Reklama

Lekarze na końcu świata

2013-08-05 13:36

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 32/2013, str. 38-39

Archiwum Duszpasterstwa Lekarzy w Krakowie

Dla uczestników tej wyprawy, lekarzy krakowskich, była to podróż życia, łącząca przeżycia o charakterze podróżniczo-kulturowym z pogłębioną duchowością. W jej centrum były Msze św. przeżywane pod gołym niebem w niezwykłych miejscach Ameryki Łacińskiej

Z różnych form duszpasterstwa lekarze krakowscy szczególnie upodobali sobie właśnie pielgrzymowanie. Byli już w Meksyku, Chinach, Indiach, Nepalu, Australii, Nowej Zelandii, na Kubie. Przemierzyli Europę, odwiedzając wszystkie europejskie sanktuaria, dotarli na Bliski Wschód, zwiedzili Egipt, Turcję i przybyli do Ziemi Świętej, dwukrotnie.

Biuro podróży Oko-Reisen

- Z tej grupy wiele osób, „w abonamencie” bierze wszystko. Jadą na każdą pielgrzymkę. Wspaniała wspólnota. W najbliższym, aktywnym kręgu duszpasterstwa jest około 500 osób - mówi duszpasterz krakowskiego środowiska lekarskiego ks. dr hab. Dariusz Oko. - Lekarze to ludzie bardzo zapracowani. Jeżeli ze stu biur podróży wybierają urlop z „Oko-Reisen” (śmiech), to widzą w tym szczególne wartości: wypoczynek połączony z przeżyciem duchowym. Żartują nawet: „Z firmą «Oko» zajdziesz wysoko” (śmiech) - dodaje. Dewizą duszpasterza jest łączenie niemieckiej solidności z polską fantazją, co wynika z doświadczeń w niemieckim duszpasterstwie, w którym ks. Oko w czasie studiów i wakacyjnych zastępstw spędził około 7 lat.

W tym roku pielgrzymkę lekarzy do Ameryki Południowej poprowadził znawca tego regionu świata, lekarz, podróżnik i dyplomata prof. Zdzisław Jan Ryn. - Ksiądz Dariusz użył mnie jak haczyka na ryby - śmieje się prof. Ryn. - Zupełnie niepotrzebnie, bo akces do pielgrzymowania zgłosiły 73 osoby i musieliśmy wynająć drugi autokar.

Reklama

- Pielgrzymowałem z lekarzami 23. raz, dla prof. Ryna była to 58. podróż do Ameryki Łacińskiej - mówi ks. Oko. - Był najważniejszą osobą. Stary profesor - ocean wiedzy z wielu dziedzin.

Domeyko naszych czasów

Spotykamy się w niewielkiej salce wykładowej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie, gdzie zatrudniony jest duszpasterz lekarzy i gdzie tuż obok znajduje się papieskie okno. Postać bł. Jana Pawła II jeszcze niejeden raz zostanie przywołana w naszej rozmowie. Latynosi pokochali papieża z Polski. Do dziś jego wizerunki znajdują się w najważniejszych miejscach tego kontynentu.

Lekarze wybrali lekarza-podróżnika do prowadzenia po Chile, Argentynie i Urugwaju niebezpodstawnie. Profesor jest najlepszym specjalistą od Ameryki Południowej w Polsce. Człowiekiem zakochanym w Ameryce Łacińskiej - spędził w niej 14 lat, w tym 6 lat jako ambasador RP w Chile, Boliwii i Argentynie. - Pielgrzymowanie z Panem Profesorem to uczta duchowa. To nie tylko znawca Ameryki Łacińskiej i jej miłośnik, ale także wielki patriota, znany na tym kontynencie. Przed nim otwierały się drzwi wielu instytucji zamkniętych dla obcokrajowców - mówi ks. Oko. Duszpasterz lekarzy przypomniał monumentalne dzieło prof. Ryna poświęcone patriocie dwu ojczyzn: Polski i Chile - Ignacemu Domeyce. - Wkład Profesora w przygotowania procesu beatyfikacyjnego Ignacego Domeyki budzi podziw. Jego zaangażowanie w tworzenie pomostów między Polską a Ameryką Łacińską pozwala go nazywać „Domeyką naszych czasów” -podkreśla duszpasterz.

Pielgrzymka jako terapia

Lekarze tak jak intensywnie pracują, tak też chcą odpoczywać. Bogaty program pielgrzymki powoduje, że zapominają o troskach dnia codziennego, po prostu nie mają czasu o nich myśleć. - Na pielgrzymkach poznajemy zwykle to, co najpiękniejsze w naturze (piękno Stworzenia), najpiękniejsze w kulturze (dzieła i dzieje człowieka) i najpiękniejsze w wierze (doświadczenie religijne, modlitwa, sanktuaria i święci). To pozwala spojrzeć na swoje życie we właściwej perspektywie i we właściwych proporcjach, zrozumieć, co jest w nim piękne i wartościowe, a co trzeba skorygować.

Dla wielu pielgrzymka staje się terapią i rozwojem ducha. Ludzie dostrzegają między innymi, że ciemne strony to tylko niewielka cząstka tego, co ważne. Regenerują się duchowo. Promienieją. Stają się bardziej religijni i bardziej radośni. Dlatego też chętnie wracają na kolejne pielgrzymki. Ks. Oko stwierdza: - Dla mnie, księdza, to też cudowne przeżycie, duchowy odpoczynek. Jestem wśród ludzi głęboko wierzących. Nie muszę nikogo specjalnie przekonywać, z nikim walczyć. Oczywiście, dyskutujemy, nawet ostro, ale jest w nas jeden wspólny duch - podkreśla. - Pielgrzymi są zachęcani, aby rozwijać i pokazywać przede wszystkim najpiękniejsze strony swojej osobowości. Tak tworzy się wspaniała chrześcijańska wspólnota, jakby przedsmak nieba.

Pielgrzymki to rekolekcje w drodze, swoisty klasztor na kółkach. Podczas często długich przejazdów autobusami pielgrzymi modlą się, słuchają konferencji i oglądaja filmy religijne. Łącznie z Eucharystią daje to zazwyczaj kilka godzin modlitwy i ćwiczeń duchowych dziennie. Lekarze ubogacają się wiarą innych, przeżywają liturgię razem z ludnością tubylczą. - Msze św. i nabożeństwa w odległych zakątkach świata to doświadczenie Kościoła powszechnego z jego bogactwem kultur - podsumowuje ks. Oko. - Odczuwamy jedność w różnorodności. Jesteśmy najbardziej globalną religią. Wszędzie są katolicy, a szczególnie w Ameryce Południowej, gdzie jest największe skupisko katolików na świecie. Lepiej rozumiemy naszą wiarę, gdy widzimy, jak jest przeżywana w innych kulturach. U Latynosów to przeżywanie wiary jest szczególnie żywiołowe, spontaniczne, radosne - dodaje.

Aura pielgrzymki daje asumpt do pogłębiania życia duchowego, przynosi trwałe owoce. Po powrocie lekarze zaczynają uczestniczyć w rekolekcjach i spotkaniach formacyjnych przy kościele Felicjanek przy ul. Smoleńsk 6, gdzie mają swoje centrum duszpasterskie. To tradycja od czasów ks. Wojtyły, który zainicjował te spotkania. Dziś przychodzą na nie lekarze, którzy byli wówczas młodymi ludźmi. Kolejnymi duszpasterzami lekarzy krakowskich byli ks. Franciszek Macharski, późniejszy kardynał, ks. prof. Adam Kubiś, ks. prof. Edward Staniek, ks. dr Wacław Gubała; obecnie funkcję tę pełni ks. Dariusz Oko. To najliczniejsze i najprężniejsze duszpasterstwo lekarzy w Polsce. No cóż, gdy ma się takiego ojca - bł. Jana Pawła...

Duszpasterstwo

Ks. Oko uważa się za szczęściarza, że może pracować z lekarzami. - To środowisko jest mi bliskie także z osobistych powodów. Większość mojej rodziny to lekarze. W czasie spotkań rodzinnych żartujemy, że możemy założyć klinikę „OKO”. Ludzie mają często fałszywe wyobrażenie o życiu i pracy lekarzy. A ja wiem z autopsji, ile trzeba włożyć wysiłku od najmłodszych lat, by zostać lekarzem. To są ludzie o dużych zdolnościach i wielkiej pracowitości.

Duszpasterstwo lekarzy krakowskich tworzyła razem z ks. Karolem Wojtyłą dr Wanda Półtawska. Ks. Dariusz uważa ją za osobę świętą. - Można by ją beatyfikować. Miała heroiczne życie i wykazywała się heroiczną postawą - mówi duszpasterz. Dr Półtawska była jednym z najbliższych przyjaciół kard. Karola Wojtyły. W czasie obrad Soboru Watykańskiego II Ksiądz Kardynał napisał do o. Pio list z prośbą o uzdrowienie z choroby nowotworowej jego przyjaciółki, krakowskiej lekarki, matki czwórki dzieci. Po wielu latach lekarka ta stała się świadkiem świętości Jana Pawła II w jego procesie beatyfikacyjnym. - Dr Półtawska była centrum i filarem tego duszpasterstwa - mówi ks. Oko. - To, że od 16 lat jestem duszpasterzem krakowskich lekarzy, poczytuję sobie za zaszczyt. Broniłem się przed tą funkcją. Bałem się obowiązków i odpowiedzialności. Teraz uważam za wielką łaskę pracować z tyloma wspaniałymi ludźmi.

W ojczyźnie kondora

Ze względu na bogactwo Ameryki Południowej krakowskie środowisko lekarskie poznawanie kontynentu podzieliło na wiele etapów. Poprzednio w kolejnych wyjazdach poznawali Meksyk, Brazylię i Kubę. W tym roku pokonywali szlaki Argentyny, Chile i Urugwaju. W przyszłym roku prof. Ryn, ks. Oko i ks. Tadeusz Rostworowski SJ, który przyleciał do pielgrzymów aż z Australii, udadzą się z lekarzami do Boliwii i Peru. Zawitają też na Wyspę Wielkanocną. Już zgłosiło się 50 osób.

Pielgrzymom zaproponowano program „bez wytchnienia”. Zobaczyli dziką część przyrody magicznej Patagonii, położonej na terenie Argentyny i Chile. Mszę św. przeżyli u czoła jednego z najpiękniejszych lodowców świata Perito Moreno w Andach. W czasie modlitwy poczuli się jak na biblijnej skale. Patagoński wiatr porywał naczynia liturgiczne. Podobnie było nad Fiordem Ostatniej Nadziei. Huragan utrudniał nawet utrzymanie się na nogach. W Ziemi Ognistej dotarli do najbardziej odległego miasta na kuli ziemskiej Ushuaia - stolicy Ziemi Ognistej. - Pielgrzymi głęboko przeżywali fascynujące krajobrazy - mówi prof. Ryn. - Piękno natury to jeden z ważnych dowodów na istnienie Boga. Domeyko wchodził na andyjskie szczyty, ustawiał kompas w kierunki Polski i Litwy, klękał na szczycie i modlił się, tęskniąc za ojczyzną. Jan Paweł II zachwycał się pięknem Andów, które oglądał z samolotu w podróży do Chile. Jako jedyny z papieży z portu Valparaiso skierował telewizyjne przesłanie do mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, a z Puerto Montt do pracujących na... Antarktydzie.

Pielgrzymi

Wielu udaje się na pielgrzymkę z marszu. Jeszcze pełni zobowiązań i rozpoczętych prac. Często podróżują ze współmałżonkami. Ściągają z całego świata. Do Santiago de Chile oprócz wspomnianego ks. Rostworowskiego, towarzyszącego pielgrzymom już w pielgrzymce do Chin, doleciało małżeństwo Polonusów z Nowego Jorku, lekarka ze Szwecji, lekarka z Australii, wolontariuszka z Valparaiso. Ta ostatnia prowadzi dom dla dzieci. W domu przeciekał dach, więc lekarze spontanicznie zrobili zbiórkę. - Dziś dostałem od niej mailem informację ze zdjęciami, że dach już wymieniony - mówi prof. Ryn. - A ks. Rostworowski przysłał wiadomość, że rozpoczął w Australii cotygodniowy cykl audycji radiowych o Domeyce na podstawie książek, które mu dostarczyłem. I to są owoce pielgrzymki - dodaje z uśmiechem.

Chile

Prof. Ryn stara się podtrzymywać tradycyjną sympatię Chilijczyków do Polaków, którą zaszczepił Ignacy Domeyko. Ta sympatia i uznanie dla cudzoziemca, który wybrał Chile jako adopcyjną ojczyznę, przetrwała do dzisiaj. Domeyko oddał jej swoją wiedzę i miłość, przez 17 lat był rektorem Uniwersytetu Chilijskiego, został Obywatelem Honorowym tego kraju. Prof. Ryn mówi Polakom wyjeżdżającym do Chile: „Nie zepsujcie tej opinii!”. Kredyt zaufania owocuje tym, że wystarczy się przyznać do polskości, a otwierają się serca Chilijczyków. Tam jest ogromny potencjał współpracy z Polonią. Prof. Ryn był inicjatorem utworzenia Zjednoczenia Polskiego w Chile im. I. Domeyki i wspierał zjednoczenie organizacji polonijnych w Ameryce Łacińskiej - USOPAŁ. W czasie misji dyplomatycznej w Chile doprowadził do podpisania umowy na budowę w Stoczni Szczecińskiej 26 kontenerowców dla armatora chilijskiego za około miliard dolarów. Dzięki temu tysiące polskich rodzin przez lata miały pracę i chleb. Co roku w Chile osiedla się kilka polskich rodzin, skuszonych opinią rozwiniętego gospodarczo kraju. Łatwo tu o pracę, łatwo uzyskać zgodę na osiedlenie. - Może lepiej pracować jako informatyk w Chile niż na zmywaku w Londynie - komentuje te fakty ks. Oko.

- Widzę ogromną szansę na współpracę gospodarczą z Chile. Takie nadzieje daje KGHM-Miedź Polska, która wykupiła tam tereny pod kopalnie miedzi. Po Stoczni Szczecińskiej to kolejny wielki projekt polsko-chilijski - mówi prof. Ryn. - Rada Nadzorcza KGHM-u zainteresowana jest również odkupieniem domu Ignacego Domeyki w Santiago z przeznaczeniem na polską placówkę naukowo-badawczą. Trwają rozmowy ze spadkobiercami Domeyki - dodaje.

Pielgrzymi zwiedzili duży dom Domeyki, a w salonie, gdzie kiedyś Domeyko miał prywatną kaplicę i gdzie jego syn ks. Hernán odprawiał Mszę św., teraz oni sami przeżywali polską Mszę św. Uczestniczyli w niej także potomkowie Domeyki oraz Polonusi z prezesem Zjednoczenia Polskiego inż. Andrzejem Zabłockim.

Latynosi kochają Jana Pawła II

Ameryka Łacińska to katolicki kontynent. Mieszka tu połowa światowej populacji katolików. Nic dziwnego, że już w czasie poprzedniego konklawe Latynosi modlili się o „swojego” papieża. W tę modlitwę w tym roku włączyli się również polscy pielgrzymi. Tak gorliwie, że na stolicy Piotrowej zasiadł papież Franciszek - kard. Bergolio z Argentyny. Sam kraj jest najbardziej europejskim krajem Ameryki Południowej. Mieszka tu niewielu Indian. Nie ma widocznych dzielnic biedy, zwanych fawelami.

Latynosi kochają polskiego papieża. Ameryka Łacińska była celem jego pierwszej podróży duszpasterskiej. To właśnie on kanonizował pierwszą chilijską świętą - karmelitankę Teresę z Los Andes. Latynosi stawiają mu pomniki (zwykle po kilka w każdym kraju), jego imieniem nazywają ulice, place i aule uniwersyteckie. W najbardziej prestiżowym miejscu stolicy Argentyny Buenos Aires, u stóp Biblioteki Narodowej, znajduje się pomnik Jana Pawła II ufundowany przez prezesa USOPAŁ-u Jana Kobylańskiego. W narodowym sanktuarium Argentyny - w Lujan widnieje tablica upamiętniająca wizytę Jana Pawła II. Podobna tablica umieszczona została na katedrze w La Serenie. W stolicy Urugwaju - Montevideo pomnik Jana Pawła II postawiono przy skrzyżowaniu głównych alei miasta. - W bardzo wielu kościołach Ameryki Płd. znajdują się ślady polskiego papieża - mówi prof. Ryn. Wizyta pielgrzymów z Polski w Santiago de Chile nie mogła się także obyć bez wyjścia na wzgórze św. Krzysztofa, gdzie znajduje się monumentalna figura Virgen del Carmen - najbardziej czczona figura Matki Bożej. Wewnątrz figury znajduje się kaplica, a w niej Pismo Święte ogromnych rozmiarów, podarowane przez Jana Pawła II.

Msze pod gołym niebem

- Odprawiałem je w czasie obozów wędrownych i kajakowych duszpasterstwa akademickiego na Pomorzu i Mazurach. Teraz kontynuuję w pielgrzymkach z lekarzami - mówi ks. Oko. Pielgrzymi uczestniczyli w takich „Mszach kosmicznych” - jak je nazywają - w najpiękniejszych miejscach świata: na brzegach oceanu, w górach. Na Wyspie Wielkanocnej planują Mszę św. w kraterze wulkanu. Msza św. w naturze odczuwana jest jak na ołtarzu świata. Ołtarz przygotowuje sam Pan Bóg. Drzewa tworzą kolumny, a niebo jest jak sklepienie katedry, skały i góry jak ściana ołtarzowa. - Czujemy się jak na Górze Przemienienia, w największym pięknie stworzenia zgromadzeni wokół Piękna Najwyższego - Chrystusa w Eucharystii mówi duszpasterz lekarzy. - Łatwiej nam przyznać, że Bóg istnieje, skoro takie piękno stworzył. Łatwiej wierzyć, że Eucharystia jest Jego największym darem. Takie Eucharystie trudno nam kończyć, podobnie jak uczniom trudno było odchodzić z góry Tabor. Jednak ważne jest tu stopniowanie, nabywanie doświadczenia - podkreśla ks. Oko. - Zanim popłynie się na Amazonką i Rio Negro w Brazylii, dobrze jest najpierw popływać Krutynią, Drawą i Brdą.

Polonia

Ważny jest też patriotyczny akcent pielgrzymek. - Jak grupa przemierzała główny deptak stolicy Chile z polską flagą z napisem „Polska”, to Chilijczycy zatrzymywali się i bili brawa - mówi ks. Oko. Największą Polonię mamy w Brazylii - 2,5 miliona osób przyznaje się do polskich korzeni, 350-400 tys. Polaków żyje w Argentynie, w Chile mieszka ok. 300 rodzin. Polacy odcisnęli piętno na kulturze i gospodarce wielu krajów Ameryki Łacińskiej. Przykład Domeyki nie jest jedyny. Wielu Polaków włącza się w działalność polonijną. Jednym z nich jest Jan Kobylański, założyciel i wieloletni prezes USOPAŁ-u, mecenas wielu ośrodków i zespołów polonijnych, fundator tablic upamiętniających patriotyzm Polaków i pomników bł. Jana Pawła II, a także stypendiów dla polskich studentów. - W związku ze sprawą Kobylańskiego, byłego więźnia obozów koncentracyjnych, w sposób haniebny potraktowanego przez rząd polski, wraz z wielu działaczami polonijnym i ja znalazłem się na czarnej liście ministra Spraw Zagranicznych: nie mam wstępu do ambasad polskich - mówi prof. Ryn.

Podróż życia

- Wiele osób, które do mnie telefonowały po pielgrzymce, mówiło, że była to dla nich najpiękniejsza podróż życia. I trudno się dziwić - mówi prof. Ryn. - Ameryka Południowa to niepowtarzalny krajobraz, niemożliwy do porównania z jakąkolwiek inną częścią świata.

- Oczywiście, dalekie podróże, konfrontacje transkulturowe są doświadczeniem środowiska lekarzy także ze względu na jego możliwości materialne - dodaje duszpasterz lekarzy - ale przecież jest wiele innych uprzywilejowanych w tym zakresie osób, które zwiedzają świat z zaniedbaniem wymiaru duchowego, religijnego - podkreśla.

Wsłuchując się w popielgrzymkowe wspomnienia organizatorów wyprawy do Ameryki Południowej, serce rośnie, że są ludzie, którzy w czasie swojego odpoczynku decydują na kilka godzin modlitwy dziennie, choć mają do wyboru setki biur turystycznych z zupełnie świeckim programem, w którym nie ma miejsca na Mszę św. nawet w niedzielę. - Jest to jedna z form przeżywania i pogłębiania wiary, która przynosi wiele dobrych owoców. Jesteśmy za nią bardzo wdzięczni Stwórcy i Dawcy wszelkiego dobra i piękna - taką refleksją kończą nasze spotkanie duszpasterz krakowskich lekarzy i były ambasador RP w krajach Ameryki Łacińskiej.

Zatrzymana rewolucja

2019-12-04 07:07

Bogdan Kędziora
Niedziela Ogólnopolska 49/2019, str. 26-27

Wprowadzenie stanu wojennego nie tylko przerwało pozorowany dialog władzy ze społeczeństwem oraz legalny okres działalności Solidarności, ale było także brutalną próbą powstrzymania rewolucji moralnej, która rozpoczęła się w Polsce w drugiej połowie lat 70. XX wieku

Joseph P.Czarnecki /East News

Kiedy tzw. druga Polska Gierka zaczęła w połowie dekady objawiać swoją brzydką stronę – wyzierające zewsząd kłamstwo, upodlenie z powodu braków na rynku i narastających kolejek, odczuwany wszędzie odór alkoholu, który zalewał kraj i niszczył miliony polskich rodzin, niewyobrażalny bałagan i marnotrawstwo, bezkarność i nieuzasadnione przywileje komunistycznej elity, upowszechniający się oportunizm i życie na niby w niby-Polsce – zaczęła narastać fala krytycznej refleksji. Nie mógł tej frustracji rozładować śmiech przez łzy, towarzyszący oglądaniu filmów Stanisława Barei. W zmęczonych sercach rodziła się głębsza tęsknota ludzi za normalnością, którą rozumiano wtedy jako powrót do prawdy i godnego życia. Najgłębszy fundament pod tę przemianę kładł Kościół w Polsce, zwłaszcza w okresie przygotowań do milenium chrztu, w postaci programu moralnej odnowy i później w nauczaniu prymasa Wyszyńskiego, we wspieranej przez kard. Wojtyłę inicjatywie ruchu oazowego, w rozwoju ruchu pielgrzymkowego i tworzeniu duszpasterstw akademickich. Kościół w ten sposób nie pozwalał usnąć polskim sumieniom, wyrywał z duchowego letargu, któremu zdaje się, że ulegała część społeczeństwa – uwiedziona nadzieją na socjalistyczny raj.

Bo moc to Duch

Jednym z pierwszych zwiastunów rodzącej się nowej energii duchowej było kino moralnego niepokoju, którego autorzy krytycznie opisywali rzeczywistość i stawiali widzom pytania o najbardziej fundamentalne wartości. Równolegle przyszły narodziny zorganizowanej opozycji, która choć do 1980 r. mało liczna, przełamywała strach i pokazywała, że można walczyć z reżimem, że można marzyć o lepszej Polsce. I wtedy niebo pochyliło się nad nami, wybrano na papieża Polaka. Jego pierwsza pielgrzymka do kraju w 1979 r. przeorała nasze myślenie i sumienia. Była zasiewem, który wydał owoce już latem 1980 r. – powstał masowy ruch społeczny Solidarność. Tak rozpoczął się proces odbudowywania podmiotowych praw społeczeństwa, poszerzania marginesu wolności, przywracania godności ludziom pracy i należnego miejsca ludziom wierzącym. Stawialiśmy pierwsze kroki na drodze do prawdziwej Polski, zgodnie z powtarzanym wówczas często hasłem: „Żeby Polska była Polską”. Wydawało się, że tak jak przed 1918 r. wielkie nadzieje Polaków są bliskie zmaterializowania.

Cios w serce

Walkę o powstrzymanie tego duchowego tsunami, które zmieniało Polaków, rozpoczął reżim gen. Jaruzelskiego 13 grudnia 1981 r., mając całkowite poparcie ZSRR. Skończyły się pozory dialogu ze społeczeństwem. Odtąd wojsko, ZOMO i SB miały rozstrzygać wszelkie problemy władzy. Z dnia na dzień brutalnie wróciło kłamstwo, a wszelkie granice przyzwoitości przekraczano w „Dzienniku Telewizyjnym”, podobnie jak czynił to „Goebbels stanu wojennego” – tak prof. Ryszard Bender określił znienawidzonego powszechnie rzecznika rządu Jerzego Urbana.

Zaczęły się masowe aresztowania, brutalnie pacyfikowano wszelkie przejawy oporu, izolowano elitę opozycji, zakneblowano społeczeństwo, zaczęto szczuć ludzi na siebie, łamać sumienia, wreszcie „czyścić” wiele sektorów życia publicznego z osób związanych z Solidarnością. Władza wykorzystała fakt rzucenia społeczeństwa na kolana, by narzucić mu drakońskie podwyżki cen wielu artykułów pierwszej potrzeby, co spowodowało, że codzienne życie stało się koszmarem. Ale co najgorsze – zabrano milionom Polaków nadzieję, zmarnowano gigantyczną energię społeczną. W nastrojach społecznych zaczęły dominować strach i bezsilność oraz marzenia o emigracji.

Światło w mroku

Światło rozpraszające mroki nocy tliło się jedynie w Watykanie, na zachodzie Europy i w polskim Kościele, zwłaszcza na warszawskim Żoliborzu. Jan Paweł II upomniał się w Nowy Rok 1982 o owoce zatrzymanej brutalnie rewolucji moralnej: „W sposób szczególny wypowiadam błogosławieństwo (...) z myślą o mojej ojczyźnie: (...) «Niech cię Pan obdarzy pokojem». (...) Aby nie zostało zmarnowane dziedzictwo tych ostatnich trudnych miesięcy i lat. (...) Ludzie pracy mają prawo do tworzenia samodzielnych związków, których zadaniem jest strzec ich społecznych, rodzinnych oraz indywidualnych praw. (...) Solidarność należy do współczesnego dziedzictwa ludzi pracy w mojej ojczyźnie”. Przywołał Matkę Bożą Częstochowską i powiedział, że składa to dziedzictwo w Jej Sercu na Jasnej Górze, gdy bowiem „wszystkie światła zgasły, to wtedy jeszcze była Święta z Częstochowy, która promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Dlaczego na 600-lecie zgotowano Ci – razem z nami wszystkimi – sytuację stanu wojennego? W kraju, który ma pełne prawo, aby być ojczyzną suwerennego narodu?”.

Ksiądz Jerzy Popiełuszko mówił podczas słynnych Mszy św. za Ojczyznę o wartościach zmiażdżonych gąsienicami czołgów: „Aby pozostać człowiekiem wolnym duchowo, trzeba żyć w prawdzie. Życie w prawdzie to dawanie prawdzie świadectwa na zewnątrz, to przyznanie się do niej i upominanie się o nią w każdej sytuacji. Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą. Na tym polega w zasadzie nasza niewola, że poddajemy się panowaniu kłamstwa, że go nie demaskujemy i nie protestujemy przeciw niemu na co dzień. Nie prostujemy go, milczymy lub udajemy, że w nie wierzymy. Żyjemy wtedy w zakłamaniu.

Odważne świadczenie prawdy jest drogą prowadzącą bezpośrednio do wolności. Człowiek, który daje świadectwo prawdzie, jest człowiekiem wolnym nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia, nawet w obozie czy więzieniu. (...) Zasadniczą sprawą przy wyzwoleniu człowieka i narodu jest przezwyciężenie lęku (...). Przezwyciężamy lęk, gdy godzimy się na cierpienie lub utratę czegoś w imię wyższych wartości. Jeżeli prawda będzie dla nas taką wartością, dla której warto cierpieć, warto ponosić ryzyko, to wtedy przezwyciężymy lęk, który jest bezpośrednią przyczyną naszego zniewolenia. Chrystus wielokrotnie przypominał swoim uczniom: «Nie bójcie się. Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic już więcej uczynić nie mogą» (por. Łk 12, 4)”.

Niedokończona rewolucja

Destrukcyjne skutki stanu wojennego w sferze moralnej dały o sobie znać pod koniec lat 80. XX wieku, kiedy to doszło do politycznego kontraktu części dawnej opozycji z komunistami przy Okrągłym Stole. Jego ustalenia, choć otworzyły drogę do zmian, to jednak rozpoczęły „reglamentowaną rewolucję”, czyli proces transformacji kontrolowany przez dawne komunistyczne elity. Miały one już mało wspólnego z rewolucją moralną rozpoczętą dekadę wcześniej, tym bardziej że wola społeczeństwa wyrażona w wyborach kontraktowych w 1989 r. została przez strony kontraktu zignorowana. W rezultacie Okrągły Stół zakonserwował wiele elementów starego systemu albo zmienił je pozornie, przez co postawił poważne przeszkody w dokończeniu rewolucji rozpoczętej w drugiej połowie lat 70. Stało się tak dlatego, że scenariusz dokończenia tej rewolucji przedstawiony przez Jana Pawła II w czasie pielgrzymki do ojczyzny w 1991 r. zakładał budowanie nowej Polski na Dekalogu, podczas gdy elity III RP budowały ją na zupełnie innym fundamencie. Testament Papieża Polaka z 1991 r. jest nadal aktualny i to od niego zależy nasza przyszłość.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rada UE - Polityka klimatyczna

2019-12-13 19:00

Jadwiga Wiśniewska, Poseł do Parlamentu Europejskiego

Szczyt klimatyczny COP25 w Madrycie miał dokończyć wysiłki COP24 w Katowicach, podczas którego wypracowano zasady wdrażania Porozumienia Paryskiego, tzw. Katowicką Księgę Zasad. Pozostał do uzgodnienia mechanizm rozliczania uprawnień do emisji wynikających z projektów robionych wspólnie przez różne państwa tak, aby zgodnie z Art. 6 Porozumienia Paryskiego nie powodowało to podwójnego rozliczenia tego samego projektu.


Jadwiga Wiśniewska

W Katowicach okazało się to niemożliwe głównie ze względu na opór Brazylii, która ma najwięcej takich uprawnień. Brazylia miała zorganizować COP25, a po jej wycofaniu organizację przejęło Chile. Po wybuchu zamieszek w Santiago organizację szczytu przejęła Hiszpania, ale Chile utrzymało prezydencję. Niestety to zamieszanie odbiło się nie tylko na organizacji, ale również znacząco spowolniło tempo prac. Prawdopodobnie nie uda się uzgodnić zasad działania Art. 6. Delegaci na COP25 zwracają uwagę na zachowanie właściwych proporcji w działaniach w skali globalnej, tak by strony Konwencji Klimatycznej podejmowały działania zgodnie ze swoimi możliwościami.

Drugim głównym zagadnieniem na COP25 jest transfer pieniędzy między państwami rozwiniętymi, a państwami rozwijającymi się. Te ostatnie domagają się więcej pieniędzy od państw rozwiniętych, choć niektóre z nich (jak Arabia Saudyjska) są bogate. A poza tym polityka ta opiera się na założeniu, że państwa rozwinięte emitują więcej, niż rozwijające się. A prawda jest taka, że od kilku lat role odwróciły się.

Prawdziwym problemem okazały się jednak Chiny, które nagle zerwały negocjacje nad poprawą przejrzystości sprawozdawczości. To kluczowa sprawa by ocenić, czy strony faktycznie wywiązują się ze swoich zobowiązań. Gdy wydawało się, że do uzgodnienia pozostają już tylko bardzo techniczne szczegóły, takie jak format składania sprawozdań, delegacja chińska nagle zerwała rozmowy wprowadzając powszechną konsternację. Widać jak na dłoni, że jest problem z wdrożeniem Porozumienia Paryskiego.

Tymczasem Unia Europejska na COP25 tradycyjnie gra rolę prymusa. Frans Timmermans, który oficjalnie reprezentuje UE wraz z prezydencją fińską, chwali się Zielonym Ładem (Green Deal), którego głównym założeniem jest osiągniecie neutralności klimatycznej do 2050 r. , a także zwiększenie celu redukcji emisji na 2030 r. Obawiam się, że Green Deal jest nie tylko sposobem na ratowanie klimatu, ale także na stworzenie rynków dla nowych technologii, których promotorami są głównie państwa zachodnie.

Podczas spotkania z delegacją Parlamentu Europejskiego Fatih Birol, szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej, powiedział że bardzo podoba mu się Green Deal, ale globalnie niczego on nie zmieni. Na innym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że Japonia buduje 22 elektrownie węglowe.

W międzyczasie dobiegł końca Szczyt Rady Europejskiej poświęcony neutralności klimatycznej. Przed Szczytem Premier Mateusz Morawiecki podkreślał: „Nie możemy zgodzić się na taki model transformacji gospodarczej, aby polskie społeczeństwo na tym ucierpiało”.

Twarda postawa Premiera przyniosła efekty. Brukselski szczyt to ogromny sukces Polski. Polska uzyskała zwolnienie z zasady zastosowania polityki neutralności klimatycznej już w 2050 r. Będziemy dochodzić do niej w swoim tempie. Ten wyjątek został wpisany do konkluzji szczytu.

We wnioskach ze szczytu znalazł się również zapis o utworzeniu Funduszu Sprawiedliwej Transformacji z budżetem 100 mld euro, który ma wspomagać proces dochodzenia do neutralności klimatycznej. Znaczna część tego funduszu przypadnie Polsce na sprawiedliwą transformację. Podczas szczytu podjęto również decyzję o przeznaczeniu przez Europejski Bank Inwestycyjny dużych środków na transformację energetyczną, a we wnioskach pojawiło się także bezpośrednie odniesienie do energetyki jądrowej, co wsparła Polska. Dzięki skutecznym zabiegom Premiera Morawieckiego będziemy dochodzić do neutralności klimatycznej w sposób bezpieczny i korzystny gospodarczo.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem