Reklama

Jasna Góra

Ślubne nawracanie się Polski

O znaczeniu Ślubów Jasnogórskich i o ich aktualności z o. Jackiem Salijem OP rozmawia o. Michał Legan OSPPE

2015-09-22 11:22

Niedziela Ogólnopolska 39/2015, str. 18-19

[ TEMATY ]

Jasna Góra

debata

Archiwum „Niedzieli”

O. Jacek Salij OP

O. MICHAŁ LEGAN OSPPE: – Od 27 września przez najbliższe dziewięć miesięcy na Jasnej Górze odbywać się będzie dziewięć wielkich debat telewizyjnych, zatytułowanych: „Raport Jasnogórski 2016”, a dotyczących realizacji Ślubów Jasnogórskich w kontekście 1050. rocznicy chrztu Polski. Jak Ojciec uważa, czy Jasnogórskie Śluby Narodu mają dzisiaj jakąkolwiek aktualność?

O. JACEK SALIJ OP: – Ślub spontanicznie kojarzy się nam z sakramentem małżeństwa. Nie lekceważyłbym tej intuicji. Przecież w Ślubach Jasnogórskich znajdziemy sporo analogii do ślubowań małżeńskich. Po pierwsze, mężczyzna i kobieta, przystępując do ślubu, ogłaszają publicznie i z radością, że są i chcą być małżeństwem, na zawsze, w doli i niedoli, w dniach dobrych i złych. Po wtóre, ślub to jest również deklaracja nadziei, że nasze wspólne życie będzie piękne, a Pan Bóg obdarzy nas dziećmi, że uda się nam dobrze wywiązać z rodzicielskich obowiązków. Po trzecie, przystępując do ślubu, dajemy wyraz temu, że pamiętamy o naszej ludzkiej ułomności i że jesteśmy świadomi tego, iż tylko z Bożą pomocą potrafimy nasze małżeńskie ślubowanie należycie wypełnić. Wreszcie po czwarte, małżeństwo, związek najintymniejszy z intymnych, ma oczywiste wymiary społeczne; to dlatego na ślub zapraszamy wszystkich sobie bliskich. Otóż jeśli spokojnie pomyśleć, wszystkie te cztery wymiary odnajdziemy również w Ślubach Jasnogórskich.

– Wydaje się, że gdy dzisiaj rozmawiamy o ważnych wydarzeniach, które miały miejsce w przeszłości, trzeba by znaleźć nowy język, bardziej zrozumiały w czasach, gdy zdecydowanie mniej społecznie przeżywamy naszą wiarę. To doświadczenie miłości oblubieńczej, doświadczenie bardzo intymne, musiałoby być nazwane na nowo w odniesieniu do tego, co się wydarzyło między Maryją a narodem...

– Tym, co istotnie różni ślub małżeński od ślubów składanych przez naród, jest to, że naród nie jest osobą w sensie ścisłym. W gruncie rzeczy nie ma pojedynczego momentu, w którym do ślubu mógłby przystąpić cały naród. Owszem, król Jan Kazimierz w konkretnym dniu – 1 kwietnia 1656 r. w katedrze lwowskiej powierzał siebie i poddane sobie narody Matce Najświętszej, ale włączenie się w te śluby to już jest kwestia rozciągnięta w czasie. To jakby przymusza nas do postawienia sobie pytania: A co to takiego: „naród”? Czy naród, jeżeli on w ogóle istnieje, jest zdolny do aktów dotyczących tożsamości duchowej milionów ludzi?

– Król Jan Kazimierz miał święte prawo mówić w imieniu całego narodu, bo był jego głową i wszystko od niego zależało. Silny mandat społeczny miał również prymas Stefan Wyszyński, gdy pisał Śluby Jasnogórskie. Czy wspólnota, o której oni wtedy myśleli, dzisiaj jeszcze istnieje?

– Zwróciłbym tu uwagę na to, że w czasach króla Jana Kazimierza z pewnością byli także ludzie wcale nieidentyfikujący się z Kościołem katolickim, a jednak należący do narodów, które powierzał on Matce Najświętszej. Sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana w czasach Ślubów Jasnogórskich – były w ówczesnej Polsce setki tysięcy, a może nawet kilka milionów ludzi, którzy wręcz czuli wrogość wobec Kościoła katolickiego. Zastanówmy się zatem, czym jest naród, żeby nie tylko bronić się przed ewentualnymi zarzutami, jakobyśmy chcieli duchowo monopolizować nasze społeczeństwo na rzecz Kościoła katolickiego, ale także żebyśmy sami jakichś okropnych błędów nie popełnili.

– Czym jest więc naród? Ksiądz Prymas, gdy pisał Śluby, napisał: „Krew z krwi” – taka etniczna wspólnota...

– Posłużyłbym się definicją narodu, którą zaproponował Anglik Edmund Burke: Naród jest to społeczność pokoleń, które minęły, które żyją obecnie i które dopiero się narodzą. W związku z tym nie ma takich niezwykłych ludzi, którzy w imieniu tak pojętego narodu mogliby podejmować absolutnie całościowe decyzje. Szczególna charyzma, która pozwoliła królowi Janowi Kazimierzowi oraz prymasowi Wyszyńskiemu podjąć ideę ślubów narodu, polegała zapewne na tym, że obaj oni – będąc autentycznymi przywódcami naszego narodu oraz trafnie rozpoznając jego duchową tożsamość – poczuli się uprawnieni do złożenia tych ślubów. Fakty potwierdziły słuszność obu tych decyzji – obie cieszyły się poparciem społecznym i żadna z nich nie była przyczyną społecznego rozbicia, było wręcz przeciwnie.

– Czy doświadczenie maryjne jest wspólnym doświadczeniem duchowym narodu?

– Dzisiaj jesteśmy bardzo zarażeni indywidualizmem, wielu spośród nas wydaje się, że nie są w żaden sposób zakorzenieni w swoim środowisku, czy to współczesnym, czy tym bardziej historycznym, kulturowym.

– To jest także trochę mój problem. Jestem 36-latkiem i zaraziłem się indywidualizmem do tego stopnia, że zastanawia mnie, czy ktoś może w moim imieniu takie śluby złożyć, a jeśli je złożył, to czy one mnie w jakikolwiek sposób zobowiązują.

– Nikt w Ojca imieniu ślubów nie składał. Sama idea ślubów nie stanowi zagrożenia dla wolności religijnej kogokolwiek. Wręcz przeciwnie, ci wszyscy, którzy chcą się chronić pod płaszczem Matki Najświętszej, są najszczególniej zobowiązani do tego, żeby wolność religijną każdego chronić, żeby nikomu nie zagrażać. Chcemy jedynie wyrażać to, co dotyczy naszej społecznej, duchowej tożsamości. Przecież zakorzenienie naszej polskiej kultury w katolicyzmie wydaje się czymś poza dyskusją.
Ponieważ Ojciec pozwolił sobie na osobiste zwierzenia, to ja też spróbuję nie być gorszy. Mianowicie w 1956 r., kiedy zaczęła się Wielka Nowenna, miałem lat 14, w 1966 r. miałem lat 24, czyli był to czas mojej młodości, a również wstąpienia do zakonu i przyjęcia sakramentu kapłaństwa. Widziałem z bliska dwa zupełnie różne sposoby reagowania katolików na Wielką Nowennę. Mój tata, który jako Wołyniak bardzo rozumiał związek polskości z katolicyzmem, przeżywał tamte wydarzenia z wielkim przejęciem i aprobatą. Natomiast jako młody zakonnik znalazłem się w środowisku, które wprawdzie Księdza Prymasa szanowało, jednak zaplanowana na 9 lat peregrynacja Jasnogórskiego Obrazu budziła wiele zastrzeżeń i dystansu. Później obserwowałem z bliska, jak to się przełamywało. Nawet krytycy nie mogli przeczyć temu, że dokonywało się wtedy takie pełzające nawracanie się Polski. Ojciec jest młody i może tego nie pojmie...

– Dla mnie osobiście jest to bardzo ważne, próbuję pojąć tę duchowość...

– Kiedy jako licealista zobaczyłem w kościele nauczycielkę, byłem wniebowzięty. Wcześniej było to raczej niemożliwe. Dzisiaj nikt tego nie pamięta. Pamięta się raczej wielkie katolickie spotkania, począwszy od tych milenijnych, które były pierwszym mocnym masowym pokazaniem, że jest coś takiego jak naród polski, który na komunizm się nie zgadza, po niezwykłe spotkania z Janem Pawłem II. Natomiast mało kto już pamięta poziom zlaicyzowania zwłaszcza ówczesnych polskich inteligentów. Mówiłem o pełzającym nawracaniu się Polaków. Naprawdę wielki przełom dokonywał się wtedy dzień po dniu przez całe 9 lat – zwłaszcza podczas nawiedzania Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej w kolejnych parafiach. Początkowo nawet my, księża, nie dowierzaliśmy, byliśmy zniecierpliwieni...

–... te historie powtarzają się do dzisiaj przy nawiedzaniu Obrazu Matki Bożej, stąd duszpasterskie nawrócenia kapłanów – „nie wierzyliśmy, że to tak zadziała, Matka Boże podjęła nasz trud”...

– Działo się coś niesamowitego. Nie zapomnę, jak mój śp. wujek opowiadał z niedającym się opisać entuzjazmem o jednaniu się nieprzyjaciół, przystępowaniu do sakramentów ludzi, którzy przez lata byli praktycznie poza Kościołem...
Jeżeli zaś z okazji Ślubów Jasnogórskich w ogóle mówić o wrogach, to pamiętajmy, że najwięksi nasi wrogowie mieszkają w naszych sercach. Właśnie tych wrogów miał na myśli św. Jan Paweł II, kiedy mówił, że Jasna Góra jest świadkiem wielu nawróceń, że gdyby jej konfesjonały mogły mówić o tym, co się w nich stało, to dałyby wielkie świadectwo wspaniałych cudów, jakie się tam dokonywały.

– Czy Ojciec uważa, że Śluby Jasnogórskie – tekst, który jest trudny i który dzisiaj brzmi już nieco archaicznie – są jeszcze aktualne, a jeżeli są, to w jaki sposób?

– Na dziś mogę powiedzieć tylko tyle: wiem, że śluby – pamiętanie o nich – mają ogromny sens. Wiem, że to, co się stało w 1656 czy 1966 r., stało się nie tylko dla wówczas żyjących pokoleń Polaków, ale dla wszystkich, również następnych. Tyle wiem na pewno.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Jasna Góra: drugi etap przygotowań do beatyfikacji Prymasa Wyszyńskiego

2020-01-23 13:53

[ TEMATY ]

Jasna Góra

kard. Wyszyński

Archiwum: Instytut Prymasa Wyszyńskiego

Kard. Stefan Wyszyński był legatem papieskim na centralne uroczystości Sacrum Poloniae Millennium na Jasnej Górze w 1966 r.

Na Jasnej Górze rozpoczyna się drugi etap przygotowań do beatyfikacji Prymasa kard. Stefana Wyszyńskiego i narodowego dziękczynienia, które odbędzie się 26 sierpnia. Po ubiegłorocznym cyklu „Prymas jasnogórski w drodze na ołtarze” 27 stycznia zainaugurowane zostaną spotkania zatytułowane „Maryjna droga do świętości Stefana Kardynała Wyszyńskiego”.

Tegoroczne rozważania dotyczące życia i posługi Prymasa podzielone zostały na trzy części: modlitwę, katechezę i spotkanie. O godz. 18.30 sprawowana będzie w kaplicy Matki Bożej Msza św. o dobre przygotowanie do beatyfikacji i narodowego dziękczynienia, które odbędzie się na Jasnej Górze 26 sierpnia. Po Eucharystii w kaplicy różańcowej trwać będzie katecheza wokół „dzieł maryjnych i maryjnej drogi Prymasa Wyszyńskiego - znaków jego świętości”. Następnie zaprezentowana zostanie osoba ks. Prymasa we fragmentach archiwalnych nagrań filmowych i dźwiękowych.

Spotkania odbywać się będą 27. dnia każdego miesiąca. Wieńczone będą udziałem w Apelu Jasnogórskim i nocnym czuwaniem przed Cudownym Obrazem Jasnogórskiej Maryi z 27 na 28. Od prawie 40. lat taka nocna modlitwa jest zanoszona do Królowej Polski, wcześniej o dar beatyfikacji a teraz o dobre przygotowania i owoce tego doniosłego wydarzenia.

Na pierwsze spotkanie wybrany został temat „Oddany Maryi - Więzień”. Mowa będzie m.in. o heroicznych znakach świętości Prymasa. Wśród gości: o. Gabriel Bartoszewski, wicepostulator w procesie beatyfikacyjnym Stefana kard. Wyszyńskiego i Anna Rastawicka, świadek życia i posługi ks. Prymasa.

Organizatorem spotkań jest Jasnogórski Instytut Maryjny we współpracy z Instytutem Prymasa Wyszyńskiego a partnerami w projekcie są: Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” o/w Częstochowie, Stacja7.pl, Uniwersytet Papieski Jana Pawła II w Krakowie.

- To przygotowanie zarówno do beatyfikacji, jak i narodowego dziękczynienia za wyniesienie na ołtarze kard. Wyszyńskiego jest bardzo ważne i potrzebne - uważa o. Mariusz Tabulski, dyrektor Instytutu Maryjnego.

Podkreśla, że te uroczystości będą niejako spłaceniem długu wdzięczności ks. Prymasowi. - On w czasie komunistycznej niewoli mówił o nas i za nas, upominał się o wszystkich Polaków, nie tylko wierzących. Czynił to zwłaszcza wtedy, gdy przebywał zagranicą. To było jego wielkie wołanie o naszą godność, o lepsze życie, mówił prawdę o Polsce, o naszej historii, upominał się o nas – przypomniał o. Tabulski. Dodał, że to właśnie także dlatego trzeba wracać do świadectwa życia tego wielkiego kapłana i Polaka. - Mamy nadzieję, że ta beatyfikacja, ogłoszenie go błogosławionym, rozpocznie nową erę, erę kard. Wyszyńskiego, który stanie się dla nas przykładem życia i miłości do Ojczyzny - powiedział dyrektor.

Wyniesienie na ołtarze kard. Stefana Wyszyńskiego to dla Jasnej Góry i Zakonu Paulinów jedno z najważniejszych wydarzeń nie tylko w tym roku, ale także w historii.

Przeor Jasnej Góry o. Marian Waligóra uważa, że beatyfikacja Prymasa to także potwierdzenie Maryjnej drogi Kościoła w Polsce, którą kroczył kard. Stefan Wyszyński. - Jest to potwierdzenie maryjnej drogi Kościoła, którą kroczył nie tylko kard. Stefan Wyszyński, ale wcześniej kard. August Hlond i potem Jan Paweł II - powiedział paulin.

Dodał, że potwierdził to święty papież ponad 40 lat temu podczas swej pierwszej pielgrzymki do Polski w słowach wypowiedzianych do kard. Wyszyńskiego: „księże Prymasie! Pozwól mi tylko to jedno jeszcze powiedzieć, że ci się spełnia ten punkt twego odważnego, bohaterskiego programu, duszpasterzowania w Polsce i w świecie współczesnym!”.

O. Waligóra przypomina, że w tych słowach Jan Paweł II podkreślił znaczenie przede wszystkim Milenijnego Aktu Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości za Wolność Kościoła w Polsce i na świecie z 3 maja 1966 r., ale nie tylko.

Jasnogórski przeor zauważył, że maryjny program Prymasa Wyszyńskiego „polegał na bezwarunkowym oddaniu się Bogu przez Maryję i jak Maryja, aż po złożenie nas samych i Narodu jako ofiary - w krwi i męczeństwie - za ocalenie Kościoła w świecie. Oddanie się Bogu w ofierze, bezwarunkowe „fiat” miało przynieść zwycięstwo przez Maryję i przemienić Kościół w naszej Ojczyźnie, stając się drogą Kościoła powszechnego”.

O. Waligóra przypomina także, że „według Prymasa Tysiąclecia, w tym programie Jasna Góra miała do odegrania niezwykłą rolę”. W liście z Komańczy do generała Zakonu Paulinów internowany kard. Wyszyński pisał: „bodaj nigdy tak dobitnie jak teraz nie uświadomiłem sobie tego, jak potężna jest wola Boża, by Jasna Góra była Stolicą Chwały Bożej, która rozlewa się na Polskę przez dziewicze dłonie Pośredniczki łask wszelkich. Bodaj nigdy jak teraz nie widziałem tego tak jasno, że wolą Ojca Narodów jest, by Naród Polski był zjednoczony przez Jasną Górę i by tutaj się odnawiał i krzepił. Tej woli Bożej nikt nie zdoła złamać, o czym świadczą wieki naszego trwania na Jasnej Górze, bardziej jeszcze niezłomnego niż mury i wały obronne”.

Przełożony Generalny Zakonu Paulinów o. Arnold Chrapkowski podkreśla, że kard. Stefan Wyszyński to wielka postać w historii Kościoła, Polski, Jasnej Góry i Zakonu. - Trudno mówić o nim w oderwaniu od Jasnogórskiej Maryi. Nie da się przecenić tego, co on zrobił dla poznania Matki Bożej, zrozumienia czym jest zawierzenie i oddanie Maryi, co to znaczy być Jej niewolnikiem - zauważył o. Generał. Jego zdaniem „to kim dla nas wszystkich pozostaje Prymas Tysiąclecia najlepiej wyrażają słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II: nie byłoby na Stolicy Piotrowej papieża z Polski, gdyby nie Jasna Góra, gdyby nie kard. Stefan Wyszyński. To było pokazanie naszej siły, tego na czym należy opierać życie nas wszystkich - powiedział o. Chrapkowski. Udokumentowane są aż 603 dni pobytu Prymasa Wyszyńskiego na Jasnej Górze. Wynika to z osobistych jego zapisków, które prowadził od czasu nominacji na Prymasa Polski. Pobytów ks. kard. Wyszyńskiego na Jasnej Górze z pewnością było znacznie więcej, bo jak podkreślają świadkowie, zawsze, kiedy przejeżdżał przez Częstochowę, wstępował do Matki Bożej.

Jasnogórskie kalendarium nie ogranicza się do samego pobytu Sługi Bożego na Jasnej Górze, ukazuje również propagowanie kultu Matki Bożej Jasnogórskiej zarówno na forum Kościoła powszechnego, jak i utrwalanie wśród Polonii świata.

W okresie prymasostwa, od 1948 do 1981 r., kard. Stefan Wyszyński wygłosił na Jasnej Górze setki przemówień, w sumie prawie 3 tysiące stron maszynopisu. W tej „jasnogórskiej kuźni” Prymas wypracowywał projekty, plany, akcje duszpasterskie. Znane są one jako: Śluby Narodu, Wielka Nowenna, nawiedzenie parafii przez kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej w kraju i poza jego granicami, czuwania soborowe z Maryją Jasnogórską, Milenijny Akt Oddania Polski w Macierzyńską Niewolę Miłości za wolność Kościoła, nocne czuwania, założenie biblioteki z Księgami Czynów Dobroci i Zobowiązań Parafii.

CZYTAJ DALEJ

Medjugorie. Miejsce objawienia... Kościoła

2020-01-14 10:24

Niedziela Ogólnopolska 3/2020, str. 19

[ TEMATY ]

Medjugorie

Archiwum autora

Kościół św. Jakuba w Medjugorie

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

Medjugorie komuś przeszkadza. Może nawet nie tyle samo objawienie, ile... jego odbiór. W końcu wiele jest objawień maryjnych, nawet oficjalnie uznanych, a jednak nie mają one tak masowego przełożenia na ludzkie losy. O niektórych z nich właściwie nic nie wiemy. Kto słyszał o Betanii (1976), Cuapie (1980), San Nicolas (1983)... Tymczasem orędzie z Medjugorie znają miliony i dostrzegają w nim zaproszenie do zmiany życia na „według Ewangelii”. Więcej – i to znowu szczególny fenomen – ludzie wracają do domów, a nawrócenie trwa...

Zasłuchanie w to orędzie jest masowe i zmienia (na stałe!) życie milionów osób (aż tylu!). Zauważmy, że po tylu już latach trwania objawień tę ziemię zdążyło opuścić więcej niż jedno pokolenie ludzi nawróconych przez Medjugorie. Ci ludzie nie trafili do piekła, do którego może szli... Czy dla Boga i dla Kościoła jest coś ważniejszego niż to?

Wincenty Łaszewski

GŁOS KOŚCIOŁA: „Medjugorie są to przede wszystkim ludzie, którzy tu przyjeżdżają, którzy się tu modlą, tutaj się przemieniają, stąd wyjeżdżają do swoich krajów i tam niosą ducha Ewangelii” – tłumaczy abp Henryk Hoser. Zdaniem papieskiego wysłannika, w sanktuarium Królowej Pokoju najważniejsi są właśnie ludzie – nie orędzie objawień. A jeśli mówimy o orędziu... słyszymy o orędziu Ewangelii! Piękne to, prawda?

GŁOS ANTY-KOŚCIOŁA: Trudno się dziwić, że komuś Medjugorie przeszkadza. Więc słyszymy, że „to jest od diabła!”, że to „manipulacja”, że „masoneria”, że „dla zysku i sławy”, że „wizjonerzy żyją w luksusach”, że „podróżują po świecie”...

Jeśli to nie wystarcza, by zasiać niepokój, przedstawia się nam inne oskarżenie: Medjugorie ma za zadanie odciągnąć ludzi od Fatimy – jedynego orędzia, które może ocalić świat. Dlatego te przesłania są takie cudowne, niezwykłe, wiarygodne... Mają przykuć ludzi do siebie, tym samym nie dopuścić do triumfu Niepokalanego Serca.

Można jeszcze próbować skompromitować same objawienia. Nie wypowiadamy się o ich prawdziwości, bo to rola kościelnych urzędów, ale abp Hoser potwierdza, że nie ma tu błędów doktrynalnych. Coraz głośniej mówi się też o tym, że do Medjugorie może zostać zastosowany precedens z Kibeho (objawienia w Afryce, uznane w 2001 r.; warto wspomnieć, że w ich zatwierdzeniu dużą rolę odegrał właśnie abp Henryk Hoser, będący wówczas misjonarzem w Rwandzie). Pojawiają się głosy, że taka decyzja może zapaść jeszcze w tym roku... Kościół ogłosiłby wiarygodnymi pierwsze objawienia, ograniczyłby liczbę wizjonerów do dwóch-trzech, bo – podobnie jak w Kibeho – potem treści się powtarzają, a inni wizjonerzy nie wnoszą do objawienia nic nowego.

Gdyby tak się stało, byłoby to kolejne potwierdzenie, że Medjugorie jako „teren objawień” spełniło swą misję.

Już dziś mówi się o Medjugorie nie jako o miejscu ukazywania się Matki Bożej, ale o miejscu... objawiania się mocy sakramentów Kościoła.

PROROCZE MIEJSCE: W tej parafii jest prawdziwy, żywy, napełniony mocą Kościół. Nieważne, czy Msze odprawia święty czy najgorszy kapłan – zawsze jest ona doświadczeniem obecności i miłości Boga, który uzdrawia, nawraca, rodzi nowe życie. Nieważne, kto spowiada: sakrament zawsze ujawnia swą moc. Ludzie mówią o odbytych tam „spowiedziach życia”...

Medjugorie – miejsce modlitwy, liturgii, sakramentów, miejsce nawrócenia. Tak widzi je papieski wysłannik. Tego typu znak – mówiący, że odnowa Kościoła jest na wyciągnięcie ręki! – jest niezwykle potrzebny w czasach obecnego kryzysu. Gdyby prorocka misja Medjugorie rzeczywiście oznaczała bycie zaczynem odnowy Kościoła, a w naszych parafiach zaczęło się ujawniać to, co tam – moc sakramentów, wówczas Medjugorie okazałoby się jednym z najważniejszych miejsc na duchowej mapie świata.

Nie będziemy chyba długo czekać na weryfikację tej tezy.

Wincenty Łaszewski, mariolog, pisarz, tłumacz

CZYTAJ DALEJ

Nie możemy pogodzić się z podziałami wśród chrześcijan

2020-01-24 12:37

[ TEMATY ]

Sandomierz

ks. Wojciech Kania

W związku z Tygodniem Modlitw o Jedność Chrześcijan, bp Krzysztof Nitkiewicz przewodniczył dzisiaj rano, 24 stycznia, Mszy św. w kaplicy Seminarium Duchownego w Sandomierzu. Eucharystię, podczas której powierzono Bogu dialog ekumeniczny, koncelebrowali: rektor ks. Rafał Kułaga, ojcowie duchowni, wychowawcy oraz profesorowie seminarium.

Bp Krzysztof Nitkiewicz powiedział w homilii, że podziały uniemożliwiające chrześcijanom wspólne sprawowanie Eucharystii są przeciwne woli Chrystusa i nigdy nie można się z nimi pogodzić. Właściwą odpowiedzią na brak widzialnej jedności jest modlitwa i osobiste nawrócenie, a nie nawracanie innych, żeby myśleli tak samo jak my. Każdy wierzący może i powinien zaangażować się w dzieło budowania jedności, natomiast szczególna odpowiedzialność spoczywa tutaj na duchownych oraz na przygotowujących się do kapłaństwa. Biskup Ordynariusz dodał jednocześnie, że droga do jedności z innym Kościołami prowadzi przez budowanie jedności we własnej wspólnocie diecezjalnej, parafialnej i rodzinnej.

Dzisiaj wieczorem klerycy Seminarium Duchownego wezmą udział w spotkaniu ekumenicznym w sandomierskiej bazylice katedralnej.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję