Reklama

Edukacja

Zimna wizja radosnej szkoły

Niedziela Ogólnopolska 38/2012, str. 32-33

[ TEMATY ]

wywiad

szkoła

DOMINIK RÓŻAŃSKI

Dr hab. Andrzej Waśko - literaturoznawca, pracownik Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej "Ignatianum" w Krakowie

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: - Jedna z wielkich sieci księgarskich promowała w tym roku akcję sprzedaży podręczników szkolnych hasłem „cool school”. To miałoby znaczyć, że nasza szkoła jest - jakby to przetłumaczyła młodzież - taka właśnie „spoko”, „wyluzowana”?

DR HAB. ANDRZEJ WAŚKO: - Już sama siermiężna angielszczyzna tego hasła ma tu sygnalizować „coś lepszego”. Ten język pochodzi jednak z młodzieżowych radiostacji muzycznych, co można potraktować jako symptom widocznego wszędzie oczekiwania, by edukacja miała przede wszystkim walory rozrywkowe. Ideolodzy reformy oświaty właśnie tą obietnicą, że nowe programy i nowe podręczniki będą miały dla młodzieży walor rozrywkowy, szermują od wielu lat. W tym popkulturowym stylu była utrzymana np. akcja minister Hall pt. „Radosna szkoła”.

- Skoro dzisiejszy świat jest nastawiony na rozrywkę i zabawę, to szkoła tylko pokornie do niego się dostosowuje, bo nie chce wychowywać ludzi nieprzystosowanych... To niedobrze?

- Niedobrze, bo w istocie dzisiejszy świat wcale nie jest taki wesoły. Młodzi ludzie po szkole czy po uniwersytecie trafiają na bezrobocie, a jeśli znajdują pracę w sklepie, w banku czy w korporacji - to widzą, że tam nie ma żartów. Zresztą dzisiejsza szkoła wcale nie jest radosna, o czym świadczy epidemia nerwic wśród uczniów i studentów. Ale to właśnie wszechobecna reklama pełni dziś ogromną - niemal dominującą - rolę formacyjną w stosunku do młodego i średniego pokolenia. Przedstawia wzory osobowe „ludzi sukcesu”, podsuwa konsumpcyjny wzorzec życia. Reklama konkuruje w ten sposób ze szkołą, niejako wychowując bezpośrednio. Dlatego zreformowana szkoła tak usilnie próbuje się dostosować do tego fałszywego świata konsumpcji i popkultury, co, w moim przekonaniu, jest jej zasadniczym błędem.

- Dostosowuje się, a zupełnie nie próbuje tłumaczyć chaotycznej rzeczywistości?

- Chce chyba stworzyć wrażenie, że jest częścią tego świata rozrywki, co oczywiście musi się skończyć rozczarowaniem, ponieważ granice między zabawą i prawdziwym życiem okazują się nieusuwalne. Mimo deklaracji, taka szkoła nie przygotowuje do życia.

- Polska reforma oświaty odbywa się pod hasłem unowocześniania szkoły. Jaka powinna być „nowoczesna” szkoła?

- Szkoła nowoczesna powinna przemawiać do współczesnego ucznia - i to wszystko. Ale ma przekazywać mu nie tylko wiedzę o tym, co jest ważne dzisiaj z racji mody czy przejściowej koniunktury, ale prawdy i wartości uniwersalne. A więc to, co miało wartość dla ludzi w przeszłości i co będzie miało tę samą wartość za lat 20, 30, zawsze. W tym sensie zadania szkoły są wciąż takie same. Zawsze mamy jakąś nowoczesność i zawsze mamy jakąś przeszłość, ale do programu powinno trafiać przede wszystkim to, co między nimi jest wspólne. Ta reguła dotyczy zwłaszcza przedmiotów humanistycznych i wychowania.

- Na czym więc polega nowoczesność dzisiejszej polskiej szkoły?

- Prawdę powiedziawszy - na pewnej ułudzie. Błąd w używaniu przez reformatorów oświaty słowa „nowoczesność” polega na tym, że nadają mu oni treść ideologiczną; nowoczesne jest to, co jest sprzeczne z dorobkiem minionych pokoleń, to, co wyklucza tradycję i ma zastąpić dotychczasową kulturę. Taka „nowoczesność” ma odciąć młodzież od dziedzictwa i dopasować jej sposób myślenia do wizji inżynierów społecznych, które mają charakter prospektywnej utopii.

- W Polsce bardzo się staramy, aby szkoła wprowadzała młode pokolenia w XXI wiek - takie jest naczelne hasło wszelkich zmian w szkolnictwie.

- I właśnie w tym założeniu tkwi kłamstwo. Jeśli bowiem ktoś uważa, że wychowuje i naucza człowieka dla potrzeb jakiegoś przyszłego społeczeństwa, to zakłada, że on sam zna przyszłość, jakby był prorokiem. Tak samo w latach 70. ubiegłego wieku wychowywano nas do życia w „społeczeństwie socjalistycznym”, bo władza była przekonana, że społeczeństwo XXI wieku będzie budowało komunizm. Był nawet przedmiot, który nazywał się „Przygotowanie do życia w rodzinie socjalistycznej”. Ta sama marksistowska historiozofia odbija się dziś czkawką, została tylko przestylizowana.

- Jeśli zgodzimy się, że założenia tej reformy są złe, że jest ona wręcz szkodliwa dla przyszłości społeczeństwa i narodu, to które z jej zrealizowanych już zmian o tym świadczą?

- Ideologiczny charakter mają zmiany w podstawie programowej: ograniczenie lekcji historii, marginalizacja wiedzy o kulturze polskiej w programie języka polskiego, faktyczna likwidacja czteroletniego liceum ogólnokształcącego. Następuje ona etapami. Najpierw, wprowadzając niepotrzebne gimnazjum, ograniczono liceum do trzech klas, w których jednak trzeba było zrealizować program czteroletni. Teraz zaś rozpocznie się profilowanie tego liceum. Kształcenie ogólne będzie się teraz kończyć już w pierwszej klasie tej szkoły. A zatem mamy tu konsekwentne dążenie do wyznaczonego celu: w dwóch etapach likwidujemy tę tradycję szkolną, która była podstawą formacji polskiej inteligencji. Być może jest tak, że ten koniec liceum ogólnokształcącego jest też jakimś znakiem końca polskiej inteligencji...

- Kto jest autorem takiej wizji polskiego szkolnictwa?

- O pomyśle profilowania liceum po raz pierwszy usłyszałem od prof. Krzysztofa Konarzewskiego w 2007 r. Kiedy zorientowałem się, że eksperci MEN traktują to poważnie, przeraziłem się. Jako wiceminister zacząłem więc powoływać innych doradców, których potem zwolniła min. Hall. To w tym nowym gremium ekspertów min. Hall zwyciężyła idea profilowania liceum. Na marginesie, warto tu zauważyć, że w uzasadnieniu reform polski rząd z reguły powołuje się na diagnozy i rekomendacje organizacji międzynarodowych - Unii Europejskiej, UNESCO, OECD, Banku Światowego. Możemy stwierdzić, że wpływ tych organizacji na kadry zarządzające oświatą i sposób myślenia ekspertów oświatowych w Polsce jest ogromny. Z pewnością więc to, co mówiono i robiono, było imitacją różnych wzorów podsuwanych z zewnątrz.

- I są to wzory już wdrożone w innych krajach, a w Polsce mamy do czynienia po prostu z bezkrytycznym i bezrefleksyjnym ich kopiowaniem?

- Systemy oświatowe w poszczególnych państwach europejskich znacznie się od siebie różnią. W UE nie ma wspólnej polityki oświatowej, poszczególne państwa członkowskie są w tym zakresie suwerenne i troszczą się o tę suwerenność skrupulatnie. Nie znam jednak kraju, który do własnego dorobku oświatowego przywiązywałby tak mało uwagi jak Polska po reformie Handkego. My w tej dziedzinie chcemy być za wszelką cenę „papugą narodów”, prymusem modernizacji imitacyjnej.

- Powierzchownej i nie do końca przemyślanej?

- Tak. Na zasadzie, że jeżeli przeniesiemy mechanicznie jakieś wzory z Holandii czy z Francji, to automatycznie uzyskamy przez to oszołamiające „europejskie” rezultaty. Ale wzory, które gdzie indziej mają zwykle swoje lokalne uzasadnienie, przeniesione na polski grunt, tracą sens. W Polsce modernizatorzy szkoły z opóźnieniem skopiowali przede wszystkim idee zachodniej tzw. nowej lewicy, które w krajach „starej Europy” trafiły do szkół już w latach 70. Stąd ten luzacki i „wolnościowy” styl reformy.

- Tłumaczy się, że zrzucenie ze szkoły wszelkich starych balastów (ograniczenie nauczania historii, literatury, zwłaszcza rodzimej) ma służyć lepszemu przystosowaniu człowieka do życia w nowoczesnym szerokim świecie. Od dawna zresztą podsuwano uczniom tę złotą myśl: „A po co się tego uczyć, przecież to się w życiu nie przyda?”. Dziś pada pytanie: po co komu nauka np. historii...

- Po to, że kto nie zna historii, jest skazany na to, żeby ją powtarzać. Świadomość historyczna jest cechą kultury nowoczesnej; historia jako nauka powstała w oświeceniu i umożliwiła ewolucję społeczeństw europejskich w XVIII i XIX wieku. Stała się podstawą dynamiki socjalnej, podstawą stopniowego likwidowania pozostałości społeczeństwa stanowego i tworzenia obywatelskiej, partycypacyjnej demokracji. Historii uczymy się więc po to, żeby podtrzymać dynamikę społeczną i zmiany modernizacyjne, które - właściwie rozumiane - są nam przecież potrzebne.

- A przekonuje się nas, że skoro modernizujemy kraj, to nie musimy się uczyć historii ani innych zbędnych „staroci”.

- Historii zaczęliśmy się uczyć, kiedy odrzuciliśmy mitologię i legendy o Lechu, Popielu i Kraku, który walczył ze smokiem. Reformatorzy walczą z historią w imię nowych mitów. Mówią one, że historia będzie wykładana w wystarczającym zakresie, ale „inaczej”. Młodzież będzie się więc uczyć tylko tego, co ją interesuje...

- To usprawnienie procesu przyswajania wiedzy?

- To wielkie złudzenie. Nauka polega na rozszerzaniu horyzontów, a nikt nie interesuje się tym, czego nie zna. Ograniczenie nauczania historii do monograficznych zagadnień sprawi, że obraz świata młodych będzie się coraz bardziej rozpadał na chaotyczne strumienie niepowiązanych ze sobą informacji. Wydaje się, że tak „wykształcone” pokolenie przestanie już zupełnie rozumieć mechanizmy społeczne, którym samo będzie podlegać.

- Tymczasem właśnie w tym świecie zasypanym bezładnymi informacjami przydałby się - zwłaszcza młodym ludziom - rzetelny przewodnik, którym mogłaby być właśnie dobra szkoła.

- Aby spełnić taką rolę, szkoła powinna dawać pewien wspólny dla wszystkich obraz całości. Tymczasem wprowadzenie nauczania w „kanały tematyczne” pogłębi jeszcze izolację społeczną nowej generacji, i tak już bardzo posuniętą. Spowoduje, że w najbliższej przyszłości społeczeństwo polskie zostanie pozbawione języka, którym będzie mogło się porozumieć, nie będzie miało wspólnego zasobu informacji, pojęć, skojarzeń budujących poczucie wspólnoty. Reformatorów to w ogóle nie interesuje albo tego po prostu nie rozumieją.

- Ostatnio mówi się o kryzysie państwa, choć niektórzy nie przyjmują tego do wiadomości. Czy można mówić o kryzysie oświaty jako jego ważnej składowej?

- Tak. Mamy do czynienia z głębokim kryzysem oświaty, który ma wiele wymiarów składających się na ogólny (obecny i przyszły) kryzys państwa. Młodzież zaczynająca studia coraz mniej wie. Praca wykładowcy akademickiego zaczyna więc bardziej przypominać propedeutykę poszczególnych dyscyplin naukowych niż poważną działalność naukowo-dydaktyczną. To jest efekt zaniżenia wymagań maturalnych i równania w dół na wszystkich wcześniejszych etapach edukacji. Ponadto absolwenci naszych szkół nie są przyzwyczajeni do samodzielnego myślenia, na każdym kroku oczekują instrukcji typu: „proszę mi powiedzieć, co ja mam powiedzieć”... Ten lęk przed samodzielnym zabraniem głosu wynoszą ze szkoły.

- Można więc powiedzieć, że ta „luzacka” szkoła mimo wszystko w jakiś sposób tłamsi inwencję młodych ludzi... Nie uciekła od znienawidzonego autorytaryzmu?

- Ta szkoła wcale nie jest taka „luzacka”, ponieważ lewica nigdy nie potrafiła się wyleczyć z autorytarnych ciągot. Dlatego, choć w warstwie deklaracji reforma szkolnictwa jest bardzo liberalna, to w praktyce preferuje dość sztywne mechanizmy „urawniłowki”, np. oceny punktowe. Mierzenie wyników w ten sposób nadmiernie formalizuje też relacje międzyludzkie. Uczeń nie jest człowiekiem, osobnym światem, tylko „przedmiotem”, który można różnorako wymierzyć pozycją w „rankingu”. Taka szkoła nie pomaga mu w dojściu do pełni człowieczeństwa, co powinno być prawdziwym celem edukacji. Mówi za to, że wykształcenie służy tylko znalezieniu dobrej pracy, jest środkiem spełnienia aspiracji materialnych, pobudzanych przez reklamę. Ale i tej obietnicy - jak to już dzisiaj widzimy - nie może spełnić. Przy całej tej sentymentalnej propagandzie rzeczywistość szkolna jest zimna...

- Czyli prawie dosłownie „cool”!

- Nie tylko „cool”, czyli chłodna, lecz zimna, zmrożona. Polska szkoła jest dziś zimnoautorytarna, nieprzyjazna, zuniformizowana; wszyscy starają się myśleć jak wszyscy, mimo indywidualizmu zawartego w obowiązującej ideologii.

* * *

Dr hab. Andrzej Waśko - literaturoznawca, pracownik Wydziału Polonistyki UJ oraz Instytutu Kulturoznawstwa Wyższej Szkoły Filozoficzno-Pedagogicznej „Ignatianum” w Krakowie

2012-09-20 07:28

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Życie dla wszystkich

2020-05-26 18:07

Niedziela warszawska 22/2020, str. I

[ TEMATY ]

wywiad

antykoncepcja

życie poczęte

Magdalena Wojtak

Grażyna Rybak

O przemilczanych skutkach antykoncepcji, Służbie Zdrowia w czasie koronawirusa i ochronie dzieci nienarodzonych z doktor Grażyną Rybak rozmawia Magdalena Wojtak.

Magdalena Wojtak: Jaka panuje atmosfera w środowisku medycznym w związku z koronawirusem?

Dr Grażyna Rybak: Epidemia pokazała, co jest istotą lekarskiego powołania. Troska o zdrowie i życie mobilizują Służbę Zdrowia do wspólnego działania: lekarze, pielęgniarki poświęcają swoje zdrowie i chronią swoje rodziny, niosąc pomoc chorym. Wzruszają mnie postawy młodych lekarzy, którzy zdecydowali się nawet na kilkutygodniową rozłąkę z najbliższymi po to, żeby ich nie narażać na zakażenie. Nie spotkałam się w swoim otoczeniu z osobami, które unikałyby pracy w tym trudnym czasie.

CZYTAJ DALEJ

Karol Wójcicki: kapsułę Dragon będzie można zobaczyć na niebie z Polski

2020-05-27 19:29

[ TEMATY ]

astronomia

PAP

Załogową kapsułę Dragon, kilkanaście minut po starcie z USA, będzie można zobaczyć z terenu południowo-zachodniej i centralnej Polski - poinformował PAP popularyzator astronomii Karol Wójcicki. To - jak zachęca - możliwość przyglądania się historycznemu wydarzeniu.

Lot kapsuły Dragon, wyprodukowanej przez firmę SpaceX, odbędzie się w środę; start zaplanowano na 22.33 czasu polskiego
. Będzie to pierwszy lot załogowy na Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS) z terenu USA od prawie 10 lat. Wraz z definitywnym wycofaniem w 2011 roku ze służby amerykańskich wahadłowców, NASA została pozbawiona własnych środków transportowania astronautów i zaopatrzenia na ISS. Wymiana członków załogi stacji realizowana była wyłącznie za pomocą rosyjskich statków Sojuz.

"Dzisiaj możemy powiedzieć, że kapsuła będzie widoczna przede wszystkim w południowo-zachodniej i w centralnej Polsce. Troszkę gorzej będzie widoczna w północno-wschodniej Polsce" - opowiada PAP popularyzator astronomii Karol Wójcicki, autor bloga "Z głową w gwiazdach". Kapsułę będzie widać nad południowo-zachodnim horyzontem przez około trzy minuty między 22:54 a 22:57.

Wójcicki zachęca do poświęcenia kilku minut i spojrzenia na niebo z kilku względów. Po pierwsze załogowe loty w kosmos nie są zbyt częste. Po drugie - będzie to historyczny lot, bo po raz pierwszy w kosmos wzniesie astronautów pojazd wyprodukowany przez prywatną firmę - SpaceX, a nie przez mocarstwo. "To jest coś, czego nigdy wcześniej nie było, więc będzie się na naszych oczach działa historia" - zaznacza.

Dodaje, że kapsuła przelatywać będzie nisko nad horyzontem, około 10 stopni. "To nie będzie bardzo wysoki przelot, dlatego jeśli chcemy się na taką obserwację wybrać, to konieczne będzie znalezienie miejsca z bardzo odsłoniętym horyzontem: jakaś wielka łąka, wzniesienie" - instruuje. W jego ocenie dojrzenie statku z terenu miasta może być problematyczne, bo zabudowania mogą skutecznie przysłonić widok.

Obserwacje może niestety utrudniać aura. Według prognozy IMGW w nocy ze środy na czwartek przewidywane jest zachmurzenie duże z większymi przejaśnieniami. Możliwe są też przelotne opady deszczu, na zachodzie kraju zanikające. Miejscami na terenach podgórskich wystąpi mgła ograniczająca widzialność do 400 m.

Czego należy wypatrywać, gdy warunki atmosferyczne na to pozwolą? Jak tłumaczy Wójcicki statek będzie wyglądał jak dosyć szybko przemieszczająca się gwiazda o mniej więcej zerowej jasności gwiazdowej (czyli porównywalnej z najjaśniejszymi gwiazdami na niebie). Nie będzie to zatem wydarzenie specjalnie widowiskowe - przyznaje. Obserwatorzy z Polski będą mogli dojrzeć statek znajdujący się już na wysokości i orbicie docelowej, czyli około 400 km - na takiej, na której znajduje się również ISS. W kolejnej dobie kapsuła będzie stopniowo zbliżała się do stacji. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

List do rodziców neoprezbiterów

2020-05-28 14:22

Agnieszka Bugała

Na zakończenie uroczystości święceń kapłańskich, które odbyły się 23 maja w kościele p.w. Opatrzności Bożej na wrocławskim Nowym Dworze abp Józef Kupny, metropolita wrocławski zwrócił się do rodziców nowo wyświęconych kapłanów. - Drodzy rodzice, napisałem do was list, w którym dziękuję wam za synów, których wychowaliście tak, że są darem dla wrocławskiego Kościoła, ale w liście tym mam do was także prośbę, przeczytajcie go - mówił abp Józef.

Dziś - za zgodą arcybiskupa - zamieszczamy ten wyjątkowy list w całości:

Wrocław, dnia 23 maja 2020 roku


KOCHANI RODZICE

DROGA RODZINO

W dniu kiedy Wasz syn, przez nałożenie rąk biskupich, stał się na zawsze kapłanem Chrystusowym, zwracam się do Was i do całej rodziny, aby złożyć Wam najserdeczniejsze podziękowanie za to, że całkowicie oddaliście syna Kościołowi. Wyrażam także serdeczne życzenia, by radość, jaką dziś przeżywacie, trwała przez całe Wasze życie. Pismo św. mówi: „Kto wychowuje swojego syna, będzie miał z niego pociechę i dumny będzie z niego między znajomymi” (Syr 30,2).

Zwracam się też z serdeczną prośbą. Obowiązki rodziców wobec dzieci nigdy nie gasną. Do końca ojciec i matka są odpowiedzialni za swoje dziecko. „Albowiem Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawo matki nad synami utwierdził” (Syr 3,2). Zachowujcie z synem kapłanem żywą więź rodzinną. Wspierajcie go Waszymi modlitwami i świętym życiem. Kapłan narażony jest na różne trudności. Mogą one czasem być tak wielkie, że zachwieją jego wiarą i wiernością Chrystusowi. Nie są to rzadkie wypadki, kiedy w takich chwilach ojciec, matka lub rodzeństwo okazują się błogosławieństwem dla zagrożonego kapłana i zbawiennym wsparciem ratują go przed nieodpowiednim krokiem.

Drodzy Rodzice i Rodzeństwo, zachęcam Was do stałej modlitwy za kapłana, który wyszedł z Waszej rodziny. Zachęcam Was do życzliwej i dyskretnej pomocy dla niego, a gdyby zaszła potrzeba, niech ojciec i matka odważnie upomną swoje dziecko, by z godnością i gorliwością trwało w kapłańskiej posłudze.

Na to wielkie zadanie, w trosce o dobro naszego Kościoła, udzielam Wam i całej Rodzinie swojego biskupiego błogosławieństwa.

+ Józef Kupny

Arcybiskup Metropolita Wrocławski

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję