Reklama

Niedziela Lubelska

Parafialne zespoły Caritas

W bliźnim zobaczyć Jezusa

Niedziela lubelska 41/2012, str. 4

[ TEMATY ]

Caritas

PAWEŁ WYSOKI

Członkowie parafialnych zespołów Caritas podczas rekolekcji

Caritas Archidiecezji Lubelskiej w swojej działalności statutowej w znaczącej mierze opiera się o pracę wolontariuszy.
– Wolontariat osób dorosłych to formuła, która jest praktykowana w parafiach na terenie naszej archidiecezji. Obecnie w ponad 100 parafiach aktywnie działają zespoły, których zadaniem jest niesienie pomocy osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej – mówi ks. Wiesław Kosicki, dyrektor lubelskiej Caritas. – Wolontariusze parafialnych zespołów Caritas otaczają opieką osoby dotknięte duchową i materialną biedą, niepełnosprawne, chore, samotne. Rozeznając potrzeby lokalnej społeczności, znajdują sposoby, by nie tylko zaradzać materialnym troskom, ale przede wszystkim dzielą się miłością. Dlatego odwiedzają chorych i samotnych, pomagają w odrabianiu lekcji dzieciom, organizują zbiórki i kwesty z przeznaczeniem na pomoc konkretnym rodzinom, a także włączają się w prowadzenie i realizowanie programu pomocy żywnościowej PEAD, przekazywanej mieszkańcom najuboższych terenów UE – wylicza ks. Dyrektor. Dorosłych wolontariuszy wspierają w pracy szkolne koła Caritas. Aktualnie na terenie naszej archidiecezji w różnego typu szkołach działa ich ponad 70.
Raz w roku wolontariusze Caritas gromadzą się na rekolekcjach. Tym razem odbyły się one w „Domu Spotkania” Caritas w Dąbrowicy w dn. 21 – 23 września. – Rekolekcje organizowane są dla osób, które na co dzień angażują się w parafialne dzieła charytatywne. To dla nich wyjątkowy czas modlitwy, umocnienia duchowego i podniesienia motywacji, ale też czas spotkania z braćmi i siostrami, którzy na co dzień podejmują podobne działania – mówi ks. W. Kosicki. – Podczas takich dni wielu naszych wolontariuszy odkrywa w sobie nowe możliwości, „zapala się” do nowych dzieł charytatywnych, a nade wszystko zyskuje Bożą siłę do pracy z ludźmi, którzy często spychani są na margines życia społecznego – dodaje ks. Dyrektor. – W tym roku głównym tematem podejmowanym na rekolekcjach była miłość Boga – mówi ks. Paweł Tomaszewski, rekolekcjonista. – Kolejny raz odkrywaliśmy, jak ważna jest miłość Boga w naszym życiu; że potrzeba jej doświadczyć samemu, by móc ją zanieść innym – wyjaśnia.
Rekolekcje to także czas wymiany doświadczeń. Wielu wolontariuszy w wolnym czasie chętnie opowiadało o swojej pracy i tworzyło listy nowych pomysłów na skuteczne niesienie pomocy tym, którzy znajdują się w potrzebie. Pani Wiesława z parafii pw. św. Mikołaja w Lublinie angażuje się w działalność Caritas już od 8 lat. Mieszkając i pracując w jednej z uboższych dzielnic miasta doskonale wie, jak trudne może być życie, ale też jak wiele w nim miłości, radości, działania Bożej łaski. – To dla mnie wielkie szczęście, że mogę nieść dobro drugiemu człowiekowi, że mogę dać mu swoje serce. W każdym, nawet najuboższym i najbardziej odpychającym wyglądem człowieku staram się widzieć Boga. A czas rekolekcji, pełen spokoju i modlitwy, przypomina mi, że w ubogim przychodzi do mnie sam Chrystus – mówi. Pani Wiesława chętnie opowiada o swoich spotkaniach z osobami znajdującymi się w trudnej sytuacji, które oprócz kromki chleba głodne są miłości. – Kiedyś przyszła do mnie zapłakana matka czwórki małych dzieci. Zepsuł się wózek dla najmłodszego, a szansy na zakup nowego żadnej. Po chwili okazało się, że w naszym parafialnym magazynku akurat znajdowała się tak bardzo potrzebna jej rzecz. I ta kobieta, na widok dziecięcego wózka, z radością powtarzała: Bóg nade mną czuwa. Takie chwile sprawiają, że zapomina się o wszelkich trudach – mówi wolontariuszka. Patrząc na jej nienaganną fryzurę i elegancką garsonkę trudno sobie wyobrazić, że z uśmiechem podaje rękę bezdomnemu, który wygląda tak, jakby nigdy w życiu nie widział wody i mydła. A jednak pozory mylą. – Kiedyś przyprowadzono do mnie bezdomnego. Osoba, która go do mnie skierowała, spoglądała na niego ze wstrętem. Śmierdzący, w brudnych łachmanach, zdaniem wielu nie zasługiwał nawet na chwilę uwagi. Ja podałam mu rękę, zapytałam, w czym mogę pomóc. A on chciał różaniec, by się pomodlić. Płakał – wspomina pani Wiesia. – Innym razem, w czasie wigilii dla samotnych i bezdomnych, po uroczystej kolacji okazało się, że jedzenie prawie nietknięte zostało na stołach. Pytamy więc, dlaczego nasi goście nic nie zjedli, chociaż są głodni. A oni mówią, że już tak dawno nie siedzieli przy stole nakrytym białym obrusem, że wzruszenie nie pozwoliło im przełknąć ani jednego kęsa. Dla takich chwil warto dawać z siebie wszystko – podkreśla.
Takich historii jest wiele – mniej więcej tyle, ile poplątanych ścieżek ludzkiego życia. Kilka z nich dorzuca pani Lucyna z parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Kraśniku, która w Parafialnym Zespole Caritas pracuje już od 12 lat. – Czasem jest bardzo trudno. Najtrudniej, gdy sprawy dotyczą dzieci – mówi. – Kiedyś przyszła do mnie dziewczynka, której mama była już po kilku próbach samobójczych. Dziewczynka przyszła nie po pomoc materialną, ale po zapewnienie, że pomogę jej i rodzeństwu zostać w domu. Obiecywała, że będą wszystko robić sami, byle by ich nie oddawać do domu dziecka. W takich sytuacjach ludzkie siły nie wystarczają. Potrzebna jest moc, która płynie z modlitwy i Eucharystii – podkreśla pani Lucyna.
Inna wolontariuszka, pani Maria z lubelskiej parafii pw. św. Jadwigi Królowej, w działalność charytatywną włączyła się ponad 30 lat temu, zaczynając od organizowania pomocy osobom represjonowanym w czasie stanu wojennego. – I tak już zostało. Może dlatego, że pochodzę z rodziny wielodzietnej, w której od najmłodszych lat uczyłam się pomagać innym – zastanawia się. – Gdy w parafii powstała grupa charytatywna, nie mogło mnie w niej zabraknąć. Chociaż u nas nie ma skrajnej biedy, to wciąż jest coś do zrobienia; wciąż są ludzie, którzy potrzebują naszego czasu i serca – mówi. Pomysłów na niesienie pomocy nie brakuje też w parafii pw. Dobrego Pasterza w Lublinie. – Prowadzimy biuro pośrednictwa pracy, organizujemy bezpłatne korepetycje dla dzieci, porady prawników i psychologów. Szczególną troską otaczamy dzieci, zwłaszcza z rodzin niepełnych i wielodzietnych – wymienia pani Barbara. – Pracy nam nie zabraknie, bo przecież zawsze obok nas znajduje się ktoś, kto potrzebuje pomocy.

2012-10-10 12:08

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pogłębia się dramat Sudanu Południowego

2020-07-10 16:56

[ TEMATY ]

Caritas

Sudan Południowy

pandemia

Vatican News

Najmłodsze państwo świata pilnie potrzebuje wsparcia. Caritas Internationalis alarmuje, że bez konkretnej pomocy humanitarnej mieszkańców Sudanu Południowego czeka fala dotkliwego głodu. Jest to m.in. konsekwencja niekończącego się konfliktu. Szacuje się, że aż 7,5 mln na 11 mln Sudańczyków znajduje się na granicy przeżycia.

Gdy 9 lipca 20011 roku rodziło się nowe państwo, po oddzieleniu od Sudanu, towarzyszył temu wielki entuzjazm i nadzieja na lepszą przyszłość. W drugim roku niepodległości wybuchła jednak krwawa wojna, trwająca pięć lat, a porozumienie pokojowe wciąż nie weszło w życie. 2,2 mln Sudańczyków uciekło do sąsiednich krajów, a 1,7 mln to uchodźcy wewnętrzni. Dramatyczną sytuację pogłębia rozprzestrzenianie się koronawirusa.

„Mieszkańcy Sudanu Południowego są wykończeni przez lata wojny, a dodatkowych cierpień dokłada pandemia, która drastycznie pogłębiła trudną sytuację żywnościową” – czytamy w dossier przygotowanym przez Caritas Internationalis z okazji 9. rocznicy odzyskania niepodległości przez ten afrykański kraj. Ta kościelna organizacja charytatywna – od samego początku niepodległości niosąca pomoc w tym kraju – alarmuje, że bez konkretnej pomocy z zewnątrz Sudańczycy nie poradzą sobie z ogromnym kryzysem humanitarnym. Caritas zachęca jednocześnie do zwiększenia wysiłków na rzecz wdrażania w życie porozumienia pokojowego i walki z korupcją zżerającą klasę polityczną.

Także w Sudanie, od którego oderwało się najmłodsze państwo świata, sytuacja jest bardzo trudna. Jeden na czterech mieszkańców tego 43-milionowego kraju potrzebuje pilnego wsparcia żywnościowego. Jest to najwyższa liczba w historii tego kraju. Przyczyną jest zapaść gospodarcza, postępująca inflacja i wprowadzony przez rząd w związku z pandemią lockdown, który praktycznie zablokował handel transgraniczny.

CZYTAJ DALEJ

“Kluczowe znaczenie miał (...) upadek obyczajów i kryzys wartości.” [ROZMOWA]

2020-07-12 08:00

www.fotolia.com

Europa Zachodnia przeszła długą drogę. Od pogaństwa do katolicyzmu, by dziś coraz bardziej kierować się ku pozbyciu się swoich chrześcijańskich korzeni. Mimo, że w wielu krajach jest coraz mniej osób wierzących w Chrystusa, przeszłość bycia Kościoła w przestrzeni publicznej jest obecna. O Patronie Europy, św. Benedykcie z Nursji, Europie jego czasów, problemach współczesnej Europy - rozmawiamy z Jakubem Jóźwiakiem - dziennikarzem Radia Maryja oraz Wojciechem Grzywaczem - politologiem.

ks. Łukasz Romańczuk: Wspominaliśmy wczoraj św. Benedykta z Nursji. Żył on na przełomie V i VI wieku. Jaka była wtedy Europa?

Wojciech Grzywacz: To była Europa tuż po upadku Cesarstwa Zachodniorzymskiego. Koniec tego wielkiego imperium miał drastyczny wpływ na ówczesny porządek społeczno-polityczny, to był dla żyjących wówczas ludzi szok, bo nie znali oni innego świata niż ten pod panowaniem Rzymian. Przede wszystkim wykształciły się nowe państwa bliższe temu, co nazywamy państwami narodowymi. Jednocześnie na znaczeniu zyskiwało Cesarstwo Bizantyjskie. Chrześcijaństwo już wiek wcześniej stało się religią narodową Imperium Zachodniorzymskiego i mimo jego upadku nie przestało się rozprzestrzeniać.

Jakub Jóźwiak: Zgadzam się z tym, co mówi Wojtek. Warto zauważyć, że na terenach dawnego Cesarstwa Zachodniorzymskiego osadzają się liczne plemiona barbarzyńskie. Mamy np. Longobardów na północnej Italii, Franków we Francji oraz Wizygotów w Hiszpanii. Na Bałkanach pojawiają się Awarowie oraz Słowianie. Wszystkie te ludy są pogańskie i niektóre z nich przez długi czas stawiały opór chrystianizacji. Z resztą same chrześcijaństwo wydaje się przeżywać wewnętrzny kryzys w postaci licznych herezji. Co prawda te najbardziej znane, czyli arianizm, nestorianizm i monofizytyzm istnieją już od kilku wieków i zostały potępione, jednak ciągle mają rzesze wyznawców. Mimo to, Kościół zyskuje coraz więcej wyznawców.

ks. Ł.R.: Mówimy, że współczesna Europa boryka się z wieloma problemami. A z czym musieli się zmierzyć europejczycy VI wieku?

W.G.: Musieli się zmierzyć przede wszystkim z poukładaniem na nowo porządku w Europie po upadku Rzymu. Zarazem Europa wciąż borykała się z tym, co wpłynęło na upadek Cesarstwa, a więc wędrówkami ludów i najazdami barbarzyńców. Europejczycy zamieszkujący tereny Imperium musieli także pogodzić się z gorszymi warunkami życia na skutek tak istotnych zmian geopolitycznych. Jednak kluczowe znaczenie miał, podobnie jak dzisiaj, upadek obyczajów i kryzys wartości.

J.J.:. Ponadto mamy również kryzys kulturowy, ponieważ religie germańskie bardzo się różniły od wiary chrześcijan. Z jednej strony mamy krwawe rytuały, ofiary z ludzi, rozpustę itd a z drugiej strony mamy naukę o miłości wobec bliźniego, nawracaniu się i głoszeniu Ewangelii.

ks. Ł.R.: Są to czasy krótko po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Europa zrobiła wtedy kilka kroków wstecz?

W.G. Wskazałbym tutaj na dwie rozmaite postawy świętych tamtych czasów. Z jednej strony św. Hieronim, który rozpaczał, że nadchodzi koniec świata, a z drugiej św. Augustyn, który zdawał sobie sprawę z przemijalności rzeczy doczesnych. Biskup Hippony właśnie ukazuje, aby nie przywiązywać się zbytnio do postaci tego świata, bo nasz ostateczny cel nie jest na ziemi. Nie da się zbudować idealnego państwa, bowiem dzieła ludzkie upadają, gdyż ludzie skażeni są grzechem pierworodnym – mówił św. Augustyn. Wydawało się przecież, że upadek Cesarstwa to tragedia, koniec świata, a przecież ostatecznie okazało się, że chrześcjaństwo zaczęło się jeszcze bardziej rozprzestrzeniać. To właśnie w średniowieczu, które rozpoczęło się upadkiem Cesarstwa chrześcijaństwo było najsilniejsze i przez to również ten okres nie był, jak to się dzisiaj mówi, „wiekami ciemnymi”, ale czasem wielkiego rozkwitu. Zatem ja spojrzałbym na to w pozytywnym kontekście. Boża Opatrzność działa i nawet na gruzach może powstać coś dobrego.

ks. Ł.R.: W 1964 roku, papież Paweł VI mianował św. Benedykta z Nursji Patronem Europy. Jak ten święty może dziś wskazywać drogę współczesnym Europejczykom?

W.G. Św. Benedykt może nas nauczyć przede wszystkim wielkiej pokory, która jest zaprzeczeniem, moim zdaniem, jednego z największych współczesnych grzechów, czyli pychy. Od przyjęcia postawy pokory zaczyna się nawrócenie. Jak wspomniał na jednej ze swych katechez papież Benedykt XVI, patron jego pontyfikatu musiał się zmierzyć z 3 podstawowymi pokusami: autoafirmacji, zmysłowości oraz gniewu i zemsty. Ojciec święty mówi, że dopiero po uporządkowaniu tych spraw św. Benedykt mógł głosić innym Słowo Boże. Myślę, że pośród wielu inspirujących cech patrona Europy na dzisiejsze czasy niezwykle aktualna jest właśnie ta postawa „uporządkowania” samego siebie.

ks. Ł.R.: Gdy św. Benedykt został Patronem Europy mapa chrześcijaństwa europejskiego wyglądała zupełnie inaczej. Co spowodowało, że Europa, zwłaszcza zachodnia odeszła od swoich korzeni?

J.J.: Przyczyn jest wiele. Najlepiej tę sprawę opisał prof. Grzegorz Kucharczyk w książce: “Chrystianofobia. 500 lat nienawiści do Jezusa i Kościoła”. Pierwszą oznaką, że Europa odchodzi od korzeni to zapoczątkowana przez Marcina Lutra reformacja, czyli oficjalne wystąpienie przeciwko Papieżowi. Można powiedzieć, że Luter zniszczył pewną jedność wśród mieszkańców Europy Zachodniej – czyli wspólny mianownik jakim był katolicyzm. Następną przyczyną był cały okres oświecenia, gdzie rodzą się m.in nurty deistyczne oraz ateistyczne. Coraz więcej osób odrzuca naukę Kościoła uznając ją za przestarzałą, “nieatrakcyjną”, dominuje racjonalizm, czyli przekonanie, że wszystko można pojąć ludzkim rozumem a że Boga nie jesteśmy w stanie pojąć to uznajemy, że Go po prostu nie ma. To czas, kiedy rodzi się masoneria, którą potępiali papieże począwszy od Klemensa XII, który w konstytucji In Eminenti podkreślił, że stanowi ona niebezpieczeństwo dla bezpieczeństwa wewnętrznego państwa a także zagroził katolikom, pod groźbą ekskomuniki, przynależności do lóż masońskich. Ponadto pod koniec XVIII w. mamy rewolucję francuską, czyli bunt mas kierowanych przez jakobinów z Maximillienem de Robespierrem na czele przeciwko królowi, ale także przeciwko Kościołowi - najlepszym dowodem jest rzeź ludności z Wandei, która jest przemilczaną zbrodnią, nie zawaham się użyć słowa “ludobójstwo”, wszak to co spotkało tych mieszkańców najlepiej pokazuje, do czego człowiek jest w stanie się dopuścić kiedy odrzuca wiarę i moralność. Następnie mamy niebezpieczne filozofie głoszone przez Fryderyka Nietschego, Fryderyka Engelsa oraz Karola Marksa, które zostaną potem “wcielone” m.in przez Włodzimierza Lenina, Józefa Stalina czy Adolfa Hitlera. Natomiast “najświeższą” przyczyną to niewątpliwie rewolucja seksualna z 1968 r. w tym narzucanie edukacji seksualnej oraz ideologii LGBT.

ks. Ł.R.: Możemy mówić o europejskim kroku wstecz jeżeli chodzi o świadomość wiary?

J.J.: To nie jest tylko jeden krok, ale kilka kroków. Moim zdaniem, mentalnie wróciliśmy do czasów pogan z Cesarstwa Rzymskiego, z tym że jest pewna różnica. Wtedy ludzie byli prześladowani za swą wiarę, jednak nie wstydzili się jej. Obecnie mamy inny rodzaj “prześladowania”. Mianowicie, często my, jako katolicy, chrześcijanie, jesteśmy uważani m.in za ludzi “zacofanych” i to sprawia, że boimy się przyznać do Boga w obawie przed reakcją innych. To smutne, że kiedyś ludzie nie wstydzili się swej wiary, byli gotów za nią nawet umrzeć i wiele wycierpieć aby nie wyprzeć się Chrystusa a obecnie boimy się manifestować swoją wiarę bo “co powiedzą o mnie inni?” lub żeby nie daj Panie Boże kogoś urazić swoimi wartościami. To źle świadczy o naszej kondycji duchowej, jak i mentalnej.

ks. Ł.R.: Św. Benedykt był znany z dyscypliny i szacunku do człowieka, a jak te dwie cechy są realizowane przez europejczyków XXI wieku?

W.G.: Dyscyplinę zastąpił hedonizm, a szacunek do człowieka przybiera formę błędnie pojmowanej tolerancji. Taka jest smutna rzeczywistość. Skrajny indywidualizm spod hasła „Róbta co chceta” nie sprzyja zdrowej dyscyplinie promowanej przez św. Benedykta. Dyscyplina bowiem wymaga wysiłku nie tylko cielesnego, z którym dzisiaj nie jest tak źle, ale również duchowego. Szacunek natomiast często przepełniony hipokryzją, bo nie przysługuje każdemu, ale tylko tym, w przypadku których nam to „leży”. Bardzo często szacunku brakuje w stosunku do katolików, a jednocześnie przybiera on formę aprobaty nawet dla niemoralnych czynów u wszystkich innych. Krótko mówiąc, szacunek przynależny każdemu człowiekowi traktowany jest przez europejczyków XXI w. często w sposób wybiórczy.

J.J.: Myślę że u wielu osób słowo “dyscyplina” jest słowem obcym. Staliśmy się leniwi o czym mówił Ojciec Święty Franciszek w 2016 r. w Krakowie podczas Światowych Dni Młodzieży. Co do “szacunku do człowieka”? Cóż, z jednej strony tyle się mówi, by szanować czyjeś poglądy, orientację itd. a często jest tak, że jedna grupa narzuca drugiej swoje przekonania i trzeba się z nimi pogodzić w przeciwnym razie możemy liczyć się z wykluczeniem społecznym.

ks. Ł.R.: Dużo w mediach mówi się o tolerancji, akceptacji, a mimo to pojawia się dużo nienawiści. Skąd to się bierze? Może sama tolerancja i akceptacja są zbyt płytkimi pojęciami, bo patrząc nawet z perspektywy chrześcijaństwa, miłość, godność, szacunek to o wiele większe wartości.

W.G.: Problem w tym, że dzisiaj pojęcia tolerancji i akceptacji stosowane są zamiennie, a przecież wcale nie są synonimami. Tolerancja pochodzi od łacińskiego czasownika tolerare, który oznacza znosić, wytrzymywać. Jest to zatem postawa naszej wyrozumiałości i cierpliwości wobec czegoś, z czym się nie zgadzamy. Akceptacja jest natomiast pojęciem idącym dalej, bo oznacza ona aprobatę dla danych działań. Można wyróżnić jeszcze coś takiego jak afirmacja, która jest wręcz promowaniem określonych postaw. Obserwujemy dzisiaj olbrzymi zamęt w kwestii wymienionych pojęć, które są napełniane określoną treścią w zależności od potrzeb. Pełnią one rolę wytrychów. Natomiast przytoczone przez księdza chrześcijańskie pojęcia pochodzą kolokwialnie mówiąc z innej ligi i mają w sobie pewien element nadprzyrodzony. Być może dzięki temu one jeszcze się w miarę ostały, chociaż próbuje się je także przeformatować dla doraźnych potrzeb różnych środowisk.

ks. Ł.R: Dużo mówi się o integracji europejskiej. Patrząc z perspektywy Roberta Schumana czy Karola Adenauera, którzy zapoczątkowali ten ruch, chcieli oni budować na fundamencie chrześcijańskim. Mija ponad 50 lat i okazuje się, że niewiele pozostało z ich ideałów? Jak to możliwe?

W.G.: Niebagatelny wpływ na to miał komunizm, który oczarował swego czasu wielu tzw. intelektualistów i innych wpływowych ludzi. I ten zachwyt trwa nadal, może nie jest on wyrażany wprost, ale jednak. Myślę, że jednym z czynników, które wpłynęły na zarzucenie chrześcijańskich ideałów ojców założycieli była także zwyczajna nienawiść do Kościoła. Nie jest żadną tajemnicą, że taka jest rzeczywistość. Nasza religia jest po prostu zbyt wymagająca – wystarczy wspomnieć chociażby całkowite odrzucenie tak rozpowszechnionej w polityce zasady, iż cel uświęca środki. Budowanie na innych ideałach niż chrześcijańskie jest prostsze, jednak tylko w krótkoterminowej perspektywie, bo przecież patrząc dalej na szali stawiamy nasze zbawienie.

J.J.: Ponieważ obecne unijne elity realizują inną koncepcję integracji europejskiej. Opiera się ona na “Manifeście z Ventotene”, którego autorami są m.in komunista Altiero Spinelli oraz Ernesto Rossi. Tam jest napisane wprost, że należy zniszczyć państwa narodowe oraz zwalczać Kościół Katolicki. A jak działają dzisiejsi kluczowi politycy UE, każdy widzi. Co ciekawe, ponieważ przez moment byłem na stażu w Parlamencie Europejskim w Brukseli, chciałbym zwrócić uwagę, że główny budynek parlamentu nosi nazwę Altiero Spinelliego, który coraz częściej jest uznawany za jeden z ojców UE. Jeżeli takie osoby, jak wspomniany przed chwilą Spinelli, mają być wzorcem dla “nowej Europy”, to ja takiej Europie podziękuję. To smutne, że tak szybko zrezygnowano z chrześcijańskiej koncepcji integracji europejskiej według Roberta Schumana i Karola Adenauera na rzecz ateistycznej, “nowoczesnej” Europy autorstwa Altiero Spinelliego i Ernesto Rossiego. Z resztą te zagadnienia są poruszane w najnowszym cyklu reportaży “Demaskowanie Integracji Europejskiej”, którego reżyserami są moi koledzy Robert Zawadzki i Damian Krzal. Odcinki te ukazują się w piątki na antenie Telewizji Trwam o godz. 17:30, można je również odnaleźć na YouTubie, na kanale Antykultura.

ks. Ł.R.: Dużo mówi się o ideologiach, które budują na neomarksizmie. Skąd takie zamiłowanie w tym nurcie?

W.G.: To nurt tak samo szkodliwy jak marksizm, jednak bardziej skuteczny w realizacji swoich założeń. Wielka popularność neomarksizmu wiąże się z tym, że jego metody są niezwykle wyrafinowane i pozbawione przemocy. Jednym z narzędzi jest obserwowana przez nas redefinicja podstawowych pojęć, chociażby wspomnianej już tolerancji. Ponadto neomarksizm jest także niezwykle wygodnym prądem, gdyż zakłada totalną wolność pozbawioną wszelkiej odpowiedzialności – są tylko prawa, a brakuje obowiązków.

ks. Ł.R.: Epidemia COVID-19 sprawiła, że w wielu krajach pozamykano kościoły, mimo że centra handlowe w tych państwach były pootwierane. Co mogło być powodem, że tak łatwo uznano, że miejsca modlitewne są niepotrzebne?

W.G.: Wiąże się to przede wszystkim z uznaniem niekonieczności Boga we współczesnym świecie. To człowiek ma być w centrum, a religia jest zepchnięta na dobrowolny margines. Nie zmienia to faktu, że człowiek jest z natury istotą religijną. Widać to doskonale chociażby po popularności różnego rodzaju wróżbiarstwa, duchowości wschodniej i innych tego typu niebezpiecznych praktyk na zachodzie. Bóg został zapomniany, ale tę pustkę trzeba było czymś zapełnić. To dlatego centra handlowe pozostały otwarte, bo one są współczesnymi świątyniami – świątyniami bożka pieniądza.

ks. Ł.R.: A może to stworzy pewnego rodzaju precedens. Raz udało nam się zamknąć to może w sytuacjach kryzysowych ponownie takie decyzje zapadną?

W.G.: Trafił ksiądz w samo sedno. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że świat nie ma dzisiaj większego wroga niż Kościół, bo jest on dla niego wyrzutem sumienia, który chce się za wszelką cenę uciszyć. Dlatego każdy pretekst jest dobry, aby w jakiś sposób właśnie Kościołowi zaszkodzić. Myślę też, że gdyby nasza postawa - świeckich, ale także duchownych, była bardziej odważna, moglibyśmy uniknąć takiej sytuacji. To może być dla nas przestroga na przyszłość.

ks. Ł.R: Co Europa powinna zrobić, aby całkowicie nie zatracić korzeni chrześcijańskich?

W.G.: Potrzeba przede wszystkim wielkiej aktywności wśród nas, chrześcijan i wszystkich ludzi dobrej woli, którzy uznają, że cywilizacja łacińska jest bezcennym skarbem Europy. Wszelkie zło może się panoszyć dopiero wtedy, kiedy dobrzy ludzie siedzą z założonymi rękoma i nie reagują. Musimy zatem odważnie prezentować nasze wartości i nie pozwolić sobie zamknąć ust. Nie możemy zredukować naszej wiary jedynie do sfery prywatnej, ale także być świadkiem Chrystusa dla wszystkich wokół. Bardzo prawdopodobne, że już nie powrócimy do tego, co było kiedyś, jednak nie możemy się poddawać. Chrześcijanin to człowiek nadziei.

J.J.: Przede wszystkim musi, tak jak powiedział Ojciec Święty Franciszek w Krakowie podczas Światowych Dni Młodzieży w 2016 r. “wstać z kanapy”. Następnie uznać swą słabość oraz fakt, że bez Boga nie jesteśmy w stanie sobie poradzić. Co najważniejsze, i to pomijają protestanci, powinniśmy zwrócić się o pomoc do naszej najlepszej orędowniczki, jaką jest Najświętsza Maryja Panna. Ona jest naszą Matką, która uprasza wiele łask u Boga. Powinniśmy się modlić za jej przyczyną. Co zrobili dwaj najbardziej znani hierarchowie w Polsce: św. Jan Paweł II oraz ks. Kard. Stefan Wyszyński? Obaj zaufali w pełni Maryi: Papież-Polak przecież za swoją dewizę obrał słowa Totus Tuus, czyli Cały Twój natomiast Prymas Tysiąclecia nie raz mówił, że wszystko postawił na Maryję. I my powinniśmy tak uczynić. Reasumując, “wstać z kanapy”, uznać naszą słabość, przeprosić Boga za naszą zarozumiałość oraz brak wiary i modlić się do Niego za przyczyną Bogurodzicy Dziewicy Maryi.

ks. Ł.R.: Gdyby św. Benedykt z Nursji popatrzył na współczesną Europę to…..

W.G.: Niewątpliwie św. Benedykt zintensyfikowałby swoje wysiłki wokół hasła ora et labora – jeszcze bardziej pracowałby przede wszystkim nad naszą kondycją moralną i jeszcze bardziej modliłby się o nową wiosnę wiary w Europie. Jednak humorystycznie mówiąc nie wiem, czy w przypadku św. Benedykta dałoby się jeszcze bardziej...

CZYTAJ DALEJ

Andrzej Duda: gratuluję Rafałowi Trzaskowskiemu jego wyniku

2020-07-12 21:14

[ TEMATY ]

wybory

wybory 2020

wybory prezydenckie

PAP/Leszek Szymański

Gratuluję Rafałowi Trzaskowskiemu jego wyniku, dziękuję jego wyborcom za to, że wzięli udział w wyborach - powiedział w niedzielę po podaniu sondażowych wyników II tury wyborów Andrzej Duda.

"Gratuluję Rafałowi Trzaskowskiemu jego wyniku, gratulacje z całego serca. Dziękuję również jego wyborcom za to, że wzięli udział, (w wyborach) że oddali głosy" – powiedział na wieczorze wyborczym w Pułtusku Andrzej Duda, który w tegorocznych wyborach ubiega się o reelekcję. (PAP)

autorzy: Katarzyna Lechowicz-Dyl, Rafał Białkowski, Sonie Otfinowska

ktl/ rbk/ sno/ mrr/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję