Reklama

Wolontariat czeka

2013-12-05 08:35

Maria Fortuna-Sudor
Edycja małopolska 49/2013, str. 5

Archiwum

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Pamięta Ojciec swoje pierwsze zetknięcie z wolontariatem?

O. STANISŁAW WYSOCKI: – Studiowałem we Włoszech, gdy w Polsce był stan wojenny. Ponieważ nie mogłem na wakacje wrócić do ojczyzny, więc pojechałem do jednego z naszych konwentów na południu Włoch. Tam spotkałem o. Carmelo, który zaproponował, abym zaangażował się w pomoc grupie prowadzącej obóz dla niepełnosprawnych dzieci. Zacząłem od wolontariusza ciągnącego na plaży wózki z niepełnosprawnymi. Wtedy uświadomiłem sobie, że wolontariat to rodzaj bakcyla; jak się raz z tym człowiek zetknie, to potem już mu zawsze czegoś brakuje.

– Potem był Wolontariat św. Eliasza. Skąd pomysł, aby tę formę pomagania w szpitalu przenieść na polski grunt?

– Gdy wspólnie z o. Carmelo pracowałem jako kapelan w dużym szpitalu na peryferiach Rzymu, uświadomiliśmy sobie, że sami nie jesteśmy w stanie zapewnić wsparcia i duchowej pomocy chorym. Wtedy pomyśleliśmy o wolontariuszach i ten pomysł tam się sprawdził. Toteż gdy wróciłem do Krakowa i zostałem skierowany do posługi w szpitalu im. Dietla, szybko uświadomiłem sobie, jak wielu chorych potrzebuje pomocy. Doszedłem do wniosku, że to, co się sprawdziło w warunkach włoskich, można wprowadzić również u nas.

– Jak pozyskał Ojciec pierwszych wolontariuszy w Krakowie?

– Pamiętałem, że od lat u dominikanów było dobrze postawione duszpasterstwo akademickie. Akurat trwały rekolekcje adwentowe na zakończenie 2002 r. Zwróciłem się do rekolekcjonisty i zapytałem, czy nie ogłosiłby informacji, że istnieje możliwość niesienia pomocy osobom chorym. Kilka tygodni później przed naszym kościołem czekała na mnie 13 – osobowa grupa studentów, którzy odpowiedzieli na apel. Początkowo oni przychodzili, żeby na przykład zawieźć chorych do kaplicy na Mszę św., czy nakarmić pacjentów, którzy sami nie mogli jeść. Potem trzeba było pomyśleć o odpowiedzialności za naszą działalność. Ktoś zaproponował, żeby założyć stowarzyszenie. Biurokracja mnie przerażała, ale na szczęście, pojawili się ludzie, którzy sie tym zajęli.

– Dziś wolontariat to wielkie organizacje, projekty, przedsięwzięcia… Jak Ojciec ocenia rozwój tej pięknej idei w naszym kraju?

– Nie boję się powiedzieć, że wolontariat został u nas sprowadzony do żebractwa. Najłatwiej wysłać młodych z puszką, aby potem pracownicy fundacji czy stowarzyszenia podzielili zebrane pieniądze. Ale to nie jest wolontariat! Wszędzie na świecie bogactwo stanowią: wolontariusz i jego czas, który poświęca on na niesienie pomocy innym. Tymczasem najprościej jest wysłać młodych, aby pozbierali datki. Jeszcze ich pokażmy w świetle reflektorów, jeszcze serduszka przyklejmy. Oczywiście, to też jest potrzebne, ale nie nazywajmy tego wolontariatem.

– Gdzie tkwi przyczyna niewłaściwych rozwiązań?

– To decyzje Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, MEN-u. To postawa tych wielkich organizacji pozarządowych. Co zrobiła ustawa o 1 procencie? Doprowadziła do walki szczurów. Tymczasem nie tak być powinno. Jeśli każda z tych organizacji otrzymała KRS, to one wszystkie potrzebują wsparcia na działalność. To niewłaściwe, że ta duża organizacja zbiera wielkie pieniądze, z których część przeznacza na przykład na… reklamę. Przecież podatnik przeznaczył te datki na pomoc konkretnemu człowiekowi.
A na przykład ustawa o wolontariacie i organizacji pożytku publicznego jest cała w optyce pracy; możesz więc sobie odrobić staż, znaleźć zatrudnienie. Owszem, to dobry kierunek. Ale nie tak, że firma proponuje, abyś uporządkował jej archiwum, dzięki czemu zdobędziesz doświadczenie. Nie tędy droga. Ta firma jelenia szuka, a nie wolontariusza.

– A co sądzi Ojciec o upowszechnianiu idei wolontariatu wśród młodzieży przez przyznawanie jej punktów za pomaganie?

– Jak żeśmy zaczynali, modne były „erazmusy” i związane z tym zagraniczne wyjazdy. Wtedy na kursie wolontariatu mieliśmy jednorazowo 220 osób! To wynikało z faktu, że student pragnący wyjechać, musiał się wykazać, gdzie i jak działa. Z kolei gimnazjaliści mogą pozyskać dodatkowe punkty, które pomogą im się dostać do wymarzonej szkoły. Wie pani, do dziś niektórzy znajomi się do mnie nie odzywają, bo nie wydałem stosownego, a nieprawdziwego zaświadczenia o wolontariacie dla ich dzieci. Uważam, że takie „nagradzanie” pomagania jest złe, bo nasze dzieci, młodzież uczą się cynizmu. Dochodzą do wniosku, że wszystko można załatwić, wykombinować.

– W wielu krajach europejskich w wolontariat angażują się ludzie starsi. U nas w tym zakresie jesteśmy wciąż w powijakach. Proszę powiedzieć, dlaczego warto, aby właśnie osoby 50, 60 plus zainteresowały się ideą pomagania?

– Bo to grzech nie podzielić się z innymi bogactwem życiowym, którego skarbnicą są osoby dojrzałe. Często ich energia jest wykorzystana na narzekanie. Tymczasem nie oczekujmy, że pan Tusk przyjdzie, aby rozwiązać nasz problem albo zrobi to PiS, czy ktokolwiek. Nie, my musimy to zrobić sami.
To jest egoizm, jeśli nie pomagamy. Gonimy za mrzonkami, narzekamy, plotkujemy, tymczasem wolontariat czeka. On rodzi się w głębi serca. Trzeba tylko czasami odkurzyć tę szlachetną cząstkę każdego z nas. Ona nie ma imienia, nie ma religii. To ta dobra strona człowieka. To jest, jak ja to często nazywam, wizerunek Pana Boga, który w każdym z nas tkwi.

Tagi:
wolontariat

Wolontariusz na Kresach - dołącz i ty

2019-05-18 07:15

Dzieło to od kilku lat wspiera bp Leon Dubrawski z Kamieńca Podolskiego oraz moderator RCS ks. Jerzy Molewski TChr z Poznania. Nie jesteśmy jednak organizacją związaną z konkretnym zakonem, parafią itp. Projekt przeprowadzamy pod patronatem fundacji Vide et Crede z Wrocławia.

Wolontariat wywodzi się z dzieła niosącego pomoc Polakom na wschodzie jakie założyła dr Helena Krzemińska, zaprzyjaźnioną z ks. prof. Henrykiem Mosingiem. ponad 20 lat temu, niosąc światło ewangelii oraz polską kulturę tam, gdzie stary system starał się to zniszczyć.

ORGANIZACJA:

Wolontariusze pozyskiwani są z całej Polski przez informacje rozsyłane w mediach społecznościowych i publicznych. Na zaproszenie od wspólnot i zgromadzeń jeździmy w różne miejsce, aby dać świadectwo z wyjazdów i przybliżać sytuację Polaków oraz Kościoła na wschodzie.

Wolontariusze są wysyłani minimum po dwóch. Są odpowiednio informowani do jakich parafii jadą i jaki będzie charakter ich pracy.

Wyjazd trwa minimum dwa tygodnie. Rozpiętość wiekowa wynosi 20-35 lat. Wolontariusze sami podają termin, który im pasuje, by potem skoordynować to z możliwościami parafii. Materiały do pracy każdy organizuje we własnym zakresie. Parafie zapewniają nocleg i wyżywienie. Obowiązkowy jest udział w spotkaniu formacyjnym przed wyjazdem.

Owoce:

Spotkanie - z drugim człowiekiem, z Bogiem, z samym sobą.

Dzielenie - talentami, darami, a przez to "pomnażanie talentów".

Świadectwo - przez pracę, postawę, stosunek do drugiego - chcemy by ci,

do których zostaniemy posłani zobaczyli ludzi wierzących i radosnych

z powodu Ewangelii.

Wiara - przez miłość w relacji do drugiego staje się możliwa do

przyjęcia, ponieważ wtedy można prawdziwie doświadczyć jej sensu.

To nasz sposób na niesienie Słowa.

Relacja - obustronna, również wolontariusze przywożą do Polski

niesamowite świadectwo o życzliwości i gościnności ludzi, z którymi

pracowali.

CO ROBIMY?

-Dwutygodniowe kursy języka polskiego - dla wszystkich bez względu na wiek, poglądy polityczne i religijne.

- Wieczory patriotyczne, prezentacje historyczne i kulturowe o Polsce

-Półkolonie dla dzieci - przy parafiach, lub pomoc w ich prowadzeniu.

-Dzielimy się swoimi talentami organizując dzieciom oraz dorosłym czas wolny - w celach integracyjnych, edukacyjnych oraz rozszerzania światopoglądu.

-Pomagamy odnawiać opuszczone polskie cmentarze

-Pomagamy w miarę możliwości w aktualnych potrzebach parafii.

-Nie zamykamy się na nowe, szalone pomysły

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dyrektor ISKK: wyraźnie rośnie grupa młodzieży deklarującej się jako niewierząca

2019-06-07 09:29

lk / Warszawa (KAI)

Dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca. Stanowi ona już niemal 1/3 całej młodzieży – zauważa ks. dr Wojciech Sadłoń, dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego, komentując dla KAI najnowsze wyniki badań religijności polskiej młodzieży, opracowane przez CBOS.

Martinan/Fotolia.com

Polska młodzież jest coraz mniej religijna. Jako głęboko wierzący i wierzący łącznie określiło się w 2018 r. 63% uczniów ostatnich klas szkół ponadgimnazjalnych, podczas gdy w 2008 r. było ich 81%. Coraz mniej młodych chodzi też na religię – w 2018 r. zadeklarowało to 70%, a jeszcze w 2010 - 93% - wynika z badania CBOS zrealizowanego w ramach projektu „Młodzież”.

Najnowsze badanie zostało przeprowadzone jesienią ub. roku na ogólnopolskiej losowej próbie 80 dziennych szkół ponadgimnazjalnych różnego typu (liceów, techników i zasadniczych szkół zawodowych). Szkoły, a w nich klasy, były losowane do badania. Próba objęła 1609 uczniów ostatnich klas tychże szkół.

Poniżej komentarz ks. dr Wojciecha Sadłonia:

Kolejne młode pokolenie Polaków podlega głębokim przemianom pod względem religijnym. Generalnie rysuje się wyrazisty trend, że dzisiejsza młodzież względem tej z końca minionego stulecia jest znacznie mniej religijna. Wyraźnie rośnie grupa młodzieży, która deklaruje się jako niewierząca i niepraktykująca i stanowi ona grupę już niemal 1/3 całej młodzieży. Największemu osłabieniu podlegają przede wszystkim praktyki religijne. W 1996 r. 62% młodzieży deklarowało, że chodzi co tydzień do kościoła, obecnie jest to 35%. Ponad połowa młodzieży w największych miastach w ogóle nie praktykuje swojej wiary.

Badania CBOS w tym względzie potwierdzają wyniki wielu innych badań, w tym również ISKK zapoczątkowane w 1988 r. Przemiany religijne wpisują się również częściowo w rosnący indywidualizm polskiej młodzieży. Dzisiejsza młodzież w odróżnieniu do wcześniejszego pokolenia bardziej ceni sobie miłość i przyjaźń, mniej zaś życie rodzinne. Znacznie częściej również biorą pod uwagę wyjazd za granicę w poszukiwaniu pracy.

Z drugiej strony, z badań CBOS wynika, że mimo powiększającej się grupy młodzieży niereligijnej, nie zmniejsza się grupa młodzieży najbardziej religijnej. Potwierdza to proces obserwowany również w innych badaniach, który można by nazwać polaryzacją religijną młodzieży. Polega ona na tym, że zmniejsza się grupa osób o średnich wskaźnikach religijności, rośnie zaś grupa osób niereligijnych przy utrzymywaniu się grupy o najwyższej religijności.

W deklarowanym uczestnictwie w lekcjach religii widać wyraźnie cezurę roku 2010. Do tego momentu rosło uczestnictwo w lekcjach religii do ponad 90% i od tego momentu obserwujemy wyraźne zmniejszanie się uczestnictwa w lekcjach religii, które wynosi obecnie 70%. W największych miastach już mniejszość (44%) młodzieży deklaruje udział w lekcjach religii.

Stosunek do lekcji religii zawiera w sobie nie tylko religijność, ale również nastawienie do Kościoła jako instytucji mającej swoją rolę społeczną. Rok 2010 jest momentem, od którego wyraźnie rośnie negatywne nastawienie do Kościoła. Wiąże się to z głębokimi procesami społecznymi oraz słabnącą rolą Kościoła w integrowaniu ogółu polskiego społeczeństwa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bp Libera: oby krytycy Kościoła nie zagubili duszy i nie stracili miary

2019-06-17 11:32

eg / Ciechanów (KAI)

Proszę wszystkich, którzy nazywają Kościół „organizacją przestępczą” nie zagubili swojej duszy i nie stracili miary – mówił w Ciechanowie bp Piotr Libera. W parafii pw. Błogosławionych Płockich Biskupów Męczenników przewodniczył on diecezjalnemu dziękczynieniu w 20. rocznicę beatyfikacji abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego i bp. Leona Wetmańskiego.

Maciek 86/wikipedia.pl
Bp Piotr Libera

- Arcybiskup Nowowiejski sto lat temu tłumaczył, że Polska ma być demokratyczna, otwarta dla wszystkich. Powinna jednak zostać wierna chrześcijańskim, katolickim korzeniom - powiedział bp Libera.

Zdaniem duchownego, bł. abp Antoni J. Nowowiejski obecnie cieszyłby się z wolnej, kierującej się chrześcijańskimi ideałami Ojczyzny, ale z równą mocą sprzeciwiałby się wizji Europy, wstydzącej się inwokacji Trójcy Przenajświętszej w swoim dokumencie podstawowym, bojącej się Chrystusa i Ewangelii, bezdzietnej i porzucającej swoje katedry i kościoły.   Hierarcha dodał, że błogosławiony męczennik abp Antoni Julian wraz z błogosławionym bp. Leonem szerzyli w diecezji prawdę o Bożym Miłosierdziu. Krzewili to, co obaj określali „miłosierdziem zorganizowanym”. Wzruszają ich proste apele o pomoc głodnym dzieciom płockim, o odwiedzanie w domach obłożnie chorych i przekazywanie im treści niedzielnych kazań, o zbieranie płótna na opatrunki dla rannych żołnierzy, o nieurządzanie wielkosobotnich święceń pokarmów, gdy wiele rodzin nie mogło sobie pozwolić na świąteczny posiłek. 

Kaznodzieja przypomniał, że arcybiskup pozostawał w Płocku i podczas wojny polsko-bolszewickiej, i gdy Niemcy weszli do miasta. Zakazywał księżom opuszczania parafii. Niemcy nie mogli jednak znieść jego wzroku i głosu sumienia, wywieźli go do Słupna, a potem do Działdowa. Bezbożność, pogaństwo i nienawiść do świętości kazała im 83-letnego starca, szlachetnego człowieka, oddanego biskupa i rzetelnego naukowca, zamknąć wraz z biskupem pomocniczym i 56 księżmi w obozie koncentracyjnym, w pomieszczeniu opatrzonym napisem „Pfaffen” – „klechy”. 

Pod koniec kwietnia lub na początku maja 1941 roku miała miejsce osławiona próba zmuszenia biskupów do znieważenia Krzyża w obozowej „oprawni”. Arcybiskup czuł, że to już koniec. Oddał innemu torturowanemu więźniowi sweter. Krzyża nie zdeptał, próbę przetrzymał, ale 26 maja zmarł. Po kilku miesiącach, 10 października, Niemcy wykończyli także bł. biskupa Leona.  

- Proszę wszystkich, którzy tak łatwo dzisiaj nazywają Kościół „organizacją przestępczą”, którzy na nowo używają słowa „klechy”, bo rzeczywiście w naszych szeregach znaleźli się również ciężcy grzesznicy, aby pośród tych zmagań nie zagubili swojej duszy. Żeby nie stracili miary. Nie szukali usprawiedliwienia dla własnej niewiary, dla własnego zagubienia, oziębłości i moralnej wygody. Żeby nie przestali widzieć w Kościele, w którym zostali ochrzczeni strażnika światła i prawdy – poprosił bp Libera.

Na zakończenie Eucharystii bp Libera udzielił wiernym odpustu zupełnego, a także błogosławieństwa papieskiego.

Eucharystię na terenie parafii Błogosławionych Płockich Biskupów Męczenników – jedynej w diecezji noszącej taki tytuł, poprzedził koncert zespołu „Fragua” oraz wykład dr. hab. Zbigniewa Girzyńskiego o martyrologium Kościoła, począwszy od zaborów, po współczesne prześladowania chrześcijan. W programie rocznicowego spotkania była też agapa dla jego uczestników.

Św. Jan Paweł II beatyfikował abp. Antoniego J. Nowowiejskiego (1858-1941) i bp. Leona Wetmańskiego (1886-1941) 13 czerwca 1999 r. w Warszawie. Abp Nowowiejski został postawiony na czele 108 błogosławionych męczenników II wojny światowej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem