Reklama

Komentarze

2013: to już było

Przewidywanie wydarzeń często przypomina wróżenie z fusów. Jedno jednak jest pewne, w 2013 r. bardzo dużo będzie zależało od gospodarki. Zawsze ma ona wpływ na wiele sfer naszego życia, w tym na politykę. W nowym roku zapewne będzie miała jeszcze większy niż zwykle

Wszystko wskazuje na to, że w polskiej gospodarce, która uniknęła recesji w 2009 r., już nie będzie dziać się tak, jak byśmy sobie życzyli. Szczególnie trudna ma być pierwsza połowa roku: gospodarka wyraźnie „skurczy się”. Powodów jest kilka, ale jeden jest najważniejszy.

- Gospodarka wejdzie w recesję bynajmniej nie z powodu słabego popytu zewnętrznego lub kryzysu w strefie euro, lecz ze względu na zanikający popyt wewnętrzny - twierdzi Paulina Ziembińska, ekonomistka BRE Banku. Inaczej mówiąc, polską gospodarkę dusi ubożenie społeczeństwa.

Kondycja gospodarki stopniowo pogarszała się w starym roku. Rząd i budżet państwa wysiliły się przed Euro 2012, ale w kolejnych miesiącach wszystko „siadło”, co widać po spadku inwestycji. Po cichu to przewidywano, ale ekonomiści nie sądzili, że będzie aż tak źle. W nowym roku ta tendencja pogłębi się.

Reklama

Skutek? Wzrost bezrobocia, obniżenie płac realnych i dalsze obniżenie popytu wewnętrznego. I koło się zamyka. Wzrost bezrobocia to np. większe napięcia, rosnący niepokój społeczny. A w konsekwencji większa krytyka rządu, zaostrzenie sytuacji politycznej. Kiedy sytuacja poprawi się, kiedy będzie lepiej? - Dobrze to już było - mówią ekonomiści, ostrzegając przed zawirowaniami czekającymi nas w nowym roku.

Zegar bije

Dr Tomasz Teluk, prezes Instytutu Globalizacji, nie ma wątpliwości, że trzeba oszczędzać, bo czeka nas nie tyle chudy rok, ile chude lata. Jak zaznacza, dobrym wskaźnikiem jest wysokość długu publicznego, który przekroczył bezpieczne rozmiary. - Na naszym zegarze długu widać, że dług przekroczył bilion zł, to kosmiczna kwota, i wciąż będzie rósł - mówi dr Teluk. - Zapowiada się wiele inwestycji, które muszą być finansowane z kredytu, a będziemy też ponosić koszty już zrealizowanych inwestycji, np. stadionów, które nie zarabiają na siebie. Lepiej, gdyby je zburzono, wtedy byłoby taniej dla podatników.

Nietrafionych inwestycji jest w Polsce sporo. Jedna z nich w końcu roku to konferencja klimatyczna, którą zorganizuje Polska. - Tysiące urzędników z całego świata będzie przez dwa tygodnie brać udział w rautach na nasz koszt w końcu roku - zaznacza dr Tomasz Teluk. Ten rosnący dług będzie nas dławił.

Zegar długu pokazuje sumy, które będziemy musieli oddać bankom i wierzycielom. Spłaciliśmy długi Gierka, będziemy spłacać długi Tuska. Nie my, to nasze dzieci, nie nasze dzieci, to wnuki. - Każde dziecko rodzi się z długiem zaciągniętym przez rozrzutnych wujków z rządu. Nie będzie pracowało na dobrobyt swój i swoich dzieci, tylko na spłacanie długu. Ta niegospodarność jest karygodna. To krzywda robiona niewinnym.

Chwiejna równowaga

Choć sytuacja polityczna jest często wypadkową tej gospodarczej, w tym roku szczególnie trudno coś przewidywać, bo wiele zależy od wydarzeń, których nie da się np. przewidzieć. To tak, jak spodziewać się zwycięstwa Janusza Piechocińskiego w wyborach w PSL. A jednak się stało, zaznacza dr Jarosław Flis, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Spodziewam się roku rozchwianej stabilizacji - mówi dr Flis. - Czyli tego, co się działo w ostatnich miesiącach. Co jakiś czas aktorzy sceny politycznej wpadali w gorączkę. Na podstawie różnych sygnałów wszyscy aż przebierali nogami, spodziewając się politycznego tsunami. Tymczasem były drobne wstrząsy i wszystko pozostało po staremu.

Większość Polaków, zaznacza politolog, uważa, że stabilizacja jest wartością. A szukanie jakichś radykalnych scenariuszy, nawet w sytuacji jednoznacznego kryzysu politycznego, nie rokuje dobrze. - Nie należy spodziewać się np. żadnych rozłamów itp., bo doświadczenia np. Solidarnej Polski pokazują, że niekoniecznie się to opłaca. Wejście piątej partii do Sejmu, Ruchu Palikota, niewiele zmieniło. Nie maszeruje po zwycięstwo, lecz oscyluje wokół progu wyborczego. Można podejrzewać, że najlepsze ma za sobą, a nie to, że ma świetlaną przyszłość - mówi dr Flis.

Spięcia na scenie politycznej to dziś wojna błędów, czyhanie na potknięcie rywala - tak samo będzie w przyszłym roku. Przewidzieć błędów się nie da, trzeba czekać i reagować. Kto popełni ich więcej, trudno wyrokować. Partia rządząca uważa, że należy zrobić tylko tyle, by wszystko zostało po staremu. Opozycja natomiast marzy o zmianie.

Dobrowolnie pod nóż

Rządowe prognozy mówią, że bezrobocie się nie zwiększy, co zdumiewa dr. Tomasza Teluka. Wszak wzrost gospodarczy będzie mniejszy co najmniej o połowę. A to spowoduje, że kurcząca się gospodarka nie stworzy nowych miejsc pracy, wręcz przeciwnie. Tym bardziej że spowolnienie w strefie euro będzie wprost przekładać się na nasz kraj: wszak jesteśmy w dużym stopniu uzależnieni od eksportu.

Najpewniej zostanie ogłoszony przez rząd kalendarz wejścia do strefy euro. - To możliwe, bo dla tego rządu nie ma nic niemożliwego - mówi dr Teluk. - Przecież wcześniej podpisał tzw. pakiet klimatyczny, co zadziwiło analityków z całego świata. Bo jak można akceptować coś, co jawnie uderza w interesy ekonomiczne naszego kraju, który w 90 proc. uzyskuje energię ze spalania paliw kopalnych?

Jest możliwe, choć nie jest mądre, wchodzenie do strefy euro, gdy kraj jest w kryzysie. Przystępując do UE, przyjęliśmy zobowiązania, że godzimy się na wspólną walutę, ale możemy to opóźniać. - Niestety - mówi dr Teluk - nacisk zachodnich elit politycznych na nasz rząd jest i będzie tak duży, że i w tej sprawie należy się spodziewać uległości.

Cisza przed burzą

Chwiejna równowaga polityczna będzie się utrzymywać w nowym roku także ze względu na zwieranie szyków i zbieranie najważniejszych graczy przed czekającym nas intensywnym sezonem wyborczym w 2014 r. Wszystko wskazuje na to, że mimo różnych wstrząsów trwa chwilowe zawieszenie broni, zauważa dr Flis. Rzeczywiste rozstrzygnięcie nastąpi w - jak to określa - centryfudze wyborczej, która zacznie się razem z kampanią do PE, wyborami samorządowymi, prezydenckimi, by zakończyć się najważniejszym głosowaniem, do parlamentu, w 2015 r.

- Wszyscy będą zbierać siły na te piętnaście wyborczych miesięcy, prowadząc wojnę pozycyjną, starając się nie przegrać w przedbiegach. A to z pewnością oznacza stabilizację - zaznacza dr Flis.

Czy pogarszająca się sytuacja gospodarcza rzeczywiście nie przełoży się w nowym roku na politykę? - Paradoksalnie raczej nie przełoży się. Mimo wszystko, jak jest gorzej, Polacy jeszcze bardziej cenią sobie święty spokój, wielu stale głosuje na PO, która - jaki koń jest, każdy widzi - rządzi źle - ocenia dr Teluk. Widzą, że rządzi źle, a mimo to na nią głosują, nie widzą (niesłusznie) alternatywy.

2013-01-02 11:57

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Niezły rok

2019-12-31 08:43

Niedziela Ogólnopolska 1/2020, str. 5-9

[ TEMATY ]

rok

adobe.stock.pl

Z jednej strony ostry konflikt rządzących z opozycją i ze środowiskiem sędziowskim. Z drugiej – nadal duże poparcie dla władzy i dobra sytuacja gospodarcza. Konflikty – ludzka rzecz, wiele natomiast wskazuje na to, że czeka nas kolejny – oby! – niezły rok.

Prognozowanie nie jest łatwe, zwłaszcza wtedy, gdy dotyczy przyszłości – można żartować za fizykiem Nielsem Bohrem. Nasz los spoczywa w rękach polityków, którzy pewnie wiedzą, że polityka to sztuka trafnego przewidywania i omijania błędów. Także tych, których... nie da się przewidzieć, tzw. czarnych łabędzi – zdarzeń, które występują rzadko, ale ich skutki mają ogromne znaczenie.

Twórca teorii na ich temat opinię, że dokładność prognoz nie jest lepsza niż trafność zgadywania, uzupełniał oceną, iż woli mieć w przybliżeniu rację niż z dużą dokładnością się mylić. Według prof. Elżbiety Mączyńskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, świat w ostatnich latach nie był wolny od tego zjawiska. Przeciwnie – czarnymi łabędziami były zjawiska związane z imigracją, na które Unia Europejska nie była przygotowana, aneksja Krymu, konflikt na Ukrainie, wojny w Afryce. Na świecie aż się roi od czarnych łabędzi.

Ostry wyścig

Czy należy się z tymi unikatowymi ptakami liczyć w polskiej polityce?

Jak najbardziej. Za kilka miesięcy czekają nas arcyważne wybory prezydenckie. Na przedzie wyścigu jedzie Andrzej Duda, którego – jak mówi prof. Jacek Reginia-Zacharski, politolog z Uniwersytetu Łódzkiego – wszyscy chcą wyścignąć, ale mają kłopot: są niedotrenowani. Tym brutalniejsza będzie rozpoczynająca się za chwilę, gdy opadną świąteczne nastroje, kampania wyborcza.

Będzie brutalna, bo posiadanie swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim jest kluczowe dla obu stron politycznego sporu. Trudno sobie wyobrazić, by rządzący mieli przeciwko sobie i Senat, i prezydenta. Trudno sobie wyobrazić, by opozycja nie chciała wykorzystać ostatniej w najbliższych latach okazji, żeby co najmniej zablokować PiS.

Andrzeja Dudę niełatwo jest zaatakować, ma bowiem wysokie notowania. A skoro stawka jest wysoka, przeciwnicy będą grać ostro, pozamerytorycznie, będą pokazywać Dudę jako prezydenta pisowskiego.

Gdyby opozycja nie osiągnęła celu, byłyby to dla niej kolejne przegrane wybory. I przegrane będą – przewiduje prof. Reginia-Zacharski.

Czarne konie

O zwycięstwie zadecyduje aktywna pierwsza kadencja Dudy – ocenia Krzysztof Świątek, dziennikarz Polskiego Radia 24. – Przede wszystkim na arenie międzynarodowej. Umocniliśmy nasze bezpieczeństwo, umocniliśmy pozycję lidera państw Trójmorza, uniezależniamy się od rosyjskiego gazu. Trzeba też pamiętać o spełnieniu obietnic wyborczych – mówi. Opozycja nie jest w stanie wystawić porównywalnego kandydata.

Na krajowej scenie politycznej będzie ciekawie. Rosną wpływy lewicy, która – zdaniem Świątka – powoli zacznie zajmować pozycję PO. Establishment III RP może postawić na lewicę; PO to już nieco zgrana karta.

Nowy gracz, kandydat na prezydenta, ewentualnie guru nowego ruchu – Szymon Hołownia nie jest ani czarnym łabędziem, ani czarnym koniem. Na polskiej scenie nie ma miejsca na nowego gracza – zaznacza prof. Reginia-Zacharski. W ostatnich wyborach sejmowych nie przekroczyli progu reprezentanci tylko ok. 1 proc. wyborców, i to przy rekordowej frekwencji. – Mamy dziś scenę polityczną, gdzie nie ma miejsca na nowego Kukiza, Hołownię itp. – mówi.

Zagranica bez ulicy

Jest nowy skład Komisji Europejskiej, a wraz z nim nowa komisarz. Wydawałoby się, że w relacjach biurokracja UE – „pisowska” Polska powinna nastąpić odwilż, o odstąpieniu od sekowania

Polski nie ma jednak mowy. – Meritum sporu nie polega na tym, że ktoś kogoś nie lubi. To gra poważnych interesów – zaznacza prof. Reginia-Zacharski. Pozycja Polski musi być osłabiana, bo tak chcą niektórzy zachodnioeuropejscy gracze. Polskę należy osłabiać jako poważnego gracza w Europie Wschodniej. Nie można zakładać, że coś się zmieni.

Bruksela doskonale wie, co ma robić, polska opozycja z hasłem: „Ulica i zagranica”, nie jest jej aż tak potrzebna. To hasło zresztą nie do końca wyszło opozycji. – To, co się dzieje w wymiarze sprawiedliwości, jest niewyobrażalne, niewyobrażalne jest to, co wyczyniają sędziowie, było nie było urzędnicy państwowi – wskazuje prof. Reginia-Zacharski. – Twierdzą, że system prawny obowiązujący w Polsce ich nie dotyczy.

To chore.

Odporni na zmiany

Janusz Szewczak, ekonomista, a do niedawna poseł, uważa, że trwający pucz – tak to nazywa – sędziów w nowym roku wciąż będzie problemem. – Kasta sędziowska wypowiedziała posłuszeństwo państwu, stwarza atmosferę anarchii prawnej, co jest kuriozum, niespotykanym nigdzie indziej w Europie. To poważny problem, widać, że jakiekolwiek ustępstwa w tej kwestii były błędem – mówi. Szewczak ma nadzieję, że po wyborach prezydenckich – żeby nie utrudniać prezydentowi reelekcji – rządzący zajmą się tą sprawą.

Czy polityka, wybory i tym podobne zawirowania będą mieć wpływ na gospodarkę? Jakiś na pewno – przyznaje prof. Elżbieta Mączyńska. Jak jednak wykazuje cała historia polskiej transformacji, przedsiębiorcy bardziej patrzą na swoje możliwości niż na to, kto rządzi.

– Jestem przekonana, że cokolwiek się stanie w polityce, będzie to miało ograniczony wpływ na gospodarkę – mówi prof. Mączyńska. Polscy przedsiębiorcy są odporni na zmiany polityczne i kierują się faktami, czyli ogólnymi warunkami gospodarczymi.

Poza strefą

Przyszły rok w polskiej gospodarce, mimo spowolnienia, będzie na przyzwoitym poziomie 3,8 proc. – i będzie godny pozazdroszczenia w UE – prognozuje Janusz Szewczak. Konsumpcja będzie niższa i będzie wpływać na niższe PKB, bo polskie rodziny, które dostały zastrzyk w postaci 500+, zaczęły oszczędzać pieniądze. Już nie muszą wszystkiego wydawać, a to wpływa na wskaźniki. Jeśli pojawi się poważniejszy kryzys na rynkach światowych, to znacznie bardziej dotknie kraje strefy euro.

Rok 2020 będzie trudniejszy od poprzedniego; prof. Mączyńska wskazuje wyraźne trendy w gospodarce światowej, a wśród nich słabnące tempo wzrostu gospodarczego. Polska jednak wyróżnia się pozytywnie na tym tle. Mimo niekorzystnych zjawisk w otoczeniu gospodarczym, bliskich recesji zjawisk w Niemczech, okazuje się, że gospodarka i przedsiębiorcy znajdują rozwiązania, rośnie stopień zaangażowania przedsiębiorców nie tylko w gospodarce europejskiej, ale także w Azji, Afryce, co daje odskocznię.

Rewolucja cyfrowa

Polska gospodarka będzie sobie radziła w nowym roku – uważa prof. Mączyńska, co nie znaczy, że nie ma zagrożeń. W światowych rankingach lądujemy w czołówce krajów o wysokim stopniu depopulacji.

Raporty są dramatyczne, społeczeństwo starzeje się w szybkim tempie. W ciągu kilku lat nie odwróci się trendu, ale trzeba zacząć coś robić.

Największym wyzwaniem będzie – jak uważa prof. Mączyńska – otwarcie wrót na czwartą rewolucję przemysłową. – Jest niebywała; związana z technologiami cyfrowymi, rozlewającymi się szybko na cały świat. Pojawiają się nowe modele biznesu, o których niedawno nikomu się nie śniło: Uber – największa firma taksówkowa bez taksówek, Alibaba – największa firma handlu detalicznego bez sklepów i magazynów – mówi prof. Mączyńska.

Świat jest na to nieprzygotowany, broni się zakazami. Tymczasem wkrótce każda branża może mieć swojego ubera, który zmieni funkcjonowanie jej biznesu. Jeśli branża czy kraj się na to nie otworzą – przegrają. Trzeba się do tego przygotować. Trzeba też stworzyć autostrady cyfrowe, czyli kanały dostatecznie szybkiego internetu, w techologii 5G. Państwo ma obowiązek przeciwdziałania analfabetyzmowi cyfrowemu: firmy i ludzie są za mało ucyfrowieni.

Kościół wobec wyzwań

Przed polskim Kościołem stoi kilka wyzwań, z którymi jeśli nie w najbliższym roku, to w kolejnych latach będzie on musiał się zmierzyć. Droga synodalna, którą przeprowadza niemiecki Kościół, w którym zdecydowano się oddać tyle samo głosów osobom świeckim i biskupom, przewiduje debaty o podziale władzy w Kościele, nowym urzędzie dla kobiet, sensowności celibatu i możliwości zmian w katolickiej etyce seksualnej. – Niektóre z decyzji, które zapadną na synodzie, jeśli potwierdzi je Rzym, będą także wprowadzone w Polsce – przypuszcza Tomasz Terlikowski, doktor filozofii, publicysta Telewizji Republika.

Jeśli polski Kościół chce, by była realizowana linia bardziej tradycyjna, wytyczona przez Jana Pawła II, bardziej związana z tradycją kościelną, musi na niemieckie wyzwanie odpowiedzieć albo własną drogą synodalną, albo synodem, albo jednoznacznymi wypowiedziami polskich hierarchów. – Polski Kościół ma taki potencjał – zaznacza publicysta.

Zdaniem Terlikowskiego, wszystko to, co się działo w starym roku wokół wykorzystywania nieletnich, to tylko przygrywka. Gdzie indziej też się zaczynało od takiego filmu jak ten braci Sekielskich, a potem było, jak autorytet Kościoła nie upadł. Co można zrobić? Przygotować strategię sensownej obrony. – Powtarzaniem, że to jest tylko element walki z Kościołem, nie wygramy – mówi Terlikowski.

Trzecim wyzwaniem jest postępująca laicyzacja młodzieży. W dużych miastach w szkołach średnich lekcje religii świecą pustkami. Badania pokazują, że Polska jest jednym z dwóch krajów, gdzie najszybciej laicyzuje się młodzież. Musimy znaleźć na to odpowiedź.

Jeśli nic nie zrobimy – za kilka lat stracimy młode pokolenie.

Wymowne liczby

Inne statystyki też są wymowne. Spada odsetek małżeństw zawieranych w Kościele, mniej jest powołań kapłańskich.

Są to symptomy kryzysu, z którym trzeba sobie radzić. – Jestem przekonany, że polski Kościół ma w sobie potencjał intelektualny i duchowy, żeby się zmierzyć z wyzwaniami – mówi Tomasz Terlikowski. – Warto przypominać, co nam grozi – uważa. Musimy pójść drogą kard. Stefana Wyszyńskiego i św. Jana Pawła II, o których będziemy w tym roku myśleć szczególnie często.

100. rocznicę urodzin Jana Pawła II i beatyfikację kard. Wyszyńskiego będziemy przeżywać w maju i czerwcu. Te dwie postacie mogą być pochodniami wyjścia z nieciekawej sytuacji.

Ksiądz Jerzy i rodzice papieża

Będziemy mieć do czynienia z ciekawą zbieżnością: w 2020 r. zostaną przypomniane postacie trzech wybitnych Polaków – obok kard. Wyszyńskiego i Jana Pawła II także bł. ks. Jerzego Popiełuszki – z uwagi na 10. rocznicę jego beatyfikacji. – Wszyscy trzej się znali i wzajemnie wspierali – podkreśla dr Milena Kindziuk z UKSW.

– To kard. Wyszyński wyraził zgodę, by ks. Popiełuszko udał się do Huty Warszawa i odprawił tam dla strajkujących robotników Mszę św., od której zaczęła się jego patriotyczna działalność. Ksiądz Jerzy cytował w czasie Mszy św. za Ojczyznę właśnie kard. Wyszyńskiego, ale też Jana Pawła II; później, po zamordowaniu ks. Popiełuszki papież Polak przybył na jego grób w 1987 r., co było wyraźnym znakiem dla Polski i świata, że duchowny poniósł śmierć męczeńską za wiarę, a nie za politykę – mówi.

Doktor Kindziuk ma nadzieję, że jubileusz 100. rocznicy urodzin Jana Pawła II zostanie połączony z rozpoczęciem procesu beatyfikacyjnego Emilii i Karola Wojtyłów, rodziców papieża. – Konferencja Episkopatu Polski ustosunkowała się do tego przychylnie, można się więc spodziewać, że przygotowania nabiorą teraz tempa. Byłby to czytelny znak na dzisiejsze czasy, ukazanie przykładu życia małżeńskiego, rodzicielskiego, rodzinnego i patriotycznego – zaznacza dr Milena Kindziuk.

Kultura – historycznie

W 2020 r. wypadają okrągłe rocznice ważnych wydarzeń, które same pewnie staną się wydarzeniami: 100 lat od zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej i 100. rocznica urodzin św. Jana Pawła II, ale także 100. rocznica urodzin Leopolda Tyrmanda – zwraca uwagę Tomasz Krok, zastępca redaktora naczelnego Frondy Lux. – Trudno nie przewidzieć ogólnopolskich obchodów związanych z Ojcem Świętym. Był zapalonym aktorem, ale i sam tworzył – mówi. – Przewidywałbym wystawienie nowej wersji teatralnej Tryptyku rzymskiego, poematu, który ostatni raz był wystawiony chyba 11 lat temu.

W kinie można przewidzieć ofensywę filmu historycznego. Po całkiem udanych, zdaniem redaktora Frondy Lux, filmach:

Legiony, Piłsudski czy Kurier – o misji Jana Nowaka-Jeziorańskiego, a wcześniej o dywizjonie 303, przed połową roku, w marcu, odbędzie się premiera filmu Jacka Gwizdały Klecha – o ks. Romanie Kotlarzu zakatowanym przez bezpiekę w 1976 r. (gdyby żył, miałby 90 lat) i dobrze zapowiadający się film Orzeł. Ostatni patrol – o okręcie ORP „Orzeł”.

Ofensywę filmu historycznego obserwujemy od kilku lat, od objęcia władzy przez obóz dobrej zmiany. Jeszcze długo będziemy spragnieni takiego kina. – Mam nadzieję, że ruszą zdjęcia do wielkiej, hollywoodzkiej produkcji filmu Ochotnik, o losach Witolda Pileckiego – mówi Tomasz Krok. – Ma to być najdroższy film w historii polskiej kinematografii.

Sport czy zdrowie

Polskie Radio będzie transmitować w nowym roku dwie wielkie imprezy: letnie igrzyska olimpijskie w Tokio i mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Jak przewiduje Cezary Gurjew, szef Redakcji Sportowej Polskiego Radia, o medale w tej pierwszej będą walczyć tradycyjnie lekkoatleci i będzie dużo lepiej niż na igrzyskach w Rio de Janeiro.

Nie zawiodą wioślarze – poza jednym wyjątkiem medale zdobywają regularnie. Chciałoby się, żeby nasi sportowcy zdobywali laury w sportach walki, w szermierce, kajakarstwie, kolarstwie, pływaniu, ale z tym jest kłopot.

– Wierzę w to, że medale zdobędą siatkarze. Kibice chcieliby, żeby to było złoto. Przypomnę jednak, że od igrzysk w Atenach w 2004 r. stale przegrywają w ćwierćfinałach – zauważa Gurjew. – Ważne, że w ogóle uczestniczą w igrzyskach, co reprezentantom innych dyscyplin zespołowych zdarza się bardzo rzadko.

W kontekście ME w piłce nożnej trudno mówić o medalowych szansach naszej reprezentacji. – Pamiętamy ostatnie mistrzostwa Europy: była przegrana rzutami karnymi z Portugalią, ale przy świetnej postawie drużyny. Eksperci twierdzą, że polska reprezentacja gra nieźle, zobaczymy, co się stanie – mówi Gurjew. I jeszcze skoczkowie narciarscy: na razie, na początku sezonu Pucharu Świata Polacy nie zachwycili formą. W marcu w Planicy odbędą się mistrzostwa świata w lotach. Gurjew wierzy, że ku uciesze kibiców Kamil Stoch i jego koledzy polecą dalekooo.

CZYTAJ DALEJ

Św. Tomasz z Akwinu

2020-01-21 09:37

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. VIII

[ TEMATY ]

patron

wspomnienie

Bartolome Esteban Murillo

Św. Tomasz z Akwinu

Św. Tomasz z Akwinu ur. 28 stycznia 1225 r. zm. 7 marca 1274 r. kanonizowany 18 lipca 1323 r.
Jego myśl filozoficzna i teologiczna naznaczyła na całe stulecia nauczanie Kościoła. Do dzisiaj w naszych świątyniach śpiewamy hymny eucharystyczne, których autorem jest św. Tomasz z Akwinu.

Tomasz urodził się na zamku Roccasecca niedaleko Akwinu (Włochy) w 1225 r. Jako młody chłopiec został wysłany przez rodziców do opactwa na Monte Cassino, jednak po pewnym czasie opuścił klasztor i udał się do Neapolu, gdzie studiował na tamtejszym uniwersytecie. To właśnie tam zetknął się z założonym przez św. Dominika Zakonem Kaznodziejskim. Kiedy wstępował do zakonu dominikańskiego, miał ok. 20 lat.

Studiował w Rzymie, a od 1248 r. w Kolonii, gdzie na tamtejszym uniwersytecie wykładał głośny uczony dominikański św. Albert Wielki. To właśnie ten święty powiedział o Tomaszu: „Nazywamy go niemym wołem, ale on jeszcze przez swoją naukę tak zaryczy, że usłyszy go cały świat”. W Kolonii Tomasz przyjął święcenia kapłańskie. Po święceniach wykładał teologię na Sorbonie w Paryżu. Był najpierw bakałarzem nauk biblijnych (1252-53), potem wykładał Sentencje Piotra Lombarda (1253-55).

Tomasz jako wybitny teolog został dostrzeżony przez Kościół. Kiedy w 1274 r. papież bł. Grzegorz X zwołał do Lyonu sobór powszechny, to zaprosił na obrady także Tomasza z Akwinu.
Ten jednak, w wieku 48 lat, zmarł w drodze na sobór w opactwie Cystersów w Fossanova 7 marca 1274 r.

Święty Tomasz z Akwinu stworzył zwarty system nauki filozoficznej i teologii katolickiej, zwany tomizmem.
Ten wybitny teolog i doktor Kościoła położył solidny fundament pod rozwój i kierunek zachodniej myśli chrześcijańskiej. Do najważniejszych jego dzieł należą: Summa contra gentiles, czyli apologia wiary przeciwko poganom, Komentarz do „Sentencji” Piotra Lombarda, Summa teologiczna.

Jest autorem hymnów w tekstach liturgicznych do brewiarza i mszału na uroczystość Bożego Ciała. To właśnie z tekstów Akwinaty pochodzą słowa hymnów: Przed tak wielkim Sakramentem i O zbawcza Hostio.

Kilka myśli i modlitw św. Tomasza z Akwinu:

„Szczęścia nie znajdziesz w niczym innym, ale tylko w Bogu”.

„Kochać to znaczy chcieć dobra drugiego”.

„Z czystego serca rodzi się owoc dobrego życia”.

„Chciałbym zrozumieć Boga!”.

„Panie, mój Boże, udziel mi rozumu, abym mógł Cię poznać, pilności, abym Cię szukał, mądrości, abym Cię znajdował, postępowania, abym Ci się podobał, wytrwałości, abym Cię wiernie oczekiwał, i ufności, abym w końcu mógł Cię objąć”.

Oprac. na podstawie brewiarz.pl

CZYTAJ DALEJ

Ordo Iuris: RPO wprowadza opinię publiczną w błąd ws. tzw. edukacji antydyskryminacyjnej

2020-01-29 12:06

[ TEMATY ]

szkoła

dzieci

prawa rodziców

candy1812/fotolia.com

Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar w liście do Ministra Edukacji Narodowej wielokrotnie podkreśla obowiązkowy status zajęć edukacji antydyskryminacyjnej, z czego wywodzi nieskuteczność sprzeciwu rodziców wyrażanego za pomocą „oświadczeń wychowawczych”. Tymczasem ani ustawa, ani rozporządzenie nie przewidują obowiązku prowadzenia w szkole zajęć z tzw. edukacji antydyskryminacyjnej - uważa Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

Prawnicy Instytutu Ordo Iuris informują, że Adam Bodnar stawia tezę, zgodnie z którą zajęcia z "edukacji antydyskryminacyjnej” są częścią podstawy programowej i jako takie są obowiązkowe. Jednak ani Prawo oświatowe, ani wydane na podstawie tej ustawy rozporządzenia MEN nie przewidują prowadzenia „edukacji antydyskryminacyjnej” w ramach edukacji szkolnej.

Przeznaczone dla szkół „działania antydyskryminacyjne” figurowały w polskim porządku prawnym (rozporządzeniu MEN) zaledwie przez dwa lata, między 2015 a 2017 r., ale zostały z niego usunięte jako niemające podstawy w ustawie.

Opinia RPO odnosi się wielokrotnie do zajęć „edukacji antydyskryminacyjnej”, nie wyjaśnia jednak znaczenia tego pojęcia. Tymczasem - podkreśla Instytutu Ordo Iuris - pod niekontrowersyjną nazwą „edukacji antydyskryminacyjnej” wprowadzane były do szkół treści dalece wykraczające poza kształtowanie postaw szacunku i promocję „równości wobec prawa”.

Fundamentalnym elementem „edukacji antydyskryminacyjnej” jest ideologia gender. Jak informuje publikacja Towarzystwa Edukacji Antydyskryminacyjnej warunkiem uzyskania statusu certyfikowanego trenera edukacji antydyskryminacyjnej jest ukończenie "warsztatu lub treningu genderowego".

Na zajęciach tych, zdaniem Ordo Iuris, prezentuje się kontrowersyjne poglądy sprzeczne z przekonaniami wielu rodziców. Publikacje z zakresu tzw. edukacji antydyskryminacyjnej utrzymują, że „na świecie jest więcej opcji płci niż tylko kobieta i mężczyzna” i prezentują inne poglądy zbieżne z teorią queer, której teoretycy otwarcie deklarują dążenie do "dekonstrukcji i destabilizacji kategorii płci i seksualności, a co za tym idzie, destrukcji opartego na tych kategoriach systemu stratyfikacji społecznej".

W publikacjach tych ma też być prezentowane przekonanie, że w podręcznikach szkolnych powinny być ukazywane „rodziny oparte na otwartych relacjach seksualnych czy rodziny poliamoryczne". Tego rodzaju treści nie mieszczą się w podstawie programowej. Zarazem przekazywanie ich w sposób jawny i otwarty spotkałoby się ze zdecydowanym sprzeciwem rodziców i zapewne większości kadry nauczycielskiej.

„Sprzeciwiając się konstytucyjnie gwarantowanemu prawu rodziców do pierwszeństwa w decydowaniu o wychowaniu ich dzieci Rzecznik Praw Obywatelskich ponownie występuje jako zwolennik zawężenia autonomii życia rodzinnego na rzecz administracyjnej kontroli nad procesem wychowawczym” – podkreśla mec. Jerzy Kwaśniewski, prezes Instytutu Ordo Iuris.

W odpowiedzi na realizowane w szkołach zajęcia dodatkowe z „edukacji antydyskryminacyjnej” rodzice coraz częściej sięgali po przygotowane przez Ordo Iuris rodzicielskie oświadczenie wychowawcze, które pomaga w egzekwowaniu prawa rodziców do informacji o programie wychowawczym szkoły i działających w niej organizacji. Podobne oświadczenia przygotowywane były przez inne organizacje społeczne. Jedno z nich stało się przedmiotem krytyki ze strony RPO.

W ten jednak sposób - informuje Ordo Iuris - RPO nadaje bez jakiejkolwiek podstawy prawnej „edukacji antydyskryminacyjnej” wraz z jej kontrowersyjnymi treściami status wyższy niż posiadany chociażby przez znajdujące się wprost w podstawie programowej zajęcia wychowania do życia w rodzinie (WDŻ).

Ustawa gwarantuje bowiem rodzicom swobodę decydowania o udziale dziecka w zajęciach „wychowania do życia w rodzinie”, a właściwe rozporządzenie MEN wprost stwierdza, że uczeń nie bierze udziału w zajęciach wychowania do życia w rodzinie (WDŻ), „jeżeli jego rodzice zgłoszą dyrektorowi szkoły w formie pisemnej rezygnację z udziału ucznia w zajęciach”.

Opinia RPO, stwierdzają eksperci prawni Ordo Iuris, wpisuje się także w działania niektórych samorządów, takich jak Warszawa i Poznań, które zaczęły wprowadzać treści wychowawcze dotyczące m.in. rozwoju psychoseksualnego dzieci za pośrednictwem samych nauczycieli, wcześniej posyłając ich na stosowne szkolenia prowadzone z udziałem kontrowersyjnych ekspertów organizacji pozarządowych.

W ten sposób rozproszony w innych przedmiotach szkolnych radykalny program miał stać się częścią obowiązkowej podstawy programowej.

Zdaniem Rafała Brusińskiego z Centrum Analiz Prawnych Ordo Iuris, umieszczanie zajęć antydyskryminacyjnych w ramach obowiązkowych lekcji jest niczym innym jak próbą zanegowania uprawnień rodziców, wytrącenia im podstawowego narzędzia wpływu na treści przekazywane dzieciom w szkole i faktycznej likwidacji instytucji zgody rodzicielskiej w obszarach, w których ma ona najistotniejsze znaczenie.

Instytut Ordo Iuris poinformował, że udziela wsparcia rodzicom, których prawo do wychowania dziecka zgodnie z własnymi przekonaniami jest podważane.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję