Reklama

Ile misji bez abonamentu?

Przyszłość mediów publicznych leży w rękach polityków

Niedziela Ogólnopolska 19/2009, str. 16-17

Artur Stelmasiak

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Do skończenia degrengolady w mediach publicznych wzywała w Sejmie posłanka PO Iwona Śledzińska-Katarasińska. W Sejmie odbyło się pierwsze czytanie rządowego projektu nowej ustawy medialnej.
Degrengolada mediów publicznych rzeczywiście postępuje, jednak posłanka PO zapewne nie miała na myśli chaosu zapoczątkowanego kilka miesięcy wcześniej przez deklarację premiera o zamiarze zniesienia abonamentu radiowo-telewizyjnego, lecz to, że media wciąż są „partyjne”. Celem PO było wyrwać je z rąk PiS, a obecnie już tylko z rąk LPR, choć właśnie tymi ostatnimi posłużyła się, zawieszając PiS-owski zarząd TVP i czyszcząc telewizyjne kadry.
Wydaje się, że rządzącym politykom mniej już zależy na przejęciu władzy nad mediami publicznymi - choć projektowana ustawa znakomicie ów zabieg umożliwia - bo ten cel został już częściowo osiągnięty. Wszyscy dyrektorzy oddziałów oraz inne osoby rekomendowane przez PiS nie pracują już w TVP.
Sprawa personalnej obsady mediów publicznych nie jest więc w tym momencie istotna. Istotne jest to, że proponowana przez rząd nowelizacja ustawy medialnej, choć jest tylko uzupełnieniem ustawy z 1992 r. - co podkreśla posłanka Śledzińska-Katarasińska, sugerując opinii publicznej, że nie wprowadza się rewolucyjnych zmian - to znakomita większość zapisów noweli przekreśla lub istotnie modyfikuje artykuły głównej ustawy.
I tak np. nowa ustawa znosi zapis o poszanowaniu wartości chrześcijańskich (art. 21 ust. 2, mówiący m.in. o respektowaniu w mediach publicznych wartości chrześcijańskich i rodzinnych). Niejako w zamian wprowadzono zapis nakładający na media obowiązek szerzenia tolerancji. Zdaniem wielu analityków, umożliwia on wręcz propagowanie wartości antyrodzinnych, promowanie homoseksualizmu, otwiera drogę do popierania sekt, jako równoprawnych bytów religijnych. Dość szokującym szczegółem jest to, że na media publiczne nakłada się ustawowy obowiązek prowadzenia propagandy pro unijnej, co można rozumieć wprost jako ograniczenie wolności słowa - bo w ten sposób z mediów publicznych wykluczone zostają głosy odmienne, sprzeciwiające się np. nadmiernej integracji europejskiej.

Wątpliwe odpolitycznienie

Odpartyjnienie, odpolitycznienie mediów publicznych to wciąż bardzo chwytliwe politycznie hasła. Mimo że rządzący politycy posługują się nimi z ogromną lubością, to zaprojektowana przez nich ustawa wydaje się prowadzić prostą drogą do bodaj największego w historii wolnych polskich mediów upolitycznienia. A to za sprawą nowego systemu finansowania. Zamiast abonamentu proponuje się finansowanie z Funduszu Zadań Publicznych (czyli z budżetu państwa za pośrednictwem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji). Oznacza to, że zarówno na całość finansowania mediów publicznych, jak i na wielkość kwot przyznanych poszczególnym nadawcom bezpośredni i znaczący wpływ będą mieli jednak politycy oraz bieżące gry i walki partyjne. Biorąc pod uwagę coroczne perturbacje z uchwalaniem budżetu państwa, można się spodziewać raczej zmniejszania wydatków na media publiczne niż ich zwiększania. Zwłaszcza gdy rządy będą sprawować liberałowie.
Odejście od abonamentu i finansowanie przez decyzje i kaprysy budżetowe polityków jest iście rewolucyjną zmianą, która - jak prorokują pesymiści, a jest ich coraz więcej, bo obecną ustawę i wcześniejsze pomysły medialne PO krytykują już nie tylko przeciwnicy polityczni, ale również środowiska twórcze, a nawet sam twórca pierwowzoru tejże ustawy, prof. Tadeusz Kowalski - doprowadzi do rychłego upadku mediów publicznych.
W czasie sejmowej debaty wystąpił przedstawiciel ministra kultury (ministerstwo patronowało tworzeniu tegoż projektu), który skrytykował wersję projektu przedstawioną w Sejmie. Zwrócił uwagę na to, że zaproponowany w niej system finansowania musi być potraktowany jako pomoc publiczna, którą trzeba rokrocznie notyfikować w Komisji Europejskiej w Brukseli.
Jak uczy doświadczenie, budżet państwa uchwala się zawsze w ogniu walki sejmowej, czasami bardzo późno. A w dodatku zawsze może się zdarzyć, że UE z jakichś powodów nie udzieli notyfikacji… Istnieje zatem spore prawdopodobieństwo proceduralno-finansowej zapaści, co może doprowadzić polskie media publiczne do ostatecznego kryzysu.
Dziś niezbyt dokładnie wiadomo, jaka kwota będzie w przyszłości wyasygnowywana z budżetu państwa na ten cel. Jej prognozowana wielkość już teraz podlega wahaniom - podaje się raz 800, innym razem 500 mln zł. Wcześniejszy projekt prof. Kowalskiego proponował finansowanie z podatku VAT (nie mniej niż 60%) od reklam oraz produkcji radiowych i telewizyjnych - podawał kwotę 1 mld zł. Byłby to z pewnością bardziej pewny dopływ gotówki.
Prof. Kowalski publicznie zakwestionował swoje autorstwo przedstawionego obecnie w Sejmie projektu ustawy medialnej.

Demokratyzacja misji

Twórcy nowej ustawy oraz sprawcy wcześniejszego niepokoju wokół mediów publicznych nieustannie zapewniają, że chcą chronić media publiczne od upadku, że dążą do tego, aby misja publiczna była wreszcie dobrze wypełniana. Temu ma służyć ustawowe powołanie instrumentu zwanego licencją programową. Każdy nadawca, także komercyjny, będzie mógł zgłosić swą misyjną wolę - zaproponować program misyjny, na który dostanie (za pośrednictwem i pod kontrolą KRRiTV) pieniądze z budżetu państwa. Politycy z Krajowej Rady będą decydować o jakości i liczbie programów misyjnych, będą też karać odebraniem pieniędzy za nieprawomyślność realizowanych programów.
Nowa ustawa ułatwia zlecanie produkcji programów misyjnych producentom zewnętrznym. Być może szczątkowe media publiczne będą w przyszłości tylko emitentem programów-produktów wykonanych gdzieś na końcu świata.
W swoim czasie jeden z prezesów Telewizji Polskiej zasłynął z bardzo liberalnego podejścia do sprawy misyjności. „Ile abonamentu, tyle misji” - orzekł i tworząc swoją telewizję, trzymał się ściśle tego przepisu. Teraz wprawdzie nie ma mowy o abonamencie, za to duch tego powiedzenia - a niektórzy podejrzewają, że nie tylko sam duch - przyświeca twórcom poddawanego właśnie obróbce sejmowej projektu ustawy „o zadaniach publicznych w dziedzinie usług medialnych”.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2009-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zobaczyć Go naprawdę potrafi tylko wiara

„Marność nad marnościami - wszystko jest marnością”. Hebrajskie hebel oznacza dosłownie tchnienie, obłok pary, coś, czego nie da się uchwycić w dłoń. Wulgata utrwaliła przekład vanitas vanitatum. Kohelet jest mędrcem, który postanowił zmierzyć życie „pod słońcem” samym doświadczeniem, bez sięgania po obietnice, i uczciwie zapisał wynik pomiaru. Zysku brak. „Cóż przyjdzie człowiekowi z całego trudu, jaki zadaje sobie pod słońcem?” Wielka pieśń o kołowrocie natury, pokolenia przychodzą i odchodzą, słońce wschodzi i zachodzi, wiatr kołuje, rzeki płyną do morza, które nie może się napełnić, ma w sobie hipnotyczny rytm i celowo prowadzi donikąd. Wszystko się porusza, nic nie dochodzi do celu. Nawet pamięć zawodzi: „nie ma pamięci o tych, co dawniej żyli”. Starożytność pogańska znała ten zawrót głowy wiecznego powrotu. Kohelet wypowiada go wewnątrz Izraela, jakby chciał doprowadzić czytelnika do ściany, za którą może być już tylko Bóg. Kościół czyta Koheleta po to, by przejść jego szkołę odwyku od iluzji. Hieronim, który tej księdze poświęcił osobny komentarz, wspomina, że czytał ją z uczennicą Blezyllą właśnie po to, by nauczyć ją pogardy dla świata przemijającego. „Marność” nie jest ostatnim słowem Objawienia, ale jest słowem koniecznym. Dopóki człowiek liczy na to, że „coś pod słońcem” go nasyci, dopóty nie zapyta o to, co ponad słońcem. Vanitas jest przedsionkiem Ewangelii.
CZYTAJ DALEJ

Harmęże: zmarł wyświęcony przez bp. Karola Wojtyłę o. Florian Szczęch

2026-09-24 07:48

[ TEMATY ]

śmierć

diecezja.bielsko.pl

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv

O. Florian Szczęch OFMConv, franciszkanin przez lata związany z Harmężami, znawca życia i działalności św. Maksymiliana Kolbego, zmarł 22 września w wieku 90 lat. Święcenia kapłańskie przyjął w 1960 r. z rąk bp. Karola Wojtyły. W Zakonie Braci Mniejszych Konwentualnych przeżył 74 lata, a kapłanem był przez ponad 66 lat. Uroczystości pogrzebowe odbędą się 25 września w Harmężach.

Franciszek Szczęch urodził się 26 października 1935 r. w Lubeni koło Rzeszowa jako najstarsze z czworga dzieci Józefy i Józefa Szczęchów. Po ukończeniu szkoły podstawowej w 1949 r. wstąpił do Małego Seminarium Ojców Franciszkanów, kontynuując naukę w Niepokalanowie i Krakowie.
CZYTAJ DALEJ

125 lat wrocławskiej prowincji sióstr elżbietanek

2026-09-26 20:03

Magdalena Lewandowska

Przełożona prowincji wrocławskiej odmówiła z siostrami i wszystkimi zebranymi w katedrze pierwszy akt poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, którym matki założycielki 184 lat temu rozpoczęły działalność zgromadzenia.

Przełożona prowincji wrocławskiej odmówiła  z siostrami i wszystkimi zebranymi w katedrze pierwszy akt poświęcenia się Najświętszemu Sercu Jezusowemu, którym matki założycielki 184 lat temu rozpoczęły działalność zgromadzenia.

– Przez 125 lat tam, gdzie pojawiał się habit sióstr elżbietanek, tam pojawiał się znak miłosierdzia, znak opieki, świadectwo wiary i miłości – podkreśla bp Maciej Małyga.

Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety świętowało piękny jubileusz – 125 lat istnienia prowincji wrocławskiej. Uroczystej Eucharystii we wrocławskiej katedrze przewodniczył abp Józef Kupny, obecny był także bp Andrzej Siemieniewski z diecezji legnickiej i bp Ignacy Dec z diecezji świdnickiej, a homilię wygłosił bp Maciej Małyga.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję