Reklama

Nie gorsz!

2015-09-24 12:02

Ks. Tomasz Pełszyk
Edycja podlaska 39/2015, str. 1

Graziako

Duch świata zbiera w naszych czasach obfite żniwo. Zatrute, wykrzywione myślenie wielu ludzi sąsiaduje – paradoksalnie – z normalnością, pobożnością i naturalna dobrocią innych. Można powiedzieć, że od zawsze tak jest, ale przerażająca jest skala zgorszenia, jaka zalewa media i kształtuje nasze codzienne życie. Czy sumienie człowieka ma szansę na odrodzenie i ponowne uformowanie według zamysłu Bożego?

Czytanie z Księgi Liczb i następujący po nim psalm responsoryjny niosą optymistyczną wizję Bożego działania. Nawet „święta” zazdrość Jozuego, który chce bronić pozycji Mojżesza, nie przyćmiewa faktu, że Pan pragnie obdarować swym duchem cały naród wybrany. Najwyższy wysłuchał prośby Patriarchy i natchnął szczególnym darem tych, którzy mieli odtąd dźwigać współodpowiedzialność za wędrujących do ziemi obietnicy Izraelitów. Chwilowe „uniesienie prorockie” zapowiadało prozę zwykłych obowiązków wobec ludu. Psalmista, uwielbiając Boga za Jego doskonałość i sprawiedliwość, realistycznie patrzy na siebie i prosi o opiekę Pana, by mógł ustrzec się zła, jakie czyha ze wszystkich stron – nawet tego zła, którego obecności sobie w tej chwili nie uświadamia. Dla Jezusa czymś zupełnie oczywistym było, że ktoś „w Jego imię” wyrzuca złe duchy. Uznał, że w ten sposób wypełnia się zamiar Ojca. Wszelka zazdrość ma w tym kontekście wymiar podwójnie negatywny, ponieważ jest nie tylko wadą zazdrośnika, ale próbuje też ograniczać swobodę Bożego działania i Jego hojność. Zdecydowane potępienie zgorszenia być może szokuje ostrością sformułowań. Aż tak radykalne podejście do „gorszenia maluczkich” wypływa z prawdy o odpowiedzialności człowieka za wieczny los – swój i bliźnich. „Odcinanie” rąk i nóg czy też „wyłupywanie” oczu, które prowadzą do grzechu, to wprawdzie obraz symboliczny, mający jednak silne oparcie w praktyce postępowania. Mówi o tym św. Jakub Apostoł, wzywając zapatrzonych w swoje bogactwo, niesprawiedliwych i zabójców do natychmiastowego zerwania ze złem, które ich samych prowadzi do potępienia: „zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają”. Może strach przed piekłem wyda owoc nawrócenia?...

Reklama

Lęk wobec Bożej wszechmocy i nieuchronnej sprawiedliwości może stać się jednym z motywów poprawy, nie da się jednak w żadnym wypadku tylko na nim budować swoich relacji z Ojcem Niebieskim. Odrzucenie zgorszenia, które dotknęło nasze sumienie, oznacza wielką pracę duchową i otwartość na łaskę uświęcającą. Praca ta musi również objąć całą sferę relacji z bliźnimi, do których zgorszenia przyłożyliśmy rękę. Czy wystarczy nam na to życia, jakie jest jeszcze przed nami? Nie wolno nam zmarnować nawet minuty!

Tagi:
wiara

Reklama

Amerykański biskup: wszyscy jesteśmy winni

2019-08-10 06:50

pb (KAI/pewresearch.org/ncronline.org) / Waszyngton, Los Angeles

„Wszyscy jesteśmy winni” - takimi słowami biskup pomocniczy archidiecezji Los Angeles Robert Barron skomentował fakt, że niemal 70 proc. katolików w Stanach Zjednoczonych nie wierzy w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Wynika to z badań przeprowadzonych w lutym br., a ogłoszonych 5 sierpnia przez Ośrodek Badawczy Pew w Waszyngtonie.

RobertCheaib/pixabay.com

- Trudno opisać, jaką złość czuję po przeczytaniu tego, co ujawnia najnowsze studium @pewresearch o rozumieniu Eucharystii wśród katolików. Powinno to być sygnałem alarmowym dla nas wszystkich w Kościele - napisał hierarcha na swym koncie na Twitterze.

W filmie wideo towarzyszącym wpisowi wyjaśnił, że obwinia „siebie, biskupów, księży, wszystkich” odpowiedzialnych za przekazywanie wiary. - Wszyscy jesteśmy winni - stwierdził bp Barron. Dodał, że doszło do „ogromnej porażki Kościoła w kontynuowaniu własnej tradycji”.

Według Ośrodka Badawczego Pew 69 proc. osób określających siebie mianem katolików stwierdziło, że podczas Mszy św. chleb i wino przyjmowane w komunii są „symbolami ciała i krwi Jezusa Chrystusa”. Natomiast 31 proc. zadeklarowało wiarę w to, że „w czasie katolickiej Mszy chleb i wino naprawdę stają się ciałem i krwią Jezusa”.

Respondentów zapytano także, czy wiedzą, czego Kościół katolicki naucza w tej kwestii. Okazało się, że na wspomniane 31 proc. wierzących w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii składa się: 28 proc. znających kościelne nauczanie na temat transsubstancjacji, 2 proc. uważających, że Kościół naucza, iż chleb i wino są jedynie symbolami ciała i krwi Chrystusa (a jednak wierzących w realną obecność!) oraz 1 proc. tych, którzy nie znają nauczania Kościoła w tej materii.

Z kolei w gronie 69 proc. niewierzących w realną obecność, 22 proc. zna nauczanie Kościoła o transsubstancjacji (lecz je odrzuca), 43 proc. jest przekonanych, że to Kościół uczy, iż chleb i wino są tylko symbolami ciała i krwi Chrystusa, 4 proc. nie zna kościelnego nauczania, zaś 1 proc. nie udzieliło odpowiedzi.

Wiara w realną obecność Jezusa w Eucharystii jest ponaddwukrotnie większa u katolików praktykujących (chodzących na Mszę przynajmniej raz w tygodniu) niż wśród ogółu katolików i wynosi 63 proc. Jednak nawet w grupie praktykujących 37 proc. uważa chleb i wino jedynie za symbole ciała i krwi Chrystusa.

Najgorzej jest wśród katolików poniżej 40. roku życia, spośród których w transsubstancjację wierzy jedynie 26 proc., a także wśród katolików hiszpańskojęzycznych - zaledwie 24 proc., choć zdecydowana większość z nich zna kościelne nauczanie w tej kwestii.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Portoryko: tragiczna śmierć polskiego misjonarza

2019-08-19 14:19

vaticannews / San Juan (KAI)

W Portoryko tragicznie zginął polski misjonarz ks. Stanisław Szczepanik ze Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Wiele wskazuje na to, że poniósł śmierć w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Okoliczności bada jednak policja, ponieważ nieprzytomnego kapłana znaleziono leżącego na chodniku z rozbitą głową. Obok stał rower, którym misjonarz jechał na poranną Eucharystię. Nie było żadnych świadków zdarzenia. Do wypadku doszło 16 sierpnia w Ponce, gdzie ostatnio pracował. Dwa dni później zmarł w miejscowym szpitalu. Zgodnie z ostatnią wolą ks. Szczepanika, zawartą w testamencie napisanym zakonnym zwyczajem przed wyjazdem na misje, jego narządy przekazano do przeszczepu.

pixel2013/pixabay.com

„Był człowiekiem niezwykle przyjacielskim, otwartym na ludzi, którym służył, ale i braci, z którymi dane mu było pracować” – mówi Radiu Watykańskiemu ks. Jarosław Lawrenz, którego zmarły kapłan wprowadzał w realia pracy misyjnej w Zairze. Następnie w 2000 r. razem zakładali placówkę misyjną na Haiti.

"Ks. Stanisław przede wszystkim był otwartym człowiekiem, poszukującym zawsze najlepszego rozwiązania dla dobra drugiego. Był bardzo pracowity i bardzo od siebie wymagał. Zawsze chciał się dobrze przygotować do pełnionej funkcji. Pamiętam, jak kończył pracę w terenie i poproszono go, żeby poprowadził kierownictwo duchowe w seminarium w Kinszasie. Zwrócił się wówczas do przełożonych, by wysłali go na studia. I w Paryżu u jezuitów skończył duchowość. Z kolei gdy szedł do buszu uczył się lokalnego języka, by móc z się porozumiewać z ludźmi, którzy zostali mu powierzeni. Pamiętam, że gdy w 2000 roku razem wyjechaliśmy na Haiti, zajął się klerykami będącymi na początku formacji. Pierwszą rzeczą, od której zaczął tych ludzi przygotowywać do kapłaństwa i otwierać na sens i bogactwo powołania było Słowo Boże i liturgia. Dla niego Eucharystia była bardzo ważna i myślę, że ktokolwiek go z tego czasu pamięta, to będzie wskazywał na znaczenie kaplicy w jego życiu. Dla niego miejsce spotkania z Panem było bardzo ważne. Zawsze odwoływał się do łaski Pan. Mówił, że jeżeli Bóg nas tutaj wysłał i jeżeli Bóg chciał byśmy tu byli, to On nam pomoże” - wspomina w rozmowie z papieską rozgłośnią ks. Lawrenz.

Ks. Szczepanik miał 63 lata. W 1981 r. wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy, a w 1985 r. przyjął święcenia kapłańskie. Rok potem wyjechał na misje najpierw do dawnego Zairu (obecnie Demokratyczna Republika Konga), a następnie na Haiti, Dominikanę i do Portoryko. Współbracia wspominają go jako oddanego ludziom kapłana, niestrudzonego spowiednika i kierownika duchowego. Był też wielkim promotorem kultu Bożego Miłosierdzia. Wolą misjonarza było zostać skremowanym i spocząć w Polsce.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Rodziny prosiły o odwagę

2019-08-20 11:00

Beata Pieczykura

– W codzienności waszego życia Maryja chce dodać wam odwagi w duchowych trudnościach, cierpieniach – mówił o. Mariusz Tabulski, paulin, podczas Pielgrzymki Rodzin i Małżeństw do sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin

Beata Pieczykura/Niedziela

Zgromadzili się wszyscy razem w Kościele, w świątyni pod niebem, na trawie i pod drzewami, aby doświadczyć obecności Matki Bożej Leśniowskiej – uśmiechniętej, łagodnej i pięknej patronki rodzin. Modlili się w różnorakich intencjach oraz o radość przeżywaną w duchu wiary. A tę radość odkrywali w Bogu, który jest bardzo bliski człowiekowi i żyje w Kościele. Byli to liczni wierni, którzy w ramach dorocznej Pielgrzymki Rodzin i Małżeństw przybyli do sanktuarium Matki Bożej Leśniowskiej Patronki Rodzin. Odbyła się 2 lipca z okazji święta patronalnego. Mszy św. przewodniczył i homilię wygłosił o. Mariusz Tabulski, definitor generalny Zakonu św. Pawła Pierwszego Pustelnika. Kaznodzieja zachęcał zebranych, by uwierzyli Bogu i naśladowali Maryję. W tym duchu mówił: – Chcemy razem z Nią słuchać Jezusa żyjącego w Kościele, słuchać i służyć, i pomagać braciom i siostrom, którzy potrzebują wsparcia, a przede wszystkim odnalezienia zwyczajnej drogi planu dla rodziny, tej jedynej drogi, która daje godność rodzinie i prawdę miłości oraz przyszłość małżonkom i ich dzieciom. O. Jacek Toborowicz, przeor sanktuarium Matki Bożej Patronki Rodzin w Leśniowie, podkreślił, że jest to wielkie dziękczynienie za wszystkie łaski. Na uroczystość przybyły pielgrzymki Rodzin Katolickich Archidiecezji Częstochowskiej, piesze – z parafii Gorzków – Trzebniów (35 osób, po raz 9.) i z Żarek, która wędrowała jako Marsz dla Życia i Rodziny, oraz rowerowa z Witkowic-Nieznanic (ok. 20 osób, po raz 16.) wraz ze swoimi duszpasterzami.

Zobacz zdjęcia: Rodziny prosiły o odwagę

Drugi dzień odpustu leśniowskiego miał miejsce 7 lipca. Tego dnia Sumie przewodniczył bp Roman Pindel, ordynariusz diecezji bielsko-żywieckiej. W dniach 3-8 lipca trwały dni maryjne prowadzone przez o. Józefa Stępnia, referenta ds. Nawiedzenia Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Był to czas podziękowania Leśniowskiej Patronce Rodzin oraz prośby, by wypraszała u Syna potrzebne łaski.

Mówią pątnicy

Pan Ryszard z Niegowej pielgrzymował z rodziną. Z dumą mówi, że do Matki Bożej Leśniowskiej po raz pierwszy przyjechał jego 8-miesięczny wnuczek, aby zobaczył klasztor. Wraz z żoną przystąpili do sakramentu pojednania i pokuty. Jego córka Kinga, obecnie mieszka koło Chrzanowa, wspomina, że do Maryi pielgrzymuje od zawsze, czyli ponad 20 lat. – Warto tu przyjechać – podkreśla. Cała rodzina zgodnie twierdzi, że tutaj czują się jak w domu.

– Pochodzę z parafii Żarki, a mieszkam w Płocku wraz z mężem i synem. Przyjechałam tu na odpust Matki Bożej Leśniowskiej z mamą i synem. Jestem zżyta z sanktuarium, bo tutaj właśnie kształtowała się moja wiara i tutaj wyprosiłam męża i syna Szymona, ma rok, przyszliśmy podziękować Matce Bożej – powiedziała Katarzyna.

Pani Ewa i pan Piotr z parafii w Witkowicach-Nieznanicach przybyli do Pięknej Pani Leśniowskiej w pielgrzymce rowerowej, trasa liczyła 40 km w pierwszą stronę. – Wiele razy wybierałam się tutaj, ale zawsze było nie po drodze, bo albo praca, nie było urlopu, albo małe dzieci. Jak pojawił się nowy rower i trzeba było go wypróbować na dłuższej trasie, to z potrzeby serca wybrałam się na pielgrzymkę, bo z Leśniowem jestem związana od dzieciństwa, jako dziecko, a potem jako nastolatka spędzałam tu czas na oazach rodzin – opowiada pani Ewa.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem