W książce znalazły się m.in. prywatne zapiski Józefa Ulmy, jego listy, refleksje z okresu służby wojskowej, a także świadectwa zainteresowań nauką i edukacją dzieci. Całość uzupełniają niepublikowane dotąd fotografie pokazujące codzienność rodziny. Szczególnym symbolem publikacji jest dopisek „Tak”, zapisany ołówkiem przez Józefa Ulmę na marginesie rodzinnej Biblii przy przypowieści o miłosiernym Samarytaninie. Dla wielu badaczy i biografów to właśnie ten fragment Pisma Świętego stał się duchowym mottem życia rodziny.
Jak podkreślono w prologu publikacji, ocalałe dokumenty są dziś niezwykle cennym świadectwem życia tej rodziny: „Porozrzucane przez niemieckich żandarmów książki, notatki i zapisane przez Ulmę zeszyty nie przedstawiały w oczach okupantów najmniejszej wartości. Niewątpliwie z tego powodu przetrwały do dziś i nie straciły na znaczeniu”.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Zachowane rękopisy stanowią dziś wyjątkowe źródło wiedzy o duchowości i codzienności Ulmów. Autor publikacji ks. Paweł Tołpa podkreśla, że są one swoistym „kodem” pozwalającym zrozumieć życie tej rodziny: „Osobiste notatki pozostawione przez Rodzinę Ulmów są dziś swoistego rodzaju ich "kodem DNA". Rękopisy te stanowią wystarczającą pomoc, aby właśnie z nich, krok po kroku, odczytać liczne walory męczeńskiej rodziny”.
Reklama
Istotnym kontekstem rękopisów jest również imponująca biblioteka Ulmów, licząca ponad 350 książek, która świadczy o szerokich zainteresowaniach Józefa i Wiktorii. W wielu tomach zachowały się ich własnoręczne dopiski na marginesach.
Jak czytamy w książce, same zapiski Józefa Ulmy powstawały jako efekt jego osobistych refleksji nad życiem, wiarą i przemianami społecznymi: „Inspirowały go do spisania swoich przemyśleń będących pokłosiem osobistej lektury, studium życia i obserwacji znaków czasów”.
Publikacja ukazuje się w szczególnym momencie pamięci historycznej. 24 marca 1944 roku niemieccy okupanci zamordowali w Markowej Józefa i Wiktorię Ulmów, ich sześcioro dzieci oraz ukrywanych przez nich Żydów. Rodzina została beatyfikowana przez Kościół katolicki jako symbol heroicznej miłości bliźniego.
Książka „ULMOWIE. Rękopisy” pozwala zobaczyć tę historię z wyjątkowo osobistej perspektywy – poprzez autentyczne dokumenty, zapiski i fotografie pozostawione przez samą rodzinę. Publikacja ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rafael i jest dostępna w dobrych księgarniach.
Fragment książki „ULMOWIE. Rękopisy”. Do kupienia pod tym linkiem: rafael.pl.

List Józefa Ulmy do Rodziców
Pilzno, dnia 20 II [19]30 r.
Drodzy Rodzice i Rodzeństwo!
Dłuższy czas nie pisałem do Was, bo nie miałem nic ważniejszego do powiedzenia. Teraz zebrawszy odpowiedni materjał, kreślę kilka słów. Tutaj żyję i pracuję bez zmiany, dlatego z tej materji nie mam nic ważnego do powiedzenia. Daję tylko kilka uwag informacyj, dyspozycyj i zapytań.
Reklama
Otóż pierwsze: prosiłbym zbadać pszczoły lub poprosić Antka Szp[ytmę], czy żyją i jak, czy oblatują się w czasie ciepłych dni. Te środkowe zdaje się będą najgorsze pod tym względem. Czy cebula nie gnije i czy się sprzedaje, lub jest możność sprzedaży. Teraz soję należałoby porozkładać na bautach wiązkami i łuskać nie ma co, bo tak się lepiej przechowa. Trzeba wszystko zostawić na nasiona, żeby jak najwięcej rozmnożyć, bo zdaje się, że będzie to bardzo pożyteczna roślina. Głównie zwrócić uwagę, czy myszy ją nie psują, bo zdaje się, że one będą miały specjalny smak na nią.
Fasole szparagowe też trzeba wyłuszczyć i osobno w woreczkach na strychu wywiesić, osobno każdą odmianę, żółta to „Claus Riwal”, biało-zielonawa, płasko-podłużna to „Cud Francji”, biała pękata z rdzawą plamką to „Złoty deszcz”. Zobaczyć w piwnicy sadzonki pigwy i rajskiej, czy myszy nie ruszają. Czy zające w szkółce nie robią swojej roboty. Czy mróz nie uszkodził końców pędów morwowych. Czy śnieg nie poobłamywał bocznych pędów morwowych. Koniecznie zdałoby się wywieźć gnoju pod porzeczki koło płotu, te w środku na razie nie potrzebują. Ten kawałek, gdzie rosła cebula i czosnek, między morwami a szczepkami, zapomniałem, czy tam był wywieziony obornik, bo trzeba by koniecznie nawieźć, choćby na wierzch na tym kawałku, można by posadzić trochę niektórych warzyw do własnego użytku.
Tak samo bardzo słaby jest ten koniec koło poprzecznego wału. Na górze na żerdkach, tam gdzie wisiała cebulka, wisi nasienie cebuli, należałoby je wyłuskać i schować do woreczka. W mojej komorze w tekturowym pudełku (do wieszania) nad półkami z książkami są nasiona szpinaku, sałaty i inne, trzeba by je przewietrzyć, aby nie zapleśniały. Na razie z tego tyle. A teraz z innej beczki. Jak tam teraz u Was wygląda gospodarka. Czy krowy się jeszcze doją i jak, czy te same. Jak cielę – czy świnie macie – kobyłka czy zdrowa – czyście jej nie sprzedali lub wymienili. Jak się Wam stosunki gospodarcze układają. Bo coś po świecie widać nie bardzo pomyślnie się układa. Na ostatku, czy wszyscy jesteście w dobrem zdrowiu – czy Marynka powróciła. Zresztą, co wiecie nowego, to mi napiszcie.
Z pozdrowieniami
Józef
Te dwie kartki oddać Frankowi Niemczakowi.
