Reklama

Niedziela Częstochowska

Temat tygodnia

W duchu bł. Jakuba Alberione

Jakub Alberione (4 kwietnia 1884 - 26 listopada 1971), włoski ksiądz, założyciel Towarzystwa św. Pawła, beatyfikowany przez Jana Pawła II 27 kwietnia 2003 r., nazywany apostołem mediów katolickich, powiedział: „Nie możemy dać światu większego bogactwa, jak tylko Jezusa Mistrza - Drogę, Prawdę i Życie. Mikrofon, ekran, maszyna drukarska są naszą amboną. Drukarnia, księgarnia, studio nagrań, pokój redakcyjny są naszym kościołem, w którym przepowiadamy Ewangelię. Mówimy o wszystkim, ale po chrześcijańsku”. I rzeczywiście, jeśli wziąć pod uwagę, że do kościoła przychodzi dziś tylko część ludzi, uważających się za katolików, to wielki ich procent, jeśli nie bierze do ręki katolickiej gazety, książki, nie słucha katolickiego radia, czy nie wchodzi na katolickie portale internetowe - nie ma kontaktu z nauczaniem ewangelicznym. Ci ludzie żyją wśród nas. To chrześcijanie, którzy zostali ochrzczeni i przyjęci przez Chrystusa, naznaczeni Jego znamieniem. Jak w takim układzie dobrze realizować chrześcijaństwo? Jak być świadomym swojej wiary, jej misji i dziejów?...

Jesteśmy zobowiązani do życia według zasad Ewangelii. Jednym z wymogów chrześcijańskiego życia jest także mówienie o Bogu, niesienie Go ludziom, bo chodzi o ich zbawienie. Człowiek, niezależnie od wszystkiego, jest powołany przez Boga do życia wiecznego. Ma w sobie nieśmiertelność nadprzyrodzoną, wewnętrzną, nawet jeżeli umrze, to i tak żyje wiecznie. Jest jedyny i niepowtarzalny, przez chrzest św. naznaczony przez Boga stygmatem tożsamości, która idzie z nim przez całe życie doczesne do wieczności. Wieczność jest powołaniem człowieka. Może to być zrozumiałe jedynie w świetle nauczania ewangelicznego Jezusa Chrystusa. Sam powiedział o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem (por. J 14, 6). Jest drogą i tak jak On szedł, i my mamy podążać; jest prawdą - bo daje nam podstawową prawdę o Bogu i o człowieku; jest życiem - bo przez swoją śmierć i zmartwychwstanie dokonuje ożywienia na wieczność. To jest główna idea naszego powołania chrześcijańskiego, tego naucza Kościół.

Reklama

Ale - istnieje przecież jakaś ogromna, swoista konkurencja. Wchodzi przepowiadanie świeckie, koncentrujące się tylko na ziemskim życiu człowieka, które doradza, jak dobrze i wygodnie urządzić sobie życie, jak skutecznie zdobywać dobra materialne, jak oszukiwać czas szczególną dbałością o wygląd i tężyznę fizyczną, w jaki sposób skorzystać jak najwięcej z przyjemności życia. Wśród tych porad i dążeń ludzkich jest bardzo wiele dobrych i potrzebnych i nie chodzi o to, by człowiek pogrążał się w nieszczęściu. Jednocześnie musimy wiedzieć o odwiecznym przeznaczeniu człowieka.

Przepowiadanie Bożych spraw dzisiaj musi być przenoszone w świat przekaźników nowoczesnych. Dlatego tak ważne są przekaźniki katolickie, ale też niezwykle ważna jest formacja dziennikarzy pracujących w mediach tzw. świeckich. Bo od ich sumienia zależy obiektywność przekazywanych przez nich informacji oraz ilość dobra, jaka z tego wyniknie, Nie wiem, czy wszyscy mamy tego świadomość.

Wszyscy bardzo potrzebujemy prawdziwego, dobrego spojrzenia na nasze życie osobiste, rodzinne, społeczne, wspólnotowe, polityczne, na dzieci i młodzież. To spojrzenie powinno być także widziane w duchu chrześcijańskim, szczególnie w Roku Wiary.

2012-11-02 07:54

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Pracujemy na swoją wieczność

Pomyśl: Jesteś człowiekiem i masz swoje zamyślenia dotyczące życia, rodziny, zdrowia, spraw zawodowych, wypoczynku, świata itp., swoje preferencje polityczne, medialne, swój sposób porozumiewania się z ludźmi – media, komórki, maile, swój sposób przemieszczania się... I można by jeszcze wymieniać bardzo wiele, które dotykają naszego myślenia i zaangażowania emocjonalnego. To wszystko dzieje się w człowieku, istocie rozumnej i wolnej. W każdej z przytoczonych spraw najpierw zapada decyzja, która dzieje się wewnątrz każdego człowieka, a potem następuje jej realizacja. Najprzód pomyślisz: jadę do Krakowa, a potem wsiadasz do samochodu i jedziesz. Na tym polega twoje rozumne działanie, w którym bierze udział rozum i wola.

Czy myślisz, że wszystko, co nas otacza, jest tylko jakimś przypadkiem bezwładnej materii? Przecież to jest łebskie, czyli sensowne, ułożone przez jakiś niezwykle inteligentny Byt, którego my nazywamy Bogiem – Stwórcą i do którego wszystko odnosimy. Niewierzący twierdzą, że Boga nie ma – ale to też jest jakaś wiara. Trzeba przy tym wiedzieć, że wiara jest sposobem zdobywania wiedzy, że wiedzę zdobywamy przez uwierzenie. Nauczyciele w I klasie szkoły podstawowej wszystko przekazują uczniom do wierzenia. Tak dzieje się również na wszystkich szczeblach uczenia się. Nawet wtedy, gdy wykonujemy jakieś doświadczenie, przynajmniej częściowo musimy komuś zawierzyć.

Wiara w sprawach religijnych jest także określonym sposobem uzyskiwania wiedzy. Ma ona swoją specyfikę, ale także ma swoje reguły poznawcze, ma określoną metodologię poznania – oczywiście wchodzimy tutaj w kwestie nazywane teologicznymi, z którymi wiąże się m.in. także filozofia. W teologii chrześcijańskiej mówimy o trzech cnotach Boskich: o wierze, nadziei i miłości. Chciałbym tu zwrócić uwagę na problem nadziei płynącej z wiary. Otóż człowiek wierzący żywi nadzieję życia wiecznego z Bogiem. Przypomina się w tym momencie „Boska komedia” Dantego, której autor zamieszcza na bramie piekła napis: „Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wchodzicie”. Piekło nazywane bywa też wiecznym potępieniem, które polega na utraceniu nadziei na zawsze, bezpowrotnie. To wieczne zaryglowanie drzwi nieba. Czyż nie jest to przerażające? Ale Pan Jezus mówi bardzo zdecydowanie: „Idźcie precz ode Mnie, w ogień wieczny...” (Mt 25, 41).

Z różnych objawień wiemy, że mimo największego Bożego przymiotu – miłosierdzia Bożego są biedni grzesznicy, którzy idą na wieczność do piekła. Są bowiem potępieni z powodu grzesznego życia i z powodu sprzeniewierzenia się Bożym przykazaniom. Bóg jest miłosierny, ale też jest sprawiedliwy...

Jednak wierzymy, że otrzymanie łaski Bożego miłosierdzia i Bożej sprawiedliwości jest możliwe tylko przez Bożą mądrość.

CZYTAJ DALEJ

Chrześcijanie nie obchodzą Halloween

Niedziela małopolska 43/2008

pixabay.com

Tytuł tego artykułu właściwie nie jest prawdziwy. Jest w nim zawarte pobożne życzenie. Chrześcijanie, niestety, coraz częściej obchodzą to „święto”, które ani nie jest świętem, ani też nie da się pogodzić z wiarą w Chrystusa. W naszym kraju Halloween jest nowym zwyczajem, jeszcze niezakorzenionym. Warto więc podjąć zawczasu starania o to, by móc kiedyś śmiało powiedzieć: „chrześcijanie nie obchodzą Halloween”

Są takie elementy amerykańskiej popkultury, które raz za razem wdzierają się do niegdyś konserwatywnej kulturowo Polski. Wcześniej św. Mikołaj został zastąpiony przez zlaicyzowaną maskotkę Coca-Coli, następnie walentynki wyparły wspomnienie św. Walentego, a teraz Halloween próbuje młodemu pokoleniu wywrócić w głowie sens uroczystości Wszystkich Świętych oraz Dnia Zadusznego.

Droga do piekła

Halloween to celtyckie, a zatem pogańskie święto. Związane było z obrzędami Samhain. W średniowieczu nadano mu nazwę All Hallows Eve - co znaczy - Wigilia Wszystkich Świętych. W skrócie Halloween. Halloween polegało na kontaktowaniu się z zaświatami, po to by odkryć przyszłość, nabrać mocy, zaspokoić potrzeby zmarłych. Zwyczaje te można porównać z obchodzonymi w naszej części Europy dziadami, tak dobrze zobrazowanymi przez Adama Mickiewicza w III części jego najważniejszego dramatu. Dziady jednak Kościół katolicki skutecznie wyrugował kilka wieków temu. W miejsce obrządków mających za cel kontakt z duchami, udało się wprowadzić kult zmarłych, polegający na czczeniu ich pamięci i modlitwie za nich. Dzięki temu od XII wieku w Kościele obchodzi się Dzień Zaduszny.
W XIX wieku zwyczaje Halloween dotarły wraz z emigrantami z Wysp Brytyjskich do Ameryki. Tam nabrały swojego kolorytu i komercyjnego charakteru. Smaczku (a może raczej niesmaczku) dodaje fakt, że w Nowym Jorku jest to dzień parad gejowskich. W XX wieku zmodyfikowana pogańska praktyka powróciła już nie tylko na Wyspy Brytyjskie, ale do całej Europy. Na ironię zakrawa fakt, że choć w niemal całej Europie udało się Kościołowi „ochrzcić” dziady, po 800 latach musi on ponownie walczyć o to, aby kult zmarłych nie miał okultystycznego charakteru. Tak to już jest, licho nie śpi.

Demonizowanie?

Wiele osób uśmiecha się pod nosem, kiedy poznaje stanowisko Kościoła na temat Halloween. Najczęściej ludzie używają argumentu: co złego jest w tym, że dzieci przebierają się za czarownice i diabliki? Albo: przecież to tylko zabawa, nie ma w niej nic złego. Problem polega na tym, że cała symbolika i atmosfera Halloween otwiera człowieka na rzeczywistość, o której gdyby człowiek wiedział, uciekałby, gdzie pieprz rośnie.
Taka oto dynia z zapaloną w niej świecą symbolizuje dusze błąkające się w postaci ogników. Tańce czarownic z diabłami i skrzatami przy ognisku (za te postaci przebierają się dzieci) mają za zadanie skontaktować człowieka z duchami. Wróżby mają na celu zajrzeć w zaświaty, by dowiedzieć się czegoś o nadchodzącej przyszłości.
Jak wiemy, wróżby to grzech śmiertelny przeciw Panu Bogu, który jest jedynym Panem Czasów. Nie wolno próbować wcielać się w Jego rolę i próbować odkrywać przyszłość, którą zaplanował. Otwieranie się zaś na duchy to zabawa z diabłem w chowanego, ale na takich zasadach, że jedynie człowiek szuka, a diabeł pozwala się znaleźć. Duchy istnieją. Z tym tylko, że dusze zbawione trwają w adoracji Boga, a nie zajmują się ziemskimi zabawami ludzi. Toteż kiedy wywołujemy duchy, możemy mieć pewność, że spotkamy albo duszę potępioną, albo demony. Bo choćby człowiek tę zabawę traktował zupełnie niepoważnie, to diabły odpowiadają na każde zaproszenie człowieka. Zresztą sama atmosfera Halloween bliższa jest naszym wyobrażeniom piekła niż nieba. Bo czy wyobrażamy sobie niebo jako miejsce, po którym hasają diabełki, potwory, kościotrupy i czarownice? A jeżeli nie, to po co bawić się w piekło? Czy zabawa w potępienie i przebieranie się za przyjaciół szatana jest miła Chrystusowi?
Wszyscy egzorcyści zwracają uwagę, że problemy opętań i schorzeń psychicznych na tle demonicznym zaczynają się niemal zawsze od niewinnych praktyk. Należą do nich: słuchanie obrazoburczej muzyki, wróżenie, kontaktowanie się z duchami, noszenie talizmanów czy też zabawa w piekło, diabły itp.

Marketingowe oszustwo

Najgorsze jest to, że sukces Halloween związany jest z zyskiem bardzo wielu osób. W okolicach Wszystkich Świętych można zarobić na zniczach i wiązankach. Wytwórcy zabawek i właściciele knajp pozazdrościli widać zysków i chcieliby również coś dla siebie uszczknąć. Stąd zależy im na zwiększaniu popularności Halloween. Jedni mogą dzięki temu sprzedać więcej upiornych strojów i zabawek, drudzy organizują imprezy w atmosferze horroru, podczas których wzrasta m.in. sprzedaż alkoholu.
Ludzie, którzy zarabiają w Polsce na Halloween, zwłaszcza jeżeli są ochrzczeni, sprzeniewierzają się wierze i tradycji dla pieniędzy. Sami ulegają marketingowemu oszustwu, że Halloween to tylko świecka zabawa, na której można zarobić kilka groszy, i organizują coś, co otwiera ich samych i innych ludzi na działanie szatana.

CZYTAJ DALEJ

Holandia: Uniwersytet Radoud już nie jest katolicki

2020-10-30 20:41

[ TEMATY ]

episkopat

uniwersytet

Holandia

PAP

Episkopat Holandii postanowił, że Uniwersytet Radboud przestanie być uniwersytetem katolickim. Jest on jednym z zaledwie dwóch kościelnych uniwersytetów w tym kraju.

Konferencja Episkopatu wydała oświadczenie, w którym stwierdziła, że fundacja, która nadzoruje Uniwersytet Radboud w Nijmegen oraz stowarzyszony z nim szpital uniwersytecki, zostaną pozbawione tytułu „katolicki”.

Mianowani w ostatnich latach członkowie zarządu uniwersytetu nie są praktykującymi katolikami. W związku z tym biskupi Holandii zdecydowali się oficjalnie zmienić charakter uczelni

Fundacja postanowiła wnieść sprawę do sądu. Według przedstawicieli uniwersytetu istniał „zasadniczo odmienny pogląd na to, co stanowi tożsamość katolicką i jak należy ją chronić”.

Katolicki Uniwersytet w Nijmegen (Katholieke Universiteit Nijmegen) powstał w 1923 r. Z początku uczelnia liczyła 27 profesorów i 189 studentów. Swoją aktualną nazwę uniwersytet otrzymał w 2004 roku na cześć Radbouda, biskupa Utrechtu.

CZYTAJ DALEJ
Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję