Reklama

Kościół

Prokurator Witkowski: trzeba wznowić proces toruński w sprawie śmierci ks. Popiełuszki [część IV]

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim o wynikach sekcji zwłok w interpretacji biegłych profesorów medycyny sądowej, rozmawia Milena Kindziuk (część IV).

2026-01-21 12:00

[ TEMATY ]

Milena Kindziuk

bł. ks. Jerzy Popiełuszko

Muzeum ks. Jerzego Popiełuszki/40rocznica.popieluszko.net.pl

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Znane są wyniki sekcji zwłok ks. Popiełuszki przeprowadzonej w Zakładzie Medycyny Sądowej w Białymstoku pod kierunkiem prof. Marii Byrdy i dr. Tadeusza Jóźwika. Biegli ci 31 października 1984 r. sporządzili ,,Protokół oględzin zewnętrznych i wewnętrznych zwłok Jerzego Popiełuszki” wydając zarazem „Opinię tymczasową” ale potem, już w trakcie śledztwa i procesu toruńskiego pojawiły się kolejne opinie, a nawet sprostowania do tych wcześniej wydanych. Jak to należy rozumieć? Która wersja jest w pełni poprawna?

Reklama

- Trudno oceniać w ogólnych kategoriach poprawności. Na pewno, żadna z nich nie jest kompletna. Ich lektura każe stawiać dalsze pytania, doprecyzowujące użyte sformułowania, względnie, każe żądać wypowiedzi biegłych tam, gdzie zostały pominięte, jak twierdzę, w pełni świadomie. Niemniej, mamy to, co mamy, i ta dokumentacja sądowo - lekarska pozostaje jedynym źródłem poznania w kluczowych kwestiach w tej dziedzinie wiedzy specjalistycznej - przy zastrzeżeniu, że chodzi o pracę biegłych wprost na zwłokach. Najwierniej mechanizm zejścia śmiertelnego księdza oddaje treść drugiej z kolei opinii, określonej mianem „ostatecznej”, z 30 listopada 1984 roku. Niemniej opinie z 31 października i 30 listopada 1984 roku, a także kolejne, formułowane przez biegłych ustnie do protokołu rozprawy sądowej, milczą w podstawowej kwestii czasu zgonu księdza z punktu widzenia, zaznaczam: sądowo – lekarskiego. Tę elementarną lukę w opiniowaniu uzupełniłem w możliwym stopniu, powołując zespół biegłych medyków sądowych, profesorów medycyny, w śledztwie IPN w 2002 roku. Wydali oni najnowszą w tej sprawie opinię z września 2002 roku na podstawie badań aktowych.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

- Jakie inne nieprawidłowości w opiniach białostockich biegłych mógłby Pan Prokurator wskazać?

- Charakter obrażeń stwierdzonych na zwłokach księdza Popiełuszki wskazywał na dużą intensywność ich zadawania i rozłożenie w dłuższym czasie, niż dwie godziny, jak to przyjęto w wersji oficjalnej. Od tej strony treść opinii białostockiej sztucznie i „na siłę”, według mnie, skorelowano z wyjaśnieniami oskarżonych o zabójstwo kapłana - Piotrowskiego, Pękali i Chmielewskiego, którzy twierdzili, że ks. Popiełuszko został wrzucony do Wisły już w nocy z 19 na 20 października. Dwie godziny od uprowadzenia. Manipulacji tej dowodzi m. in. treść innej, nieoznaczonej datą „opinii” biegłych Byrdy i Jóźwika, określonej jako „Opinia w nawiązaniu do wydanej opinii ostatecznej z dnia 30.11.84.” Jeżeli uwzględnimy fakt, że prof. Maria Byrdy nazwała wprost przywołane wyjaśnienia trzech porywaczy jako „fragmentaryczne” i „enigmatyczne”, innymi słowy, niewiarygodne, no to mamy tu jakiś rodzaj „rozdwojenia jaźni”. Oto ewidentne kłamstwa tych porywaczy przyjęto jako faktyczną podstawę sądowo - lekarskiego opiniowania. A przy tym, co istotne, pominięto wskazanie czasu zgonu z tego właśnie punktu widzenia. A tego przede wszystkim należało oczekiwać od biegłych sądowych tej specjalizacji.

Reklama

Kolejna kwestia: ze stwierdzeń opinii niezbicie wynika, że ksiądz Popiełuszko w trakcie katowania obficie krwawił. Skoro w tym stanie ksiądz miał być przewożony w bagażniku samochodu porywaczy, to ujawniono by w nim liczne ślady krwawe. Tymczasem nie stwierdzono ich tam w śladowej choćby ilości. Ponad wszelką wątpliwość zatem, ksiądz Popiełuszko nie był przewożony w bagażniku samochodu porywaczy, jak to głosi wersja oficjalna. Biegli białostoccy wzmiankując jedynie o tym obfitym krwawieniu, całkowicie pominęli odniesienie się do tej kwestii w wywodach swoich opinii.

Milena Kindziuk

Prokurator Andrzej Witkowski

Prokurator Andrzej Witkowski

NOWE BADANIA WYNIKÓW SEKCJI ZWŁOK

W toku prowadzonego przez IPN śledztwa w 2002 roku powołał Pan Prokurator dodatkowy zespół biegłych do oceny wyników sekcji zwłok. Dlaczego? Czy już wtedy opinia biegłych białostockich z 1984 roku nie była dla Pana miarodajna?

Nie była, bo nie mogła być, gdyż pominięto w niej wskazanie czasu zgonu w oparciu o stricte sądowo – lekarską dziedzinę wiedzy medycznej. Aby racjonalnie kontynuować śledztwo po uzyskaniu zeznań świadków o wrzuceniu zwłok księdza do Wisły 25 października, musiałem mieć stuprocentową pewność, że właśnie z sądowo – lekarskiego punktu widzenia zwłoki, w oparciu o ich obraz z sekcji, mogły zalegać w wodzie nie jedenaście, ale jedynie przez pięć dni. Miałem wówczas za sobą dwadzieścia lat praktyki śledczej i ani jednego, podobnego przypadku, kiedy to służby specjalne państwa komunistycznego do tego stopnia zmanipulowałyby wymiar sprawiedliwości w konkretnej sprawie. Skutecznie doprowadziły do tego, by podstawę faktyczną orzeczeń sądów pierwszej i drugiej instancji stanowiły fałszywe dowody wytworzone przez funkcjonariuszy publicznych. By na tej podstawie wydano prawomocny wyrok. Przyznaję, że te fakty procesowe uśpiły moją czujność na jakiś czas. Na szczęście, szybko nastąpiło przebudzenie z tego post - peerelowskiego mirażu. Już w połowie 1991 roku.

Reklama

Kto wchodził w skład zespołu biegłych powołanego przez Pana do oceny sekcji zwłok w 2002 roku?

Powołałem zespół trzech biegłych profesorów medycyny sądowej: prof. dr. hab. n. med. Aleksandra Dubrzyńskiego z Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Warszawie, prof. dr. hab. n. med. Władysława Nasiłowskiego z Zakładu Medycyny Sądowej Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach i dr. Jana Dzidę z Zakładu Medycyny Sądowej Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi. Zależało mi, żeby reprezentowali różne, niezależne naukowe ośrodki badawcze. Z każdym z nich miałem wcześniej kontakt służbowy w prowadzonych przeze mnie śledztwach w sprawach o zabójstwa o skomplikowanych stanach faktycznych ( w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych).

Czy każdy z profesorów medycyny badał materiały z sekcji osobno?

To był warunek sine qua non. Każdemu z biegłych przekazano odrębnie pełną dokumentację. Była to cała procedura, najpierw miało miejsce oficjalne wręczenie im tych materiałów. Ówczesny prezes IPN prof. Leon Kieres nadał temu wydarzeniu niebywałą w podobnych sytuacjach rangę. Zorganizowana została w IPN uroczysta wręcz narada. Wzięli w niej udział trzej powołani biegli, ówczesny dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, prof. Witold Kulesza, jeden z prokuratorów lubelskiego IPN, prokurator nadzoru z głównej komisji, i ja.

Reklama

Naradzie przewodniczył prof. Kieres. Każdemu z biegłych wręczono osobną teczkę zawierającą kserokopie dokumentacji sądowo – lekarskich z akt Sądu Wojewódzkiego w Toruniu oraz inne materiały i dokumenty ze śledztwa IPN. Były tam też sporządzone przez odpowiednie instytucje wykazy warunków atmosferycznych na tamie od 19 do 30 października 1984 r., inne niezbędne do wydania opinii dokumenty. Następnie razem z przedstawicielem z lubelskiej grupy śledczej IPN nakreśliliśmy stan ustaleń sprawy. Wywiązała się robocza dyskusja.

Po sporządzeniu opinii przez biegłych medyków spotkaliśmy się z nimi na naradzie w mniejszym już gronie prokuratorów. Biegli z zakresu medycyny sądowej przedstawili wyniki swojej pracy. W treści końcowej opinii stwierdzili, że z sądowo – lekarskiego punktu widzenia, zgon księdza Popiełuszki mógł nastąpić 25 października, a najpóźniej w dniu 26 października 1984 roku.

PRZESŁANKI MEDYCZNE DO OKREŚLENIA MOMENTU ŚMIERCI

- Pan Prokurator dowodzi, że na okoliczności śmierci ks. Jerzego wskazują plamy opadowe, jakie pojawiły na ciele po jego śmierci. Wiadomo bowiem, że po ustaniu krążenia krew pod wpływem grawitacji gromadzi się w najniżej położonych częściach ciała, powodując przebarwienia powłok skórnych w tych miejscach. Czy tak?

- Tak jest w istocie. Umiejscowienie plam opadowych na zwłokach księdza stwierdzone podczas sekcji dowodzi, że w przedziale czasowym od pięciu do dwunastu godzin od momentu ustania funkcji życiowych zwłoki księdza znajdowały się w pozycji „na brzuchu”. Odniesienie się w opinii do tych kwestii biegli białostoccy całkowicie pominęli.

Reklama

Z drugiej strony, ani prokurator ani sąd ich o to nie pytał. Ale i tak chwała owym biegłym za to, że umiejscowienie plam opadowych w ogóle opisali w sprawozdaniu z badań sekcyjnych. Może wybrzmiewa to nieco sarkastycznie. Niemniej, dzięki temu opisowi przynajmniej po latach możemy odnieść się do tak ważnego zagadnienia. Tak, w tym konkretnym przypadku, lokalizacja przeważającej części plam opadowych na klatce piersiowej i brzuchu wskazuje jednoznacznie, że zwłoki księdza przez jakiś czas zalegały w pozycji na brzuchu, zanim przyjęły ostateczną pozycję w wodzie po ich wrzuceniu do rzeki. W tym położeniu, „na brzuchu” najprawdopodobniej znajdowały się także w czasie przewożenia z Kazunia na tamę we Włocławku w dniu 25 października 1984 roku.

Ustalenia te samoistnie wykluczają, by księdza zamordowano i wrzucono do Wisły w okresie dwóch godzin od bezprawnego pozbawienia go wolności. Głosząca tę niedorzeczność wersja oficjalna zdarzenia, przyjęta przez toruński sąd, pozostaje w sprzeczności z kanonami wiedzy sądowo – lekarskiej oraz ustaleniami faktycznymi sprawy.

- Ważne znaczenie przy ustalaniu czasu zgonu, jak dowodzi Pan Prokurator, ma również stężenie pośmiertne, czyli, krótko mówiąc, sztywność mięśni, jaka pojawia się po śmierci, gdy ustają procesy życiowe. Ten skurcz włókien mięśniowych ustępuje po kilka dniach na skutek rozkładu tkanek. Jak to było w przypadku ks. Popiełuszki?

Reklama

- Skoro dotykamy zagadnienia o istotnym znaczeniu dla wyjaśnienia tej sprawy, pozwoli Pani Redaktor, że w odpowiedzi odwołam się wprost do wykładu przedmiotu, zawartego w książce wybitnych autorytetów w dziedzinie medycyny sądowej, mianowicie profesorów Edmunda Chróścielewskiego i Stefana Raszei, pt. „Sekcja zwłok” (PZWL, Warszawa 1990). Dowodzą oni, że początek ustępowania stężenia pośmiertnego następuje od trzech do czterech dni post mortem. Jego całkowite ustąpienie wykazuje wahania zależne od temperatury otoczenia. Otóż w trakcie sekcji zwłok księdza Jerzego 31.10.1984 r. stwierdzono „stężenie pośmiertne obecne w kończynach dolnych i w kończynach górnych oraz w mięśni żwaczy słabe, łatwo dające się pokonać”. Było to stężenie pośmiertne już ustępujące.

Stan stężenia pośmiertnego zwłok księdza, stwierdzony podczas sekcji stanowi zatem kolejny istotny dowód na to, że do jego zejścia śmiertelnego doszło w dniu 25.10.1984 r.

Stanu stężenia pośmiertnego zwłok, twierdzę, celowo, nie zbadano 30.10.1984 r., w trakcie ich oględzin zewnętrznych po „oficjalnym” wyłowieniu zwłok z Wisły 30 października. Dlaczego? Bo na kilkanaście godzin przed sekcją w Białymstoku byłoby ono z pewnością jeszcze większe, niż to stwierdzono dzień później. A to jeszcze bardziej skomplikowałoby fałszywą narrację toruńskiej, tzw. wersji oficjalnej.

Po tym, jak przesłuchałem profesora Chróścielewskiego w charakterze świadka w połowie 1991 roku, sprezentował mi on wspomnianą, fachową publikację książkową pt. „Sekcja zwłok”, wraz z osobistą dedykacją. Jakby w sposób dorozumiany sprecyzował już wówczas właściwy kierunek ustalania prawdy w tej sprawie z punktu widzenia swojej specjalności. Przypomnę, że z ramienia Episkopatu Polski był on obecny przy sekcji zwłok księdza 31 października 1984 r., jednak bez prawa wypowiadania się w tej sprawie.

Reklama

Reasumując, wyniki sekcji w dniu 31 października 1984 roku wykazały utrzymywanie się w zwłokach ustępującego stężenia pośmiertnego. Fakt ten dowodzi, że funkcje życiowe ks. Popiełuszki ustały kilka dni przed tymi badaniami sekcyjnymi. Jest to naukowa miara, nie opinia nieumocowana w faktach, która wyklucza aż jedenastodniową zaszłość. Czy to się komuś podoba, czy nie. Proszę zauważyć, jak ściśle wynik badań sądowo – lekarskich w tym zakresie koresponduje z zeznaniami świadków, którzy widzieli, jak zwłoki księdza wrzucono do Wisły z tamy przed północą 25 października.

Pojawiają się jednak opinie, że skoro podczas sekcji w zawartości żołądka znaleziono grudki sera, to znaczy, iż ksiądz został zamordowany 19 października, po upływie dwóch godzin po spożytej kolacji, na której podobno spożywał ser …

Dlaczego akurat dziewiętnastego, a nie dwudziestego piątego? Równie dobrze po sześciu dniach od uwięzienia, czyli 25., na krótko przed pozbawieniem życia, oprawcy mogli dać księdzu coś do zjedzenia. To po pierwsze.

Po drugie, nawiązując do owych mitycznych już „grudek sera”, ocenę tego stanu rzeczy chciałbym przedstawić przytaczając cytat z opinii zespołu biegłych profesorów z 2002 roku, o której była już mowa. Oto fragment ich opinii w tym przedmiocie: „Obecność w żołądku zmarłego nadtrawionych resztek pokarmowych wskazuje, że zgon nastąpił w stosunkowo krótkim czasie po posiłku, rzędu kilku godzin. Biegli przeprowadzający sekcję użyli określenia >, co wcale nie jest jednoznaczne z tym, że był to faktycznie ser. Nadtrawiony pokarm jest bardzo trudny w ocenie gołym okiem. Podobnie mogą wyglądać grudki ściętego białka jaja. Z przeprowadzonych badań dodatkowych wiadomo jedynie, że zawierały one tłuszcz, lecz w niewielkiej ilości (pojedyncze drobne kuleczki)”.

Wymowne, nieprawdaż? Najkrócej mówiąc, żaden dowód owe mityczne „grudki”. To zwyczajny fake news wrzucony do obiegu przez machinę kłamstwa.

Karol Porwich/Niedziela

DR JÓŹWIK: RAPORT Z SEKCJI BYŁ „TAKI JAK KAZANO”

Reklama

- Panie Prokuratorze, dlaczego zwłoki ks. Popiełuszki wyłowione z Wisły 30 października zawieziono do Białegostoku, i tam przeprowadzono sekcję, a nie w Warszawie, gdzie chyba byłoby większe zaplecze i nadzór naukowy?

Reklama

- Jak wynika z protokołu przesłuchania niedoszłego „generała” Adama Pietruszki - w 1984 roku wicedyrektora departamentu IV MSW, nie chciano przekazywać sekcji „do Warszawy, gdzie są nasi znajomi [medycy sądowi, sympatyzujący z >]” – jak mówił Pietruszka. Przytoczę fragment jego zeznań złożonych 12.09.1990 r. w toku śledztwa departamentu prokuratury Ministerstwa Sprawiedliwości: „Gdy już odnaleziono zwłoki księdza Popiełuszki, nadal nie było skrystalizowanego kierunku wyjaśniania sprawy (…). Preferowano tezę, że inspiracja przypisana podziemiu spowoduje jego kompromitację oraz odcięcie się odeń kościoła. (…). Wobec tak zakreślonych perspektyw dalszego prowadzenia śledztwa, oddanie zwłok księdza Popiełuszki na badanie przyczyn jego śmierci do najbliższych Akademii Medycznych w stosunku do miejsca znalezienia zwłok, to jest Bydgoszczy albo Warszawy mogłoby powyższe zamierzenia co do ukierunkowania śledztwa pokrzyżować z uwagi na prosolidarnościowe postawy tamtejszej kadry naukowej. Wykorzystano więc możliwości operacyjne, jakie posiadała Służba Bezpieczeństwa w Akademii Medycznej w Białymstoku, przez które zapewniono sobie kontrolę nad opinią z badania zwłok. Oficjalnie natomiast podano, że zwłoki przewieziono do Białegostoku, kierując się chęcią obniżenia kosztów pogrzebu. Planowano bowiem przy tej okazji pochować księdza Popiełuszkę w jego rodzinnych stronach, znajdujących się w białostockiem”.

Służby komunistyczne potrzebowały lojalnych sobie ludzi różnych profesji. Dodam, że w prowadzonym przeze mnie śledztwie przytoczone zeznania świadka Adama Pietruszki zweryfikowano jako szczere i odpowiadające prawdzie.

- Czy zatem profesor Maria Byrdy, kierująca sekcją zwłok ks. Jerzego Popiełuszki, działała pod presją, pełniąc funkcję biegłego w tej sprawie?

- Tak. Sama przyznała to po latach. Podstawę faktyczną, z której wywodziła wnioski w zakresie swojej specjalności, stanowiły niewiarygodne, według niej samej, wyjaśnienia oskarżonych – Piotrowskiego, Pękali, Chmielewskiego – i częściowo, zeznania kierowcy księdza, Waldemara Chrostowskiego. Z tych skonstruowanych w Biurze Śledczym MSW „materiałów źródłowych” wynikły znaczące niedoróbki, braki i rażące niekonsekwencje w opinii sporządzonej przez panią profesor i asystującego jej doktora.

Przy normalnym opiniowaniu, wprost trudno byłoby sobie wyobrazić, by medyk sądowy tej rangi – w sprawie tak dużej wagi i zawiłości, także: w znanych mi realiach lat osiemdziesiątych – pominął przed wydaniem opinii, ot, tak dla przykładu: dokonania absolutnie elementarnych badań w zakresie czynności sekcyjnych.

- Jakie czynności pominięto?

Reklama

- Nie przeprowadzono standardowych dla podobnych sytuacji badań materiału biologicznego ze zwłok w postaci płynu mózgowo-rdzeniowego i ciałka (dzisiejsza terminologia: ciała) szklistego oka. Dlaczego? Otóż z tego powodu, że ich wyniki pozwoliłyby w miarę precyzyjnie określić czas, jaki upłynął od momentu zgonu do czasu prowadzenia sekcji, czyli zaledwie kilka dni. A to „położyłoby na łopatki” uknutą podstępnie tzw. wersję oficjalną zdarzenia z jedenastodniowym zaleganiem zwłok w wodzie. I tak, wyszło z owych machinacji istne kuriozum. Profesor Byrdy podjęła ryzyko utraty zawodowej reputacji, by spełnić oczekiwania Kiszczaka w przedmiocie wyników sekcji. Zważmy, jak ogromny dyskomfort musiała znosić, przecząc samej sobie. Nad „prawidłowością” prowadzenia badań sekcyjnych i późniejszego opiniowania przez panią profesor i jej asystenta, dr. Jóźwika, pieczę sprawowała liczna grupa funkcjonariuszy MSW.

- Pan Prokurator przesłuchiwał w śledztwie doktora Jóźwika, który uczestniczył w sekcji, czy potwierdził, że działał pod presją?

- Tak, potwierdził to, gdy zeznawał przede mną w śledztwie IPN w 2004 roku. Wspominał o „smutnych panach”, którzy pilnowali prosektorium i „prawidłowości opiniowania”. Nie mogę niczego więcej na ten temat powiedzieć, gdyż protokół przesłuchania przeze mnie świadka Jóźwika nie został udostępniony przez IPN do wiadomości publicznej i – według mojej wiedzy – wciąż stanowi integralną część materiałów toczącego się śledztwa.

- W takim razie tak ogólnie: co jeszcze ujawnił w śledztwie dr Jóźwik?

-Zarówno presja obecnych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, jak i ścisły nadzór ze strony prof. Marii Byrdy, sytuowały dr. Jóźwika w roli „podwykonawcy” dzieła napoczętego przez większych od niego w peerelowskiej „pozytywnej rzeczywistości”. Krytyczne uwagi, które wcześniej odnosiłem do sposobu opiniowania przez białostockich medyków sądowych odnoszą się, na równi z prof. Byrdy, również do dr. Jóźwika. Ten, broniąc za wszelką cenę zawodowej reputacji, wciąż obstaje „przy swoim”.

- Dlaczego dr Jóźwik doszedł do innych wniosków z sekcji niż te prezentowane przez Pana Prokuratora?

Reklama

- To pytanie należałoby raczej skierować do niego samego. W ubiegłym roku dr Tadeusz Jóźwik szeroko wypowiadał się na ten temat w kilku wywiadach, a nawet opublikował książkę. Niezależnie jednak od treści jego późniejszych publikacji czy wypowiedzi, mnie jako prokuratora wiążą nie wspomnienia, lecz oficjalna dokumentacja sądowo-lekarska, którą przed laty dr Jóźwik sporządził i podpisał. Od tej dokumentacji nie sposób uciec — nawet jeśli dziś próbuje on na różne sposoby, za pomocą retorycznych figur, zaklinać nieodwołalną rzeczywistość.

Rzeczywistość tę współtworzył zresztą, formułując, chcąc nie chcąc, wnioski zgodne z oczekiwaniami ówczesnego kierownictwa resortu spraw wewnętrznych. Dodam, że w drugim tomie mojej książki pt. „Bolesne tajemnice ks. Popiełuszki. Śladami prawdy”, poświęconej okolicznościom męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki, krytycznie odniosę się do tez głoszonych przez dr. Jóźwika.

- Wspomniał Pan Prokurator o książce dr. Jóźwika – czy popełnił w niej błędy?

- Tak, i to rażące. Chociaż wolę mówić o duecie: Byrdy – Jóźwik, w tej kolejności. Ciśnie się na usta pytanie wcześniej postawione przez panią: dlaczego w toku procesu toruńskiego ani prokurator, ani członkowie składu sądzącego nie zapytali biegłych o moment śmierci z sadowo – lekarskiego punktu widzenia? Dlatego, że ta obaliłaby zafałszowaną wersję oficjalną przebiegu zdarzenia, przyjętą przez sąd wojewódzki w Toruniu pod dyktando esbeckiego scenariusza. Już w 1984 roku ukierunkowałaby śledztwo i proces sądowy na normalne tory, przyjmując za podstawę faktyczną ustalenia odpowiadające prawdzie.

Reklama

Dodam jeszcze, że swoiste proceduralne curiosum stanowi korespondencja opiniujących biegłych medyków sądowych, prof. Marii Byrdy i dr. Tadeusza Jóźwika z prezesem sądu wojewódzkiego w Toruniu, a zarazem przewodniczącym składu sądzącego Arturem Kujawą. Biegli ci zwracają się w nim do prezesa, by dokonał on „w szczególności” siedmiu zmian w treści protokołu sekcji zwłok z 31 października 1984 r. poprzez „dopisanie pewnych drobnych uzupełnień i poprawek (…), które uszły uwadze w czasie dyktowania do protokołu przy stole sekcyjnym”.

- Była prowadzona korespondencja z sędzią poza sądem?

- Tak! To pismo podpisane przez prof. Byrdy i dr. Jóźwika, z dnia 14 stycznia 1985 r., znajduje się w aktach Sądu Wojewódzkiego w Toruniu, było skierowane do prezesa tego sądu Kujawy.

Sprawdziłem. Prezes nie przekroczył swoich uprawnień i nie dał się wcielić się w rolę sekretarza dr. Jóźwika i pani profesor. Nie dokonał poleconych „drobnych uzupełnień i poprawek” w treści protokołu sekcji zwłok. Dokument ten, objęty wadami na zawsze pozostanie w aktach.

Nie wiemy, co ponadto dr. Jóźwikowi „uszło uwadze w czasie dyktowania do protokołu”, a czego w kuriozalnym piśmie do prezesa nie uwzględniono. Jako że błędy, do których biegli przyznali się w treści tej unikatowej korespondencji, zostały wymienione „w szczególności”. O tych „nie w szczególności” brak jakiejkolwiek wzmianki.

- W jaki sposób to wpływa na wiarygodność sformułowanych opinii?

Reklama

- Powiem wprost: powstała sytuacja rodzi podejrzenia, że coś załatwiano na tak zwaną „buzię”. Okoliczności te podważają wiarygodność opinii expressis verbis i dają pole do różnych interpretacji. W sytuacji, kiedy biegli zaniechali wypowiedzenia się w przedmiocie czasu zgonu z sądowo – lekarskiego punktu widzenia. I przyjęli tu za podstawę faktyczną wyłącznie wyjaśnienia oskarżonych, które sami określili jako „fragmentaryczne i enigmatyczne”, a więc – będę powtarzał w nieskończoność: niewiarygodne!

Bożena Sztajner

Grób ks. Jerzego Popiełuszki znajduje się na terenie parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie

Grób ks. Jerzego Popiełuszki znajduje się na terenie parafii św. Stanisława Kostki w Warszawie

OFICJALNA WERSJA ŚMIERCI KS. POPIEŁUSZKI DO WERYFIKACJI

- Czyli definitywnie podważa Pan Prokurator tzw. oficjalną wersję sądu toruńskiego, że Popiełuszkę zamordowano 19 października?

- Tak, definitywnie wykluczam tzw. oficjalną wersję, wedle której ks. Jerzy Popiełuszko miał zostać zamordowany 19 października 1984 roku.

W świetle materiału dowodowego dostępnego po ponad czterdziestu jeden latach od tej zbrodni – w tym nowych zeznań świadków oraz wyników sekcji zwłok przeanalizowanych w 2002 roku przez zespół biegłych profesorów medycyny sądowej – nie ma już powrotu do fałszywych ustaleń procesu toruńskiego.

- Wynikałoby z tego, że to nie porywacze zabili ks. Jerzego?

- Piotrowski i Pękala zostali zatrzymani 23 października 1984 r., Chmielewski dzień później. W świetle ustaleń śledztwa IPN, które prowadziłem, ksiądz Jerzy został zamordowany w dniu 25 października 1984 r. A więc na pewno nie ci trzej wyżej wymienieni byli sprawcami czynności wykonawczej zabójstwa księdza. Ich udział w zbrodni, poza uprowadzeniem, sprowadza się do pomocnictwa w zabójstwie.

W momencie przekazywania uprowadzonego księdza bezpośrednim wykonawcom, Piotrowski, Pękala i Chmielewski przewidywali jednak i godzili się na to, że ksiądz zostanie pozbawiony życia w przypadku odmowy współpracy ze służbami.

Dodam jeszcze, że wymiar sankcji karnej za pomocnictwo jest taki sam jak dokonanie zbrodni.

Reklama

- Czy Pan Prokurator ma nadzieję na skuteczne śledztwo IPN?

- Nieprzerwanie ją żywię. A może lepiej powiedzieć – contra spem spero, „mam nadzieję wbrew nadziei”.

- Przeprowadził Pan wiele spraw na różnych etapach trzydziestosześcioletniej czynnej służby w prokuraturze. Ile spraw Pan wygrał?

- Wszystkie.

- Natomiast w sprawie kierowania wykonaniem zabójstwa księdza Popiełuszki prowadził Pan dwa śledztwa, prawda?

- Tak. Właściwe władze nie tylko dwukrotnie mi je odbierały - w grudniu 1991 roku oraz w październiku 2004, ale także dwukrotnie przydzielały, co daje do myślenia na temat ich wolitywnej kondycji.

Każdorazowo główną przyczyną decyzji odbierających mi śledztwo było przedłożenie przeze mnie planu przedstawienia zarzutów w tej sprawie generałowi Ludowego Wojska Polskiego, Czesławowi Kiszczakowi, a także innym osobom. Realizacja tych planów spowodowałaby, że sztuczna i zafałszowana konstrukcja tzw. procesu toruńskiego nieodwracalnie posypałaby się niczym domek z kart. Ale także to, że na ławie oskarżonych z zarzutami w tej sprawie, zasiadłyby największe tuzy peerelowskiego establishmentu.

- Czy sprawa ks. Jerzego Popiełuszki będzie ostatecznie wygrana? Czy zamierza Pan kontynuować własne badania i prywatne śledztwo?

Reklama

- Ostatecznie – tam (tu: podnoszę wzrok ku niebu) – każda sprawa karna zostanie wygrana w duchu prawdy i sprawiedliwości. A póki co, tutaj, „na niskości”, będę wciąż gromko dobijał się do wrót Temidy, wszędzie tam, gdzie to możliwe. Tyle przynajmniej – jako prokurator w stanie spoczynku – mogę jeszcze uczynić dla dobra wciąż toczącego się - po 41. latach od zdarzenia - postępowania przygotowawczego w tej sprawie.

- W najnowszej książce Pana Prokuratora pt. „Bolesne tajemnice księdza Popiełuszki – Śladami prawdy” – tom I- czytam: „Wiem, wyroku skazującego w tej sprawie nigdy już nie wywalczę. Ale skoro chodzi także, a może przede wszystkim, o prawdę, nigdy, przenigdy z niej nie zrezygnuję”. Czyli będą kolejne tomy książki?

- Tak. Aktualnie pracuję nad drugim tomem „Bolesnych tajemnic…”. Zamierzam dalej pisać. Jeżeli Pan Bóg pozwoli. Jeśli natomiast miałbym powiedzieć, jako prawnik, co teraz można w tej sprawie jeszcze dodatkowego zrobić, jakie dalsze działania podjąć, to na pewno mogę stwierdzić, że należy wszcząć śledztwo w sprawie zbrodni komunistycznych w postaci niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych, którzy wykonywali czynności służbowe w sprawie uprowadzenia i zabójstwa księdza Popiełuszki w toku procesu karnego w Toruniu w latach 1984 – 1985. A także, w sprawie innych przestępstw, których dopuszczono się w związku z tym postępowaniem karnym, od października 1984 roku począwszy.

- Jakie skutki mogłyby przynieść takie działania?

Reklama

- Wynik tych postępowań, gdyby były prowadzone lege artis, w świecie wolnym od wpływów politycznych grup nacisku i innych form pozaprawnej ingerencji, otworzyłby perspektywy podjęcia dalszych, skutecznych działań prawnych w kierunku wznowienia procesu toruńskiego. Taki jest sens i cel przywrócenia oraz ugruntowania w tej sprawie, stanu sprawiedliwości.

Z prokuratorem Andrzejem Witkowskim rozmawiała Milena Kindziuk

Ocena: +17 -2

Reklama

Wybrane dla Ciebie

A jednak małżeństwo górą! Papież mówi „stop” rewolucji

W świecie, który zdaje się pędzić na oślep ku kolejnym rewolucjom moralnym, głos papieża Leona XIV brzmi jak grom z jasnego nieba. „Uważam za wysoce nieprawdopodobne, przynajmniej w najbliższej przyszłości, aby doktryna Kościoła dotycząca seksualności i małżeństwa uległa zmianie” – deklaruje w swojej nowej biografii „Leon XIV: obywatel świata, misjonarz XXI wieku”.

Te słowa są nie tylko kotwicą dla wiernych, ale i wyraźnym sygnałem: Kościół nie ugnie się pod presją zmieniających się mód. I choć ton papieża pozostaje spokojny, jego przesłanie jest wyraźne. Leon XIV mówi jasno. W dwóch długich, trzygodzinnych wywiadach, przeprowadzonych w malowniczym Castel Gandolfo i w watykańskim apartamencie na Piazza Sant’Uffizio, papież z odwagą mierzy się z tematami, które rozpalają emocje i dzielą Kościół. Kwestie związane z osobami LGBTQ+? Owszem, są gorące, ale Ojciec Święty nie zamierza iść na kompromis z doktryną. Podążając śladem Franciszka, powtarza jego „todos, todos, todos” – „wszyscy, wszyscy, wszyscy” są zaproszeni do Kościoła. Ale nie łudźmy się: to zaproszenie nie oznacza przyklepania każdego stylu życia. „Każdy jest dzieckiem Bożym” – mówi papież Leon XIV – ale Kościół nie będzie zmieniał swoich fundamentów, by przypodobać się światu.
CZYTAJ DALEJ

Potrzeba roztropności – apeluje swoją postawą Jezus

2026-01-21 08:10

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Ks. Krzysztof Młotek

Bazylika Św. Pawła za Murami

Bazylika Św. Pawła za Murami

Potrzeba roztropności – apeluje swoją postawą Jezus. Uderzają słowa Ewangelisty, który mówi, że Jezus, kiedy usłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Dla czego? Obawiał się Heroda? Ale czy Bóg może się kogoś bać? Przed kimś uciekać?

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło». Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, Jezus ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim. A idąc stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
CZYTAJ DALEJ

Kolędowanie: Gdzie? Kiedy?

2026-01-21 21:46

ks. Łukasz Romańczuk

Chór "Vox Apostoli"

Chór Vox Apostoli

Liturgiczny czas okresu Narodzenia Pańskiego dobiegł już końca, ale w polskiej tradycji śpiewamy kolędy do święta Ofiarowania Pańskiego [2 lutego], dlatego też w wielu miejscach archidiecezji wrocławskiej będzie możliwość wspólnego kolędowania. W artykule prezentujemy takie miejsca:

A jeśli o jakimś wydarzeniu nie wspomnieliśmy, zapraszamy do współredagowania artykułu. Propozycję proszę przesyłać na maila: wroclaw@niedziela.pl
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję