Reklama

Tu otrzymaliśmy nadzieję

Niedziela Ogólnopolska 15/2015, str. 47

Bożena Sztajner/ Niedziela

Ma perché...? Ale dlaczego...? Ale dlaczego nie chcesz iść za Bogiem do końca? San Giovanni Rotondo, 1966 r., Ojciec Pio i ks. Tadeusz Dajczer. Wstrząs. Zawalenie się wszystkiego, co do tej pory. I konieczność zmiany – siebie, swojego systemu wartości, kierunku życia, planów, pozycji wobec Pana Boga. W efekcie – rodzenie się na nowo. Szukanie drogi, na której Bóg chce posłużyć się konkretnym człowiekiem.

To było swoiste trzęsienie ziemi, które wywróciło do góry nogami świat przyszłego założyciela Ruchu Rodzin Nazaretańskich. Przełomowy moment, który otworzył go na ludzi, zwłaszcza studentów potrzebujących spowiedzi i kierownictwa duchowego, w których pojawiło się pragnienie lepszego poznania Pana Boga i pogłębiania wiary. I ks. Adam Buczel – kapłan równie ofiarnie podejmujący służbę w konfesjonale. Pierwsze rekolekcje. Wreszcie rok 1985 – formalny początek Ruchu, który w ciągu dwóch lat rozprzestrzenił się na całą Polskę, a później na kilkadziesiąt krajów świata.

Każdy ma swoje „perché...?” –

mniejsze lub większe. W różnym momencie życia. Ale to właśnie ono najczęściej zaprasza do wejścia na konkretną drogę z Panem Bogiem. A taką jest bez wątpienia RRN. To propozycja skierowana nie tylko do rodzin, co może sugerować nazwa, ale do każdego, kto pragnie żyć życiem Świętej Rodziny – czyli dążeniem do świętości na Jej wzór, realizowanej w codzienności, życiem ukrytym Nazaretu, naśladowaniem Jezusa w Jego pokorze i ubóstwie. Do Ruchu mogą włączyć się wszyscy – niezależnie od wieku i stanu. Wśród członków są więc osoby samotne i rodziny albo połówki, osoby konsekrowane i księża, przedstawiciele różnych zawodów.

Życie duchowością Ruchu przez komunię z Maryją ma prowadzić do komunii z Chrystusem. To właśnie Jej na wzór św. Jana Ewangelisty członkowie Ruchu zawierzają siebie, swoją codzienność, osobistą drogę do Boga. Tak swoim zawierzeniem Maryi dzieli się Elżbieta: – Pracuję jako pielęgniarka w szpitalu. Proszę Maryję, abym mogła wykonywać swoje obowiązki tak, by to się podobało Jezusowi i Jej. Szczególnie przy zabiegach wiążących się z bólem, by zaoszczędzić go cierpiącemu człowiekowi.

Reklama

Przewodnikami na drodze duchowości są święci: Józef – oblubieniec Maryi i opiekun Jezusa, Maksymilian Kolbe, Jan Paweł II z jego zawierzeniem się Matce Bożej, Juan Diego, Teresa od Dzieciątka Jezus z jej „małą drogą” i s. Faustyna Kowalska z orędziem Bożego miłosierdzia. Ks. Dajczer tłumaczył, że w duchowości Ruchu podkreśla się, iż Bogu bardziej zależy na nas niż na naszym działaniu. Najważniejsze, by Chrystus w nas wzrastał. Podstawy duchowości RRN zostały zawarte w jego książce „Rozważania o wierze” przetłumaczonej na wiele języków.

Członkowie Ruchu wszędzie tam, gdzie żyją, swoją postawą świadczą o miłości Boga i bliźniego. Przekonują, że życie we wspólnocie pomaga nie tylko w bliższej relacji z Panem Bogiem, ale i w podejmowaniu codziennych obowiązków. Konkretnie opracowana droga formacji i pogłębiania życia duchowego obejmuje codzienną modlitwę osobistą, możliwie jak najczęstsze uczestnictwo w Eucharystii, adorację Najświętszego Sakramentu, lekturę Słowa Bożego, dokumentów Kościoła i materiałów formacyjnych Ruchu. To właśnie nimi dzielą się podczas cotygodniowych spotkań w grupach formacyjnych. A same dzielenia w innym świetle stawiają codzienne życie, są duchowym komentarzem, który pomaga odkrywać prawdę o sobie i o Panu Bogu. Raz w miesiącu członkowie RRN starają się przeżywać dzień skupienia, a w lecie wyjeżdżają na tygodniowe rekolekcje.

Wielu podkreśla, że pomocą zarówno w codziennym życiu, jak i w kontekście niecodziennych „perché...?” jest kierownictwo duchowe. Potwierdzają to Krystyna i Olek: – Dla nas ważne jest prowadzenie przez kierownika duchowego. To troska Pana Boga o nas – bo przez ręce kierownika możemy powierzyć Panu Bogu wszystkie sprawy i otrzymać wskazówkę, a nawet pocieszenie, pokrzepienie w trudnych chwilach.

Reklama

Bardzo istotna w Ruchu jest duchowość wydarzeń, czyli by: patrzeć na to, co spotyka nas każdego dnia, z Bożej perspektywy, widzieć, że Bóg przemawia przez słowa i wydarzenia, odkrywać w nich Jego obecność, zdać się na Niego, żyć łaską chwili – jak tłumaczy ks. Ryszard Półtorak, moderator RRN diecezji elbląskiej i członek Koordynacji Krajowej. – Ruch pokazuje też, że słabość nie jest tragedią, ale szansą, żeby Bóg mógł zwyciężyć, żeby mógł działać w życiu człowieka. Jak duchowość wydarzeń przekłada się na konkretne życie? – Doświadczenie RRN uczy mnie patrzeć na to, co mnie spotyka, w zupełnie innym świetle – mówi Helena – jako na dobro otrzymywane z rąk miłującego Ojca. Jest to niezwykle wyzwalające, dotąd nigdy i nigdzie tak często i tak mocno nie docierała do mnie ta prawda. Ona pozwala mi żyć w radości, na przekór wielorakim trudnościom, budzi optymizm, dodaje sił i jest okazją do dawania chrześcijańskiego świadectwa życia.

Bóg pisze prosto po liniach krzywych

Historia Ruchu Rodzin Nazaretańskich pokazuje, że Pan Bóg z każdej sytuacji potrafi wyprowadzić dobro. Że jeśli coś jest Jego dziełem, to wyprostuje ścieżki. Trudnym doświadczeniem był rok 2007, związany z konfliktem odpowiedzialnych za Ruch w Warszawie. W jego wyniku pod opieką hierarchii Kościoła i we współpracy z nią na nowo odczytano i sformułowano charyzmat Ruchu. Sprecyzowano założenia duchowe i zasady pracy formacyjnej. Opiekunem RRN z ramienia Episkopatu Polski został bp Andrzej Siemieniewski, a w diecezjach kierują nim księża moderatorzy mianowani przez biskupów diecezjalnych, z którymi ściśle współpracują świeccy animatorzy diecezjalni. Grupy działają przy parafiach.

A na zakończenie świadectwo ludzi, którzy w Ruchu są od ponad 20 lat: – Nie sposób przytoczyć całego dobra, które otrzymaliśmy w RRN. Byliśmy młodym małżeństwem z dwójką małych dzieci, borykającym się z wieloma problemami. Dostaliśmy pomoc, dzięki której mogliśmy pokonać wiele egzystencjalnych trudności. Tu otrzymaliśmy nadzieję i światło, zwykłą ludzką życzliwość, bezinteresowną miłość i braterskie wsparcie.

2015-04-07 15:37

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Rosja oburzona słowami papieża o okrucieństwie jej wojsk na Ukrainie

2022-11-29 12:48

[ TEMATY ]

Franciszek

Grzegorz Gałązka

Ambasador Rosji przy Watykanie Aleksander Awdiejew powiedział agencji Ria Novosti, że wyraził Stolicy Apostolskiej „oburzenie” Moskwy z powodu słów papieża w wywiadzie dla jezuickiego magazynu „America” dotyczących aktów okrucieństwa wojsk rosyjskich na Ukrainie, zwłaszcza Buriatów i Czeczenów – podała agencja ANSA.

„Wyraziłem oburzenie takimi insynuacjami i podkreśliłem, że nic nie może zachwiać spójności i jedności wielonarodowego narodu rosyjskiego” - powiedział ambasador.

CZYTAJ DALEJ

Św. Andrzej Apostoł

Niedziela podlaska 47/2001

[ TEMATY ]

św. Andrzej

pl.wikipedia.org

Luca Giordano, Męczeństwo św. Andrzeja

Luca Giordano, Męczeństwo św. Andrzeja

Święty Andrzej Apostoł jest jedną z bardziej popularnych postaci spośród katalogu świętych. Świadczy o tym fakt, że rozpoczyna on listę 30 świętych i 32 błogosławionych noszących to imię. Jest on bardzo popularnym świętym również w Polsce. Potwierdzeniem tego są obecne w polskiej kulturze liczne przysłowia i zwyczaje związane z obchodzeniem jego święta.

Św. Andrzej Apostoł pochodził z Betsaidy i był młodszym bratem św. Piotra. Z pochodzenia był Żydem. Tak jak jego brat, był rybakiem. Początkowo św. Andrzej był uczniem św. Jana Chrzciciela. On właśnie jako pierwszy z braci miał szczęście spotkać Pana Jezusa nad Jordanem. Scenę powołania Andrzeja na Apostoła opisują wszyscy ewangeliści. Z uwagi na to, że jako jeden z pierwszych został uczniem Pana Jezusa, wszyscy umieszczają św. Andrzeja na czwartym, a nawet na drugim miejscu w wykazach Apostołów. Bardzo szczegółowo opisał moment powołania naoczny świadek, św. Jan: "Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa rzekł:´Oto Baranek Boży´. Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: ´Czego szukacie?´ Oni powiedzieli do Niego: ´Rabbi! - to znaczy: Nauczycielu - gdzie mieszkasz?´ Odpowiedział im: ´Chodźcie, a zobaczycie´. Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy to usłyszeli od Jana i poszli za Nim, był Andrzej brat Szymona Piotra. Ten spotkał najpierw swego brata i rzekł do niego: ´Znaleźliśmy Mesjasza´ - to znaczy: Chrystusa. I przyprowadził go do Jezusa" (J 1, 35-41).

Jednak to powołanie nie było trwałe. Opuścili oni Jezusa po pierwszym spotkaniu i wrócili do Galilei, do swego rybackiego życia. Ewangelista Mateusz opisał scenę powtórnego powołania braci Andrzeja i Szymona zajętych pracą rybacką. Ewangelista pisze, że Jezus powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi". A ich odpowiedź była natychmiastowa: "Zostawili sieci i poszli za Nim". Ewangelie wspominają jeszcze Andrzeja dwa razy. Przy cudownym rozmnożeniu chleba, kiedy Pan Jezus zapytał Filipa: "Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?" - św. Andrzej rzekł do Niego: "Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?" (J 6, 5-9).

Ostatni raz występuje on w Ewangeliach jako pośrednik między poganami a Panem Jezusem: "A wśród tych, którzy przybywali oddać pokłon (Bogu) w czasie święta, byli też niektórzy Grecy. Oni więc przystąpili do Filipa, pochodzącego z Betsaidy, i prosili go mówiąc: ´Panie, chcemy ujrzeć Jezusa´. Filip poszedł i powiedział Andrzejowi. Z kolei Andrzej i Filip poszli i powiedzieli Jezusowi" ( J 12, 20-22).

O ile mamy jakieś informacje o życiu św. Andrzeja przed Zesłaniem Ducha Świętego, o tyle trudniej jest ustalić miejsce jego życia po Pięćdziesiątnicy. Tradycja chrześcijańska próbowała odtworzyć historię jego działalności. Orygenes mówi, że św. Andrzej pracował w Scytii, między Dnieprem a Donem. Według wielu innych miał ewangelizować w Azji Mniejszej, a stamtąd prawdopodobnie udał się do Achai, w której poniósł śmierć męczeńską.

Jak wielkim zainteresowaniem cieszyła się postać św. Andrzeja świadczą liczne apokryfy. Do najciekawszych należą: Dzieje Andrzeja z II i III w. oraz Męka Andrzeja z IV w. Według nich św. Andrzej po Pięćdziesiątnicy udał się do Achai, gdzie swoje nauczanie popierał wieloma cudami, którymi pozyskał wielu nowych wyznawców Chrystusa. Wśród tych cudów były: uzdrowienia chorych, wypędzanie złych duchów z opętanych, a nawet wskrzeszenia umarłych. Według apokryfów św. Andrzej został aresztowany po przybyciu do miasta Patras na Peloponezie przez namiestnika rzymskiego, który skazał go potem na śmierć poprzez ukrzyżowanie. Św. Andrzej przyjął ten rodzaj śmierci z wielką radością, bo przez to mógł jeszcze bardziej upodobnić się do Pana Jezusa. Tak oto opisywane jest jego męczeństwo: "Dotarłszy do miejsca, gdzie przygotowano krzyż, wykrzyknął wielkim głosem: ´Witaj krzyżu! Uświęcony przez Ciało Chrystusa i ozdobiony przez Jego członki niby perły! Zanim Pana wzniesiono na tobie, budziłeś bojaźń ludzką. Ale teraz, źródło niebieskiej miłości, stałeś się nieskończenie upragniony. Ci, którzy wierzą, znają radość, jaką ty zawierasz, i nagrodę, jaką gotujesz. Idę ku tobie spokojny i radosny. (...) O dobry krzyżu, któremu członki Pańskie przydały tyle blasku i piękności, krzyżu długo pożądany. (...) Weźmij mnie spośród ludzi i zwróć mnie Mistrzowi mojemu, aby Ten, który mię przez ciebie odkupił, przez ciebie również mnie otrzymał´. A tak mówiąc, zdjął szaty i dał je oprawcom. Oni zaś dźwignęli go na krzyż, napięli jego ciało powrozami i zawiesili go tak, jak im kazano".

Te same apokryfy mówią, że męczeństwo św. Andrzeja odbyło się publicznie wobec 12000 ludzi. W czasie gdy był już na krzyżu osłoniła go nadzwyczajna jasność, tak iż na Apostoła nie można było patrzeć. Trwało to około pół godziny, aż do jego śmierci. Być może, że śmierć Apostoła została ubarwiona we wspomniane szczegóły późniejszą legendą. Jednak wydaje się rzeczą pewną, że opis jest oparty na fakcie przekazanym ustnie: "Św. Andrzej poniósł śmierć za Chrystusa w Patras przez ukrzyżowanie". Według podania krzyż, na którym poniósł on śmierć miał postać litery X, dlatego krzyż w tej postaci zwykło się nazywać " krzyżem św. Andrzeja". Tradycja podaje także czas śmierci św. Andrzeja. Nastąpiła ona 30 listopada ok. 65 r. po narodzeniu Chrystusa.

Relikwie św. Andrzeja w 356 r. przewieziono z Patras do Konstantynopola i umieszczono je w kościele Apostołów. W 1202 r. Krzyżowcy po zajęciu Konstantynopola zabrali ze sobą relikwie św. Andrzeja do Amalfi, w pobliżu Neapolu. Głowę zaś św. Andrzeja papież Pius II kazał przywieźć do Rzymu. Umieszczono ją w Bazylice św. Piotra w myśl zasady, że skoro obu braci połączyła wspólna krew, powinna również połączyć i wspólna chwała ołtarza. 25 września 1964 r. papież Paweł VI w duchu ekumenizmu nakazał zwrócić relikwię głowy św. Andrzeja kościołowi w Patras.

W ciągu wieków ustanowione zostały trzy zakony pw. św. Andrzeja: Córki Krzyża św. Andrzeja, posługujące chorym oraz ubogim; Siostry Opatrzności od św. Andrzeja, których celem jest opieka nad chorymi; Zakon św. Andrzeja.

Pierwszy kościół ku czci św. Andrzeja wystawiono w Konstantynopolu w 357 r. Najdawniejszy wizerunek św. Andrzeja pochodzi z V w. i jest w mozaice bazyliki św. Apolinarego w Rawennie.

W Polsce także kult św. Andrzeja jest bardzo żywy. Ku jego czci wystawiono w naszej ojczyźnie 121 kościołów i kaplic. Najstarszy z nich to kościół romański w Krakowie przy ul. Grodzkiej. Imię Apostoła należy do najczęściej spotykanych w Polsce. Ma to swoje odbicie w naszej literaturze pięknej. W Polsce jest ponad 60 miejscowości, które zapożyczyły swoją nazwę od imienia św. Andrzeja.

Ponieważ na św. Andrzeja kończy się zazwyczaj rok kościelny, a z Adwentem zaczyna się nowy, chłopcy i dziewczęta z roztopionego wosku zgadywali, kto z nich pierwszy się ożeni lub wyjdzie za mąż. Wróżby te nazywano "andrzejkami".

Z dniem św. Andrzeja Apostoła lud polski łączył różne przysłowia. Oto niektóre z nich: "Gdy św. Andrzej ze śniegiem bieży, sto dni śnieg na polu leży"; "Kiedy na Andrzeja poleje, poprószy, cały rok nie w porę rolę moczy lub suszy"; "Na św. Andrzeja dziewkom z wróżby nadzieja".

CZYTAJ DALEJ

Dynia nie tylko do ozdoby

2022-11-29 19:09

ks. Łukasz Romańczuk

ks. Witold Hyla

ks. Witold Hyla

Tym razem ks. Witold Hyla, proboszcz parafii NMP Królowej Polski we Wrocławiu - Kleicinie proponuje czytelnikom Niedzieli Wrocławskiej potrawy z dyni.

Jesienią w naszych domach bardzo często pojawiają się dynie. Najczęściej wykorzystywane są one do dekoracji, ale przecież dynia jako warzywo jest przede wszystkim najlepsza do jedzenia. - Do naszej dyspozycji są różnego rodzaju dynie. Wśród nich także dynia Hokkaido, piżmowa, makaronowa i muszkatołowa, które możemy sami uprawiać w naszych ogródkach. Dynia jako warzywo ma wiele cennych składników pożytecznych dla naszego organizmu - zaznacza ks. Hyla.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję