Reklama

Głos z Torunia

U bł. Marii Karłowskiej

31 maja w sanktuarium diecezjalnym bł. Marii Karłowskiej w Jabłonowie Pomorskim pod przewodnictwem bp. Andrzeja Suskiego nastąpiło otwarcie roku dziękczynienia za 120-letnią posługę Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej. Przypomniano duchowy testament i dzieło jego błogosławionej założycielki – wyraz ewangelicznej miłości, który wpisał się w najlepsze tradycje Kościoła w Polsce

Niedziela toruńska 22/2014, str. 4-5

[ TEMATY ]

zgromadzenie

Ks. Paweł Borowski

Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bozej w Jabłonowie-Zamku

Maria Karłowska urodziła się 4 września 1865 r. w Słupówce (obecnie Karłowo) blisko Kcyni na Pałukach w licznej rodzinie Mateusza Karłowskiego i Eugenii z Dembińskich. 10 października została ochrzczona w kościele pw. św. Katarzyny w Smogulcu, który obecnie posiada imię błogosławionej jako drugie wezwanie.

Dobra Pasterka

Mając 17 lat, złożyła na ręce spowiednika ślub dozgonnej czystości. Całkowicie oddała się pracy dobroczynnej dla biednych rodzin z najuboższych dzielnic Poznania. Od 1892 r. poświęciła się opiece nad dziewczętami zagubionymi moralnie, ewangelizując m.in. w domach publicznych, więzieniach, szpitalu na oddziale dla kobiet chorych wenerycznie, miejscach niewyobrażalnych dla panny wychowanej w klimacie głębokiej pobożności. W 1894 r. założyła Zgromadzenie Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej, dla którego opracowała Konstytucje i Dyrektorium. Istotę charyzmatu zakonu oddaje hasło: „Szukać i zbawić to, co zginęło”. W 1902 r. razem z sześcioma siostrami złożyła śluby wieczyste, przyjmując imię zakonne Matka Maria od Pana Jezusa Ukrzyżowanego. Z właściwym sobie entuzjazmem ewangelizowała podopieczne poprzez pracę w kolejno otwieranych Domach Misyjnych Dobrego Pasterza (w sumie – dziewięciu). Na terenie dzisiejszej diecezji toruńskiej założyła placówki w Pniewitem (parafia Lisewo), Dębowej Łące i Jabłonowie Pomorskim. Jej duchowym testamentem przekazanym w podręcznikach zakonnych, ascetycznych, apostolskich i praktycznych oraz listach jest wcielenie idei miłosierdzia poprzez walkę o nawracanie grzeszników („tylko miłością i cierpliwością można zdobywać każdą duszę”) oraz zawierzenie pracy apostolskiej Najświętszemu Sercu Jezusa („Serce Jezusowe pragnie nas zapalić ofiarą i poświęceniem dla zbawienia dusz”). Wielkie nabożeństwo miała także do św. Józefa, którego nazwała „ojcem zgromadzenia” i „opiekunem dzieła Dobrego Pasterza”. Ułożyła Koronkę do Świętego Ojca Józefa. Do kaplicy w Jabłonowie sprowadziła z Lourdes jego figurę (stojącą tam do dziś). Pracowite i oddane ideałowi Dobrego Pasterza życie zakończyła 24 marca 1935 r. w Pniewitem. Została pochowana w krypcie pod kaplicą Domu Generalnego w Jabłonowie. W 1965 r. rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny zakończony wyniesieniem na ołtarze w uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa 6 czerwca 1997 r. „Jej oddanie Najświętszemu Sercu Zbawiciela – mówił wtedy Jan Paweł II – zaowocowało wielką miłością do ludzi. Przez tę miłość wielu duszom przywróciła światło Chrystusa i pomogła odzyskać utraconą godność”.

Reklama

Sanktuarium wyciszenia

16 lipca 1933 r. siostry pasterki zamieszkały w Jabłonowie Pomorskim i do tej pory pełnią tam misję apostolską. Tam znajduje się Dom Generalny Zgromadzenia – budowla na wzgórzu, którą wzniosła w poł. XIX wieku rodzina Narzymskich na miejscu dawnej rezydencji Jabłonowskich i dawniejszej jeszcze warowni postawionej według legendy w czasach Chrobrego i męczeńskiej misji św. Wojciecha. (Z okien klasztoru widać kościół pod jego wezwaniem). Dawny pałac Narzymskich to budowla w stylu neogotyku angielskiego wystylizowana na zamek warowny. Styl angielski posiada również otaczający ją park. Usytuowanie siedziby zgromadzenia – w oddaleniu od miasta, na wzgórzu, w otoczeniu zieleni – sprzyja kontemplacji i wyciszeniu. Temu samemu służy erygowana 6 lutego 1934 r. kaplica pw. Chrystusa Króla, która jest sercem jabłonowskiego domu Pasterek. Tam pod ołtarzem umieszczono relikwie błogosławionej, która łagodnie spogląda z wizerunku i prawą ręką wskazuje niebo. Do jej stóp ufnie garną się owce symbolizujące ludzi sprowadzonych na drogę dobra i dusze ocalone przed zatraceniem. Tu przychodzą na myśl słowa z beatyfikacyjnej inwokacji do Marii pasterki szukającej „zabłąkanych owiec Chrystusa”.

11 czerwca 1997 r. dekretem bp. Andrzeja Suskiego kaplica została ustanowiona sanktuarium diecezjalnym bł. Marii Karłowskiej. Kto z wiarą przybywa do kaplicy-sanktuarium, wycisza się, znajdując tu wytchnienie od gwaru i chaosu świata. Uspokaja się i mimo bagażu trosk i powikłań życiowych nabiera nadziei, że jeszcze nie wszystko stracone. „Przyjdź z ufnością do Stolicy Łaski, a znajdziesz miłosierdzie” – zdaje się słyszeć słowa zachęty niegdyś wypowiedziane przez błogosławioną. A dziś do jabłonowskiej oazy wyciszenia, uspokojenia i nadziei zaprasza pielgrzymów przełożona generalna Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej matka Gracjana Zborała, kustosz sanktuarium.

Warto przeczytać: S. Gaudiosa Dobrska CSDP, „Siła wezwania”; Waldemar Rozynkowski, S. Gaudiosa Dobrska, „Może i tobie Bóg udzieli łaski. O bł. Marii Karłowskiej”, „Idźcie do Józefa, On wam dopomoże”; Aleksandra Narzymska, „Śladami Dobrego Pasterza” („Pielgrzym” nr 3/1993), „Z dziejów jabłonowskiego zamku” („Głos z Torunia” nr 34, 35/1995); „Echo ze Wzgórza Błogosławionej Marii Pasterki” (miesięcznik dostępny także na stronie internetowej sanktuarium: www.pasterki.pl)

Pragnę wyrazić wdzięczność za wszechstronną pomoc, której udzieliły matka generalna Gracjana Zborała CSDP i s. Gaudiosa Dobrska CSDP

Kult błogosławionej

Msza św. z podziękowaniem za łaski uproszone za przyczyną błogosławionej i w intencjach osób, które przekazują do sanktuarium prośby o jej orędownictwo – piątek o godz. 7. Prośby i podziękowania można kierować – pocztą (sanktuarium bł. Marii Karłowskiej, Jabłonowo-Zamek 19, 87-330 Jabłonowo Pomorskie), telefonicznie (tel. 56 495-70-50) lub internetowo, (e-mail: m.karlowska_xl@wp.pl)

Nowenna nieustanna do bł. Marii Karłowskiej – z odczytywaniem intencji nadesłanych lub złożonych do skarbony przez pielgrzymów. Intencje są wpisywane do księgi, która w czasie nowenny spoczywa przy relikwiach błogosławionej – piątek o godz. 18.30

Codziennie w modlitwach południowych w sanktuarium i domach zgromadzenia siostry odmawiają nowennę do bł. Matki Marii w poleconych intencjach

Codzienna nowenna poranna w nagłych, trudnych sprawach

Litania i Koronka do bł. Matki Karłowskiej

Czuwanie nocne z okazji rocznic beatyfikacji i liturgicznego wspomnienia błogosławionej połączone z uroczystymi obchodami święta patronki miasta Jabłonowo Pomorskie – 5/6 czerwca od godz. 19 do godz. 7

Dziękczynna nowenna miesięczna za nadanie patronatu błogosławionej miastu Jabłonowo połączona z uczczeniem jej relikwii – 6. dzień każdego miesiąca o godz. 15

Podobna nowenna jest celebrowana w parafii Chrystusa Króla w Jabłonowie – w każdą 4. niedzielę miesiąca o godz. 15. W parafii św. Wojciecha w Jabłonowie przed Mszą św. odbywają się wystawienie i adoracja Najświętszego Sakramentu oraz nabożeństwo do bł. Marii Karłowskiej – czwartek o godz. 17 (latem), o godz. 16 (zimą)

W diecezji toruńskiej patronat błogosławionej jest nadany również Toruńskiemu Centrum Caritas

Odpusty

W sanktuarium – 6 czerwca Msza św. o godz. 7

W parafii bł. Marii Karłowskiej w Toruniu – 6 czerwca Msza św. o godz. 18

2014-05-29 10:06

Ocena: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Biskupi wenezuelscy wsparli Juana Guaidó

[ TEMATY ]

prezydent

episkopat

zgromadzenie

wenezuela

źródło: pixabay.com

Flaga Wenezueli

Wenezuelscy biskupi wsparli wybranego ponownie przewodniczącego Zgromadzenia Narodowego, a zarazem tymczasowego prezydenta Juana Guaidó. Spotkali się z nim 8 stycznia podczas obrad 113. zgromadzenia plenarnego konferencji episkopatu Wenezueli. Guaidó towarzyszyli dwaj wiceprzewodniczący Zgromadzenia Narodowego, jego sekretarz i podsekretarz - nowo wybrane władze parlamentu.

Po spotkaniu konferencja episkopatu oświadczyła, że odrzuca wydarzenia z 5 stycznia, gdy Gwardia Narodowa i zwolennicy obalonego prezydenta Nicolasa Maduro nie dopuścili do sali obrad Zgromadzenia Narodowego deputowanych opozycji. Pod ich nieobecność, bez wymaganego kworum, wybrano paralelne władze na czele z Luisem Parrą. Hierarchowie napisali, że był to „haniebny czyn”, który stał się dla Wenezuelczyków powodem do pogłębienia braku nadziei i poczucia bezsilności.

Niewpuszczeni na obrady deputowani, którzy posiadali kworum, zebrali się w jednym z hoteli, gdzie w głosowaniu przedłużyli Guaidó mandat przewodniczącego.

Biskupi wspomnieli także o wydarzeniach z 7 stycznia, gdy te same grupy próbowały nie dopuścić do wejścia „prawomocnie wybranych deputowanych” do gmachu Zgromadzenia na zaprzysiężenie Guaidó na drugą kadencję, co się im jednak nie udało.

Zdaniem biskupów wydarzenia te są „nowymi przejawami totalitarnej ideologii”, a zarazem zamachem na instytucje państwa. Skrytykowali oni także akty przemocy ze strony wojska wobec niektórych deputowanych i wezwali je „w imię Boga”, by stanęło „po stronie konstytucji i ludu, których przysięgało bronić”.

Episkopat zaapelował o respektowanie legalności Zgromadzenia Narodowego, wybranego przez naród w 2015 r., gdyż jako „jedyna instytucja polityczna i władzy publicznej” cieszy się ono legitymizacją.

CZYTAJ DALEJ

Michał Świderski („Dotyk Boga”): To był prosty przekaz, że Bóg mnie kocha. Mnie, nie wszystkich

2020-07-10 08:06

[ TEMATY ]

modlitwa

świadectwo

świadectwo wiary

facebook.com/michalswiderski

Michał Świderski – lider Szkoły Nowej Ewangelizacji w Gliwicach, prywatnie mąż, ojciec trzech chłopców, doktor informatyki i przedsiębiorca. Co sprawiło, że z omijania Kościoła szerokim łukiem, stał się gorliwym naśladowcą Chrystusa?

Prowadzisz kanał na YouTubie oraz stronę na Facebooku, a także popularną audycję radiową pt. „Dotyk Boga”. Prezentowane są w niej świadectwa działania Boga w życiu zwykłych ludzi. A jaki był pierwszy dotyk Boga w twoim życiu?

Pierwsze takie świadome dotknięcie, które przemieniło moje życie i obróciło je o sto osiemdziesiąt stopni, miało miejsce 12 listopada 1995 roku. Miałem wtedy osiemnaście lat. Gdy wracałem ze ścianki wspinaczkowej, usłyszałem, że w kościółku akademickim w Gliwicach grają na gitarach. Stwierdziłem, że wejdę i posłucham. Kościół kojarzył mi się źle, bo uważałem, że wszystko, co jest z nim związane, to kłamstwo, gitary jednak kojarzyły mi się bardzo dobrze, z wędrówkami górskimi. W górach szukałem sensu życia. Miałem osiemnaście lat, czułem ogromną pustkę, zawód sukcesami tego świata, lęk przed przyszłością, lęk przed chorobami, lęk przed śmiercią – takie typowe rzeczy. Na swój sposób poszukiwałem więc Boga. I naraz w środku miasta to radosne granie na gitarze, śpiewy… Od razu na myśl przyszły mi właśnie góry, ognisko, moje wszystkie rozterki… To zresztą fascynujące, że Pan Bóg wie, jak do nas dotrzeć.

Gdy wszedłem do kościoła, usłyszałem bardzo prostą ewangelizację. Ludzie wychodzili na środek i mówili świadectwa, że zaprosili Jezusa do swojego serca. Jakaś kobieta nie mogła się pojednać z siostrą, a Bóg jej w tym pomógł. Kogoś innego Bóg uzdrowił z jakichś dolegliwości fizycznych. W serce kolejnej osoby wlał radość… To był prosty przekaz, że Bóg mnie kocha. Mnie, nie wszystkich. Dotarło do mnie wtedy, że Bóg nie chce mnie „dorwać”. Ja zawsze myślałem, że Bóg chce mnie złapać, a że miałem sporo na sumieniu, postanowiłem, że trzeba się trzymać od Niego z daleka. To zaprzeczenie moim wyobrażeniom mnie przyciągnęło. Można powiedzieć, że właśnie wtedy po raz pierwszy dotarła do mnie prawda o Bożej miłości. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie słyszałem.

Przez osiemnaście lat?

Osiemnaście lat życia! Przecież byłem katechizowany… teoretycznie, bo w praktyce to różnie z tym bywało.

Ja przecież nawet szukałem Boga, całkiem aktywnie, a mimo to nigdy nikt wprost mi nie powiedział, że właśnie ja – Michał Świderski – jestem dla Boga ważny. I to był dla mnie kopernikański przewrót myślenia.

Zupełna zmiana sposobu postrzegania – dotarło do mnie, że Bóg mnie nie ściga, lecz mnie szuka. I nie po to mnie szuka, żeby mnie dopaść, ale żeby mi przebaczyć Później w moim życiu pojawił się człowiek, który wprost mi powiedział: „Dzisiaj jest taki czas, kiedy możesz podjąć decyzję, czy chcesz żyć z Bogiem, czy nie. Jezus cię zaprasza”. To wtedy na scenę mojego życia wszedł Jezus Chrystus jako postać historyczna. Ja oczywiście świetnie wiedziałem, że On podobno umarł i zmartwychwstał, ale wiedziałem również, że nikt tak naprawdę w to nie wierzy…

….

Mówiliśmy o początku Twojej relacji z Bogiem i o pewnej „prehistorii”, w której ta relacja może była nieuświadomiona do końca. A czy z perspektywy tych dwudziestu trzech lat widzisz jakieś etapy rozwoju swojej wiary?

Oczywiście! Szczególnie w pierwszej części życia z Bogiem te etapy były dość jasno zarysowane. Są one bardzo podobne do rozwoju fizycznego dziecka. Najpierw jest okres niemowlęctwa, kiedy mało się wie i trzeba być systematycznie karmionym. Poza tym małe dziecko robi różne niekontrolowane głupie rzeczy.

Potem przychodzi czas odkrywania swojej tożsamości, dochodzenia do dorosłości, mierzenia się z różnymi wyzwaniami.

Ja jestem wdzięczny Bogu za to, że od samego początku, od pierwszego etapu mojego wzrastania, jestem w Kościele. Tak jak dziecko nie może wychowywać się samo, tak człowiek nie może sam wzrastać w wierze. Przy każdej ewangelizacji bardzo mocno podkreślamy to, że do wzrostu potrzebna jest wspólnota.

Dlatego uważam, że nie do końca dobre jest coraz bardziej popularne „internetowe chrześcijaństwo”, z którym mamy do czynienia wtedy, gdy człowiek, który czegoś doświadczył, jedyną wspólnotę ma w internecie.

Ogląda filmy na YouTubie, dyskutuje na forach itd. Moje doświadczenie jest inne. Od razu wszedłem do Odnowy w Duchu Świętym. Zresztą troszkę tam „rozrabiałem”. Ponieważ miałem jakieś swoje doświadczenie Boga, byłem bardzo ekspansywny. Mimo że jeszcze nie wszystko wiedziałem o wspólnocie, od samego początku chciałem ją zmieniać.

Może dlatego, że od razu pojawiło się we mnie ogromne pragnienie ewangelizacji. To ono właśnie przekierowało mnie do Szkoły Nowej Ewangelizacji w Gubinie, gdzie zajął się mną ks. Artur Godnarski, obecnie sekretarz Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Nowej Ewangelizacji. To jemu zawdzięczam swoją formację. Przeprowadził mnie przez kolejne etapy wzrastania, co trwało wiele lat. Kiedy więc założyliśmy własną wspólnotę, byłem już na tyle ugruntowany w wierze, że prowadząc innych ludzi do miejsca, w którym sam byłem, mogłem już samodzielnie się rozwijać. Bo trzeba powiedzieć, że towarzyszenie wzrostowi innych wymaga też, by samemu cały czas wzrastać. Czasem gorliwość ludzi, dla których jestem liderem – ludzi, którzy dopiero wkraczają na drogę duchowego rozwoju – jest dla mnie zawstydzająca. Także dla nich muszę się nieustannie nawracać.

Kiedy widzę ich posługę – czy to w ewangelizacji, czy uzdrowienia – czuję się naprawdę zawstydzony. Przecież jestem tyle lat przy Panu, że to przede wszystkim ja powinienem być dla nich przykładem, a nie oni dla mnie… Chcąc pełnić funkcję przewodnika, muszę żyć tak, jak głoszę. Żeby tak właśnie było, trzeba trwać we wspólnocie. Bez niej nie ma się punktu odniesienia, nie ma dla kogo się starać, by wciąż się rozwijać w posłudze… Wspólnota jest podstawą. Jest miejscem, gdzie można nieustannie służyć innym ludziom, a to właśnie służba ludziom zapewnia mi największy wzrost.

Generalnie tak jest z uczeniem i rozwijaniem się w każdej dziedzinie. Mówi się, że znacznie więcej człowiek zapamiętuje z tego, co sam przekazuje innym, niż z tego, co tylko czyta dla siebie albo nawet zapisuje. Masę rzeczy pamiętam, dlatego że musiałem je wielokrotnie tłumaczyć różnym osobom. Wiele spraw rozumiem naprawdę dogłębnie, bo musiałem je rozgryzać tysiące razy na tysiące sposobów, żeby móc je właściwie przedstawić innym. Właśnie przez tę służbę ludziom sam się rozwijam. I to jest piękne.

_________________________

W artykule zawarte są fragmenty książki: „Dotyk Boga. O uzdrowieniu i mocy, ewangelizacji oraz sukcesie w życiu chrześcijanina” Michał Świderski, wyd. eSPe. Sprawdź więcej: Zobacz

eSPe

CZYTAJ DALEJ

COMECE: budujmy bardziej sprawiedliwą i przyjazną Europę

2020-07-10 20:53

[ TEMATY ]

Unia Europejska

Europa

kryzys

COMECE

Vatican News

Wobec kryzysu i trudności, które przeżywa, Europa potrzebuje wspólnego działania, aby była bardziej sprawiedliwa, gdzie wszyscy będą mieli jednakowe szanse i będą jednakowo traktowani, gdzie poszanowany będzie zrównoważony rozwój. Opinię tę wyraził sekretarz generalny Komisji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) po spotkaniu ze stałym obserwatorem Niemiec przy Unii Europejskiej Michaelem Claussem. Kraj ten od 1 lipca br. sprawuje prezydencję w UE.

Ks. Manuel Barrios Prieto podkreślił, że u początków powstania Unii leżała świadomość, iż tylko wspólnie można przezwyciężyć trudności i budować pokój i dobro wspólne. Wskazał także na główne tematy ważne z punktu widzenia Kościoła. Mówi sekretarz generalny COMECE

Głos Kościoła głosem biednych, obrony życia, najsłabszych

„Uważam, że głos Papieża jest dziś jednym z najbardziej autorytatywnych na poziomie światowym wśród różnych spraw, o których mówi. Są tematy, na poziomie europejskim, które są bardzo istotne, jak ochrona stworzenia, czyli temat troski o nasz wspólny dom. To jest bardzo ważne i naprawdę razem musimy się o niego troszczyć, nie tylko ludzie wierzący, ale także i wszyscy ludzie dobrej woli, gdyż rozwój Unii Europejskiej niesie ze sobą zrównoważony rozwój, dbałość o przyszłe pokolenia ze wszystkimi trudnościami, które może on ze sobą przynieść – powiedział w wywiadzie dla Radia Watykańskiego ks. Manuel Barrios Prieto. - Naszym zdaniem najważniejsze są następujące tematy: troska o najsłabszych w naszych społeczeństwach, o tych, którzy tracą pracę, o osoby, które naprawdę zostaną dotknięte kryzysem gospodarczym. Trzeba myśleć o młodych, którzy poniosą koszty tego kryzysu, a którzy będą wchodzić w świat pracy. Nie można zapominać także o temacie migracji, który dla Kościoła jest tak ważny. To czas, kiedy jako Kościół musimy zabrać głos, który jest także głosem biednych, rodzin, głosem obrony życia, obrony najsłabszych, sprawiedliwości. Obronimy się razem, tylko w ten sposób możemy przezwyciężyć kryzys. Albo wszyscy zwyciężymy, albo wszyscy poniesiemy porażkę. Istnieje bowiem ryzyko, że projekt europejski, który narodził się po II wojnie światowej, rozmyje się i to dla ludzkości byłoby wielką stratą.“

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję