Reklama

Rodzina

Z potrzeby serca

Hospicja domowe w wielu przypadkach przywracają ludziom ciężko chorym wiarę w dobroć, miłość, wyrozumiałość i bezinteresowność. W tym kalekim świecie egoizmu, propagującym eutanazję jako antidotum na cierpienie, pozwalają uwierzyć w człowieka

2012-10-22 14:03

Niedziela Ogólnopolska 44/2012, str. 36-37

[ TEMATY ]

pomoc

hospicjum

BOŻENA SZTAJNER

Ludzie wymagający opieki paliatywnej są zdesperowani, ogarnięci lękiem, umęczeni cierpieniem. Służba zdrowia leczy do czasu, gdy chory rokuje nadzieję na wyzdrowienie. Gdy rokowania nie są pomyślne, pacjent przestaje się liczyć. Staje się dla szpitali jedynie zawadą. Chora na raka pacjentka, u której wystąpił, z winy szpitala, zator płucny i poczynił spustoszenia w osłabionym chorobą organizmie, w jednym ze szpitali przeżyła horror. Zaczęto traktować ją jak powietrze, w końcu wypisano do pustego domu. Nikt jej nie poinformował o dalszym sposobie postępowania. Lekarz lakonicznie stwierdził, że to już koniec. W stanie strasznego wyczerpania - zarówno fizycznego, jak i psychicznego - trafiła w końcu do hospicjum. I tam miała wrażenie, że znalazła się w raju. Doskonała opieka, życzliwość, cierpliwość. Wspaniała posługa duszpasterska, która pozwoliła na ponowne poukładanie relacji z Panem Bogiem. Wszystko to sprawiło, że dwa ostatnie miesiące życia pozwoliły chorej na spokojne, godne odejście. Takich przypadków jest bardzo wiele. Często bezduszny, biurokratyczny świat szpitali kontra hospicyjna miłość, życzliwość i pomoc w cierpieniu. Pracujący tam lekarze, pielęgniarki, wolontariusze sprawiają, że pacjent pomimo swojej ciężkiej choroby nie czuje się na marginesie życia. Jest w centrum uwagi tych ludzi, którzy podchodzą do niego z szacunkiem i miłością.
Dla chorych dużym zaskoczeniem jest opieka i troska wolontariuszy. Wiedzą, że dla lekarzy, pielęgniarek hospicjum jest miejscem pracy, ale wolontariusze... Dlaczego tak bezinteresownie, tylko z potrzeby serca poświęcają swój czas na opiekę nad pacjentami? Wielu ludziom trudno to zrozumieć. W dzisiejszym konsumpcyjnym, egoistycznym świecie taka postawa jest niezrozumiała. Dlaczego młode dziewczyny zamiast rywalizacji w wyścigu szczurów, bezproblemowego życia, poświęcają swój czas ludziom, którzy już stoją na krawędzi śmierci? Co ich do tego skłania?

Dotknięcie dobra

- Gdy dowiedziałam się, że moja mama ma raka, cały świat się zawalił - wspomina Iza. - Od wielu lat chorowała poważnie na serce, walczyła z depresją. Operacja na nowotwór piersi nie wchodziła w grę. Bardzo mamę kochałam, byłam z nią wyjątkowo związana. Na szczęście wyparła chorobę ze swej świadomości. Nasilające się bóle traktowała jako dolegliwości reumatyczne. Bardzo źle tolerowała środki przeciwbólowe. Rzuciłam stałą pracę, aby opiekować się leżącą mamą. Byłam całkowicie załamana, zagubiona. W takiej psychicznej rozsypce zwróciłam się o pomoc do hospicjum domowego, działającego przy warszawskim kościele św. Zygmunta. Tam znalazłam wsparcie zarówno dla mamy, jak i dla siebie. Lekarz, z którym mogłam się kontaktować, i wspaniała pielęgniarka pomogli złagodzić ten mroczny czas. Z czasem wybłagałam Pana Jezusa o miłosierdzie dla mojej mamy. Bóle, będące wynikiem przerzutów do kości, ustąpiły.
Pewnego dnia przyszła zapowiedziana wcześniej wolontariuszka.Młoda, ładna dziewczyna, kończąca studia na wydziale prawa. Wniosła tyle ciepła i serdeczności. Wszystko robiłam przy mamie sama, tak że Aneta była bardziej potrzebna mnie niż chorej. Zbliżyłyśmy się bardzo do siebie. Opowiadała mi o swoich troskach i radościach, o godz. 15 klękałyśmy i odmawiałyśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. To ona namówiła mnie, abym wyszła z domu, odetchnęła innym powietrzem, spojrzała na świat. Widziałam, że polubiły się z moją mamą. Rozmawiały o wierze, życiu, o literaturze. Aneta czytała mamie artykuły prasowe, książki. Mogłam bez obawy wyjść choćby na krótki spacer. Wiedziałam, że w razie potrzeby ona się mamą zaopiekuje.
Za oknami była piękna wiosna, maj. Moja mama bardzo kochała przyrodę. Rozmawiała o tym z Anetą. I dziewczyna wpadła na, wydawało mi się, karkołomny pomysł. Zorganizowała wyprawę do Łazienek. Zaangażowała swojego narzeczonego. Wypożyczyła wózek inwalidzki. Przewiozłyśmy mamę samochodem do parku. Była taka szczęśliwa, że mogła jeszcze zobaczyć zieleń, posłuchać śpiewu ptaków. Widziałam, z jaką żarliwością dziękowała Anecie za tę eskapadę. Zawsze będę pamiętała ten ostatni spacer mamy, jej szczęśliwą twarz i nas idących alejkami parku. Aneta była w moim życiu takim dobrym duchem. Sprawiła, że w rozpaczy odejścia najbardziej kochanej osoby potrafiłam dostrzec bezinteresowność i miłość, którą można dać cierpiącym ludziom.

Reklama

Trzy dziewczyny

W każdym hospicjum takich wspaniałych dziewczyn jest wiele, zarówno tych, które pracują przy chorych, jak i tych poświęcających swój wolny czas na pracę w biurze hospicyjnym. Są ofiarne, przepełnione chęcią niesienia pomocy i miłością do drugiego człowieka.
Asia Wąsik, 37-letnia pedagog, od wielu lat zajmuje się pracą w domowym hospicjum. Mówi, że do tego zajęcia skłoniła ją wiara i to ona zawsze pomaga jej w trudnych chwilach. Pamięta, że od młodzieńczych lat zawsze chciała pomagać innym. Zaraz po maturze szukały z koleżanką miejsca, w którym mogłyby realizować swoje pragnienia. Gdy wracały z pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, spotkały w pociągu pielęgniarkę, która pracowała w hospicjum. Z taką żarliwością mówiła o swojej pracy, że zaraziła tą ideą dwie dziewczyny. Po przeszkoleniu Asia trafiła do pracy w domowym hospicjum. Początkowo towarzyszyła jej obawa, że nie podoła wyzwaniom. Tak się złożyło, że jej pierwsi podopieczni zaraz po jej początkowych wizytach umierali. Bała się, że przylgnie do niej przydomek wolontariuszka śmierć. Z czasem przyszli inni chorzy, którymi mogła opiekować się dłużej. Nigdy nie miała lęku przed zetknięciem się ze śmiercią. Problemem dla niej było coś innego. Bardzo przywiązywała się do swoich podopiecznych i potem, gdy odchodzili, brakowało jej ich obecności. Pamięta pana Henryka, którego odwiedzała przez dwa i pół roku. Początkowo skierowano ją do opieki nad jego żoną, ale ona szybko odeszła. Pan Henryk również chorował na nowotwór, tylko u niego choroba postępowała wolno. Asia bardzo zżyła się z panem Henrykiem. Odszedł niespodziewanie, podczas jej urlopu. Gdy się z nim żegnała, był jeszcze w dobrej formie. Bardzo przeżyła jego śmierć i jeszcze przez długi czas podświadomie tak organizowała swoje zajęcia, aby nie kolidowały z wizytami u pana Henryka. - Co ja robię, przecież jego już nie ma - tłumaczyła sobie. W swojej pracy spotykała się często z dobrocią, jaka emanuje od ludzi cierpiących. Jedna z chorych mówiła, że niczego nie potrzebuje, bo nie chciała sprawiać innym kłopotu. Była wzruszona i zażenowana ofiarnością opiekujących się nią ludzi. Asia pamięta także chorego, do którego przychodziła w zimowe dni. Zanim cokolwiek mogła przy nim zrobić, musiała pozwolić, aby pan Adam wziął jej zziębnięte ręce w swoje i ogrzał.
Asia uważa, że praca w hospicjum bardzo ją ubogaciła. Nauczyła pokory, cieszenia się każdą chwilą, która jest przemijająca. Jest szczęśliwa, że może nieść pomoc cierpiącym ludziom.
Ania Sarna ma 34 lata. Z hospicjum zetknęła się podczas choroby swojej mamy. Zainteresowali ją ludzie, którzy bezinteresownie niosą pomoc umierającym. - A może to jest mój sposób na życie - pomyślała. Natknęła się gdzieś na ogłoszenie o szkoleniu wolontariuszy hospicyjnych. Zgłosiła się. Wie, że dokonała właściwego wyboru. Odnalazła w tej pracy spokój, radość z tego, że może komuś pomóc.
Ania Rączka - 31 lat, informatyk z zawodu. Od dawna czuła w sobie potrzebę niesienia pomocy innym, ale jeszcze nie wiedziała, która forma będzie dla niej najlepsza. Gdy na raka zachorowała jej babcia, bez wahania zgodziła się na opiekę nad nią. Babcia była pacjentką hospicjum domowego. To wtedy Ania po raz pierwszy zetknęła się z wolontariatem. Po śmierci babci zgłosiła się do pracy w hospicjum. Co dla niej jest najważniejsze? Ma wewnętrzną potrzebę niesienia pomocy cierpiącym ludziom. Bardzo ceni sobie kontakty z osobami pracującymi w hospicjum. - Kontakt z nimi ubogaca moją psychikę - twierdzi. - To wspaniali ludzie, oddani bezgranicznie swojej pracy. Ania ma jeszcze małe doświadczenie jako wolontariuszka. Opiekowała się tylko jedną chorą. Przychodziła do niej kilka razy w tygodniu. Nawiązała się między nimi serdeczna więź, ale pacjentka po miesiącu umarła. Teraz Ania czeka na nowe zlecenia. Swoją pasją zaraziła koleżankę, która jest zainteresowana taką formą pomocy. Ania twierdzi, że w jej środowisku ludzi młodych bardzo popularne są różnorodne dziedziny pracy charytatywnej. To jeden ze sposobów spędzania wolnego czasu przez młodych.
Miłość i dobroć są ciche, nierozpychające się. Na co dzień mało zauważalne, zdawałoby się - przegrywające z głośnym i nachalnym złem, epatującym z łamów prasy, ekranów telewizorów. I dopiero zetknięcie z ciężką chorobą pozwala nam dostrzec dobro w drugim człowieku i zrozumieć słowa kard. Stefana Wyszyńskiego: „Miłość doświadczana, ta dopiero się liczy! - w męce i doświadczeniu najlepiej się ją poznaje”.

* * *

O pracy w hospicjum w Warszawie przy ul. Tykocińskiej mówi jego dyrektor ks. Andrzej Dziedziul - Laureat nagrody Totus 2012 w kategorii „Promocja człowieka, praca charytatywna i edukacyjno-wychowawcza”
Opiekujemy się chorymi z prawobrzeżnej Warszawy i okolic. Zgłaszanych jest ok. 400 chorych, z tego ok. 100 miesięcznie odchodzi. Przyjmujemy każde zgłoszenie chorego i nie wyobrażamy sobie, abyśmy kazali komuś czekać na pomoc dwa, trzy tygodnie. Czas w hospicjum biegnie inaczej. Za kilka tygodni tego chorego może już wśród nas nie być. Taka postawa wymaga od personelu ogromnej pracy, determinacji i świadomości tego, że za przekroczone limity przyjęć NFZ nam nie zapłaci. Tu, w hospicjum, nikt nie liczy czasu poświęconego cierpiącym ludziom. Chorzy, którzy do nas trafiają, są często źle leczeni. Stąd nagromadzenie przykrych objawów - duszności, zaparć. W niektórych przypadkach da się je zaleczyć. Druga sprawa to psychika chorych, beznadziejność swojej sytuacji, samotność i porzucenie. Dopiero nasza praca, życzliwość i miłość sprawiają, że chory znów czuje się pełnowartościowym człowiekiem. Początkowo chorzy często powtarzają za narzucaną im kulturą, że nie chcą żyć. Dopiero gdy poczują się kochani, inaczej traktowani, zaleczy się objawy - zmieniają swoje nastawienie do życia. Potrafią wyzwolić się z beznadziei. Zwykło się uważać, że medycyna paliatywna to trzecia kategoria. Nic bardziej mylnego. Aby zostać lekarzem hospicyjnym, trzeba być bardzo mądrym i wykształconym. To tu lekarz spotyka się z całym spektrum chorób, słabości. Podobnie pielęgniarka.
Na brak wolontariuszy nie narzekamy, chociaż są pewne kłopoty z obsługą godzin przedpołudniowych czy nocnych, gdy młodzi ludzie pracują lub uczą się. Ciągnie ich do nas ta dobra aura miłości, inne spojrzenie na śmierć - nie w kontekście rozpaczy, tylko troski i szukania rozwiązania problemów. To u nas odkrywają, że czas umierania jest czasem dojrzewania. Stykają się ze sprawami, które są na nowo odkryte, głębiej. Muszą zrozumieć, że chorzy mają często ambiwalentny stosunek do takiej formy pomocy. Wolontariusz jest bowiem traktowany jako ktoś dziwny. Warszawa jest miastem samotnym. Ludzie chcą opieki, a zarazem boją się. Trudno im zrozumieć, że ktoś przychodzi do nich z miłością i nic w zamian nie chce. Nie odwiedza ich dlatego, by ich okraść, oszukać, podpatrzeć, ale aby pomóc.
Wolontariusze są szkoleni, przygotowywani do problemów, z jakimi będą się stykać, ale także uświadamiani, co może ich w tej pracy pociągać, w czym mogą odnaleźć satysfakcję.
(I. G.)

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Konferencja: Nie lękajcie się prawdy

2020-01-18 16:58

[ TEMATY ]

Częstochowa

hospicjum

konferencja

AKW/Niedziela

Norbert Arnold

Słowa św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się prawdy” były mottem XXIV Konferencji Hospicyjno-Paliatywnej, która odbyła się w Częstochowie w dniach 16 – 18 stycznia 2020 r. W warsztatach i wykładach uczestniczyło ponad 300 osób. Byli to lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci, opiekunowie medyczni, pracownicy socjalni i psychologowie, zajmujący się opieką paliatywną i hospicyjną.

Podczas sesji inauguracyjnej wykłady wiodące wygłosili: prof. dr hab. n. med. Jadwiga Jośko-Ochojska z Zabrza, mgr Anna Kaptacz – prezes Stowarzyszenia Opieki Hospicyjnej w Częstochowie oraz tegoroczny gość z zagranicy: Norbert Arnold, dyrektor Dzieła Socjalnego „Communio in Christo” z Mechernich w Niemczech.

W wykładach wygłoszonych w czasie sesji plenarnych podejmowano m. in. temat: „Prawa i potrzeby nieuleczalnie chorych”, „Medyczne aspekty opieki paliatywnej” i „Wyzwania dla zespołów opieki paliatywnej i hospicyjnej”.

AKW/Niedziela

W rozmowie z redakcją „Niedzieli” prezes Anna Kaptacz nawiązała do motta konferencji: - Prawda to pojęcie uniwersalne i bardzo ważne w naszej pracy, bo jeżeli w sposób prawdziwy realizujemy nasze powołanie, czyli opiekę nad pacjentem, to nasze relacje nie są zakłócone nieprawdą. Tylko wtedy możemy podchodzić do pacjenta w sposób empatyczny i otwarty, rozumieć jego potrzeby, właściwie odebrać to, co chce nam przekazać w sposób werbalny i niewerbalny. Jeżeli jesteśmy otwarci, to potrafimy się pochylić nad potrzebami pacjenta i te potrzeby zaspokoić. Na naszych konferencjach uczymy się, jak pomagać pacjentowi, jak rozpoznawać i zaspokajać jego potrzeby. Chodzi o potrzeby we wszystkich sferach egzystencji, zarówno te fizyczne, jak i duchowe. Nasze zespoły interdyscyplinarne to lekarze, pielęgniarki, psychoonkolodzy, pracownicy socjalni, fizjoterapeuci, kapelani, wolontariusze różnych zawodów. Tworzą oni grupę ludzi o różnych specjalizacjach, ale połączonych wspólnym celem: jak najlepiej pomóc pacjentowi, który znajduje się u kresu życia.

Mówiąc o planach na przyszłość prezes Anna Kaptacz podkreśliła, że najważniejszym celem jest remont budynku przy ul. Kopernika w Częstochowie, gdzie planowane jest zorganizowanie oddziału stacjonarnego na ok. 40 łóżek. Taki oddział jest bardzo potrzebny dla północnej części woj. śląskiego, terenu, który swoją działalnością obejmuje hospicjum. Natomiast w budynku, w którym obecnie znajduje się plaacówka, można będzie wtedy zorganizować hostel dla dzieci.

Dyrektor Norbert Arnold w wypowiedzi dla „Niedzieli” zauważył, ze tego rodzaju konferencje są bardzo cenne dla środowiska, ponieważ służą wymianie doświadczeń i zdobywaniu wiedzy. - Jestem pod wrażeniem programu i tylu znakomitych wykładowców, którzy biorą udział w konferencji w Częstochowie – powiedział. - Cieszę się, że miałem także okazję odwiedzić częstochowskie hospicjum i jestem pod bardzo dużym wrażeniem. 10 lat temu odwiedziłem hospicjum w Toruniu i widzę, że przez ten czas w Polsce wykonano ogromną pracę, aby podnieść jakość opieki w tego typu placówkach. Jest ona na wysokim poziomie, porównywalnym z hospicjami w Niemczech. Dodał, że opieka hospicyjna jest bardzo ważnym ruchem w Polsce, w Niemczech i na terenie całej Europy. Zaznaczył, że byłoby dobrze, gdyby udało się opracować wspólne wytyczne dotyczące opieki w ostatniej fazie życia i pokazać, jak wielką wartość ma ludzkie życie, także w jego finalnym okresie. Przypomniał, że ruch hospicyjny w Niemczech, tak jak i w Polsce, rozpoczął się od działań wolontariuszy. Także obecnie wolontariat ma duże znaczenie dla hospicjów. - Do dzisiaj w naszym hospicjum „Stella Maris” mamy wielu wolontariuszy, jest to od 12 do 20 osób, którzy przechodzą szkolenia z dziedziny opieki paliatywnej lub towarzyszenia osobom w finalnej fazie życia i wspierają naszych pacjentów. To piękny przykład rozumienia wartości ludzkiego życia – podkreślił dyr. Arnold.

AKW/Niedziela

Jak co roku uczestnicy konferencji łączyli się we wspólnej modlitwie podczas Mszy świętych i Apelu Jasnogórskiego. Do przesłania tegorocznej konferencji nawiązał w homilii w pierwszym dniu konferencji podczas Mszy św. w Kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze kapelan częstochowskiego Hospicjum ks. dr Tomasz Knop, który podkreślił, że pacjenci w ostatnich miesiącach i tygodniach swojego życia bardzo potrzebują prawdy. - Prawdą leczy się tak, jak lekami, okłamywanie chorych w tych okolicznościach już nie pomaga im, a szkodzi. Ale i my, pracownicy, potrzebujemy prawdy dla naszego życia, potrzebujemy sił, potrzebujemy życia szczęśliwego i spójnego, potrzebujemy być prawdziwi – powiedział kaznodzieja.

Przewodniczącą Komitetu Naukowego tegorocznej konferencji była prof. dr hab. n. med. Krystyna de Walden-Gałuszko, głównym organizatorem - Stowarzyszenie Opieki Hospicyjnej Ziemi Częstochowskiej, współorganizatorami - Zakład Medycyny i Opieki Paliatywnej Wydziału Nauk o Zdrowiu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach i Polskie Towarzystwo Pielęgniarstwa Opieki Paliatywnej. „Niedziela” była jednym z patronów medialnych.

CZYTAJ DALEJ

Dosyć obrażania papieża Franciszka przez katolików

2020-01-22 07:41

[ TEMATY ]

apel

Franciszek

Grzegorz Gałązka

„Dosyć obrażania papieża Franciszka ze strony katolików” – zaapelował w swoim wpisie internetowym ks. dr Przemysław Sawa, ewangelizator i przełożony Szkoły Ewangelizacji Cyryl i Metody w Bielsku-Białej. Misjonarz miłosierdzia wezwał jednocześnie krytyków Ojca Świętego, „aby się nawrócili i przestali czynić zamęt”.

Jak zaznaczył w swoim facebookowym tekście wykładowca na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego, papież Franciszek jest człowiekiem Jezusa, modlitwy, Bożego Słowa i rozeznawania.

„Nie boi się stawiać trudnych spraw. Widzę w nim ewangelizatora, który szuka sposobu, aby zanieść Ewangelię współczesnemu człowiekowi. Widzę pasterza, który chce, aby wielu ludzi wróciło do sakramentów, do Pana, do Kościoła. Ojciec Święty Franciszek - skromny, naturalny, odważny” – zauważył duszpasterz i wskazał, że papież ten jest dla niego „wzorem człowieka kochającego Jezusa, bliźniego i Kościół”.

Wykładowca akademicki podkreślił, że nauczanie Franciszka wyrasta z niezgody na „ziemską wielkość Kościoła, butę wierzących, konserwowanie przestarzałych form, które już dziś życia nie dają”. „Jest natomiast zgoda na Jezusa, Ewangelię i prawdziwą miłość. Nie ma to nic wspólnego z liberalizmem, ale jest naśladowaniem gestu Chrystusa.

Nie rozumieją tego w Kościele ci, którzy widzą Ewangelię tylko przez pryzmat Tradycji i przeszłości. Oczywiście, Tradycja Kościoła jest ważna, ale tradycje, dotychczasowe rozwiązania, a nawet poglądy, niejednokrotnie także w zakresie teologii, mogą się zmieniać, a często muszą się zmieniać” – stwierdził kapłan diecezji bielsko-żywieckiej.

W opinii rekolekcjonisty, papież denerwuje tych, którzy marzą o wielkości Kościoła, żyją resentymentem przeszłości i iluzją. „Oni nie czytali Biblii, wiarę znali tylko z kazań, a mszy słuchali, choć nie rozumieli, zamiast uczestniczyć aktywnie, jak to było w starożytności i do czego na szczęście wrócił Sobór Watykański II oraz reforma liturgiczna za św. Pawła VI” – dodał i zwrócił uwagę, że drogą do odrodzenia wiary nie jest powrót do „starego Kościoła”, ale „przyjęcie Jezusa jako Pana, codzienne karmienie się Słowem Bożym, radość z celebracji Eucharystii, która nie tylko jest ofiarą, ale także ucztą, radość z ewangelizowania, doświadczenie żywej wspólnoty chrześcijan oraz wychodzenie na peryferie”.

„To jest Ewangelia. I tylko taki Kościół, widzący Piotra w biskupie Rzymu i apostoła w biskupie diecezjalnym może dać świadectwo tego, że Jezus żyje i warto z Nim być. Przy jednoczesnym otwarciu na współpracę z chrześcijanami niekatolikami, którzy też żyją z Jezusem” – wezwał, podając przykłady osób dopatrujących się zamętu w Kościele, oskarżających papieża o herezję.Ks. Sawa zachęcił do podjęcia modlitwy do Ducha Świętego za papieża oraz ofiarowania za Franciszka jednego wyrzeczenia w tygodniu.

„Dosyć obrażania papieża ze strony katolików. Wzywam tych wszystkich występujących przeciwko papieżowi, aby się nawrócili i przestali czynić zamęt” – powtórzył. Zarazem zaprosił, także chrześcijan z innych denominacji, do dania „wspólnego świadectwa miłości do Jezusa i Kościoła”.„A czytając różne teksty i oglądając nagrania, w których znieważa się Ojca Świętego oraz dokonuje się apoteozy przeszłości, dawajmy jasne świadectwo naszego przywiązania do Ewangelii, Kościoła i Franciszka. Tego Kościół potrzebuje” – zakończył ewangelizator.

CZYTAJ DALEJ

Specjalny paulinobus-mobilna wystawa o dziejach Zakonu dotarł na Jasną Górę

2020-01-25 19:37

[ TEMATY ]

Jasna Góra

Paulini

BPJG

Ponad 15 metrowy biały autobus ozdobiony paulińskim herbem stanął na dziedzińcu Jasnej Góry. To mobilna wystawa tzw. Palosz-Bus opowiadająca o dziejach a zwłaszcza początkach Zakonu Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika a także o jego założycielu bł. Euzebiuszu. W tym roku mija 750 lat od jego śmierci i paulini obchodzą rok jubileuszowy. Niezwykła ekspozycja przyjechała z Węgier, bo to tam jest kolebka zakonu. Paulinobus pozostanie w Sanktuarium tylko do jutra.

Na wystawie zobaczymy m.in. kamień z pierwszego paulińskiego klasztoru św. Krzyża założonego na Węgrzech przez bł. Euzebiusza, obraz Matki Bożej z Jasnej Góry i z Márianosztra, zakonny kodeks z XV w., historyczną mapę Węgier, książki paulińskich pisarzy czy zakonny habit.

Ekspozycji towarzyszy tytuł „Pięknie jest żyć po paulińsku”. - Wskazuje on na radość i piękno życia paulińskiego. I nie przypadkowo cała wystawa została pomyślana tak, by motywem opowiadającym o naszym życiu było osiem błogosławieństw, czyli Ewangelia w Ewangelii, szczęście i radość bycia dla Boga samego - powiedział otwierając wystawę przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra.

Przełożony generalny Zakonu Paulinów o. Arnold Chrapkowski zauważył, że „dzisiejszy dzień jest szczególnym wydarzeniem, bo do Polski kolejny raz przybywa cząstka ziemi węgierskiej, ojczystej ziemi paulińskiej”. - Tak jak w 1382r. paulini przybyli tutaj z klasztoru Márianosztra, po to, aby rozciągnąć opiekę nad Cudownym Wizerunkiem Jasnogórskiej Maryi, tak dzisiaj przybywa cząstka węgierskiej ziemi, po to, aby przypomnieć o naszych korzeniach, a więc o tych wszystkich wydarzeniach, które doprowadziły do zawiązania pierwszej wspólnoty pod kierunkiem pierwszego prowincjała, dziś błogosławionego Euzebiusza, kanonika Ostrzyhomskiego - powiedział o. Generał. Dodał, że ukazanie na wystawie początków istnienia Zakonu, ma „nam uświadomić to, że pomimo różnych dziejowych burz, bardzo trudnych czasów: najazdu tureckiego, rozbiorów, zniewolenia komunistycznego, pomimo wielu prześladowań i cierpień, paulini potrafili zachować swoją pierwotną duchowość”. - Dziś ta mała cząstka z węgierskiej ziemi rozrasta się, bo paulini posługują w 17. krajach świat i w ponad 70. domach – zauważył o. Chrapkowski.

Ekspozycję składającą się z ośmiu odrębnych części łączą zdania ośmiu ewangelicznych błogosławieństw. Tematy związane z każdym z nich nie układają się zgodnie z chronologią wydarzeń w zakonie, leczy ukazują poszczególne aspekty jego dziejów. Np. błogosławieństwo, które dotyczy błogosławionych czystego serca przypomina o Matce Bożej, jako najczystszej z Niewiast, Tej, która tu na Jasnej Górze jest miejscem spotkania z Bogiem i zawierzenia się Jemu. Obrazują to obrazy Maryi, Tej z Jasnej Góry i z Márianosztra skąd paulini przybyli do Częstochowy.

Przy słowach: „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” znajduje się zachęta do podjęcia modlitwy w obronie życia, zapoczątkowanej przez paulinów Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Interaktywna wystawa dostępna jest w języku węgierskim, ale na powierzchniach wystawienniczych nie znajdziemy większych tekstów. Osoby nie znające węgierskiego dzięki kodom QR, przez telefon, lub w razie braku połączenia z internetem, sięgając do informatora mogą je poznać po angielsku i po polsku.

Odwiedzający nakładając specjalne słuchawki mogą usłyszeć np. pieśni w języku węgierskim, także te przygotowane specjalnie na prezentację. Np. zespół Misztrál wykonuje utwór, którego tekst składa się wyłącznie z nazw miejscowości, w których niegdyś, na terenie historycznych Węgier, znajdowały się klasztory paulińskie.

Odwiedzający mogą również wirtualnie przekartkować najbardziej kunsztownie ozdobiony węgierski kodeks z XV w. Można zobaczyć też różne ujęcia postaci bł. Euzebiusza z Ostrzyhomia, jak również siedząc wygodnie w fotelu obejrzeć fotografie prezentujące obrazki z życia paulinów przed 1950 i po 1989 roku oraz krótkie filmy - rozmowy z najstarszymi paulinami.

Objazdowa wystawa przedstawia kolejne elementy życia węgierskich paulinów jako wspólne, dostępne każdemu, dziedzictwo. Pragnie zainteresować nie tylko katolików, nie tylko ludzi wierzących, ale wszystkich, których interesuje węgierska przeszłość, minione dzieje. Elementem tego celu pragnącego połączyć wszystkich odwiedzających jest ustanowiony w autobusie punkt pojednania, który wzywa wszystkich do pogodzenia się ze sobą samym, z Bogiem i z bliźnimi.

Paulini maja nadzieję, że ta mobilna wystawa przyczyni się do lepszego poznania jedynego założonego na Węgrzech zakonu męskiego, jak też naszego wspólnego dziedzictwa kulturalnego.

O. Antal Puskás przeor klasztoru w Budapeszcie, który jest przewodnikiem po wystawie, przypomniał, że „obecny rok na Węgrzech związany jest z trzema ważnymi wydarzeniami: Międzynarodowym Kongresem Eucharystycznym, rokiem bł. Euzebiusza w 750-lecie jego śmierci oraz z wydarzeniami w Trianon, które mają rangę państwowych i przypominają Węgrom o wewnętrznej jedności narodu”. - My, jako paulini, chcemy przez przykład bł. Euzebiusza i przypominając jego osobę, być sługami tej jedności, która też wyraża się w jedności wokół stołu Eucharystii – powiedział o. Puskás.

Podkreślił, że ponieważ wiele takich objazdowych wystaw już pojawiło się to i paulini pomyśleli o specjalnym autobusie.

Mobilna wystawa pozostanie na Jasnej Górze do niedzielnego wieczora. Potem pojedzie do innych paulińskich klasztorów: w Świdnicy, Wrocławiu, Wieruszowie, Toruniu. Na Jasną Górę powróci 2 lutego a potem uda się na Słowację i do Chorwacji. Na Węgrzech autobus objedzie 40 miejsc, nie tylko, tych, gdzie żyją paulini, ale trafi też tam, gdzie nie są jeszcze znani.

It/Jasna Góra

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję