Reklama

Rodzina

Miało być nowe życie, a jest śmierć

Michał pyta: - Skoro wszystko odbyło się zgodnie z procedurami medycznymi, to kto jest odpowiedzialny za procedury, które doprowadzają do tragedii? A jeśli procedury są dobre, to dlaczego nie stosowano ich wobec mojej żony i syna?

Siedzimy w jasnym pokoju domu państwa Bednarskich z Sosnowca. Ich twarze zna dziś cała Polska, podobnie jak ich dramat i trwającą od miesięcy walkę o prawdę.

Opowiedzieli o swoim dramacie już dziesiątki razy. Ewelina utrzymuje, że mówienie przynosi jej ulgę. Że ciągle doszukuje się sensu i logiki w zdarzeniach sprzed 7 miesięcy. Mówi już bez płaczu, ale ciągle drżącym głosem. Niewielka i krucha w swoim bólu.

Reklama

- Byłam w 9. miesiącu ciąży. Szczęśliwa, spełniona i pełna nadziei. Michał, gdy dowiedział się, że będzie syn - Mateusz, już oglądał z nim mecze. Sadzał mnie na kanapie i przytulony do brzucha obiecywał, że jak tylko mały podrośnie, pójdą na prawdziwy stadion. Staraliśmy się o dziecko przez 5 lat, więc bardzo o siebie dbałam.

Mały pchał się na świat

Na stole przed nami stosy dokumentów. Te opisujące przebieg ciąży świadczą, że nie była ani zagrożona, ani patologiczna czy w jakimkolwiek momencie specjalnie uciążliwa. Jednak pewnego jesiennego dnia, na 4 tygodnie przed datą porodu, Ewelinie niebezpiecznie skoczyło ciśnienie i bardzo spuchła. Za radą lekarza prowadzącego pojechała do Miejskiego Szpitala nr 1 w Sosnowcu. - Tę datę, 29 października, zapamiętam do końca życia, bo ona dzieli mnie na pół, przebiega przez moje serce jak granica - mówi Ewelina. Po chwili zastanowienia dodaje: - Zatrzymali mnie wtedy w szpitalu. Zbadali, zrobili KTG (monitorowanie akcji serca płodu). Na USG dziecko ważyło 3700 g. Widziałam potem protokół z sekcji zwłok Mateusza - ważył prawie tyle samo. Napisano tam, że był zdrowym, normalnie rozwiniętym chłopczykiem... Dzień później zaczął mnie boleć brzuch, mówiłam o tym ordynatorowi Maciejowi Ornowskiemu. Zbadał mnie i powiedział: - Dziecko pcha się na świat. Przy innych położnicach rzucił nonszalancko, że jakbym dzisiaj urodziła, to by się nic nie stało. - Niech się pani nie martwi, ciąża jest donoszona - uspokajał. Dlaczego wtedy nie pozwolił mi rodzić, tylko dał leki rozkurczowe i obniżające wysokie ciśnienie, po czym odesłał do domu?

Wtedy stało się coś złego. Ewelina zastanawia się i myśl ta ciągle powraca: dlaczego niczego nie poczuła... Leki spowodowały lepsze samopoczucie, więc siedziała i czekała, aż natura zadziała. Był Dzień Wszystkich Świętych, potem Dzień Zaduszny - a w niej umarło dziecko.

- Umarło - mówi już spokojnie, raczej stwierdza fakt - bo kolejni lekarze nie zrobili mi podstawowych badań w kierunku zatrucia ciążowego, które pokazałyby, że odkleja się łożysko i dziecko się dusi. Dzisiaj, gdy różni specjaliści oglądają dokumentację szpitalną, dziwią się, że nie zrobiono tego czy tamtego badania, że najpierw zlekceważono objawy zatrucia ciążowego, i że po podaniu leków rozkurczowych nikt nie zrobił mi USG, żeby sprawdzić, jak te leki działają... Prywatnie potępiają, ale publicznie nie powiedzą słowa. Ciekawe, jak ocenią zachowanie kolegów po fachu biegli specjaliści...

Tętno na granicy

Ewelina wróciła do szpitala kilka dni później, 5 listopada, już w złym stanie.

- Kuliłam się z bólu na szpitalnym korytarzu, więc zajął się mną jakiś lekarz. Zrobili mi KTG - wtedy nie było już ani jednego ruchu płodu. Nikt się tym specjalnie nie przejął. Czekałam, bo okazało się, że nie mogą mnie przyjąć do szpitala, ponieważ jeszcze nie zrobili wypisu z poprzedniego pobytu - kilka dni wcześniej. Wreszcie zawieziono mnie na porodówkę. Ucieszyłam się, że dyżur ma znajoma położna Ewa. Podłączyła mnie znów do KTG.

I powiedziała: - Tętno na granicy.

- Pobiegła do lekarzy, żeby zrobili mi USG. Nie spieszono się, chociaż obraz KTG był widzialny także w ich pokoju. To Ewa ich alarmowała, ponaglała. I nagle zostałam zauważona - zaroiło się wokół od kitli. Jeden z lekarzy, ten robiący badanie, oznajmił głośno i trochę teatralnie, jakby w powietrze: - Nie ma przepływu w sercu…

Wiedziałam, że nie o moje serce chodzi, bo ja żyję.

I wtedy zaczęłam krzyczeć...

Niewiara i nadzieja

Michał, postawny, sympatyczny mężczyzna siedział, niczego nie podejrzewając, piętro wyżej. Poderwał go na równe nogi krzyk. - Nie wiem jak, ale poznałem, że to Ewelina. Zrobiło mi się zimno. Poleciałem na dół. W głowie kołatała mi jedna myśl: „Co się stało?!”. Przyjechałem do szpitala, by uczestniczyć w porodzie, a tutaj...

Wpadłem do sali. - Czy może mi ktoś powiedzieć, co się dzieje? - pytałem wszystkich.

- Doszło do wewnątrzmacicznego obumarcia płodu… - oznajmił jeden z lekarzy.

Jakbym niedosłyszał. - Do czego doszło?

Powtórzył.

Nie uwierzyłem.

Na Boga, dziecko było zdrowe, ciąża przebiegała normalnie. Miało być nowe życie, a jest śmierć?! Prosiłem, krzyczałem, żeby ratowali dziecko, żeby tak nie stali. Lodowata obojętność. Odwracanie spojrzeń, głów, trochę jak złapane na gorącym uczynku młodziaki. Nie znalazł się nikt, kto odważnie powiedziałby mi prawdę. Kto by nas, już ogarniętych rozpaczą, potraktował jak ludzi.

Michał pobiegł do pokoju lekarskiego, gdzie dwóch z trzech obecnych na dyżurze medyków wpatrywało się spokojnie w ekran komputera. Wtedy już nie wytrzymał.

- Wiele lat temu podobną awanturą zmusiłem lekarzy do zajęcia się moją mamą. Poskutkowało i mama przeżyła. Teraz podobnie walczyłem o syna. Zarzucali mi potem, że wymusiłem na nich to cesarskie cięcie. Niech im będzie. Ten ich bezruch doprowadzał mnie do szału - mówił Michał.

Gdy Ewelinę operowano, w pełnej narkozie, Michał chodził po korytarzu.

- Błagałem Boga, żeby ocalił małego. Targowałem się z Nim, jak czynią to ludzie, w których tli się jeszcze nadzieja. Proponowałem nawet wymianę - moje życie za życie syna.

Ewelina: - Po zabiegu przyniesiono nam Mateusza, ochrzciliśmy go, pogłaskaliśmy po główce, pożegnaliśmy… ucałowaliśmy.

- A teraz w tej chwili, dosłownie w każdej chwili widzimy jego buzię... - dodaje ojciec. Michał codziennie jeździ na cmentarz. - To tak, jakbym chodził z synem na spacer.

Tamtego feralnego dnia od razu podjęli decyzję, żeby iść do prokuratury. Byli pewni swoich racji, nie wiedzieli jeszcze, że z Eweliną jest kiepsko. - Bałem się, że stracę także żonę... - wspomina.

Organizm Eweliny słabł. Badania wykazywały groźne zatrucie organizmu. Bednarscy wspominają, że lekarze niespecjalnie interesowali się stanem kobiety. Nawet gdy wskaźniki zatrucia przekraczały normę o kilka tysięcy jednostek. Rodzina podjęła decyzję o zabraniu Eweliny z tego oddziału. - Trafiłam do Kliniki Ginekologii, Położnictwa i Ginekologii Onkologicznej w Bytomiu. Tam na szczęście lekarze wykazali się ogromnym profesjonalizmem - wspomina Ewelina.

Prokuratura

Michał i Ewelina są przekonani, że syn zmarł wskutek zaniedbań i opieszałości lekarza. Złożenie zawiadomienia o przestępstwie spowodowało, że odbyła się prokuratorska sekcja zwłok dziecka. Mimo zabezpieczenia przez wymiar sprawiedliwości dokumentacji medycznej Bednarscy są przekonani, że została ona sfałszowana. - Zajrzeliśmy do papierów i ogarnęła nas złość. Zapisano tam badania, których nie przeprowadzono. Czy robi się takie rzeczy, jeżeli nie ma się nic na sumieniu? - pyta Ewelina. Twierdzą, że nie zgadza się wiele rzeczy - daty, godziny, brak podpisów i pieczątek, dokumenty pisane są nie wiadomo przez kogo, na kolanie, w pośpiechu.

Z polecenia prokuratury ma je zbadać biegły informatyk.

Kto zawinił?

Niektórzy mówią, że ludzie w rozpaczy szukają winnego. - My nie szukamy winnego, my wiemy, kto zawinił - przekonuje Michał. - Tylko teraz chcemy to udowodnić. Proszę zrozumieć, gdybym nie dochodził tego, co się stało i kto jest winny, to straciłbym do siebie szacunek. Jestem to winny Mateuszowi...

Oboje, choć od wydarzeń minęło 7 miesięcy, nie mogą dojść do siebie. Oboje są pod opieką psychiatry, zażywają leki, które umożliwiają im w miarę normalne funkcjonowanie. Trudność sprawia im wejście do dziecięcego pokoju, który z taką radością urządzali dla syna. Ewelina omija szeroko budynek szpitala. Kiedyś, gdy z sosnowieckiego Urzędu Miasta wychodzili akurat radni, dostała ataku paniki... Jednym z radnych jest ordynator Ornowski.

- Podczas gdy my codziennie przeżywamy piekło, człowiek, który zlekceważył stan mojej ciężarnej żony, normalnie leczy - nie może zrozumieć Michał.

Oficjalne stanowisko

Lekarz, którego Bednarscy obwiniają, poproszony o komentarz, odsyła nas do dyrektora szpitala. Dyrekcja decyduje się odpowiedzieć na piśmie. Deklaruje wolę obiektywnego wyjaśnienia wszelkich okoliczności sprawy, obiecuje poinformowanie konsultanta w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz składa rodzicom kondolencje. Jak do tej pory, lekarz, którego obwiniają Bednarscy, dostał jedynie służbową naganę.

- Mamy świadomość, że nagłaśniając sprawę, ratujemy jakieś inne dziecko. Może lekarze, wzięci na celownik, zrobią następnej matce badania, które powinni zrobić. Potraktują ją jak człowieka, a nie jak numerek w statystyce - dodaje Ewelina.

Kilka dni później dzwonią z informacją, że skontaktowała się z nimi nieznajoma kobieta, niedawna pacjentka tego samego oddziału: - Powiedzieli, że mam iść do domu. Wtedy przypomniałam sobie o was i krzykiem wymogłam badania. Jak na nie popatrzyli, pozwolili mi rodzić. Dziecko żyje.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rodzicu, w przerwie świątecznej #niezagubdzieckawsieci

2019-12-20 09:10

[ TEMATY ]

dzieci

porady

rodzice

pixabay.com

W okresie świątecznym, wolnym od szkoły, dzieci i młodzież dużo chętniej niż przy stole, spędzają czas ze smartfonami, tabletami i przed komputerami. Warto, abyśmy podczas świątecznych obowiązków pamiętali o bezpieczeństwie dzieci online.

- Nasze dzieci żyją równocześnie w dwóch światach. Tym fizycznym i tym wirtualnym. Offline i online. Oba są dla nich naturalne i oba są ważne. W obu potrzebują naszej troski - mówi minister cyfryzacji Marek Zagórski.

Zainteresuj się

„Nie zagub dziecka w sieci” to kampania edukacyjno-informacyjna, którą od kilku miesięcy prowadzimy wraz z NASK. Przypominamy rodzicom, że ich dzieciaki potrzebują przewodnika także w sieci. Podpowiadamy jak mądrze towarzyszyć młodym ludziom w internecie.

- Jako rodzice stajemy dziś przed nowymi wyzwaniami i sytuacjami, przed którymi musimy chronić nasze dzieci. Dostęp do technologii cyfrowych to codzienność niemal każdego młodego człowieka. Nie powstrzymamy tego. Tym bardziej, że internet ma wiele zalet: pomaga w nauce, w nawiązywaniu relacji z rówieśnikami, w ciekawym spędzaniu czasu. Jednak, aby dzieci mogły w pełni korzystać z jego potencjału, dorośli powinni zadbać o ich bezpieczeństwo w sieci – przypomina minister cyfryzacji Marek Zagórski. - Nasza kampania jest po to, by im w tym pomóc – dodaje szef MC.

Jakie więc rady mamy dla rodziców na czas przerwy świątecznej, którą wiele dzieciaków ma zamiar spędzić online?

Po pierwsze – możliwie najwięcej czasu spędźcie razem, poza siecią. Druga - zainteresujcie się tym, co Wasze córki lub synowie robią w internecie.

- Jak dowodzą nasze badania rodzice mają złudne poczucie kontroli - mówi Anna Borkowska, psycholog z Akademii NASK. - Co więcej, duża część młodych ludzi porusza się w wirtualnym świecie samodzielnie i też samodzielnie zmaga się z cyfrowymi zagrożeniami. Zdecydowana większość rodziców nie dowiaduje się o niebezpiecznych sytuacjach, których doświadczają ich dzieci w internecie – dodała ekspertka.

Ustalcie zasady

Kolejna rada – wspólnie z dzieckiem ustalcie zasady korzystania z Internetu. Dostosujcie je do wieku dziecka.

- Małe dzieci powinny korzystać z Internetu tylko pod czujną opieką dorosłych. Ważne, aby rodzice dbali o dobór stron, które dzieci mogą odwiedzać i zwracali uwagę na to, aby dziecko miało kontakt z pozytywnymi i rozwijającymi treściami. Równie istotny jest czas spędzany przy komputerze lub tablecie – 30 minut to dla przedszkolaka naprawdę długo, a dzieci do dwóch lat w ogóle nie powinny mieć kontaktu z ekranem – mówi Marta Witkowska z Akademii NASK.

Starsze dzieci często już samodzielnie korzystają z Internetu – nie tylko w domu, ale też w szkole lub u kolegi czy koleżanki. Dlatego ważne, aby rodzic:

· rozmawiał z dzieckiem o tym, jak spędza czas w sieci i co go/ją tam spotyka,

· uczył ograniczonego zaufania do treści i osób, jakie dziecko napotyka online,

· uczulał na kwestie związane z ochroną prywatności (dzieci nie powinny samodzielnie publikować treści w Internecie),

· czuwał nad kontaktami, jakie dzieci mogą nawiązywać za pomocą np. komunikatorów.

Pamiętajmy również o ustaleniu limitu czasu korzystania z sieci. A co zrobić, jeśli widzicie, że Wasze dzieciaki zdecydowanie za dużo spędzają online, a Wasze prośby nic nie dają?

Prośby, a nie groźby

- Niekończące się próby odciągnięcia dziecka od ekranu potrafią wzbudzić irytację i poczucie bezradności w każdym rodzicu. Mimo to postarajmy się jednak nie krytykować dziecka za każdym razem, kiedy widzimy je z telefonem w ręku lub przed komputerem – mówi Anna Borkowska z Akademii NASK. - Powtarzające się uwagi i wyrzuty szybko przestaną wywoływać pożądaną reakcję, a nasze dziecko utwierdzi się w przekonaniu, że krytykujemy je przez cały czas, niezależnie od tego, co robi. Osiągniemy efekt odwrotny od zamierzonego – dziecko zacznie przed nami ukrywać rzeczywisty czas spędzony online – dodaje ekspertka.

W związku z tym - nie powtarzajmy stale gróźb i zakazów. Nie róbmy tego w emocjach. Tym, co naprawdę działa, są konsekwencje - wprowadzone po namyśle i analizie sytuacji.

- Straszenie dziecka tym, że np. odłączymy mu WiFi, zabierzemy sprzęt, zablokujemy dostęp, itp. wywoła jedynie poczucie krzywdy i niesprawiedliwego potraktowania i w efekcie nasili jego opór. To, do czego dążymy, to wywołanie w dziecku refleksji nad własnym zachowaniem. To nie będzie łatwe, jeśli dziecko będzie widziało w nas wroga – radzi Anna Borkowska.

Co jeszcze możemy zrobić, by nie zagubić dziecka w sieci? Stosować kontrolę rodzicielską. Co to takiego i jak mądrze z niej korzystać?

- Przede wszystkim myśląc „kontrola rodzicielska” nie koncentrujmy się jedynie na technicznych rozwiązaniach, które pomogą limitować dzieciom czas spędzany online, czy blokować niechciane, szkodliwe treści. Takie rozwiązania są bardzo ważne, ale stanowią jedynie połowę sukcesu – mówi Marta Witkowska z Akademii NASK. - Druga połowa to towarzyszenie dziecku podczas odkrywania świata Internetu i rozmawianie o jego doświadczeniach w sieci – dodaje ekspertka.

Więcej porad i informacji dla rodziców znajdziecie na stronie naszej kampanii Zobacz

Wesołych, rodzinnych świąt!

CZYTAJ DALEJ

Biskupi Europy o Auschwitz: Nie dla antysemityzmu i manipulowania prawdą dla polityki

2020-01-25 09:28

[ TEMATY ]

Oświęcim

Auschwitz

antysemityzm

Wikipedia/Bibi595

Brama wjazdowa do obozu Auschwitz-Birkenau

Nie możemy pozwolić, aby prawda była ignorowana lub manipulowana dla doraźnych potrzeb politycznych – czytamy w oświadczeniu, które – w imieniu biskupów Europy – wydało Prezydium Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE) oraz Przewodniczący Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (ComECE).

Biskupi Europy wskazują, że choć upływa 75 lat od wyzwolenia Auschwitz-Birkenau, miejsce to nadal przejmuje trwogą. Przypominają, że był to największy niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady, założony w 1940 roku na okupowanych ziemiach polskich.

„W tę rocznicę apelujemy do współczesnego świata o pojednanie i pokój, o poszanowanie prawa każdego narodu do istnienia oraz do wolności, niepodległości i zachowania własnej kultury. Nie możemy pozwolić, aby prawda była ignorowana lub manipulowana dla doraźnych potrzeb politycznych - czytamy w oświadczeniu.

Biskupi zwracają uwagę, że ten apel jest niezmiernie ważny, bowiem, jak zaznaczają, mimo dramatycznych doświadczeń przeszłości w świecie nadal mają miejsce "okrutne wojny, przypadki ludobójstwa, prześladowania, różne formy fanatyzmu, mimo iż historia uczy nas, że przemoc nigdy nie prowadzi do pokoju, lecz sprawia kolejną przemoc i śmierć”.

Biskupi podkreślają, że Auschwitz stał się symbolem wszystkich niemieckich obozów koncentracyjnych i wszystkich tego rodzaju miejsc zagłady. „To jakby szczyt nienawiści do człowieka, która zebrała swoje śmiertelne żniwo w XX wieku" - czytamy w oświadczeniu.

Biskupi zaapelowali, by 27 stycznia o godzinie 15.00, czyli w godzinie wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, zapalić świecę i pomodlić się za ludzi pomordowanych w obozach zagłady z wszystkich narodowości i wyznań oraz za ich bliskich.

Publikujemy treść Oświadczenia Prezydium Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

i Przewodniczącego Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE)

w 75. rocznicę wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu zagłady Auschwitz-Birkenau

Upływa 75 lat od wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau (27.01.1945), a miejsce to nadal przejmuje trwogą.

1. Auschwitz-Birkenau to był największy nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady, założony w 1940 roku na okupowanych ziemiach polskich. Założony dla Polaków (Auschwitz), został znacznie rozbudowany na terenie sąsiedniej Brzezinki (Auschwitz-Birkenau) i w latach 1942-1945, w ramach programu „ostatecznego rozwiązania” (Endlösung), stał się miejscem masowej zagłady ludności żydowskiej. W KL Auschwitz-Birkenau niemieccy narodowi socjaliści zamordowali ponad milion Żydów, dziesiątki tysięcy Polaków (około 75 000) oraz Romów (21 000), Rosjan (15 000) i kilkanaście tysięcy więźniów innych narodowości. Ze względu na ogrom ofiar żydowskich jest to największe miejsce zagłady Żydów i największe na świecie miejsce masowego ludobójstwa.

Auschwitz stał się symbolem wszystkich niemieckich obozów koncentracyjnych, a nawet wszystkich tego rodzaju miejsc zagłady. To jakby szczyt nienawiści do człowieka, która zebrała swoje śmiertelne żniwo w XX wieku. To tu doprowadzono do ostatecznych granic tezę o zasadniczej nierówności ludzi. Tu naziści przywłaszczyli sobie władzę decydowania, kto jest człowiekiem, a kto nim nie jest. Tu eutanazja spotkała się z eugeniką. Auschwitz-Birkenau stanowi rezultat systemu opartego na ideologii narodowego socjalizmu, która oznaczała deptanie godności człowieka jako obrazu Boga. Dość podobnie postępował również inny totalitaryzm, a mianowicie komunizm, który także zebrał wielomilionowe śmiertelne żniwo.

2. Były KL Auschwitz-Birkenau jest odwiedzany corocznie przez setki tysięcy osób. Wśród odwiedzających byli również trzej ostatni papieże.

Święty Jan Paweł II nawiedził Auschwitz-Birkenau podczas pierwszej pielgrzymki do Polski (7.06.1979). Na terenie Auschwitz I przekroczył w skupieniu bramę obozową z napisem „Arbeit macht frei”, nawiedził celę śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego i modlił się na dziedzińcu bloku nr 11, na którym rozstrzeliwano więźniów. Następnie udał się do Brzezinki, gdzie sprawował Mszę Świętą i w homilii powiedział: „Zatrzymam się wraz z wami, drodzy uczestnicy tego spotkania, na chwilę przy tablicy z napisem w języku hebrajskim. Napis ten wywołuje wspomnienie narodu, którego synów i córki przeznaczono na całkowitą eksterminację. Naród ten początek swój bierze od Abrahama, który ‘jest ojcem wiary naszej’ (por. Rz 4,12), jak się wyraził Paweł z Tarsu. Ten to naród, który otrzymał od Boga Jahwe przykazanie «Nie zabijaj», w szczególnej mierze doświadczył na sobie zabijania. […] Nigdy jeden naród nie może się rozwijać kosztem drugiego, nie może rozwijać się za cenę drugiego, za cenę jego uzależnienia, podboju, zniewolenia, za cenę jego eksploatacji, za cenę jego śmierci”.

Papież Benedykt XVI przeszedł samotnie przez bramę obozową (28.05.2006) podczas nabożeństwa przy Międzynarodowym Pomniku Męczeństwa Narodów na terenie Auschwitz-Birkenau wygłosił przemówienie, w którym mówiąc o tragedii narodu żydowskiego, podkreślił: „Tak jak Jan Paweł II przeszedłem przed rzędem tablic, które w różnych językach upamiętniają zamordowanych. Jedną z nich jest tablica z napisem w języku hebrajskim. Władze Trzeciej Rzeszy chciały całkowicie zmiażdżyć naród żydowski; wyeliminować go z grona narodów ziemi. […] W istocie, bezwzględni zbrodniarze unicestwiając ten naród, zamierzali zabić Boga, który powołał Abrahama, a przemawiając na Górze Syjon, ustanowił zasadnicze kryteria postępowania ludzkości, obowiązujące na wieki. […] Wyniszczając Izrael, chcieli w rzeczywistości wyrwać korzenie wiary chrześcijańskiej i zastąpić ją przez siebie stworzoną wiarą w panowanie człowieka – człowieka mocnego. […] Tak, te tablice upamiętniają losy nieprzeliczonych rzesz ludzi. Ci ludzie wstrząsają naszą pamięcią, wstrząsają naszym sercem. Nie chcą wywoływać w nas nienawiści, ale raczej pokazują, jak straszne jest dzieło nienawiści”.

Papież Franciszek podczas wizyty w byłym KL Auschwitz-Birkenau (29.07.2016) szedł śladami obydwu swoich poprzedników. Nie wygłosił żadnego przemówienia, ale jego milcząca obecność była bardzo wymowna. W księdze pamiątkowej Ojciec Święty dokonał wpisu: „Panie miej miłosierdzie nad Twym ludem! Panie przebacz tak wielkie okrucieństwo!”. Swój pobyt zakończył modlitwą przy Pomniku Męczeństwa Narodów.

3. Kilka dni temu Papież Franciszek zaapelował: „Rocznica niewymownego okrucieństwa, którą ludzkość odkryła 75 lat temu, wzywa nas do zatrzymania się, aby zamilknąć i powrócić do pamięci. Potrzebujemy tego, aby nie stać się obojętnymi” (Przemówienie do delegacji Centrum Szymona Wiesenthala, 20 stycznia 2020 roku).

Rocznica 75 lat, które upływają od wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau, w duchu słów Papieża Franciszka, zobowiązuje nas do głośnego sprzeciwu wobec wszelkich przejawów deptania godności człowieka: rasizmu, ksenofobii i antysemityzmu. W tę rocznicę apelujemy do współczesnego świata o pojednanie i pokój, o poszanowanie prawa każdego narodu do istnienia oraz do wolności, niepodległości i zachowania własnej kultury. Nie możemy pozwolić, aby prawda była ignorowana lub manipulowana dla doraźnych potrzeb politycznych. Ten apel jest niezmiernie ważny teraz, bo – mimo dramatycznych doświadczeń przeszłości – świat, w którym żyjemy, ciągle podlega nowym zagrożeniom i przejawom przemocy. Nadal mają miejsce okrutne wojny, przypadki ludobójstwa, prześladowania, różne formy fanatyzmu, mimo iż historia uczy nas, że przemoc nigdy nie prowadzi do pokoju, lecz sprawia kolejną przemoc i śmierć.

4. Trzeba przypomnieć, że chociaż po II wojnie światowej pojednanie między narodami wydawało się po ludzku niemożliwe, to jednak – zjednoczeni w miłości do Jezusa Chrystusa – potrafiliśmy przebaczać i prosić o przebaczenie. Świadectwem tego jest list biskupów polskich do biskupów niemieckich z 1965 roku. Doświadczenia z przeszłości uczą, jak ważne i owocne jest budowanie Europy narodów pojednanych i wybaczających sobie nawzajem.

27 stycznia o godzinie 15.00, czyli w godzinie wyzwolenia KL Auschwitz-Birkenau, zapalmy świecę i pomódlmy się za ludzi pomordowanych w obozach zagłady z wszystkich narodowości i wyznań oraz za ich bliskich. Niech nasza modlitwa pogłębi pojednanie i braterstwo, którego przeciwieństwem jest wrogość oraz niszczycielskie konflikty i podsycane nieporozumienia. Niech zwycięża w nas moc miłości Jezusa Chrystusa.

Kard. Angelo BAGNASCO

Przewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

Kard. Jean-Claude HOLLERICH

Przewodniczący Komisji Episkopatów Wspólnoty Europejskiej (COMECE)

Kard. Vincent NICHOLS

Wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

Abp Stanisław GĄDECKI

Wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE)

Genewa, Bruksela, Londyn, Warszawa, 25 stycznia 2020 r.

CZYTAJ DALEJ

Sandomierz: uroczystość ku czci św. Tomasza z Akwinu

2020-01-25 19:52

[ TEMATY ]

Sandomierz

św. Tomasz z Akwinu

bp Krzysztof Nitkiewicz

pl.wikipedia.pl

Konferencja naukowa z udziałem bp. Krzysztofa Nitkiewicza oraz uroczysta Msza św. pod przewodnictwem bp. Edwarda Frankowskiego złożyły się na uroczystość ku czci św. Tomasza z Akwinu, która odbyła się 25 stycznia w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu.

Podczas konferencji bp Krzysztof Nitkiewicz, mówiąc o geniuszu, jakim św. Tomasz z Akwinu został obdarzony przez Boga, podkreślił jego intelektualną uczciwość, pracowitość oraz otwartość, która nikogo i niczego nie wykluczała a priori. – On miał dobrych mistrzów i sam był mistrzem dla wielu - zauważył biskup.

Zdaniem ordynariusza św. Tomasz uosabia to, co mówił wiele wieków po nim św. John Newman, że formacja uniwersytecka, czy praca naukowa ożywiona wiarą "poszerza umysł", pozwalając osiągnąć prawdziwą dojrzałość.

Hierarcha zachęcał wspólnotę Wyższego Seminarium Duchownego do kroczenia tą drogą, gdyż kapłan jest posłany do wszystkich i musi wypełniać swoją posługę w różnorodnych, szybko zmieniających się okolicznościach.

Ks. kan. dr Rafał Kułaga, rektor seminarium, wprowadzając zebranych w tematykę wykładu, mówiąc o przeżywanym w tym roku jubileuszu 200-lecia sandomierskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

Ks. prof. dr hab. Stanisław Hałas, SJC w swym referacie pt. „Jubileusz w tradycji biblijnej”, zwrócił uwagę na to, że papieże, którzy ogłaszali ostatnie lata jubileuszowe powoływali się na dawną tradycję biblijną.

- Chodzi o papieża Franciszka, który ogłosił nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia w 2016 r., ale pamiętamy także Wielki Jubileusz Roku 2000 ogłoszony przez św. Jana Pawła II. W tradycji biblijnej jest to tekst z Księgi Kapłańskiej, który mówi o przeżywaniu jubileuszu co 50 lat. Związany on jest z darowaniem długów i powrotem do pierwotnej własności. Gdy chodzi o Nowy Testament to Pan Jezus powołując się na tekst Księgi Izajasza traktował swoje życie jako taki nadzwyczajny rok jubileuszowy. W Kościele pierwszy rok jubileuszowy ogłoszono w 1300 roku – mówił prelegent.

Konferencję poprzedziła Msza św. w kościele seminaryjnym, której przewodniczył biskup pomocniczy senior Edward Frankowski. Koncelebrowali ją kapłani pracujący w seminarium i kurii, księża dziekani i neoprezbiterzy.

We wspólnej modlitwie wzięli również udział przedstawiciele władz Ostrowca Świętokrzyskiego, Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Politechniki Świętokrzyskiej, Stowarzyszenia Przyjaciół WSD, a także siostry zakonne i klerycy.

Tradycja uroczystości i spotkań naukowych w sandomierskim seminarium z okazji wspomnienia św. Tomasza z Akwinu, pielęgnowana jest od wielu lat. W tym roku miała ona szczególny charakter, gdyż WSD przeżywa 200-lecie istnienia.

Św. Tomasz z Akwinu żył w latach 1225-1274 i stworzył zwarty system nauki filozoficznej i teologii katolickiej, zwany tomizmem. Wywarł on głęboki wpływ na ukierunkowanie zachodniej myśli chrześcijańskiej. Spuścizna literacka świętego jest bardzo bogata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję