z innymi. Oni przychodzą do niego i życzą mu powodzenia. Ale on też ich mobilizuje do pracy nad sobą - mówi „Niedzieli” Danuta Kolońska, rehabilitantka.
- Najpierw było cierpienie, które zrodziło dobro. Teraz dobro rodzi dobro - mówię do Krzysztofa Ziemca. - To zapewne część odpowiedzi na moje pytania, co Pan Bóg chciał mi przez to doświadczenie powiedzieć? Resztę odpowiedzi będę poznawał do końca życia - mówi dziennikarz.

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Częstochowa: podczas Apelu Jasnogórskiego modlono się za osoby wykorzystane seksualnie w Kościele

2020-02-28 07:36

[ TEMATY ]

apel

Episkopat.news

"Maryjo, chcemy powierzać Ci wszystkie osoby skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym we wspólnocie Kościoła. Ty patrzysz na osoby zranione seksualnie przez niektórych kapłanów z ogromną czułością, tak jak patrzyłaś na swojego umiłowanego Syna, którego święte ciało było rozrywane przez biczujących żołnierzy, którego święte ciało było rozrywane przez gwoździe na krzyżu" - mówił ks. Artur Chłopek w Apelu Jasnogórskim. Publikujemy całość modlitwy za osoby skrzywdzone, którą w przeddzień Dnia modlitwy i pokuty za grzech wykorzystania seksualnego małoletnich poprowadził na Jasnej Górze duszpasterz pokrzywdzonych z archidiecezji krakowskiej.

Rozważanie ks. Artura Chłopka wygłoszone podczas Apelu Jasnogórskiego.

Maryjo, Matko Bolesna, jesteśmy przy Tobie na początku Wielkiego Postu, aby razem z Tobą być przy Twoim cierpiącym Synu – Jezusie. On sam był ofiarą przemocy, niesprawiedliwości i grzechu. Doznał niezrozumienia, upokorzenia i cierpienia, gdy zraniony w swojej intymności zawisł na drzewie krzyża.

Dzisiaj składamy pod Jego Krzyżem rany naszych braci i sióstr, które wciąż są otwarte i krwawią. Wiele z nich żyje w poczuciu wielkiej krzywdy i zranienia. Maryjo, Matko Bolesna, wlej balsam Bożej miłości w ich poranione dusze, wprowadź ich na drogę uzdrowienia. Niech odzyskają wszystko, z czego zostali odarci, niech odkryją w sobie na nowo godność Synów i Córek Bożych. Niech we wspólnocie Kościoła, oczyszczonej przez pokutę i odnowionej przez duszpasterską miłość, odnajdują głębokie zrozumienie i pokój serca. To nasza odpowiedź na słowa Twojego Syna, Maryjo:

„Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych. Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w Oblicze Ojca mojego, który jest w niebie”.

Maryjo, chcemy powierzać Ci wszystkie osoby skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym we wspólnocie Kościoła. Ty patrzysz na osoby zranione seksualnie przez niektórych kapłanów z ogromną czułością, tak jak patrzyłaś na swojego umiłowanego syna, którego święte ciało było rozrywane przez biczujących żołnierzy, którego święte ciało było rozrywane przez gwoździe na krzyżu.

Twój Syn, Maryjo, mówi do wszystkich swych uczniów: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże”. Matko, pomagaj nam żyć prawdą, że przyjęcie dziecka z miłością jest przyjęciem samego Jezusa, a przestępstwo przeciw dziecku jest odrzuceniem Jezusa i zdradą misji Kościoła. Matko, pomagaj osobom skrzywdzonym przyjść i mówić, także o zranieniach, o krzywdzie, o bólu i cierpieniu doznanym w Kościele.

Twój Syn mówi do nas: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Maryjo, Ty wiesz, że nasze ludzkie siły są za małe, żeby samemu mierzyć się z dramatem wykorzystania dzieci i młodzieży w Kościele. Wiesz również, jak wiele jest w nas – duchownych i świeckich – lęków, obaw, niezrozumienia, podejrzliwości, pytań o sensowność podejmowanych działań, wątpliwości czy konieczne jest mówienie o tych trudnych i bolesnych wydarzeniach... Ty wreszcie wiesz, że nasza odpowiedź będzie nieskuteczna i nieewangeliczna, będzie raniąca, czasem gorzej niż sama krzywda wykorzystania, jeśli będziemy się pocieszać, że procent księży winnych takich przestępstw nie jest wyższy niż w innych grupach zawodowych. Będziemy ponownie krzywdzić jeśli będziemy zaprzeczać lub „bronić się” przed osobami pokrzywdzonymi, jakby to one były winne skandalu, bo go upubliczniają...

Maryjo, w głębi naszych serc czujemy, że nie można iść dalej w naszej ziemskiej wędrówce wiary udając, że nic takiego się nie stało... Zdajemy sobie sprawę, że nie możemy osób skrzywdzonych zostawić samych sobie... Tajemnicę którą noszą w sobie, często przez długie lata, trzeba rozbroić z jej destrukcyjnego działania na nich i całą wspólnotę Kościoła.

Wykorzystanie doznane we wspólnocie Kościoła staje się tak bardzo bolesne. Miała to być wspólnota bezpieczna, dająca schronienie i oparcie w przeżywanych trudnościach i zmaganiach dnia codziennego, a stała się miejscem grzechu, który niszczy i dzieli. Szczególnie trudne doświadczenie jest wtedy, kiedy sprawca powoływał się na Boga, na sakramenty, aby wykorzystać, zmusić do milczenia…

Maryjo, bądź z Twoim Kościołem, czyń nasze serca wrażliwymi, dodawaj odwagi do podążania w stronę prawdy, która daje uzdrowienie. Prosimy Cię Maryjo, dodawaj nam odwagi, abyśmy potrafili w naszych parafiach i wspólnotach tworzyć środowiska zaufania, zrozumienia i wsparcia dla osób wykorzystanych seksualnie. Aby nie pozostawali ze swoim bolesnym doświadczeniem zdani tylko na samych siebie. Aby powierzając nam swoje doświadczenie zranienia i wykorzystania spotykali się z naszej strony z postawą empatii, wrażliwości a jednocześnie odwagi do mądrego działania.

Współcześni papieże, zaczynając od Jana Pawła II, poprzez Benedykta XVI i Franciszka wyznaczają linię odważnego mierzenia się z tym grzechem i przestępstwem w Kościele. Razem z Nimi chcemy wziąć odpowiedzialność za ból i cierpienie naszych braci i sióstr zranionych na ciele i duszy. W odpowiedzi na apel Ojca Świętego Franciszka, jutro we wspólnocie Kościoła w Polsce wiele osób wrażliwych, którym nie jest obojętny los skrzywdzonych wykorzystaniem seksualnym, chce poprzez modlitwę i post podejmować pokutę za grzech wykorzystania seksualnego małoletnich.

Również wiele osób chorych, cierpiących, tych którym lekarze powiedzieli, że już nic nie da się zrobić, które oczekują na śmierć, które w swojej słabości już nie mogą się modlić - ofiaruje swój krzyż za osoby skrzywdzone wykorzystaniem seksualnym, za wspólnoty w których jesteśmy, za dobre inicjatywy i dzieła, zmieniające nasze myślenie i uwrażliwiające na krzywdę osób wykorzystanych.

Przyjmij Maryjo naszą dzisiejszą obecność przy Tobie jako wyraz naszej woli naprawienia krzywd i wynagrodzenia Twojemu Niepokalanemu Sercu za wszystkie grzechy popełnione wobec najmniejszych, wobec dzieci i młodzieży - przez osoby duchowne, przez kościelnych, organistów, siostry zakonne, liderów wspólnot kościelnych. Chcemy również być z tymi najmniejszymi, którzy doświadczyli wykorzystania seksualnego - w swoich rodzinach, od swoich najbliższych, od osób w szkołach, klubach, domach kultury, w czasie zajęć, które miały rozwijać ich talenty i zdolności – od tych, którym ufali, a którzy wykorzystali zaufanie i władzę do czynienia zła, do krzywdzenia, do wykorzystania seksualnego.

Maryjo, z wielkim trudem i wstydem, ale chcemy powiedzieć Ci też o tych, którzy stali się powodem zgorszenia i przyczynili się do odejścia wielu osób ze wspólnoty Kościoła. Prosimy Cię, aby sprawcy nadużyć seksualnych oraz ci, którzy widząc zło nie stanęli w obronie krzywdzonych, zrozumieli jak wielkiego zła dopuścili się wobec niewinnych i bezbronnych, a przez uznanie swojej winy i skruchę dążyli do naprawienia zadanych ran na drodze pokuty i zadośćuczynienia.

Maryjo pomóż odzyskać osobom skrzywdzonym prawdziwy obraz Boga – Miłosiernego Ojca. Pomóż zobaczyć w Jezusie Chrystusie prawdziwe Oblicze Boga: ubiczowane, poranione, na którym widać ślady męki, cierpienia i bólu, ale jednocześnie Oblicze Zmartwychwstałego, na którym widać rany, ale już zabliźnione. Niech Zmartwychwstanie Twojego Syna będzie dla osób zranionych w Kościele drogą do ich zmartwychwstania...

CZYTAJ DALEJ

Co musisz wiedzieć o koronawirusie?

2020-02-28 20:39

[ TEMATY ]

plakat

koronawirus

Główny Inspektorat Sanitarny

Główny Inspektorat Sanitarny

W piątek 28. lutego Główny Inspektorat Saniterny zamieścił na swojej stronie internetowej materiały o koronawirusie SARS-CoV-2.

Są tam różne materiały do pobrania i wydrukowania, między innymi plakat, ulotka i film.

Zobacz także: Co musisz wiedzieć o koronawirusie?

Są też zamieszczone rekomendacje Ministra Edukacji Narodowej dla dyrektorów przedszkoli, szkół i placówek oświatowych w zakresie profilaktyki zdrowotnej w związku z pojawiającymi się w niektórych krajach przypadkami zachorowań na koronawirusa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję