Księże Kardynale, skąd ten tytuł najnowszej książki: „Idź i czyń dobro”?
To jest przesłanie ewangeliczne. Może nie wypowiedziane bezpośrednio, ale kiedy czytamy Ewangelię, to tam przede wszystkim istnieje „dziś”. Mówi się o czasie, który jest nam dany. Dziś nam jest dane, natomiast jutro dla nikogo z nas nie jest pewne. Więc jeżeli mamy być dobrzy, to mam być dobrzy dziś. I dlatego nie zwlekając, trzeba czynić dobro dziś, bo jutro już może nas nie być.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Tu pobrzmiewają też słowa księdza Twardowskiego: Kochajmy dzisiaj ludzi, bo jutro ich może nie być. A kochać mamy wszystkich ludzi.
Z książki dowiadujemy się najwięcej o miłości do osób ubogich, bezdomnych, potrzebujących, dziś odrzuconych.
Ja staram się żyć logiką Ewangelii. To jest bardzo trudne – żyć Ewangelią bez komentarza, który na ogół ją rozwadnia. Mówi się w ten sposób: „Jezus powiedział, ale dzisiaj żyjemy w innym świecie, w innych okolicznościach” - i tak dalej, i tak dalej. Nie. Ewangelia jest dzisiaj aktualna i jest na dzisiaj.
Reklama
Czytamy Ewangelię Marka. Jak się zaczęła publiczna działalność Pana Jezusa? Tak, że spotyka trędowatego, spotyka sparaliżowanego, którego muszą wnosić przez dach, żeby go uzdrowił i odpuścił mu grzechy. A następnie spotyka Mateusza, znienawidzonego celnika, i mówi: „Idź za mną”. Najpierw spotyka się więc z tymi, którzy potrzebują pomocy, którzy są opuszczeni, zanurzeni w grzechu, zanurzeni w cierpieniu.
Tak jest. Jezus idzie. On idzie jako lekarz. Lekarza potrzebują ci, którzy się źle mają. Więc idzie najpierw do nich.
I tak próbowałem to realizować jako jałmużnik i staram się nadal - dopóki jestem jałmużnikiem w imieniu Ojca Świętego - że to my biegniemy do tych, którzy się źle mają i to my im pomagamy.
Papież Franciszek mi mówił: „Zostaw to biuro, zostaw biurko, wyjdź na ulicę i szukaj Jezusa zranionego.” I to jest Ewangelia. To robił dokładnie Jezus każdego dnia. Wychodził rano i On szukał ludzi, którym trzeba pomóc.
Sam fakt, że to ludzie mają przychodzić po pomoc do nas, do urzędów, fundacji, to jeszcze nie Ewangelia w pełni. Ewangelia w pełni jest wtedy, kiedy my wychodzimy i szukamy. To jest dokładnie to, co robi teraz straż miejska w Polsce. Kiedy temperatura spadła poniżej 15 stopni, oni jeżdżą i sami szukają ludzi śpiących w różnych zakamarkach miasta. Jeśli się kocha, to się szuka.
Dlatego myślę, że trafnie naszą Dykasterię określił papież Franciszek jako Pronto Soccorso, czyli Pogotowie Ratunkowe Miłosierdzia. To znaczy, że na wieść o tym, że coś się dzieje, biegniemy i szukamy, aby pomóc tym ludziom.
Ale czy musimy być w tym tak radykalni? Bo z Księdza książki wynika, jeśli ktoś ją tak na poważnie weźmie do siebie, że wręcz należałoby zmienić swoje życie.
Ale taka jest dokładnie Ewangelia. Jest bardzo radykalna, do tego stopnia, że ta radykalność stawia wszystko na głowie, tak jak miłość.
Reklama
Proszę zauważyć, miłość nie tylko jest radykalna, ale „stuknięta”. Jeśli miłość nie jest „stuknięta”, to nie jest miłością, ponieważ ona kieruje się zupełnie innym prawem niż to, które my sobie ustalamy.
Vatican Media
Matka będzie kochać swoje dziecko, nawet kiedy ono jest w więzieniu. Będzie zanosiła mu kolację, posiłek, będzie prała, będzie wpłacała pieniądze na konto.
Taka jest miłość i Ewangelia, która wszystko stawia odwrotnie niż świat. Dlatego Jezus nam ciągle przypomina, że nie jesteśmy z tego świata, że nie można stać okrakiem - i w świecie, i w Ewangelii.
Jeśli jesteśmy w Ewangelii, to na pewno jesteśmy też w świecie. Jeśli jesteśmy w świecie, to nie znaczy, że jesteśmy w środku Ewangelii.
Papież Franciszek powiedział na początku Księdza posługi jako jałmużnika: Jeśli chcesz wiedzieć, czego potrzebują bezdomni, idź do nich, spędź z nimi noc i wtedy będziesz wiedział. Czy tak to wyglądało?
To wyglądało dokładnie tak, bo wszystkie te inicjatywy, które powstały, zostały sprowokowane przez papieża Franciszka. Ale papież tylko nadał kierunek, natomiast nie mówił, co to ma być i jak to ma być. To on powiedział: „Wyjdź i bądź z nimi, bo nam się wydaje, że na przykład potrzebują jedzenia.” A w Rzymie nikt z głodu nie umrze. Jest tyle jadłodajni. Prawie każda parafia przynajmniej raz w tygodniu wydaje posiłki.
Reklama
Nam się może wydawać, że jak ja kupię bułkę i zaniosę ubogiemu na ulicę, to już jest pełne szczęście. Ale ja go nie zapytam, czy ma zęby, czy on tą bułkę może w ogóle zjeść? Czy on nie jest cukrzykiem? Czy on może jeść to, co ja mu daję?
Natomiast gdy się jest z biednymi, gdy się usiądzie z nimi, nie trzeba wcale dużo mówić. To oni mówią, bo na ogół nikt ich nie słucha.
To jest pierwsza rzecz. A druga, że dowiadujemy się rzeczy, o których byśmy nie myśleli. Na przykład na samym początku, kiedy zostałem jałmużnikiem i zacząłem ich słuchać, ci biedni mówili: „My nie mamy się gdzie załatwić.”
Nie ma ubikacji w Rzymie otwartych. Turyści, kiedy przyjeżdżają do Rzymu, idą do baru i kupując kawę, mogą iść do łazienki. A oni do baru czy do restauracji nie mogą wejść. A publicznych toalet nie ma. A jeśli nawet czasem się znajdzie, to za jedno euro. Więc otworzyliśmy toalety dla nich.
Nie mieli się gdzie wykąpać, więc otworzyliśmy natychmiast na Placu Świętego Piotra prysznice, gdzie 200 osób dziennie się kąpie.
Jeśli już są umyci, to potrzebują bielizny świeżej. Jeśli już są umyci, przebrani, to dlaczego ich nie zbadać? Stąd powstał pomysł ambulatorium. Jeśli już są u nas umyci i zbadani, to dlaczego mieliby nie pójść do fryzjera? Bo najwięcej mają problemów właśnie z chorobami skóry, z włosami. Więc powstał od razu zakład fryzjerski dla nich.
I w ten sposób słuchając ich, my wiedzieliśmy, co mamy robić i tak to powstaje.
Ale do tego też potrzeba ludzi chętnych, fryzjerów chociażby, czy lekarzy, którzy badają w laboratorium. Skąd oni się biorą?
Reklama
Więc tak - zło jest krzykliwe, ale dobro jest zaraźliwe. Jeśli ludzie wiedzą, co my czynimy, włączają się. Przykład sprzed kilku dni:
Pojechałem do jednego z marketów, gdzie kupuje się rzeczy o wiele taniej niż w sklepach niedaleko Bazyliki. I wziąłem od razu 60 kg bananów - dwa takie olbrzymie pudła. Podszedłem do kasy z wózkiem, kasjer zaczął ważyć i wtedy podchodzi do mnie jedna pani. Mówi: „Ja wiem, dla kogo ksiądz te banany kupuje.” Wyciągnęła kartę płatniczą i zapłaciła. To jest odpowiedź na pana pytanie.
Takie jest dobro. Jeżeli ludzie wiedzą, co my robimy, to bardzo chętnie pomagają. Tym bardziej, że często chcą pomagać, a nie wiedzą jak.
A my wiemy. Robimy dokładnie to, co robiłby Jezus, więc leczymy ludzi z bezdomności, próbujemy im przywrócić godność, a jednocześnie dajemy im też posługę duchową, która jest bardzo ważna.
W jaki sposób?
Proszę zobaczyć, jak Jezus zareagował na paralityka spuszczonego przez dach do pomieszczenia, w którym przebywał. Zapytał, co jest łatwiej powiedzieć: „wstań, idź, jesteś uzdrowiony”, czy „odpuszczają się twoje grzechy?”
