Reklama

Pięć minut dla kościoła

2015-05-07 14:11

Artur Stelmasiak
Edycja warszawska 19/2015, str. 6

Artur Stelmasiak

Pierwsza Komunia św.to doskonała okazja dla duszpasterstwa parafialnego. Jak ten czas dobrze wykorzystać?

W niedzielnej Mszy św. uczestniczy ok. 20 proc. mieszkańców stolicy. Przekaz z kościelnej ambony trafia więc tylko do co piątej osoby. O wiele większy zasięg społecznego oddziaływania ma katecheza szkolna. – Przynajmniej do czasu Pierwszej Komunii św. mamy prawie stuprocentową frekwencję na lekcjach religii – mówi ks. dr Marek Przybylski, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży Warszawskiej Kurii Metropolitalnej.

Oznacza to, że w czasie przygotowywania dzieci do przyjęcia sakramentu Eucharystii, do kościoła nie tylko przychodzą dzieci, ale także ich rodzice. – Można powiedzieć, że to takie „pięć minut” dla duszpasterstwa. Nasz przekaz trafia bowiem niemal do wszystkich rodzin z parafii – tłumaczy ks. prał. Jan Szubka, proboszcz parafii Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych na Chomiczówce.

Kościelne abecadło

Przygotowania do Pierwszej Komunii św. najczęściej rozpoczynają się już we wrześniu. To czas, kiedy uczniowie łączą teorię z praktyką. – Niestety, dużo jest takich dzieci, które zupełnie nie wiedzą, jak się mają zachować podczas Mszy św. Sprawiają wrażenie, jakby w kościele nie były od czasu chrztu – mówi ks. Mariusz Bagiński, który od wielu lat przygotowuje dzieci do Pierwszej Komunii św. w parafii św. Łukasza na Bemowie.

Reklama

Zjawisko to widać bardzo dobrze we wrześniu podczas pierwszych tzw. „komunijnych” Mszy św. Dzieci hałasują, kręcą się i nie wiedzą kiedy uklęknąć, a kiedy można usiąść. – Proces nauki kościelnego abecadła nie należy do łatwych. Jednak z miesiąca na miesiąc widać, jak uczniowie nabierają „liturgicznej ogłady”. Bardzo wiele zależy od zachowania samych rodziców, których też czasami trzeba uciszać i tłumaczyć, że znajdują się w kościele – podkreśla ks. Bagiński.

W ciągu kilku miesięcy intensywnej pracy harmider ustaje, a dzieci dokładnie wiedzą jak powinny się zachować. – Dzieci z natury są otwarte na spotkanie z Panem Bogiem. Katecheci i kapłani robią co mogą, ale nie zastąpią im domu. Dalsze religijne wychowanie zależeć będzie więc od rodziców – mówi ks. Szubka.

Praca z rodzinami

Choć praca z dziećmi nie należy do łatwych, to niestety bywa, że jeszcze trudniej pracuje się z ich rodzicami. 20 lat temu nie trzeba było organizować konferencji i specjalnych spotkań z rodzicami tzw. „klas komunijnych”. Teraz jest to niezbędny element parafialnego duszpasterstwa.

Podczas spotkań nie chodzi tylko o kwestie organizacyjne. To przede wszystkim praca duszpasterska z rodzicami i nad rodzicami. – Ten czas trzeba wykorzystać jak najlepiej, bo nie wiadomo kiedy kolejny raz przyjdą do kościoła – mówi ks. Szubka.

W parafii na Chomiczówce z myślą o rodzicach organizowane są nabożeństwa i konferencje. Spotykają się z kapłanami, katechetami oraz z liderami wspólnot. To właśnie świeccy chrześcijanie mogą dać zarówno swoje świadectwo, jak i praktyczne wskazówki przekazywania wiary z pokolenia na pokolenie.

Wysiłek duszpasterski w parafiach nie idzie na marne. I choć nie ma masowych nawróceń, to jednak efekty widać. – Rodziny, które nie chodziły zbyt często do kościoła, po Pierwszej Komunii św. zaczynają się pojawiać regularnie. Często bywa, że to dzieci przyprowadzą rodziców na Eucharystię – mówi ks. Bagiński.

Śluby rodziców

Statystyki i praktyka duszpasterska pokazuje, że w Polsce jest coraz więcej związków niesakramentalnych. Wiele z nich żyje bez sakramentu małżeństwa, choć nie ma żadnych przeszkód formalno-prawnych. Najczęściej mówią, że odwlekali ślub, aż doczekali się Pierwszej Komunii św. swojego dziecka. – Dziewięciolatek stawia już niewygodne pytania: dlaczego ja mam iść do spowiedzi i Komunii św., skoro wy, tato i mamo, nie idziecie? – tłumaczy ks. Szubka.

Podczas Pierwszej Komunii św. odzywa się także zwykła ludzka tęsknota. Rodzice przypominają sobie dziecięce czasy, gdy sami przyjmowali sakrament Eucharystii. – Przychodzą i pytają, czy z tej okazji nie mogą przystąpić do Komunii św. razem z dziećmi. Czy nie można zrobić jednego wyjątku? – mówi ks. Bagiński.

Kapłani odpowiadają, że Eucharystii nie można traktować okazjonalnie, a w Kościele nie ma takich wyjątków. – Nie jest to zjawisko masowe, ale zdarzają się śluby rodziców. Cieszymy się, że także w tym roku mamy parę młodą, która z okazji Pierwszej Komunii św. swojego dziecka, powie sobie sakramentalne „tak” – mówi ks. Mariusz Bagiński.

Tagi:
Pierwsza Komunia św.

Reklama

Pierwsza Komunia Św. to czas radości w rodzinie

2019-04-04 11:37

KODR, lk / Warszawa (KAI)

Pierwsza Komunia Święta to dla wielu rodzin szczególny moment radości wraz z dzieckiem z przystąpienia do sakramentu Eucharystii. Jednak w sytuacji coraz większej liczby rozbitych rodzin, ten moment może rodzić wiele trudnych emocji i prowadzić do pogłębienia konfliktu między małżonkami - brzmi komunikat Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin, które zachęca też katechetów i nauczycieli do zapoznania się z sytuacją rodzinną dziecka pierwszokomunijnego.

Archium prywatne

Poniżej pełny tekst komunikatu:

Pierwsza Komunia Święta - czas radości w rodzinie

Zbliża się czas Pierwszych Komunii Świętych. Dla wielu rodzin jest to szczególny moment przebywania w gronie z najbliższymi, cieszenia się wraz z dzieckiem przystąpieniem do sakramentu Eucharystii.

Jednak w sytuacji coraz większej liczby rozbitych rodzin, moment Pierwszej Komunii Świętej, może rodzić wiele trudnych emocji, brak zrozumienia w rodzinie, a nawet może prowadzić do pogłębienia konfliktu między małżonkami, co za tym idzie pogłębienia niechęci do pojednania.

Zachęcamy duszpasterzy, katechetów i nauczycieli do zapoznania się i rozeznania w sytuacji rodzinnej dziecka pierwszokomunijnego.

Rozpad rodziny w wielu przypadkach skutkuje uniemożliwianiem kontaktów ojca lub matki z dzieckiem, pomimo braku ograniczenia przez sąd władzy rodzicielskiej.

Takie zachowania mogą przyczynić się do powstania u dziecka syndromu, który w literaturze polskiej określany jest jako zespół alienacji rodzicielskiej (syndrom PAS, ang. Parental alienation syndrome). W definicji amerykańskiego specjalisty z zakresu psychologii sądowej Marca J. Ackermana PAS określa się jako zjawisko „podobne do zaburzenia prezentowanego przez dziecko, które pod wpływem manipulacji ze strony jednego z opiekunów, zwykle pełniącego pierwszoplanową rolę w wychowaniu dziecka, przesadnie krytykuje i dewaluuje drugiego opiekuna, nie przejawiając przy tym poczucia winy i wstydu, a niezbędnym warunkiem stwierdzenia zaburzenia jest przekonanie dziecka, że wyraża własną opinię”.

„Dziecko wykazujące zespół alienacji rodzicielskiej (PAS) jest często angażowane w oczernianie i obmawianie rodzica z którym nie mieszka, przez co żywi wobec niego nienawiść i odmawia widywania się z nim. Zjawisku PAS mogą towarzyszyć nadpobudliwość i lęki, a w jego zaawansowanej fazie problemy neurotyczne i psychosomatyczne, takie jak m.in. bóle głowy, brzucha, astma, problemy z przemianą materii i trudności z zasypianiem. Dziecko doświadczające zespołu alienacji rodzicielskiej (PAS) w przyszłości może przejawiać trudności w budowaniu intymnych związków, problemy z tożsamością, choroby psychiczne, problemy emocjonalne oraz zaburzenia seksualne w dorosłym życiu.” (Wojewódka M., „Alienacja rodzicielska (PA), a zespół alienacji rodzicielskiej (PAS).

Prosimy, aby duszpasterze i katecheci, podczas przygotowań do Pierwszej Komunii Świętej, zwrócili szczególną uwagę na sytuację rodzinną dziecka.

Prosimy o szczególne uświadamianie rodziców bezpośrednio sprawujących opiekę nad dzieckiem, przygotowującym się do Pierwszej Komunii Świętej, co do ich roli i odpowiedzialności za dziecko, jak również co do roli „drugiego rodzica” w życiu dziecka.

Odpowiednim rozwiązaniem, po rozeznaniu sytuacji rodzinnej, może być zaproponowanie „rozejmu” między rodzicami na czas Pierwszej Komunii Świętej dziecka, rozejmu zakładającego wspólny udział rodziców w uroczystościach dziecka i powstrzymanie się od wszelkich działań związanych z angażowaniem dziecka w konflikt.

Zachęcamy do podjęcia działań niwelujących zachowania alienacyjne rodziców poprzez działania wychowawcze, a także uświadomienie rodzicom skutków braku pojednania się dziecka z jednym z rodziców oraz bliskimi jego pochodzenia.

Prosimy uświadomienie rodzicowi sprawującemu bezpośrednią pieczę nad dzieckiem, dramatu jakie przeżywa dziecko, któremu nie jest dane spotkanie z obojgiem rodziców w tym szczególnym dniu.

Zachęcamy duszpasterzy, katechetów i nauczycieli do otoczenia dzieci i ich rodzin szczególną troską duszpasterską w czasie przygotowania do Pierwszej Komunii Świętej.

Łącząc się w modlitwie,

Ks. Przemysław Drąg Dyrektor Krajowego Ośrodka Duszpasterstwa Rodzin

Beata Choroszewska Krajowa Doradczyni Życia Rodzinnego

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Bł. ks. Michał Sopoćko
Wierzę, że on do mnie mówi

2019-04-10 10:24

Z aktorem Maciejem Małysą rozmawia Maria Fortuna-Sudor
Niedziela Ogólnopolska 15/2019, str. 20-21

Mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję – mówi „Niedzieli” Maciej Małysa aktor filmowy i teatralny – odtwórca roli bł. ks. Michała Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”

Kadr z filmu „Miłość i Miłosierdzie”
Maciej Małys, Janusz Chabior i Kamila Kamińska – odtwórcy postaci ks. Michała Sopoćki, malarza Eugeniusza Kazimirowskiego i s. Faustyny Kowalskiej

MARIA FORTUNA-SUDOR: – Proszę powiedzieć, w jaki sposób został Pan zaangażowany do roli ks. Sopoćki w filmie „Miłość i Miłosierdzie”?

MACIEJ MAŁYSA: – Mojego bohatera miał zagrać inny aktor, ale z jakiegoś powodu zrezygnował. Okazało się, że trzeba dosyć szybko znaleźć odtwórcę ks. Sopoćki. To zadanie otrzymała moja koleżanka, która zastanawiała się, kogo do tej roli polecić. Przyznała, że szukała aktora, jak to nazwała, z wnętrzem. I jakoś tak się stało, że pomyślała o mnie. Późnym wieczorem napisała na messengerze, że ma dla mnie propozycję. Oddzwoniłem. Gdy przeczytałem scenariusz, stwierdziłem, że jestem zainteresowany rolą. Pojechałem na spotkanie z reżyserem. To był dzień imienin Michała – a więc i ks. Sopoćki, i reżysera Michała Kondrata. A na dodatek w tym dniu mijała 10. rocznica ogłoszenia spowiednika s. Faustyny błogosławionym...

– Znał Pan wcześniej historię jego życia?

– Na początku wiedziałem, że był spowiednikiem s. Faustyny. Zresztą odnoszę wrażenie, że większość osób wie na temat ks. Sopoćki niewiele. Znają św. Faustynę, św. Jana Pawła II, ale o bł. ks. Michale Sopoćce wiedzą mniej. Tymczasem to postać niesamowita. Dużo tracimy, nie znając jego życia, w które zostało wpisanych wiele niezwykłych, wręcz cudownych wydarzeń...

– Z Pana słów i gestów łatwo odczytać, że teraz może Pan długo i barwnie mówić o swym bohaterze. Jak się Pan przygotowywał do zagrania tej roli?

– Gdy już wiedziałem, że zagram spowiednika s. Faustyny, to kupiłem „Dziennik” ks. Michała Sopoćki. Zresztą nadal do niego wracam. Tam są takie myśli, których nie sposób przeczytać na raz. Sięgnąłem także po „Dzienniczek” św. Faustyny. Oczywiście, wcześniej o nim wiedziałem, ale znałem tylko fragmenty, zwłaszcza te zasłyszane przy różnych okazjach. W „Dzienniczku” odszukałem wszystkie zapiski odnoszące się do ks. Sopoćki. Poznałem, co pisała o nim św. Faustyna i co mówił jej na temat spowiednika Pan Jezus. Czytałem to wszystko z wypiekami na twarzy. Myślałem: – To o mnie! (śmiech). Wracałem do tych fragmentów i krok po kroku poznawałem niezwykłego człowieka. I powoli budowałem rolę. Pomogły także rozmowy z reżyserem, ale też z moim bratem, dla którego bł. ks. Sopoćko jest osobą bliską. Dziś mogę powiedzieć, że błogosławiony, którego zagrałem, w pewnym sensie stanął na mojej drodze życia i od tego czasu go poznaję.

– Jaki obraz człowieka, kapłana wyłania się z „Dziennika” ks. Sopoćki?

– To poważny kapłan – chociaż osoba pracująca przy filmie przekonywała mnie, że był człowiekiem pogodnym, radosnym. Z moich spostrzeżeń wynika, że miał dystans do siebie, że dużo od siebie wymagał. Przykładem mogą być uwagi zapisane, gdy skończył 79 lat i stwierdził: „...drżę na myśl, że mogę stanąć przed sądem Bożym z pustymi rękami...”. A przecież tyle zrobił! Proszę zobaczyć, jaka pokora. My z reguły jesteśmy surowi, ale dla innych, a sobie raczej pobłażamy. U niego było na odwrót – siebie widział w bardzo krytycznym świetle. Poza tym, aby zrealizować zamierzenie, nie ustawał w działaniu. Był niezwykle pracowity. Z notatek wynika, że bardzo mu zależało na ludziach. W tym, co robił, był bardzo uczciwy. Nigdy nie stwarzał wokół siebie jakiejś otoczki niezwykłości, jakiegoś szczególnego powołania. Wiemy np., że s. Faustyna pisała „Dzienniczek” na polecenie ks. Sopoćki. Już po jej śmierci ks. Michał przyznał, że polecił jej robić notatki, ponieważ był bardzo zajęty i nie zawsze miał czas, aby jej słuchać. Łatwiej mu było w wolnej chwili czytać to, co napisała. Ale ks. Sopoćko nigdy nie przypisał sobie szczególnej roli w powstaniu „Dzienniczka”. Warto przypomnieć, że wiedział, iż kult nie od razu zostanie wprowadzony, ale konsekwentnie realizował powierzone mu dzieło. Nie zrażał się przeciwnościami. Miał świadomość, że im jest trudniej, tym bardziej jego misja ma sens. Myślę, że mieć zaprzyjaźnionego takiego świętego – to supersprawa. Zresztą Jan Paweł II mówił, że warto się przyjaźnić ze świętymi, bo to jest przyjaźń na zawsze. Dlatego cieszę się, że się zaprzyjaźniłem z bł. Michałem Sopoćką. Wierzę, że on do mnie mówi.

– Jak?

– Dam przykład. Ks. Sopoćko pyta Faustynę o pewną sprawę i ona zapewnia go, że zapyta o to Pana Jezusa. Ale podczas Eucharystii, którą ks. Sopoćko odprawia, przychodzi odpowiedź. Jednak ks. Michał nie odbiera tego jako słów Jezusa, wraca do tematu w rozmowie z Faustyną, która stwierdza, że przecież Pan Jezus już mu na to pytanie odpowiedział... I stąd refleksja, że my jesteśmy tak blisko Pana Jezusa, przyjmujemy Go w czasie Eucharystii, a wciąż o Nim zapominamy. On jest, a my Go nie widzimy, nie uświadamiamy sobie Jego obecności.

– Uczestniczył Pan w watykańskiej premierze filmu. Jakie wrażenia?

– Była ekscytacja. W Watykanie widziałem film po raz pierwszy. To była wersja angielska z włoskimi napisami. Pokaz zorganizowano w sali kinowej Filmoteki Watykańskiej w Palazzo San Carlo za Spiżową Bramą. Myślałem, że to będzie większa sala, ale siedzący obok mnie dziennikarz wyjaśnił, iż od pewnego czasu premiery odbywają się właśnie w tym miejscu, które jest bardziej kameralne. Zauważyłem tam wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej i od razu pomyślałem, że to zapewne ślad po Janie Pawle II. A w premierze uczestniczyli m.in. dostojnicy Kurii Rzymskiej, a także wikariusz generalny Zgromadzenia Księży Marianów Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny Joseph G. Roesch i były arcybiskup Palermo kard. Salvatore De Giorgi, który bardzo starannie przygotował wprowadzenie do filmu – widać było, że włożył w to wystąpienie wiele energii. Niesamowite było to, że watykańska premiera filmu odbyła się w przeddzień 60. rocznicy wprowadzenia przez Stolicę Apostolską zakazu szerzenia kultu Bożego Miłosierdzia według wizji s. Faustyny. Był to więc symboliczny moment, takie domknięcie tematu. W każdym razie dla nas, twórców filmu, ta premiera to wielkie szczęście i radość, że odbyła się właśnie w Watykanie. Bardzo chciałem tam być.

– A reakcje?

– Było dużo emocji. Zapamiętałem m.in. reakcję siedzącego obok mnie dziennikarza, który zaśmiał się głośno, gdy zobaczył, jak malarz reaguje na ciągłe uwagi Faustyny na temat powstającego obrazu. Dla mnie to było potwierdzenie, że film pokazuje w sposób naturalny to, co się wydarzyło, że nie ma w nim patosu, że wyeksponowano w nim ludzką naturę.

– Komu poleciłby Pan prawdziwą historię Miłości i Miłosierdzia?

– Jako pierwsze przychodzą mi do głowy osoby, które tej historii nie znają. Marzeniem by było, żeby ten film stał się przyczynkiem do nawrócenia. By Miłosierdzie „zadziałało” w taki sposób, że po obejrzeniu filmu jego poruszony odbiorca zaczyna na własną rękę szukać kolejnych informacji o Miłosierdziu i jego apostołach. Kolejną grupę mogą stanowić osoby, o których wspominaliśmy na początku rozmowy. To ludzie, którzy wiedzą, że ks. Sopoćko był spowiednikiem Faustyny. Być może po obejrzeniu filmu tacy widzowie zechcą bliżej poznać ks. Michała. Myślę, że na pewno ich ubogaci, jeśli wejdą w duchowość błogosławionego kapłana. Film ukazuje wiele wątków, wydarzeń, faktów, które warto poznać. Przykładem może być historia powstania pierwszego obrazu, jego niezwykłe losy. Ale warto pamiętać, co Pan Jezus powiedział na ten temat Faustynie: „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej” (Dz. 313). Myślę, że o tym trzeba pamiętać, kiedy modlimy się przed obrazem Jezusa Miłosiernego czy to w Wilnie, czy w Łagiewnikach, czy w wielu innych zakątkach świata. Upowszechnieniu tej prawdy o Bożej łasce służy ten film.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Wydarzenie roku – Kaplica Sykstyńska we Wrocławiu

2019-04-25 16:37

Agnieszka Bugała

Agnieszka Bugała

W kolegiacie Św. Krzyża dziennikarze mieli dziś możliwość obejrzeć wystawę przed jej oficjalnym otwarciem (zaplanowanym na 26 kwietnia). W prezentacji uczestniczyli Sascha Gajew, dyrektor finansowy firmy Yolo Event – organizatora wystawy w Europie oraz Martin Biallas prezes amerykańskiej firmy SEE Inc. Właściciela praw do wystawy i obrazów. Organizatorzy opowiadali o idei wystawy i powodach, dla których dzieła Michała Anioła wyruszyły z Watykanu na podbój świata.

https://wroclaw.niedziela.pl/zdjecia/2906/Kaplica-Sykstynska-we-Wroclawiu

Martin Biallas podkreślał, że z wizyty w Rzymie i zwiedzania Kaplicy Sykstyńskiej zapamiętał przede wszystkim długie kolejki po bilety, a później zbyt krótki czas na przyjrzeniu się dziełu. Freski są oddalone od oglądającego, bo kaplica jest duża, przez to wyjątkowe detale malowideł umykają. Zwrócił też uwagę na to, że w watykańskiej kaplicy nie można robić zdjęć historycznym freskom. – Na naszej wystawie można fotografować, oczywiście bez flesza, robić selfie na tle malowideł i dostrzec najmniejsze detale – mówił Biallas. – Zresztą, nie wszyscy mogą pojechać do Rzymu i odwiedzić Kaplicę, a nasza wystawa pozwala spotkać się z myślą Michała Anioła w waszym rodzinnym mieście – podkreślał.

Wystawa składa się z 34 fresków w stu procentach wiernych oryginałom. Można je podziwiać w takich rozmiarach, w jakich zostały namalowane, ale z bardzo bliska. Rozmiary replik ustawione na specjalnych stelażach, lub zawieszone tak, aby tworzyć sufit oryginalnej Sykstyny robią na widzu ogromne wrażenie. Rozmiary malowideł są imponujące. Obraz „Stworzenia Adama” ma 2,7 m wysokości i 5,7 m szerokości, gdy stajemy pod wielkim palcem Stworzyciela wzruszenie rodzi się samo. W Kaplicy malowidła na suficie oglądamy z odległości 20 metrów, tutaj są na wyciągniecie ręki. Warto też wiedzieć, że łączna powierzchnia wszystkich malowideł Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej zajmuje powierzchnię prawie 700m2. Wystawa, która zawitała do Wrocławia pozwala więc na kontakt ze sztuką najwyższego kunsztu na ogromnej przestrzeni.

Ekspozycję ustawiono w dolnym kościele Kolegiaty, czyli u św. Bartłomieja. Świątynia jest podzielona na trzy szerokie części, w każdej, po obydwu stronach, wiszą gigantyczne reprodukcje. W środkowej dodatkową atrakcją są malowidła sufitowe – wystarczy podnieść głowę i stajemy oko w oko z bohaterami Sykstyny. W górnej części Kolegiaty Św. Krzyża zawieszono obraz Sądu Ostatecznego.

Wystawa umożliwia odwiedzającym na widok fresków z bliskiej odległości, która jest niemożliwa w prawdziwej Kaplicy oraz poznanie historii, które kryją się za jednymi z najsłynniejszych dzieł sztuki wszechczasów. Freski sufitowe i przedstawienie Sądu Ostatecznego w rozmiarze ok. 150 m ² zostały odtworzone wiernie w swoich oryginalnych rozmiarach.

We Wrocławiu wystawa będzie gościć do 29 września, wstęp jest biletowany. Wystawie towarzyszy audioprzewodnik. Do wrocławskiej wersji tekstu o malowidłach Michała Anioła głosu użyczyła nasza dziennikarka, Agata Pieszko.

Bilety na wystawę „Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska”:

Jeden bilet uprawnia do wstępu na wystawę o dowolnej pełnej godzinie w godzinach otwarcia:

Zwiedzanie wystawy:

poniedziałek – czwartek: godz. 10.00 – 20.00, ostatnie wejście o godz. 19.00

piątek – sobota: godz. 10.00 – 21.00, ostatnie wejście o godz. 20.00

niedziela: godz. 10.00 – 20.00, ostatnie wejście o godz. 19.00

Bilet normalny 39,00 zł

Bilet ulgowy (studenci i seniorzy) 29,00 zł

Bilet szkolny 19,00 zł

Bilet rodzinny po 23,75 zł od osoby w czteroosobowej grupie

Dzieci do lat 6 – wstęp bezpłatny

Z okazji otwarcia wystawy listy do zwiedzających skierowali abp Józef Kupny, prezydent Wrocławia Jacek Sutryk i ks. Paweł Cembrowicz, proboszcz wrocławskiej katedry.

Metropolita wrocławski wyraził radość, że wystawa odbywa się właśnie we Wrocławiu. „Organizatorzy wystawy wybrali w Polsce miejsce niezwykłe – serce naszego miasta, a w nim gotycką Kolegiatę pod wezwaniem Świętego Krzyża (1288-1350) – napisał Abp. Kościół ten, obok Katedry, stanowi świadectwo niezwykłego rozwoju Wrocławia w okresie średniowiecza i znaczenia miasta w tamtym czasie na mapie Europy. Witając, Was Drodzy Goście, we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim, kieruję moją wdzięczność do organizatorów wystawy „Michał Anioł. Kaplica Sykstyńska”. Po wielu znanych i znakomitych miejscach świata, postanowili wybrać właśnie stolicę Dolnego Śląska – Wrocław. Dziękuje wszystkim, którzy byli otwarci na tę wystawę i współpracowali z organizatorami.

Ks. Paweł Cembrowicz napisał, że „To właśnie Ostrów Tumski jest duchowym sercem nie tylko Wrocławia, ale całego regionu. Kolegiata p.w. Świętego Krzyża (1288-1350) jest kościołem niezwykłym pod każdym względem: historycznym, architektonicznym i duchowym. Ten dwupoziomowy kościół został ufundowany przez wielkiego księcia śląskiego Bolesława IV Probusa (1257-1290). Jest znakiem pojednania po sporze z biskupem wrocławskim Tomaszem II (1230-1292). Kościół w stylu gotyku śląskiego jest przykładem wyjątkowej architektury tego okresu w architekturze. Składa się z dwóch poziomów: dolnego kościoła pod wezwaniem św. Bartłomieja (patrona Piastów Śląskich) i górnego kościoła p.w. Św. Krzyża. Przez całe wieki, aż do II wojny światowej, stanowił mauzoleum fundatora – księcia Bolesława Probusa. Dziś jego tumba jest eksponowana w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wystawę poświęconą freskom Michała Anioła z watykańskiej Kaplicy Sykstyńskiej podziwiacie Państwo w kościele dolnym. Natomiast fresk ściany szczytowej tejże Kaplicy możecie zobaczyć w kościele górnym. Tak zatem Ostrów Tumski, który nazywany jest przez wrocławian „małym Watykanem” przez kilka miesięcy 2019 roku oddycha klimatem niezwykłego miejsca dla duchowości, sztuki i kultury światowej, jakie stanowi Kaplica Sykstyńska. Obecna jest wśród nas dzięki ekspozycji wiernych replik jej fresków. Bardzo dziękuję organizatorom wystawy: berlińskiej firmie Yolo Event za wybór miejsca i współpracę. Wszystkim odwiedzającym życzę bogatych przeżyć duchowych i intelektualnych związanych z obcowaniem ze światową sztuką, która trafia do nas z samego Watykanu”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem