Reklama

Kieleccy neoprezbiterzy na Jasnej Górze

Dotykanie bliskości Boga

Dziewięciu neoprezbiterów diecezji kieleckiej 1 czerwca sprawowało Mszę św. w Kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej na Jasnej Górze. Dwa dni wcześniej, w sobotę 30 maja, w bazylice katedralnej w Kielcach przyjęli oni święcenia kapłańskie z rąk bp. Jana Piotrowskiego. Opiekun ich seminaryjnego rocznika – ks. dr hab. Tadeusz Gacia nawiązał w homilii do słów, którymi Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” (cz. 3) skomentował ostatnie zdanie Ewangelii o zwiastowaniu: „Wtedy odszedł od Niej anioł” (Łk 1, 38). Słowa papieża mogą doskonale wyrażać analogię między misją Maryi a misją kapłana: Maryja znowu zostaje sama. Anioł odchodzi, misja pozostaje, a wraz z nią wewnętrzna bliskość Boga, wewnętrzne widzenie i dotykanie Jego bliskości.

2015-06-09 13:32

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Zielone Świątki, tatarak w kątki!

Po Bożym Narodzeniu i Wielkanocy przez długie wieki w sposób najbardziej uroczysty świętowano właśnie Zesłanie Ducha Świętego. Jest to jedno z najstarszych świąt Kościoła wprowadzone już w II w. To Duch Święty napełnił mocą i żywą wiarą Apostołów tak, by na całym świecie mogli głosić prawdy wiary Chrystusowej.
W początkach chrześcijaństwa święto nosiło nazwę pentekoste - pięćdziesiąt dni po Wielkiej Nocy. W Polsce, podobnie jak w innych krajach europejskich, tradycje zielonoświątkowe łączą się jeszcze z elementami obyczajów pogańskich, szczególnie z tymi, które wiązały się ściśle ze świętem rolników i pasterzy. Obfitowały one w pieśni, modlitwy, procesje błagalne wśród pól o dobry urodzaj. W narożnikach pól zatykano gałązki zieleni, by chronić od gradobicia.
Różne regiony Polski dopracowały się nieco odmiennego obyczaju zielonoświątkowego, ale wszystkie łączyła radość z tej najpiękniejszej pory roku. Domy i obejścia musiały być udekorowane kaskadami zieloności, wśród której pierwsze miejsce zajmowały brzezina, jodła, klon i tatarak. Gałęzie zatykano za obrazy i belki, układano je na sprzętach i pułapach, a podłogę wysypywano rześko pachnącym tatarakiem.
„Musiało być wszędzie zielono: w oknach, ścianach, płotach - musiało się mienić świeżym liściem (...). W okolicach Pińczowa na ten dzień mieszkańcy wsi rozrzucają tatarak po podłodze w izbach i przed sieniami, a ponadto majętniejsi włościanie pieką na te święta placek z twarogiem, powszechnie tu nazywany kołaczem” (W. Siarkowski, Materyjały do etnografii ludu polskiego z okolic Pińczowa, reprint Kielce 2000, s. 25).
Zieleń była od czasów pogańskich łączona z tymi dniami. Zielone wieńce zdobiły głowy dziewcząt, a wieńce z liści brzozy, dębu i klonu zakładano nawet na szyje koni i rogi bydła, zaś wianuszki z polnych kwiatów opasywały szyje gęsi i kaczek. Wybór liści nie był przypadkowy; delikatna brzoza miała wzbudzać miłość i sympatię, dąb zapewniał przyjaźń i długie życie, a klon - zdrowie. Wierzono, że cechy te przechodzą z liści na zwierzęta.
Zielonym Świętom towarzyszyły zabawy ludowe, m.in. gonitwy czy wdrapywanie się na wysoki słup zwany majem (np. w okolicach Bliżyna), chodzenie po domach z „gaikiem” i zbieranie datków. Nie brakowało wówczas zabaw o charakterze matrymonialnym. Zdaniem przede wszystkim Oskara Kolberga, jak i innych etnografów, zwyczaje tego święta trzeba łączyć z tradycją sobótkową. W naszym regionie była ona szczególnie związana z Łysicą i okolicami Świętego Krzyża, gdzie świętowano według wręcz pradawnego schematu pogańskiego, a ponadto łączono to z organizacją w tych dniach jarmarku.
Jeszcze w średniowieczu Kościół zwalczał te zabawy jako uporczywe pozostałości pogańskie, pozwalając tylko na „majenie obejść zielenią, jako otwieranie zielonych bram dla Ducha Świętego, aby zechciał nawiedzić domy dla oświecenia serc i umysłów mieszkańców” (H. Szymanderska, Polskie tradycje świąteczne, Świat Książki, Warszawa 2003, s. 258). W 1468 r. król Kazimierz Jagiellończyk zakazał urządzania w tych dniach zgromadzeń na Łysej Górze. Z powodu „niezliczonych, gorszących wypadków” Kościół zabraniał także surowo obrzędów na Łyśćcu, ale zebrania przeniosły się wówczas na Górę Witosławską - prawdopodobnie dawne pogańskie miejsce kultowe w Paśmie Jeleniowskim.
Zwyczaj ogni sobótkowych w drugi dzień Zielonych Świąt do niedawna bywał praktykowany w niektórych rejonach. Tak oto Władysław Anczyc pisał przed laty o sobótkach:
„Rzecz szczególna, że gdy w innych stronach Polski obrzęd ten od wieków odbywa się w wigilię św. Jana, w Krakowskiem palą sobótki w dzień Zielonych Świątek. Wieczorem od Ojcowa do Lanckorony, od Wzgórz Chełmskich aż po mogiłę Wandy, cały widnokrąg goreje tysiącami ognisk po wzgórkach, jak nieprzejrzane obozowisko wśród nocy. Przy każdym ognisku mnóstwo włościan otacza kręgiem palący się stos gałęzi i słomy, wciąż podsycany. W pośrodku bucha ciemnym płomieniem beczka smolna umyślnie na ten cel u smolarzy zakupiona. Dookoła stosu biegają chłopcy, często skaczący przez ogień, jakby przez kąpiel dla oczyszczenia grzechów...”.
Od 1931 r. Zielone Świątki stały się świętem ruchu ludowego, kiedy to stare tradycje zaczęto łączyć z wystąpieniami i wiecami ludowymi. W polskim kalendarzu Zielone Święta trwały dwa dni aż do r. 1957, kiedy to drugi dzień przestał być dniem wolnym

Charakterystyczną rośliną Zielonych Świątek jest balsamiczny tatarak, powszechnie używany od XVI w., gdyż wcześniej ta pospolita roślina, zarastająca bujnie brzegi stawów i strumieni, nie była znana.
Tatarak przywędrował z Azji. Przywieźli go do Pragi z Konstantynopola posłowie cesarscy przy tureckim dworze, skąd rozpowszechnił się po całej Europie Środkowej. Równie dobrze mógł przybyć do Polski z najazdami tatarskimi. Jednakże już w starożytności stosowany był do okadzania sprzętów i pomieszczeń. Dotąd Indianie Ameryki Północnej, gdy są zmęczeni, stosują proszek lub wywar z tataraku. Ludowe nazwy tej rośliny to: tatarczuk, tatarskie ziele, ajer, bluszcz, kalmus, łobzie, szuwar. Liście tataraku były używane jako podkładka do wypieku chleba, a jego kłącza - do pielęgnacji włosów. Bywa on także stosowany do wyrobu suchej konfitury z tataraku i kalmusówki bądź wykwintnych likierów, a także dodawany do mięs. Niestety, tego rodzaju tatarakowe tajniki kulinarne, pozostają raczej tajemnicą naszych prababek.

CZYTAJ DALEJ

Maryja patrząca na mnie - wizerunek Matki Bożej Skępskiej

W święto Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła przedstawiamy Jej kolejny, niezwykły wizerunek. Dziś przenosimy się na Ziemię Dobrzyńską do miejscowości Skępe. Skępe otrzymało prawa miejskie już w 1445 roku. W 1496 roku Zofia Kościelecka fundatorka kościoła, jako wotum za uratowanie nóg sprowadziła z Poznania do Skępego drewnianą figurę Matki Bożej.

Była to późnogotycka figura przedstawiająca stojącą, młodziutką, lekko uśmiechniętą Matkę Bożą ze złożonymi do modlitwy rękami. Już dwa lata później w 1498 roku do Skępego zostali sprowadzeni ojcowie bernardyni, którzy przez kolejne dziesięciolecia zbudowali okazały klasztor i bazylikę. Sława Patronki Ziemi Dobrzyńskiej spowodowała, że w dzień zesłania Ducha Świętego – 18 V 1755, figura Matki Bożej Skępskiej została ukoronowana koronami papieskimi przez bp. Fabiana Pląskowskiego. Była to 14 koronacja wizerunku Matki Bożej w Rzeczypospolitej. Wraz z koronami, figura została okryta srebrnymi, pozłacanymi barokowymi szatami, a całość umieszczona na półksiężycu. Jest to istotna informacja bowiem od tego czasu oryginalna figura była przez 200 lat zakryta.

Stąd też w licznych rzeźbach, obrazkach, plakietach, medalikach czy w końcu nielicznych obrazach jest tak właśnie przedstawiana. Dopiero w 1954 r. zdjęto srebrną sukienkę i oczom wiernych ukazała się oryginalna rzeźba. Odsłonięcie późno gotyckiej rzeźby Matki Bożej Skępskiej ukazało charakterystyczne wybrzuszenie sukni Maryi. Współcześni badacze skłaniają się do uznania, że mamy do czynienia z wizerunkiem Matki Bożej Brzemiennej. Nie podlega natomiast żadnej wątpliwości, że jest to przedstawienie Maryi jako Służebnicy Pańskiej znanej z licznych obrazów i rzeźb Zwiastowania. Można więc podsumować, że jest to rzeźba przedstawiającą młodą Maryję obdarowaną przez Ducha Świętego w tajemnicy Zwiastowania, a następnie będącą w stanie brzemiennym.

Na przestrzeni wieków powstało wiele kopii cudownej figury ze Skępska, które są rozsiane po Ziemi Dobrzyńskiej w kapliczkach i wiejskich kościółkach (kościół w Rużu, kapliczka w Chrostkowie i Janiszewie). Wszystkie one ukazują Matkę Bożą w barokowej obszernej sukni z półksiężycem u stóp. Zdecydowana większość z tych kopii to rzeźby o różnym poziomie artystycznym. Warto wspomnieć o rzeźbiarskim rodzie Mikołowskich z XIX w. tworzących drewniane kopie Królowej ze Skępna. Kopią malarską jest zaś obraz z kościoła w Żurawinie koło Sierpca. Jak wspomniałem do rzadkości należą obrazy, stąd tym większa radość z możliwości przedstawienia tak unikalnego płótna w Tygodniku Katolickim Niedziela.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję