Reklama

Jaką Turcję odwiedza papież Franciszek

2014-11-25 14:59

Z prof. Massimo Introvigne rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 48/2014, str. 10-12

Janusz Rosikoń/RosikonPress

Z prof. Massimo Introvigne rozmawia Włodzimierz Rędzioch

W dniach od 28 do 30 listopada 2014 r. odbywa się historyczna wizyta papieża Franciszka w Turcji. Głównym celem tej podróży jest udział Ojca Świętego w uroczystościach św. Andrzeja - patrona Kościoła Konstantynopola. Zgodnie z tradycją, watykańska delegacja bierze udział w obchodach organizowanych przez patriarchat Konstantynopola 30 listopada, tak jak przedstawiciele patriarchatu są obecni w Rzymie na uroczystościach Świętych Piotra i Pawła. Tym razem w uroczystościach św. Andrzeja Apostoła uczestniczy sam Papież. Ale w programie podróży mamy też wiele innych, znaczących punktów: zwiedzanie Mauzoleum Atatürka - założyciela współczesnej Turcji, wizyty w Meczecie Sułtana Ahmeda (tzw. Błękitnym Meczecie) i w Hagia Sophia - kiedyś najważniejszej świątyni Kościoła bizantyjskiego, przekształconej w meczet w 1453 r., a od 1935 r. muzeum, oficjalne spotkania z prezydentem i władzami tureckimi oraz wspólną deklarację z patriarchą Bartłomiejem I.

Do jakiej Turcji przyjeżdża papież Franciszek? Jak zmienił się ten kraj w ostatniej dekadzie, gdy na scenie politycznej dominowała partia islamska AKP (Partia Sprawiedliwości i Rozwoju) obecnego prezydenta Recepa Erdoğana? Aby odpowiedzieć na te pytania, poprosiłem o rozmowę prof. Massimo Introvigne, włoskiego socjologa, filozofa i pisarza, założyciela i dyrektora Centrum Studiów nad Nowymi Religiami (CESNUR), autora książki „Turcja i Europa”.

Reklama

(W. R.)

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: - W tym roku, 10 sierpnia, w pierwszych bezpośrednich wyborach prezydenckich w historii Turcji już w pierwszej turze wygrał urzędujący wówczas premier Recep Tayyip Erdoğan (51,8 proc. głosów), który wyprzedził kandydata opozycji laickiej Ekmeleddina İhsanoğlu (38,5 proc.) i kandydata Kurdów (9,6 proc.). Jak interpretować to zdecydowane zwycięstwo islamskiego polityka?

PROF. MASSIMO INTROVIGNE: - Należy podkreślić, że już w 2002 r. AKP odniosła historyczne zwycięstwo wyborcze i od tego momentu wygrywała wszystkie wybory. Ponieważ prasa zachodnia nie lubi tej partii, za każdym razem przewiduje odzyskanie terenu przez ugrupowania laickie, które mają dobre kontakty z europejskimi dziennikarzami. Problem w tym, że nie są one w stanie wygrać wyborów. W ciągu ponad osiemdziesięciu lat sekularyzmu Kemala Atatürka i jego zwolenników z pewnością powstała klasa intelektualistów, wojskowych i sędziów (przedsiębiorcy są podzieleni politycznie), która uważa się za świecką i nie chce, by islam odgrywał ważną rolę w życiu politycznym. Ale ta klasa jest w mniejszości. Przez dziesięciolecia pozostawała przy władzy dzięki przewrotom wojskowym, oszustwom wyborczym i działaniom sędziów, którzy delegalizowali partie islamskie. Paradoksalnie zbliżenie do Unii Europejskiej, które od zawsze było celem ugrupowań świeckich, spowodowało, że wybory zaczęły odbywać się w sposób uczciwy i bez ingerencji sędziów i wojskowych, a to sprawiło, że polityczny islam zaczął wygrywać - i tak jest do dziś. Dlatego musimy stwierdzić, że większość tureckiego społeczeństwa nie przekonała się do sekularyzmu Atatürka i domaga się większej roli religii w życiu politycznym i społecznym.

- Erdoğan wygrał mimo oskarżeń o korupcję jego współpracowników i rodziny oraz niedemokratycznych ataków na wymiar sprawiedliwości. Jak to interpretować?

- W najnowszej historii Turcji wymiar sprawiedliwości nie sprzyjał procesowi demokratyzacji - tylko dlatego, że obawiał się zwycięstwa partii islamskich, wspieranych przez większość Turków - ale służył utrwalaniu władzy „oświeconej” mniejszości, zainspirowanej przez Atatürka. Nawiasem mówiąc, wielu sędziów ma związki z masonerią, która w przeszłości była siłą napędową systemu laickiego. Co do zarzutów o korupcję - Turcy z wieloletniego doświadczenia wiedzą, jak bardzo partie laickie były skorumpowane. Dlatego, pomimo oskarżeń, głosują na polityków islamskich.

- Erdoğan przyznaje, że nie reprezentuje żadnej ideologii, ale turecki islam sunnicki, i otwarcie mówi, że chce, aby następne pokolenia Turków były pobożnymi muzułmanami. Czy z prezydentem Erdoğanem u władzy nie ma ryzyka dalszej islamizacji Turcji kosztem demokracji i laickości?

- Turecki islam polityczny jest bardzo złożoną rzeczywistością. Erdoğan wygrał w 2002 r., ponieważ zdystansował się od Bractwa Muzułmańskiego, reprezentowanego przez jego politycznego mentora Necmettina Erbakana, i spowodował rozłam w ruchu islamistycznym. Z ekstremistami Erbakana zerwało pokolenie młodych, dynamicznych burmistrzów na czele z Erdoğanem i Abdullahem Gülem. Turcy zaufali tej formacji, reprezentującej „umiarkowany” islam polityczny.
Pozostaje faktem, że większość Turków chce państwa o wyraźnej i jasnej tożsamości islamskiej, chociaż bez ekscesów Arabii Saudyjskiej i innych krajów islamskich. Wewnątrz AKP istnieją sprzeczne stanowiska co do tego, jak pogodzić tożsamość islamską z modernizacją gospodarczą i demokracją. Partyjni przeciwnicy Erdoğana nie podważają bynajmiej zasady tożsamości islamskiej państwa, ale rozumieją ją inaczej, ponieważ islam turecki jest wieloraki: np. wielu przeciwników Erdoğana wywodzi się z wielkiego ruchu islamskiego Fethullaha Gülena, który ma inną wrażliwość niż obecny prezydent.

- Pierwszym gestem Erdoğana jako prezydenta Republiki była modlitwa w Meczecie Sultan Eyüp, uczęszczanym przez sułtanów w okresie osmańskim. Czy Erdoğan chce się stać nowym sułtanem?

- Zdaniem wszystkich obserwatorów politycznych, jednym z powodów sukcesu wyborczego AKP jest właśnie wykorzystanie tego trendu „osmańskiego”, według którego przeszłość osmańska nie jest czymś, czego należy się wstydzić - jak twierdził Atatürk, ale stanowi wielkie i chwalebne dziedzictwo, które należy przywrócić. I to podoba się większości Turków.

- Od kiedy u władzy jest AKP, zaszły pewne zmiany w polityce zagranicznej Turcji. Co można powiedzieć na ten temat?

- Jeżeli chodzi o niektóre aspekty polityki zagranicznej, AKP podziela dawne idee Atatürka, któremu marzyła się Wielka Turcja, łącząca wszystkie ludy turecko-mongolskie, od Mongolii po Azję Środkową (Turkmenistan, Uzbekistan, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan). Oczywiście, dziś nie myśli się o niemożliwych do zrealizowania uniach politycznych, ale raczej o Turcji jako potędze dominującej w całym obszarze pantureckim. Poza tym Erdoğana, tak jak Atatürka, cechują wielkie obawy związane z aspiracjami Kurdów - którzy stanowią w Turcji mniejszość znaczącą - aby założyć własne, niezależne państwo. Stąd niechęć do wspierania Kurdów, podczas gdy w rzeczywistości pośrednio bronią oni interesów Turcji, walcząc z Państwem Islamskim, którego celem jest ekspansja również na terytorium tureckie.
W tym samym czasie polityka „osmańska” sprawia, że Turcja uznawana jest za obrońcę sunnitów tam, gdzie są oni dyskryminowani przez rządy o większości szyickiej, jak np. w Iraku, czy rządy reprezentujące odłamy szyickie, jak np. reżim alawicki rodziny Assadów w Syrii (w Syrii mniejszość alawicka, 15 proc. ludności, rządzi krajem o sunnickiej większości, 80 proc.). Obalenie reżimu alawitów Assada zawsze było celem polityki Erdoğana. Co do Izraela, relacje ulegają ciągłym wahaniom. Erdoğan wie, że większość sunnitów na całym świecie nienawidzi Izraela, dlatego w celach propagandowych używa retoryki antyizraelskiej. Utrzymywane są jednak dobre stosunki polityczne i handlowe z Izraelem.

- Od wielu lat Turcja puka do drzwi Unii Europejskiej. Wielu polityków popiera te aspiracje, mając na uwadze względy ekonomiczne, polityczne i demograficzne. Ale są tacy, którzy czynią to, aby zanegować chrześcijański charakter integracji europejskiej. Czy można pozostać sojusznikami Turcji, sprzeciwiając się jej wejściu do UE?

- Tak, oczywiście. Ale to zależy bardziej od UE niż od Turcji. Unia nie podjęła jeszcze decyzji co do tego, czym chce być. Jeśli miałaby być obszarem gospodarczym i finansowym, to Turcja jest już bardziej zintegrowana gospodarczo i finansowo z UE niż Grecja czy Portugalia. Turcja jest drugim największym europejskim partnerem handlowym zarówno Niemiec, jak i Włoch! Natomiast jeśli Unia chciałaby być postrzegana jako przestrzeń kulturowa i polityczna, uznająca - jak chciał Jan Paweł II - swe chrześcijańskie korzenie, to, oczywiście, sami Turcy nie chcieliby do niej wejść, ale chcieliby zachować z Unią dobre stosunki gospodarcze. Dlatego zamiast zadawać sobie pytanie: „Tak czy nie dla Turcji w Europie?”, należy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czym chce być Europa?”.

- Papież Franciszek złoży wizytę patriarsze ekumenicznemu Bartłomiejowi I z okazji święta św. Andrzeja Apostoła. Jaka jest sytuacja mniejszości chrześcijańskiej w Turcji Erdoğana?

- Jeśli weźmiemy pod uwagę tureckie prawo, muszę powiedzieć, że jest ono najlepsze z możliwych dla chrześcijańskiej mniejszości w kraju o silnej tożsamości islamskiej. UE zażądała od Turcji wielu zmian legislacyjnych w dziedzinie wolności religijnej i większość z nich została wprowadzona. W rzeczywistości jednak niektóre ograniczenia dotyczące religii w ogóle są pozostałościami laickiego reżimu Atatürka, które AKP chce teraz usunąć. Problem w tym, że prawo to jedna rzecz, a jego wprowadzanie w życie oraz zwyczaje - to już inna sprawa. Niektóre orzeczenia tureckich sądów, zwłaszcza w miejscowościach oddalonych od wielkich miast, wykazują wyraźne uprzedzenia względem chrześcijan. Wielu wyznawców Chrystusa jest atakowanych przez islamskich ekstremistów, lecz policja i sądy są bardzo powolne w działaniu i niepewne w karaniu sprawców. Aby prawa były stosowane, trzeba zmiany zwyczajów i mentalności. Dlatego Jan Paweł II zrobił więcej na tym polu niż same prawa - o tym, jak bardzo popularny był Papież w Turcji, przekonałem się sam, gdy widziałem jego zdjęcia w domach muzułmanów. Ale musimy nadal pracować nad „dialogiem życia” i wydaje mi się, że wizyta papieża Franciszka, który zawsze okazywał szacunek dla muzułmanów, wniesie pozytywny wkład.
Jest też problem uznania odpowiedzialności tureckiej za rzeź Ormian - w Turcji prawo zabrania używania słowa „ludobójstwo”. W rządzącej partii AKP są tacy, którzy uważają, że należy zmienić to stanowisko, bo przecież za masakrę Ormian były odpowiedzialne rządy laickie i masońskie, które w tym samym czasie mordowały także przywódców politycznego islamu. Jednak większość członków AKP, i prawdopodobnie także innych Turków, nadal myśli, że uznanie ludobójstwa Ormian byłoby plamą na tureckiej historii i tożsamości.

Tagi:
papież pielgrzymka

Reklama

Wielka pielgrzymka tarnowska

2019-08-25 21:19

BPJG

37. Piesza Pielgrzymka Tarnowska dotarła niedzielnym popołudniem, 25 sierpnia przed jasnogórski Szczyt. W tym roku pielgrzymowało w niej aż 8 tys. 130 pątników - to najliczniejsza dziś grupa pielgrzymkowa, a całym sezonie druga co do wielkości (po Pielgrzymce Krakowskiej, liczącej 8 tys. 500 osób). Pielgrzymka Tarnowska pochwalić się może także większą niż w ubiegłym roku liczbą pielgrzymów - aż o tysiąc osób.

BPJG

W całej pielgrzymce szło aż 164 księży, 50 kleryków i 44 siostry zakonnych. Razem z pątnikami wędrował w tym roku bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy diec. tarnowskiej. Ks. biskup, razem z ordynariuszem tarnowskim bpem Andrzejem Jeżem, wprowadzili całą pielgrzymkę na Jasną Górę. „Dziękujemy za każdą pielgrzymkę, pielgrzymów przybywa, ponad 8 tys., cieszy, że są to przede wszystkim bardzo młodzi ludzie - mówi bp Andrzej Jeż - W kontekście naszego 5. Synodu Diecezji Tarnowskiej koncentrowaliśmy się na znaczeniu Kościoła w naszym codziennym życiu i myślę, że te rekolekcje bardzo zmieniły spojrzenie na Kościół, zwłaszcza wśród młodych ludzi”.

„Chciałem podziękować im, ponieważ modlili się w intencji Kościoła lokalnego, diecezjalnego, w mojej także intencji. Chciałem prosić ich, żeby ta pielgrzymka przedłużała się w ich codziennym życiu, aby te wszystkie doświadczenia, które tutaj podjęli, Boże doświadczenie miłości, przedłużało się w ich codzienności, gdy wrócą do swoich zajęć, do swoich domów” – mówił bp Andrzej Jeż.

Hasłem rekolekcji w drodze były słowa: „Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa”. „Hasło to także program związany w Synodem, który przeżywamy w naszej diecezji, i w ten sposób łącząc się w modlitwie, w rekolekcjach w drodze, chcieliśmy rozważać także nasze miejsce w parafii. Ale też na pielgrzymce staliśmy się taką wielką parafią wspólnoty pielgrzymów w liczbie 8 tys. 130” - mówi ks. Roman Majoch, kierownik trasy PP Tarnowskiej i rzecznik prasowy.

„Tegoroczne pielgrzymowanie upływało nam pod hasłem ‘Parafia wspólnotą uczniów Chrystusa’. Zastanawialiśmy się nad rolą każdego z nas we wspólnocie, jaką stanowi parafia. Każdy z nas starał się odpowiedzieć na pytanie, jakie jest jego zadanie w parafii, jak mógłby się bardziej zaangażować, ale przede wszystkim prosić o światło Ducha Świętego w tym natchnieniu, odszukiwaniu głębi wspólnoty z Chrystusem poprzez niedzielną Eucharystię - opowiada ks. Kamil Kopyt, wikariusz parafii św. Mateusza, Ewangelisty i Apostoła w Mielcu, przewodnik grupy 16. - Motywy pielgrzymowania są przeróżne, jedni proszą o zdrowie, inni o zdane egzaminy, jeszcze inni, aby Maryja rozwiązała ich problemy rodzinne, jeszcze inni proszą o uleczenie z chorób czy uzależnień, jeszcze inni proszą o wskazanie drogi życiowej, powołania życiowego, każdy z pielgrzymów idzie z inną intencją”.

Pielgrzymi pokonali ok. 236 km w dziewięć dni. Nad przebiegiem pielgrzymowania czuwał ks. Zbigniew Szostak, dyrektor Pielgrzymki Tarnowskiej. Najmłodsze dzieci na pielgrzymce miały 4 i 5 miesięcy, a najstarszy pątnik - 86 lat.

Podczas Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej na Jasną Górę cztery pary wypowiedziały sakramentalne „tak”. Ich gośćmi i świadkami były tysiące pielgrzymów. Dwa śluby odbyły się w Zabawie, gdzie znajduje się sanktuarium bł. Karoliny. Związek małżeński zawarli tam Krzysztof i Anna z grupy nr 14 oraz Kinga i Łukasz z grupy nr 19. Dwa śluby miały też miejsce w sanktuarium w Okulicach. Słowa przysięgi małżeńskiej wypowiedzieli tam Paweł i Małgorzata z grupy nr 7 oraz Adrian i Katarzyna z grupy nr 12. „Drugi dzień naszej pielgrzymki to taki szczególny znak, kiedy spoglądamy na rodzinę, i modlimy się za rodzinę, i w naszej wspólnocie jest takie wydarzenie, jak śluby na pielgrzymce. To są ci pielgrzymi, którzy poznali się na pielgrzymce, i chcieli wobec wszystkich pielgrzymów powiedzieć o swojej miłości” - opowiada ks. Roman Majoch.

Jedną z par, która wzięła sakrament małżeństwa drugiego dnia pielgrzymki, byli Katarzyna i Adrian z grupy 12: „Poznaliśmy się cztery lata temu na pielgrzymce, więc postanowiliśmy, że chcemy wrócić na trasę jako małżeństwo. Ślub na pielgrzymce przebiega bardzo tradycyjnie. Pogoda nam dopisywała, a z mężem u boku pielgrzymowało się zdecydowanie lepiej” – mówi Katarzyna.

„Pielgrzymowanie wciąga, droga do Matki Bożej, która nas później prowadzi przez cały rok, atmosfera, która jest na pielgrzymce jest niepowtarzalna i do tego chce się wrócić” – podkreśla Katarzyna. „Naszą główną intencją jest opieka nad naszym nowo zawartym małżeństwem” – dodaje Adrian.

W 37. Pieszej Pielgrzymce Tarnowskiej szło ok. 700 dzieci. „Jest to takim znakiem naszego pielgrzymowania, że w czasie każdej pielgrzymki mamy dość dużą ilość dzieci, które wędrują ze swoimi rodzicami. Więc to nie tylko dzieci, ale całe rodziny, które wędrują na Jasną Górę. I to jest też taki szczególny znak na dzisiejsze czasy – że te rekolekcje w drodze nie przeżywają tylko osoby dorosłe, czy młodzież, ale całe rodziny” - podkreśla ks. kierownik trasy.

Na szlaku Pieszej Pielgrzymki Tarnowskiej obecni byli także misjonarze diecezjalni i zakonni pracujący w Afryce, Ameryce Południowej i Rosji. Pielgrzymi także w tym roku materialnie wspierali misje. Pielgrzymów odwiedzał na trasie bp Mirosław Gucwa z Republiki Środkowoafrykańskiej, który modlił się szczególnie o pokój na świecie.

Jedną z intencji pielgrzymki była intencja wynagradzająca za zniewagi wobec Obrazu Matki Bożej jasnogórskiej, z tej okazji pielgrzymi nieśli cała drogę obraz Matki Bożej Jasnogórskiej: „Z tego, co się dzieje w Polsce, wiadomo jak pokazywany jest Obraz (Matki Bożej jasnogórskiej przyp. red.), więc my od samego Tarnowa niesiemy Ikonę Matki Bożej cały czas. Były modlitwy wynagradzające i przepraszające za to, co się dzieje” - opowiada Elżbieta Czernik, która pielgrzymuje 31. raz na Jasną Górę.

„Po raz pierwszy kiedy poszłam na pielgrzymkę i miałam okazję leżeć krzyżem przed Jasną Górą, to mnie urzekło, i od tej pory co roku wracam. Wydaje mi się, że to jest jakaś siła, która powraca co roku - opowiada Maria Barnaś, po raz 5. na pielgrzymce – Modlitwa jest czymś takim na pielgrzymim szlaku, dzięki czemu możemy się oderwać od rzeczywistości. Według mnie pielgrzymka jest czymś, co nas zamyka od tego świata zewnętrznego, czymś, co nam pozwala znaleźć swój środek”.

„Dużą motywacją dla mnie są pielgrzymi, którzy nie tylko w czasie pielgrzymki, ale przez cały rok się przygotowują, organizują, pytają kiedy, jak, spotkania, są motorem napędowym całej pielgrzymki – podkreśla ks. Kamil Kopyt – Zawsze, kiedy wchodzimy do Częstochowy i widzimy wieżę klasztorną, to nasza grupa oddaje pierwszy pokłon Maryi poprzez uklęknięcie, a tutaj to już tylko łzy, wzruszenie, radość, najbliżsi, którzy nas witają”.

Piesza Pielgrzymka Tarnowska składa się z dwóch części, które podążają co Częstochowy dwoma różnymi trasami. Trasy te niejednokrotnie się przecinają i pokrywają, mimo to w dość znaczący różnią się od siebie. W skład części „A” wchodzą grupy od 1 do 13. W skład części „B” wchodzą grupy od 14 do 25.

Jak co roku na trasie pielgrzymki towarzyszyło pątnikom diecezjalne Radio RDN Małopolska i Radio RDN Nowy Sącz.

Pielgrzymi z Tarnowa spotkali się na wspólnej Mszy św. o godz. 17.00 na jasnogórskim Szczycie. Eucharystii przewodniczył bp Andrzej Jeż, ordynariusz tarnowski, a koncelebrował bp Stanisław Salaterski, biskup pomocniczy, który wędrował pieszo, a w czasie pielgrzymki głosił nauki rekolekcyjne.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Jak reżyseruje się „marsze równości”

2019-08-13 12:55

Rozmawia Włodzimierz Rędzioch
Niedziela Ogólnopolska 33/2019, str. 38-39

W Polsce marsze środowisk LGBT nazywane są „marszami równości”. Na całym świecie te same parady znane są jako „Gay Prides”, co wskazuje na ich zasadniczy cel – ukazanie dumy z bycia homoseksualistami.
W Polsce próbuje się przedstawić „marsze równości” jako spontaniczne inicjatywy ludzi, którzy twierdzą, że są dyskryminowani i walczą o należne im prawa. Ale, oczywiście, tak nie jest. Na całym świecie wszystkie „Gay Prides” mają podobną scenografię i tę samą „reżyserię”, co wskazuje na to, że służą one tym samym celom wyznaczonym przez ideologów LGBT.
O próbę przeanalizowania tego zjawiska poprosiłem prof. Tommasa Scandroglia – dawnego wykładowcę Uniwersytetu Europejskiego w Rzymie.

vitaumanainternazionale.org
Prof. Tommaso Scandroglio

WŁODZIMIERZ RĘDZIOCH: – Badał Pan Profesor zjawisko parad homoseksualnych, zwanych „Gay Pride”. Co je charakteryzuje?

PROF. TOMMASO SCANDROGLIO: – Wszystkie „Gay Prides”, parady dumy gejowskiej, mają pewne wspólne cechy, które starałem się przeanalizować. Przede wszystkim cechuje je duch protestu. Parady te mają w sobie coś z ducha demonstracji 1968 r. (rewolucja studencka), które w roszczeniach dla pewnych grup społecznych (robotników, studentów, kobiet) nie proponowały postaw obronnych, ochrony danej kategorii, ale uciekały się do atakowania tych, których przedstawiano jako wrogów: pracodawców/kapitalistów przeciwstawiano robotnikom, nauczycieli/rodziców – uczniom, mężczyzn/rodziny/dzieci – kobietom. W analogiczny sposób w „Gay Prides” maszeruje się nie na rzecz osób homoseksualnych, ale zawsze przeciwko komuś. Przede wszystkim przeciwko Kościołowi, przeciwko tym, którzy twierdzą, że akty homoseksuale są nieuporządkowane, przeciwko partiom prawicowym, przeciwko ludziom o tradycyjnych poglądach itd. Krótko mówiąc – charakterystyczną cechą tych parad jest duch antagonistyczny, który zaprzecza hasłom o niedyskryminacji, integracji, otwartości na to, co różne, wykrzykiwanym podczas tych samych manifestacji. Innymi słowy – środowiska homoseksualne domagają się dialogu, otwarcia, bycia przyjaznymi, ale same przyjmują całkowicie odwrotną postawę: postawę wrogości, wojowniczości, niezdolność do dialogu.

– Dlaczego znaczna część uczestników tych parad manifestuje półnaga?

– To prawda, że „Gay Prides” to parada półnagich ciał (kostium kąpielowy jest najbardziej popularny), a to z kilku ważnych powodów. Pierwszy – to prowokacja. Zgodnie z agresywnym, wojowniczym duchem, o którym wspomniałem, konieczne jest sprowokowanie „wroga”, zmuszenie go do niekontrolowanej reakcji, by następnie oskarżać go o bigoterię, niewrażliwość i homofobię. Drugi powód – to krytyka. Nagość jest wykorzystywana jako obraza stereotypów, normalności, naturalności relacji. Kryje się za tym rewolucyjne przesłanie: obalić porządek ustanowiony przez Boga, który chciał, by mężczyzna czuł pociąg do kobiety i vice versa, a w szczególności obalić znaczenie czystości i wstydliwości, postrzeganych już nie jako cnoty, ale tabu, które trzeba przełamać, wrogie indywidualnej wolności i pełnemu wyrażaniu siebie. Trzeci powód to transgresja. Półnagie ciało osoby homoseksualnej jest wyrazem pragnienia przekroczenia wszystkich ograniczeń w sferze seksualnej. Pierwszym takim ograniczeniem jest, oczywiście, heteroseksualizm – rozpusta jest rozumiana jako wyzwalająca siła własnych popędów. Czwarty powód to przeciwstawienie „fizyczności” „wewnętrzności” – nagość świadczy o tym, że związek homoseksualny często koncentruje się na erosie, a wymiar afektywny (który jest również chaotyczny, ponieważ pochodzi z orientacji homoseksualnej, która jest nieuporządkowana, jak naucza katechizm), to aspekt drugorzędny. To właśnie fizyczność jest często źródłem stosunków homoseksualnych. Innym powodem jest narcyzm ich uczestników, dla których parada może być sceną do popisu w nadziei, że zostaną zauważeni i docenieni.

– Parady te organizowane są wszędzie i na szeroką skalę, nawet w krajach i miejscach, w których osób o skłonnościach homoseksualnych jest bardzo mało – tak jakby ktoś chciał „narzucić” społeczeństwu temat homoseksualizmu, aby przyzwyczajać ludzi do tego zjawiska...

– To prawda, ponieważ jednym z celów tych parad jest przyczynienie się do uznania zjawiska homoseksualizmu i transseksualizmu za normalne w świadomości zbiorowej, do pozbawienia zwykłych ludzi wrodzonego impulsu krytycznego. Rozpowszechnienie parad na całym świecie sprawiło, że stały się one zjawiskiem obyczajowym, już nawet nie tak nieprzyzwoitym, co w oczywisty sposób pomogło w podejmowaniu wielu innych działań mających na celu „normalizację” homoseksualizmu. Historycznie „Gay Prides” były pierwszą publiczną inicjatywą, która miała na celu akceptację homoseksualizmu w społeczeństwie.

– W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „marszom równości” towarzyszą bluźniercze gesty. Dlaczego tak się dzieje?

– Jednym z ich wyróżników jest bluźnierczy charakter i bezczeszczenie Kościoła oraz ducha religijnego. Wspomniałem wcześniej o antagonistycznym wymiarze parad, a pierwszym wrogiem, którego należy zniszczyć, jest Kościół. Dlatego jest w nich tak wiele wulgarności, obelg i bluźnierczych przedstawień przeciwko Bogu, Matce Bożej i świętym. W tych gestach pełnych przemocy nie chodzi tylko o zamiar bezczeszczenia, modny od 1968 r. aż do chwili obecnej, ale jest to przejaw prawdziwej nienawiści do „sacrum”, tak jakby Kościół i święci byli wyrzutem sumienia dla sumienia tych ludzi.

– W większości krajów istnieją prawa uznające bluźnierstwo i oczernianie religii za przestępstwa, które podlegają karze. Dlaczego nikt nie karze homoseksualistów, którzy dopuszczają się takich przestępstw, podczas gdy ludzie przeciwni „marszom równości” są piętnowani lub wprost prześladowani?

– Z jednej strony – ludzie, którzy ośmielają się krytykować bluźniercze gesty i słowa uczestników „Gay Prides”, uważani są za homofobicznych, nieliberalnych, dyskryminujących, średniowiecznych, ponieważ rzekomo cenzurują wolność wypowiedzi. A z drugiej – ludzie, którzy obrażają uczucia religijne całego ludu, korzystają tylko z prawa do wolności słowa! Tak więc są dwie miary oceny: jeśli gej obraża Madonnę, to ta obraza jest wyrazem wolności słowa, a jeśli wierzący krytykuje homoseksualistę, który obraża Maryję, to zasługuje na pójście do więzienia za zniesławienie. Jest to skutek masowej kampanii kulturowej, która zmieniła zbiorowe postrzeganie zjawiska homoseksualizmu i sprawiła, że zwykli ludzie wierzą – z jednej strony – że działacze gejowscy są zawsze ofiarami, które należy bronić, a z drugiej – że katolik jest zawsze „katem” i dlatego zasługuje na pozbawienie wolności słowa, by nie mógł dyskryminować. Ta nierówność traktowania, a raczej otwarta dyskryminacja ludzi wierzących, wywiera w konsekwencji wpływ również na sędziów, którzy w tych sprawach przychylają się do dominujących, mainstreamowych opinii.

– Na stronie homoseksualistów „Gayly Planet” można przeczytać: „Nawet jeśli parady są przezabawne, a ty tańczysz aż do wyczerpania, pozostają demonstracjami politycznymi, by walczyć o równość i prawa społeczności LGBTQ”. Czy „Gay Prides” są formą walki politycznej?

– Według ideologów „tęczowych parad”, prawdziwy gej musi być aktywny politycznie. Homoseksualizm nie może pozostać w sferze prywatnej, ale musi stać się instancją polityczną, musi mieć wymiar publiczny, a zatem musi zostać przekształcony w walkę o swobody obywatelskie, prawa, finansowanie publiczne itp.

– Jeśli za paradami LGBT kryje się konkretna ideologia, to każdy ma prawo je krytykować, tak jak istnieje prawo do krytyki każdej partii czy ideologii...

– Krytyka, kontestacja, dezaprobata zawsze były bronią ruchu LGBT.

– Światowe lobby LGBT od dawna chce zmusić Kościół do zmiany nauki o zachowaniach homoseksualnych. Jakich metod używa, aby to osiągnąć?

– Wśród wielu strategii możemy wskazać trzy. Pierwsza to szantaż. W Kościele, jak przyznał sam Papież, działają lobby homoseksualne i są one bardzo wpływowe. Szantaż jest narzędziem do załatwiania wielu spraw. Jeśli jakiś biskup, rektor seminarium, przewodniczący jakiegoś papieskiego organizmu ma „plamy na życiorysie”, to stają się one walutą wymiany: gejowskie lobby obiecuje, że nie ujawni nic z tego, co wie o życiu biskupa, rektora czy księdza, w zamian za bycie przyjaznym gejom – „gay friendly”. Druga strategia: to przekonanie ludzi, że większość księży jest homoseksualistami. Jest to strategia promowana również przez socjologa i działacza gejowskiego Frédérica Martela w książce „Sodoma”. Twierdzi on, że skoro homoseksualizm jest tak rozpowszechniony w Kościele, to należy go „znormalizować”, uznać za naturalny wariant orientacji seksualnej. I trzecia strategia, również obecna w tekście Martela: ukazywanie homofobów (to neologizm zrodzony z teorii płci, który ma oznaczać ludzi źle nastawionych do homoseksualizmu) jako utajonych homoseksualistów. Tak więc ci, którzy krytykują homoseksualizm, są homoseksualistami, nawet jeśli o tym nie wiedzą. To sztuczka polegająca na tym, że z jednej strony zmusza się kogoś do milczenia, aby uniknąć podejrzeń o homoseksualizm, a z drugiej, na poziomie medialnym, ukazuje się środowsko konserwatywne jako garstkę bigoteryjnych hipokrytów.

* * *

Polska jest na półmetku zaplanowanej na ten rok kampanii środowisk LGBT+.

Od kwietnia do października br. w 23 polskich miastach organizowane są parady i tzw. marsze równości. Pierwsze miały już miejsce, a w sierpniu „marsze równości” przejdą ulicami: Płocka, Gorzowa Wielkopolskiego, Katowic, Szczecina, Torunia, Kalisza, Wrocławia i Lublina.

W ubiegłym roku odbyło się w Polsce 14 tęczowych parad, a w bieżącym jest ich o 40 proc. więcej. Charakterystyczne jest, że organizowane są one nie tylko w dużych aglomeracjach, ale coraz częściej w małych, odległych od centrum, ośrodkach, gdzie społeczność LGBT jest znikoma i nigdy przedtem publicznie się nie prezentowała.

(KAI)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rzecznik Episkopatu: Maryja z Jasnej Góry łączy Polaków

2019-08-26 07:59

BP KEP / Warszawa (KAI)

Nie ma drugiego takiego miejsca, które łączy Polaków tak bardzo, jak Jasna Góra. Nie ma drugiego takiego obrazu, który tak bardzo kojarzy się z Polską, jak obraz Matki Bożej Jasnogórskiej – powiedział ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski z okazji przypadającej 26 sierpnia uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej.

Graziako/Niedziela
Ks. Paweł Rytel-Andrianik

Rzecznik Episkopatu zauważył, że obraz Matki Bożej Jasnogórskiej jest znakiem rozpoznawczym Polaków na całym świecie. „Kiedy widzimy ten obraz, od razu kojarzymy go z Polską i Polakami. To właśnie przed jasnogórskim obrazem śpiewamy apel: Maryjo, Królowo Polski!” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Zwrócił też uwagę na większą liczbę pielgrzymów przybywających do jasnogórskiego sanktuarium. „Według najnowszych danych w tym roku było o ponad 4 tys. więcej pieszych pielgrzymów niż w roku minionym. W sumie w 182 pielgrzymkach pieszych wzięło udział 86 tysięcy osób. A rocznie Jasną Górę odwiedza ponad 4 miliony pielgrzymów” – powiedział ks. Rytel-Andrianik. Dodał, że przed jasnogórską ikoną ludzie podejmują ważne życiowe decyzje.

Rzecznik Episkopatu zachęcił, by jak najczęściej odwiedzać Jasną Górę. „Obchodzona 26 sierpnia uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej to kolejna okazja do tego, by być razem u naszej Matki. Księża biskupi zachęcają byśmy spotykali się u Niej jak najczęściej. Jeśli zaś nie możemy być na Jasnej Górze, pójdźmy tego dnia do kościoła pod Jej wezwaniem. Warto podkreślić, że w Polsce co czwarta parafia jest pod wezwaniem Matki Bożej” – powiedział ks. Rytel-Andrianik.

Głównym punktem uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej będzie Msza święta 26 sierpnia o godz. 11.00 z udziałem Episkopatu Polski. Przewodniczyć jej będzie i homilię wygłosi abp Wojciech Polak, Prymas Polski. Podczas uroczystości zostanie dokonany Akt Odnowienia Ślubów Jasnogórskich. Dzień później na Jasnej Górze będzie miało miejsce zebranie Rady Biskupów Diecezjalnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem