Reklama

Największy akt miłości

2014-02-06 15:27

Magdalena Lewandowska
Edycja wrocławska 6/2014, str. 6-7

Tomasz Lewandowski

Co roku na krajowej liście oczekujących na przeszczepienie znajduje się ponad 2000 osób. Dla nich znalezienie dawcy bywa często sprawą życia lub śmierci. Tymczasem w Polsce rocznie wykonuje się tylko ok. 1200 operacji przeszczepienia narządu, bowiem tylko tyle znajduje się narządów do transplantacji. Niestety w Polsce codziennie umiera 1 osoba oczekująca na przeszczep. Szansą na zmianę jest uświadomienie, że oddając swoje narządy ratujemy życie drugiej osoby.

Jan Paweł II podczas kongresu transplantologicznego w 1991 r. podkreślał, że oddanie narządu jest największym aktem miłości w stosunku do drugiego człowieka. Mówił: „Jest to dla nas niewątpliwie powodem do radości, że wielu chorych, którzy dotychczas mogli spodziewać się tylko rychłej śmierci lub w najlepszym przypadku, ograniczonego wieloma cierpieniami istnienia, może obecnie odzyskać, w mniejszym lub większym stopniu zdrowie dzięki zastąpieniu ich chorych narządów narządami zdrowymi pobranymi od innych ludzi. Powinniśmy radować się zatem, że medycyna w służbie życiu ludzkiemu, odnalazła w przeszczepianiu narządów nowy sposób służenia rodzinie człowieczej w sposób przywracający i chroniący fundamentalne dobro każdego człowieka”.

Siła w Bogu

Możliwość przeszczepiania narządów jest wielką i niekwestionowaną zdobyczą medycyny. W niektórych ciężkich przypadkach chorób transplantacja narządów okazuje się jedynym sposobem ratowania życia. Tak było z Anną Przyszlakiewicz, szczęśliwą żoną i mamą dwójki dorastających córek, która wraz z rodziną mieszka we Wrocławiu, od lat należy do Wspólnoty Rodzin Katolickich „Umiłowany i umiłowana”. Zupełnie niespodziewanie przyszła ciężka choroba, po dwóch operacjach serca jedynym ratunkiem okazał się przeszczep serca. – Przed przeszczepem miałam dwie operacje na sercu i wiele innych zabiegów. Niestety, moje serce było zbyt słabe i potrzebowałam nowego – opowiada pani Anna. – Gdy po drugiej operacji dowiedziałam się, że będzie potrzebny przeszczep, zrodził się w moim sercu bunt, że nie chcę więcej operacji, byłam podłamana. Czytałam wtedy „Rekolekcje Beskidzkie” Wandy Półtawskiej i pamiętam, że bardzo przemówiły do mnie słowa Ojca Świętego, jakie pisał do chorującej przyjaciółki, że trzeba wykorzystać wszystkie możliwość, jakie w chorobie daje nam Kościół i medycyna. Dojrzewała wtedy we mnie zgoda na przeszczep. Oddałam też wszystko Miłosiernemu Bogu, mówiłam sobie, skoro Bóg mnie stworzył, dał mi jedno serce, to jeżeli zechce dostanę i drugie. Mocno wierzyłam, mocno ufałam Bogu i w Nim odnalazłam siłę, by przejść przez wszystkie trudne chwile. Nie wiem, ile lat życia mi jeszcze zostało, ale wiem, że każdy dzień jest prezentem od niego i staram się ten czas mi podarowany jak najlepiej wykorzystać.

Nowe serce

Dzień, w którym dostała nowe serce, pani Ania pamięta bardzo dokładnie: – To było 31 sierpnia 2011 r. Razem z mężem byliśmy wieczorem na Mszy św., wracaliśmy później do domu i w windzie zadzwonił telefon – wspomina pani Anna. – Dzwonił koordynator z Zabrza, który powiedział, że ma dla mnie nowe serce. Pamiętam, że jakoś na początku nie docierało to do mnie, bardzo spokojnie to przyjęłam. Myślę, że była to też łaska od Pana Boga, który dał mi wtedy wewnętrzny pokój. W ciągu godziny przyjechała po mnie karetka. Czesiu, mój mąż, pojechał po o. Kazimierza Lubowickiego OMI, założyciela i opiekuna naszej wspólnoty, zdążyłam się jeszcze wyspowiadać, o. Kazimierz udzielił mi sakramentu chorych. Czułam się otoczona modlitwą rodziny, przyjaciół, sama też oddawałam wszystko Bogu. Koło 21.00 byliśmy w Zabrzu, na decyzję czekałam do 1.00 w nocy. Wtedy postanowiono, że to ja dostanę serce, nie druga Ania, która też tam ze mną czekała.

Reklama

Bezcenny dar

Pani Anna z wielką wdzięcznością mówi o osobie, od której otrzymała nowe serce. – Od przeszczepu do teraz każdego dnia modlę się za osobę, od której dostałam serce. Ona będzie we mnie żyła do końca moich dni. Wdzięczność dla tej osoby i dla jej rodziny jest bezgraniczna. Wiem, że była to młoda kobieta z Opola. Jej bezcennemu darowi zawdzięczam nowe życie – mówi pani Anna. – Bardzo ważne jest, byśmy wyrażali zgodę na oddawanie organów po śmierci. Darmo od Boga dostaliście, darmo dawajcie, zwłaszcza że te organy nie są nam potrzebne po drugiej stronie, a tu na ziemi dzięki nim możemy uratować czyjeś życie. Dzięki nam jakaś mama może mieć możliwość wychowania swoich dzieci, jakiś dziadek doczeka się wnuków. Nie ma większego daru, jak uratować życie drugiej osobie.

Trudna decyzja

Decyzja o oddaniu organów do przeszczepu może być trudna przede wszystkim dla rodziny zmarłego. Jak podkreślają lekarze, rozmowa z bliskimi zmarłego to często najtrudniejszy moment. Do chwili pobrania narządów ciało zmarłego wciąż podłączone jest do respiratora. Dzięki urządzeniom medycznym serce nadal bije, klatka piersiowa się unosi, a skóra jest ciepła. Rodzina często ma nadzieję, że ich bliski mimo wszystko wciąż żyje. Rozmowa na temat pobrania organów jest więc bardzo trudna. Choć prawo polskie tego nie wymaga, lekarze zawsze respektują decyzje podjętą przez rodzinę. Mimo cierpienia, wątpliwości i rozterek warto pamiętać, że zgadzając się na pobranie narządów ratujemy życie drugiemu człowiekowi, mimo że dla naszych najbliższych jest już za późno. Organy jednego zmarłego mogą uratować życie pięciu osobom, a kolejnym dziesięciu mogą to życie ułatwić. Złożone do grobu nie pomogą nikomu.

* * *

Prof. Wojciech Witkiewicz
dyrektor Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala we Wrocławiu Ośrodka Badawczo-Rozwojowego

Darowanie narządu stanowi największy akt miłości względem bliźniego. Mówił o tym błogosławiony Jan Paweł II, podkreśla to także papież Franciszek.

Podzielę się osobistym przeżyciem związanym z transplantacją. Razem z profesorem Religą przed 15 laty czekaliśmy w szpitalu na rodzinę chorego, u którego stwierdzono śmierć mózgu i został zakwalifikowany jako dawca narządów. Około północy przyszedł przygnębiony ojciec zmarłego. Z nadzieją w oczach oczekiwał od nas dobrej wiadomości. Jak zobaczyliśmy tego spracowanego rolnika z okolic Trzebnicy, nie wiedzieliśmy jak rozpocząć rozmowę. Zaczął ojciec, jedynego jak się okazało, dziecka. „Panie doktorze, czy mój syn będzie żył? Jest jedyną nadzieją dla nas na starość.” Zapadła cisza i po chwili prof. Religa do tego ojca powiedział: „Pański syn nie żyje, bo nie żyje jego mózg i nie jesteśmy w stanie nic więcej dla niego zrobić. Ale Pański syn może uratować innym życie i zdrowie. Jeżeli pan wyrazi zgodę na pobranie jego narządów do przeszczepu, to jego serce, nerki, wątroba – będą żyły u tych dzisiaj śmiertelnie chorych ludzi.” I znowu zapadła chwila ciszy. Pamiętam łzy na czerstwej twarzy pełnej zmarszczek tego ojca i słowa, które wypowiedział: „Skoro mój syn nie żyje, to wyrażam zgodę, żeby jego serce i nerki mogły uratować życie innym ludziom”.

Wtedy zrozumiałem, że prawdziwa miłość do ludzi tak jak mówił Ojciec Święty błogosławiony Jan Paweł II „...jest też najpełniejszym źródłem odpowiedzi o sens cierpienia”.

Dr Monika Ryba
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu Ośrodek Badawczo-Rozwojowy

Poza kwestiami medycznymi jedną z najczęstszych przyczyn, czemu przeszczep od żywego dawcy nie dochodzi do skutku, jest niechęć potencjalnego biorcy do przyjęcia tego przeszczepu. Biorca boi się, że okaleczy kogoś z rodziny, a dawca boi się, że będzie niesprawny, bardziej chorowity, co jest nieprawdą. Gdy jedna nerka zostaje usunięta, druga przejmuje aż 50% jej funkcji. Nie ma większego ryzyka rozwoju choroby nerek, gdy ma się jedną nerkę, a czas jej przeżycia jest taki sam jak dwóch. Ryzyko związane z zabiegiem pobrania nerki jest niewielkie. Obecnie te zabiegi wykonuje się metodami mało inwazyjnymi, dawca po krótkim okresie rekonwalescencji całkiem sprawny wraca do normalnego życia. Każdy dawca nerki pozostaje pod stałą opieką Poradni Transplantacyjnej, w związku z tym długość życia osoby po oddaniu nerki jest wyższa niż przeciętna. Zarówno biorca jak i dawca nerki jest poddawany przed zabiegiem szczegółowym badaniom. Ważne jest, by o tym mówić, zmieniać świadomość ludzi, rozwiewać ich wątpliwości.

Wszelkie dokładne informacje na ten temat i kontakt do Poradni Transplantacyjnej znajdą Państwo na stronie internetowej naszego szpitala www.wssk.wroc.pl w zakładce „Żywy dawca nerki” lub pod numerem telefonu 71-32-70-42¼18.

Dr Andrzej Konieczny
Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu Ośrodek Badawczo-Rozwojowy

Rozpoczęliśmy na terenie naszego województwa program propagowania idei żywego dawstwa – Żywy Dawca Nerki. My jako lekarze z ośrodka, który zajmuje się przeszczepami, staramy się dotrzeć do pacjentów i do lekarzy, którzy zajmują się tymi pacjentami w stacjach dializ, w poradniach nefrologicznych. Często nam się wydaje, że pewne rzeczy są oczywiste, ale okazuje się, że czasem pacjenci nie wiedzą nawet, że jest możliwość przeszczepienia nerki od żywego dawcy, nie wiedzą, gdzie to można zrobić i w jaki sposób można to zorganizować. Niestety, w Polsce jest nadal bardzo mało przeszczepów od żywych dawców, zaledwie 4%, kiedy w Europie tych przeszczepów jest 40 do 50%. Świadomość społeczna zarówno dawców jak i biorców jest bardzo niska, a najlepszą formą leczenia przewlekłej niewydolności nerek jest właśnie przeszczep od żywego dawcy. Zaletami tego przeszczepu jest lepsze rokowanie co do przeżycia nerki i biorcy, brak oczekiwania na liście biorców, który średnio aktualnie wynosi ok. 3 lat, lepsze przygotowanie dawcy i biorcy do zabiegu. Poza tym skraca się również czas oczekiwania na przeszczepienie dla innych oczekujących.

Wysłuchała ML

Tagi:
transplantacja

Reklama

Przeszczepom mówimy TAK

2017-02-15 15:05

Małgorzata Godzisz
Edycja zamojsko-lubaczowska 8/2017, str. 5

Dzień Transplantacji został ustanowiony w rocznicę pierwszego udanego przeszczepu nerki w I Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej w Warszawie, 51 lat temu

Małgorzata Godzisz

Po raz piąty w Szpitalu Wojewódzkim im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu spotkały się osoby związane z transplantologią. Zarówno dyrekcja, pracownicy placówki, jak i zaproszeni goście opowiedzieli się za potrzebą przeszczepiania narządów. Na wstępie głos zabrał Andrzej Mielcarek, dyrektor szpitala papieskiego. – Rzadko kiedy takie grono ludzi spotyka się w jednym miejscu. Będziemy mówili o sprawie, która w Polsce jest trudna i od dłuższego czasu dyskutowana. Transplantologia. Trzeba przybliżyć ją wszystkim tym, którzy może nawet nie wiedzą, czym ona jest, by poznali, jakie dobrodziejstwa z niej płyną. Tak się składa, że spotykamy się w szpitalu Jana Pawła II, dlatego że, niestety, tu spotyka się masa ludzkiej tragedii. Często jest nam przykro, że musimy koncentrować się nad tą tragedią i ratować ludzi. Nie zawsze to się nam udaje. Stąd też udaje się przynajmniej coś zrobić dla innych osób, a tym właśnie jest dar życia dla kogoś drugiego. Dar niespotykany. Tak trudny do zrozumienia, ale czasami ratujący życie. Na sali są osoby, które mogą to potwierdzić – zauważył dyrektor placówki.

Gościem specjalnym wydarzenia był biskup diecezji zamojsko-lubaczowskiej Marian Rojek. – Motywem, który nas tu dzisiaj zbiera w jedną wspólnotę, jest tajemnica Bożego Narodzenia. Nowonarodzony Boży Syn staje się człowiekiem. Pytanie podstawowe: Dlaczego? Odpowiedź Kościoła jest jednoznaczna: dla nas i dla naszego zbawienia. Tu ukrywa się pewien bardzo głęboki wymiar tych wszystkich osób, które są związane bezpośrednio z darem transplantologii. To jest nowo narodzony. To jest nowe życie. Jestem przekonany, że każdy, kto otrzymał taki przeszczep, może powiedzieć o nowym życiu. Teraz jest pytanie, gdy chodzi o Jezusa Chrystusa, o Jego życie, to jest wszystko po to, żebyśmy mieli życie wieczne. Niech Pan Bóg będzie dawcą wszelkich darów dla nas, tutaj obecnych, dla tych, którzy zaoferowali także poprzez swoich najbliższych swoje organy i dzięki którym także wielu ludzi poprzez te przeszczepy żyje, funkcjonuje i cieszy się swoim nowym życiem – życzył zebranym Pasterz naszej diecezji.

Na potrzebę zaktywizowania środowiska lekarskiego zwrócił uwagę Sławomir Rudzki, konsultant wojewódzki w dziedzinie transplantologii klinicznej w województwie lubelskim. – To jest kwestia dwóch środowisk: naszej społeczności i środowiska lekarzy, którzy pracują w tych oddziałach, gdzie zachodzi możliwość rozpoznawania człowieka w mechanizmie śmierci mózgu, tak, żeby można było wdrożyć procedurę rozpoznania tej śmierci, a potem pobrania narządu. W tym wypadku zwracałbym większą uwagę na zaktywizowanie środowiska lekarskiego, żeby wyszkolenie zawodowe, świadomość i chęć do uczestniczenia w tego typu zdarzeniach były takie, by rzeczywiście zachodziły realne wyniki sprzyjające zwiększeniu pobierania narządów do przeszczepów – wyjaśnił Sławomir Rudzki.

Wśród uczestników spotkania była wolontariuszka Fundacji Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, pochodząca z Zamościa Edyta Bączkowska-Skiba i mama Emilki, która jest cztery lata po przeszczepie serca: – Nie możemy zapomnieć o tej drugiej stronie. Mamy kontakt z panią, która założyła fundację „Organiści”. Kobieta straciła syna za granicą. Zginął w wypadku. Tak naprawdę uratowała 7 osób dzięki swojemu dziecku. My też chcemy o tym mówić. Wiem, kto był dawcą. Wiem, że to było małe dziecko. Rodzina przeżyła tragedię, dlatego ciągle o nich myślimy i modlimy się. Mamy nadzieję, że kiedyś sprawimy przyjemność tym ludziom i oni usłyszą bicie serca swojego dziecka. To jest część ich dziecka, która żyje w drugim człowieku. To jest piękne. Ta osoba nie odchodzi, ale ratuje komuś życie i żyje w tej drugiej osobie.

Osoby zainteresowane tematyką przeszczepiania narządów mogą znaleźć potrzebne informacje na stronie internetowej Polskiej Unii Medycyny Transplantacyjnej: www.uniatransplantacyjna.pl.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jezuici reagują na oskarżenie o pedofilię

2019-05-20 13:00

mip (KAI) / Warszawa

"Relacja pani Magdy Gacyk jest dla ojca Prowincjała i dla nas wszystkich wstrząsem" - czytamy w przesłanym KAI oświadczeniu delegata ds. ochrony dzieci i młodzieży w Prowincji Wielkopolsko-Mazowieckiej Towarzystwa Jezusowego. Oświadczenie odnosi się do wspomnień dziennikarki zamieszczonych w mediach społecznościowych.

pixabay.com

"Odnosząc się do przytaczanej przez media historii pani Magdy Gacyk, która wyznaje na Facebooku, że była w dzieciństwie molestowana przez nieżyjącego już księdza jezuitę oraz wobec licznych zapytań mediów o tę sprawę oświadczam, że relacja pani Magdy Gacyk jest dla ojca Prowincjała i dla nas wszystkich wstrząsem" - napisał o. Wojciech Żmudziński SJ, delegat ds. ochrony dzieci i młodzieży.

Duchowny wskazuje, że jeśli sprawcą był jezuita, "to ze wstydem i żalem przepraszamy za wyrządzoną krzywdę".

"Niestety podane przez panią Magdę Gacyk elementy informacji nie pozwalają odpowiedzialnie zidentyfikować sprawcę. Dlatego też, jeśli ktoś ma wiedzę, która pomogłaby dojść do prawdy i ustalić jednoznacznie jego tożsamość, prosimy o kontakt pod adresem: pma-socio@jezuici.pl" - czytamy w komunikacie. "Na ten adres prosimy także zgłaszać wszelkie inne sytuacje, w których mogło dojść do nadużyć seksualnych ze strony członków naszej Prowincji zakonnej" - mówi jezuita.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Franciszek u św. Marty: pokój Jezusa pozwala nam znieść najtrudniejsze doświadczenia

2019-05-21 12:34

st (KAI) / Watykan

O Jezusowym pokoju, będącym darem Ducha Świętego i pozwalającym mężnie stawić czoło trudnym doświadczeniom mówił papież podczas porannej Eucharystii w Domu Świętej Marty. W swojej homilii Ojciec Święty nawiązał do czytanego dziś fragmentu Ewangelii (J 14,27-31a), zaczerpniętego z mowy pożegnalnej Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy, a także prześladowań znoszonych przez św. Pawła Apostoła, o których mowa w pierwszym dzisiejszym czytaniu liturgicznym (Dz 14,19-28).

Grzegorz Gałązka

Na wstępie Franciszek zauważył, że prześladowania i ucisk zdają się być życiem pozbawionym pokoju, a tymczasem jest to ostatnie z błogosławieństw: „Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was” (Mt 5, 11).

„Pokój Jezusa łączy się z życiem prześladowań, ucisku. Jest to pokój, bardzo głęboki, którego nikt nie może odebrać, pokój, który jest darem, jak morze, które w głębi jest spokojne, a na powierzchni są fale. Życie w pokoju z Jezusem to posiadanie tego doświadczenia wewnętrznego, które trwa podczas wszystkich prób, wszystkich trudności, wszystkich «udręk»” – zauważył papież.

Ojciec Święty dodał, że tylko w ten sposób można zrozumieć, jak przeżywali swoją ostatnią godzinę tu na ziemi liczni męczennicy, którzy – jak podają świadkowie ich udręk – szli na męki jak zaproszeni na gody weselne, nie tracąc pokoju ducha. Franciszek podkreślił, że tego pokoju nie można zdobyć środkami ludzkimi, doczesnymi, lecz pochodzi on od Ducha Świętego, działającego w ludzkich sercach i obdarzającego męstwem.

„Pokój Jezusowy uczy nas postępowania w życiu naprzód. Uczy nas wytrwania, znoszenia, brania na swe ramiona życia, trudności, pracy, wszystkiego, nie tracąc pokoju. Wręcz niesienia na ramionach i odważnego podążania naprzód. Można to zrozumieć jedynie wtedy, gdy jest w nas Duch Święty, który daje nam pokój Jezusa” – zaznaczył papież. Dodał, że jeśli natomiast ulegamy nerwowości i tracimy pokój, to widocznie coś w nas nie działa tak jak trzeba.

Na koniec Ojciec Święty zauważył, że Boży dar pokoju sprawia, iż serce jest radosne.

„Osoba, która żyje tym pokojem, nigdy nie traci poczucia humoru. Śmieje się z siebie, z innych, nawet z własnego cienia, śmieje się ze wszystkiego... Tego poczucia humoru, które jest bardzo bliskie łasce Bożej, pokoju Jezusa w życiu codziennym, pokoju Jezusa w udrękach i tej odrobiny poczucia humoru, które sprawia, że dobrze oddychamy. Niech Pan obdarzy nas tym pokojem, który pochodzi od Ducha Świętego, tym pokojem, który jest Jemu właściwy i który pomaga nam wytrwać, znieść wiele trudności w życiu” – powiedział Franciszek na zakończenie swej homilii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem