Reklama

Potraktowałem to jako znak

2014-10-15 16:08

Katarzyna Jaskólska
Edycja zielonogórsko-gorzowska 42/2014, str. 4-5

Krzysztof Król/GN
Ks. Witold Lesner

KATARZYNA JASKÓLSKA: – Pewnie pytano już o to Księdza setki razy, więc nie będę oryginalna: skąd pomysł wyjazdu na misje? Jak to się zaczęło?

KS. WITOLD LESNER: – Kiedyś, jeszcze w szkole średniej, byłem w grupie misyjnej, więc można powiedzieć, że idea misji nie była mi obca. Ale na poważnie zaczęło się w lutym zeszłego roku. Byłem na rekolekcjach. I akurat temperatura spadła do minus dwudziestu stopni. Więc przy kolacji powiedziałem znajomemu księdzu: „Trzeba jechać do ciepłych krajów, bo tutaj jest masakra”. A w marcu w okólniku dla księży z naszej diecezji zamieszczono prośbę biskupów z Kuby, którzy pisali, że potrzeba tam księży. Najpierw się uśmiałem, że odpowiedź jest szybka i natychmiastowa. Ale potem potraktowałem to jako znak. Jakoś mnie to poruszyło.

– A nikt Księdzu nie powiedział, że w Polsce też już powoli trzeba misjonarzy?

– Tak, wiele osób mi to mówiło. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej – nasza diecezja ma trochę ponad milion mieszkańców, a tamta na Kubie ponad 800 tys. U nas jest ok. 600 księży, a tam 14. Nie ma porównania. Jadę pomóc, odpowiadam na prośbę.

– Co będzie Ksiądz tam robił? Pracował jako wikary?

– Na razie wiem tylko, że będę tam księdzem. A na jakim stanowisku, jakie będą moje obowiązki, okaże się dopiero na miejscu.

– Czemu tam jest tak mało księży? Nie ma powołań czy Kościół jest prześladowany?

– Kiedy nastał Fidel Catro, wypędził wszystkich księży niebędących Kubańczykami. Swoich nie mógł wypędzić, ale tym, którzy zostali, nie pozwolił wyjeżdżać na dokształcanie się – co przyczyniło się do upadania seminariów. Wiele kościołów zburzono, zniszczono lub zamknięto. Kościoły właściwie można spotkać jeszcze tylko w dużych miastach. Do tego jeszcze indoktrynacja komunistyczna. I to wszystko w sumie złożyło się na stan obecny.
Duża zmiana nastąpiła z okazji wizyty Jana Pawła II. Pozwolono nosić strój duchowny (bo wcześniej były za to kary). Ale podczas samej wizyty papieża zakaz jeszcze obowiązywał, więc Fidel pokrywał mandaty. Wypuszczono opozycjonistów, wprowadzono dni świąteczne wolne od pracy, wydano zgodę na budowę seminarium duchownego pod Hawaną, więc te zmiany były naprawdę widoczne. Niedawno przeczytałem też, że właśnie buduje się nowy kościół – po raz pierwszy od pół wieku. Natomiast do dzisiaj nie ma zgody na sprawowanie kultu na zewnątrz, wszystko musi się odbywać w budynku, więc pielgrzymki czy procesje w ogóle nie wchodzą w rachubę.

– Ale czy księżom tam będącym zagraża jakieś niebezpieczeństwo?

– Nie istnieje tam oficjalne prześladowanie Kościoła na takim poziomie, żeby ktoś np. strzelał do księży. Tam po prostu robi się Kościołowi pod górkę. Niby na coś pozwalają, ale nie do końca. I tak Boże Narodzenie jest ogłoszone dniem wolnym, nikt nie musi wtedy pracować, ale jeśli ktoś jednak do pracy przyjdzie, to dostanie dwa razy tyle, co za normalny dzień. A tam jest tak biednie, że ludzie z tego korzystają. Znajomy salezjanin odprawiał Mszę św. z okazji jakiegoś ważnego jubileuszu i wystarał się o zgodę na sprawowanie kultu na zewnątrz, konkretnie w drzwiach kościoła. I właśnie tego samego dnia, o tej samej godzinie i na tym samym placu zorganizowano koncert rockowy. Oczywiście, Mszy św. w ogóle nie było słychać.

– Co trzeba zrobić, żeby zostać misjonarzem?

– W marcu przeczytałem prośbę. Dałem sobie trochę czasu na przemyślenie wszystkiego, przemodlenie – żeby nie było tak, że jadę, bo mi w Polsce za zimno. Do bp. Stefana pojechałem na rozmowę dwa tygodnie po Wielkanocy. Ponieważ jestem księdzem, nie mogę sam decydować, gdzie będę pracował, muszę mieć zgodę swojego biskupa, zwłaszcza jeśli dotyczy to pracy poza diecezją. Poza tym byłem wtedy redaktorem „Gościa Zielonogórsko-Gorzowskiego”, więc nie mogłem z dnia na dzień porzucić swojej funkcji. Dostałem zgodę.
Nie ma obowiązku przygotowywania się do bycia misjonarzem. Można się zebrać i pojechać. Ja jednak zdecydowałem się na przygotowanie. Przeszedłem przez Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie. Trwało od września zeszłego roku przez dziewięć miesięcy. Spotykaliśmy się m.in. z lekarzami z Instytutu Chorób Tropikalnych z Poznania – oni mówili, jakie badania trzeba zrobić przed wyjazdem w dane miejsce, na co się zaszczepić, na jakie choroby być gotowym. Ja i tak mam tego mało, bo ci, którzy się wybierali do Afryki, mieli tych szczepień więcej.

– Po co tyle tych szczepień, skoro na Kubie nie występują choroby tropikalne? Gdybym np. miała taki kaprys, żeby się tam wyprowadzić i postawić dom, to czy kogoś by interesowały moje szczepienia?

– Jeden z lekarzy powiedział fajną rzecz – dla misjonarza najważniejsze jest być żywym. Te szczepienia są dla mnie, nikt nie będzie sprawdzał, czy je mam, mogę jechać bez nich. To mi musi zależeć, żebym nie zachorował, bo jadę tam pracować, a nie robić komuś kłopot.

– Przez dziewięć miesięcy na pewno nie było tylko o szczepieniach. Co jeszcze tam robiliście?

– Przede wszystkim uczyliśmy się języka, na to było przeznaczone najwięcej czasu. Kilka godzin dziennie – jako lekcje i jako konwersatoria. Raz w tygodniu były zajęcia z misjologii, z podziałem na dwie grupy – Afryka i Ameryka Południowa. Było o religiach, jakie możemy spotkać w miejscu, w które jedziemy. Uczyliśmy się, jakie panują tam warunki, czemu się nie dziwić, jakie są tamtejsze metody pracy. Jakie są zagrożenia, a jakie pozytywy. Omawialiśmy dokumenty Kościoła na temat misji. Po skończonym kursie pojechałem jeszcze pracować na parafii w Hiszpanii, żeby szlifować język.

– Co jest najważniejsze w posłudze misjonarza?

– Misjonarz jedzie głosić Chrystusa. Więc jako ksiądz będę robił to samo, co robiłem w Polsce, tylko innymi metodami. W Polsce zwykle tak to wygląda, że człowiek się rodzi, zostaje ochrzczony, przygotowuje się do Pierwszej Komunii św. – wszystko jest poukładane. Na Kubie tak nie ma. Tam nie prowadzi się katechezy w szkole. Jako ksiądz nie mogę nawet wejść na teren szkoły. Katechizuje się zwykle po domach. Najczęściej są to domy prywatne, których właściciele przekazali je na użytek kultu – nazywane są domami misyjnymi. Przeważnie wygląda to tak, że w tych samych ławkach ludzie uczą się religii i uczestniczą w Mszy św.

– Na Kubie jest ogromny kryzys i władza sobie nie radzi. Może więc komunizm w końcu tam upadnie i Kościołowi będzie lepiej?

– Rozmawiałem z byłym wiceambasadorem Polski na Kubie. I on mówi, że najgorsze, co teraz mogłoby się na Kubie wydarzyć, to rewolucja, przewrót. Bo tam nie ma komu przejąć władzy. Nie istnieje zorganizowana opozycja, tylko pojedynczy krzykacze. Dlatego też on uważa, że tam powinny dokonać się zmiany na sposób chiński – to znaczy, że Kuba musi się otworzyć rynkowo na zewnątrz. Inaczej kraj nie powstanie z biedy, a to jest w tym momencie priorytetem.

– Jest aż tak źle?

– Tam mama potrafi przyprowadzić swoją córkę i zaproponować komuś jej usługi seksualne. To dla tej rodziny jedyna nadzieja jakiejkolwiek pracy zarobkowej. Nauczyciele polecają w ten sposób swoich uczniów – i dziewczyny, i chłopaków – jakimś turystom, w dobrej wierze, żeby dać tym dzieciom zarobić. Dla mnie jest to znak wielkiej biedy. I teraz stawiam sobie pytanie, jak tym ludziom mówić o Chrystusie, że On ich kocha. Mogę powiedzieć: „Przestań to robić”, ale wtedy z czego będzie żyła cała rodzina? To bardzo trudne sytuacje, z którymi misjonarz musi się mierzyć.

– Jak?

– Różne metody się praktykuje. Na przykład w Polsce Caritas działa w ten sposób, że wraz z przepowiadaniem Ewangelii niesie się pomoc ludziom. Inni znowu uważają, że zanim zacznie się ludziom mówić o Chrystusie, trzeba im najpierw dać jeść, pomóc im w ogóle jakoś żyć. Dużym błędem jest to, że niekiedy próbuje się budować pomoc socjalną opartą wprost na systemie socjalistycznym, tworzy się komuny, wspólnoty oparte na Marksie i Engelsie. Powstaje więc coś, co jest oparte na doktrynie, a nie na chrześcijańskiej miłości i miłosierdziu. Kościół dziś głosi, że pomoc i ewangelizacja muszą iść jednocześnie. I tak właśnie działają misje. Co ciekawe, funkcjonuje ta pomoc inaczej niż np. w Polsce. Na misjach nie ma tak, że ktoś przychodzi do punktu, mówi, że jest biedny i dostaje paczkę z jedzeniem albo ubranie. Na misjach trzeba na to zapracować. W prosty sposób – sprzątając, robiąc coś na rzecz wspólnoty, pomagając komuś. To jest bardzo ważne. Jeśli coś dostajemy za darmo, jest to dla nas mało wartościowe.
Przy dużych ośrodkach misyjnych tworzy się szkoły zawodowe. Biednym dzieciom umiejętność czytania i pisania nie wystarczy, żeby znalazły pracę, muszą mieć konkretny zawód. Kształci się pielęgniarki, mechaników, budowlańców. Chodzi o to, żeby ci ludzie w pewnym momencie mogli sobie poradzić sami.

– Na długo Ksiądz wybywa?

– Została podpisana umowa między bp. Stefanem Regmutem, bp. Alvaro Beyrą Luarcą, do którego jadę, i mną. Umowa jest na sześć lat. Co roku przysługuje mi ok. miesiąca urlopu, to nie znaczy jednak, że będę za każdym razem przyjeżdżał do Polski, bo tamten biskup musi mi sfinansować lot, a nie dysponuje takimi środkami. Ale przyjadę w odwiedziny, na pewno.

Na pytanie, jak pomóc ks. Witkowi w jego misyjnej posłudze, można uzyskać odpowiedź w redakcji „Aspektów”.

Tagi:
misje

Franciszek odprawił Mszę św. z okazji 93. Światowego Dnia Misyjnego

2019-10-20 12:54

tom, st (KAI) / Watykan

Każdy z nas ma misję, każdy z nas jest misją na tym świecie - podkreślił Franciszek podczas Mszy św. w watykańskiej Bazylice św. Piotra. Z okazji obchodzonego dzisiaj Światowego Dnia Misyjnego papież zachęcił: "Jesteśmy tutaj, aby świadczyć, błogosławić, pocieszać, podnosić, przekazywać piękno Jezusa. Odwagi! Idź z miłością do wszystkich, ponieważ twoje życie jest cenną misją: nie jest ciężarem, który trzeba znosić, lecz darem do zaoferowania. Odwagi, nie lękaj się: idźmy ku wszystkim!"

Grzegorz Gałązka

W homilii Franciszek poddał refleksji trzy słowa: rzeczownik - "góra", czasownik - "wchodzić" i zaimek - "wszyscy". Mówiąc o "górze" zwrócił uwagę, że jest to miejsce, w którym Bóg lubi wyznaczać spotkanie całej ludzkości. Przypomniał, że jest to miejsce spotkania z nami, jak ukazuje Biblia, od Synaju do Karmelu, po Jezusa, który głosił Błogosławieństwa na górze, przemienił się na Górze Tabor, oddał swe życie na Golgocie i wstąpił do nieba z Góry Oliwnej.

W tym kontekście rozważając znaczenie rzeczownika "góra" papież podkreślił, że oznacza ona wezwanie do tego, by "zbliżyć się do Boga i do innych ludzi: do Boga Najwyższego, w milczeniu, w modlitwie, nabierając dystansu do gadulstwa i plotek, które niszczą środowisko". "Góra zaprasza nas do odkrycia na nowo tego, co zasadnicze, tego co trwa: mianowicie Boga i braci. Misja zaczyna się na górze: tam odkrywamy to, co się liczy" - wyjaśniał Franciszek i dodał: "W centrum tego miesiąca misyjnego zadajmy sobie pytanie: co jest dla mnie ważne w życiu? Jakie są szczyty, ku którym zmierzam?"

Franciszek zwrócił uwagę, że czasownik "wchodzić" towarzyszy rzeczownikowi "góra". "Nie urodziliśmy się, by pozostać na ziemi, zadowalać się rzeczami płaskimi, urodziliśmy się, aby osiągnąć wyżyny, żeby spotkać Boga i braci. Ale w tym celu musimy podejść w górę: trzeba opuścić horyzontalne życie, walczyć z siłą grawitacji egoizmu, dokonać wyjścia z własnego `ja`" - wyjaśniał papież, zaznaczając, że "podejście wymaga trudu" i "nie da się wejść, będąc obciążonymi rzeczami, podobnie i w życiu trzeba pozbyć się tego, co zbędne".

Ojciec Święty podkreślił, że jest to także tajemnica misji. "Aby wyruszyć, trzeba zostawić, aby `głosić`, trzeba `wyrzeczeń`. Wiarygodne przepowiadanie nie polega na pięknych słowach, ale na dobrym życiu: życiu służby, które potrafi wyrzec się wielu rzeczy materialnych, pomniejszających serce, czyniących obojętnymi i zamykających w sobie; życiu oderwanym od bezużyteczności, pomniejszających serce i znajdującym czas dla Boga i dla innych ludzi" - powiedział Franciszek i zachęcił do refleksji: czy potrafię wyrzec się ciężkiego i bezużytecznego balastu doczesności, aby wyjść na górę Pana?"

Rozważając znaczenie zaimka "wszyscy", który dominuje w dzisiejszych czytaniach papież zwrócił uwagę, że Bóg niestrudzenie powtarza „wszyscy”. "Wszyscy, ponieważ nikt nie jest wykluczony z Jego serca, z Jego zbawienia. Wszyscy, aby nasze serce wykroczyło poza ludzkie ograniczenia, poza partykularyzmy oparte na samolubstwie, które nie podobają się Bogu. Wszyscy, ponieważ każdy jest cennym skarbem, a sensem życia jest przekazywanie tego skarbu innym" - wyjaśnił Franciszek i dodał: "Oto misja: wejść na górę i modlić się za wszystkich oraz zejść z góry, aby być darem dla wszystkich".

Papież zaznaczył, że "chrześcijanin jest zawsze w ruchu, wychodzi", a Jezus nakazuje: "idźcie". "Świadek Jezusa nigdy nie jest dłużnikiem uznania innych, ale czuje się zobowiązany do miłości wobec tych, którzy nie znają Pana. Świadek Jezusa wychodzi na spotkanie wszystkich, nie tylko swoich, w swojej małej grupce" - powiedział Franciszek i zachęcił: „Idź, nie przegap okazji, do dawania świadectwa!”.

Franciszek wskazał na potrzebę "pozyskiwania uczniów" i zastrzegł: "Jego uczniów, a nie naszych". "Kościół dobrze przepowiada tylko wtedy, gdy żyje jako uczeń" - podkreślił Franciszek i przypomniał, że bycie uczniem nie polega na podbijaniu, nakładaniu obowiązków, prozelityzmie, ale "świadectwie" stawiając się na tym samym poziomie, będąc uczniami wraz z uczniami, ofiarowując z miłością tę miłość, którą otrzymaliśmy.

Na zakończenie papież podkreślił, że każdy z nas ma misję, każdy z nas jest misją na tym świecie. "Jesteśmy tutaj, aby świadczyć, błogosławić, pocieszać, podnosić, przekazywać piękno Jezusa. Odwagi! On tak wiele od ciebie oczekuje! Idź z miłością do wszystkich, ponieważ twoje życie jest cenną misją: nie jest ciężarem, który trzeba znosić, lecz darem do zaoferowania. Odwagi, nie lękaj się: idźmy ku wszystkim!" - wezwał Franciszek.

W modlitwie wiernych, w języku hinduskim modlono się za Papieża Franciszka, biskupów i kapłanów, aby łaska Boża ożywiała w nich umiłowanie Ewangelii i zbawienie każdego człowieka. Po hiszpańsku proszono za rządzących, by z pomocą Bożej łaski usłyszeli wołanie osób będących ofiarami niesprawiedliwości, nienawiści i przemocy. W używanym w Afryce Zachodniej języku joruba modlono się za misjonarzy, by Boża łaska umacniała ich w prawdzie wiary w Chrystusa Jezusa, jedynego zbawiciela i wyzwoliciela człowieka. Po portugalsku proszono za ubogich i cierpiących, aby łaska Boża ich pocieszała i dawała im pewność, że Pan jest wierny i nigdy nie odwraca wzroku od swoich dzieci. Wreszcie po chińsku proszono za wszystkie rodziny, by łaska Boża pielęgnowana w nich radość z wzajemnego daru z siebie oraz umiejętność wzrastania w wierności i przebaczeniu.

W Eucharystii wzięli liczny udział uczestnicy Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Amazonii, który odbywa się w Watykanie.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Cała Polska zapłakała

2012-12-17 13:16

Lidia Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 52/2012, str. 8-9

„Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom” - przestrzegał proroczo 180 lat temu Zygmunt Krasiński

BOŻENA SZTAJNER

Przeor Jasnej Góry na wieść o profanacji dokonanej w drugą niedzielę Adwentu w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej powiedział: - Cała Polska zapłakała, również w sposób fizyczny. Wielu ludzi zwróciło swoje przerażone serca ku Jasnej Górze. Dziękujemy za tę troskę naszego narodu o klasztor, o sanktuarium, o Jasną Górę. Dziękujemy za modlitwy, za słowa wsparcia, a wszystkim służbom - za ich profesjonalną i sprawną akcję spieszenia z pomocą ochrony Jasnej Góry przed tymi, którzy nie wiedzą, co czynią. Wielu z nas atak na Cudowny Obraz odczytuje jako atak na samą istotę polskości.

Przebieg wydarzeń

Przypomnijmy fakty, które nami wszystkimi wstrząsnęły w niedzielę 9 grudnia 2012 r. Otóż tego dnia o godz. 7.45, tuż po zakończeniu Mszy św. wspólnotowej konwentu jasnogórskiego, miała miejsce próba zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Mężczyzna rzucił w Obraz bańkami w kształcie żarówek, wypełnionymi czarną substancją, która rozprysła się na cały ołtarz, dosięgła nawet róży ofiarowanej Matce Bożej przez Ojca Świętego Jana Pawła II. Sprawcę natychmiast ujął br. Paweł Bryzek, paulin, a straż porządkowa przekazała go policji. Po incydencie Kaplica została zamknięta. Na miejsce przybyli abp senior Stanisław Nowak oraz bp Jan Wątroba, aby sprawdzić stan ikony i podjąć modlitwę ekspiacyjną. Obraz nie został naruszony, gdyż chroni go kuloodporna szyba. O godz. 11.45 Kaplicę Matki Bożej otwarto i udostępniono pielgrzymom. Pod przewodnictwem o. Sebastiana Mateckiego, podprzeora Jasnej Góry, rozpoczęło się nabożeństwo przebłagalne z udziałem obecnego generała Zakonu Paulinów o. Izydora Matuszewskiego.

Sprawcą zbezczeszczenia Cudownego Obrazu okazał się 58-letni mieszkaniec Świdnicy. Po jego przesłuchaniu do Sądu Rejonowego w Częstochowie został skierowany wniosek o aresztowanie podejrzanego na trzy miesiące. Prokuratura postawiła mu zarzuty zniszczenia dobra o szczególnym znaczeniu dla kultury i obrazy uczuć religijnych. Jerzy D. przyznał się do popełnienia zarzucanych mu przestępstw, złożył obszerne wyjaśnienia i nie wykazał skruchy. Grozi mu do dziesięciu lat więzienia. Prokurator zlecił opracowanie opinii psychiatrycznej.

Obudź się, Polsko!

W południe o. Józef Płatek przewodniczył Mszy św. ekspiacyjnej. W homilii zauważył, że obecnie w Polsce atakuje się kolejno trzy najświętsze znaki chrześcijaństwa: Krzyż, Biblię oraz Ikonę - te trzy symbole wiary były uroczyście niesione przez młodych ludzi z całego świata na Szczyt Jasnogórski i adorowane na VI Światowym Dniu Młodzieży w 1991 r., podczas modlitwy pod przewodnictwem Jana Pawła II. - Widzimy, jak kolejno dokonuje się w naszej Ojczyźnie profanacja tych świętych dla nas, chrześcijan, znaków - mówił. Zacytował słowa Henryka Sienkiewicza dotyczące potopu szwedzkiego: „Dziwnie szatan jest na to miejsce zawzięty. I dokłada wszelkich starań, aby nabożeństwu tu przeszkodzić i wiernych jak najmniej do udziału w nim dopuścić. Bo nic tak do takiej desperacji piekielnego dworu nie przywodzi, jak widok czci dla Tej, która głowę węża starła”.

O. Płatek sięgnął też do słów poety Zygmunta Krasińskiego, który 180 lat temu przestrzegał w proroczej wizji: „Przyjdą takie czasy, że będzie się popierać zepsucie obyczajów. Ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją wszystkim szlachetnym sercom. Podłość będzie nagradzana orderami lub zaszczytami. Lud ogłupiać będą wódką lub innymi elementami, elity szlifami i stanowiskami, a za głowę tych, co będą stawiać opór, wystawi się watahy, cenę, aby się rozprawić z nimi w stosownej chwili”.

- Trzeba nam wszystkim dużo rozsądku, rozwagi i powagi. Może Pan Bóg dał ten znak nam, stróżom, i wszystkim czcicielom Jasnogórskiej Bogarodzicy, że nadeszła pora i czas przebudzić się w Adwencie. Niedawno wołano: Polsko, obudź się! Jest to kolejny sygnał dla nas, żeby nie zejść na manowce, nie stoczyć się w dół, ale też nie zmarnować swojego życia - mówił o. Płatek.

Modlitwa ekspiacyjna za znieważenie Obrazu trwała na Jasnej Górze przez cały dzień. Na zakończenie każdej Mszy św. śpiewany był błagalny hymn „Święty Boże, Święty Mocny”.

Charakter ekspiacyjny miał także 9 grudnia Apel Jasnogórski w Kaplicy Matki Bożej, któremu przewodniczył przeor Jasnej Góry o. Roman Majewski. Mieszkańcy Częstochowy i pielgrzymi, przedstawiciele zakonów męskich i żeńskich oraz kapłani z abp. Wacławem Depo bardzo licznie przybyli na tę wieczorną modlitwę Polaków. (Tekst rozważania apelowego, będącego formą przebłagania za dokonaną profanację, wydrukowany jest w całości na stronach 9 i 10 bieżącego numeru „Niedzieli”).

Ekspiacja Częstochowy

Metropolita częstochowski abp Wacław Depo na wiadomość o próbie uszkodzenia Cudownego Obrazu Matki Bożej zwrócił się z prośbą do wszystkich diecezjan, aby wraz ze swoimi duszpasterzami przybywali na Jasną Górę na modlitwę przebłagalną. Zaprosił na comiesięczne jasnogórskie czuwanie nocne z 11 na 12 grudnia - na wielką modlitwę ekspiacyjną całego Kościoła częstochowskiego „za wszystkie profanacje i świętokradztwa, jakie mają miejsce w tych dniach i miesiącach na terenie archidiecezji. Są one skutkiem trwającej od dłuższego czasu antykościelnej i antychrześcijańskiej nagonki niektórych ugrupowań politycznych i mediów” - stwierdził.

Metropolita Częstochowski powiadomił, że modli się także za dopuszczających się wszelkich aktów wandalizmu. Zauważył, iż są oni z jednej strony ich sprawcami, a z drugiej - ofiarami skrzętnie prowadzonej manipulacji antyreligijnej, a czasem ludźmi pogubionymi, którym należy pomóc. „Proszę Boga o łaskę obudzenia sumień wszystkich Polaków, a w sposób szczególny rządzących zarówno naszym miastem, jak i Ojczyzną” - wyznał.

Zgodnie z zapowiedzią abp. Depo, w nocy z 11 na 12 grudnia odbyło się na Jasnej Górze czuwanie modlitewne archidiecezji częstochowskiej, wynagradzające Bogu za próbę zniszczenia Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. W rozważaniu apelowym rozpoczynającym czuwanie Metropolita Częstochowski mówił: - Dzisiaj, przychodzimy do Ciebie, aby obok słów: JESTEM, PAMIĘTAM… wypowiedzieć w Apelowej przysiędze mocne CZUWAM. To słowo wypowiadamy z mocą, aby obudzić uśpione sumienia. Wypowiadamy je nad tymi, którym grozi utrata duchowego słuchu i duchowego wzroku, a tym samym i dziedzictwa dzieci Bożych. Czuwaj nad nami wszystkimi, abyśmy nie zagubili dróg do Twojego Syna, Jedynego Pośrednika między Bogiem a ludźmi.

Abp Depo zwrócił uwagę, że to kolejne zranienie oblicza Matki i Syna, na podobieństwo profanacji Obrazu przez husytów w 1430 r., nie może być odbierane wyłącznie w kategoriach odejścia od rozumu czy aktu niewiary. - Ewangelie i Dzieje Apostolskie dostarczają nam aż nadto dowodów, że ludzie chorzy garnęli się do Jezusa, aby u Niego znaleźć pomoc i obronę - podkreślił. - Oni nigdy nie wystąpili przeciw Niemu! Przychodzimy dzisiaj do Ciebie, Maryjo, aby wsłuchać się w bicie Twojego Serca, które wzięło w siebie ten cios, aby przetworzyć go w siłę i jedność dla Narodu i Kościoła, bo przecież jesteś naszą przedziwną pomocą i obroną - mówił z ufnością.

Metropolita Częstochowski zarządził, aby w niedzielę 16 grudnia w kościołach archidiecezji zorganizowano nabożeństwa ekspiacyjne, z odmówieniem Aktu Wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny i odśpiewaniem suplikacji. Ogłaszając to zarządzenie, przypomniał słowa Ojca Świętego Benedykta XVI z 12 września 2012 r., które wobec profanacji Obrazu stały się bardzo aktualne: „Często w obliczu zła mamy poczucie, że nic nie jesteśmy w stanie zrobić, ale to właśnie nasza modlitwa jest pierwszą i najskuteczniejszą odpowiedzią, jaką możemy dać i która umacnia nasz codzienny wysiłek, by chronić dobro”.

Niemiecki protestant przyczynił się do zabezpieczenia Cudownego Obrazu

Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został uratowany dzięki zabezpieczającej go szybie kuloodpornej. O. Józef Płatek, na prośbę „Niedzieli”, podał ważne szczegóły. Uznał, że chcąc mówić o szybie ochraniającej Obraz, trzeba sięgnąć do dnia 23 lutego 1981 r., kiedy to był on generałem Zakonu Paulinów. Właśnie wtedy członkowie Komisji ds. Konserwacji Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej podczas spotkania z nim, z o. Konstancjuszem Kunzem - ówczesnym przeorem Jasnej Góry oraz z o. Melchiorem Królikiem - referentem ds. konserwacji Obrazu, przy okazji proponowanych prac remontowo-konserwatorskich przy hebanowym ołtarzu w Kaplicy Matki Bożej, wysunęli propozycję zabezpieczenia Cudownego Obrazu kuloodporną szybą. Miało to zapewnić Obrazowi ochronę, a także przemawiały za tym racje konserwatorskie. O. Józef Płatek nawiązał wtedy kontakt z o. Janem Wiesławem Bochenkiem - przeorem klasztoru paulińskiego w Mainburgu w Niemczech i poprosił o pomoc w realizacji tej inicjatywy.

Do prac konserwatorskich przy ołtarzu Matki Bożej przystąpiono na początku 1984 r. W tym czasie o. Jan Bochenek powiadomił o możliwości zakupienia odpowiedniej szyby w Niemczech, jednak jej cena przerastała możliwości Zakonu Paulinów. Ojciec Generał zobowiązał o. Jana Nalaskowskiego - wikariusza generalnego, władającego doskonale językiem niemieckim, i o. Konstancjusza Kunza oraz ojców pracujących w Niemczech do poszukiwania sponsorów dla tej fundacji. Podjęto różne próby zorganizowania funduszu, a o. Jan Nalaskowski dotarł z prośbą do Caritas Konferencji Episkopatu Niemiec, która przeznaczyła na ten cel dużą, lecz mimo wszystko niewystarczającą kwotę. Znaleźli się wkrótce nowi ofiarodawcy. Ze znaczącą pomocą dołączył prof. Helmut Seling, protestant, dyrektor muzeum w Monachium.

Ostatecznie dzięki trosce ówczesnego zarządu jasnogórskiego: o. Rufina Abramka - przeora Jasnej Góry, o. Jana Golonki - kuratora jasnogórskich zabytków, o. Leona Chałupki - administratora Jasnej Góry, o. Izydora Matuszewskiego - kustosza oraz pomocy prof. Helmuta Selinga udało się doprowadzić do końca konserwację jasnogórskiego ołtarza poświęconego Bogarodzicy i umieścić w nim szybę kuloodporną, ochraniającą Cudowny Obraz. Odrestaurowany ołtarz wraz z wmontowaną szybą został poświęcony 8 grudnia 1986 r. przez kard. Józefa Glempa, prymasa Polski.

O. Józef Płatek podał jeszcze inny ważny fakt. Okazuje się, że w 1981 r., na dwa dni przed swoją śmiercią, kard. Stefan Wyszyński, prymas Polski, na ręce generała Zakonu Paulinów przekazał znaczną ofiarę na odnowę Ołtarza Ojczyzny i Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze, jako swój jubileuszowy dar dla Dziewicy Wspomożycielki. On również bardzo zabiegał o bezpieczeństwo Obrazu Jasnogórskiego.

Tak udało się odtworzyć okoliczności, w jakich doszło do wzmocnienia ochrony Obrazu, ze znaczną pomocą niemieckiego protestanta. Dzięki temu 9 grudnia 2012 r. Cudowny Obraz Matki Bożej Jasnogórskiej został nienaruszony mimo brutalnego ataku.

Modlitwa ekspiacyjna trwa w całej Polsce i poza jej granicami. A w jasnogórskiej zakrystii wyłożono księgi, do których pielgrzymi wpisują słowa żalu i zadośćuczynienia za publiczne znieważenie Najświętszej Ikony Jasnogórskiej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Min. Szumowski na KUL: Sprzeciw sumienia jest podstawowym prawem lekarzy

2019-10-20 17:44

dab / Lublin (KAI)

Bez wiedzy może dojść do zastąpienia obiektywnej prawdy własnymi życzeniami, dlatego tak ważne jest kształtowanie własnego sumienia. Sprzeciw sumienia jest podstawowym prawem lekarzy - powiedział prof. Łukasz Szumowski. Minister zdrowia wygłosił wykład podczas uroczystej inauguracji roku akademickiego na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Nowy semestr rozpoczęło ponad 10 500 studentów, w tym 1203 doktorantów i 924 studentów zagranicznych.

Alex E. Proimos / Foter.com / CC BY

W swoim wykładzie prof. Łukasz Szumowski mówił o roli, jaką humanistyczne i katolickie uniwersytety odrywają w dyskursie naukowym. Zauważył, że coraz częściej w naukach empirycznych kwestie dotyczące oceny prawdy i fałszu są traktowane relatywnie. – Te decyzje są szczególnie ważne w tak wrażliwych dziedzinach jak seksuologia, psychiatria i psychologia. Pojawia się pytanie czy prawda to demokratyczny wybór większości czy może jest niezmienna i obiektywna? – pytał lekarz.

Profesor zwrócił uwagę na zagrożenia, jakie mogą płynąć z uprawiania nauki bez kręgosłupa moralnego i religijnego. - Wiara daje poczucie pokory w zdobywaniu wiedzy, a rozum i prawda pozwala kształtować wiarę i ją odczytywać. Pytanie o etykę w poznawaniu wiedzy rodzi następne pytanie: Quo Vadis? Atlasy anatomiczne używane na Uniwersytecie Wiedeńskim były tworzone na podstawie ciał zabitych Żydów w obozach zagłady. Rodzi się pytanie o wiedzę, która powstaje z gruntu nieetycznych działań. Czy ona może nam służyć i w jaki sposób – mówił członek Rady Ministrów.

Minister Zdrowia podkreślił znaczenie sumienia, jako form bezpieczeństwa przed relatywizacją prawdy o człowieku. - Sumienie nie jest prywatnym drogowskazem każdego z nas, dlatego, że ma silne umocowanie w prawodawstwie. Sprzeciw sumienia, jako podstawowe prawo lekarzy potwierdził Trybunał Konstytucyjny, co niesie za sobą bardzo konkretne implikacje dla życia i funkcjonowania pacjentów i lekarzy. Bez wiedzy może dojść do zastąpienia obiektywnej prawdy własnymi życzeniami, dlatego tak ważne jest kształtowanie własnego sumienia – tłumaczył Szumowski.

W swoim przemówieniu rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński przypomniał, że jednym z ważnych zadań katolickiego uniwersytetu, o którym pisał św. Jan Paweł II, i na który wskazuje dziś również papież Franciszek, jest współtworzenie chrześcijańskiej kultury. Uniwersytet ma być miejscem rzetelnej debaty, autentycznego dialogu i prawdziwej wspólnoty, a także ma kształtować ludzi wyposażonych w kulturę intelektualną i moralną, zdolnych poprzez twórczy dialog przemieniać świat w duchu wartości chrześcijańskich.

- Są różne sposoby potencjalnego partycypowania uniwersytetu w tworzeniu takiej kultury; może on być opiekunem i strażnikiem prawdy, kulturowym laboratorium problemów mających fundamentalne znaczenie dla życia społecznego oraz kuźnią elit. Za tymi metaforycznymi wyrażeniami stoją określone idee. Wbrew współczesnym modom intelektualnym, uniwersytet ma trwać przy ideale pełnej prawdy i bronić prawdy przed ośmieszaniem, deformowaniem i mieszaniem z fałszem – mówił rektor KUL.

Wielki Kanclerz Uczelni abp Stanisław Budzik przypomniał zasłużone dla KUL postacie: pierwszego rektora uczelni ks. Idziego Radziszewskiego oraz kard. Stefana Wyszyńskiego. Zauważył, że jako młody student, ks. Wyszyński doświadczył w Lublinie ducha i atmosfery zakorzenionej przez założyciela uczelni.

Katolicki Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II powstał w 1918 r. Obecnie uniwersytet tworzy 8 wydziałów (Wydział Teologii; Filozofii; Nauk Humanistycznych; Nauk Społecznych; Prawa, Prawa kanonicznego i Administracji; Biotechnologii i Nauk o Środowisku oraz Matematyki, Informatyki i Architektury Krajobrazu w Lublinie oraz Wydział Nauk Inżynieryjno-Technicznych w Stalowej Woli), badania naukowe prowadzone są w ramach 20 instytutów, odzwierciedlających dyscypliny naukowe uprawiane na uczelni. To nowy podział wynikający z wdrażania reformy szkolnictwa wyższego i nauki.

Kolejną nowością jest Szkoła Doktorska KUL. Prowadzi ona kształcenie w 11 dyscyplinach: filozofii, historii, językoznawstwie, literaturoznawstwie, naukach o sztuce, naukach prawnych, naukach socjologicznych, pedagogice, prawie kanonicznym, psychologii i naukach teologicznych. Naukową karierę rozpoczęły w niej 33 osoby.

Łącznie na KUL studiuje ponad 10 500 studentów, w tym 1203 doktorantów i 924 studentów zagranicznych. I rok rozpoczyna ponad 3400 studentów, wśród których jest 341 cudzoziemców – najwięcej osób pochodzi z Ukrainy i Białorusi, po raz pierwszy są studenci z Albanii, Azerbejdżanu, Bośni i Hercegowiny oraz Dominikany.

W tegorocznej rekrutacji największym zainteresowaniem kandydatów cieszyły się te kierunki, które od lat wybierane są najchętniej: psychologia, prawo i filologia angielska. Nowym kierunkiem, prowadzonym od tego roku akademickiego jest antropologia stosowana (applied antrophology), studia w jęz. angielskim.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem