Reklama

Pierwsze kroki Faustyny

Piotr Chmieliński
Edycja warszawska (st.) 1/2003

Kiedy latem 1942 r. Helena Kowalska, późniejsza siostra Faustyna, przyjechała do Warszawy, pierwsze kroki skierowała do kościoła parafialnego św. Jakuba na Ochocie. Ta świątynia położona była najbliżej dworca Warszawa Główna, do którego wówczas dojeżdżały pociągi. Po zakończeniu Mszy św. przyszła święta usłyszała słowa Chrystusa: "Idź do tego kapłana i powiedz mu wszystko, a on ci powie co masz dalej czynić". Słowa te dotyczyły pierwszego proboszcza parafii, ks. Jakuba Dąbrowskiego.

Wielu moich parafian przychodzi na Msze św. w dni powszednie i większość przystępuje do Komunii Świętej - mówi ks. prałat Henryk Bartuszek

Tamto historyczne wydarzenie wspomina ks. prałat Henryk Bartuszek, obecny proboszcz parafii św. Jakuba na placu Narutowicza: - Faustyna nie posiadała tzw. wyprawki, której wymagano przy przyjmowaniu do zakonu. Ks. Dąbrowski podał jej adres swoich znajomych w Klembowie, u których mogła pracować, by zarobić na posag i wstąpić do klasztoru. Tak więc nasza parafia szczyci się tym, że ludzie mogą rozpoznać tutaj swoje powołanie, kierunek dalszej życiowej drogi - mówi ks. Bartuszek.
Proboszcz podkreśla, że również dziś kościół na placu Narutowicza odwiedza sporo podróżnych. Na placu jest pętla wielu linii tramwajowych i autobusowych, niedaleko mieszczą się dworce kolejowe Warszawa Ochota i Warszawa Zachodnia. - Ludzie się przemieszczają, przesiadają. Przy okazji wstępują do naszej świątyni, która jest otwarta przez cały dzień. Dla mnie to oczywiste, bo kościół po prostu musi być otwarty. Codziennie modli się sporo osób - podkreśla Ksiądz Proboszcz.

Najpierw była wieża

Pomysł wybudowania świątyni zrodził się w 1904 r. podczas obchodów jubileuszu pięćdziesięciolecia ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Powstał wówczas społeczny komitet budowy kościoła. Ziemię pod budowę przekazał Jan Grądzki. W konkursie na projekt świątyni w 1908 r. zwyciężył architekt Oskar Sosnowski, którego powołano na kierownika zespołu budującego kościół. 24 września 1911 r. bp Kazimierz Ruszkiewicz poświęcił kamień węgielny.
Do pierwszej wojny światowej wybudowano tylko wieżę i mury kościoła na wysokości okien. 7 marca 1918 r. abp Aleksannder Kakowski erygował parafię św. Jakuba. Pierwszym proboszczem został mianowany ks. Jakub Dąbrowski, który do 1938 r. wybudował kościół w stanie surowym. Ks. Dąbrowski zmarł 10 października 1939 r. z powodu zranienia odłamkiem bomby, która spadła na dom parafialny. Drugim proboszczem był ks. Mieczysław Węglewicz, w okresie międzywojennym profesor katechetyki w Seminarium Duchownym. W 1939 r. został aresztowany i przebywał na Pawiaku jako więzień - zakładnik. Po uwolnieniu w 1940 r. otrzymał nominację na proboszcza parafii św. Jakuba. Zmarł na chorobę serca w Wielkim Tygodniu 1943 r.
Od 1943 r. proboszczem był ks. Stanisław Mystkowski, który po wojnie podjął się odbudowy świątyni. Zniszczenia wojenne sięgały 60-70% całości budynku: spłonął doszczętnie dach, naruszone zostały mury wieży, a wnętrze kościoła było zdewastowane. W 1947 r. wielkim wydarzeniem była wizytacja Prymasa Polski kard. Augusta Hlonda, który poświęcił dzwon nazwany jego imieniem - "Augustus". Dzwon ten pękł rok po konsekracji, w czasie pogrzebu kard. Hlonda, gdy wraz z innymi dzwonami warszawskimi wzywał do modlitwy. 24 września 1960 r. nastąpiła konsekracja kościoła dokonana przez kard. Stefana Wyszyńskiego.
W latach 1972-1995 proboszczem był ks. Henryk Żochowski. Dokonał ogólnego remontu kościoła, adaptował go do posoborowych warunków liturgicznych, wykonał stylowe żyrandole oraz witraże o tematyce religijno-patriotycznej. Kościół otrzymał także polichromie w nawie głównej i w kaplicy Najświętszego Sakramentu oraz wystrój kaplicy Matki Bożej. Od 1995 r. proboszczem parafii jest ks. Henryk Bartuszek.

Reklama

Studencka parafia

Parafia św. Jakuba liczy ok. 30 tys. mieszkańców. Z tego regularnie uczęszcza na nabożeństwa ok. 6,5 tys. ludzi.
- Wśród parafian dominują ludzie starsi. Młodzi wyprowadzają się na peryferie miasta. Podczas kolędy odkrywamy, że wiele mieszkań to pustostany - informuje Proboszcz. Podkreśla również dużą świadomość eklezjalną i liturgiczną swoich parafian. Wiele osób przychodzi na Msze św. w dni powszednie i większość z nich przystępuje do Komunii. Księża nie narzekają również na brak pracy w konfesjonałach. Z sakramentu pokuty można skorzystać w dni powszednie w godz. 6.00-9.00 i 17.00-19.00.
W parafii działa bardzo dużo grup i wspólnot. Największą jest Duszpasterstwo Akademickie. Na terenie parafii istnieje bowiem aż 10 akademików, w których mieszka ponad 3 tys. studentów. Do DA regularnie uczęszcza ponad 700 osób. Posługuje im 2 duszpasterzy akademickich. Studenci spotykają się przede wszystkim na Mszy św. akademickiej sprawowanej w niedziele o godz. 19.00. Ma ona bardzo uroczystą oprawę. W ciągu tygodnia odbywa się wiele spotkań formacyjno-modlitewnych. Np. w poniedziałek spotyka się wspólnota akademicka Ruchu Światło-Życie, a we wtorek grupa ewangelizacyjna "Woda życia".

Z pomocą najbiedniejszym

Zespół Charytatywny opiekuje się kilkudziesięcioma najbiedniejszymi mieszkańcami parafii. Wydawana jest żywność, odzież i środki czystości. Zespół prowadzi również świetlicę socjoterapeutyczną dla dzieci a także wykupuje obiady w szkole dla tych uczniów, których na to nie stać. Od niedawna w pomieszczeniach parafialnych prowadzona jest także akcja bezpłatnych porad prawnych. Udzielają ich studenci prawa z fundacji "Academia Iuris".
Inne grupy parafialne też mogą się pochwalić wysoką frekwencją i ciekawą działalnością. Wśród nich na pewno: ministranci, lektorzy, bielanki, Ruch Światło-Życie, Przymierze Rodzin, wspólnota "Emmanuel", Odnowa w Duchu Świętym, Akcja Katolicka oraz Anonimowi Alkoholicy.

Wieża będzie większa

Na uwagę zasługuje architektura kościoła. Zbudowany jest w stylu neoromańskim z charakterystyczną wieżą, która góruje nad otoczeniem. Znajduje się w niej dzwonnica. Zgodnie z zamysłem projektanta kościoła, inżyniera architekta Oskara Sosnowskiego, wieża powinna być zwieńczona tzw. "czapą" graniastego dachu, która jednak nigdy nie powstała. - Najpierw przeszkadzały temu zawieruchy wojenne, potem władze komunistyczne nie pozwalały na ukończenie wieży. Obecnie nie ma już żadnych przeszkód i mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości wieża otrzyma swoje zwieńczenie - mówi ks. Bartuszek.
We wnętrzu kościoła uwagę zwracają przede wszystkim freski z okresu powojennego. Umieszczone są na ścianach po obu stronach nawy głównej, w prezbiterium zamkniętym absydą oraz na ścianie przychórowej. Szczególnie piękny jest fresk w prezbiterium, przedstawiający ukoronowanie Maryi w chwale Nieba. Ciekawy jest też układ witraży patriotyczno-narodowych, ukazujących drogę żołnierza polskiego do wolności. W zakończeniu naw bocznych znajdują się kaplice: Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej z piękną figurą Matki Bożej Niepokalanej.

Reklama

Jak zdobyć szkaplerz?

2015-07-07 11:52

Agnieszka Konik-Korn
Niedziela Ogólnopolska 28/2015, str. 30

Piotr Marcińczak

Z tym pytaniem zwróciłam się do przeora klasztoru Karmelitów Bosych w Czernej, gdzie mieści się sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej.

– Najłatwiej zdobyć szkaplerz, wstępując do zakonu – uśmiecha się o. Leszek Stańczewski OCD. – Wówczas dostaje się go „za darmo”, jako część stroju karmelity czy karmelitanki. Ale każdy, kto nie ma powołania do życia zakonnego, może otrzymać szkaplerz „w wersji light” – dwa kawałki brązowego płótna połączone tasiemką, które musi nałożyć kapłan – tłumaczy zakonnik. Sam szkaplerz można nabyć gdziekolwiek, choćby w księgarni w Czernej. Tu, w sanktuarium Matki Bożej Szkaplerznej, każdego roku w pierwszą sobotę po wspomnieniu Matki Bożej z Góry Karmel (16 lipca) odbywa się ogólnopolskie spotkanie Rodziny Szkaplerznej.

Znak zbawienia

Historia szkaplerza sięga XII i XIII wieku i łączy się z górą Karmel w Palestynie, gdzie pustelnicy – bracia Najświętszej Maryi Panny z Góry Karmel żyli według reguły nadanej im przez patriarchę Jerozolimy – Alberta. Po upadku Królestwa Jerozolimskiego część z nich uciekła do Europy, aby schronić się przed muzułmanami. W Europie jednak bracia, chcąc żyć według swojej reguły, spotkali się z niechęcią kleru i innych zakonów. Napotkali tak wielki opór, że groziło im rozwiązanie. Wówczas generał zakonu – Szymon Stock modlił się gorąco do Matki Bożej, prosząc o ratunek. I właśnie w nocy z 15 na 16 lipca 1251 r. objawiła mu się Maryja, która podając mu szkaplerz, powiedziała: „Umiłowany synu! Przyjmij szkaplerz twojego zakonu. Przywilej dla ciebie i karmelitów. Oto znak zbawienia, ratunek w niebezpieczeństwach, przymierze pokoju i wiecznego zobowiązania. Kto w nim umrze, nie dozna ognia piekielnego”.

– Szymon Stock przyjął szkaplerz jako dar i polecił, by odtąd nosili go wszyscy karmelici – wyjaśnia o. Stańczewski. – Ten szkaplerz nie jest dla nas tylko zwykłą szatą zakonną – traktujemy go jako dar Matki Bożej. Codziennie, gdy zakładamy i zdejmujemy szkaplerz, całujemy go. Inne zakony również noszą szkaplerze, ale nasz, karmelitański, ma szczególne znaczenie. To jakby szata Matki Bożej, z którą Maryja utożsamia się jak ze swoim wizerunkiem i wiąże z tym znakiem szczególne obietnice i zobowiązania.

Jak św. Jan

Szkaplerz to pewien znak, zobowiązanie do modlitwy i do apostolstwa. – To przede wszystkim zobowiązanie do tego, by wziąć Matkę Bożą do siebie, tak jak to uczynił św. Jan Apostoł pod krzyżem – wyjaśnia o. Leszek. – Przyjęcie szkaplerza jest wzięciem Maryi do swojego serca, do życia w codzienności, aby była w nim zawsze obecna jako Matka i Siostra. Szkaplerz to nie amulet, który automatycznie nas od czegoś uwalnia, ale to przypomnienie, byśmy pamiętali, że zmierzamy do nieba.

Ci, którzy przyjmują szkaplerz, zobowiązują się do codziennej maryjnej modlitwy. – „Pod Twoją obronę” – to najbardziej zalecana modlitwa dla tych, którzy noszą szkaplerz – mówi Ojciec Przeor. – To jest taki punkt wyjścia do regularnej rozmowy z Bogiem, do której zachęca św. Paweł, mówiąc: „Módlcie się nieustannie”.

Oprócz tego zaleca się, aby noszący szkaplerz raz w tygodniu odprawili jakiś akt pobożności maryjnej, np. odmówili Różaniec lub Litanię do Matki Bożej. A raz w roku, w miarę możliwości, można wziąć udział w nowennie odprawianej w większości klasztorów karmelitańskich przed 16 lipca.

Chroni i ocala

Z przyjęciem szkaplerza wiążą się szczególne obietnice. Maryja obiecuje, że kto pobożnie nosi szkaplerz, nie zazna ognia piekielnego, a w pierwszą sobotę po swojej śmierci zostanie wybawiony z czyśćca. Matka Boża zapewnia także o swojej pomocy i opiece w życiu doczesnym.

O tej pomocy przekonało się wielu czcicieli Matki Bożej. O. Stańczewski opowiada historię polskiego żołnierza, który w czasie II wojny światowej zgubił szkaplerz. Gdy po bitwie żołnierze zajęli niemieckie okopy, ów człowiek poszedł szukać zguby. Szkaplerza szukał też jego towarzysz – znalazł go i zabrał, aby odnieść koledze. Okazało się, że w tym czasie w okopach wybuchła bomba zegarowa. Zginęli wszyscy z wyjątkiem tych dwóch, którzy opuścili okopy w poszukiwaniu szkaplerza. Inna historia wiąże się z pożarem w Truskolasach, w archidiecezji częstochowskiej, gdzie znajduje się dom Sióstr Karmelitanek Bosych. Jak pisze w książce: „Dar mojej Matki” o. Jan Ewangelista Krawczyk OCD: „Siostra Genowefa rzuciła duży Szkaplerz święty ze swojego habitu w półtorametrową przestrzeń dzielącą płonący dom od domu, który miał się zaraz zapalić, mówiąc: «Maryjo, ratuj!». Ogień powoli wygasł i dalej się już nie przeniósł, ku zdumieniu ludzi”.

Co robić, by nosić szkaplerz? – dopytuję. – Przyjąć go z ręki kapłana, nosić zawsze i wszędzie i naśladować Maryję – wyjaśnia o. Leszek i dodaje: – Potrzeba również pokuty, pokory, walki o czystość i ufnej modlitwy, do czego zobowiązujemy się, przyjmując szkaplerz, a więc Matkę Bożą, do swojego życia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy: oburzenie skazaniem na śmierć głodową Vincenta Lamberta

2019-07-17 18:03

lk / Warszawa (KAI)

Przygnębienie i oburzenie decyzją lekarzy, którzy zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta, pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji, wyraziło Katolickie Stowarzyszenie Lekarzy Polskich. Mężczyzna zmarł dziewięć dni po odłączeniu go od aparatury podtrzymującej życie.

Poniżej tekst stanowiska przesłanego KAI:

Stanowisko Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich wobec zaniechania żywienia chorego Vincenta Lamberta

1. Jesteśmy oburzeni i przygnębieni decyzją lekarzy, którzy od dnia 3.07.2019 r. zaniechali odżywiania i nawadniania, skazując na śmierć głodową Vincenta Lamberta - pacjenta Kliniki Uniwersyteckiej w Reims we Francji.

2. Działania zespołu medycznego w ostatnich 9 dniach życia Vincenta są sprzeczne z prawami człowieka i zasadami etyki lekarskiej, są formą eutanazji i aktem okrucieństwa wobec pacjenta i jego rodziców. Niszczy to wizerunek lekarza i podważa zaufanie do naszego zawodu.

3. Nie jest uporczywą terapią żywienie przez sondę i pojenie wodą pacjenta z zachowanym samodzielnym oddechem oraz minimalną świadomością.

4. Żaden wyrok sądowy ani opinia specjalistów nie usprawiedliwiają działań zmierzających do zakończenia życia chorego, pozbawienia go jedzenia, picia i pomocy najbliższych oraz odbierania mu możliwości leczenia i rehabilitowania w innym ośrodku medycznym.

5. Mamy nadzieję, że historia choroby i śmierci głodowej Vincenta Lamberta oraz walka jego rodziców i tysięcy ludzi na całym świecie o jego ocalenie przyczynią się do ochrony życia i godności innych ciężko chorych pacjentów.

W imieniu Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich:

dr n.med. ELŻBIETA KORTYCZKO, prezes KSLP, specjalista pediatrii i neonatologii,

prof. BOGDAN CHAZAN, wiceprezes KSLP i prezes Oddz. Mazowieckiego, specjalista ginekologii i położnictwa,

lek. ANNA GRĘZIAK, Honorowy Prezes KSLP, anestezjolog, członek Zespołu przy Rzeczniku Praw Pacjenta ds. opracowania standardów postępowania w terapiach medycznych stosowanych w okresie kończącego się życia,

lek. GRAŻYNA RYBAK, delegat Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii,

lek. MARZENNA KOSZAŃSKA, wiceprezes Oddz. Mazowieckiego KSLP, specjalista pediatrii

----

42-letni Vincent Lambert, który po wypadku w 2008 r. był sparaliżowany, żył przez 11 lat w stanie minimalnej świadomości. Na wniosek żony i lekarzy, wbrew prośbom rodziców, którzy chcieli go przenieść do ośrodka opieki, francuski wymiar sprawiedliwości wydał zgodę na jego uśmiercenie. Zmarł 11 lipca, dziewięć dni po tym, jak został odłączony od sztucznego nawodnienia i odżywiania. Dwa dni później odbył się jego pogrzeb.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem