Reklama

Uchodźcy są naszymi braćmi

2015-09-15 13:13

Piotr Piętak
Niedziela Ogólnopolska 38/2015, str. 11

Beata Zawrzel/REPORTER/East News

Są tułaczami, tak jak Abraham i nasz Pan, tak jak wszyscy chrześcijanie

Zawsze, gdy Kościół katolicki przeżywał okresy rozkwitu, mówił swoim wyznawcom o sprawach trudnych i niepopularnych. Jego nauka skierowana była przeciwko tym pokładom natury ludzkiej, które zawsze bały się zmian, szczególnie gwałtownych, które na widok obcych odczuwały strach, a nawet przerażenie. Kościół mówił wiernym: „Nie bójcie się”. Dzisiaj też mówi – zgodnie z nauką Jezusa Chrystusa: imigranci są naszymi braćmi, są tułaczami, tak jak Abraham i nasz Pan, tak jak wszyscy chrześcijanie. Apel Papieża i polskich biskupów nie jest jednak aktem politycznym, lecz religijnym, o czym często zapominamy.

5 września br. abp Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, stwierdził: „Trzeba, żeby każda parafia przygotowała miejsce dla tych ludzi (imigrantów z Syrii), którzy są prześladowani, którzy przyjadą tutaj, oczekując pomocnej ręki i tego braterstwa, którego gdzie indziej nie znajdują”. Kościół katolicki w Polsce przypomniał tym, którzy nie chcą o tym pamiętać, że jest jedyną instytucją w naszym kraju mającą odwagę sprzeciwić się opinii większości Polaków, zaczadzonej kampanią niechęci przeciwko imigrantom, a prowadzonej w Internecie przez pogrobowców endecji. Biskupi swoim apelem przypomnieli katolikom w Polsce, że wszyscy ludzie na tej ziemi są migrantami i że Jezus Chrystus nie miał ojczyzny, co wyraził w słowach: „Lisy mają nory, a ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć” (por. Mt 8, 20). Ojczyzną chrześcijan jest Niebo, na ziemi jesteśmy wiecznymi wędrowcami. W nadchodzącej epoce „nowej wędrówki ludów”, przypominającej do złudzenia epokę upadku Cesarstwa Rzymskiego, Kościół katolicki – instytucja założona przez Jezusa Chrystusa – będzie znowu odgrywał rolę sumienia Europy i świata. Zrozumienie, że przemoc i nienawiść, a nawet niechęć do innych, obcych są destrukcyjne, nie przychodzi ludzkości łatwo, dlatego Objawienie jest nadal odrzucane, niszczone i poniżane. Jednak bez niego współczesna globalna cywilizacja – jak udowodnił Papież i nasi biskupi – nie może funkcjonować.

Apel ze strony biskupów katolickich o przyjęcie imigrantów jest czymś naturalnym, nie jest to jednak apel polityczny, tylko religijny. U źródeł Biblii i naszej wiary leżą słowa Boga skierowane do pierwszego pielgrzyma i pierwszego migranta – „Pan rzekł do Abrahama:

Reklama

«Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę»” (Rdz 12, 1).

Początek nowej, chrześcijańskiej cywilizacji związany był z aktem odcięcia się Abrahama od swojego domu rodzinnego, aktem emigracji, skazaniem się na wieczną tułaczkę, która jest tylko uciążliwym powrotem do prawdziwego Niebiańskiego Domu. Jezus Chrystus, mówiąc, że „nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć”, definiuje się jako Wieczny Tułacz, duchowe dziecię Abrahama.

W 1966 r. biskupi polscy wysyłają list pasterski do biskupów niemieckich, w którym znajdują się słowa będące moralnym fundamentem Unii Europejskiej: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. Oba te fakty są kwintesencją naszej historii i kultury. Oba te fakty są kwintesencją chrześcijaństwa. Słowa te były krytykowane nie tylko przez Gomułkę i Michnika, ale także przez znaczną część katolików. Dzisiaj niektórzy prawicowi publicyści krytykują papieża Franciszka i polskich biskupów, tak samo jak Michnik pół wieku temu Prymasa Tysiąclecia. Zapominają, że biskupi nie są politykami, tylko chrześcijanami.

* * *

Krzysztof Seweryn Wroński

Z uchodźstwem

Deszcz puka do okien.
Kroplami drży na szybie.
Noc jest zimna.

Co zrobić z uchodźstwem z nieba?
Zostawić, wpuścić?
I tak zaleje sen.

Wrzesień, 2015 r.

Tagi:
uchodźcy

Reklama

Libia: atak na obóz uchodźców – ponad stu zabitych

2019-07-07 09:25

kg, ts (KAI/OR) / Trypolis

Ponad sto osób zginęło w wyniku ataku z powietrza na obóz migrantów, położony w Tadżurze, na wschodnich przedmieściach stolicy Libii – Trypolisu. Liczbę rannych trudno na razie ocenić, ale wiadomo, że wiele nich jest w stanie ciężkim. W obozie przebywało ponad 600 migrantów z różnych krajów afrykańskich. O ataku, do którego doszło 2 lipca, dowiedziano się podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ 6 bm. w Nowym Jorku.

Maren Winter/Fotolia.com

Według uznawanego przez ONZ libijskiego rządu jedności narodowej, odpowiedzialne za ostrzał są wojska generała Chalifa Haftara. Dowodzona przez niego Libijska Armia Narodowa (LNA) zapowiadała niedawno marsz na Trypolis. Minister spraw wewnętrznych Libii Fathi Baszagha oskarżył o masakrę nie tylko generała, ale także Zjednoczone Emiraty Arabskie, które – według niego – dostarczyły LNA samoloty F-16, które dokonały bombardowań obozu.

Rada Bezpieczeństwa ONZ na wspomnianym posiedzeniu po długiej i skomplikowanej dyskusji potępiła zbrojny rajd na obóz uchodźców. 15 członków Rady zażądało od stron konfliktu natychmiastowego zmniejszenia napięcia i zobowiązania się do wstrzymania ognia. Wezwano je również do szybkiego powrotu do rozmów politycznych przy pośrednictwie ONZ, a kraje, również te nie będące członkami Rady, do „nieinterweniowania w konflikt lub do niepodejmowania działań, które mogłyby go pogorszyć”.

Podobne stanowisko zajęła Unia Europejska, wyrażając „szok po ataku na ośrodek w Tadżurze”, podkreślając, że „jest to ciężkie przypomnienie tego, jak wojna w Libii uderza w cywilów”. Bardzo ostro potępiła całe zdarzenie wysoka przedstawicielka Unii do spraw zagranicznych i bezpieczeństwa Federica Mogherini. Jej zdaniem „wszelka przemoc wobec cywilów jest nie do przyjęcia”.

Unia poparła jednocześnie proces mediacyjny, prowadzony przez ONZ i jej wysłannika specjalnego Ghassana Salamé, zwracając uwagę na jego „wysiłki zmierzające do przywrócenia zaufania, doprowadzenia do przerwania ognia, wsparcia powszechnego dialogu i stworzenia warunków do rozpoczęcia procesu politycznego pod patronatem ONZ”.

Ogromne zaniepokojenie sytuacją w tym kraju ogarniętym wojną domową wyraził na Twitterze Wysoki Komisarz ONZ ds. Uchodźców (UNHCR). Przypomniał, że celem ataków „nigdy nie mogą być cywile”. Libia jest krajem tranzytowym dla tysięcy migrantów. Od wznowienia walk w tym kraju w 2014 tysiące osób w obozach uchodźców znalazły się w wielkim niebezpieczeństwie, podkreślił UNHCR. A tylko od rozpoczęcia krwawych starć 4 kwietnia br. ocenia się, że zginęło tam ponad tysiąc osób a przeszło 5 tys. zostało rannych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzieją się cuda

2019-06-12 09:02

Jolanta Marszałek
Niedziela Ogólnopolska 24/2019, str. 20-21

Od kilku miesięcy w parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu znajdują się relikwie św. Szarbela z Libanu. I dzieją się cuda. Ludzie doznają wielu łask, także uzdrowienia. Jedną z uzdrowionych jest Barbara Koral – żona Józefa, potentata w branży produkcji lodów, i matka trójki dzieci. Cierpiała na raka trzustki, po którym nie ma śladu. 17 maja br. publicznie podzieliła się swoim świadectwem

Wikipedia

W październiku ub.r. wykryto u mnie nowotwór złośliwy trzustki – opowiada Barbara Koral. – Przeżyłam szok. Ale głęboka wiara i ufność w łaskawość Boga wyjednały mi pokój w sercu. Leżałam w szpitalu w Krakowie przy ul. Kopernika, nieopodal kościoła Jezuitów. Dzieci i mąż byli ze mną codziennie. Modliliśmy się do Jezusa Przemienionego za wstawiennictwem św. Jana Pawła II oraz św. Szarbela. Zięć Piotr przywiózł od znajomego księdza płatek nasączony olejem św. Szarbela. Codziennie odmawialiśmy nowennę i podczas modlitwy pocierałam się tym olejem. Czułam, że mając św. Szarbela za orędownika, nie zginę – wyznaje.

Przypadek beznadziejny

Operacja trwała ponad 6 godzin. Po otwarciu jamy brzusznej większość lekarzy odłożyła narzędzia i odeszła od stołu, stwierdziwszy, że przypadek jest beznadziejny. Jednak profesor po kilku minutach głębokiego namysłu wznowił operację. Usunął raka. Operacja się udała.

– Byłam bardzo osłabiona – opowiada p. Barbara – tym bardziej że 3 tygodnie wcześniej przeszłam inny zabieg, również w pełnej narkozie. Nic nie jadłam i czułam się coraz słabsza.

W trzeciej dobie po operacji chora dostała wysokiej gorączki, dreszczy. Leżała półprzytomna i bardzo cierpiała. – Momentami zdawało mi się, że ktoś przecina mnie piłą na pół. Zwijałam się wtedy w kłębek i modliłam cichutko do Pana Boga z prośbą o pomoc w cierpieniu i ulgę w niesieniu tego krzyża.

Lekarze robili, co mogli. Podawali leki w zastrzykach, kroplówkach, by wzmocnić chorą. Nic nie działało. Pobrano krew na badanie bakteryjne. Okazało się, że jest zakażenie bakterią szpitalną, bardzo groźną dla organizmu. Zdrowe osoby zakażone tą bakterią mają 50-procentową szansę na przeżycie. Chorzy w stanie skrajnego wycieńczenia są praktycznie bez szans.

Zawierzenie Bogu

– Rozmawiałam z Bogiem – opowiada p. Barbara. – Pytałam Go, czy po tym, jak wyrwał mnie ze szponów śmierci w czasie operacji, teraz przyjdzie mi umrzeć. Prosiłam z pokorą i ufnością: „Panie Jezu, nie wypuszczaj mnie ze swoich objęć. Uzdrów mnie, kochany Zbawicielu”. Całym sercem wołałam w duchu: „Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij!”.

W tym czasie parafia pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu, do której należy rodzina Koralów, czekała na relikwie św. Szarbela (relikwie pierwszego stopnia – fragment kości). Przywiózł je z Libanu poprzedni proboszcz – ks. Andrzej Baran, jezuita, który był tam na pielgrzymce wraz z kilkoma parafianami. Zawieźli też spontanicznie zebraną przez ludzi ofiarę dla tamtejszych chrześcijan. Wiadomo bowiem, że św. Szarbel jest szczególnie łaskawy dla tych, którzy modlą się za Liban. Relikwie, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, miały trafić do ks. Józefa Maja SJ w Krakowie. On zgodził się przekazać je do Nowego Sącza i osobiście je tam w styczniu br. zainstalował.

Interwencja św. Szarbela

– W dniu, w którym pojechałem po relikwie do Krakowa – opowiada ks. Józef Polak, jezuita, proboszcz parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu – wstąpiłem do naszej WAM-owskiej księgarni, żeby nabyć jakąś pozycję o św. Szarbelu, bo przyznam, że sam niewiele o nim wiedziałem. Wychodząc z księgarni, spotkałem Józefa Korala z córką. Wiedziałem, że p. Barbara jest bardzo chora. Opowiedzieli mi, że wracają ze szpitala i że sytuacja jest bardzo poważna. Relikwie miałem ze sobą od dwóch godzin. Niewiele się zastanawiając, poszliśmy na oddział.

– W pewnym momencie usłyszałam głos męża – opowiada p. Barbara. – Bardzo mnie to zdziwiło, bo przecież był u mnie przed chwilą i razem z córką poszli do kościoła obok szpitala na Mszę św. Po chwili zobaczyłam męża i córkę. Już nie byli przygnębieni i smutni. Twarze rozjaśniał im szeroki uśmiech. Razem z nimi był ksiądz proboszcz Józef Polak. Przyniósł ze sobą do szpitala relikwie św. Szarbela...

Ksiądz wraz z obecnymi odmówił modlitwę do św. Szarbela. Następnie podał chorej do ucałowania relikwiarz. – Już w trakcie modlitwy nie czułam bólu – wyznaje p. Barbara. – Stałam się bardziej przytomna. Kiedy ucałowałam kości św. Szarbela, nie myślałam, czy to będzie uzdrowienie – ja byłam tego pewna. Nie mam pojęcia, skąd się wzięła ta pewność.

Święty kontra bakterie

– Gdy wchodziłem do szpitala – opowiada ks. Polak – wiedziałem, że na oddziale jest jakieś zakażenie. Podałem p. Barbarze relikwiarz do ucałowania. Zobaczyła to pielęgniarka. Wyjęła mi relikwiarz z ręki, spryskała go jakimś środkiem i włożyła pod wodę. „Co pani robi?” – zapytałem. „Muszę to zdezynfekować”. „Ale on nie jest wodoszczelny” – wyjaśniłem, nie wiedząc, że chodzi jej o to, by zewnętrzne bakterie się nie rozprzestrzeniały. To był koniec wizyty.

Następnego dnia rano okazało się, że na oddziale bakterii już nie było. To był kolejny „cud” św. Szarbela. Badania z krwi potwierdziły, że również chora nie ma w sobie bakterii. Lekarze w zdumieniu patrzyli na wyniki. Dla pewności powtórzyli badania.

– Byłam zdrowa – opowiada p. Barbara. – Powoli zaczęłam nabierać siły i radości życia. Cała moja rodzina i przyjaciele, którzy byli ze mną w czasie choroby, którzy wspierali mnie modlitwą i dobrym słowem, są wdzięczni św. Szarbelowi. Błogosławimy go za to, że się mną zajął, że uprosił dla mnie u Boga Wszechmogącego łaskę uzdrowienia. Bogu niech będą dzięki i św. Szarbelowi!

Wiara w orędownictwo

W parafii pw. Ducha Świętego w Nowym Sączu w trzecie piątki miesiąca o godz. 18 odprawiana jest Msza św. z modlitwą o uzdrowienie, następnie mają miejsce: adoracja, błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem, namaszczenie olejem św. Szarbela i ucałowanie relikwii świętego. Wielu ludzi przychodzi i prosi o jego wstawiennictwo. Św. Szarbel jest niezwykle skutecznym świętym, wyprasza wiele łask, pokazuje, że pomoc Boga dla ludzi, którzy się do Niego uciekają, może być realna. – Nie ma jednak żadnej gwarancji, że ten, kto przyjdzie do św. Szarbela, będzie natychmiast uzdrowiony – przyznaje ks. Józef Polak. – Czasami to działanie jest inne. Łaska Boża działa według Bożej optyki, a nie naszych ludzkich życzeń. Święci swoim orędownictwem mogą ludzi do Kościoła przyciągać i to czynią, także przez cuda. Wystarczy popatrzeć, jak wiele osób uczestniczy w Mszach św. z modlitwą o uzdrowienie.

* * *

Ojciec Szarbel Makhlouf

maronicki pustelnik i święty Kościoła katolickiego. Żył w XIX wieku w Libanie

23 lata swojego życia spędził w pustelni w Annaja. Tam też zmarł.

Po pogrzebie o. Szarbela miało miejsce zadziwiające zjawisko. Nad jego grobem pojawiła się niezwykła, jasna poświata, która utrzymywała się przez wiele tygodni. Łuna ta spowodowała, że do grobu pustelnika zaczęły przybywać co noc rzesze wiernych i ciekawskich. Gdy po kilku miesiącach zaintrygowane wydarzeniami władze klasztoru dokonały ekshumacji ciała o. Szarbela, okazało się, że jest ono w doskonałym stanie, zachowało elastyczność i temperaturę osoby żyjącej i wydzielało ciecz, którą świadkowie określali jako pot i krew. Po umyciu i przebraniu ciało o. Szarbela zostało złożone w drewnianej trumnie i umieszczone w klasztornej kaplicy. Mimo usunięcia wnętrzności i osuszenia ciała zmarłego dalej sączyła się z niego substancja, która została uznana za relikwię. Różnymi sposobami próbowano powstrzymać wydzielanie płynu, ale bezskutecznie.

W ciągu 17 lat ciało pustelnika było 34 razy badane przez naukowców. Stwierdzili oni, że zachowuje się w nienaruszonym stanie i wydziela tajemniczy płyn dzięki interwencji samego Boga.

W 1965 r., pod koniec Soboru Watykańskiego II, o. Szarbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9 października 1977 r. – kanonizowany na Placu św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją jego ciało zaczęło się wysuszać.

Od tej pory miliony pielgrzymów przybywają do grobu świętego, przy którym dokonują się cudowne uzdrowienia duszy i ciała oraz nawrócenia liczone w tysiącach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Raport ONZ wskazuje na ciągły wzrost liczby głodujących na świecie

2019-07-17 19:37

(KAI/VaticanNews) / Rzym

Najnowszy raport ONZ na temat bezpieczeństwa żywnościowego wskazuje, że 820 mln ludzi na całym świecie cierpi z powodu niedożywienia. Podkreślono, że choć wspólnota międzynarodowa stawia sobie ambitne cele, zakładając, że do roku 2030 plaga głodu całkowicie zniknie, to jednak statystyki pokazują, że tendencja jest wręcz odwrotna. Od trzech lat ludzi niedożywionych stale przybywa.

billycm/pixabay.com

Ofiarą głodu najczęściej padają dzieci. Co siódme rodzi się ze zbyt niską wagą. Wśród dzieci do 5. roku życia niemal 150 mln cierpi na chroniczne niedożywienie, a 50 mln – na ostry stan niedożywienia. Stały obserwator Stolicy Apostolskiej przy Organizacji Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) ks. Fernando Chica Arellano podkreśla, że dane te wskazują na poważne zaniedbania wspólnoty międzynarodowej. Liczby te, a przede wszystkim ludzie, którzy kryją się za nimi, muszą nas skłonić do działania – dodał kapłan.

"Ten raport mówi nam, że ludzkość nie spełniła swych obowiązków względem naszych najuboższych braci. Głód nadal rośnie. W tym kontekście widzimy, jak trudnym wyzwaniem jest realizacja jednego z celów zrównoważonego rozwoju, który zakłada likwidację głodu do 2030 r. Trzeba robić w tym celu dużo więcej" – stwierdził w rozmowie z Radiem Watykańskim ks. Arellano. Zwrócił uwagę na bardzo niepokojące dane: 513 mln głodnych w Azji, 256 mln w Afryce, 42 mln w Ameryce Łacińskiej.

"Ale raport pokazuje nie tylko okrucieństwo głodu. Wskazuje też inny aspekt problemu: otyłość. Otyłych jest 13 proc. dorosłych, 672 mln osób. A zatem problemem jest nie tylko niedożywienie, ale również złe odżywianie. Wspólnota międzynarodowa musi robić więcej. Brak jednak woli politycznej, aby zlikwidować przyczyny głodu, które zależą od człowieka: konflikty, kryzys gospodarczy i zmiany klimatyczne. To są trzy główne czynniki, które powodują tę klęskę" – oświadczył stały obserwator watykański przy FAO.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem