Reklama

Witajcie w ciężkich czasach

2012-10-17 07:13

Z Andrzejem Bogusławskim rozmawia Witold Dudziński
Edycja warszawska 42/2012, str. 6-7

Marcin Żegliński

WITOLD DUDZIŃSKI: - Już wkrótce czekają nas ciężkie chwile, pogorszenie sytuacji gospodarczej, plajty firm, większe bezrobocie i związane z tym napięcia. Czy w takiej sytuacji daje się prowadzić biznes etycznie?

ANDRZEJ BOGUSŁAWSKI: - Oczywiście, choć nie jest to łatwe. W sytuacjach kryzysowych pracodawcy jeszcze bardziej naginają zasady do bieżących potrzeb. Firmy, pracodawcy sami opracowują kodeksy etyczne, a wiele zależy od tego, na czym się opierają. Jeśli u źródeł etyki biznesowej, leżą zasady uniwersalne, Ewangelia czy Nauka Społeczna Kościoła, to już połowa sukcesu. Niestety, gdy sytuacja jest trudna, zapomina się nawet o tych uniwersalnych zasadach. A tym bardziej o tym np., że pracownik musi zarabiać godziwie, żeby mógł wyżywić rodzinę. Obserwując życie gospodarcze w Polsce po 1989 r., można było dojść do wniosku, że sukces może odnieść tylko ten, kto kieruje się hasłem: bogaćmy się, nie licząc się przy tym z innymi ludźmi, ani z normami etycznymi. A przecież nie tędy droga.

- Firma ma trudną sytuację, pracodawca proponuje pracownikowi przejście z etatu na samo zatrudnienie, bo inaczej rozstaną się. Postępuje etycznie?

- Interes pracodawcy i pracodawcy powinien być mniej więcej zgodny. Musi być konsensus, który jest także podstawą respektowania zasad etycznych. Pracownik daje swoja prace, poświęca zdrowie i oczekuje wynagrodzenia. Pracodawca oczekuje zaangażowania i efektów. Trudna sytuacja wymaga od pracodawcy uczciwego stawiania sprawy: nie jesteśmy w stanie utrzymać dotychczasowych zasad - bankrutujemy, likwidujemy firmę, albo staramy się szukać oszczędności. Również na twojej pensji, na płaconych składkach itd. Każda sytuacja jest inna, każda wymaga analizy i wspólnego zrozumienia.

- A opisana sytuacja, gdy pracodawca proponuje pracownikowi przejście z etatu na samozatrudnienie, bo inaczej zwolni go?

- Czasami sytuacja jest krytyczna i nie ma wyjścia. Pracodawca powinien jednak stawiać sprawę jasno. Musi podjąć decyzje: albo likwiduję firmę i zwalniam pracowników, albo działam dalej, ale muszę prosić pracowników o wyrozumiałość i zaciśnięcie pasa. Błędem jest, gdy pracodawca ukrywa, kręci, bo przekreśla to wzajemne zaufanie. Jest to może mniej ważne w dużej firmie, gdzie jest się tylko małym trybikiem w wielkiej machinie, ale bardzo istotne w małym przedsiębiorstwie, działającej jak żywy organizm, gdzie ważna jest identyfikacja z firmą, a wzajemna nieufność jest niszcząca. ONI sądzą, że ON ich oszukuje, ON, że to ONI jego.

- Czy da się zgodnie z Ewangelią, w wierze, da się prowadzić uczciwie firmę w kryzysie? Czy raczej, jak mówi potoczna obserwacja, w trudnych czasach jest to balast?

- Wspólna wiara na pewno jest płaszczyzną na której możemy znaleźć porozumienie. Pomaga tworzyć solidaryzm, o czym wprost mówił Pius XI: że pracodawcy i pracobiorcy powinni być ze sobą solidarni, na płaszczyźnie wspólnej wiary. To może jednoczyć, ale nie oznacza to, że jeżeli i ja i pracownik jesteśmy wierzący, zawsze wszystko będzie się zazębiać.

- Przynależność do SChP jest chyba bardzo zobowiązująca. Stowarzyszenie skupia tylko uczciwych przedsiębiorców?

- Tak, a w każdym razie starających się kierować się zasadami społecznymi Kościoła, Ewangelią, czyli wiarą i sumieniem. Sumienie jest ważnym wyznacznikiem, mówi, czy moje postępowanie jest zgodne z tymi zasadami, czy nie. Sumienie powinno być na pierwszym miejscu. Każdy przedsiębiorca powinien tworzyć hierarchię wartości, odpowiedzieć sobie, co jest dla niego najważniejsze, mniej ważne, a co nieważne. Dzięki temu łatwiej jest prowadzić jakąkolwiek działalność zawodową, gospodarczą, ale ułatwia relacje z innymi. Niestety, w naszej gospodarce obowiązują zasady liberalne. Sprawy takie jak etyka itp. postępowanie uczciwe, normy, często dla przedsiębiorców są na drugim, trzecim planie. Można odnieść wrażenie, że my idziemy jak pod prąd. Wszystko się zmienia, ludzka mentalność też, a my idziemy pod prąd, trzymamy się czegoś co jest przestarzałe. Jeżeli ktoś stawia sobie zysk na pierwszym miejscu, nie może się kierować wartościami chrześcijańskimi. To nieporozumienie.

- Opłaca się być uczciwym, kierować się Ewangelią w biznesie?

- Można powiedzieć, że moralność w biznesie kosztuje. Ale w konsekwencji opłaca się, nie tylko w tym sensie, że jestem uczciwy, działam uczciwie, mogę śmiało spojrzeć w lustro, ale także w tym, że nie narażam się na zarzuty, że przekraczam prawo. Nie narażam się na kłopoty, na czyjeś roszczenia, procesy itp. I w tym sensie się to opłaca, procentuje. Wyrabia się dobra markę. Warto moją firmę polecić, bo jest uczciwa, trzyma się zasad. Oczywiście, nawet jak działam uczciwie mogę naruszać jakieś przepisy, tak prawo jest skomplikowane. Ale jest to również ważne, może najważniejsze, względem mojego sumienia i zbawienia. Kieruję się wiarą, Ewangelia i Nauką Społeczną Kościoła, bo chcę się zbawić. W perspektywie życia wiecznego jest to niezwykle ważne, choć np. w perspektywie gospodarczej niekoniecznie, może nawet być utrudnieniem. Wszystko zależy od tego, jaka perspektywę sobie wyznaczymy. Kierowanie się Ewangelią i w tym wypadku daje konkretną korzyść.

- Stowarzyszenie powstało po to, by pokazać, że można prowadzić działalność gospodarczą i odnosić w niej sukcesy, opierając się na wartościach i normach etycznych mających swe źródło w Ewangelii. Wielcy przedsiębiorcy nie garną się do was.

- Nie mają głowy do takich rzeczy. Obracają dużym majątkiem, często są przywiązani do dóbr materialnych, które niestety, nie wzbogacają, lecz obciążają człowieka. Kiedyś zachęcałem znajomego przedsiębiorcę do wstąpienia do stowarzyszenia. A on mnie pyta: A po co? Chodzę w niedzielę do kościoła, spełniam swoje obowiązki religijne, po co mi jeszcze jakieś stowarzyszenie? Widać, że nie czuje takiej potrzeby, to dla niego byłaby strata czasu i pieniędzy. Ciągle goni za zyskiem, dobra materialne powodują przywiązanie, od którego trudno mu się oderwać.

- Łatwo się zapomina, że niełatwo jest bogatemu wejść do królestwa niebieskiego?

- Większość biznesmenów nie chce nawet o tym słuchać. Jeśli wstępują, to do organizacji czysto gospodarczych. Sam kiedyś współzakładałem jedno ze stowarzyszeń pracodawców. Ale tam biznes był na pierwszym miejscu. Długo w nim nie zagrzałem miejsca, bo stwierdziłem, że to dla mnie za mało. I nadal uważam, że to za mało. Potrzebna jest jeszcze jakaś inna perspektywa. A szczególnie perspektywa wieczności.

Tagi:
wywiad chrześcijaństwo praca

Zamordowani przez islamistów w Bagdadzie coraz bliżej beatyfikacji

2019-11-01 18:17

Łukasz Sośniak SJ /vaticannews / Bagdad (KAI)

Zakończył się diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego 48 Sług Bożych, zamordowanych przez islamskich terrorystów podczas Mszy w katedrze w Bagdadzie. Atak miał miejsce dziewięć lat temu, w przeddzień uroczystości Wszystkich Świętych. Watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych bada sprawę pod kątem uznania ich męczeństwa.

BP KEP

Jeżeli dojdzie do beatyfikacji, wśród wyniesionych do chwały ołtarzy znajdzie się dwóch kapłanów oraz 46 osób świeckich: całe rodziny, matki i ojcowie, 11-letnia dziewczynka, 3-letni Adam, trzymiesięczny noworodek i nienarodzone dziecko, które zostało zamordowane razem z matką. Atak rozpoczał się około godziny 17, zaraz po odczytaniu Ewangelii. Pięciu uzbrojonych islamistów z Iraku, Syrii i Egiptu wtargnęło do syrokatolickiej katedry w Bagdadzie pod wezwaniem Wszystkich Świętych i wzięło ponad 150 zakładników, w tym kapłanów, diakonów, członków chóru i wiernych. W trakcie oblężenia kościoła terroryści strzelali w żyrandole, krzyże i obrazy. Terroryści domagali się uwolnienia członków Al-Kaidy. Zanim na miejsce przybyły irackie siły bezpieczeństwa wraz z żołnierzami z USA, minęły cztery godziny. Napastnicy kazali uczestnikom nabożeństwa położyć się na ziemi i rzucali pomiędzy nich granaty, w wyniku czego zginęły dziesiątki osób. Próba odbicia zakładników przez siły irackie i amerykańskie również zakończyła się masakrą. Łącznie zabito dwóch księży i 46 osób świeckich, ponad 70 osób zostało rannych.

Jako pierwsi zginęli dwaj młodzi księża. Ks. Waseem siedział w konfesjonale na tyłach kościoła, w pobliżu wejścia, więc gdy wkroczyli terroryści, próbował z nimi rozmawiać, ale został zabity z zimną krwią. Z kolei ks. Thaer odprawiał Mszę. Gdy zobaczył co się dzieje, wyszedł z prezbiterium, aby porozmawiać z napastnikami. Zapytał jednego z nich: „Czego chcesz? Porozmawiaj ze mną i zostaw wiernych”. Niestety także został natychmiast zastrzelony. Według zebranych świadectw, umierajac powiedział: „W twoje ręce oddaję ducha mego”. W tym czasie niektórym diakonom udało się ukryć w zakrystii biskupa Raffaela Quataimiego, a także około pięćdziesięciu wiernych. Atak ten do dziś jest uważany za najkrwawszą masakrę chrześcijan w Iraku od czasu upadku Saddama Husajna.

Szczególnie poruszający jest fakt możliwej beatyfikacji najmłodszych ofiar masakry, w tym nienarodzonego dziecka. „Wśród zabitych znalazł się trzyletni Adam. Należy do tych, którzy zginęli jako ostatni. Ciągle mówił do napastników: „przestańcie, wystarczy”. Terroryści, aby uciszyć jego krzyk i płacz, zamordowali go w ramionach jego matki, która przeżyła masakrę” – powiedział postulator procesu, ks. Luis Escalante. „Uroczystość Wszystkich Świętych nabrała dla tych męczenników dosłownego znaczenia. Wszyscy oni weszli w życie wieczne w wigilię tego święta” – dodał.

„Badanie wątku męczeństwa jest w tym przypadku bardzo trudne, ponieważ – jak wspomniał ks. Escalante – sprawa jest jak układanie puzzli, nie ma zbyt wielu informacji na temat niektórych ofiar, gdyż po ataku dwie trzecie społeczności syrokatolickiej opuściło Irak”.

Ks. Escalante wiąże duże nadzieje z przybyciem Papieża Franciszka do Iraku. Liczy na to, że Ojciec Święty uzna męczeństwo 48 zamordowanych. Ma również nadzieję, że wizyta Papieża rozbudzi wiarę tamtejszych wiernych. „Chrześcijanie, którzy decydują się pozostać, stanowią niewielką mniejszość, która wciąż się kurczy. Oni potrzebują pomocy. Muszą czuć, że nie są sami, a uznanie tego męczeństwa pomogłoby” – powiedział Escalante.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Marek Jurek: ochrona życia jest obowiązkiem państwa i społeczeństwa obywatelskiego

2019-11-13 14:20

dg / Warszawa (KAI)

Marek Jurek, zapytany w rozmowie z KAI, czy Kościół w Polsce podczas przez ostatnie cztery lata zrobił wystarczająco dużo, by wywrzeć presję na rząd w sprawie projektu zwalczającego aborcję eugeniczną, podkreślił, że ochrona życia fizycznego jest przede wszystkim obowiązkiem państwa i społeczeństwa obywatelskiego.

Artur Stelmasiak

- Oświadczenie abp. Gądeckiego jest oczywistą reakcją w sytuacji, gdy Trybunał Konstytucyjny – mimo oczekiwania Parlamentu i wielkiej dyskusji społecznej – uchylił się od zajęcia stanowiska, na które czekała opinia publiczna. Choć ja sam nie jestem zaskoczony, bo od początku zakładałem, że skierowanie tego wniosku do Trybunału to jedynie pretekst, by nie uchwalić projektu „Zatrzymaj aborcję” – powiedział w rozmowie z KAI Marek Jurek, były marszałek Sejmu.

Przypomniał, że „Zatrzymaj aborcję” powstał w pewnym sensie na zamówienie Prawa i Sprawiedliwości, które uznało wcześniejszy społeczny projekt „Stop aborcji” za „zbyt rozszerzający” prawno-karną ochronę nienarodzonych. „Zatrzymaj aborcję” napisano więc zgodnie z wyraźnymi sugestiami, że dzieciobójstwo prenatalne niepełnosprawnych, tzw. aborcja eugeniczna, to rzecz, na którą władza jest w stanie szybko i zdecydowanie zareagować.

- Mieliśmy niestety do czynienia z serią zwodniczych ruchów, które miały jedynie stworzyć wrażenie, że władza zajmuje się tą sprawą, podczas gdy tak naprawdę nic nie robiła. Głos abp. Gądeckiego wyraża rozgoryczenie i rozczarowanie dużej części opinii publicznej wobec tego, co się działo w tej sprawie w poprzedniej kadencji Sejmu – stwierdził Marek Jurek.

Zapytany, czy Kościół w Polsce podczas przez ostatnie cztery lata zrobił wystarczająco dużo, by wywrzeć presję na rząd, podkreślił, że ochrona życia fizycznego jest przede wszystkim obowiązkiem państwa i społeczeństwa obywatelskiego.

- Kościół w tej sprawie powiedział wszystko, choćby w „Evangelium vitae”, wielokrotnie to powtarzał i powtarza. To nauczanie rezonuje w sumieniach ludzi i nawet jeżeli ktoś nie przyjmuje tego stanowiska ze względu na autorytet moralny Kościoła, to argumenty powinien rozważyć, bo to kwestia zwykłej uczciwości intelektualnej - powiedział Marek Jurek.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Posłanka Lewicy przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny

2019-11-14 11:53

lk (KAI) / Warszawa

Magdalena Biejat z Lewicy została wybrana przewodniczącą sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny, w której czeka na rozpatrzenie obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję". - Jestem przekonana, że dla nas wszystkich tutaj w centrum jest człowiek, od prawa do lewa - przekonywała Biejat. Jej kontrkandydatem był Grzegorz Braun z Konfederacji, który prosił o wybór, gdyż w tej komisji "ważą się sprawy życia i śmierci w Polsce". Ostatecznie nie został nawet wiceprzewodniczącym komisji.

pl. wikipedia.org
Magdalena Biejat

Zgodnie z regulaminem, przewodniczącym komisji zostaje poseł, który otrzyma najwięcej głosów. Na tę funkcję kandydowali Magdalena Biejat z Lewicy oraz Grzegorz Braun (Konfederacja). Posłanka wygrała, otrzymując 25 głosów.

Po wyborze Magdalena Biejat wyraziła przekonanie, że dla wszystkich członków komisji "w centrum jest człowiek, od prawa do lewa". - Możemy w różny sposób definiować najważniejsze potrzeby i sposób ich rozwiązywania, ale jestem przekonana, że będziemy potrafili ze sobą konstruktywnie współpracować, a rozwiązania, które będą wychodziły z tej komisji będą jak najlepsze dla Polek i Polaków - dodała.

Grzegorz Braun, zgłaszając swą kandydaturę, powiedział, że w tej komisji sejmowej "ważą się sprawy życia i śmierci w Polsce". - Przed tą komisją staje sprawa bezpieczeństwa życia ludzkiego, bez względu na płeć, wiek, wyznanie, samopoczucie, stan zdrowia, kondycję finansową. My chcielibyśmy, żeby człowiek był bezpieczny w Polsce, żeby życie ludzkie nie było zagrożone - powiedział poseł Konfederacji.

"Aborcja z przesłanek eugenicznych jest szczególnie perfidnym zamachem na nasze zasady cywilizacyjne i szczególnie tragiczne jest praktykowanie tej zasady antycywilizacyjnej w Polsce w odniesieniu do najbardziej bezbronnych, tak małych, że nie mogą się nawet odezwać we własnej obronie" - mówił dalej Braun.

Jak dodał, komisja polityki społecznej i rodziny zajmować się będzie także innymi zagadnieniami, jak np. kwestie ubezpieczeń społecznych, ale najistotniejsze są "sprawy początków życia ludzkiego". - Jesteście tutaj panami i paniami życia i śmierci - zwrócił się do pozostałych członków komisji.

"Kompromis aborcyjny, tak usilnie rekomendowany w Polsce przez kolejne dekady, stawia nas, szanowni państwo, cywilizacyjnie, dokładnie na poziomie wybitnych działaczy socjalistycznych XX wieku, a konkretnie Trzeciej Rzeszy Adolfa Hitlera" - powiedział Grzegorz Braun.

Jego zdaniem, oddanie przewodniczenia obradom komisji przedstawicielom Lewicy będzie "prostą drogą do zamiecenia pod dywan, włożenia do kolejnej zamrażarki w Trybunale w najlepszym wypadku, projektów ustaw, które mają na celu gwarancję bezpieczeństwa życia ludzkiego".

Grzegorz Braun zgłosił następnie swoją kandydaturę na jednego z wiceprzewodniczących, ale otrzymał jedynie pięć głosów (przy 15 przeciwnych).

Wiceprzewodniczącymi komisji zostały wybrane Urszula Rusecka (PiS), Magdalena Okła-Drewnowicz (KO), Agnieszka Ścigaj (PSL-Kukiz`15) i Teresa Wargocka (PiS).

Do sejmowej komisji polityki społecznej i rodziny trafił w ubiegłej kadencji, w celu rozpatrzenia, obywatelski projekt "Zatrzymaj aborcję". Jego celem jest wykreślenie z ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży tzw. przesłanki eugenicznej, pozwalającej na aborcję dzieci, u których stwierdzono podejrzenie nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.

Pod projektem podpisało się 850 tys. Polaków. Dokument nie był jednak w żaden sposób procedowany. Miała się nim zająć specjalna podkomisja, ale jej członkowie nie zebrali się w tym celu ani razu.

Zgodnie z zasadą dyskontynuacji, "Zatrzymaj aborcję" jak projekt obywatelski nie musi być zgłaszany ponownie do laski marszałkowskiej w nowej kadencji, zatem posłowie komisji mogą się nim zająć.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem