Reklama

Niedziela Sandomierska

Czystość • Ubóstwo • Posłuszeństwo

Bł. Jan Paweł II o powołaniu pisał jako o darze i tajemnicy. Dzisiejsze święto Ofiarowania Jezusa, jak informuje s. Dariela Cebulska CSDP, przypomina nam – osobom konsekrowanym – o ofiarowaniu naszego życia Bogu. Tak jak Maryja według zwyczaju ofiarowała Jezusa w świątyni, tak też i my poprzez konsekrację zakonną i złożone śluby oddajemy swoje życie do dyspozycji Boga. Zasadniczym elementem życia konsekrowanego jest zobowiązanie się do praktykowania rad ewangelicznych. Zobowiązanie to nadaje naszemu życiu większą stałość woli i trwałość. Rodzi się nowa relacja wobec Boga, polegająca na religijnym i moralnym obowiązku wobec Niego. Życie konsekrowane to specyficzny sposób naśladowania Jezusa Chrystusa i dążenia do świętości. To święto, jest przypomnieniem, że obojętnie jaki sposób życia prowadzimy, żyjemy dla Boga. Starajmy się o coraz doskonalsze życie, wzrastajmy w miłości i nią umiejmy się dzielić na co dzień. Nasza codzienność to wypełnianie zadań do jakich zostałyśmy posłane, a jednocześnie życie zgodne z konstytucjami Zgromadzenia, według złożonych ślubów: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Modlitwa, praca i odpoczynek – to wszystko prowadzi nas do Boga.

Ks. Leon Siwecki, wikariusz biskupi do spraw Instytutów Życia Konsekrowanego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego, zwraca uwagę na różnorodność wybieranej drogi: – Życie konsekrowane, to wyłączna służba Bogu w Kościele i świecie, poprzez konkretne charyzmaty poszczególnych instytutów zakonnych, a nawet indywidualnych form tego sposobu życia. Jest to posługa czynna, jak chociażby praca przy parafii, w szpitalu, czy w katechezie i cicha, przez modlitwę i wyrzeczenie, wobec kapłanów i ludu Bożego. Do takiej służby Bóg powołuje zarówno mężczyzn, jak i kobiety.

Trochę statystyki

Z informacji przedstawionych przez s. Klarę Radczak CFS, referentkę diecezjalną, wynika, że w diecezji sandomierskiej obecnych jest 21 zgromadzeń żeńskich i 9 męskich. Żeńskie posiadają 51 domów, w tym jeden klasztor kontemplacyjny – Sióstr Klarysek. Ogólna liczba wszystkich sióstr to 368, w tym 8 klarysek. Zgromadzenia męskie mają 12 domów i jedną kapelanię – u Sióstr Józefitek na Radnej Górze. Zakonników jest 84, w tym 71 kapłanów i 13 braci. Na terenie diecezji znajdują się domy formacyjne: nowicjat Oblatów Maryi Niepokalanej z 12 nowicjuszami; postulat Kapucynów – 14 postulantów; nowicjat Jadwiżanek – 5 nowicjuszek i postulat Córek św. Franciszka – 1 postulantka. W diecezji zaczynają być też obecne indywidualne formy życia konsekrowanego. Trzy kandydatki przygotowują się do konsekracji dziewic, a jedna do konsekracji wdów. Zakonnicy prowadzą parafie i sanktuaria, oratoria dla dzieci i młodzieży oraz „swoje” specjalistyczne duszpasterstwa. Siostry zakonne są obecne we wszystkich wymiarach duszpasterstwa parafialnego: organistki, zakrystianki, kancelarzystki czy kucharki. W pracy opiekuńczo-wychowawczej prowadzą szkoły i przedszkola, domy pomocy społecznej i domy dziecka, pogotowie opiekuńcze i ochronki dla dzieci. Pracują też w szpitalach, stacjach Caritas i w Domu Samotnej Matki. Siostry są obecne w Seminarium Duchownym, w domach rekolekcyjnych oraz katechizują w szkołach. Tak więc, jak widać, bez osób konsekrowanych zarówno duszpasterstwo, szkolnictwo, czy dzieła charytatywne, jak i inne formy posługi byłyby o wiele uboższe.

Reklama

Jedność w różnorodności

S. Beata, ze Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Apostolstwa Katolickiego (Siostry Pallotynki) opowiada – W diecezji sandomierskiej jesteśmy od 2000 r. Przyjechałyśmy do diecezji na zaproszenie ks. Czesława Wali, który wybudował w Rudniku nad Sanem Dom Dziecka. Zaproszenie przyjęłyśmy, jako dar dla Kościoła w Roku Jubileuszowym. Jest to jedyny Dom Dziecka, który prowadzimy na terenie Polski.

Początki naszego życia siostrzanego wywodzą się bezpośrednio z Domu Dziecka, który do dziś istnieje w Rzymie. Przed laty nasz założyciel św. Wincenty Pallotti zgromadził dzieci po epidemii w sierocińcu, aby tam zapewnić im dobre wychowanie. W naszym Domu Dziecka „Dzieciątka Jezus” pracuje 5 sióstr i mamy pod opieką 30 dzieci, w wieku od 3 do 19 lat, chłopców i dziewczęta.

S. Dariela Cebulska CSDP, pracując w sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Janowie Lubelskim, mówi: – Każda z nas stara się wychodzić naprzeciw potrzebom ludzi, a są one bardzo zróżnicowane: to czasem pomoc materialna, ale przede wszystkim prośby o modlitwę, rozmowę, wsparcie duchowe. Siostry Opatrzności Bożej w parafii wykonują różne posługi: praca w zakrystii, kancelarii parafialnej i katechizacja. We wspólnocie przebywa również siostra emerytka, która troszczy się o sprawy domu zakonnego. Mieszkając w części klasztornej Sanktuarium, każdego dnia wspólnie gromadzimy się na modlitwach w kaplicy. Ogromną radością i znakiem życia Zgromadzenia są nowe powołania zakonne. Tak jak kiedyś, dzisiaj też jest wielu młodych, którzy chcą iść za Chrystusem. Nie wszyscy mają odwagę, by odpowiedzieć „tak” na Boże wezwanie. Modlimy się za osoby powołane o odwagę i wytrwałość. Służymy również pomocą w rozeznaniu powołania poprzez rekolekcje, duchowe towarzyszenie, korespondencję, indywidualne spotkania i kilkudniowy pobyt w naszych domach zakonnych.

Reklama

Życie ukryte

S. Iwona Oraniec, z bezhabitowego Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej, wyjaśnia: – Historia naszego Zgromdzenia wiąże się ściśle z charyzmatyczną postacią bł. Honorata Koźmińskiego, kapucyna. Do konfesjonału tego świątobliwego Zakonnika, żyjącego w latach zaborów, zgłaszało się bardzo wiele osób pragnących podjąć życie zakonne. Niestety, ówczesna sytuacja Polski nie pozwalała na realizację powołania nowym kandydatom. o. Honorat szukał zatem rozwiązania dla tej niełatwej sytuacji. Zasłuchany w głos Boży, utworzył dotąd nieznaną, ukrytą formę życia zakonnego. Członkowie założonych przez Niego wspólnot zakonnych mieli podjąć życie według rad ewangelicznych, bez zewnętrznych oznak swojej konsekracji (habitu). W swoim życiu mieli odzwierciedlać ukryte życie Świętej Rodziny z Nazaretu. Ojciec Założyciel pragnął, by Jego duchowe córki i synowie, żyjąc wśród świata, stali się swoistym zaczynem ewangelicznym, który przyczyni się do odnowy całego narodu. Siostry zajmują się kształtowaniem sumień chrześcijańskich oraz szerzeniem wiedzy religijnej. Poświęcają się szczególnie wychowaniu dzieci i młodzieży oraz uczestniczą w duszpasterskich i misyjnych zadaniach Kościoła. Ponadto, szczególnym rysem Zgromadzenia jest propagowanie modlitwy różańcowej oraz kultury trzeźwości w narodzie.

Mniszki klauzurowe

S. Maria Czech OSC opowiada: – Modlitwą została nam powierzona przez Kościół i przez nią uczestniczymy w działalności Kościoła. Jest naszym powołaniem, pierwszym i najważniejszym zadaniem dnia. Żyjąc w klauzurze mniszka kontemplacyjna w najwyższym stopniu wypełnia przykazanie miłości Boga, czyniąc je pełnym sensem swego życia i miłując wszystkich ludzi w Bogu. Nasz klasztor usytuowany w sercu miasta swoją szczególną budową architektoniczną stwarza przestrzeń odosobnienia, samotności i ciszy, aby można w sposób całkowicie wolny szukać Boga oraz życia tylko dla Niego, z Nim i w Nim. Oddane całkowicie Bogu żyjemy w klauzurze, która zaspokaja potrzeby przebywania z Chrystusem poprzez radykalne ubóstwo, którego wyrazem jest wyrzeczenie się nie tylko rzeczy, ale i także przestrzeni, kontaktów i wielu dóbr, np. nie mamy TV. Przez swoje wyjątkowe wezwanie do jedności z Bogiem w kontemplacji, w pełni odnajdujemy się w komunii Kościoła, stając się szczególnym znakiem głębokiej jedności całej wspólnoty chrześcijańskiej z Bogiem. Za pośrednictwem modlitwy, w sposób szczególny poprzez sprawowanie liturgii oraz swą codzienna ofiarę wstawiamy się za ludźmi i łączymy się w dziękczynieniu, jakie Jezus składa Ojcu. Klasztor kontemplacyjny jest też darem dla Kościoła lokalnego, do którego przynależy. Niesiemy w sercach wszystkie intencje Biskupa Ordynariusza, kapłanów i sióstr zakonnych naszej diecezji oraz wszystkich wiernych tej ziemi, którzy powierzają nam swoje niepokoje i cierpienia. Pragniemy jak najlepiej służyć Kościołowi Sandomierskiemu, głęboko złączone z dziejami Kościoła i współczesnego człowieka, współpracujemy duchowo przy budowaniu Królestwa Chrystusowego, aby „Chrystus był wszystkim we wszystkich”. Pan sam powołuje do swojej służy kogo chce i kiedy chce, naszą rolą jest modlitwa, a Pan jeśli zechce to wysłucha jej zgodnie ze swą Świętą Wolą.

Zakonna formacja

Siostry zakonne oprócz dzieł, które czynią i modlitwy, którą do Boga zanoszą, dbają również o swoją formację duchową i intelektualną. Dużą wspólnotę sióstr można było spotkać 18 stycznia w sandomierskim ośrodku „Quo Vadis”. Jak podkreśla ks. Siwecki: – takie spotkania modlitewno-formacyjne dla sióstr zakonnych odbywają się co miesiąc. Spotykają się na nich przełożone poszczególnych domów zakonnych z naszej diecezji. Natomiast 2 lutego, w światowy Dzień Życia Konsekrowanego, mają swoje spotkanie wszyscy bracia i siostry konsekrowani z terenu diecezji. Jest to Dzień wspólnego dziękczynienia Bogu za konsekrację i prośba o nowe powołania, ale też piękna okazja, by za tę posługę wszystkim siostrom, ojcom i braciom, gorąco podziękować.

Obecna sesja odbyła się pod przewodnictwem duchowym o. Szczepana Praśkiewicza OCD, karmelity z Lublina. Zwracając się w homilii oraz poprzez konferencję do sióstr mówił o potrzebie odnowy w postępowaniu za Chrystusem. Podkreślał: – Może się to dokonać poprzez rezygnację z rodziny, dóbr doczesnych i dźwiganie Krzyża. Przekładając na życie zakonne to czystość, ubóstwo i posłuszeństwo. I to jest przyjęcie misji jaką Bóg poleca.

* * *

Świadectwa

Wezwanie Boże do życia zakonnego, spadło na mnie jak przysłowiowy „grom z jasnego nieba”. Miałam już poukładane życie, plany na przyszłość, a tu Pan Bóg nieoczekiwanie poprosił, bym te plany zmieniła i wstąpiła do zakonu. Bardzo chciałam pełnić wolę Bożą w swoim życiu, ale to nagłe wezwanie było dla mnie dużym zaskoczeniem. Trudno było mi uwierzyć, że Pan Bóg powołuje właśnie mnie. Bałam się również zostawić ludzi, których kochałam. Pojechałam jednak „dla świętego spokoju” na kilka dni do klasztoru Sióstr Służek. Siostry znałam z oazy. Ten pierwszy pobyt u Sióstr wspominam ze wzruszeniem. Ta cudowna atmosfera domu zakonnego i świadomość nieustannej obecności Jezusa w Najświętszym Sakramencie mocno odcisnęły się w moim sercu i już nie dawały mi spokoju. Od tamtego czasu Pan Bóg jeszcze częściej do mnie przemawiał. Wreszcie po około rocznym zmaganiu i modlitwie dał mi cudowną łaskę pewności. Zabrał wszelkie wątpliwości, a zostawił przekonanie, że tylko oblubieńcza relacja z Chrystusem jest w stanie ugasić tęsknotę mojego serca. To przekonanie towarzyszy mi po dziś dzień. Uwielbiam Pana za 11 lat życia zakonnego i proszę, by dał mi łaskę wierności.

S. Iwona Oraniec

Droga rozeznawania mojego powołania sięga czasów formacji oazowej. Moje pierwsze rekolekcje w Sławęcinie w 1990 r. pamiętam bardzo dobrze. Jako nastolatek bardzo potrzebowałem akceptacji innych, normalnej wspólnoty ludzi młodych, a tych, których tam poznałem byli wyjątkowi. Zauroczyłem się oazową atmosferą, otwartością, wesołością i zostałem. Zacząłem robić formację, aż zostałem animatorem „krzyżowanym”. A jak to się stało, że oaza i jezuici? Po latach nadarzyła się okazja pojechania do Rzymu na spotkanie z Janem Pawłem II. Ale niestety termin był taki, że musiałem przesunąć czas wakacji oazowych. Po powrocie z Rzymu uczestniczyłem w oazie II stopnia w Starej Wsi, którą prowadzili jezuici. Tam też odpowiedziałem sobie na dylemat powołania. Miałem wewnętrzne przekonanie, że znalazłem to miejsce, które mi Pan Bóg przygotował, i do którego powołał. Do matury zostało mi dwa lata i po ich upływie w 1998 r. zdecydowałem o wstąpieniu do zakonu. Od tamtego czasu nigdy nie zapominam, co mi dała oaza i jak ważny był Ruch Światło-Życie w moim powołaniu i pogłębianiu relacji z Bogiem.

O. Mirosław Jajko SJ

2014-01-30 09:38

Ocena: 0 -1

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Życie na wyłączną służbę Bogu

2 lutego w Kościele powszechnym obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego. Od 24 lat to także dzień poświęcony osobom konsekrowanym, które swoje życie oddali służbie Bogu.

W naszej diecezji wieloraką posługę pełnią siostry zakonne z 24 zgromadzeń zamieszkujących w 54 wspólnotach – klasztorach oraz ojcowie i bracia zakonni z 11 zgromadzeń skupionych w 20 wspólnotach. Osoby konsekrowane posługują w takich obszarach życia kościelnego i społecznego, jak praca wychowawcza i nauczanie, różne formy opieki nad młodzieżą, katechizacja i inne formy ewangelizacji, pomoc o charakterze duchowym i materialnym. Prowadzą też zakłady opiekuńczo-lecznicze. Zgromadzenia męskie w większości prowadzą duszpasterstwo parafialne i są kustoszami diecezjalnych sanktuariów. W diecezji świdnickiej posługę kontemplacyjną pełnią mniszki klaryski od Wieczystej Adoracji, które w dzień i w nocy trwają przy Panu, polecając Mu sprawy Kościoła i całego świata, a także nas wszystkich. Do grona osób konsekrowanych należą także dziewice i wdowy konsekrowane.

Należy dziękować Panu Bogu za dar powołania osób konsekrowanych.

Każde powołania powinno być wymodlone. Tak było w moim przypadku – opowiada o. Dariusz Laskowski, paulin, proboszcz parafii św. Józefa w Świdnicy. – Moje powołanie zostało wymodlone na pieszej pielgrzymce. Ono, tak czuję, zrodziło się na pielgrzymce, kiedy miałem już 6 lat i później dojrzewało w kaplicy Matki Bożej, mimo że moje życie przybierało czysto ludzki scenariusz. Była szkoła, marzenia, praca. Tak, miałem pracę, na której bardzo dobrze się znałem.

W restauracji byłem kucharzem, któremu dobrze się powodziło. Jednak jak się modlisz o wolę Bożą, to ona się wypełnia. Dlatego postanowiłem podczas jednej z pielgrzymek, że wstąpię do zakonu i zrobiłem to. I jestem szczęśliwym zakonnikiem, szczęśliwym paulinem. Dlatego módl się o wolę Bożą w swoim życiu, módl się o rozeznanie powołania, a odkryjesz, że możesz być prawdziwie szczęśliwy – zachęca czytelników Niedzieli Świdnickiej o. Dariusz.

CZYTAJ DALEJ

Oddany Maryi

„Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Matka Boża zawsze była dla niego ważna – najpierw jako idea chrześcijańskiego życia, potem jako żywa osoba. Niebawem uczynił kolejny krok: oddał Jej się bez reszty. Chciał, by Ona sama pisała jego dzieje i losy powierzonych mu ludzi.

Doświadczenie domowe

Wyjściowe jest doświadczenie dziecka. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy” – opowiadał. Wieczorami wsłuchiwał się w dyskusje o cudownej roli Matki Najświętszej i w spory, „która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy Ta, «co w Ostrej świeci Bramie», czy Ta, «co Jasnej broni Częstochowy»”.

Wspominał: „Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy (...) stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”.

W podwójnym nabożeństwie zaczęła niebawem dominować Maryja z Jasnej Góry. Może to konsekwencja śmierci matki, bo z chwilą jej odejścia młody Stefan zaczął się coraz bardziej wiązać z Panią Jasnogórską – dalej gorąco czczoną przez ojca.

Doświadczenie historyczne

Z upływem lat maryjne doświadczenie umacniało się przez wydarzenia historyczne. Najpierw osobiste, którym była przede wszystkim śmierć matki, gdy przyszły prymas miał zaledwie 9 lat. Uczył się, że w skrajnych sytuacjach to Ona jest ostatnią nadzieją i że trzeba Jej wszystko zawierzyć. „W trudnych okresach życia, ale pełnych łaski Bożej – podkreślał – wiedziałem już na pewno, że najlepiej wszystko zostawić Matce Najświętszej i wszystko «postawić na Nią». Niech Ona pomaga i zwycięża”.

Za 10 lat przekonanie o potędze Maryi pogłębiło się w nim jeszcze bardziej. Był świadkiem Cudu nad Wisłą: oddania Polski na Jasnej Górze pod opiekę Maryi, wielkiej modlitwy całego narodu i w konsekwencji interwencji z nieba, która zmieniła dzieje świata. Wtedy poznał „mechanizm” cudu.

Do tego doświadczenia odwołał się dwadzieścia kilka lat później, kiedy szukał drogi ocalenia swego narodu przed prześladowaniem polskości i wiary.

Doświadczenie osobiste

Wstąpił do seminarium – chciał zostać księdzem. Latem 1923 r. ciężkie zapalenie płuc przekreśliło wszystkie jego plany; mimo choroby otrzymał jednak święcenia kapłańskie – „na jedną Mszę”. Miejscem ceremonii była kaplica Matki Bożej w katedrze włocławskiej. To nic, że zakrystian powiedział, iż „z takim zdrowiem to nie do ołtarza, ale na cmentarz”. Pomyślał: „Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na Mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym”. Przez długi czas każdą kolejną Mszę św. uważał za być może ostatnią.

Na miejsce odprawienia pierwszej Mszy św. wybrał Kaplicę Cudownego Obrazu. „Pojechałem na Jasną Górę, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej mojej Mszy św., jak stanęła przy Chrystusie na Kalwarii” – wyjaśnił.

W niewytłumaczalny sposób szybko wracał do zdrowia. Stało się to w małej, nieznanej wówczas nikomu parafii Matki Bożej Bolesnej w Licheniu, gdzie przez kilka miesięcy przebywał na rekonwalescencji. Wszystko mówiło mu, że uzdrowiła go Matka Najświętsza. Potem powiedział: „Najbardziej bezpośrednią mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mojej drodze. Wiem, że z tej drogi zejść nie mogę i nie chcę! ”.

Uzupełnienie intelektem

Biskup skierował go na studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dało mu to możliwość intelektualnego pogłębienia tego, co stało się już jego udziałem przez doświadczenie. Maryjność nie była dla niego czymś „poza intelektem”, nie stanowiła kolorowej przybudówki do pobożności. Miała się wiązać nie tylko z miłością, ale także z wiedzą.

Chciał zrozumieć, dlaczego Maryja szła przed nim „jako światło, gwiazda, życie, nadzieja i Wspomożycielka w ciężkiej sytuacji”. I stąd ta reguła: „Stawiając wszystko na Bogurodzicę, nie zostałem zawiedziony”.

Odkrywał pisma ks. Charles’a Journeta. Poznał nową wizję Kościoła – świętego i niepokalanego na wzór Maryi. Liczący sto stron rozdział Dziewica sercem Kościoła był lekturą, do której nieustannie powracał. To stąd przyswoił sobie teologiczne podstawy szczególnej misji Maryi – Jej bliskości i Jej pośrednictwa.

Na studiach pogłębiał teologię maryjną. Poznał też myśl personalistyczną, co z kolei pomogło mu widzieć w Matce Najświętszej model dla każdej osoby ludzkiej.

Doświadczenia te zebrał w swojej pracy habilitacyjnej, w której zajął się tematyką społeczną i zupełnie nowym tematem: teologią doczesności. Jego rozprawa zginęła podczas wojny, Wyszyński mógł ją jedynie krótko streścić: „«Doczesnością» jestem ja sam, moja dusza i moje ciało, i ja tę moją duszę i moje ciało muszę poprzez życie doczesne oddać Bogu według myśli Bożej”. To jego ukryte motto: nie wybierać drogi życia, ale odczytać to, co zamierzył Bóg.

Weryfikacja doświadczenia

Gdy wybuchła II wojna światowa, na polecenie biskupa opuścił Włocławek. Ukrywał się, ponieważ był poszukiwany przez gestapo. Ostatecznie trafił do podwarszawskich Lasek. Kiedy zbliżał się front, losy powierzonych mu ludzi złożył w ręce Maryi. „Podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej” – wspominał. I dalej: „Nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca”.

Już nie musiał polegać na maryjnym doświadczeniu ojca. Zdobywał własne. Sam stał się bowiem świadkiem opieki i cudów Matki Bożej.

Maryjny biskup

Myślał o tym, żeby zająć się pracą naukową i społeczną, gdy nieoczekiwanie otrzymał wiadomość o nominacji na biskupa diecezji lubelskiej. Dotarła do niego w uroczystość Zwiastowania w 1946 r. Początkowo nie chciał przyjąć tej nominacji, ostatecznie jednak uznał datę za znak z nieba – że ma jak Maryja powiedzieć „fiat”.

Na miejsce konsekracji wybrał Jasną Górę, a wizerunek Królowej Polski umieścił w swoim herbie. „Ten herb to nie ozdoba” – wyjaśnił. „To nie tylko znak. To program mego posłannictwa”. Nowy biskup umieścił w nim też maryjne motto, które stało się jego zawołaniem: „Soli Deo” – „ [wszystko] Samemu Bogu”.

Dwa nabożeństwa

Był związany z Matką Jasnogórską, ale w swojej diecezji szerzył kult Niepokalanego Serca. Już wtedy umiał odczytywać znaki czasu i z całych sił popierał maryjny program kard. Augusta Hlonda, który 8 września 1946 r. poświęcił naród polski Niepokalanemu Sercu Maryi. W przygotowania do tego aktu zaangażował się tak mocno, że mimo iż był biskupem zaledwie od 5 miesięcy, to właśnie jemu – najmłodszemu z hierarchów – kard. Hlond zlecił wygłoszenie kazania podczas wrześniowych uroczystości.

Kiedy opuszczał diecezję, powiedział: „Przyszedłem do Was pod znakiem Maryi Jasnogórskiej. Dziś, gdy idę dalej w swej życiowej misji, zostawiam Was na kolanach przed Jej Niepokalanym Sercem”.

Prymas

Kiedy po 2 latach został następcą prymasa Hlonda, powiedział: „Moje nabożeństwo do Matki Najświętszej stało się programem pracy”. Do czasu uwięzienia wygłosił przeszło tysiąc kazań poświęconych Matce Bożej. Dostrzegł, że wszystkie ważniejsze dla niego sprawy dzieją się w dni Jej poświęcone. Sam zaczął podejmować ważne decyzje w dni maryjne.

Był świadomy maryjnej spuścizny poprzednika i nazywał ją pięknie „szczęśliwym atawizmem prymasów Polski”. Wyszyński przyznawał się do dawnej polskiej pobożności i widział w niej receptę na ocalenie narodu.

Pytany o powody uczynienia własną drogi maryjnej kard. Hlonda odpowiedział krótko: „Sam zaufałem Maryi i uczynię wszystko, aby to, czego nie zdążył dokonać prymas Hlond, zostało wykonane”. Czekał na wypełnienie się proroctwa jego poprzednika – na „zwycięstwo przez Maryję”.

Wprowadził jednak pewne novum – podejmował dzieło Augusta Hlonda pod znakiem jasnogórskim.

Droga jasnogórska

Jasnogórską Ikonę uczynił ośrodkiem całego swego programu. O więzi prymasa z tym miejscem najlepiej świadczy wyznanie: „Stoję na progu kaplicy jasnogórskiej i tam zawsze chcę być. Jestem związany z Jasną Górą teraz i na zawsze”.

W 50. rocznicę święceń wyznał: „Wiele rzeczy w moim życiu pragnąłbym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i słabości. Ale (...) na jednym odcinku nie pomyliłem się: na drodze duchowej na Jasną Górę. Drogę tę uważam za najlepszą cząstkę, którą Bóg pozwolił mi obrać”.

Tajemnica życia

Z wolna zaczęła w nim dojrzewać myśl o oddaniu się Maryi w niewolę za wolność Kościoła w Polsce. Uczynił to niedługo po swoim uwięzieniu w 1953 r. To ofiarowanie się do całkowitej dyspozycji Matce Bożej było odtąd „tajemnicą jego życia”.

Ale maryjnego misterium nie uważał za swoje odkrycie ani za swoją własność. Wiedział, że jego udziałem stało się doświadczenie, które jest istotą tożsamości polskiego narodu: „Jestem dzieckiem tego narodu, który uważa, że Matką jego jest Święta Boża Rodzicielka. (...) Doświadczenie mnie pouczyło, że tylko (...) przy pomocy Dziewicy Wspomożycielki i Pani Jasnogórskiej można czegoś dokonać w Polsce. Oczywiście, mocami Bożymi! Taka jest bowiem wola Boga (...): «Maryja dana jest ku obronie narodu polskiego»”. „Mam na to mnóstwo dowodów” – dodał.

Niewola u Maryi

Gdy sytuacja polskiego Kościoła wydawała się przegrana, oddał się Jej jako żertwa ofiarna za wolność Kościoła i za ocalenie polskiego narodu. Uczynił to w Stoczku Warmińskim 8 grudnia 1953 r. – w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Przysięgał Maryi: „Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności”.

To kulminacyjny moment na maryjnej drodze kard. Wyszyńskiego. Świadczą o tym jego słowa wypowiedziane tuż przed śmiercią: „Jestem ufny wobec Matki Najświętszej, z którą się związałem w więzieniu w Stoczku i wszystko przez Jej dłonie składałem na chwałę Trójcy Świętej”.

Oddany Maryi godził się na wszystko. „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.

Nieoczekiwanie, na fali „polskiego października”, jesienią 1956 r. więzień wyszedł na wolność.

Plan

Od tamtej chwili Wyszyński chciał „szczęśliwy atawizm prymasów” obudzić w całym narodzie. Miał długofalowy plan. Wiedział, w jaki sposób Maryja z Jasnej Góry obali struktury zła...

„Wyszyńskiego opanowała jakaś szaleńcza idea, mianowicie, że tutaj, w Polsce (...) rozstrzygną się losy światowego komunizmu”– powiedział w czerwcu 1958 r. Zenon Kliszko, odpowiedzialny w PZPR za politykę wobec Kościoła.

Miał rację. Prymas rzeczywiście był przekonany, że Kościół i Polska wchodzą w decydujący moment historii. „Los komunizmu rozstrzygnie się nie w Rosji, lecz w Polsce” – przepowiedział. Czekał na interwencję jedynego prawdziwego sojusznika – nieba. Ale wiedział, że działanie Maryi jest odpowiedzią na działanie ludzi na ziemi...

Pamiętał o lekcji z 1920 r. Nowy cud nad Wisłą wymagał spełnienia podobnych jak wtedy warunków.

CZYTAJ DALEJ

VII Ogólnopolska Pielgrzymka Czcicieli Bożego Miłosierdzia

2020-08-04 10:11

plakat

W niedzielę, 23 sierpnia, w bazylice Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach już po raz siódmy odbędzie się Ogólnopolska Pielgrzymka Czcicieli Bożego Miłosierdzia.

Hasłem spotkania będą słowa zaczerpnięte z Aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu „Tobie zawierzamy dziś losy świata i każdego człowieka”.

Jak mówi ks. Zbigniew Bielas, rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, obecny rok przejdzie do historii jako czas naszego zmagania się z pandemią koronawirusa i naszej modlitwy o Boże Miłosierdzie dla całego świata. – Tegoroczne Święto Miłosierdzia przeżywaliśmy w ograniczonym wymiarze, ale z nadzieją, że tradycyjna sierpniowa pielgrzymka Czcicieli Bożego Miłosierdzia zgromadzi już liczne grono wiernych. Ufamy, że tak będzie – przypomina ks. Bielas.

W czasie Mszy św. sprawowanej o godz. 12 pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego zostaną poświęcone Dzwony Nadziei dla kościołów na trzech kontynentach: katedry Niepokalanego Poczęcia w Manili na Filipinach, sanktuarium Boga Ojca Przedwiecznego w Trindade w Brazylii i bazyliki Bożego Miłosierdzia w Krakowie. – W ten sposób połączymy się duchowo z Czcicielami Bożego Miłosierdzia na całym świecie, aby umocnić w ich sercach nadzieję, że w „miłosierdziu Boga świat znajdzie pokój, a człowiek szczęście!”. W tym roku szczególne zaproszenie do udziału w pielgrzymce kierujemy do parafii Miłosierdzia Bożego w całej Polsce. Pragniemy, aby to sierpniowe spotkanie gromadziło wielką rodzinę około 250 wspólnot, które noszą to wezwanie. Mamy nadzieję, że przynajmniej przedstawiciele niektórych z nich przybędą do Łagiewnik na wspólną modlitwę – mówi kustosz łagiewnickiego sanktuarium.

Pozostałe Msze św. sprawowane będą w porządku niedzielnym. Homilie wygłosi ks. Wojciech Węgrzyniak. Przed bazyliką zostaną zaprezentowane różne dzieła miłosierdzia podejmowane przy sanktuarium. Tradycyjnie w auli św. Jana Pawła II odbędzie się pokaz filmów dla rodzin – o godz. 10 i 14 „Najświętsze Serce”, a o godz. 12 „Czekając na motyle”. Natomiast o godz. 16.30 będzie można obejrzeć monodram o Bożym Miłosierdziu „Jezu ufam Tobie”.

Pielgrzymka Czcicieli Bożego Miłosierdzia jest przede wszystkim dziękczynieniem za dar konsekracji bazyliki Bożego Miłosierdzia, której dokonał św. Jan Paweł II. Ojciec Święty modlił się wtedy, aby ten nowy kościół był zawsze miejscem głoszenia orędzia o miłosiernej miłości Boga; miejscem nawrócenia i pokuty; miejscem sprawowania ofiary eucharystycznej — źródła miłosierdzia; miejscem modlitwy — wytrwałego błagania o miłosierdzie Boże dla nas i całego świata.

Pielgrzymka Czcicieli Bożego Miłosierdzia powstała również, aby upamiętnić to wielkie wydarzenie jakim było uroczyste zawierzenie świata Bożemu Miłosierdziu przez Jana Pawła II 17 sierpnia 2002 r. Codziennie w czasie każdej Mszy św. odprawianej w naszej Bazylice po Komunii św. odmawiamy wspólnie ten akt, a od marca tego roku, gdy nastał czas pandemii, czynimy to również podczas modlitwy w Godzinie Miłosierdzia. Natomiast od 2014 r. gromadzimy się na łagiewnickim wzgórzu zawsze w niedzielę po 17 sierpnia, aby przypominać znaczenie tego wydarzenia i modlić się, aby orędzie o miłosiernej miłości Boga, które tutaj zostało ogłoszone za pośrednictwem Siostry Faustyny, dotarło do wszystkich mieszkańców ziemi i napełniało ich serca nadzieją.

Abp Marek Jędraszewski obejmując patronat honorowy nad pielgrzymką, napisał: „Ojciec Święty Jan Paweł II Wielki w encyklice „Dives in Misericordia” podkreślał: »W żadnym czasie, w żadnym okresie dziejów – a zwłaszcza w okresie tak przełomowym, jak nasz – Kościół nie może zapomnieć o modlitwie, która jest wołaniem o miłosierdzia Boga wobec wielorakiego zła, jakie krąży nad ludzkością i jakie jej zagraża«. Niech pielgrzymowanie do sanktuarium Bożego Miłosierdzia pozwoli wszystkim tam podążającym na nowo zaczerpnąć ze źródła mocy i nadziei, którym jest eucharystyczna obecność Chrystusa”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję