Reklama

Byliśmy u świętego Michała

2014-02-12 16:05

Łukasz Kot
Edycja zamojsko-lubaczowska 7/2014, str. 4-5

Parafia pw. św. Michała Archanioła jest trzecią parafią pod względem liczby wiernych w Zamościu. Liczy ich ponad 10,5 tys. Została erygowana dekretem biskupa lubelskiego Bolesława Pylaka z dnia 12 kwietnia 1979 r. jako trzecia w mieście. Katolickie Radio Zamość odwiedziło parafię w ramach „Niedzieli Radiowej” w styczniu br.

Obecna świątynia została wybudowana w 1911 r. jako garnizonowa cerkiew prawosławna pw. Przemienienia Pańskiego. Podobne powstały w Hrubieszowie, Chełmie i Dubience. Podczas I wojny światowej kościół przeszedł w ręce austriackie. Świątynia została przekazana kościołowi katolickiemu w 1918 r. Początkowo stała się kościołem garnizonowym Wojska Polskiego. W czasie wojny był w niej magazyn sanitarny oraz stajnia. W 1961 r. bp Piotr Kałwa podniósł kościół do rangi rektoratu. Do opieki nad świątynią proboszcz kolegiaty ks. Franciszek Zawisza wyznaczył ks. Eugeniusza Golińskiego. W latach 1985-1991 r. kościół przebudowano i powiększono. Po wielu latach rozbudowy ołtarz i świątynię poświęcił bp Wacław Depo (17 grudnia 2011 r.).

– Tutaj w 1988 r. rozpoczęła się moja droga kapłańska. A dzisiaj jako proboszcz mogę jeszcze bardziej doświadczać wstawiennictwa naszego patrona św. Michała Archanioła – mówi ks. prał. dr Wiesław Galant, proboszcz parafii pw. św. Michała Archanioła w Zamościu. – On przed Bogiem wstawia się za nami wszystkimi. Każdą niedzielną Mszę św. kończymy modlitwą do niego. Nasza wspólnota jest prężna i dynamiczna, bo jest w niej dużo pokoju i radości. W dniach 8-9 września ub.r. gościliśmy kopię figury św. Michała z Gargano. Było to niezwykłe wydarzenie i zbliżyło wszystkich do Boga. Odprawiamy Msze św. za Ojczyznę (od 2010 r.) oraz z prośbą o uzdrowienie, podczas których przywołujemy naszego Patrona.

Z parafią związanych było 44 księży. Ks. prał. Galant jest czwartym proboszczem (po ks. prał. Eugeniuszu Golińskim, ks. prał. dr Eugeniuszu Derdziuku i ks. kan. Waldemarze Kostrubcu). Parafia może pochwalić się 14 powołaniami kapłańskimi, w tym jednym zakonnym oraz 4 siostrami zakonnymi. W każdy czwartek o godz. 6.30 sprawowana jest Msza św. o dar powołań. Zaangażowanie parafian w życie wspólnoty jest bardzo duże. Istnieje tu około 18. grup modlitewnych, stowarzyszeń apostolskich i ruchów katolickich. Ponad 380 osób zaangażowanych jest w codzienną modlitwę różańcową, 150 osób przynależy do Odnowy w Duchu Świętym. Jest też grupa oazowa, grupa Dzieci Bożych, Stowarzyszenie Służba Człowiekowi, Straż Honorowa Serca Pana Jezusa, zespoły muzyczne: „Melachim” i dziecięcy – prowadzony przez Magdalenę Stopę. Funkcjonuje chór parafialny. Ponad 150 dzieci korzysta za świetlicy socjalnej działającej przy parafii. Jest też ośrodek kuratorski, dwie grupy anonimowych alkoholików i jedna anonimowych hazardzistów. Świątynia jest kościołem patronalnym Zamojskich Amazonek, które co roku 5 lutego spotykają się na Mszach św. w ich intencjach. Msze św. z modlitwą o uzdrowienie odprawiane są w każdy drugi piątek miesiąca z wyjątkiem wakacji. – Chcemy stworzyć grupę Rycerzy Kolumba. Mamy doskonałych duszpasterzy, którzy są pełni inicjatyw i pomysłów. Dbamy o wnętrze świątyni i jej wyposażenie. Chcemy stworzyć jak najlepsze warunki dla wiernych, by mogli koncentrować się na liturgii. Chcemy jeszcze bardziej zaangażować wiernych świeckich do pomocy w administrowaniu parafią. Wspaniale współpracuje się nam z Radą Parafialną. Wyzwaniem na bieżący rok jest powiększenie parkingu i urządzenie kaplicy całodziennej adoracji Najświętszego Sakramentu – dodaje ks. Proboszcz.

Reklama

Przy parafii działają Warsztaty Terapii Zajęciowej, które powstały w 1998 r. z inicjatywy ówczesnego proboszcza ks. Eugeniusza Derdziuka. W zajęciach uczestniczą 33 osoby z różnym stopniem niepełnosprawności. – Mamy pracownie: stolarską, krawiecką, gospodarstwa domowego, poligrafii oraz techniczno-plastyczną. Odbywają się zajęcia z doradztwa zawodowego. Uczestnicy mogą liczyć na rehabilitację ruchową. Angażujemy się w życie parafii. Nasi wychowankowie służą do Mszy św. Wykonują świetne prace plastyczne, osiągają sukcesy na arenie ogólnopolskiej. Istnieje grupa śpiewająco-teatralna, która występuje na przeglądach i festiwalach. Są aktywni, otwarci społecznie. Niektórzy z nich podejmują pracę na otwartym rynku i dobrze sobie radzą – twierdzi Wiesław Rak, kierownik WTZ.

Od 3 lat animatorem 12-osobowej Wspólnoty Krwi Chrystusa w parafii św. Michała jest Piotr Grabowski. Jej charyzmatem jest modlitwa i oddawanie szczególnej czci Jezusowi Chrystusowi, który umarł na krzyżu dla zbawienia człowieka. – Wielbimy Jego mękę, Jego rany i krew. Naszym pozdrowieniem jest: „Błogosławiona Krew Jezusowa” a odpowiedzią: „Na wieki błogosławiona”. Ja bez Chrystusa nie mógłbym żyć. Mamy harmonogram pracy i modlitw, które są wspaniałe.

W parafii liczne jest grono ministrantów. Ich szefem jest Mateusz Bakun. – Jest nas 70, ale 40 aktywnie uczestniczy w posłudze. Jeżeli ktoś jest zainteresowany pogłębianiem więzi z Kościołem, to posługa ministrancka jest dobrym wyborem. Co tydzień spotykamy się na zbiórkach. Często pomagamy w przystrajaniu kościoła na uroczystości. Pomagamy w akcjach charytatywnych. Integrujemy się, mamy wspólne wypady. Raz w tygodniu gramy w piłkę nożną i przygotowujemy się do rozgrywek. Nasz Ksiądz Opiekun organizuje w wakacje rekolekcje, podczas których zgłębiamy Pismo Święte. Bycie ministrantem jest dla nas zaszczytem. Rober Kuraszkiewicz, który jest lektorem dodaje: – Tworzymy wspólnotę. Jeśli ktoś z naszego grona ma jakieś problemy, pomagamy sobie. Odwiedzamy się w domach.

Maria Górna jest prezydentem Kurii działającego w parafii Legionu Maryi, który został powołany 23 lata temu. Obecnie istnieje 5 grup legionowych, w których skupia się 81 legionistów. Każda grupa – prezydium raz w tygodniu odbywa zebranie. Ma swojego kierownika duchowego – kapłana. – Modlitwa i apostolat, to główne nasze złożenia. Mamy podręcznik legionowy zawierający wszystkie treści, które powinniśmy znać. Mamy także „Biuletyn Legionu Maryi”. Co roku odbywają się zloty legionowe. Apostołujemy w szpitalach, na ulicach, szkołach, w pracy i wśród przyjaciół i znajomych. Mówimy o Bogu, rozdajemy bezpłatnie medaliki i wykonane samodzielnie różańce. Uczestniczymy w Jerychach odbywających się w kościele św. Katarzyny w Zamościu. W każdą środę mamy obsługę Mszy św. w naszej parafii.

Działalność ewangelizacyjno-modlitewną na terenie parafii św. Michała w Zamościu prowadzi także Lucyna Pietroń, która założyła Kółko Różańcowe im. bł. Jana Pawła II. Powstało ono na podobieństwo Podwórkowych Kółek Różańcowych Dzieci, w krótkim czasie po śmierci Ojca Świętego. – Namówiłam męża, dzieci i wnuki. Poszłam do sąsiadów z propozycją przyłączenia się do nas. Z każdego domu ktoś się zapisał. Teraz jest nas 40 osób. Odmawiamy Różaniec. Wystarczy poświęcić 4-5 minut dziennie. Zbieram tajemniczki, potem je roznoszę. To sposób na poznanie sąsiadów i ich zintegrowanie. Zanoszę prasę, książki, informatory i obrazki katolickie. Rozmawiamy o Bogu.

Grupa ponad 400 osób korzysta sukcesywnie z pomocy materialnej Parafialnego Koła Charytatywnego. Wolontariat od 10 lat prowadzą: Jadwiga Misztal, Teresa Patron, Alicja Pałatek i Jerzy Sęk. W każdy czwartek od 9.00 do 12.00 można otrzymać odzież oraz artykuły spożywcze. – Mamy dary z Unii Europejskiej. Robimy zakupy z funduszy, które wrzucają do skarbonki parafianie. Tylko w ostatnim kwartale skorzystało z naszej pomocy 695 osób. Mamy swój lokal, gdzie gromadzimy zapasy. Robimy świąteczne paczki na Boże Narodzenie a na Wielkanoc zbieramy żywność, którą też sukcesywnie rozdajemy. Wspieramy Polaków na Ukrainie. Wysyłamy odzież i żywność do Żółkwi. Ich rozdzielaniem zajmują się tamtejsze siostry zakonne – cieszy się Jadwiga Misztal. Do odwiedzenia punktu charytatywnego zachęca Teresa Patron. – Ludzie mają opory, krępują się. Niepotrzebnie. Każdy może przyjść. Rozdajemy odzież oraz olej, mąkę, kaszę, cukier i inne artykuły spożywcze. Zapraszamy.

Zasłużone miejsce w parafii ma schola wokalno-muzyczna „Laudate Dominum” (Chwalcie Pana). Jej przedstawicielką jest Klaudia Kowalska, która śpiewa od 1, 5 roku. – Jest nas 7 osób. Śpiewamy podczas Mszy św. i uroczystości, oraz z okazji imienin i urodzin księży. Na gitarze gra Sandra, na klawiszach Arkadiusz, śpiewają, oprócz mnie: Asia, Agata, Patrycja i Magda. Chciałam rozwijać się muzycznie i znalazłam tu swoje miejsce. Preferujemy piosenki, które np. pojawiają się na „Exodusie Młodych”, śpiewamy także po łacinie. Idzie nam całkiem nieźle.

Przedstawicielami Ruchu Światło-Życie Oazy Rodzin Domowego Kościoła jest małżeństwo Edyty i Huberta Wójcików. – Do wspólnoty zostaliśmy zaproszeni przez ks. Romana Sawica w 2001 r. – mówi pani Edyta. – Formacja pomaga świadomie przeżywać sakrament małżeństwa. Przekładamy Ewangelię na życie codzienne. Dzięki temu jest w nas więcej cierpliwości, pokory. Trudne sprawy powierzamy Panu Bogu. Jesteśmy zwykłymi ludźmi i też popełniam błędy; grzeszymy, ale wiemy, że zawsze można zacząć od nowa. Staramy się codziennie uczestniczyć we Mszy św. i wspólnie się modlić. Jeździmy na rekolekcje ignacjańskie. Pan Hubert zauważył, że jego żona dobrze się czuła we wspólnocie i sam wstąpił do niej. Poczuł, że jest to też i jego droga rozwoju duchowego. – Pan Bóg działa i przemienia nas. Uczymy się komunikacji małżeńskiej, rozmów o troskach, problemach. To są lata pracy nad sobą. Dostajemy wskazówki podczas uczestnictwa w spotkaniach. Zwierzamy się z kłopotów i sobie doradzamy.

Reprezentantką Oazy Młodych jest Arleta Kazidróg, która prowadzi grupę siedmiu młodych ludzi. Sama w Oazie jest od 4 lat. – Przygotowuję konspekty spotkań, rozmawiamy o naszej wierze, gramy w różne gry i zabawy. To są otwarci i przyjaźni ludzie, z którymi mam ochotę przebywać. Od kiedy jestem w Oazie potrafię rozpoznać, co jest dobre a co złe. Modlę się, chodzę na Msze św. wieczorne, odmawiam Różaniec. Każdy może znaleźć miejsce w Oazie.

Jedną z najliczniejszych grup w parafii pw. św. Michała Archanioła jest Odnowa w Duchu Świętym. Przewodzi jej Tomasz Siwczuk. Powstała w Zamościu w roku 1992 przy parafii katedralnej, a od 2002 r. działa również przy parafii św. Michała. Wspólnotę założyła Małgorzata Szwarc, potem przewodzili jej: Mirosław Strukowski, Przemysław Szyszka i Janusz Zdybel. Regularnie 150 osób uczestniczy w spotkaniach uwielbienia w każdy piątek w Centrum Pastoralnym o godz. 19.00. Msze św. są odprawiane co miesiąc oprócz wakacji. Ponad 400 osób z Zamościa i okolic ukończyło Kurs Alfa. – Jest nas tyle, że ciężko jest się nam pomieścić w Centrum Pastoralnym. Chcemy uwielbiać Pana Boga, prosić o ożywienie naszej wiary, żebyśmy nie byli letnimi katolikami. Chcemy pogłębiać i umacniać więź z Chrystusem i o nim świadczyć. Zależy nam na budowaniu rodzin chrześcijańskich. Naszym zadaniem jest pomóc młodym ludziom odnaleźć siebie. Czytamy Pismo Święte. Podzieleni jesteśmy na diakonie: nauczającą, formacyjną, uwielbienia, wstawienniczą, ewangelizacyjną i wzajemnej pomocy. Dwa razy do roku uczestniczymy w rekolekcjach zimowych i wakacyjnych. Uczę się odkrywać Pana Jezusa. Pomaga mi On odkryć siebie samą. To jest łaska bycia we wspólnocie – mówi Agnieszka Duras.

Katolickie Radio Zamość dziękuje wszystkim tym, którzy poświęcili czas i podzielili się swoim świadectwem dotyczącym zaangażowania w życie parafii. Dziękujemy ks. prał. Wiesławowi Galantowi i Księżom Wikarym za przychylność i życzliwość dla naszej rozgłośni.

Tagi:
parafia św. Michał Archanioł

Reklama

Aniołowie w starożytności chrześcijańskiej (3)

2019-10-08 14:19

Ks. Julian Nastałek
Edycja świdnicka 41/2019, str. 8

Wraz z teologiczną refleksją na temat aniołów w antycznym Kościele rozwijały się rozmaite formy ich czci

Grażyna Kołek

Chrześcijanie starożytni, rozważając teksty biblijne, a szczególnie księgę Apokalipsy św. Jana, dostrzegli prawdę o służbie aniołów przed Bogiem w momencie sprawowania liturgii niebiańskiej, z którą łączyli się podczas swoich celebracji eucharystycznych. Wzbudzało to głęboki szacunek wobec duchów niebieskich wielbiących nieustannie Boży majestat. Również powszechne przekonanie o trosce, jaką aniołowie z woli Bożej otaczają ludzi w ich doczesnej pielgrzymce do ojczyzny niebieskiej stało się jednym z zasadniczych powodów zrodzenia praktyki kultu aniołów. Ten kult czci – zgodnie ze wskazówkami biblijnymi (Kol 2,18; Ap 19,10 i Ap 22,9) – nigdy przez Kościół nie był stawiany na równi z kultem uwielbienia należnym wyłącznie Trójjedynemu Bogu. Dlatego tam, gdzie dochodziło do nadużyć w tej materii, były one wyraźnie potępiane, jak na przykład na synodzie w Laodycei pod koniec IV wieku.

Jednym z pierwszych świadków czci aniołów w II wieku jest św. Justyn Męczennik. Według niego, oddawanie przez ludzi należytej czci aniołom wynika z faktu, że oni sami oddają najwyższy hołd uwielbienia Bogu, a jednocześnie są posłani przez Niego ku zbawiennej pomocy ludziom. Natomiast w III wieku Orygenes stwierdził: „Chociaż aniołowie, których tak nazywamy z uwagi na ich służbę, niekiedy w świętych pismach bywają zwani bogami (...), to jednak nigdy nie znajdziesz tam nakazu, abyśmy zamiast Bogu oddawali cześć i kłaniali się istotom, które nam służą i przynoszą nam dary Boże (…). Wiemy natomiast, że nie demonom, ale aniołom została powierzona opieka nad płodami ziemi i rozrodem zwierząt, ich więc wysławiamy i błogosławimy, ponieważ Bóg powierzył im opiekę nad tym, co nam przynosi pożytek, wszelako nie oddajemy im czci należnej Bogu, bo ani Bóg sobie tego nie życzy, ani oni sami takiej czci nie pragną”.

Z grona aniołów największą czcią cieszy się św. Michał Archanioł uważany za najpotężniejszego spośród duchów niebieskich. Teodoret, biskup Cyru (zm. 466), pisał o kaplicach poświęconych św. Michałowi w Konstantynopolu i Frygii istniejących już w II wieku. Historyk Kościoła Sozomen (zm. ok. 450) poświadcza istnienie we wschodniej stolicy Cesarstwa Rzymskiego sanktuarium zwanego Michaelion, zbudowanego prawdopodobnie przez Konstantyna Wielkiego. Nazwa wywodzi się stąd, „iż – jak lud święcie wierzy – miał się tam ukazać Michał, arcyposłaniec Boży, a sam także doznawszy wielkiego dobrodziejstwa, zgadzał się całkowicie, że to prawda”. Wódz zastępów niebieskich był czczony również w tym czasie w Egipcie i Etiopii.

Kościół rzymski czci św. Michała Archanioła pod datą 29 września. Wynika to z faktu, iż tego dnia papież Bonifacy I (418-422) dokonał pod Rzymem poświęcenia bazyliki dedykowanej św. Michałowi.

Natomiast najsłynniejsze do dziś sanktuarium św. Michała Archanioła znajduje się w Apulii – południowo-wschodnim regionie Włoch, na górze Gargano, w mieście Monte Sant’Angelo. Jego początki sięgają końca V wieku, kiedy miały miejsce objawienia św. Michała Archanioła. Po raz pierwszy Archanioł objawił się w 490 r. biskupowi Sipontu, św. Wawrzyńcowi i powiedział: „Ja jestem Archanioł Michał, stojący przed obliczem Boga. Grota jest mnie poświęcona; ja jestem jej strażnikiem. Tam, gdzie się otwiera skała, będą przebaczone grzechy ludzkie. Modlitwy, które będziecie tu zanosić do Boga, zostaną wysłuchane. Idź w góry i poświęć tę grotę dla kultu chrześcijańskiego”. Drugie objawienie miało miejsce dwa lata później podczas oblężenia Sipontu przez Germanów. Św. Michał Archanioł obiecał wtedy zwycięstwo, jeśli ludność natychmiast przystąpi do ataku. I rzeczywiście, 29 września wojska Sipontu pokonały wroga. W 493 r. biskup z wiernymi udał się w dziękczynnej pielgrzymce na górę Gargano. Kiedy doszli w pobliże groty, usłyszeli śpiewy anielskie. Biskup po zasięgnięciu rady papieża, postanowił w końcu poświęcić to miejsce wskazane przez Archanioła podczas pierwszego objawienia. Wówczas objawił mu się św. Michał i powiedział: „Zaniechaj myśli o poświęceniu groty, ja wybrałem ją na swoją siedzibę i już poświęciłem razem z moimi aniołami. Znajdziesz w niej znaki na skale i mój wizerunek, ołtarz, paliusz i krzyż. Wy tylko wejdziecie do groty i odmówicie przy mnie modlitwy. Jutro odprawicie dla ludu Najświętszą Ofiarę i zobaczycie, jak sam poświęcam tę świątynię”. Od tego czasu grota nazywana jest „niebiańską bazyliką”, ponieważ jest jedyną świątynią na ziemi, która nie została poświęcona ręką ludzką.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Tymoteusz Szydło złożył prośbę do papieża o przeniesienie do stanu świeckiego

2019-12-11 07:16

dg / Warszawa (KAI)

- Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia - napisał Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przesłanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego z Kancelarii Kopeć Zaborowski Adwokaci i Radcowie Prawni.

diecezja.bielsko.pl

Tymoteusz Szydło w oświadczeniu przekazanym Katolickiej Agencji Informacyjnej przez jego pełnomocnika, adwokata Macieja Zaborowskiego, napisał, że do publikacji czuje się zmuszony przez krzywdzące spekulacje, towarzyszące dopuszczalnej przez prawo kanoniczne zgodzie biskupa bielsko-żywieckiego na to, by udał się na urlop. "W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem" - wyjaśnia T. Szydło.

– W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama – napisał w oświadczeniu.

Przyznaje, że w kontaktach z mediami popełniał błędy, zwłaszcza nie sprzeciwiając się próbom kojarzenia go z konkretną opcją polityczną i dając się uwikłać w wydarzenia sprzyjające takim opiniom.

– Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji - wyjaśnia, prosząc media o uszanowanie prywatności i zaprzestanie publikacji jego temat.

Przeprosił także osoby, które czują się zawiedzione jego decyzją, "zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni".

– Mam nadzieję, że to oświadczenie ostatecznie przetnie wszelkie spekulacje oraz plotki na temat mojego klienta i pozwoli mu dalej normalnie żyć - powiedział w rozmowie z KAI adwokat Maciej Zaborowski, pełnomocnik Tymoteusza Szydło.

Oświadczenie dotyczące prośby o przeniesienie do stanu świeckiego

Wobec narastających spekulacji dotyczących mojego urlopu, na który otrzymałem zgodę od biskupa bielsko-żywieckiego, czuję się zmuszony zabrać głos. Chciałbym przeciąć w ten sposób krzywdzące spekulacje, które poza mną dotykają przede wszystkim moich bliskich a także osoby postronne. W ostatnich miesiącach przeżywałem głęboki kryzys wiary i powołania. Z bólem przyznaję, że z czasem zacząłem tracić sens mojej posługi i coraz częściej nachodziły mnie myśli o odejściu ze stanu duchownego. Po głębszym namyśle postanowiłem jednak dać sobie jeszcze jedną szansę i poprosiłem o kilka miesięcy urlopu, by poukładać swoje życie duchowe. Uznałem, że będzie to uczciwe w stosunku do Wiernych, wobec których zawsze starałem się sprawować posługę szczerze i z przekonaniem.

Biskup bielsko-żywiecki przyjął prośbę o urlop, co jest dopuszczalne w ramach prawa kanonicznego. W tamtym okresie nie uważałem, że powinienem informować opinię publiczną o moich rozterkach duchowych. Uznałem, że nie jestem osobą publiczną i że mam prawo do prywatności. Wydawało mi się, że najlepszym wyjściem będzie odsunięcie się od posługi i przemyślenie wszystkiego w spokoju. Niestety ten czas przyniósł jeszcze więcej zamętu. Plotki, na mój temat podsycane przez media goniące za sensacją, właściwie uniemożliwiły mi refleksję. Co bardzo dla mnie bolesne, zainteresowanie tematem podsycały również osoby blisko związane z Kościołem, poprzez wielokrotne wracanie do domysłów na mój temat. Mam świadomość, że rozpoznawalność, której nigdy nie chciałem, jest związana z funkcjami, które pełni moja Mama. Oczywiście dziś zdaję sobie sprawę, że sam także popełniłem szereg błędów w kontaktach z mediami, zwłaszcza tuż po święceniach, kiedy nie oponowałem, gdy próbowano skojarzyć mnie z określoną opcją polityczną. Nigdy nie było to moim celem ani ambicją, jednak zabrakło mi siły woli, by zaprotestować przeciwko publikacjom na mój temat. Co gorsza, dałem się uwikłać w wydarzenia, które mogły zostać błędnie odczytane jako udzielenie poparcia politycznego. Przez następne lata mojej posługi unikałem mediów i protestowałem prywatną drogą przeciw publikacjom na mój temat.

Obecnie moja reputacja jako księdza jest zdruzgotana przez plotki i domysły. Z bólem stwierdzam też, że nie udało mi się pokonać kryzysu wiary i powołania. W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego, jak złożyć w kurii diecezji bielsko-żywieckiej prośbę skierowaną do Ojca Świętego o przeniesienie mnie do stanu świeckiego, by uregulować moją pozycję kanoniczną i nie pozostawać w konflikcie sumienia. Jednocześnie oświadczam, że to moja ostatnia wypowiedź w tej sprawie. Nie zamierzam więcej zabierać głosu i bardzo proszę o uszanowanie tej decyzji.

Żałuję, że moja historia potoczyła się w ten sposób, ale mimo wszystko mam nadzieję, że uda mi się poukładać życie na nowo. W tym miejscu mogę jedynie prosić media o uszanowanie mojej prywatności i zaprzestanie publikacji na mój temat. Zdaję sobie sprawę, że moja decyzja jest bolesna dla wielu osób, ale nie mogę postąpić inaczej. Przepraszam wszystkich, których zawiodłem, zwłaszcza moją rodzinę, przyjaciół, znajomych, przełożonych, współpracowników, parafian z Przecieszyna, Osieka, Buczkowic i Oświęcimia, a także wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób czują się dotknięci lub zgorszeni.

Tymoteusz Szydło

Bielsko-Biała, 10.12.2019

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem