Reklama

Jan Paweł II

Dzień, w którym miała się zmienić historia Kościoła i świata

W Rzymie tego dnia była piękna wiosenna pogoda. W środę 13 maja 1981 r. po południu zaprowadziłem moich polskich przyjaciół na Plac św. Piotra, aby mogli uczestniczyć w audiencji generalnej. Stanąłem w cieniu kolumnady i patrzyłem na tłumy pielgrzymów oczekujących na Jana Pawła II

2014-05-06 15:06

Niedziela Ogólnopolska 19/2014, str. 6-7

[ TEMATY ]

Jan Paweł II

zamach

East News

Dla Jana Pawła II był to pracowity dzień – w tym właśnie dniu ustanowił Papieski Instytut Studiów nad Małżeństwem i Rodziną, przyjął na prywatnej audiencji słynnego francuskiego genetyka Jérôme’a Lejeune’a z żoną, których następnie zaprosił na obiad.

Padł strzał

O godzinie 17, zgodnie z programem, w Bramie Dzwonów („Arco delle Campane”) pod fasadą Bazyliki św. Piotra pojawił się biały jeep z Papieżem i zaczął objeżdżać plac. Ojciec Święty powoli przemieszczał się przez las podniesionych rąk, w których pielgrzymi trzymali flagi, chusteczki, aparaty fotograficzne. W pewnym momencie podniósł do góry dziewczynkę z balonikiem, pocałował ją, a następnie oddał rodzicom. Była dokładnie godzina 17.19, gdy stało się coś dziwnego: wszystkie gołębie z placu nagle zerwały się do lotu. Tuż po tym zobaczyłem zamieszanie wokół papieskiego samochodu – jeep cofnął się, a następnie zaczął szybko jechać z powrotem w kierunku Bramy Dzwonów.

Zatrzymanie zamachowca

Co działo się w tych dramatycznych chwilach przy Papieżu, dowiedziałem się wiele lat później od włoskiej franciszkanki, s. Letizii Giudici. Przeszła ona do historii jako „zakonnica, która zatrzymała Alego Agcę”. W 1981 r. s. Letizia miała 30 lat i studiowała w Rzymie. 13 maja poszła na audiencję generalną z Janem Pawłem II. Kiedy papamobile zbliżył się do miejsca, gdzie stała, wiele osób podniosło w górę ręce, aby robić zdjęcia. Dlatego nie zdziwiła się, gdy stojący niedaleko niej młody człowiek również podniósł rękę – myślała, że i on chciał sfotografować Papieża. Dopiero gdy usłyszała strzały, uświadomiła sobie, że w ręku miał broń. Natychmiast po oddaniu strzałów Ali Agca zaczął uciekać. S. Letizia zorientowała się, że nikt się nie ruszył, aby zatrzymać zamachowca, gdyż wszyscy śledzili wzrokiem samochód z rannym Papieżem. Dlatego instynktownie, bez zastanawiania się, zaczęła biec za Agcą. Ten jednak musiał potknąć się o wystającą z placu kostkę, bo upadł – s. Letizia rzuciła się na niego i przytrzymała go. Jednak zamachowiec wciąż trzymał w ręku broń. Wycelował w siostrę i pociągnął za spust, ale...pistolet się zaciął – Agca odrzucił go. Dzięki tej zdecydowanej reakcji s. Letizii włoscy policjanci mogli natychmiast aresztować zamachowca.

Reklama

Ratowanie Papieża

Podczas gdy włoscy policjanci eskortowali Agcę, biały jeep z rannym Papieżem przejechał przez Bramę Dzwonów, objechał od tyłu bazylikę i dotarł do budynku watykańskiej służby zdrowia. W książce „Świadectwo” kard. Stanisław Dziwisz tak opisuje te dramatyczne chwile: „Usiłowałem wesprzeć Papieża, choć on sprawiał takie wrażenie, jakby się poddał. Zapytałem: «Gdzie?». Odpowiedział: «W brzuch». «Boli?». On na to: «Boli». Pierwsza kula, przeszywając okrężnicę i raniąc w kilku miejscach jelito cienkie, rozszarpała brzuch, po czym – przebiwszy ciało na wylot – spadła do wnętrza jeepa. Druga zaś po tym, jak otarła się o prawy łokieć i złamała palec wskazujący lewej ręki, zraniła dwie amerykańskie turystki. (...) Wyjęli mi Papieża z ramion i położyli na posadzce w korytarzu budynku (watykańskiej służby zdrowia – przyp. W. R.). Dopiero wtedy zobaczyliśmy ogromną ilość krwi, która wypływała z rany postrzałowej. Dr [Renato] Buzzonetti zgiął nogi [Papieża] w kolanach, pytając, czy może nimi poruszać. Poruszył. Lekarz kazał natychmiast udać się do Polikliniki Gemellego. Nie był to przypadkowy wybór, ale dużo wcześniej przemyślana decyzja, przewidziana w przypadku konieczności umieszczenia Ojca Świętego w szpitalu. Karetka, która tymczasem dotarła do ambulatorium, odjechała z maksymalną prędkością”.

Modlitwa o ocalenie Jana Pawła II

Wierni zgromadzeni na Placu św. Piotra nie wiedzieli dokładnie, co się stało – w różnych językach słychać było złowrogie słowo: „Zamach!”. Ludzie płakali, rozpaczali, inni stali niemi z niedowierzania, niektórzy modlili się na klęczkach, przekonani, że Papież nie żyje. Ale nie było paniki ani zamieszania. Wszyscy watykańscy organizatorzy audiencji nagle zniknęli. Na szczęście w tych dramatycznych chwilach na placu był, tak jak w każdą środę, o. Kazimierz Przydatek, jezuita, szef polskiego Centrum dla Pielgrzymów. Podszedł do mikrofonu i zaczął odmawiać Różaniec. Ludzie modlili się i śpiewali. Jedna z grup przywiozła z Polski w darze dla Jana Pawła II kopię obrazu Matki Bożej Częstochowskiej – o. Kazimierz wziął ją i umieścił na pustym fotelu Papieża. Podczas gdy wierni modlili się, wokół placu słychać było gwizdki policjantów i syreny karetek.

Oczekiwanie na cud

Ja sam przeżywałem chwile osobistego dramatu. Opuściłem kraj i rodzinę, zrezygnowałem z kariery zawodowej, by przyjechać do Rzymu i służyć Janowi Pawłowi II – wydawało mi się, że zamach położył kres mojemu nowemu życiu u boku Papieża Polaka. Wróciłem do Centrum dla Pielgrzymów, które znajdowało się dwa kroki od Placu św. Piotra, przy via Pfeiffer. Po drodze wszedłem do watykańskiego Biura Prasowego, w którym było pełno dziennikarzy – wszyscy byli zaniepokojeni, bo ks. Romeo Panciroli, dyrektor Biura, wspomniał, że Papież ma prawdopodobnie przestrzeloną trzustkę, a to groziło śmiercią. W domu usiadłem przed telewizorem i zacząłem oglądać bezpośrednią transmisję z Polikliniki Gemellego. Z telewizji dowiedziałem się, że karetka przyjechała do szpitala w rekordowym czasie, więc operacja mogła rozpocząć się już o godz. 17.55, ale stan Papieża był krytyczny. Ks. Stanisław udzielił Papieżowi sakramentu namaszczenia chorych. Operację wykonywał zespół lekarski, którym kierował prof. Francesco Crucitti, gdyż inny wybitny chirurg Polikliniki Gemellego, prof. Giancarlo Castiglioni, był w tym czasie na kongresie w Mediolanie.

Dobre widomości z Polikliniki Gemellego

O godz. 18.48 w mediach podany został pierwszy komunikat lekarski: żaden z organów witalnych organizmu Papieża nie został naruszony – to pierwszy promyk nadziei. Wróciłem na plac, gdzie ta dobra wiadomość została przekazana modlącym się wiernym. W międzyczasie ktoś na barierze umieścił zdjęcie Jana Pawła II i róże. Ludzie nadal trwali na modlitwie i to nie tylko na Placu św. Piotra – tej nocy wiele kościołów we Włoszech było otwartych, aby dać ludziom okazję do modlitwy za Papieża. O godzinie 20.10 media podały następny lakoniczny komunikat: „Operacja przebiega dobrze”. Nieco później rozeszła się nieprawdziwa wiadomość o zakończeniu operacji. Fałszywe informacje tego rodzaju były powtarzane kilka razy tej nocy. Dopiero o godz. 23.30 prof. Castiglioni, któremu udało się powrócić do Rzymu, poinformował dziennikarzy, że operacja zakończyła się sukcesem, dodając: „Zrobiliśmy wszystko, co można było zrobić. Teraz należy czekać”. Ale już sam fakt, że Papież przeżył skomplikowaną operację, która trwała ponad 5 godzin, był pozytywnym znakiem.

„Regina Coeli” ze szpitalnego łóżka

Dla mnie długa noc z 13 na 14 maja była czasem modlitwy i refleksji. Następne dni były czasem oczekiwania. W niedzielę 17 maja stałem znowu na Placu św. Piotra, aby uczestniczyć w modlitwie „Regina Coeli”, którą transmitowano przez radio. Ze szpitalnego łóżka Ojciec Święty słabym głosem wypowiadał znaczące słowa: „Umiłowani bracia, wiem, że w tych dniach, szczególnie w tej godzinie modlitwy «Regina Coeli», jesteście zjednoczeni ze mną. Ze wzruszeniem dziękuję wam za modlitwy i wszystkich was błogosławię. Modlę się za brata, który mnie zranił, a któremu szczerze przebaczyłem. Zjednoczony z Chrystusem Kapłanem i Ofiarą, składam moje cierpienia w ofierze za Kościół i świat. Tobie, Maryjo, powtarzam: «Totus Tuus ego sum»”. Wydawało mi się, że tragiczny dzień 13 maja zakończył się w południe 17 maja, gdy Papież powrócił – chociaż tylko drogą radiową – na Plac św. Piotra.

Tajemnica fatimska

Tymczasem w mediach rozgorzała dyskusja na temat zamachowca i jego mocodawców. Kiedy zapytałem kard. Andrzeja Marię Deskura, bliskiego przyjaciela Jana Pawła II, co o tym myśli, odpowiedział mi: „Wiesz, że 12 maja wieczorem Papież, podobnie jak wszyscy kapłani, podczas wieczornej modlitwy czytał fragmenty z Listu św. Piotra: «Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając kogo pożreć» (1P 5, 8). Jest oczywiste, że to diabeł chciał «pożreć» Jana Pawła II – dla mnie nie jest istotne, czyją «rękę» wykorzystał”. Diabeł użył ręki Alego Agcy, ale inna ręka pokierowała kulą. Papież był o tym przekonany, gdy zdał sobie sprawę, że zamachu dokonano w rocznicę pierwszego objawienia Matki Bożej w Fatimie. Dlatego w lipcu, w czasie drugiego pobytu w Poliklinice Gemellego, kazał sobie przynieść kopertę z tzw. trzecią tajemnicą fatimską, napisaną własnoręcznie przez s. Łucję. Od tego dnia Jan Paweł II, wspominając zamach, zawsze mówił: „Jedna ręka strzelała, a inna prowadziła kulę”. Dzisiaj kula, która w zamysłach diabła miała zmienić historię Kościoła i świata, znajduje się w koronie Matki Bożej w Fatimie, a skrwawiony pas sutanny, który Papież miał na sobie w dniu zamachu, złożył on jako wotum na Jasnej Górze.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Papież potępił zamach na synagogę w Niemczech

2019-10-10 18:34

[ TEMATY ]

papież

Żydzi

Niemcy

zamach

papież Franciszek

synagoga

AFP / Vatican News

Zamach na synagogę w Niemczech

Świat jest w szoku po wczorajszym zamachu na synagogę w Halle. W ojczyźnie Holokaustu znów miała się polać żydowska krew. Zamach potępił papież Franciszek. Już wczoraj na popołudniowej sesji synodu modlił się za dwie ofiary zastrzelone przed synagogą. Ubolewanie i solidarność z Żydami wyrażają przedstawiciele Kościoła w Niemczech.

Ofiar zamachu miało być dużo więcej. Neonazistowskiemu terroryście nie udało się wejść do synagogi, w której z okazji święta Jom Kippur zgromadziło się ok. stu osób. „Jesteśmy solidarni z naszymi żydowskimi współobywatelami” – powiedział przebywający w Watykanie na synodzie kard. Reinhard Marx. Zauważył on, że sprawca celowo wybrał synagogę, aby przelać krew Żydów w ich największe święto. „W naszym społeczeństwie nie ma miejsca na antysemityzm” – dodał przewodniczący Episkopatu Niemiec.

O zachowanie jedności niemieckiego społeczeństwa zaapelował natomiast arcybiskup Berlina. „Nie pozwolimy, aby jakakolwiek nienawiść, a w szczególności nienawiść do judaizmu, osiągnęła swój cel, jakim jest podział naszego społeczeństwa” – oświadczył abp Heiner Koch.

Wczorajszy zamach to kolejna odsłona odradzającego się w Niemczech nazizmu. Według oficjalnych danych w 2018 r. odnotowano 13 tys. przestępstw o podłożu neonazistowskim, z czego 1,8 tys. o charakterze jednoznacznie antysemickim. Świadectwem narastającego w Niemczech zagrożenia było też oświadczenie Felixa Kleina, pełnomocnika rządu ds. walki z antysemityzmem, który w maju przestrzegł niemieckich Żydów przed noszeniem jarmułki w miejscach publicznych. Szacuje się, że do ugrupowań neonazistowskich należy dziś 24 tys. Niemców.

CZYTAJ DALEJ

Nawrócenie św. Pawła

Niedziela Ogólnopolska 37/2008, str. 4-5

[ TEMATY ]

Benedykt XVI

św. Paweł

Caravaggio: "Nawrócenie św Pawła"

Drodzy Bracia i Siostry!

Dzisiejsza katecheza poświęcona będzie przeżyciu, jakiego św. Paweł doznał na drodze do Damaszku, a zatem temu, co powszechnie nazywane jest jego nawróceniem. Właśnie na drodze do Damaszku na początku lat trzydziestych I wieku i po okresie, gdy prześladował Kościół, doszło do decydującego momentu w życiu Pawła. Wiele o tym napisano, oczywiście, z różnych punktów widzenia. Pewne jest, że nastąpił tam zwrot, co więcej - odwrócenie perspektywy. Wówczas niespodziewanie zaczął on uważać za „stratę” i „śmieci” to wszystko, co wcześniej stanowiło dla niego najwyższy ideał, niemal rację bytu jego istnienia (por. Flp 3,7-8). Cóż takiego się stało?
Mamy tu dwa rodzaje źródeł. Pierwszym, najlepiej znanym, są relacje Łukasza, który aż trzy razy opowiada o tym wydarzeniu w Dziejach Apostolskich (por. 9,1-19; 22,3-21; 26,4-23). Przeciętny czytelnik być może ulega pokusie zbyt długiego zatrzymywania się na szczegółach, jak światłość z nieba, upadek na ziemię, głos wzywający, oślepnięcie, uzdrowienie niczym opadnięcie łusek z oczu i post. Jednakże wszystkie te szczegóły odnoszą się do sedna wydarzenia: Chrystus Zmartwychwstały jawi się niczym zachwycające światło i zwraca się do Szawła, przemienia jego myślenie i całe jego życie. Blask Zmartwychwstałego oślepia go: jawi się więc także zewnętrznie to, co stanowiło jego wewnętrzną rzeczywistość, jego zaślepienie na prawdę, na światło, którym jest Chrystus. A później jego ostateczne „tak” dla Chrystusa w chrzcie otwiera na nowo jego oczy, pozwala mu rzeczywiście przejrzeć.
W pierwotnym Kościele chrzest nazywany był również „iluminacją” - oświeceniem, ponieważ sakrament ten obdarza światłem, pozwala rzeczywiście przejrzeć. To, na co wskazuje się tu z teologicznego punktu widzenia, u Pawła dokonuje się także fizycznie: uzdrowiony ze swej wewnętrznej ślepoty, widzi on dobrze. A zatem św. Pawła przemieniła nie myśl, lecz wydarzenie, nieodparta obecność Zmartwychwstałego, w którą nie będzie mógł już nigdy zwątpić, tak bowiem silna była oczywistość tego wydarzenia, tego spotkania. Odmieniło ono zasadniczo życie Pawła; w tym znaczeniu można i należy mówić o nawróceniu. Spotkanie to stanowi serce opowieści św. Łukasza, który, co bardzo możliwe, wykorzystał wersję powstałą prawdopodobnie we wspólnocie Damaszku. Pozwala się tego domyślać lokalny koloryt, jaki wnoszą obecność Ananiasza oraz nazwy zarówno drogi, jak i właściciela domu, w którym zatrzymał się Paweł (por. Dz 9, 11).
Drugi rodzaj źródeł na temat nawrócenia stanowią Listy samego św. Pawła. Nie mówił on nigdy szczegółowo o tym wydarzeniu, jak sądzę dlatego, że mógł zakładać, iż wszyscy znali istotę jego historii, wszyscy wiedzieli, że z prześladowcy stał się gorliwym apostołem Chrystusa. To zaś nastąpiło nie w następstwie własnej refleksji, lecz w wyniku wielkiego wydarzenia - spotkania ze Zmartwychwstałym. Choć nie mówi o szczegółach, to jednak wielokrotnie wspomina on o tym niezwykle ważnym wydarzeniu, tzn. o tym, że także on jest świadkiem zmartwychwstania Jezusa, którego objawienie otrzymał bezpośrednio od samego Jezusa wraz z misją apostolską. Najwyraźniejszy tekst na ten temat znajduje się w jego opowieści o tym, co stanowi centrum historii zbawienia: śmierć i zmartwychwstanie Jezusa oraz ukazywanie się świadkom (por. 1 Kor 15). W słowach zaczerpniętych z prastarej tradycji, które również on otrzymał od Kościoła Jerozolimskiego, mówi, że Jezus zmarły na krzyżu, pogrzebany, po zmartwychwstaniu ukazuje się najpierw Kefasowi, czyli Piotrowi, następnie Dwunastu, potem pięciuset braciom, którzy w większości żyli jeszcze w tym czasie, z kolei Jakubowi i wreszcie wszystkim Apostołom. Do tej opowieści, przejętej od Tradycji, dodaje: „W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie” (1 Kor 15, 8). W ten sposób daje do zrozumienia, że stanowi to podstawę jego apostolstwa i jego nowego życia.
Są też inne teksty, w których pojawia się to samo: „Przez Jezusa Chrystusa otrzymaliśmy urząd apostolski” (por. Rz 1,5); i dalej: „Czyż nie widziałem Jezusa, Pana naszego?” (1 Kor 9,1). Są to słowa, w których nawiązuje do tego, o czym wiedzą wszyscy. W końcu w najbardziej rozpowszechnionym tekście czytamy: „Gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie, bym Ewangelię o Nim głosił poganom, natychmiast, nie radząc się ciała ani krwi, ani nie udając się do Jerozolimy, do tych, którzy apostołami stali się pierwej niż ja, skierowałem się do Arabii, a później znowu wróciłem do Damaszku” (Ga 1, 15-17). W tej „autoreklamie” podkreśla zdecydowanie, że również on jest prawdziwym świadkiem Zmartwychwstałego, ma własną misję, otrzymaną bezpośrednio od Zmartwychwstałego.
Możemy zatem zauważyć, że oba źródła: Dzieje Apostolskie i Listy św. Pawła, są zbieżne i zgodne w zasadniczym punkcie: Zmartwychwstały przemówił do Pawła, powołał go do apostolstwa, uczynił zeń prawdziwego apostoła, świadka zmartwychwstania, powierzając mu szczególne zadanie głoszenia Ewangelii poganom, światu grecko-rzymskiemu. Jednocześnie zaś Paweł nauczył się, że mimo swego bezpośredniego związku ze Zmartwychwstałym musi on wstąpić do wspólnoty Kościoła, musi dać się ochrzcić, musi żyć w zgodzie z innymi apostołami. Tylko w tej jedności ze wszystkimi będzie mógł być prawdziwym apostołem, jak pisze wprost w Pierwszym Liście do Koryntian: „Tak więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli” (15,11). Jest jedno tylko przepowiadanie Zmartwychwstałego, ponieważ jeden tylko jest Chrystus. Jak widać, we wszystkich tych fragmentach Paweł nie interpretuje nigdy tego momentu jako faktu nawrócenia. Dlaczego? Jest wiele hipotez, według mnie jednak powód jest oczywisty. Ten zwrot w jego życiu, ta przemiana całego jego jestestwa nie była owocem procesu psychologicznego, dojrzewania czy ewolucji intelektualnej i moralnej, lecz przyszła z zewnątrz: była owocem nie jego myśli, lecz spotkania z Chrystusem Jezusem. W tym sensie nie była zwykłym nawróceniem, dojrzewaniem własnego „ja”, lecz była śmiercią i zmartwychwstaniem jego samego: umarło jedno jego istnienie, drugie zaś narodziło się z Chrystusem Zmartwychwstałym. W żaden inny sposób nie da się wytłumaczyć tej odnowy Pawła. Wszystkie analizy psychologiczne nie są w stanie wyjaśnić i rozwiązać tego problemu. Dopiero to wydarzenie - mocne spotkanie z Chrystusem stanowi klucz do zrozumienia tego, co się wydarzyło: śmierć i zmartwychwstanie, odnowa przez Tego, który ukazał się i przemówił do niego. W tym głębszym znaczeniu możemy i powinniśmy mówić o nawróceniu. Spotkanie to jest rzeczywistą odnową, która odmieniła wszystkie jego parametry. Teraz może powiedzieć, że to, co wcześniej było dla niego zasadnicze i podstawowe, stało się dla niego „śmieciem”; nie jest już „zyskiem”, lecz stratą, albowiem liczy się już tylko życie w Chrystusie.
Nie powinniśmy jednak sądzić, że Paweł był aż tak zamknięty w ślepym wydarzeniu. Prawda jest odwrotna, gdyż Chrystus Zmartwychwstały jest światłem prawdy, światłością samego Boga. To poszerzyło jego serce, otworzyło je dla wszystkich. W tym momencie nie utracił tego, co było piękne i prawdziwe w jego życiu, w jego dziedzictwie, lecz zrozumiał w nowy sposób mądrość, prawdę, głębię prawa i proroków, w nowy sposób wszedł w ich posiadanie. Zarazem rozum jego otworzył się na mądrość pogan; otwierając się na Chrystusa całym sercem, stał się zdolny do szerokiego dialogu ze wszystkimi, stał się zdolny do tego, aby być wszystkim dla wszystkich. W ten sposób rzeczywiście mógł być apostołem pogan.
Przechodząc teraz do nas samych, zapytujemy się, co to oznacza dla nas. Oznacza to, że także dla nas chrześcijaństwo nie jest nową filozofią czy nową moralnością. Chrześcijanami jesteśmy jedynie wtedy, jeżeli spotykamy Chrystusa. Niewątpliwie nie objawia się On nam w ten sam nieodparty, świetlisty sposób, jak to uczynił Pawłowi, aby stał się on apostołem wszystkich narodów. Ale my również możemy spotkać Chrystusa - w lekturze Pisma Świętego, w modlitwie, w życiu liturgicznym Kościoła. Możemy dotknąć serca Chrystusa i poczuć, jak On dotyka naszego. Tylko w tej osobowej relacji z Chrystusem, tylko w tym spotkaniu ze Zmartwychwstałym stajemy się rzeczywiście chrześcijanami. I tak otwiera się nasz rozum, otwiera się cała mądrość Chrystusa i całe bogactwo prawdy. Prośmy zatem Pana, aby nas oświecił, aby obdarzył nas w naszym świecie spotkaniem ze swoją Obecnością: i dał nam w ten sposób żywą wiarę, otwarte serce, wielką miłość do wszystkich, zdolną odnowić świat.

KAI/Watykan

CZYTAJ DALEJ

Sandomierz: uroczystość ku czci św. Tomasza z Akwinu

2020-01-25 19:52

[ TEMATY ]

Sandomierz

św. Tomasz z Akwinu

bp Krzysztof Nitkiewicz

pl.wikipedia.pl

Konferencja naukowa z udziałem bp. Krzysztofa Nitkiewicza oraz uroczysta Msza św. pod przewodnictwem bp. Edwarda Frankowskiego złożyły się na uroczystość ku czci św. Tomasza z Akwinu, która odbyła się 25 stycznia w Wyższym Seminarium Duchownym w Sandomierzu.

Podczas konferencji bp Krzysztof Nitkiewicz, mówiąc o geniuszu, jakim św. Tomasz z Akwinu został obdarzony przez Boga, podkreślił jego intelektualną uczciwość, pracowitość oraz otwartość, która nikogo i niczego nie wykluczała a priori. – On miał dobrych mistrzów i sam był mistrzem dla wielu - zauważył biskup.

Zdaniem ordynariusza św. Tomasz uosabia to, co mówił wiele wieków po nim św. John Newman, że formacja uniwersytecka, czy praca naukowa ożywiona wiarą "poszerza umysł", pozwalając osiągnąć prawdziwą dojrzałość.

Hierarcha zachęcał wspólnotę Wyższego Seminarium Duchownego do kroczenia tą drogą, gdyż kapłan jest posłany do wszystkich i musi wypełniać swoją posługę w różnorodnych, szybko zmieniających się okolicznościach.

Ks. kan. dr Rafał Kułaga, rektor seminarium, wprowadzając zebranych w tematykę wykładu, mówiąc o przeżywanym w tym roku jubileuszu 200-lecia sandomierskiego Wyższego Seminarium Duchownego.

Ks. prof. dr hab. Stanisław Hałas, SJC w swym referacie pt. „Jubileusz w tradycji biblijnej”, zwrócił uwagę na to, że papieże, którzy ogłaszali ostatnie lata jubileuszowe powoływali się na dawną tradycję biblijną.

- Chodzi o papieża Franciszka, który ogłosił nadzwyczajny Jubileusz Miłosierdzia w 2016 r., ale pamiętamy także Wielki Jubileusz Roku 2000 ogłoszony przez św. Jana Pawła II. W tradycji biblijnej jest to tekst z Księgi Kapłańskiej, który mówi o przeżywaniu jubileuszu co 50 lat. Związany on jest z darowaniem długów i powrotem do pierwotnej własności. Gdy chodzi o Nowy Testament to Pan Jezus powołując się na tekst Księgi Izajasza traktował swoje życie jako taki nadzwyczajny rok jubileuszowy. W Kościele pierwszy rok jubileuszowy ogłoszono w 1300 roku – mówił prelegent.

Konferencję poprzedziła Msza św. w kościele seminaryjnym, której przewodniczył biskup pomocniczy senior Edward Frankowski. Koncelebrowali ją kapłani pracujący w seminarium i kurii, księża dziekani i neoprezbiterzy.

We wspólnej modlitwie wzięli również udział przedstawiciele władz Ostrowca Świętokrzyskiego, Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, Politechniki Świętokrzyskiej, Stowarzyszenia Przyjaciół WSD, a także siostry zakonne i klerycy.

Tradycja uroczystości i spotkań naukowych w sandomierskim seminarium z okazji wspomnienia św. Tomasza z Akwinu, pielęgnowana jest od wielu lat. W tym roku miała ona szczególny charakter, gdyż WSD przeżywa 200-lecie istnienia.

Św. Tomasz z Akwinu żył w latach 1225-1274 i stworzył zwarty system nauki filozoficznej i teologii katolickiej, zwany tomizmem. Wywarł on głęboki wpływ na ukierunkowanie zachodniej myśli chrześcijańskiej. Spuścizna literacka świętego jest bardzo bogata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję