Reklama

Od radości do świadectwa

2015-06-09 13:32

Z Wojciechem Cejrowskim rozmawiał Mikołaj Wyrzykowski
Niedziela Ogólnopolska 24/2015, str. 20-22

Archiwum Wojciecha Cejrowskiego

Z dziennikarzem i podróżnikiem Wojciechem Cejrowskim rozmawia Mikołaj Wyrzykowski

MIKOŁAJ WYRZYKOWSKI: – Stand-up jest formą, w której występujący co kilka zdań musi wywołać salwę śmiechu publiczności. Co Pana najbardziej pociąga w takim rodzaju występu?

WOJCIECH CEJROWSKI: – Och, nie wiem. Amerykańscy komicy mnie rozśmieszają, a polski kabaret dużo rzadziej. Kiedy studiowałem w USA, dorabiałem sobie, występując w knajpie dla stand-uperów. To pociągające i ryzykowne – samotny człowiek z mikrofonem, bez rekwizytów, opowiada prawdziwe zdarzenia i co chwilę ma być salwa śmiechu. W Polsce kabaret polega na tym, że ktoś pisze skecz, a potem artysta wciela się w wymyśloną postać i odgrywa scenkę. Postać jest zawsze przerysowana, przesadzona. Amerykański komik opowiada historie prawdziwe, niezmyślone. Mnie to pociąga bardziej. To odważniejsza forma – nie zasłaniam się gitarą i piosenką, nie zasłaniam się kolegą ani rekwizytem. Różnica jest taka: jedni lubią paprykę słodką, łagodniejszą, a inni te małe, ostre papryczki. Ja wolę ostre, czyli stand-up.

– W wielu rozmowach opowiada Pan o potrzebie codziennego wyznawania wiary. Czy, Pana zdaniem, radość i wiara są ze sobą powiązane?

– Niekoniecznie w taki prosty sposób, że skoro się modlę, to zaznam radości. Być może całe moje życie będzie pasmem nieszczęść, znoju, smutku i zgryzoty, jesteśmy w końcu na tym „łez padole”, ale mamy obiecany raj. To w ten sposób wiara jest powiązana z radością. Być może jednak na naszą radość trzeba będzie poczekać aż do czasu po śmierci. Osoby wierzące są statystycznie radośniejsze dzięki temu, że wierzą w istnienie radości wiecznej.

– Po odwiedzeniu 60 krajów na całym świecie jakie dostrzega Pan różnice w radosnym wyznawaniu wiary?

– Nie bardzo wiem, o co konkretnie Pan pyta... Czym innym jest radosny, ale jednocześnie subtelny uśmiech św. Siostry Faustyny, a czym innym wrzaskliwe wybuchy radości w kościołach Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Msza św. to nie są imieniny u kochanej cioci czy u ulubionego kumpla, lecz coś w rodzaju dostojnego obiadu u brytyjskiej królowej – tak myślę. Podskoki i radosne wrzaski są odpowiednie na pielgrzymce, ale już nie w trakcie Mszy św. w kościele. Tak uważam, ale jestem w tej opinii odosobniony. Dlatego szukam kościołów, gdzie proboszczowie szanują przepisy liturgiczne i kanony w zakresie zachowań, stroju, muzyki, tekstów pieśni. W Polsce wciąż łatwo mi to znaleźć, w Amerykach jest to prawie niemożliwe. Powszechne jest np. to, że zmienia się tekst hymnu „Gloria” lub tekst wyznania wiary tylko po to, by słowa dopasowały się do jakiejś radosnej nieliturgicznej melodii. W Peru modne jest śpiewanie w kościołach na melodię przeboju „El condor pasa”, na Puerto Rico śpiewają do rytmu salsy. Kocham salsę, ale nie w kościele.

– Nieraz mówił Pan o odważnym ewangelizowaniu. Wiele osób słucha Pana programów i występów. Jak stara się Pan łączyć wykorzystywanie swojego talentu z ewangelizacją?

– Jak? Przede wszystkim zawsze i wszędzie, co oznacza, że nie uznaję takiej np. argumentacji, że w kościele nie powinno się mówić o polityce. Ja żądam, żeby się mówiło! Polityka to rzecz ważna, mająca wpływ na moje życie rodzinne, społeczne, religijne. Nauczanie Kościoła powinno obejmować wszystkie dziedziny życia, nie powinno wykluczać żadnej. A polityka powinna zawierać w sobie ryt chrześcijański, inaczej staje się groźna. No więc ewangelizacja ma być obecna zawsze i wszędzie. W mojej pracy pamiętam też o tym, że talenty dostałem od Boga. Owszem, pracuję nad nimi, staram się nie zmarnować ich i rozwijać je, ale zdolności są darem, a nie zasługą mojej pracy. Dostałem te zdolności w jakimś celu. Całe moje szczęście w życiu też dostałem w jakimś celu. A celem tym jest zbawienie mojej duszy oraz w miarę moich możliwości także innych dusz, na które mogę mieć wpływ. Szukam więc tego wpływu. Chcę, by moje książki były tak dobre, żeby wziął je do ręki nawet wróg Kościoła, jakiś potwór komunista, żeby zachwycił się formą, a przy okazji natknął się na treści wynikające z Ewangelii.
„Boso przez świat” oglądają wszyscy i wszystkim się podoba. Dostaję listy: „nienawidzę Pana poglądów, ale z wielkim zainteresowaniem czytam i oglądam Pana twórczość...”. O to właśnie mi chodzi. To jest ewangelizacja podkorowa, to jest oswajanie katolicyzmu, bo przecież „ten WC to jest katol, a ja go lubię, choć normalnie nie cierpię katoli”...

– Wiele razy wyruszał Pan na wyprawy do Amazonii w poszukiwaniu ludów pierwotnych, nieskażonych naszą cywilizacją. W jaki sposób podczas tych podróży doświadczał Pan spotkania z Bogiem?

– Czasami takich spotkań nie ma. Modlimy się poprawnie, chodzimy do kościoła, odmawiamy pacierze, czytamy Biblię, a spotkań nie ma. Innym razem siedzi człowiek na łodzi, rzeka płynie, zwija się w kolejnych zakrętach pierwszy tydzień, zwija się drugi tydzień, a ja siedzę na dziobie mojej łodzi jak św. Antoni Pustelnik i mam wrażenie fizycznej obecności Boga ze mną.

– Wyprawy do Ameryki Południowej nie zawsze były bezpieczne. W momentach zagrożeń nie stracił Pan ani razu wiary, że Bóg prawdziwie nad Panem czuwa?

– No co Pan? Jak to stracił? W sytuacji zagrożenia wiara zawsze mocno wzrasta – „kiedy trwoga, to do Boga” (śmiech). Kiedy mnie pytają, jak sobie radzę ze strachem, odpowiadam: „jadę na Różańcu”. Kiedyś mój indiański przewodnik zgubił się w puszczy. Błąkaliśmy się przez kilka dni bez orientacji, dokąd iść – cały czas „jechałem wtedy na Różańcu”. Kiedy samolot wpada w turbulencje – „jadę na Różańcu”. Mam taki specjalny, z papieskim przywilejem Benedykta XVI na wypadek nagłej śmierci. Wystarczy go wtedy z wiarą trzymać w dłoni i otrzymuje się łaski jak przy spowiedzi i namaszczeniu chorych.

– Odwiedził Pan wiele znanych miejsc pielgrzymkowych. Do których z nich lubi Pan najbardziej wracać i dlaczego?

– Najczęściej wracam do Guadalupe w Meksyku, gdzie Matka Boża objawiła się po raz pierwszy. Całe wieki przed Fatimą i innymi miejscami uznanymi przez Kościół. Staram się tam być raz w roku. Od wielu lat prowadzę tam pielgrzymki Księży Marianów, czasami też inne wyjazdy. Kilka tygodni temu pojechałem tam z moim najlepszym operatorem – panem Józefem Szymurą, który nakręcił najwięcej odcinków „Boso przez świat”. Modliliśmy się pod autoportretem Matki Bożej całą niedzielę, a potem polecieliśmy dalej w świat kręcić filmy.
Drugim miejscem, do którego wracam, gdy tylko jest mi po drodze, jest Jasna Góra nocą. Zwykle zatrzymuję się tam dyskretnie w drodze powrotnej z jakiegoś występu, czyli w środku nocy, kiedy jest spokojnie, nie ma tłoku, nie ma „radosnego wrzasku”, jest za to sacrum ciszy.

– W czasie podróżowania spotyka się wielu ludzi. Z niektórymi zamienia się parę słów i odchodzi, inni zostają w pamięci. Doświadczył Pan takiego spotkania, które coś w Panu zmieniło, wzmocniło Pana wiarę?

– Wiarę najbardziej wzmacniają moje publiczne spotkania z wrogami Kościoła. Staję w telewizji do spotkania z jakimś „lekarzem”, który zabija dzieci w łonach matek, i wtedy Bóg mi przymnaża wiary, wtedy czuję jej napływ. Była taka niesławna noc pod Pałacem Namiestnikowskim w Warszawie, kiedy pijany tłum szydził z krzyża, z Kościoła, z wiernych. Poszedłem tam w grupie, która miała otoczyć ten tłum i modlić się za jego plecami na różańcu. Tylko ja w tej naszej grupie partyzantów różańcowych miałem znaną gębę. Nie było więc sensu, bym stał z tyłu – wszedłem w sam środek, uniosłem mój różaniec wysoko i modliłem się tak przez kilka godzin tuż pod sceną, z której płynęły bluźnierstwa. Zboczeńcy podchodzili robić sobie przy mnie obraźliwe zdjęcia, tłum szydził, zaczepiał, a ja odmawiałem Różaniec; wiele razy w kółko. Tamtej nocy miałem mocną wiarę, a na co dzień jest ona słabsza. Bóg daje doładowanie, kiedy jest potrzebne. Skoro wiara jest darem, to chyba ma się jej tyle, ile Pan Bóg akurat wręczy, a potem ona nam stale wycieka przez palce i trzeba dostać znowu... doładowanie.

– Często oglądam Pana program „Boso przez świat”. Skąd wziął się pomysł, aby podróżować na bosaka?

– Wśród Indian chodzę tak jak oni, czyli boso. Buty są niedobre, nawet kiedy są najlepsze. W bucie jest ciemno, ciepło i wilgotno, czyli panuje tam klimat dobry dla grzybów i pleśni. Dlatego Indianie nie noszą butów. Bywa, że na polowanie zakładają kalosze, bo wąż nie jest w stanie przegryźć gumy, ale normalnie chodzą boso. Kiedy się chodzi boso, podeszwa stopy robi się twarda. Żeby utrzymać tę twardość, po powrocie do Polski nadal chodzę boso wszędzie, gdzie się da. To trochę dziwacznie wygląda, ale jednocześnie jest intrygujące i prawdziwe. Skoro prywatnie chodziłem boso, to uznaliśmy, że w moich filmach dokumentalnych powinienem to zachować. Skoro prywatnie noszę pstrokate koszule, uznaliśmy, że w filmie też powinienem. Dużo łatwiej się żyje, gdy człowiek jest na ekranie prawdziwy, taki sam jak w życiu, integralny, od wyglądu począwszy, na poglądach skończywszy.

– Ostatnią książką Pana autorstwa jest „Wyspa na prerii”. Opowiada w niej Pan o życiu na ranczu w Arizonie, dużo pisze Pan o cechach mieszkających tam ludzi i o wartościach, którymi się kierują. Jakie wartości są dla Pana najważniejsze?

– Eee... wie Pan, ja mam nadzieję, że to nie jest moja ostatnia książka, lecz najnowsza (śmiech). Już mnie Pan do grobu wsadza?
A co do wartości – to najważniejsze są dla mnie wartości chrześcijańskie. Jedynym celem życia jest zbawienie duszy. Wszystko inne to środki, a nie cele. A moi sąsiedzi – kowboje z Arizony – to uroczy lud. Żyją wartościami, które może Pan znać z westernów. Modlą się przed każdym posiłkiem, wstają, kiedy wchodzi kobieta, bronią rodziny ze strzelbą w ręku i za cenę własnego życia, a do tego są radośni – i zdaje mi się, że zatoczyliśmy w tej rozmowie koło, gdyż od wiary i radości zaczynał Pan pytać (śmiech).

* * *

Wojciech Cejrowski
znany polski dziennikarz, podróżnik, satyryk oraz autor książek. Jego ulubioną formą występów scenicznych jest stand-up, który przywiózł do Polski z Ameryki. Taki występ znacznie różni się od kabaretu – w centrum uwagi jest tutaj jedna osoba, która samotnie wychodzi na scenę, bez przebrań czy rekwizytów, i przez ponad godzinę opowiada historie wzięte ze swojego życia tak, aby publiczność co chwilę się śmiała. 18 maja br. Wojciech Cejrowski wystąpił w Toruniu ze stand-upem pt. „Prawo dżungli”.

Tagi:
wywiad Cejrowski

Wspieramy Polską Wieś

2019-10-09 08:38

Rozmawiał Maciej Laszczyk

Artur Stelmasiak/Niedziela
Anna Gembicka: Chcemy rozwijać szczególnie te miejscowości, które straciły lub tracą swoje funkcje społeczne i gospodarcze

Maciej Laszczyk: – Pani Minister, Janusz Wojciechowski został wybrany Komisarzem ds. rolnictwa w UE. Co to oznacza dla Polski?

Anna Gembicka: – To kolejny po zniesieniu wiz do USA sukces naszego kraju na arenie międzynarodowej. To bardzo dobra i ważna wiadomość dla Polski. Stanowisko Komisarza ds. rolnictwa to ogromna odpowiedzialność, ale i ogromne możliwości. W perspektywie lat 2021-2027 na Wspólną Politykę Rolną ma być przeznaczone 365 mld euro. To ogromna kwota. Dla porównania dochody budżetu Polski w 2019 r. mają wynieść 387,7 mld zł. Janusz Wojciechowski ma ogromne doświadczenie - był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, wicemarszałkiem sejmu, zasiadał w Europejskim Trybunale Obrachunkowym. Z pewnością jego kandydatura przysłuży się do zrealizowania przez PiS obietnicy zrównania dopłat dla rolników.

– Rząd PiS mocno inwestuje w Polską wieś.

– Tak. Bo Polska wieś jest dla nas bardzo ważna. Bezpieczeństwo żywnościowe to fundament Polski. Każdy korzysta codziennie z owoców pracy rolnika. My robimy wszystko, aby tę ciężką pracę docenić. W końcu wieś to też ostoja tradycyjnych wartości.

– Jaki są to wartości?

– Rodzina, wiara, patriotyzm. To podstawa społeczeństwa, ale też kręgosłup moralny. Dziś te wymienione przeze mnie wartości są atakowane z różnych stron. Polska wieś w nie wierzy i stoi na ich straży.

– Jednym z obszarów wsparcia wsi są Koła Gospodyń Wiejskich. Co się wydarzyło, że stały się one tak popularne?

– W 2018 roku przyjęta została ustawa o Kołach Gospodyń Wiejskich. Nadała ona nowy impuls do rozwoju tym organizacjom. Koła Gospodyń Wiejskich liczą sobie już blisko w Polsce 150 lat, mają długą tradycję. Postanowiliśmy je uhonorować i zaproponować nowe, szyte na miarę XXI wieku, możliwości. 

– Jakie są to możliwości?

– Koła otrzymały osobowość prawną, mogą prowadzić działalność gospodarczą i są zwolnione z podatku dochodowego oraz VAT (do 200 tys. zł). Nie muszą posiadać kasy fiskalnej, a ponadto posługują się uproszczoną ewidencją przychodów i kosztów. To zmiany, które uwolniły drzemiącą w Paniach przedsiębiorczość, dały im nowy impuls do rozwoju.

– Jak pani odnajduje się realizując program wsparcia wsi?

– Sama pochodzę ze wsi, więc bardzo dobrze się odnajduję w tych tematach, są mi bardzo bliskie bo sama miałam okazję ich doświadczyć. Spotykam się z wieloma ludźmi, słucham ich historii i pomagam jak tylko umiem. Przed polską wsią wiele wyzwań, ale jestem przekonana, że teka komisarza ds. rolnictwa na pewno przyczyni się do stworzenia lepszych możliwości rozwoju dla polskich rolników. 

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najlepszy rząd w historii III RP

2019-10-15 12:55

Artur Stelmasiak

Polacy podsumowali czteroletnią pracę polityków. Ich zdaniem rząd Prawa i Sprawiedliwości jest najlepszy w historii III RP, bo nikt wcześniej nie miał takiego poparcia. Zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych nikogo nie dziwi. Pytanie było raczej o to, jak duża będzie przewaga partii rządzącej nad konkurencją polityczną i czy będą mogli samodzielnie rządzić?

Facebook/pis

Okazuje się, że PiS nie tylko będzie samodzielnie rządzić, ale poprawiło swój wynik wyborczy z 2015 roku o ok. 6 punktów procentowych. - Żadna partia nigdy nie miała tak wysokiego wyniku wyborczego. Te miliony Polaków którzy nam zaufali, to wielkie zobowiązanie do spełnienia ich nadziei, by kolejne cztery lata były kluczowym etapem dla Polski jako państwa dobrobytu dla wszystkich - powiedział premier Mateusz Morawiecki.

O wiele bardziej stonowaną radość z historycznego zwycięstwa pokazał prezes PiS. - Przed nami kolejne 4 lata rządzenia, ale najpierw czeka nas refleksja nad tym co się nie udało, że wielu ludzi nas nie popiera, mimo oczywistych naszych osiągnięć - podkreślił Jarosław Kaczyński. Jego słowa jak zwykle były kierowane do Polaków, ale także do członków partii, by nie ulegali triumfalizmowi. - To co było naszą główną siłą, czyli wiarygodność, musi dalej trwać - mówił do członków PiS.

Jednostronna kampania

Kampania wyborcza, która wyniosła Prawo i Sprawiedliwość do kolejnego sukcesu była spokojna i merytoryczna. Koalicja Obywatelska zachowywała się tak, jakby już po wiosennych wyborach do europarlamentu wiedziała, że nie ma szans. Nie było więc prezentacji programu, a w kampanii co chwila zmieniano zdanie np. w sprawie programu 500plus. Walka polityczna ograniczyła się do przepychanek wewnątrzpartyjnych. - Zaletą tej kampanii wyborczej jest fakt, że pojawiła się dyskusja na temat opieki zdrowotnej, czy walki ze smogiem. Liczę na to, że teraz skończą się emocje i polaryzacja, a zacznie się minimum współpracy - mówi prof. Norbert Maliszewski, politolog z UKSW.

Niektórzy twierdzą nawet, że kampania była nudna w porównaniu do tej wiosennej, gdy emocje były rozpalone przez ataki środowisk LGBT na Kościół i wartości chrześcijańskie. Tym razem mieliśmy do czynienia jedynie z programową ofensywą PiS, który merytorycznie podkreślał swoje osiągnięcia, skutecznie ukrywał potknięcia i jednocześnie składał nowe obietnice. Skalę przewagi nad konkurencją najlepiej pokazały badania IBRiS, w którym prawie 60 proc. Polaków uznało, że najlepszą kampanię wyborczą miała partia rządząca. Na drugim miejscu była Koalicja Obywatelska tylko z 4,8 proc., a na Lewicę wskazało 3,5 proc. ankietowanych.

Kampanijnym ciosem dla Koalicji Obywatelskiej bez wątpienia były taśmy Sławomira Neumanna, w których dzień po dniu ujawniano kompromitujące kulisy partyjnej kuchni jednego z czołowych polityków Platformy Obywatelskiej. Rezygnacja z funkcji przewodniczącego klubu KO na niewiele się zdała, bo uznano ją za nic nie warty gest na końcu kadencji sejmu.

Wygrani przegrali

Natomiast w wyborach do Senatu większym sprytem wykazała się opozycja. W jednomandatowych okręgach wyborczych nie wystawiali konkurencyjnych dla siebie kandydatów. W ten sposób wszystkie partie opozycyjne były przeciwnikami PiS, który procentowo uzyskał do Senatu wyższy wynik niż do Sejmu, ale w gruncie rzeczy przegrał.

Efekt jest taki, że w 100 osobowym senacie PiS ma obecnie tylko 48 senatorów, a w poprzedniej kadencji było ich aż 61. Przyczyną tej porażki jest zmowa opozycji, ale także zlekceważenie przez partię rządzącą wyborów do wyższej izby parlamentu. - Było za małe wsparcie polityczne szczególnie w okręgach dla nas „trudnych” okręgach. Okazuje się wystarczyło zaniedbać dwa okręgi, które zdecydowały, kto ma większość w obecnym Senacie - mówi dla portalu Wpolityce senator Jan Maria Jackowski.

W kilku okręgach senackich zaszkodziły też wewnętrzne walki personalne w PiS. Albo struktury partyjne nie chciały pracować w kampanii senatora, albo dochodziło do "bratobójczych" walk, gdy byli senatorowie PiS zdecydowali o stracie z własnego komitetu. - Na przykład pan senator Bąkowski, startując ze swojego komitetu, wykluczony z Prawa i Sprawiedliwości, odebrał część elektoratu naszemu kandydatowi, panu wojewodzie Drelichowi, i to spowodowało, że skorzystał trzeci kandydat z Platformy Obywatelskiej - tłumaczy Jackowski.

Teraz trwają rozmowy i próby przeciągania pojedynczych senatorów na stronę PiS, bo gra toczy się o większość oraz kształt prezydium Senatu. Oczywiście utrata Senatu przez partię rządzącą nie jest katastrofą, ale może poważnie utrudnić legislację, a na pewno ją spowolni. Każdą ustawę Senat może blokować przez 30 dni, a przez ten czas dawać paliwo polityczne dla mediów i opozycji w Sejmie. - Ale Senat nie zatrzyma nas w realizacji naszego programu. Będzie zrealizowany w 100 procentach - zapewnia wicepremier Jacek Sasin.

Konkurencja po prawej stronie

Z dwucyfrowego wyniku wyborczego do Sejmu zadowolona jest lewica, Konfederacja z wejścia do Sejmu, a także o wiele lepszy niż sondażowy wynik ma PSL z Pawłem Kukizem na pokładzie. Sumując w miarę konserwatywne elektoraty PiS, PSL i Konfederacji okazuje się, że ok. 60 proc. Polaków ma tradycyjne preferencje wyborcze.

Polacy pokazali, że są konserwatystami, co zauważają także zagraniczne media. - Sukces PiS jest rezultatem bazowania na wartościach wyznawanych przez w przeważającej mierze konserwatywne społeczeństwo oraz na wyrównywaniu głębokich nierówności społecznych. PiS zapowiadał też obronę tradycyjnych wartości katolickich przed ofensywą zwolenników praw gejów i innych liberalnych haseł napływających z Zachodu - czytamy w komentarzach Amerykańskiej Agencji Associated Press.

W tej kadencji sejmu PiS będzie miał opozycję zarówno po lewej stronie sceny politycznej, jak i po prawej. Dobry wynik Konfederacji oznacza, że część konserwatywnych i młodych wyborców odchodzi od partii rządzącej, co może być efektem buntu, ale także zaniedbań ws. ochrony życia dzieci nienarodzonych i zbyt uległej postawy wobec agresji środowisk LGBT. - Zapewne politycy Konfederacji będą podnosić teraz temat amerykańskiej ustawy 447, czy postulat ochrony dzieci przed aborcją, a władze PiS będą musiały się do tego odnieść - mówił w studiu wyborczym red. Cezary Krysztopa z Tygodnika Solidarność.

Pierwszy raz od 2007 r. w Sejmie będzie formacja na prawo od PiS, a przecież sprawdzoną strategią Jarosława Kaczyńskiego była taktyka polityczna, by po prawej stronie od PiS nic znaczącego nie było. Jeśli politycy Konfederacji nie pokłócą się miedzy sobą i wygenerują spójny przekaz, to w kadencji 2019-2023 rządząca partia będzie musiała się z nimi liczyć, by nie stracić jeszcze większej liczby konserwatywnych wyborców.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Arcybiskup Paryża z nietypowym zaproszeniem dla dzieci na całym świecie

2019-10-21 21:17

azr (KAI) / Paryż

Arcybiskup Paryża Michel Aupetit zachęca dzieci z całego świata do udziału w konkursie na rysunek przedstawiający paryską katedrę Notre-Dame. Najlepsze prace zostaną wydrukowane na osłonie rusztowań, ustawionych wokół remontowanej świątyni.

pixabay.com

Konkurs przygotowany przez arcybiskupa Paryża z myślą o dzieciach ze wszystkich krajów na świecie potrwa do 1 marca. Do tego czasu dzieci mogą nadsyłać rysunki, przedstawiające katedrę "jaką znają i jaką sobie wyobrażają". Najlepsze spośród nadesłanych prac, zostaną wydrukowane na osłonie rusztowań, a także w specjalnej publikacji, przygotowanej z okazji rocznicy tragicznego pożaru paryskiej świątyni.

"Wasza dzisiejsza refleksja jest dla nas ważna, ponieważ to wy będziecie w przyszłości tymi młodymi i dorosłymi, którzy przybędą do tej odnowionej katedry, której drzwi będą dla was szeroko otwarte" - mówi w imieniu metropolity Paryża wikariusz generalny stołecznej diecezji, bp Benoist de Sinety.

Prace konkursowe można nadsyłać na adres: Opération “Dessine-moi Notre-Dame” 10 rue du Cloître Notre-Dame 75004 Paris Francja

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem