Reklama

Lekarze na końcu świata

2013-08-05 13:36

Anna Cichobłazińska
Niedziela Ogólnopolska 32/2013, str. 38-39

Archiwum Duszpasterstwa Lekarzy w Krakowie

Dla uczestników tej wyprawy, lekarzy krakowskich, była to podróż życia, łącząca przeżycia o charakterze podróżniczo-kulturowym z pogłębioną duchowością. W jej centrum były Msze św. przeżywane pod gołym niebem w niezwykłych miejscach Ameryki Łacińskiej

Z różnych form duszpasterstwa lekarze krakowscy szczególnie upodobali sobie właśnie pielgrzymowanie. Byli już w Meksyku, Chinach, Indiach, Nepalu, Australii, Nowej Zelandii, na Kubie. Przemierzyli Europę, odwiedzając wszystkie europejskie sanktuaria, dotarli na Bliski Wschód, zwiedzili Egipt, Turcję i przybyli do Ziemi Świętej, dwukrotnie.

Biuro podróży Oko-Reisen

- Z tej grupy wiele osób, „w abonamencie” bierze wszystko. Jadą na każdą pielgrzymkę. Wspaniała wspólnota. W najbliższym, aktywnym kręgu duszpasterstwa jest około 500 osób - mówi duszpasterz krakowskiego środowiska lekarskiego ks. dr hab. Dariusz Oko. - Lekarze to ludzie bardzo zapracowani. Jeżeli ze stu biur podróży wybierają urlop z „Oko-Reisen” (śmiech), to widzą w tym szczególne wartości: wypoczynek połączony z przeżyciem duchowym. Żartują nawet: „Z firmą «Oko» zajdziesz wysoko” (śmiech) - dodaje. Dewizą duszpasterza jest łączenie niemieckiej solidności z polską fantazją, co wynika z doświadczeń w niemieckim duszpasterstwie, w którym ks. Oko w czasie studiów i wakacyjnych zastępstw spędził około 7 lat.

W tym roku pielgrzymkę lekarzy do Ameryki Południowej poprowadził znawca tego regionu świata, lekarz, podróżnik i dyplomata prof. Zdzisław Jan Ryn. - Ksiądz Dariusz użył mnie jak haczyka na ryby - śmieje się prof. Ryn. - Zupełnie niepotrzebnie, bo akces do pielgrzymowania zgłosiły 73 osoby i musieliśmy wynająć drugi autokar.

Reklama

- Pielgrzymowałem z lekarzami 23. raz, dla prof. Ryna była to 58. podróż do Ameryki Łacińskiej - mówi ks. Oko. - Był najważniejszą osobą. Stary profesor - ocean wiedzy z wielu dziedzin.

Domeyko naszych czasów

Spotykamy się w niewielkiej salce wykładowej Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II przy ul. Franciszkańskiej w Krakowie, gdzie zatrudniony jest duszpasterz lekarzy i gdzie tuż obok znajduje się papieskie okno. Postać bł. Jana Pawła II jeszcze niejeden raz zostanie przywołana w naszej rozmowie. Latynosi pokochali papieża z Polski. Do dziś jego wizerunki znajdują się w najważniejszych miejscach tego kontynentu.

Lekarze wybrali lekarza-podróżnika do prowadzenia po Chile, Argentynie i Urugwaju niebezpodstawnie. Profesor jest najlepszym specjalistą od Ameryki Południowej w Polsce. Człowiekiem zakochanym w Ameryce Łacińskiej - spędził w niej 14 lat, w tym 6 lat jako ambasador RP w Chile, Boliwii i Argentynie. - Pielgrzymowanie z Panem Profesorem to uczta duchowa. To nie tylko znawca Ameryki Łacińskiej i jej miłośnik, ale także wielki patriota, znany na tym kontynencie. Przed nim otwierały się drzwi wielu instytucji zamkniętych dla obcokrajowców - mówi ks. Oko. Duszpasterz lekarzy przypomniał monumentalne dzieło prof. Ryna poświęcone patriocie dwu ojczyzn: Polski i Chile - Ignacemu Domeyce. - Wkład Profesora w przygotowania procesu beatyfikacyjnego Ignacego Domeyki budzi podziw. Jego zaangażowanie w tworzenie pomostów między Polską a Ameryką Łacińską pozwala go nazywać „Domeyką naszych czasów” -podkreśla duszpasterz.

Pielgrzymka jako terapia

Lekarze tak jak intensywnie pracują, tak też chcą odpoczywać. Bogaty program pielgrzymki powoduje, że zapominają o troskach dnia codziennego, po prostu nie mają czasu o nich myśleć. - Na pielgrzymkach poznajemy zwykle to, co najpiękniejsze w naturze (piękno Stworzenia), najpiękniejsze w kulturze (dzieła i dzieje człowieka) i najpiękniejsze w wierze (doświadczenie religijne, modlitwa, sanktuaria i święci). To pozwala spojrzeć na swoje życie we właściwej perspektywie i we właściwych proporcjach, zrozumieć, co jest w nim piękne i wartościowe, a co trzeba skorygować.

Dla wielu pielgrzymka staje się terapią i rozwojem ducha. Ludzie dostrzegają między innymi, że ciemne strony to tylko niewielka cząstka tego, co ważne. Regenerują się duchowo. Promienieją. Stają się bardziej religijni i bardziej radośni. Dlatego też chętnie wracają na kolejne pielgrzymki. Ks. Oko stwierdza: - Dla mnie, księdza, to też cudowne przeżycie, duchowy odpoczynek. Jestem wśród ludzi głęboko wierzących. Nie muszę nikogo specjalnie przekonywać, z nikim walczyć. Oczywiście, dyskutujemy, nawet ostro, ale jest w nas jeden wspólny duch - podkreśla. - Pielgrzymi są zachęcani, aby rozwijać i pokazywać przede wszystkim najpiękniejsze strony swojej osobowości. Tak tworzy się wspaniała chrześcijańska wspólnota, jakby przedsmak nieba.

Pielgrzymki to rekolekcje w drodze, swoisty klasztor na kółkach. Podczas często długich przejazdów autobusami pielgrzymi modlą się, słuchają konferencji i oglądaja filmy religijne. Łącznie z Eucharystią daje to zazwyczaj kilka godzin modlitwy i ćwiczeń duchowych dziennie. Lekarze ubogacają się wiarą innych, przeżywają liturgię razem z ludnością tubylczą. - Msze św. i nabożeństwa w odległych zakątkach świata to doświadczenie Kościoła powszechnego z jego bogactwem kultur - podsumowuje ks. Oko. - Odczuwamy jedność w różnorodności. Jesteśmy najbardziej globalną religią. Wszędzie są katolicy, a szczególnie w Ameryce Południowej, gdzie jest największe skupisko katolików na świecie. Lepiej rozumiemy naszą wiarę, gdy widzimy, jak jest przeżywana w innych kulturach. U Latynosów to przeżywanie wiary jest szczególnie żywiołowe, spontaniczne, radosne - dodaje.

Aura pielgrzymki daje asumpt do pogłębiania życia duchowego, przynosi trwałe owoce. Po powrocie lekarze zaczynają uczestniczyć w rekolekcjach i spotkaniach formacyjnych przy kościele Felicjanek przy ul. Smoleńsk 6, gdzie mają swoje centrum duszpasterskie. To tradycja od czasów ks. Wojtyły, który zainicjował te spotkania. Dziś przychodzą na nie lekarze, którzy byli wówczas młodymi ludźmi. Kolejnymi duszpasterzami lekarzy krakowskich byli ks. Franciszek Macharski, późniejszy kardynał, ks. prof. Adam Kubiś, ks. prof. Edward Staniek, ks. dr Wacław Gubała; obecnie funkcję tę pełni ks. Dariusz Oko. To najliczniejsze i najprężniejsze duszpasterstwo lekarzy w Polsce. No cóż, gdy ma się takiego ojca - bł. Jana Pawła...

Duszpasterstwo

Ks. Oko uważa się za szczęściarza, że może pracować z lekarzami. - To środowisko jest mi bliskie także z osobistych powodów. Większość mojej rodziny to lekarze. W czasie spotkań rodzinnych żartujemy, że możemy założyć klinikę „OKO”. Ludzie mają często fałszywe wyobrażenie o życiu i pracy lekarzy. A ja wiem z autopsji, ile trzeba włożyć wysiłku od najmłodszych lat, by zostać lekarzem. To są ludzie o dużych zdolnościach i wielkiej pracowitości.

Duszpasterstwo lekarzy krakowskich tworzyła razem z ks. Karolem Wojtyłą dr Wanda Półtawska. Ks. Dariusz uważa ją za osobę świętą. - Można by ją beatyfikować. Miała heroiczne życie i wykazywała się heroiczną postawą - mówi duszpasterz. Dr Półtawska była jednym z najbliższych przyjaciół kard. Karola Wojtyły. W czasie obrad Soboru Watykańskiego II Ksiądz Kardynał napisał do o. Pio list z prośbą o uzdrowienie z choroby nowotworowej jego przyjaciółki, krakowskiej lekarki, matki czwórki dzieci. Po wielu latach lekarka ta stała się świadkiem świętości Jana Pawła II w jego procesie beatyfikacyjnym. - Dr Półtawska była centrum i filarem tego duszpasterstwa - mówi ks. Oko. - To, że od 16 lat jestem duszpasterzem krakowskich lekarzy, poczytuję sobie za zaszczyt. Broniłem się przed tą funkcją. Bałem się obowiązków i odpowiedzialności. Teraz uważam za wielką łaskę pracować z tyloma wspaniałymi ludźmi.

W ojczyźnie kondora

Ze względu na bogactwo Ameryki Południowej krakowskie środowisko lekarskie poznawanie kontynentu podzieliło na wiele etapów. Poprzednio w kolejnych wyjazdach poznawali Meksyk, Brazylię i Kubę. W tym roku pokonywali szlaki Argentyny, Chile i Urugwaju. W przyszłym roku prof. Ryn, ks. Oko i ks. Tadeusz Rostworowski SJ, który przyleciał do pielgrzymów aż z Australii, udadzą się z lekarzami do Boliwii i Peru. Zawitają też na Wyspę Wielkanocną. Już zgłosiło się 50 osób.

Pielgrzymom zaproponowano program „bez wytchnienia”. Zobaczyli dziką część przyrody magicznej Patagonii, położonej na terenie Argentyny i Chile. Mszę św. przeżyli u czoła jednego z najpiękniejszych lodowców świata Perito Moreno w Andach. W czasie modlitwy poczuli się jak na biblijnej skale. Patagoński wiatr porywał naczynia liturgiczne. Podobnie było nad Fiordem Ostatniej Nadziei. Huragan utrudniał nawet utrzymanie się na nogach. W Ziemi Ognistej dotarli do najbardziej odległego miasta na kuli ziemskiej Ushuaia - stolicy Ziemi Ognistej. - Pielgrzymi głęboko przeżywali fascynujące krajobrazy - mówi prof. Ryn. - Piękno natury to jeden z ważnych dowodów na istnienie Boga. Domeyko wchodził na andyjskie szczyty, ustawiał kompas w kierunki Polski i Litwy, klękał na szczycie i modlił się, tęskniąc za ojczyzną. Jan Paweł II zachwycał się pięknem Andów, które oglądał z samolotu w podróży do Chile. Jako jedyny z papieży z portu Valparaiso skierował telewizyjne przesłanie do mieszkańców Wyspy Wielkanocnej, a z Puerto Montt do pracujących na... Antarktydzie.

Pielgrzymi

Wielu udaje się na pielgrzymkę z marszu. Jeszcze pełni zobowiązań i rozpoczętych prac. Często podróżują ze współmałżonkami. Ściągają z całego świata. Do Santiago de Chile oprócz wspomnianego ks. Rostworowskiego, towarzyszącego pielgrzymom już w pielgrzymce do Chin, doleciało małżeństwo Polonusów z Nowego Jorku, lekarka ze Szwecji, lekarka z Australii, wolontariuszka z Valparaiso. Ta ostatnia prowadzi dom dla dzieci. W domu przeciekał dach, więc lekarze spontanicznie zrobili zbiórkę. - Dziś dostałem od niej mailem informację ze zdjęciami, że dach już wymieniony - mówi prof. Ryn. - A ks. Rostworowski przysłał wiadomość, że rozpoczął w Australii cotygodniowy cykl audycji radiowych o Domeyce na podstawie książek, które mu dostarczyłem. I to są owoce pielgrzymki - dodaje z uśmiechem.

Chile

Prof. Ryn stara się podtrzymywać tradycyjną sympatię Chilijczyków do Polaków, którą zaszczepił Ignacy Domeyko. Ta sympatia i uznanie dla cudzoziemca, który wybrał Chile jako adopcyjną ojczyznę, przetrwała do dzisiaj. Domeyko oddał jej swoją wiedzę i miłość, przez 17 lat był rektorem Uniwersytetu Chilijskiego, został Obywatelem Honorowym tego kraju. Prof. Ryn mówi Polakom wyjeżdżającym do Chile: „Nie zepsujcie tej opinii!”. Kredyt zaufania owocuje tym, że wystarczy się przyznać do polskości, a otwierają się serca Chilijczyków. Tam jest ogromny potencjał współpracy z Polonią. Prof. Ryn był inicjatorem utworzenia Zjednoczenia Polskiego w Chile im. I. Domeyki i wspierał zjednoczenie organizacji polonijnych w Ameryce Łacińskiej - USOPAŁ. W czasie misji dyplomatycznej w Chile doprowadził do podpisania umowy na budowę w Stoczni Szczecińskiej 26 kontenerowców dla armatora chilijskiego za około miliard dolarów. Dzięki temu tysiące polskich rodzin przez lata miały pracę i chleb. Co roku w Chile osiedla się kilka polskich rodzin, skuszonych opinią rozwiniętego gospodarczo kraju. Łatwo tu o pracę, łatwo uzyskać zgodę na osiedlenie. - Może lepiej pracować jako informatyk w Chile niż na zmywaku w Londynie - komentuje te fakty ks. Oko.

- Widzę ogromną szansę na współpracę gospodarczą z Chile. Takie nadzieje daje KGHM-Miedź Polska, która wykupiła tam tereny pod kopalnie miedzi. Po Stoczni Szczecińskiej to kolejny wielki projekt polsko-chilijski - mówi prof. Ryn. - Rada Nadzorcza KGHM-u zainteresowana jest również odkupieniem domu Ignacego Domeyki w Santiago z przeznaczeniem na polską placówkę naukowo-badawczą. Trwają rozmowy ze spadkobiercami Domeyki - dodaje.

Pielgrzymi zwiedzili duży dom Domeyki, a w salonie, gdzie kiedyś Domeyko miał prywatną kaplicę i gdzie jego syn ks. Hernán odprawiał Mszę św., teraz oni sami przeżywali polską Mszę św. Uczestniczyli w niej także potomkowie Domeyki oraz Polonusi z prezesem Zjednoczenia Polskiego inż. Andrzejem Zabłockim.

Latynosi kochają Jana Pawła II

Ameryka Łacińska to katolicki kontynent. Mieszka tu połowa światowej populacji katolików. Nic dziwnego, że już w czasie poprzedniego konklawe Latynosi modlili się o „swojego” papieża. W tę modlitwę w tym roku włączyli się również polscy pielgrzymi. Tak gorliwie, że na stolicy Piotrowej zasiadł papież Franciszek - kard. Bergolio z Argentyny. Sam kraj jest najbardziej europejskim krajem Ameryki Południowej. Mieszka tu niewielu Indian. Nie ma widocznych dzielnic biedy, zwanych fawelami.

Latynosi kochają polskiego papieża. Ameryka Łacińska była celem jego pierwszej podróży duszpasterskiej. To właśnie on kanonizował pierwszą chilijską świętą - karmelitankę Teresę z Los Andes. Latynosi stawiają mu pomniki (zwykle po kilka w każdym kraju), jego imieniem nazywają ulice, place i aule uniwersyteckie. W najbardziej prestiżowym miejscu stolicy Argentyny Buenos Aires, u stóp Biblioteki Narodowej, znajduje się pomnik Jana Pawła II ufundowany przez prezesa USOPAŁ-u Jana Kobylańskiego. W narodowym sanktuarium Argentyny - w Lujan widnieje tablica upamiętniająca wizytę Jana Pawła II. Podobna tablica umieszczona została na katedrze w La Serenie. W stolicy Urugwaju - Montevideo pomnik Jana Pawła II postawiono przy skrzyżowaniu głównych alei miasta. - W bardzo wielu kościołach Ameryki Płd. znajdują się ślady polskiego papieża - mówi prof. Ryn. Wizyta pielgrzymów z Polski w Santiago de Chile nie mogła się także obyć bez wyjścia na wzgórze św. Krzysztofa, gdzie znajduje się monumentalna figura Virgen del Carmen - najbardziej czczona figura Matki Bożej. Wewnątrz figury znajduje się kaplica, a w niej Pismo Święte ogromnych rozmiarów, podarowane przez Jana Pawła II.

Msze pod gołym niebem

- Odprawiałem je w czasie obozów wędrownych i kajakowych duszpasterstwa akademickiego na Pomorzu i Mazurach. Teraz kontynuuję w pielgrzymkach z lekarzami - mówi ks. Oko. Pielgrzymi uczestniczyli w takich „Mszach kosmicznych” - jak je nazywają - w najpiękniejszych miejscach świata: na brzegach oceanu, w górach. Na Wyspie Wielkanocnej planują Mszę św. w kraterze wulkanu. Msza św. w naturze odczuwana jest jak na ołtarzu świata. Ołtarz przygotowuje sam Pan Bóg. Drzewa tworzą kolumny, a niebo jest jak sklepienie katedry, skały i góry jak ściana ołtarzowa. - Czujemy się jak na Górze Przemienienia, w największym pięknie stworzenia zgromadzeni wokół Piękna Najwyższego - Chrystusa w Eucharystii mówi duszpasterz lekarzy. - Łatwiej nam przyznać, że Bóg istnieje, skoro takie piękno stworzył. Łatwiej wierzyć, że Eucharystia jest Jego największym darem. Takie Eucharystie trudno nam kończyć, podobnie jak uczniom trudno było odchodzić z góry Tabor. Jednak ważne jest tu stopniowanie, nabywanie doświadczenia - podkreśla ks. Oko. - Zanim popłynie się na Amazonką i Rio Negro w Brazylii, dobrze jest najpierw popływać Krutynią, Drawą i Brdą.

Polonia

Ważny jest też patriotyczny akcent pielgrzymek. - Jak grupa przemierzała główny deptak stolicy Chile z polską flagą z napisem „Polska”, to Chilijczycy zatrzymywali się i bili brawa - mówi ks. Oko. Największą Polonię mamy w Brazylii - 2,5 miliona osób przyznaje się do polskich korzeni, 350-400 tys. Polaków żyje w Argentynie, w Chile mieszka ok. 300 rodzin. Polacy odcisnęli piętno na kulturze i gospodarce wielu krajów Ameryki Łacińskiej. Przykład Domeyki nie jest jedyny. Wielu Polaków włącza się w działalność polonijną. Jednym z nich jest Jan Kobylański, założyciel i wieloletni prezes USOPAŁ-u, mecenas wielu ośrodków i zespołów polonijnych, fundator tablic upamiętniających patriotyzm Polaków i pomników bł. Jana Pawła II, a także stypendiów dla polskich studentów. - W związku ze sprawą Kobylańskiego, byłego więźnia obozów koncentracyjnych, w sposób haniebny potraktowanego przez rząd polski, wraz z wielu działaczami polonijnym i ja znalazłem się na czarnej liście ministra Spraw Zagranicznych: nie mam wstępu do ambasad polskich - mówi prof. Ryn.

Podróż życia

- Wiele osób, które do mnie telefonowały po pielgrzymce, mówiło, że była to dla nich najpiękniejsza podróż życia. I trudno się dziwić - mówi prof. Ryn. - Ameryka Południowa to niepowtarzalny krajobraz, niemożliwy do porównania z jakąkolwiek inną częścią świata.

- Oczywiście, dalekie podróże, konfrontacje transkulturowe są doświadczeniem środowiska lekarzy także ze względu na jego możliwości materialne - dodaje duszpasterz lekarzy - ale przecież jest wiele innych uprzywilejowanych w tym zakresie osób, które zwiedzają świat z zaniedbaniem wymiaru duchowego, religijnego - podkreśla.

Wsłuchując się w popielgrzymkowe wspomnienia organizatorów wyprawy do Ameryki Południowej, serce rośnie, że są ludzie, którzy w czasie swojego odpoczynku decydują na kilka godzin modlitwy dziennie, choć mają do wyboru setki biur turystycznych z zupełnie świeckim programem, w którym nie ma miejsca na Mszę św. nawet w niedzielę. - Jest to jedna z form przeżywania i pogłębiania wiary, która przynosi wiele dobrych owoców. Jesteśmy za nią bardzo wdzięczni Stwórcy i Dawcy wszelkiego dobra i piękna - taką refleksją kończą nasze spotkanie duszpasterz krakowskich lekarzy i były ambasador RP w krajach Ameryki Łacińskiej.

Jak doszło do ustanowienia święta Bożego Ciała?

wikipedia.org
Orvieto, katedra pw. Najświętszej Maryi Panny

W dzisiejszej Belgii, w Mont-Cornillion niedaleko Liege (ówczesne Leodium), młoda zakonnica augustiańska Julianna otrzymała w latach 1209-11 objawienia, podczas których Pan Jezus prosił o ustanowienie święta Bożego Ciała. Zwierzyła się z nich swemu spowiednikowi. Ten jednak zareagował stwierdzeniem: – Po co nowe święto? Ustanowienie Najświętszego Sakramentu obchodzi się uroczyście w Wielki Czwartek, a Eucharystia czczona jest codziennie w odprawianych Mszach św.
Po dwudziestu latach, kiedy Julianna została przełożoną klasztoru, ponownie przekazała tę prośbę archidiakonowi katedry w Liege – Jakubowi. Za jego namową miejscowy biskup Robert w roku 1246 ustanowił święto Bożego Ciała dla swej diecezji. Dekret biskupa wywołał zastrzeżenia miejscowego duchowieństwa, gdyż wielu nie podobała się ta nowa pobożność. Dlatego jego następca uroczystość zniósł. Archidiakon Jakub odwołał się jednak do przebywającego wówczas na tych terenach legata papieskiego, dominikanina Hugona z Saint-Cher. Ten nie tylko pochwalił pomysł, ale polecił (1253) wprowadzenie święta w diecezjach podległych jego jurysdykcji.
Opatrzność sprawiła, że archidiakon Jakub z Liege został w roku 1261 wybrany papieżem. Jako Urban IV rządził Kościołem zaledwie 3 lata, ale pod koniec pontyfikatu, 11 sierpnia 1264 r., bullą „Transiturus” polecił obchodzić święto Bożego Ciała w całym Kościele. Do podjęcia tej decyzji przyczyniła się wieść o cudzie, jaki zdarzył się w roku 1262 w miejscowości Bolsena, położonej 100 km na północ od Rzymu, w sanktuarium św. Krystyny, kiedy przez nieostrożność kapłana kilkanaście konsekrowanych kropli wylało się na korporał i zamieniło w krew, która pozostawiła na nim ślady. W 1264 r. przeniesiono skrwawiony korporał w uroczystej procesji z sanktuarium w Bolsenie do kaplicy w katedrze w odległym o 20 km mieście Orvieto (w tym okresie rezydował tam przez kilka lat papież).
Korporał można dziś oglądać w relikwiarzu w kaplicy katedry w Orvieto. W uroczystość Bożego Ciała ulicami tego miasteczka przechodzi procesja, w której bierze udział kilkuset mieszkańców w strojach z XIII wieku, co stanowi również niezwykłą atrakcję turystyczną.
Św. Tomasz z Akwinu napisał na tę okoliczność piękne teksty: tzw. oficja mszalne i brewiarzowe. Stanowią one wspaniały pomnik – zarówno teologiczny, jak i poetycki – kultu eucharystycznego, jak ożywiał ludzi tamtej epoki. Opowiadano, że papież Urban IV polecił ułożenie tych oficjów jednocześnie dominikaninowi Tomaszowi z Akwinu oraz uczonemu franciszkaninowi Bonawenturze, aby mógł wybrać najpiękniejsze z nich. Kiedy w obliczu papieskiego dworu jako pierwszy zaczął czytać swój tekst św. Tomasz, Bonawentura słuchał zachwycony i w miarę czytania ukradkiem darł swój rękopis na drobne kawałki. Gdy papież poprosił go o zaprezentowanie jego tekstu, wskazał na podarte szczątki i oświadczył, że nie czuje się na siłach współzawodniczyć z Tomaszem.
Śmierć Urbana IV (+1264) przeszkodziła ogłoszeniu papieskiego dekretu. Wieść jednak o tej decyzji rozeszła się po Europie i tak np. już w latach 1270-79 urządzano okazałe procesje w Kolonii. Wprowadzały je i inne miasta. Nowa forma eucharystycznej pobożności zyskiwała coraz liczniejszych zwolenników. Dopiero jednak papież Jan XXII, 50 lat później, w roku 1317, ogłasza bullę Urbana IV.
Święto Bożego Ciała przyjmuje się szybko w całym Kościele. Na ulice miast Italii, Francji, Anglii, Hiszpanii, Niemiec, Polski wychodzą eucharystyczne procesje. Wkrótce w uroczystość Bożego Ciała mają one miejsce we wszystkich parafiach. Biorą w nich udział władze miejskie, wojsko, cechy rzemieślnicze, liczne bractwa ozdabia się domy, a ulice, po których ma przechodzić procesja, dekoruje się dywanami z kwiatów.
Tworzenie się tej nowej formy eucharystycznego kultu należy widzieć w kontekście zagrożeń nękających ówczesnych ludzi: epidemii i wojen. Procesje eucharystyczne wyrugują z czasem tak popularne przedtem procesje biczowników, które miały odwracać nieszczęścia.
W Polsce pierwsza z procesji Bożego Ciała przeszła ulicami Krakowa w roku 1320 i prawdopodobnie w tym samym roku lub niedługo potem podobne procesje urządzono w Gnieźnie, Poznaniu, Wrocławiu, Płocku. Ceremoniał katedry płockiej, pochodzący z XIV w., podaje pierwszy opis takiej procesji w Polsce.
W Rzymie przygotowano procesję Bożego Ciała po raz pierwszy w 1350 r. Od 1305 r. do 1377 r. papieże rezydują nie w Rzymie, lecz we Francji, w Awinionie. Rzym popada w ruinę, papiestwo przeżywa kryzys tzw. niewoli awiniońskiej. Jedynym znakiem jedności Kościoła w tych czasach zamętu, sporów i podziałów jest Eucharystia. W 1381 r. Bonifacy IX poleca wprowadzić święto Bożego Ciała wraz z procesją tam, gdzie nie było ono jeszcze obchodzone.
Wychodząc dziś na ulice z procesją, której centrum jest Najświętszy Sakrament, nie tylko pragniemy złożyć hołd Chrystusowi i ponowić oświadczenie naszej wierności Przymierzu, którego ten Sakrament jest przypomnieniem i aktualizacją, lecz pragniemy także wprowadzać Zmartwychwstałego w świat, który tak bardzo potrzebuje Jego oczyszczających, uzdrawiających mocy.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bytom Odrzański: Boże Ciało

2019-06-20 15:34

Grzegorz Zwarycz

Grzegorz Zwarycz

Zapraszamy do galerii zdjęć z procesji Bożego Ciała w parafii św. Hieronima w Bytomiu Odrzańskim.

Zobacz zdjęcia: Bytom Odrzański: Procesja Bożego Ciała 2019
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem