Reklama

Wiara

Marcin Zieliński: Znam Kościół, który żyje

Marcin Zieliński to jeden z liderów grup charyzmatycznych w Polsce. Jego spotkania modlitewne gromadzą dziesiątki tysięcy osób. W rozmowie z Renatą Czerwicką Zieliński dzieli się wizją żywego Kościoła, w którym ważną rolę odgrywają świeccy. Opowiada o młodych ludziach, którzy są gotyowi do działania.

[ TEMATY ]

książka

Marcin Zieliński

Materiał promocyjny

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Renata Czerwicka: Dlaczego tak mocno skupiłeś się na modlitwie o uzdrowienie? Nie ma ważniejszych tematów w Kościele?

Marcin Zieliński: Jeśli mam głosić Pana Jezusa, który, jak czytam w Piśmie Świętym, jest taki sam wczoraj i dzisiaj, i zawsze, to muszę Go naśladować. Bo pojawia się pytanie, czemu ludzie szli za Jezusem. I jest prosta odpowiedź w Ewangelii, dwuskładnikowa, że szli za Nim, żeby, po pierwsze, słuchać słowa, bo mówił tak, że dotykało to ludzkich serc i przemieniało ich życie. Mówił tak, że rzeczy się działy, i jestem pewien, że ludzie wracali zupełnie odmienieni nauczaniem Jezusa. A po drugie, chodzili za Nim, żeby znaleźć uzdrowienie z chorób. Więc kiedy myślę dzisiaj o głoszeniu Ewangelii, te dwa czynniki muszą iść w parze.

Wielu ewangelizatorów w ogóle się tym nie zajmuje.

To prawda.

A Zieliński się uparł.

Uparł się, bo przeczytał Ewangelię i w nią wierzy. I uważa, że gdyby się na tym nie skupiał, to by nie był posłuszny Ewangelii. Jezus powiedział, że nie tylko On będzie działał cuda, ale że większe znaki będą czynić ci, którzy pójdą za Nim. Powiedział: „Idźcie i głoście Ewangelię”. I nigdy na tym nie skończył. Wielu kaznodziejów na tym kończy, na „głoście, nauczajcie”, ale Jezus zawsze, kiedy posyłał, mówił: „Róbcie to z mocą”. I w każdej z tych obietnic dodawał: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych” (por. Mt 10, 7–8). Zawsze to mówił.

Przecież inni czytali tę samą Ewangelię, skąd taka różnica w punktach skupienia?

To trzeba innych spytać. Ja jestem bardzo prosty. Mnie nie trzeba było jakiejś wielkiej teologii. Kiedy miałem piętnaście lat i po swoim nawróceniu przeczytałem Ewangelię, od razu stwierdziłem, że skoro Jezus tak powiedział, to trzeba za tym iść. Wiedziałem, że należy to robić, bo przecież przeczytałem o tym w Biblii. No i robiłem. Zacząłem się modlić za chorych, bez efektu na początku, ale po paru latach, po którejś swojej tysięcznej modlitwie nad kimś, kiedy położyłem na kogoś ręce, bo Pan Jezus mówi, żebyśmy kładli ręce na chorych w Jego imię, a oni odzyskają zdrowie, zobaczyłem, jak Pan Bóg uzdrowił w szkole panią woźną z jej problemów z kręgosłupem.

Wiem, że wiele razy o tym mówiłeś, ale opowiedz, jak to było, kiedy pierwszy raz po tylu latach w końcu zobaczyłeś owoce swojego działania.

To było frustrujące chodzić po ulicach i zaczepiać ludzi, zwłaszcza gdy się jest nieśmiałym chłopakiem, bo taki byłem. Wystąpienia publiczne to była najbardziej znienawidzona rzecz w moim życiu. Nie występowałem w szkole, nawet w teatrzykach, mimo że wszyscy występowali. Po tamtym spotkaniu z Panem Jezusem, tym pierwszym prawdziwym, miałem pragnienie, aby wszyscy tego doświadczyli. I otrzymałem odwagę, która nie była moją własną. Przeczytałem w Ewangelii o tym, że mamy głosić i uzdrawiać, więc zacząłem modlić się za chorych wszędzie, gdzie akurat byłem. To nie było tak, że ktoś mnie dokądś zapraszał, bo niby dokąd miał mnie ktoś zaprosić.

Na początku pewnie nikt nie wiedział, że jakiś chłopak chodzi po mieście i modli się za chorych…

Do tego dzieciak. Chodziłem więc po szpitalach i modliłem się, czasami na zakupach, kiedy widziałem, że ktoś kuleje, zaczepiałem go i mówiłem, że wierzę, że Pan Jezus może go uzdrowić, i pytałem, czy mogę się za niego pomodlić. Wiele osób mówiło mi, że to było niesamowite, iż mając te naście lat, robiłem to przez cztery czy nawet pięć lat bez efektu i mimo wszystko nie odpuszczałem. Też mi się dziś wydaje, że to jest dość niezwykłe, ale dla mnie to dowód, że to nie mogło wychodzić tylko ode mnie. Gdyby było ode mnie, dawno bym to zostawił.

FRAGMENT KSIĄŻKI "Znam Kościół, który żyje". CAŁOŚĆ DO KUPIENIA W NASZEJ KSIĘGARNI!

Ale nie zostawiłeś…

Po tych kilku latach przyszedł dzień, kiedy odwiedziłem moje dawne gimnazjum. Miałem tam jakąś sprawę zawodową do załatwienia, a pracowałem akurat w branży związanej z odszkodowaniami. Kiedy wszedłem do szkoły, zobaczyłem panią woźną, z którą się przywitałem. Z przyzwyczajenia zapytałem, czy ma jakieś kłopoty ze zdrowiem. Odpowiedziała, że ma problem z kręgosłupem i ze zgrubieniem na karku, które było wyczuwalne pod palcami. Zapytałem (taki już miałem nawyk), czy mogę się za nią pomodlić. Zresztą pytałem o to bardzo często prawie wszystkich – czy jacyś goście przychodzili do nas do domu na święta, czy ja dokądś jeździłem – zawsze gdy ktoś narzekał na zdrowie, mówiłem: „Przecież mamy rozwiązanie, nie?”. Przez wiele lat nic się nie działo, ale ja wciąż wierzyłem, że tak mówi Boże słowo i tak będzie. Myślę, że kluczem do tej wytrwałości było to, że codziennie się modliłem, miałem wspólnotę, z którą się spotykałem, i księdza, który wierzył, że nie tylko przez księży mogą dziać się takie rzeczy. Kiedy miałem kryzysy, on mnie zawsze zachęcał, dodawał otuchy. W tamtym czasie zdarzały mi się także kłótnie z Panem Bogiem, bo wystawiać się na śmieszność, kiedy latami nie widzi się rezultatów takich modlitw, na dłuższą metę nie jest łatwym doświadczeniem.

I co z tą panią woźną?

Pamiętam, że położyłem ręce na jej kręgosłupie i pomodliłem się krótko: „Panie Jezu, w Twoje imię, niech ten kręgosłup będzie zdrowy i niech przyjdzie uzdrowienie tam, gdzie jest choroba”. Tak spontanicznie, krótko, z trzydzieści sekund to trwało. Ona nagle zrobiła wielkie oczy i powiedziała, że poczuła na kręgosłupie gorąco, ogromne gorąco, jak od żelazka. Powiedziałem, aby sprawdziła ręką, a ona szukała palcami zgrubienia na kręgosłupie, które jeszcze minutę wcześniej było mocno wyczuwalne, i okazało się, że ono zniknęło. Nie wiem, kto był bardziej zaskoczony: ona czy ja [śmiech]. Pani była tak zszokowana, że aż zadzwoniła po koleżankę, aby tam przyszła, i pomodliłem się za drugą panią woźną. Pan Bóg dotknął i tej drugiej, uwalniając ją z jej dolegliwości, jaką był problem z biodrem. Przez kilka dni chodziłem tam jeszcze wspólnie z nimi się modlić. Byłem w ciężkim szoku, że to się w końcu zdarzyło.

Miałeś takie myśli: „Wreszcie!”?

Zadzwoniłem do wszystkich, których znałem, gdy tylko stamtąd wyszedłem! (…)

Skąd wiedziałeś, jak się modlić o uzdrowienie?

Obserwowałem po prostu, jak ksiądz modlił się za chorych, a robił to często i był moim pierwszym – jak ja to nazywam – bohaterem wiary. Widziałem, jak zawsze po mszy świętej ludzie w kolejkach do niego czekali, tak że nie dało się przejść przez zakrystię. Kiedy chodziliśmy czasem na pizzę, to zawsze ktoś do niego dzwonił, prosząc o modlitwę. Kiedyś pojechałem z Anią i ludźmi ze wspólnoty na Litwę. To był pierwszy obcy kraj, do którego wyjechałem, żeby służyć. Wtedy zauważyłem, że gospodarze nie kryli zaskoczenia, dziwili się, dlaczego przyjechał jakiś chłopak, a nie poważny teolog, jezuita. Litwini byli zmieszani do momentu, kiedy powiedziałem nauczanie i poprowadziłem modlitwę o uzdrowienie. Po modlitwie było tak wiele świadectw uzdrowienia, że gospodarze zapytali mnie, czy mógłbym znowu, tym razem już sam, przyjechać do ich wspólnoty. Wtedy zaczęły się moje indywidualne wyjazdy. Wierzę, że dlatego Pan Bóg czynił tyle cudów, żeby dać mi autorytet, to otwierało mi kolejne drzwi do wszystkich miast, do których później jeździłem na Litwie.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2024-04-24 07:11

Ocena: +8 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Okruchy o Kobieli

Po kolei odchodzili przyjaciele Bogumiła Kobieli. Rok po sukcesie „Zezowatego szczęścia” (1960 r.) w wypadku samochodowym zginął Andrzej Munk, reżyser filmu, który „Bobkowi” przyniósł sławę. W 1967 r. pod kołami pociągu zginął Zbigniew Cybulski, przyjaciel Kobieli, pół roku później odszedł Krzysztof Komeda Trzciński, kolejny przyjaciel aktora. On sam zginął na początku lipca 1969 r., prawie 50 lat temu. Dziś Kobielę – „Bobka” – pamiętać mogą pewnie tylko starsze roczniki i miłośnicy starych filmów. Tymczasem wtedy znali go wszyscy. Był jednym z kilku najwybitniejszych aktorów swego pokolenia. Odszedł przedwcześnie, w wieku 38 lat. Ze skrawków wspomnień jego bliskich i przyjaciół oraz z fragmentów listów do najbliższych Maciej M. Szczawiński starał się sportretować aktora. Próba się powiodła. Książka „Zezowate szczęście. Opowieść o Bogumile Kobieli”, choć oparta na szczupłych źródłach, broni się, pokazuje Kobielę, jakiego nie znaliśmy.
CZYTAJ DALEJ

Prawie co czwarty maturzysta był na Jasnej Górze. Skąd przyjechało ich najwięcej?

2026-04-24 11:30

[ TEMATY ]

Jasna Góra

pielgrzymka maturzystów

co czwarty

maturzysta

Paweł Zadrożny

A jednak dotarli

A jednak dotarli

O tym, że nie chcą „zasiedzieć się na kanapie”, ale iść z nadzieją i pasją w życie zapewniali tegoroczni maturzyści. W drodze do matury „przez Jasną Górę przeszło” ponad 75 tysięcy uczniów. To więcej niż rok temu. Najliczniejszą grupą byli maturzyści diecezji tarnowskiej - przyjechało 7 tys. 807 uczniów. Pielgrzymki na Jasną Górę to czas modlitwy o dobre życiowe wybory, ale i doświadczenie wspólnoty. Młodzi prosili o spokojną przyszłość dla Polski, bo jak twierdzą „maturę zdaje się po coś, a nie po to, żeby iść na wojnę”.

Najliczniejsze grupy diecezjalne maturzystów w roku szkolnym 2025/2026: z diecezji tarnowskiej - 7 tys. 807 uczniów, z diecezji płockiej - 4 tys. 532 uczniów, z diecezji radomskiej - 4 tys. 262 uczniów, archidiecezji lubelskiej - 4,1 tys. uczniów, z archidiecezji przemyskiej - 3 tys. 905 uczniów.
CZYTAJ DALEJ

4. rocznica sakry biskupiej bp. Macieja Małygi

2026-04-24 15:46

Tomasz Lewandowski

Biskup Maciej Małyga w dniu sakry biskupiej

Biskup Maciej Małyga w dniu sakry biskupiej

Dziś, 24 kwietnia, przypada 4.rocznica sakry biskupiej ks. bp. Macieja Małygi

W imieniu redakcji i czytelników „Niedzieli Wrocławskiej” ks. bp. Maciejowi życzymy mocy Ducha Świętego w głoszeniu Ewangelii i podejmowanych działaniach. Niech Chrystus, który przyniósł ludzkości prawdę o Bożej miłości pochylającej się nad każdym człowiekiem, umacnia w pasterskiej posłudze i pomnaża radość wypływającą z bycia z innymi i dla innych. Niech Maryja, która otula macierzyńskim płaszczem Kościół, otacza Księdza Biskupa swoją opieką
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję