Reklama

Aspekty

Ks. Ignacy Zoń – kapłan niezłomny

10 listopada w kościele parafialnym pw. św. Wojciecha w Czerwieńsku odbyła się uroczystość upamiętniająca śp. ks. Ignacego Zonia, pierwszego proboszcza parafii Czerwieńsk w latach 1945-53, któremu nadano tytuł Honorowego Obywatela Gminy i Miasta Czerwieńsk

Uczyńmy zatem krok w przeszłość i przyjrzyjmy się postaci niezłomnego kapłana, który swoim życiem walczył o wolną i niepodległą Polskę.

Kapłan i harcerz

Ks. Ignacy Zoń przyszedł na świat 20 lipca 1915 r. w miejscowości Stara Wieś k. Limanowej. Naukę podjął w szkole podstawowej w Limanowej. Następnie kontynuował ją w szkole średniej w Nowym Sączu, gdzie w 1935 r. zdał egzamin dojrzałości. W tym samym roku rozpoczął swoją przygodę z kapłaństwem, wstępując do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Święcenia kapłańskie przyjął 31 marca 1940 r. z rąk bp. Edwarda Komara, uprzednio ukończywszy niezbędne studia teologiczne i filozoficzne w trudnym okresie okupacji hilterowskiej. Swoją pierwszą Mszę św., tzw. prymicyjną, odprawił 7 kwietnia 1940 r. w bazylice w Limanowej. Jako młody kapłan pracę duszpasterską rozpoczął w kilku kolejnych miejscowościach: Żegocinie, Tropiu, Dobrkowie k. Pilzna, Radłowie i Moszczenicy k. Gorlic.

Wartości, takie jak: patriotyzm, religijność i poszanowanie drugiego człowieka, były przekazywane ks. Ignacemu od dzieciństwa. W duchu tych wartości wzrastał i był wychowywany. Nie dziwi więc fakt, iż w szkole podstawowej i gimnazjum działał w 2. Drużynie Harcerskiej im. Jana III Sobieskiego. W 1935 r., jako wyróżniający się harcerz, wziął udział w jubileuszowym zlocie harcerstwa w Spale. Działalność harcerską kontynuował po wstąpieniu do seminarium duchownego i otrzymaniu święceń kapłańskich.

Reklama

Członek AK i współtwórca WiN

Wybuch II wojny światowej zmobilizował ks. Zonia do wstąpienia do ruchu oporu, organizowanego wówczas na ziemiach polskich. Jako członek Armii Krajowej został kapelanem 3. Zgrupowania AK i przyjął pseudonim „Góral”. Na plebanii w Dobrkowie, w porozumieniu z tamtejszym proboszczem, udało mu się zorganizować magazyn sprzętu wojskowego. Jednak oddział, którego był członkiem, został rozbity, co zmusiło samego duchownego do ukrywania się w swoich rodzinnych stronach aż do końca wojny.

Gdy ziemie polskie zostały zajęte przez wojska radzieckie, ks. Ignacy Zoń na znak protestu przeciwko ówczesnej sytuacji politycznej współtworzył organizację Wolność i Niepodległość. Jednak Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Limanowej szybko rozpracował i aresztował grupę członków WiN-u. Ks. Zoń uniknął aresztowania, jednak ponownie został zmuszony do ukrywania się.

Przyjazd do Czerwieńska i aresztowanie

Uzyskując zgodę przełożonych, podjął decyzję o wyjeździe na Ziemie Zachodnie, co wydawało mu się idealnym rozwiązaniem. Dawało mu to bowiem możliwość pracy z daleka od poszukujących go funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Do Czerwieńska ks. Ignacy przybył zimą 1945 r. Tu od podstaw organizował życie religijne parafii, która obejmowała obszar dzisiejszej gminy Czerwieńsk, a nawet sięgała daleko poza jej granice. Dla wielu pierwszych mieszkańców naszej gminy obecność ks. Zonia była wówczas gwarancją powolnej normalizacji i swoistym początkiem budowania polskości na dopiero co zasiedlonych ziemiach. Pobyt księdza w Czerwieńsku zakłóciły jednak problemy z funkcjonariuszami limanowskiej bezpieki, którzy namierzyli nowe miejsce pobytu kapłana. W 1953 r. został on aresztowany za działalność w WiN i poddany brutalnemu śledztwu, podczas którego był torturowany. Konsekwencją był wyrok 5 lat więzienia.

Powrót na Ziemie Zachodnie i śmierć

Pobyt w więzieniu znacząco wpłynął na pogorszenie stanu zdrowia ks. Zonia, który wkrótce nabawił się zapalenia płuc. Trafił do więziennego szpitala. Wreszcie po 2,5 latach więzienia uwolniono go. Rekonwalescencji poddawał się w sanatoriach południowej Polski, m.in. w Zakopanem. Po kilku miesiącach powrócił na Ziemie Zachodnie, tym razem do Szczecina, gdzie pracował m.in. jako katecheta i pełnił funkcję opiekuna katedralnego chóru. Ks. Zoń nie oszczędzał siebie w pracy, toteż mocno pogorszyło się jego zdrowie. W konsekwencji zmarł 2 maja 1967 r. w wieku 52 lat. Uroczystości pogrzebowe odbyły się najpierw w Szczecinie, a następnie w Limanowej. Tam też ciało zmarłego kapłana pochowano na miejscowym cmentarzu.

Trzech inicjatorów

Postać pierwszego proboszcza parafii Czerwieńsk ks. Ignacego Zonia postanowiły upamiętnić i uhonorować trzy osoby: ks. Paweł Konieczny, były proboszcz parafii Czerwieńsk, obecnie proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Żarach, historyk i regionalista Przemysław Góralczyk oraz Jacek Gębicki, historyk, dyrektor Publicznej Szkoły Podstawowej im. Janusza Korczaka w Czerwieńsku. Już w 2007 r. zorganizowali oni wystawę z okazji 130-lecia kościoła parafialnego. Wówczas zaintersowała ich postać pierwszego proboszcza parafii. Stało się to impulsem, jak mówi ks. Konieczny, do stworzenia wystawy poświęconej kapłanowi. Ponad rok temu rozpoczęli prace i działania w tym celu. Na początku ukazały się różnego rodzaju artykuły w prasie. Twórcy wystawy sięgnęli także do monografii ks. Talarka (K. Talarek, „Kapłani diecezji tarnowskiej aresztowani i więzieni przez władze komunistyczne w latach 1846 – 1955”, Tarnów 2010).

– Nieocenionym źródłem były jednak rzeczy, które znaleźliśmy w Archiwum Diecezjalnym w Tarnowie, i podróż, którą odbyliśmy śladem ks. Zonia do wszystkich miejsc, w których pełnił on posługę kapłańską. Dostarczyło to nam nieocenionych źródeł do stworzenia wystawy i dokumentu, który posłużył później Radzie Miasta do nadania tytułu Honorowego Obywatela Gminy i Miasta Czerwieńsk ks. Ignacemu Zoniowi – mówi Jacek Gębicki. Przemysław Góralczyk zwraca natomiast uwagę, że wiele źródeł zostało zniszczonych, zarówno tych dotyczących uwięzienia, jak i samego procesu kapłana.

Wystawa w kościele parafialnym w Czerwieńsku obrazuje, w jakich miejscach pracował ks. Ignacy Zoń, gdzie żył, wychowywał się i gdzie działał, nie tylko jako ksiądz, ale jako żołnierz AK czy też później jako żołnierz wyklęty organizacji WiN.

Pamięci niezłomnego kapłana

10 listopada, w wigilię Narodowego Święta Niepodległości, w kościele parafialnym w Czerwieńsku odbyła się uroczysta Msza św. w intencji ks. Ignacego Zonia i wszystkich poległych w walce o wolną Ojczyznę. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił bp Tadeusz Lityński. Przed Eucharystią Jacek Gębicki odczytał laudację, w której przedstawił życie pierwszego proboszcza w Czerwieńsku. Następnie ks. Konieczny powitał przybyłych kapłanów z dziekanem ks. Dariuszem Glamą, byłego proboszcza parafii ks. Henryka Nowika, 4. Zielonogórski Pułk Przeciwlotniczy z płk. Mirosławem Szwedem, kompanią honorową i sztandarem, władze samorządowe, burmistrza gminy i miasta Czerwieńsk Piotra Iwanusa, radnych gminy i miasta Czerwieńsk z przewodniczącym Leszkiem Jędrasem, poczty sztandarowe oraz wszystkich przybyłych na tę uroczystość wiernych. Wyraził także podziękowania Józefowi Dudkowiakowi, który był blisko związany z ks. Ignacym Zoniem.

W homilii Ksiądz Biskup podjął rozważania o miłości do Ojczyzny, które odniósł także do postaci niezłomnego kapłana. – W tych trudnych i bolesnych czasach ks. Ignacy Zoń wierzył w to, czego nauczał, nauczał tego, w co wierzył, i wypełniał życiem to, czego nauczał. Stał się męczennikiem za wolność naszej Ojczyzny. Jego ofiara jest wpisana w proces odzyskiwania wolności, który przeżywaliśmy 25 lat temu – powiedział w homilii bp Lityński. – Dzisiaj jako Polacy potrzebujemy szlachetnych przewodników. Myślę, że takim właśnie był i w Kościele, i w Ojczyźnie ks. Ignacy – dodał.

Podczas Eucharystii Ksiądz Biskup oraz Józef Dudkowiak dokonali uroczystego odsłonięcia tablicy upamiętniającej ks. Zonia. Bp Lityński dokonał także jej poświęcenia. Na koniec ks. Konieczny wyraził wszystkim zgromadzonym swoje serdeczne podziękowania, m.in. ks. Markowi Kidoniowi, obecnemu proboszczowi parafii Czerwieńsk, który umożliwił dokończenie rozpoczętego przed ponad rokiem dzieła. Uroczystość zakończyła się odśpiewaniem hymnu „Boże, coś Polskę”, po którym nastąpiło wyprowadzenie kompanii honorowej oraz sztandarów.

2014-11-27 10:33

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Wyciągnij rękę

2020-01-21 12:48

Niedziela przemyska 4/2020, str. VII

[ TEMATY ]

szpital

uroczystość

otwarcie

Archiwum szpitala

W Przemyślu otwarto Oddział Dzienny WPSP w Żurawicy

Powołany został Oddział Dzienny Psychiatryczny oraz Oddział Dzienny dla Osób z Autyzmem Dziecięcym

W restauracji Perła przemyskiej Caritas 13 stycznia odbył się opłatek zorganizowany przez dyrekcję Szpitala Psychiatrycznego w Żurawicy. Po wcześniejszej Eucharystii i uroczystości otwarcia nowego oddziału zebrani na świątecznej agapie dzielili radość z udanego dzieła.

CZYTAJ DALEJ

Cud z Auschwitz

2020-01-21 09:37

Niedziela Ogólnopolska 4/2020, str. 62-63

[ TEMATY ]

Auschwitz

obóz

Adobe.stock.pl

Stefania i Jan Wernikowie mieszkają w Osieku k. Olkusza. Ich dzieciństwo to tematy na dwa osobne filmy o tragedii Polaków w czasie II wojny światowej

Na czarno-białej fotografii z 1962 r. piękna dziewczyna. Delikatne rysy twarzy, mocne kreski brwi, wyraźne usta. Uroda modelki, twarz z żurnala. I tylko oczy patrzą daleko poza ściany atelier fotografa. To Stefania Piekarz. Ma 18 lat i robi zdjęcie do pierwszego dowodu. Urodziła się w Auschwitz.

Nazywam się Stefania Wernik, po mężu, bo z domu Piekarz. Urodziłam się w piekle, tzn. w Auschwitz. Bóg uczynił cud i przeżyłam. Wiem, że to On mnie ocalił, bo po ludzku nie da się wytłumaczyć tego, co tam się stało. Mama trafiła do obozu, gdy była w drugim miesiącu ciąży. Na początku to ukrywała, ale gdy w sierpniu Niemcy chcieli ją wywieźć do Ravensbrück, współwięźniarka namówiła ją, żeby się przyznała. I mama, już w ciężarówce do transportu, powiedziała. Niemka kazała jej zejść na dół i wrócić do obozu. Wtedy przenieśli ją z baraku 11. do 15., dostawała tam nawet zupę z zabielanej wody, a nie wywar z cuchnącej, zgniłej brukwi – wspomina pani Stefania, która cztery miesiące później przyjdzie na świat. Siedzimy przy rodzinnym stole w domu państwa Werników. Ściany pełne fotografii uśmiechniętych dzieci, wnuków i prawnuków. – Razem jest nas trzydzieścioro czworo – mówi pan Jan, a jego niebieskie oczy, pełne łagodnego spokoju, spotykają mój wzrok.

– Żona zaraz wszystko opowie, ale niech Pani spróbuje babki, to wnuczka upiekła. U nas wszystko robi się razem i dla innych. Jak jednemu dzieje się bieda, to robimy rodzinną naradę i zastanawiamy się, jak pomóc. Rodzina jest najważniejsza. My z żoną już 57 lat jesteśmy razem, a łatwo nie było...

Stukamy talerzykami, brzęczą łyżeczki. Wybieram sypaną kawę z mlekiem, ale słucham i zapominam, że przede mną stoi filiżanka, i beżowy płyn szybko stygnie. Historia, która słowo po słowie kapie z ust pani Stefanii, paraliżuje mnie i tracę smak. Po chwili próbuję ukryć płynące po policzkach łzy. Niepotrzebnie. Pan Jan też ma mokre oczy.

Wyjdziesz przez komin

Był maj 1944 r., Anna Piekarz oczekiwała na narodziny pierwszego dziecka. W wojennej biedzie co rusz czegoś brakowało i – ulegając ciążowej zachciance – wybrała się do rodziców, którzy mieszkali w Osieku k. Olkusza. Z Czubrowic, gdzie mieszkała z mężem, do rodzinnego domu było prawie 10 km, ale pokonywała tę trasę wielokrotnie, więc wyruszyła bez obaw. Tyle że Osiek należał do Rzeszy, a Czubrowice do Generalnej Guberni. By odwiedzić rodziców, Anna musiała przekroczyć granicę. – Złapali ją w czasie obławy na szmuglerki i razem z nimi aresztowano. Mama nic przy sobie nie miała, ale dla Niemców to było bez znaczenia – opowiada pani Stefania. Złapane kobiety zawieźli do Olkusza, stamtąd, po jednodniowym uwięzieniu, pojechały do Auschwitz. Nikt w ciężarówce nie wiedział, że Anna boi się za dwie osoby i drżą w niej ze strachu dwa serca. Kiedy dojechały, na rampie czekała Niemka: „Wiecie, gdzie trafiłyście, zugangi?! Tu jest obóz śmierci! Stąd możecie wyjść tylko przez komin!”. Potem wzięli je do łaźni, ogolili i kazali włożyć pasiaki. – Woda cuchnęła, ubranie było sztywne od brudu, drewniane chodaki raniły gołe stopy i były ciężkie – mówiła mi mama. Ale przecież to był dopiero początek... – pani Stefania zawiesza głos. W dokumentach obozu zapisano: Piekarz Anna, numer 79414, urodzona 13 lipca 1918 r. Do KL Auschwitz przybyła 14 maja 1944 r.

A właściwie: przybyły, bo przecież obie. Maleńka Stefcia, ukryta pod serem mamy, przekroczyła koszmarną bramę z napisem: „Arbeit macht frei” razem z nią.

Nie pytaj, żyj

Zaczęła się dramatyczna walka o przetrwanie. Najpierw szok, potem próba ratowania resztek nadziei. I ciągły lęk o dziecko. – Mama nie chciała mówić o obozie. Byłyśmy tam razem dwa razy, ale niewiele opowiadała. Dopiero niedługo przed śmiercią, gdy traciła kontakt z rzeczywistością, często krzyczała przez sen: że stoi po kolana w wodzie, że oni idą, że strasznie bolą ją nogi, że jest zimno, że on zabierze jej Stefcię... – mówi pani Stefania. – Kto? Kto miał panią zabrać? – ośmielam się zapytać.

– Mengele. Po urodzeniu zabierał mnie na swoje eksperymenty, ale na szczęście niczego nie pamiętam. Mama mówiła, że gdy mnie stamtąd przynosili, to płakałam przez wiele godzin i nikt nie mógł mnie uspokoić – szepcze. Pani Anna miała do końca życia numer wytatuowany na lewej ręce, poniżej łokcia. Stefci wytatuowano numer na udzie, ale teraz pozostał tylko siniak. – Mama bardzo płakała, gdy mnie przynieśli z tym numerem – dodaje. Stefania Piekarz, numer obozowy 89136. Cała dokumentacja dotycząca jej narodzin i pobytu w obozie spłonęła.

Narodziny w piekle

Poród trwał 3 dni. Anna była tak słaba, że nie miała siły rodzić. Żeby przeć i wydać dziecko na świat, trzeba mieć siłę oddychać, napinać mięśnie i walczyć z bólem. A ona nie miała! Trawiona głodem od wielu miesięcy, wychudzona i zziębnięta leżała w obozowym szpitalu. Nie pamiętała, by ktoś przy niej był. Nie pamiętała ani tego, co myślała, ani tego, co czuła. Panicznie bała się, jak każda matka, o los dziecka. Czy się modliła? Co czuła w jednej z najważniejszych chwil w życiu kobiety? Urodzić dziecko w obozie koncentracyjnym i nie oszaleć, nie stracić nadziei, nie rzucić się na druty z bezsilności... „Do maja 1943 r. dzieci urodzone w obozie były w okrutny sposób mordowane: topiono je w beczułce. Po każdym porodzie (...) dochodził do uszu położnic głośny bulgot i długo się niekiedy utrzymujący plusk wody. Wkrótce po tym matka mogła ujrzeć ciało swojego dziecka rzucone przed blok i szarpane przez szczury” – zanotowała w Raporcie położnej z Oświęcimia obozowa położna Stanisława Leszczyńska. Nie było pieluch, środków opatrunkowych, przeciwbólowych ani dezynfekujących. Nie było nawet wody. Stanisława Leszczyńska podaje, że zbierała z kubków niewypite przez więźniarki resztki gorzkich ziół i w tych resztkach obmywała noworodki, a pępowinę odcinała zardzewiałymi nożyczkami.

Z dostępnych dokumentów wiemy, że w obozie Auschwitz-Birkenau urodziło się co najmniej 700 dzieci.

„Zamiast opatrunków miałam brudny koc, który aż trząsł się od wszy. Kobiety suszyły pieluszki na brzuchu lub udach – wieszanie ich w baraku karane było śmiercią”. Co zrobiła po porodzie Anna? – Mama chorowała 2 tygodnie, miała dużo mleka, choć nie wiadomo dlaczego, bo ważyła tylko 28 kg – mówi pani Stefania. – Więźniarki uszyły dla mnie jakieś ubranka z pasiaków. Gdy przyszło wyzwolenie obozu, mama wyniosła mnie, ukrytą w taborecie, który ciągnęła po śniegu, aż do Libiąża, a tam jacyś dobrzy ludzie udzielili nam schronienia. Potem ktoś zawiadomił tatę, ale on nie uwierzył! Wreszcie przyjechał i zabrał nas do domu. Zlecieli się wszyscy z okolicy, jakby jakiś cud się wydarzył... – mówi pani Stefania, a w jej oczach zapala się światło i rozjaśnia mroczne wspomnienia duszy, których nie sposób słuchać, a co dopiero nosić wdrukowane w ciało, serce i duszę. Patrzę na nią – żywy cud z Auschwitz. Leciutko drżą jej usta, a ja już nie wstydzę się płakać.

CZYTAJ DALEJ

Filipiny żegnają kardynała Tagle

2020-01-28 20:31

[ TEMATY ]

kard. Tagle

Filipiny

Paweł Kęska/facebook.com

Podczas uroczystej Mszy w katedrze w Manili Filipińczycy dziękowali za posługę kard. Antonio Tagle w ich kraju. W grudniu ubiegłego roku purpurat został mianowany przez Papieża Franciszka prefektem Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów i przygotowuje się do wyjazdu do Rzymu.

Pod koniec Mszy wszyscy obecni, w geście wyciągniętych rąk, modlili się za hierarchę o błogosławieństwo w nowej misji. „Chroń go w swoich kochających dłoniach, trzymaj za rękę blisko swojego serca, gdy wyrusza z nową misją” – brzmiała modlitwa.

W imieniu archidiecezji za jego posługę w Manili podziękował purpuratowi biskup pomocniczy Broderick Pabillo.

„Nawet gdy byłeś zmęczony po podróży z drugiego końca świata, zawsze miałeś siłę na spotkanie z nami, na chwilę rozmowy, odwiedzałeś nasze rodziny, gdy ktoś zmarł, czy zachorował. Zawsze miałeś dla nas czas” – mówił hierarcha.

„Filipiny ofiarowują Kościołowi powszechnemu najpiękniejszy dar, jaki miały i wręczają go z otwartym sercem” – powiedział abp Gabriele Caccia, nuncjusz apostolski w tym azjatyckim kraju.

Kard. Tagle brał udział w synodach biskupów za pontyfikatu Franciszka oraz był jednym z głównych mówców podczas spotkania w Watykanie dotyczącego nadużyć popełnianych przez duchownych.

Kard. Luis Antonio Tagle Został mianowany nowym prefektem Kongregacji Ewangelizacji Narodów 8 grudnia ubiegłego roku. Zastąpi on na tym stanowisku dotychczasowego prefekta kard. Fernando Filoniego. Purpurat filipiński będzie drugim Azjatą, stojącym na czele tego urzędu, po kard. Ivanie Diasie z Indii (1936-2017), który pełnił to stanowisko w latach 2006-11.

62-letni obecnie kard. Luis Antonio Gokim Tagle, zwany przez najbliższych „Chito”, jest jedną z najciekawszych i najbardziej rozpoznawalnych postaci Kościoła nie tylko w swej ojczyźnie, ale w całej Azji i na świecie. Gdy 24 listopada 2012 r. na ostatnim, jak się później okazało, konsystorzu Benedykta XVI odbierał z jego rąk biret kardynalski, miał 55 lat i był najmłodszym członkiem Kolegium Kardynalskiego.

Święcenia kapłańskie przyjął 27 lutego 1982 r.. Ma za sobą studia na Uniwersytecie Katolickim Ameryki w Waszyngtonie, kształcił się także w Rzymie. W latach 1997-2003 z nominacji św. Jana Pawła II był członkiem Międzynarodowej Komisji Teologicznej.

22 października 2001 r. Ojciec Święty mianował 44-letniego wówczas kapłana biskupem diecezji Imus (sakrę otrzymał 12 grudnia tegoż roku). 13 października 2011 r. Benedykt XVI przeniósł bp. Taglego na stanowisko arcybiskupa Manili, a w rok później, 24 listopada 2012 r., włączył 55-letniego wówczas hierarchę w skład Kolegium Kardynalskiego. W dniach 12-13 marca 2013 r. purpurat filipiński uczestniczył w konklawe, które wybrało Franciszka, przy czym sam uchodził za jednego z najpoważniejszych kandydatów na nowego następcę św. Piotra. Od 14 maja 2015 r. kard. Tagle jest przewodniczącym Caritas Internationalis.

Nowy prefekt watykańskiego urzędu misyjnego przywiązuje dużą wagę do środków przekazu, zwłaszcza do tych najnowszych. Od 2008 r. co tydzień w telewizji ogólnokrajowej głosi rozważania do czytań niedzielnych, zatytułowane „The Word Exposed”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję