Reklama

Kościół nad Odrą i Bałtykiem

V Jarmark Jakubowy w Szczecinie

Jarmark Jakubowy na trwale znalazł swoje miejsce w kalendarzu ważniejszych wydarzeń religijnych i kulturalnych Szczecina i Pomorza Zachodniego. Towarzyszy on uroczystościom odpustowym ku czci apostoła, św. Jakuba Starszego, który jest patronem bazyliki archikatedralnej. W tym roku jarmark odbywał się w dniach 25-28 lipca. Formuła nawiązuje do średniowiecznych jarmarków, łączy wydarzenia religijne, modlitwę z prezentacją kultury i tradycji, przede wszystkim naszego regionu. Jest także okazją do dobrej zabawy, bo przecież prawdziwie przeżywane chrześcijaństwo jest radosne.

Ze św. Jakubem idziemy...

Duchowo do odpustu przygotowały wiernych czterodniowe rekolekcje, które przeprowadził ks. Janusz Skoczeń, wikariusz parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Dębnie. Rekolekcjom nadał tytuł „Ze św. Jakubem idziemy szlakiem wiary”. Uroczystą Mszę św. ku czci św. Jakuba 25 lipca sprawowali abp Andrzej Dzięga i bp senior Marian Błażej Kruszyłowicz.

Muszla i Droga św. Jakuba

Podczas tegorocznego Jarmarku Jakubowego wiele wydarzeń dotyczyło bezpośrednio postaci Syna Gromu (Mk 3,3-4) i dróg pątniczych, które prowadzą do jego grobu położonego w północno-zachodniej Hiszpanii, w mieście Santiago de Compostela. I tak 25 lipca nad wejściem do bazyliki archikatedralnej odsłonięto zamontowaną tam metalową muszlę, znak wykorzystywany do oznaczania Dróg Jakubowych. Po Mszy św. odpustowej było to dopełnienie inauguracji Pomorskiej Drogi św. Jakuba na naszym terenie (O idei tej Drogi i zaczętych pracach znakowania jej przebiegu na obszarze leżącym nad południowym Bałtykiem informowaliśmy w nr. 32. naszego periodyku, powrócimy jeszcze do tej tematyki, gdy prace zostaną całościowo ukończone w końcu tego roku). Aktu odsłonięcia muszli dokonał reprezentujący stronę samorządową członek Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego Jarosław Rzepa. Wcześniej została poświęcona przez naszych biskupów: abp. Andrzeja Dzięgę, bp. seniora Mariana Błażeja Kruszyłowicza i bp. seniora Jana Gałeckiego. Następnego dnia zgromadzili się podczas „Nocy w katedrze” ci wszyscy, którzy chcieli dowiedzieć się więcej o najstarszym i najcenniejszym szlaku kulturowym Europy. Urząd Marszałkowski przedstawił prezentację pt. „Pomorska Droga św. Jakuba u progu twego domu”. Po niej swoimi doświadczeniami dzieli się pielgrzymi - miłośnicy Camino, pokazując zdjęcia ze swoich wędrówek Drogami św. Jakuba. Sobotę zdominowali rowerzyści. Po porannej Mszy św. sprawowanej przez abp. A. Dzięgę wyruszyło w drogę do Santiago de Compostela siedem osób. Do Wołczkowa towarzyszył im proboszcz ks. prał. Jan Kazieczko. Grupie rowerzystów przewodzi ks. Adam Krzykała, wikariusz parafii pw. Bożego Ciała w Szczecinie. Zaplecze logistyczne zabezpiecza ekipie towarzyszący jej mikrobus prowadzony przez ks. Dariusza Doburzyńskiego. To wytrawny pielgrzym, który w 2010 r. całą drogę do grobu Apostoła odbył od progu własnego domu. Uczestnicy przejadą do celu ok. 3500 km. Dystans ten zamierzają pokonać w 30 dni i 25 sierpnia osiągnąć Santiago.

Reklama

Rowerowy Szczecin

Po południu zameldowała się na dużej scenie 11-osobowa grupa rowerzystów ze Stowarzyszenia Rowerowy Szczecin, którzy testowali rewitalizowaną Pomorską Drogę św. Jakuba. Ma ona mieć charakter nie tylko pieszy, ale także rowerowy. Na dwóch kółkach przez sześć dni przebyli 362 km na trasie ze Słupska przez Sianów, Koszalin, Kołobrzeg, Trzebiatów, Kamień Pomorski, Stepnicę do Szczecina. W imieniu uczestników wyprawy na dużej scenie doświadczenia grupy przekazał Łukasz Krytkowski. Szlak jest piękny, w 90% przebiega bocznymi drogami, doświadcza się wszelkich typów nawierzchni, najlepiej pokonać go, korzystając z roweru MTB (czyli typ górski). Na razie są braki w bazie noclegowej i żywieniowej, ale przecież są to dopiero początki budowy szlaku. Równolegle do wspomnień z trasy trwał konkurs rysunkowy dla dzieci. Malowały postać Apostoła w charakterystycznym wyobrażeniu pielgrzyma, z atrybutami takimi, jak kij pielgrzymi, bukłak, torba, kapelusz, peleryna, muszle. Otrzymały nagrody i autentyczne muszle. Muszle w ramach promocji szlaku pracownicy Urzędu Marszałkowskiego rozdawali wszystkim uczestnikom spotkań o tematyce jakubowej.

Na ludowo

Przy pl. Katedralnym, a także Orła Białego stanęły dwie sceny i stoiska ok. 190 wystawców prezentujących swoje wyroby. Na scenach występowały zespoły ludowe folklorystyczne i muzyczne z Krzemlina, Pyrzyc, Korytowa, Drawna, Kobylanki, Kozielic, Derczewa, Stepnicy, Goleniowa, Polic, Dolic. Nasze miasto reprezentował Zespół Pieśni i Tańca „Szczecinianie”, Zespół „Clerboyz” z Seminarium Duchownego. Grała Młodzieżowa Orkiestra Dęta Wood &Bras Band z Goleniowa. Występowały też zespoły „Kroke” i „Bubliczki”. Odbyły się pokazy sztuki garncarskiej, mody dziecięcej, warzenia piwa, warsztaty zdrowego żywienia. Na stoiskach dostępne były przede wszystkim produkty, wyroby i potrawy regionalne z Polski, ale były także z zagranicy. Tradycyjnie odbyło się Święto Chleba, Święto Miodu i Piknik Zbożowy. Przeprowadzono konkursy na najlepszy chleb jarmarku, najlepsze produkty i potrawy regionu. Chodząc po stoiskach i uczestnicząc w występach zespołów, można było przekonać się, jak bogaty jest nasz region w tradycję i kulturę, a to jest też misją Jarmarku Jakubowego.

W domu naprzeciw głównego wejścia do katedry poświęcono i otwarto sklep o nawie Jarmark Jakubowy oznaczony jego logiem. „Chcemy, aby to, co najlepsze na Jarmarku, było w naszym sklepie dostępne przez cały rok” - tłumaczył ideę ks. administrator Maciej Pliszka, koordynujący organizację imprezy. Można już w sklepie kupić wyprodukowaną w regionie zdrową żywność, później mają pojawić się także pamiątki i wyroby rękodzieła.

Reklama

Dla ducha

Uczestnicy jarmarku mogli zwiedzać katedrę z przewodnikiem, uczestniczyć w prezentacjach organowych czy wysłuchać gry instrumentu w ramach koncertu VI Międzynarodowego Festiwalu Organowego. 27 lipca na organach katedry grał Ludger Lohman i śpiewał męski zespół chorałowy „Schola Floriana” z Austrii. Dla dzieci konkursy organizował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Szczecinie, współfinansujący wraz z Miastem Szczecinem i Województwem Zachodniopomorskim organizację jarmarku. Najmłodsi mieli też radość, zwiedzając pobliską jednostkę ratowniczo-gaśniczą Straży Pożarnej czy patrząc na pokazy życia codziennego i walk rycerskich Bractwa Maltańskiego w Szczecinie. Uczestnicy festynu mogli wziąć udział w turnieju strzeleckim zorganizowanym przez Kurkowe Bractwo Strzeleckie Skoki. Bezpłatnie można było zwiedzać zbiory Muzeum Narodowego przy ul. Staromłyńskiej. W tamtejszej Galerii Sztuki Dawnej można obejrzeć kilka znakomitych średniowiecznych rzeźb postaci św. Jakuba.

Końcowym akcentem jarmarku była wieczorna Msza św. Odbyła się po Korowodzie Jakubowym, który przeszedł ulicami miasta. Niesiono w niej figurę Świętego z katedry, którą ostatnio odnowiono i pozłocono, co zawdzięczamy ofiarności radców prawnych ze Szczecina.

2013-08-13 12:39

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jarmark Dominikański

Niedziela sandomierska 33/2019, str. 3

[ TEMATY ]

jarmark

Archiwum autora

Tradycyjnie wypiekany chleb

– Dla nas, dominikanów, jest bardzo ważne, aby być razem. Cieszymy się, że możemy razem z tarnobrzeżanami mieszkać w jednym mieście i tworzyć jedną społeczność. Również rozpoczęty dzisiaj po raz 21. jarmark przyczyni się do tego, że ludzie tworzący to miasto będą jeszcze bardziej zintegrowaną wspólnotą, troszczącą się o jego dobro – mówił o. Karol Wielgosz

Kolejny raz na Placu Bartosza Głowackiego w Tarnobrzegu odbył się Jarmark Dominikański. Swoje kramy rozłożyli rękodzielnicy, artyści, kolekcjonerzy oraz producenci tradycyjnej żywności. Przez dwa dni, tarnobrzeżanie i przybyli goście mogli popróbować tradycyjnych smaków, zakupić wyroby rękodzieła oraz wysłuchać muzyki. Tegoroczny jarmark gościł prawie 100 wystawców, którzy reprezentowali region. Nie zabrakło także osób, które zjechały do Tarnobrzega z okolicznych miejscowości. Organizatorzy zadbali o oprawę artystyczną. Na scenie w ciągu soboty i niedzieli można było zobaczyć: działający od 80 lat Ludowy Zespół Artystyczny „Dwikozianie”, „Kalina” z Zabrnia, KGW „Róża” z Grębowa, Zespół Ludowy „Ocicanki”. Gwiazdą sobotniego wieczoru był Liber & InoRos. W niedzielę publiczności zaprezentowali się: Wojtek Akordeonista, Klub Nowoczesnych Kobiet KGW Olbięcin, Zespół Ludowy „Cyganianki”, Jazz Band Niebylec oraz Krzikopa.

Jarmark oficjalne otworzyli prezydent Tarnobrzega Dariusz Bożek oraz przeor klasztoru ojców dominikanów o. Karol Wielgosz. Jak powiedział prezydent Bożek: – Tradycja jarmarków w Tarnobrzegu sięga głęboko w przeszłość, ale my dzisiaj żyjemy tym, co jest tu i teraz, tym, co mamy do zaoferowania mieszkańcom miasta przez dwa najbliższe dni. Otwieramy go we dwóch, bo trudno sobie wyobrazić, by mogło zabraknąć przedstawiciela zakonu dominikańskiego.

CZYTAJ DALEJ

Rotmistrz Pilecki

Niedziela Ogólnopolska 9/2015, str. 16-17

[ TEMATY ]

Pilecki

ipn.gov.pl

Rotmistrz Witold Pilecki

Witold Pilecki – ochotnik do Auschwitz, utożsamiany jest także z oporem Polaków przed czerwonym zniewoleniem po II wojnie światowej.

Życiorys Witolda Pileckiego, dramatyczny, heroiczny, poruszył wielu Polaków. Marsze upamiętniające tę piękną postać odbywają się rokrocznie w całym kraju i poza jego granicami w maju – w rocznicę zamordowania rotmistrza w więzieniu mokotowskim z wyroku komunistycznego „sądu”. Polacy, przybliżając sobie osobę Pileckiego, mogą przyjrzeć się trudnym losom Polski w XX wieku.

Potomek patriotów

Przyszedł na świat 13 maja 1901 r. w Ołońcu w Karelii, należącej do Rosji. Rodzina, pochodząca z Nowogródczyzny, szlachecka – herbu Leliwa, była bardzo patriotyczna. Dziadek Witolda, Józef, został zesłany na Syberię za udział w powstaniu styczniowym, a rodzinie zabrano część majątku. Ojciec Witolda, Julian, zmuszony był podjąć pracę w administracji lasów w Ołońcu. Władze carskie celowo przydzielały Polakom posady w najodleglejszych zakątkach imperium. W 1910 r. zdecydowali z żoną Ludwiką, że przeniesie się ona z dziećmi do Wilna, by wzrastały na ojczystej ziemi. Witold – jak się okazało – wkroczył na drogę wytyczaną niegdyś przez swoich przodków powstańców. Nie sposób w krótkim artykule przedstawić wszystkich jego patriotycznych poczynań; odnotować trzeba jego udział w obronie Wilna przed Sowietami na przełomie 1918 i 1919 r. oraz w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r.

Kochał kawalerię i sztukę. Rozpoczął studia na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Jednak obowiązek kazał mu zająć się odzyskanym, lecz podupadającym rodzinnym majątkiem Sukurcze nieopodal Lidy na Wileńszczyźnie i pomóc choremu ojcu. W 1931 r. ożenił się z nauczycielką Marią Ostrowską. Z tego małżeństwa narodziły się dzieci – pierworodny Andrzej oraz Zofia. Witold dał się poznać jako energiczny, dobry zarządca, szanujący pracowników, społecznik; w wolnych chwilach malował, pisał wiersze. Po odbyciu służby w 26. Pułku Ułanów Wielkopolskich tworzył formacje konnego przysposobienia wojskowego.

Wojna i konspiracja

W kampanii 1939 r. walczył w składzie szwadronu kawalerii 19. Dywizji Piechoty Armii „Prusy”, a po jej rozbiciu przez Niemców – w kawalerii 41. Dywizji Piechoty Rezerwy na przedmościu rumuńskim. W listopadzie 1939 r., po przedostaniu się do Warszawy, założył wraz z kilkoma innymi oficerami Tajną Armię Polską (w 1941 r. podporządkowała się Związkowi Walki Zbrojnej). W 1940 r. powstał plan, zgodnie z którym Pilecki, zgłaszając się na ochotnika, trafił do KL Auschwitz jako więzień. Miał tam stworzyć konspirację oraz sporządzić raport o zbrodniach niemieckich. Posługując się nazwiskiem Tomasz Serafiński, dał się schwytać 19 września 1940 r. w czasie łapanki na Żoliborzu.

W piekle Auschwitz

W KL Auschwitz otrzymał numer 4859. Był tam 947 dni. Zawsze podkreślał, że przeżyć pomogła mu wiara. Założył na terenie obozu Tajną Organizację Wojskową oraz Związek Organizacji Wojskowej. Udało mu się zjednoczyć konspirację obozową. Organizował m.in. żywność i lekarstwa dla współwięźniów. Konspiratorzy w obozie przemyślnymi metodami ratowali skazanych na śmierć. Pilecki jednocześnie prowadził przygotowania do powstania przeciwko Niemcom w obozie, stworzył nawet tajny magazyn broni. Po utworzeniu obozu Birkenau również tam on i jego współpracownicy zaczęli wciągać nowych ludzi w krąg konspiracji. Różnymi drogami przekazywał także pierwsze meldunki o ludobójstwie w Auschwitz do Komendy Głównej ZWZ-AK w Warszawie, przesyłane do przywódców mocarstw zachodnich. W 1943 r. Pilecki został ostrzeżony, że Niemcy wpadli na jego trop. Zdecydował się zbiec z obozu w nocy z 26 na 27 kwietnia. Pokłosiem jego misji był obszerny, szczegółowy raport złożony zwierzchnikom. Jego lektura porusza do głębi – świat Auschwitz przedstawiony na jego kartach to przestrzeń jakby nierzeczywista, z nocnego koszmaru. Mordercza praca, głód, biegunka, wszy, tyfus. Odbywa się obłąkańczy taniec śmierci. Zabija się często dla zabawy. Ta codzienna czynność staje się dla niemieckich katów polem jakiejś rywalizacji. Sposobów jest bez liku – pistolet, drąg, igła z trucizną, komora gazowa, krematorium. Pilecki domagał się przeprowadzenia akcji uwolnienia więźniów. Przełożeni ocenili, że Niemcy są za silni.

Znów pod bronią!

W Warszawie przydzielono go do Kedywu i grupy tworzącej antykomunistyczną organizację „NIE”. Posługiwał się nazwiskiem Roman Jezierski. W 1944 r. walczył w Powstaniu Warszawskim. Po jego klęsce był więźniem m.in. oflagu w Murnau. Tam doczekał wyzwolenia i końca wojny. W 1945 r. wyjechał do Włoch, gdzie stacjonował 2. Korpus Polski. Na rozkaz m.in. gen. Andersa w grudniu 1945 r. powrócił do kraju, by przekazywać oddziałom partyzanckim instrukcje władz emigracyjnych o konieczności zaprzestania walki. Sam uważał jednak, że należy walczyć nadal, stawiać opór zniewoleniu narodu.

Ofiara mordu

8 maja 1947 r. został aresztowany przez bezpiekę. Trafił do więzienia przy ul. Rakowieckiej. Mimo brutalnych tortur nie załamał się w śledztwie. 3 marca 1948 r. w Warszawie rozpoczął się proces tzw. grupy Witolda. Oskarżono Pileckiego m.in. o szpiegostwo na rzecz gen. Andersa i przygotowywanie zamachu na dygnitarzy komunistycznych. Proces miał charakter pokazowy, by zastraszyć przeciwników czerwonej władzy.

Pilecki został skazany na karę śmierci. Zbrodniczy wyrok – strzał w potylicę wykonał 25 maja 1948 r. Piotr Śmietański, zwany Katem z Mokotowa. Przed śmiercią Pilecki prosił żonę, by codziennie czytała córce fragmenty książki Tomasza à Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”.

Ciała rotmistrza nie wydano rodzinie, zostało potajemnie zakopane „na Łączce”. Dopiero w 1990 r. nastąpiło sądowe „uniewinnienie” Pileckiego. W 2006 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Orderem Orła Białego w uznaniu zasług w służbie dla Polski. W 2008 r., w związku z 60. rocznicą śmierci rotmistrza, Senat RP podjął uchwałę, w której uczcił jego heroiczne czyny, stwierdzając m.in., że należy on do najodważniejszych ludzi na świecie i powinien stać się dla Europy i świata wzorem bohaterstwa oraz symbolem oporu przeciw systemom totalitarnym. Polska powinna się nim szczycić.

CZYTAJ DALEJ

Małgorzata Manowska - I prezes Sądu Najwyższego (sylwetka)

Prezydent zdecydował o powołaniu Małgorzaty Manowskiej na I prezesa Sądu Najwyższego. Sądem tym pokieruje sędzia z 25-letnim stażem, była wiceminister sprawiedliwości, dotychczasowa dyrektor krajowej szkoły sędziów. Jest drugą kobietą na tym urzędzie w historii SN, po swojej poprzedniczce Małgorzacie Gersdorf.

Jeszcze w sobotę Manowska zapewniała podczas Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN, że sędziowie nie muszą obawiać się z jej strony jakiejkolwiek zemsty i odwetu.

"Chciałabym normalnie pracować, chciałabym zasypać ten dół między nami, a przynajmniej doprowadzić do wzajemnej tolerancji i poprawnej współpracy, dlatego że SN i ludzie na to zasługują" - mówiła wtedy sędzia. Wskazywała, że trzeba dążyć do zapewnienia harmonijnego funkcjonowania SN.

Jak sama siebie określiła jest człowiekiem, "który łączy ludzi w działaniu, a nie dzieli". "Nie jesteśmy żadną nadzwyczajną kastą. Powinniśmy ludziom służyć, a nie być ponad nimi" - mówiła ponadto podczas zgromadzenia SN.

Manowska została wybrana przez prezydenta na sześcioletnią kadencję spośród pięciorga kandydatów wyłonionych w głosowaniu przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Na Manowską głosowało 25 sędziów. Był to drugi wynik; największym poparciem zgromadzenia SN cieszył się Włodzimierz Wróbel, na którego głos oddało 50 z 95 sędziów biorących udział w głosowaniu.

Nowa I prezes SN posiada ponad 25-letnie doświadczenie sędziowskie zdobyte w sądach wszystkich szczebli. Po zdobyciu uprawnień sędziowskich orzekała w Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi. Karierę orzeczniczą kontynuowała następnie w warszawskim sądzie okręgowym. Przez niemal 14 lat orzekała także w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie.

Do Izby Cywilnej Sądu Najwyższego trafiła w październiku 2018 r. Prezydent Andrzej Duda powołał Manowską na sędziego SN po rekomendacji Krajowej Rady Sądownictwa. Z uwagi na - podnoszone przez część środowiska sędziowskiego i polityków - wątpliwości dotyczące prawidłowości powołania sędziowskich członków KRS przez Sejm, skuteczność nominacji Manowskiej do Sądu Najwyższego była kwestionowana.

Podczas sobotnich obrad zgromadzenia SN Manowska była również pytana, czy uważa się za sędziego SN. "Nie, nie uważam się. Ja jestem sędzią SN. Złożyłam ślubowanie przed prezydentem, objęłam obowiązki służbowe" - podkreśliła w odpowiedzi.

Jednocześnie mówiła, że nie podobał się jej "kształt poprzedniej KRS i nie podoba się kształt obecnej". "Moim zdaniem KRS powinna być wybierana w wyborach powszechnych sędziowskich, po to żeby nie było z jednej strony zarzutów, że jest zależna od władzy ustawodawczej, ale z drugiej strony, by nie było zarzutów działania tzw. spółdzielni, a to była powszechna opinia wśród sędziów, że grupy się wybierają" - zaznaczała podczas zgromadzenia SN.

Manowska przez ponad cztery lata - od stycznia 2016 r. - kierowała Krajową Szkołą Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Jak zapewniła podczas zgromadzenia SN, doświadczenie z zarzadzania tą instytucją zamierza przenieść do Sądu Najwyższego. Podkreśliła przy tym, że umiejętności zarządcze są jej atutem.

Jak mówiła, kiedy rozpoczęła zarządzanie tą szkołą, zderzyła się z mobbingiem. "Ja ten mobbing zlikwidowałam. Dla każdego człowieka, który chciał pracować znalazłam właściwe miejsce w krajowej szkole. Nie ma tu ludzi niepotrzebnych i wykluczonych" - wskazywała. Zwróciła też uwagę, że w czasie, gdy była dyrektorem krakowskiej szkoły, absolwenci tej placówki "wreszcie idą do służby po egzaminie sędziowskim". Do swoich sukcesów zarządczych zaliczyła także pozyskanie na rzecz szkoły dwóch nieruchomości.

W kwietniu, na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem procedury wyboru kandydatów na I prezesa SN, media podały, że do internetu wyciekły dane tysięcy sędziów i prokuratorów, które miała w swoich zasobach krakowska szkoła. W sieci pojawiły się prywatne adresy mailowe, adresy zamieszkania, numery telefonów, a także hasła logowania.

Śledztwo w tej sprawie wszczęła lubelska prokuratura regionalna. W konsekwencji śledczy zatrzymali i postawili zarzuty pracownikowi spółki zewnętrznej zarządzającej serwerami szkoły. Manowska komentując tę sprawę mówiła, że prawdopodobne jest, że do wycieku danych osobowych doszło na skutek zaniedbania jednej z firm zarządzających danymi. W sobotę przed zgromadzeniem SN powiedziała, że "nie takim gigantom się to zdarzało". "Czy to był przypadek, to wykaże postępowanie" - dodała.

Manowska ma za sobą także okres pracy w Ministerstwie Sprawiedliwości. W 2007 r. przez kilka miesięcy pełniła funkcję wiceministra w resorcie sprawiedliwości kierowanym wówczas przez Zbigniewa Ziobrę. Manowska zajmowała się wówczas w ministerstwie sądownictwem powszechnym. Odeszła z resortu po objęciu władzy przez PO-PSL.

Przez uczestników zgromadzenia sędziów wyłaniającego kandydatury na I prezesa SN była pytana - podobnie jak inni kandydaci - o związki z politykami i ich stosunek do polityki. "Miałam takie związki i nie jest to tajemnicą. W 2007 r. przez siedem miesięcy byłam podsekretarzem stanu w MS, ministrem był wtedy Zbigniew Ziobro, a podsekretarzem stanu obecny prezydent Andrzej Duda. (...) Ja się nie zapieram i nie wypieram tych znajomości" - mówiła sędzia Manowska.

Wskazywała jednocześnie, że "przez kilkanaście lat późniejszego orzekania nie wypowiadała się na temat polityki" i nigdy ani jej, ani żadnemu z jej orzeczeń nie został postawiony zarzut upolitycznienia. "Obiecuję, że będę strażnikiem niezawisłości. (...) Nigdy żaden polityk na mnie nie wywierał wpływu w sferze orzecznictwa, nawet nie próbował" - podkreślała.

Nowa I prezes SN jest warszawianką. W stolicy ukończyła też studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Na tej samej uczelni obroniła doktorat, a następnie uzyskała habilitację. Jest profesorem nadzwyczajnym Uczelni Łazarskiego, na której wykłada od 2013 r. Specjalizuje się w cywilnym prawie procesowym.(PAP)

autor: Mateusz Mikowski, Marcin Jabłoński

mm/ mja/ aj/

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję