Reklama

Historia

Z Oleandrów do niepodległej Polski

6 sierpnia 1914 r. wymaszerowała z krakowskich Oleandrów do Królestwa Polskiego, z zamiarem wywołania antyrosyjskiego powstania, kompania żołnierzy Józefa Piłsudskiego – forpoczta odradzającego się wojska polskiego, nazwana pierwszą kadrową, potocznie „kadrówką”. Tak rozpoczęła się dla Komendanta i jego ludzi I wojna światowa, która w finale miała przynieść Polsce niepodległość

2014-07-29 15:09

Niedziela Ogólnopolska 31/2014, str. 42-43

[ TEMATY ]

historia

Z ALBUMU: A. I A. GARLICCY „JÓZEF PIŁSUDSKI. ŻYCIE I LEGENDA”

Stanisław Kaczor-Batowski – „Wejście strzelców do Kielc w sierpniu 1914 r.”

Wybuch I wojny światowej w 1914 r., „wojny narodów” oczekiwanej przez Józefa Piłsudskiego i jego strzelców, sprawił, że odżyły nierealne po klęsce powstania styczniowego nadzieje Polaków na wybicie się na niepodległość. Oddziały Piłsudskiego, które przygotowały grunt pod „rok 1918”, były częścią „łańcucha niepokornych” – kontynuatorami powstańców styczniowych i ich poprzedników. Pierwszy z oddziałów – „kadrówka” – stał się niemal legendarny. Jego tradycje są żywe do dziś. Pasjonaci rokrocznie organizują Marsz Szlakiem Pierwszej Kompanii Kadrowej.

Iskrą, od której w 1914 r. zapłonęła wielka wojna, był zamach na austro-węgierskiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda, 28 czerwca 1914 r. w Sarajewie. Miesiąc po zamachu przeciwko sobie stanęły do walki dwa wrogie bloki państw, a nasi zaborcy znaleźli się po przeciwnych stronach frontu. Trójprzymierze tworzyły m.in. Austro-Węgry, Niemcy, Włochy, a trójporozumienie (tzw. ententę) – m.in. Francja, Wielka Brytania i Rosja, do których dołączyły później Stany Zjednoczone Ameryki.

Wymarsz „kadrówki”

W chwili wybuchu wojny Piłsudski zdecydował się rozpocząć akcję militarną oddziałów, które znajdowały się pod jego rozkazami. Aby walczyć o sprawę polską, musiał związać się z którymś z mocarstw sprawujących rządy na ziemiach polskich. Takim sprzymierzeńcem zgodziły się zostać Austro-Węgry. Piłsudski przedstawił plan wywołania antyrosyjskiego powstania w Królestwie Polskim. 29 i 30 lipca 1914 r. Komendant wydał pierwsze rozkazy mobilizacyjne dla Związku Strzeleckiego. Strzelcy mieli przybywać do krakowskich Oleandrów – udostępnionych Piłsudskiemu przez władze Krakowa na koszary – usytuowanych na skraju parku Jordana, przy Błoniach, i tam formować się w oddziały. Inteligenci, studenci, rzemieślnicy, chłopi, zbiegowie z zaboru rosyjskiego przybywali do Oleandrów odprowadzani przez dziewczyny, siostry, rodziców. Mimo że akcję Piłsudskiego wspierali Austriacy, to wiele prywatnych firm krakowskich oraz różne życzliwe osoby dostarczyły na miejsce zbiórki dary dla strzelców: buty, swetry, bieliznę, prowiant.

Reklama

Komendant, aby rozpoznać siły Rosjan w Królestwie, wysłał patrol – pierwszy w tej wojnie – w kierunku Jędrzejowa. Skład patrolu ustalił szef sztabu Kazimierz Sosnkowski – prawa ręka Piłsudskiego do spraw organizacyjnych. Słynny pierwszy patrol tworzyli: Władysław Belina-Prażmowski (dowódca), Janusz Głuchowski, Antoni Zdzisław-Jabłoński, Zygmunt Bończa-Karwacki, Stefan Hanka-Kulesza, Stanisław Grzmot-Skotnicki i Ludwik Kmicic-Skrzyński. „Siódemka Beliny” przekroczyła granicę zaborów 3 sierpnia (część z nich dotarła tam wynajętą dorożką krakowską). Misja była bardzo niebezpieczna – strzelcom, w razie ich zatrzymania przez Rosjan, groziła śmierć przez powieszenie. Dotarli oni do Jędrzejowa, gdzie dowiedzieli się, że Rosjanie uciekli na wieść o marszu strzelców w ich kierunku. Powrócili do Krakowa 4 sierpnia na zarekwirowanych koniach.

Tymczasem 3 sierpnia w Oleandrach zameldował się Stanisław Burhardt-Bukacki z grupą 74 członków Polskich Drużyn Strzeleckich – drużyniaków. To z nich oraz wybranych strzelców utworzono pierwszy oddział bojowy – kompanię kadrową. Na dziedzińcu w Oleandrach Piłsudski oznajmił drużyniakom i strzelcom, że są żołnierzami polskimi, a jedynym ich znakiem jest teraz orzeł biały. W rozkazie do nich Komendant mówił: „Żołnierze! (...) Spotkał was ten zaszczyt niezmierny, że pierwsi pójdziecie do Królestwa i przestąpicie granicę rosyjskiego zaboru, jako czołowa kolumna wojska polskiego, idąca walczyć za oswobodzenie ojczyzny. Wszyscy jesteście równi wobec ofiar, jakie ponieść macie. Wszyscy jesteście żołnierzami. Nie naznaczam szarż, każę tylko doświadczeńszym wśród was pełnić funkcje dowódców. Szarże uzyskacie w bitwach. Każdy z was może zostać oficerem, jak również każdy oficer może znów zejść do szeregowców, czego oby nie było... Patrzę na was jako na kadry, z których rozwinąć się ma przyszła armia polska, i pozdrawiam was jako pierwszą kadrową kompanię”.

Kompanią dowodził Tadeusz Kasprzycki. Oddział – z którego w przyszłości aż 13 żołnierzy otrzymało szlify generalskie! – liczył, według różnych źródeł, od 144 do 174 żołnierzy (wg Jacka Majchrowskiego – 165 żołnierzy). Jego rola pod względem militarnym była znikoma, jednak pod względem propagandowego wykorzystania – olbrzymia. Żołnierze „kadrówki” mieli świadomość uczestnictwa w historycznej chwili. Śpiewali później w hymnie I Brygady Legionów, że „na stos rzucili życia los”.

Kompania została uzbrojona w austriackie, nowoczesne, pięciostrzałowe karabiny Mannlicher i amunicję – 105 naboi dla każdego żołnierza (oddział nie posiadał żadnej broni ciężkiej). Umundurowanie żołnierzy było w miarę jednolite – szare mundury i czapki maciejówki z orzełkiem. W tym oddziale nie liczyło się pochodzenie społeczne, narodowość czy wyznanie żołnierzy (byli w tej grupie m.in. ewangelicy i – jednostkowo – ludzie obcej narodowości), ale chęć poniesienia ofiary za wolność Polski. Wewnętrzne przekonanie o konieczności tej służby żołnierze „kadrówki” wynieśli z domów rodzinnych, w których kultywowano tradycje patriotyczne.

Na rozkaz Piłsudskiego oddział ruszył 6 sierpnia 1914 r. po godz. 3 nad ranem drogą warszawską w kierunku granicy rosyjskiej – w 50. rocznicę stracenia na stokach Cytadeli w Warszawie Romualda Traugutta, ostatniego dyktatora powstania styczniowego. Poprzedzał ich patrol konny Beliny-Prażmowskiego. Przed nimi pojechali zwiadowcy w cywilnych ubraniach, na furmankach. Żołnierze kompanii szli przez Prądnik, Łobzów, Węgrzce, Bibice. O godz. 9 rano dotarli do granicy zaborów, do Michałowic, gdzie obalili słupy graniczne. Wieczorem tego dnia kompania była już w Słomnikach. Zaraz po wymarszu z Oleandrów jeden z żołnierzy – Tadeusz Ostrowski ułożył znaną piosenkę o „kadrówce”: „Raduje się serce, raduje się dusza, gdy pierwsza kadrowa na wojenkę rusza...”.

Pierwsze rozczarowanie

W tym czasie w Oleandrach trwała dalsza mobilizacja strzelców. Wśród nich znalazł się o. Kosma Lenczowski z krakowskiego klasztoru Ojców Kapucynów – pierwszy kapelan oddziałów Piłsudskiego.

Po wymarszu kompanii kadrowej Piłsudski ogłosił, że w Warszawie powstał Rząd Narodowy, któremu się podporządkował. W rzeczywistości taki rząd nie istniał. Piłsudski chciał podejmować niezależne decyzje, dlatego zdecydował się na taką mistyfikację.

Jeszcze tego samego dnia (3 sierpnia) z Krzeszowic wymaszerował do Królestwa, w stronę Słomnik, oddział 450 strzelców pod dowództwem Mieczysława Norwida-Neugebauera. Wraz z nim wyruszył na wojnę Piłsudski. Na noclegu w Skale Komendantowi ofiarowano mały srebrny ryngraf z wizerunkiem Matki Bożej Ostrobramskiej (Piłsudski nosił go do śmierci). Komendant otrzymał też klacz – słynną Kasztankę.

8 sierpnia „kadrówka” zajęła Miechów. Na czele kompanii stanął, w miejsce Kasprzyckiego, Kazimierz Herwin-Piątek. „Kadrówka” połączyła się w Miechowie z oddziałem Norwida-Neugebauera. Powstał III batalion kadrowy. Dowództwo nad nim powierzono Edwardowi Śmigłemu-Rydzowi. Co ciekawe, 10 sierpnia wzmiankę o akcji strzelców opublikował krakowski „Czas”. Tego dnia batalion dotarł do Jędrzejowa, a 12 sierpnia z Piłsudskim na czele wkroczył do Kielc.

Tymczasem z rejonu Krzeszowic wyruszały w stronę Królestwa kolejne oddziały strzelców: ok. 400 żołnierzy poprowadził Tadeusz Wyrwa-Furgalski; ok. 600 – Tadeusz Kordian-Monasterski; ok. 1100 – Mieczysław Ryś-Trojanowski.

W Kielcach, a wcześniej w Słomnikach ludność polska witała żołnierzy Piłsudskiego z dużą rezerwą – niepewna i przestraszona, obawiając się zemsty Rosjan. Mieszczanie zamykali okiennice, chłopi uciekali do lasu. Prawie nikt nie zareagował na rozpowszechnioną w Kielcach odezwę Rządu Narodowego wzywającą do powstania, głoszącą m.in., że „Polska przestała być niewolnicą i sama chce stanowić o swoim losie”. 13 sierpnia kawaleria strzelców i piechota w Kielcach i Suchedniowie przywitała ogniem zbliżających się Rosjan, ale z powodu ich wielkiej przewagi musiała wycofać się w stronę Chęcin na linię Nidy.

Reakcja dowództwa c.k. armii na fiasko powstania była natychmiastowa: 13 sierpnia Piłsudski, wezwany przez Austriaków do Krakowa, usłyszał, że działalność strzelców jako samodzielnych oddziałów dobiegła końca i władze administracyjne przez nich ustanowione również ulegną likwidacji, a na koniec strzelcy zostaną wcieleni w szeregi armii austro-węgierskiej.

Z „kadrówki” do Legionów

Istnienie oddziałów Piłsudskiego zostało uratowane dzięki inicjatywie posłów z Koła Polskiego przy parlamencie wiedeńskim i sejmie galicyjskim. Prezydent Krakowa Juliusz Leo uzyskał od austriackich władz rządowych i wojskowych w Wiedniu zgodę na powołanie polskich oddziałów wojskowych oraz komitetu sprawującego nad nimi nadzór. 16 sierpnia 1914 r. utworzono Naczelny Komitet Narodowy i powołano, na bazie wojska Piłsudskiego, Legiony Polskie. Podlegały one rozkazom komendy austriackiej.

Powołanie Legionów Polskich było początkowo oceniane nieprzychylnie przez niemałą część rodaków. Z czasem jednak Polacy zaczęli dostrzegać wagę czynu legionistów i przelanej przez nich krwi. Dziś musimy pamiętać, że odzyskanie niepodległości w 1918 r. to dzieło tych wszystkich, którzy z gorącej miłości ojczyzny podjęli wyzwanie historii i potrafili rzucić swoje życie „na stos” walki o niepodległą Polskę.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Bp Tyrawa: podczas rozbiorów organem zastępczym państwa polskiego był Kościół

2020-01-19 14:36

[ TEMATY ]

historia

Ks. Paweł Rytel-Andrianik / niedziela.pl

„Obrona religii okazała się pierwszym impulsem do zainicjowania walki o utraconą podczas rozbiorów wolność religijną i narodową” – podkreślił bp Jan Tyrawa, który przewodniczył w katedrze Mszy św. z okazji 100. rocznicy powrotu Bydgoszczy do Macierzy.

W modlitwie uczestniczyli duchowni, przedstawiciele władz różnych szczebli, parlamentarzyści oraz mieszkańcy miasta. – Setna rocznica przywrócenia miasta Bydgoszczy i okolic do Macierzy budzi w nas wielorakie refleksje dotyczące pytania, czym jest państwo, czym jest religia, a zatem przesłanie moralne. Czym jest i czym ma być prawo, a to wszystko jest zależne od człowieka. To wszystko ma wymiar osobowy, personalny. Dlatego ta rocznica obliguje nas do modlitwy o właściwe kształtowanie sumień poszczególnych obywateli, jak i tych, którzy sprawują władzę we wszystkich wymiarach i kierunkach – mówił ordynariusz bydgoski na wstępie Mszy św.

W homilii bp Tyrawa podkreślił, że Polacy po 123 latach, a bydgoszczanie – po 148 przekonali się, jak wielką wartością jest własne państwo wraz ze wszystkimi jego instytucjami. – Państwo rozumiane jako fundament jedności wszystkich obywateli tworzony jako organ, który jest czymś więcej niż tylko sumą poszczególnych obywateli. Organ, który ma swoją duszę, twarz, niepowtarzalne przymioty, ma swoją zasadę i moc, ale i narzędzia realizacji wspólnego dobra i szczęścia (…). To sprawia, że państwo jest tworem naturalnym. Podczas rozbiorów takim organem zastępczym państwa polskiego okazał się Kościół – mówił biskup.

Przypomniał, że to obrona religii okazała się pierwszym impulsem do zainicjowania walki o utraconą podczas rozbiorów wolność religijną i narodową. – Przy czym trzeba wprost stwierdzić, że tą religią było chrześcijaństwo, konkretnie katolicyzm – w kontekście zaborców: prawosławnej Rosji, protestanckich Prus i józefińskiej Austrii – dodał.

Celebrans podkreślił, że ważność religii chrześcijańskiej jest nie do przecenienia, bowiem wprowadza do życia publicznego porządek etyczny, który nie jest głosowany i nie podlega decyzjom politycznym. Dzięki temu chrześcijaństwo „staje się istotnym narzędziem ograniczającym wszechwładzę polityki”. – To dzięki temu porządkowi w chrześcijańskiej Europie przyjęto dwa porządki: świecki, w którym funkcjonuje świecka władza, i duchowy, w który dokonuje się oceny moralnej najpotężniejszych władców. Takiego fundamentu nie spotykamy w żadnym innym świecie religijnych konfiguracji. To właśnie na fundamencie religii buduje się najbardziej oryginalna właściwość dla chrześcijaństwa, jaką jest godność osoby ludzkiej – wskazał ordynariusz, zauważając, że dzisiaj doświadczamy jakiegoś paradoksu odnoszącego się do godności osoby ludzkiej. – Z jednej strony kwestionujemy, jeśli wręcz nie odrzucamy religię chrześcijańską, a z drugiej strony – godność osoby ludzkiej, co jest najbardziej oryginalne dla tej religii, staje się jedyną miarą oceny holokaustu. Bez odniesienia do godności osoby ludzkiej nie moglibyśmy ocenić potworności i okrucieństw XX wieku: holokaustu, obozów koncentracyjnych, gułagów, zsyłek na nieludzką ziemię – dodał.

Następnie bp Jan Tyrawa zauważył, że prawa człowieka – z jednej strony – zdefiniowane i poddane ochronie, zakładają szczytny humanizm, z drugiej strony – podlegają swoistej interpretacji, a w rzeczywistości niosą w sobie „ideologię nienazwaną, niedookreśloną, a jednocześnie silną”. – Tę ideologię określił papież Jan Paweł II w następujący sposób: „Można, a nawet trzeba się zapytać, czy tu nie działa również jakaś inna jeszcze «ideologia zła», w pewnym sensie głębsza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka przeciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie”. Nietrudno zgadnąć, że chodzi m.in. o ideologię gender – tłumaczył.

Dalej biskup ordynariusz przypomniał, że według powszechnego rozumienia praw człowieka, człowiek ma być przede wszystkim jednostką, podmiotem, dopiero później osobą, przy czym tę „osobę” – w klasycznym rozumieniu – stanowią dwa wymiary: indywidualny, czyli niepowtarzalność, i relacja, czyli odniesienie, co sprawia, że „ja” przeradza się w „my”.

Bp Tyrawa wskazał, że ważną myślą towarzyszącą odzyskiwaniu niepodległości i budowaniu państwa polskiego było rozumienie rządów prawa, które tworzono. – Chodziło o praworządność gwarantującą wolność i sprawiedliwość, o dobro wspólne i dobro każdego obywatela – podkreślił.

CZYTAJ DALEJ

Tajna misja: Małżeństwo

2020-01-19 08:20

[ TEMATY ]

rodzina

małżeństwo

freelyphotos.com

Dawniej słowo misja kojarzyło mi się z dwoma obrazkami: karabiny w rękach wojskowych w odległych krajach i małe afrykańskie dzieci bawiące się w promieniach słońca. Nigdy nawet nie pomyślałem, że misja może stać się częścią mojego życia.

Nie chodzi o to, że nagle zostawiam wszystko i wskakuję w mundur, bądź strój misjonarza, choć do tego drugiego znacznie mi bliżej i nie ukrywam, że jest to moim cichym marzeniem, chodzi o to, że misja stała się jakby częścią mojego życia, nadała jemu nowy, dotąd nieznany tor.

Osiem miesięcy temu w podhalańskim kościele parafialnym odbyło się „posłanie na misje” mnie oraz mojej już teraz.. Żony. Podjęliśmy decyzję aby być z sobą na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, w radości i smutku, już do końca życia. Podjęliśmy jedną z najtrudniejszych misji w tych czasach, misji w której wróg naciera z coraz większą siłą, w której współczesny świat chce zatrzeć jej właściwy sens. Misja małżeństwa, oto największa walka współczesności. To właśnie o rodzinę toczy się największy bój, w którym nie możemy pozostać bierni.

Choć osiem miesięcy to nieduży okres czasu, już zdążyłem zauważyć jak wiele dobra i miłości Bóg czyni poprzez sakrament małżeństwa.

Nie jest to na pewno łatwa droga, jednak jest idealna do tego, aby pokonywać swoje własne słabości, swój egoizm, swoją pychę i zadumanie, pomagać rozwijać się współmałżonkowi.

Małżeństwo każdego dnia uczy mnie pokory i prawdziwego sensu życia, którym nie jest zdobywanie kolejnych sukcesów, ale pokorne służenie drugiej osobie. Miłość to coś więcej niż romantyczne przytulenia o zachodzie słońca. Miłość to znoszenie wad drugiej osoby i kochanie mimo wszystko. Pragnienie dobra i czynienie go dla współmałżonka.

Małżeństwo i rodzina są dziś na celowniku szatana. Nie boję się stwierdzenia, że to właśnie od obrony rodziny przed jej rozbiciem, zależą nasze dalsze losy. Czeka nas największa i najtrudniejsza misja o jakiej słyszał świat. Zachód Europy, większość mediów i tzw. nowoczesna kultura tolerancji, już wytaczają ciężkie działa.

Propagowanie rozwiązłości, moda na zdrady i rozwody, szybkie życie, używki w rodzinie, popieranie aborcji, in vitro, czy rozbijanie pojęcia rodziny i próba tworzenia z niej karykatury tworzonej przez osoby tej samej płci.. Ataki na chrześcijańskie wartości prowadzone są dziś na każdym polu i to właśnie od nas zależy, czy będziemy umieli je obronić. Od nas zależy czy wypełnimy naszą misję dzieci Bożych należycie, czy poddamy się i popłyniemy z prądem współczesności.

Bóg tworząc ludzi na swoje podobieństwo, stworzył nas jako kobiety i mężczyzn i jedynie w takim połączeniu możemy tworzyć nierozerwalne z Nim małżeństwo, mogące z miłości rodzić nowe życie. Podstawą w dobrze wypełnionej misji, jest zrozumienie jej prawdziwego sensu. Kryzys małżeństwa moim zdaniem zaczyna się właśnie tutaj, w niezrozumieniu jego istoty, bo nie jest ono przestrzenią do zaspokajania swoich żądz i pobudek seksualnych, jak wielu się wydaje. Małżeństwo to przestrzeń cudów, w której na mocy sakramentu obecny jest sam Jezus.

Bóg obecny pośród małżonków tworzy z nimi wspólnotę miłości, w której podstawowym celem jest poznawanie tej miłości i dzielenie się nią. Małżeństwo powinno kierować małżonków w stronę Boga.

Wspólna modlitwa, udział w Eucharystii, częsta spowiedź, zgłębianie lektury chrześcijańskiej, to wszystko otwiera nas na głębsze poznanie Stwórcy i chęć wspólnego służenia Jemu oraz bliźnim, co właśnie jest istotą małżeństwa. Wspólne wzrastanie w wierze, głębokie praktykowanie jej i pokorna służba miłością, oto przepis na udane małżeństwo.

Nadchodzą trudne czasy, o ile już nie nadeszły. Dziś jak nigdy musimy paść na kolana i z różańcem w ręku „zbroić się” na tą jakże ciężką misję. Misję obrony małżeństwa, rodziny i wartości chrześcijańskich. Wróg ma cały arsenał wymierzonych w nas broni, ale czy naprawdę mamy się tego lękać? Czy to nie raczej zło powinno się bać? W końcu nasza misja to misja zlecona od Najwyższego, a jeśli On, „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” jest z nami, to kogóż mielibyśmy się lękać?!

____________________________________________________

Artykuł zawiera treść tekstu pochodzącego z miesięcznika "Wzrastanie". Więcej: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Prymas Polski: służba w miejsce władzy i prestiżu

2020-01-19 15:07

[ TEMATY ]

prymas Polski

prymas

episkopat.pl

O tym, że wolności można używać zarówno dobrze, jak i źle, można przez nią budować, ale można i niszczyć przypomniał Prymas Polski abp Wojciech Polak podczas niedzielnych uroczystości rocznicowych w rodzinnym Gniewkowie.

Metropolita gnieźnieński odprawił w miejscowym kościele pw. św. Mikołaja Mszę św. z okazji 100. rocznicy powrotu Gniewkowa do wolnej Polski. Wspominając tych, którzy się do tego przyczynili zarówno walką powstańczą, jak i zabiegami dyplomatycznymi, powtórzył za Janem Pawłem II, że wolność jest nam dana, ale i zadana i w tym kontekście możemy przez nią budować, ale możemy i niszczyć.

„Kształtować nasze wspólne życie w wolności. Co to konkretnie dziś oznacza?” – pytał Prymas, odpowiadając słowami papieża Franciszka, że oznacza to stawianie niewinności w miejsce podłości, miłości w miejsce siły, pokory w miejsce pychy, służby w miejsce władzy i prestiżu.

„Oznacza to – mówił dalej – stawianie w miejsce dzikiej rywalizacji – współpracę, w miejsce podziałów – jedność, w miejsce kierowania się jedynie własnym interesem i wykorzystywania innych dla siebie – solidarne dzielenie się owocami naszej wspólnej pracy i służbę najbardziej potrzebującym. Oznacza – stwierdził abp Polak – stawienie w miejsce burzenia – wspólne budowanie”. Metropolita gnieźnieński wskazał również, że tylko ofiarując swoje życie za innych można przerwać krąg zła, niewoli i cierpienia.

„Tylko tak dokonuje się prawdziwie wyzwolenie. Tylko tak można odzyskać utraconą wolność. Tylko tak można czynić siebie i innych ludźmi naprawdę wolnymi. W istocie tak właśnie postąpił w Jezusie Chrystusie wobec człowieka sam Bóg” – przypomniał Prymas kończąc homilię modlitwą.

„Baranku Boży, zmartwychwstały Panie, który bierzesz nas siebie winy ludzkości, który bierzesz na siebie nasze winy, przebacz nam i odpuść to wszystko, czym, powodowani naszą pychą i egoizmem, obarczyliśmy już Ciebie i spraw, prosimy, abyśmy tak jak dziś radujemy się wszyscy z odzyskanej sto lat temu wolności i niepodległości, mogli z nadzieją i ufnością kształtować jej oblicze, wespół ze wszystkimi braćmi i siostrami” – prosił na koniec abp Polak.

Gniewkowo, niegdyś siedziba kasztelani i jednego z księstw kujawskich, należy do najstarszych miejscowości na Kujawach. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z 1185 r. W 1772 r., podczas pierwszego rozbioru Polski, w ramach tzw. okręgu nadnoteckiego, znalazło się w zaborze pruskim. Trwające w latach 1918-1919 Powstanie Wielkopolskie nie dotarło do miasta. Idący od Inowrocławia powstańcy zostali zatrzymani w pobliskiej Wielowsi przez silne zgrupowanie wojsk niemieckich. Niepodległość przyszła do Gniewkowa dopiero 17 stycznia 1920 r. wraz z 4. pułkiem Ułanów Nadwiślańskich, wchodzącym w skład Armii Błękitnej gen. Józefa Hallera.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję