Reklama

Chcesz być superbohaterem? Masz szansę!

2015-12-03 08:38

Katarzyna Jaskólska
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 49/2015, str. 4-5

Łukasz Forysiak
Wolontariusze i podopieczni w rytmie poloneza

W życiu rzadko kiedy jest tak, że trudna sytuacja nagle się odmieni, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego lepiej jest nauczyć się wygrywać, pomimo niesprzyjających okoliczności. W tym właśnie pomaga Akademia Przyszłości

Akademia Przyszłości działa w Polsce od 12 lat, a jej pomysłodawcą jest ks. Jacek Stryczek – ten sam, który zainicjował Szlachetną Paczkę. W naszej diecezji Akademia Przyszłości od 4 lat ma swój oddział w Zielonej Górze. W tym roku pierwsza edycja programu ruszyła w Gorzowie.

O co chodzi? Po prostu o to, żeby dziecku, które dotychczas czuło się nieważne, zapomniane, nielubiane, odepchnięte pokazać, że jest dla kogoś cenne. Już samo to poczucie może stać się początkiem lepszego życia. Bo człowiek tak podbudowany szybciej uwierzy, że małymi kroczkami może osiągnąć wiele, zrealizować swoje marzenia.

Pilnie potrzebni

Akademia opiera się na pracy wolontariuszy. Każdy z nich dostaje pod opiekę jedno dziecko, z którym spotyka się raz w tygodniu. Pomaga w nauce (pomoc zawsze dotyczy jednego konkretnego przedmiotu), ale uczy też kontaktu z drugim człowiekiem, wspiera, ośmiela. Bo dziecko nie zawsze dlatego ma problemy w szkole, że jest niezdolne – często jest po prostu zbyt nieśmiałe, żeby się zgłosić albo spokojnie odpowiedzieć na pytanie przy całej klasie.

Reklama

Kiedy Akademia podpisze umowę ze szkołą, pedagog wskazuje dzieci, które jego zdaniem powinny wziąć udział w programie. Dziecko oczywiście musi wyrazić na to zgodę, podobnie jego rodzice. Wolontariusz spotyka się ze swoim podopiecznym zawsze w szkole, po lekcjach (spotkania nie odbywają się w domach). Dyrekcja szkoły zapewnia w tym czasie salę.

Wolontariusze są w tym programie kluczowi – bez nich nic się nie uda. Są pilnie potrzebni i poszukiwani. – Ci wolontariusze, którzy przeszli rekrutację do aktualnej edycji, już są po pierwszym spotkaniu z dziećmi. Cały czas jednak szukamy kolejnych, bo wciąż czekają dzieci, dla których wolontariuszy na razie brakuje – mówi Aleksandra Flieger, koordynator ds. promocji.

Planszówki zamiast wkuwania

Do programu trafiają dzieci z niską samooceną i takie, których rodzice nie mogą sobie pozwolić na zapewnienie im korepetycji. Szczególną uwagę zwraca się na dzieci powtarzające klasę. Do programu trafia się na rok, są jednak wyjątki. – Kiedy widzimy, że dziecko robi postępy, ale przydałoby się trochę dłużej z nim popracować, przedłużamy mu udział w programie. Tak było w moim przypadku, z jednym chłopcem pracowałam przez dwa lata – opowiada Ola.

Każde dziecko jest inne, więc każdy wolontariusz musi wypracować własną metodę. – Mój podopieczny ma problem z nauką angielskich słówek. Na pierwszym spotkaniu szukaliśmy wspólnych zainteresowań. I okazało się, że m.in. lubimy gry planszowe. Więc moim pierwszym pomysłem jest właśnie wspólna gra, ale w taki sposób, że kolory, przedmioty itd. będziemy nazywać po angielsku, spróbujemy też używać prostych zdań. Zobaczymy, czy ten sposób się sprawdzi – mówi Paulina Kucaba, jedna z wolontariuszek. – Chcę mu pokazać, że nauka języka to nie tylko nudne wkuwanie słówek.

Jak zostać wolontariuszem?

– Pierwszy kontakt można złapać, wchodząc na stronę www.superw.pl – tłumaczy Ola. – Tam trzeba kliknąć zakładkę: „Zostań wolontariuszem Akademii”. Trzeba się zarejestrować i wypełnić specjalny formularz. Pytań, na które trzeba odpowiedzieć, jest sporo, ale to po to, żeby później na rozmowie rekrutacyjnej móc zweryfikować, czy dana osoba faktycznie poradzi sobie z dzieckiem. Bo to nie jest tak, że bierzemy każdego, kto się zgłosi. To jest praca z dzieckiem, więc musimy tej osobie zaufać. Po pozytywnym przejściu rozmowy rekrutacyjnej wolontariusz ma szkolenie wdrożeniowe.

Wolontariuszami mogą zostać licealiści, studenci i inni chętni, ale raczej do 30. roku życia. – Program zakłada, że wolontariusz nie będzie kojarzył się dziecku z nauczycielem, więc to jednak musi być osoba młoda. Ale zdarzyło się u nas, że zgłosiła się pani prawnik już po trzydziestce, za to bardzo energiczna i mająca wielką radość życia. I dlatego przeszła rekrutację – wyjaśnia Ola.

Dużą grupę wolontariuszy stanowią studentki pedagogiki bądź psychologii, ale to nie jest reguła. Liczy się przede wszystkim chęć do pracy z dzieckiem. – Zdarza się, że faceci traktują ten wolontariat jako taki kurs „tacierzyński”. Chcą nauczyć się opiekować, rozmawiać i przebywać z dzieckiem, jeszcze zanim sami zostaną ojcami – mówi Ola.

Same plusy

Jest jeszcze więcej korzyści z bycia wolontariuszem Akademii. Człowiek czuje satysfakcję, bo uczestniczy w wielkim ogólnopolskim projekcie. Z jednej strony pomaga, z drugiej sam rozwija swoje kompetencje, a taka wzmianka bardzo się liczy w CV. Poznaje i pogłębia swoje mocne strony. Uczy się podejmować wyzwania, skutecznie je realizować i cieszyć się z sukcesów. Poznaje też nowych ludzi. I – co najważniejsze – dla jednego małego człowieka staje się superbohaterem.

– Mnie bardzo cieszy, że mogę komuś pomóc. Ale też widzę, że sama się rozwijam. Pomagam chłopcu w angielskim, a tego języka ostatnio uczyłam się w liceum, więc pewne rzeczy muszę sobie powtórzyć – opowiada Paulina. – Uczę się nowych metod pracy, muszę być kreatywna. Wiele mi to daje.

Oczywiście nie jest tak, że wolontariusz musi pomagać w nauce czegoś, w czym nie czuje się mocny (po to m.in. wypełnia się tak szczegółowy formularz). Jednak… – Zawsze pytamy, czy wolontariusz chce robić tę konkretną rzecz. Do niczego nie zmuszamy, ale też zachęcamy, żeby się przełamywać. Ja na przykład studiuję filologię polską, a pomagałam w… matematyce. To było wyzwanie, ale nie żałuję – śmieje się Ola.

Wolontariusz nigdy nie zostaje sam. W każdej szkole, w której jest realizowany program, działa kolegium, złożone z lidera i wolontariuszy, które spotyka się regularnie.

Ryba, wędka, wędkarz

Zasadą Akademii jest, żeby dziecko dostało najpierw rybę (wyprawkę na nowy rok szkolny), potem wędkę (konkretne umiejętności, np. odpowiadanie przy tablicy, rozmowę z rówieśnikami), ale przede wszystkim mentalność wędkarza (czyli jak sobie radzić w życiu). Ktoś kto ma mentalność wędkarza, nawet jeśli nie posiada wędki, to sam ją sobie zrobi. Nie będzie bezczynnie czekać, aż w cudowny sposób pojawi się przed nim ryba.

I jeszcze jedna ważna sprawa. Dzieci dostają pomoc. Ale uczą się też pomagać innym. – Zachęcamy je do udziału w różnych akcjach, pokazujemy, ile same mogą zrobić dla drugiego człowieka. W naszym województwie jest jeszcze na to za wcześnie, ale np. w Krakowie wolontariuszami Akademii są dzisiaj osoby, które ileś lat temu same były podopiecznymi – mówi Ola.

Więcej o Akademii Przyszłości:
www.facebook.com/AkademiaPrzyszlosciZielonaGora
www.facebook.com/AkademiaPrzyszlosciGW
www.superw.pl

Tagi:
Akademia Przyszłości

Wolontariusze potrzebni od zaraz! Dołącz do Akademii Przyszłości

2019-01-23 11:54

Akademia Przyszłości

16. edycja Akademii Przyszłości trwa w najlepsze w całej Polsce. To program, który pomaga dzieciom w budowaniu pewności siebie i wzmacnia ich poczucie własnej wartości. Mali studenci spotykają się na cotygodniowych spotkaniach z osobistymi tutorami, odkrywają w sobie talenty i odnoszą sukcesy, które wpisują do Indeksów. W tym roku w programie bierze udział ponad 2000 dzieci. Mogłoby więcej, ale potrzebni są wolontariusze. Odważ się, nie daj im czekać i zostań SuperW! Bądź jak Ola. I Ania.

Akademia Przyszłości

- Spotykam się z Andżeliką – mówi Ola, od października wolontariuszka w Akademii Przyszłości – Andżelika była bardzo zamknięta w sobie. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy, dostrzegłam w jej twarzy coś, co widziałam na zdjęciach z czasów, gdy sama byłam dzieckiem. Od razu wiedziałem, że chcę z nią pracować. Chciałam jej pomóc. Nie sądziłam, że sama się przy tym tyle nauczę!

Zmienić historie. Na dobre

Akademia Przyszłości, która pozwoliła się spotkać Oli i Andżelice, to ogólnopolski program, pomagający rozwijać potencjał dzieciom, które mają wielkie plany i wspaniałą wyobraźnię, ale brak im pewności siebie. Wspiera zarówno uczniów, którzy nie radzą sobie w nauce, jak i tych którzy mają problemy w kontaktach z rówieśnikami i w integracji społecznej. Celem programu jest zmiana ich historii: budowanie w dzieciach poczucia własnej wartości oraz rozwijanie ich sprawczości i pewności siebie – tak, by były w stanie samodzielnie radzić sobie w dorosłym życiu. Organizatorem Akademii Przyszłości jest Stowarzyszenie Wiosna, znane m.in. ze Szlachetnej Paczki.

Pewność i zaufanie

W tym roku szkolnym program odbywa się już po raz szesnasty. Program Akademii oparty jest na autorskim Systemie Motywatorów Zmiany i metodologii projektowania doświadczeń. Każde dziecko otrzymuje w nim swojego osobistego tutora-wolontariusza, z którym spotyka się na indywidualnych zajęciach raz w tygodniu. Zadaniem tutora jest zbudowanie z dzieckiem relacji opartej na zaufaniu i stworzenie mu warunków do tego, by zmieniło swoje nastawienie do świata. Ponadto dzieci objęte programem Akademii biorą udział w specjalnie dla nich organizowanych wydarzeniach, takich jak uroczysta inauguracja i zakończenie roku na uczelni czy tzw. „Fotel prezesa”. Uczestniczą też we wspólnych wyjściach na wydarzenia kulturalne oraz w spotkaniach z ciekawymi ludźmi. Akademię Przyszłości wspierają m.in. Joanna Kulig, Tomasz Kot i Daria Widawska.

Nie poświęcaj się – bądź SuperW

By zostać SuperW, czyli wolontariuszem Akademii, wystarczy wejść na stronę www.superw.pl i wypełnić krótki, intuicyjny formularz zgłoszeniowy. Następne kroki to rozmowa i jednodniowe wdrożenie. Po nich pozostaje już tylko podjąć decyzję i podpisać umowę. Po co?

- Akademia Przyszłości to przede wszystkim mnóstwo pozytywnej energii i radości. Kiedy widzisz jak ktoś – mały człowiek – zmienia się, rozwija skrzydła, to jest najlepsze, co można zobaczyć. Spotykacie się z tygodnia na tydzień, niby nic nadzwyczajnego się nie dzieje, a równocześnie dokonuje się coś wielkiego. Jak z Marysią, moją podopieczną – mówi Ania, która w Akademii jest już drugi rok z rzędu. - W dodatku, i ja to zawsze powtarzam, Akademia równie dużo daje podopiecznym, co wolontariuszom. Ja jestem tego najlepszym przykładem. I jestem za to ogromnie wdzięczna.

Jak mówią doświadczeni SuperW, wolontariat w Akademii nie jest poświęcaniem się i nie chodzi w nim tylko o pomaganie. To szansa na wszechstronny rozwój i zdobycie nowych kompetencji – w tym biznesowych. To także udział w wielkiej zmianie rzeczywistości i okazja do poznania świetnych ludzi, z którymi można w życiu wiele zrobić. Aż 79 proc. z nich uważa, że udział w projekcie to najważniejsze wydarzenie w ich życiu.

Zbuduj komuś życie

- Jeżeli czujesz, że chcesz coś zmienić w swoim życiu, że chcesz czegoś więcej, to Akademia jest programem, w który warto się zaangażować – dodaje Ola. - „Na żywo” i w bardzo konkretnych przykładach widzisz, jak twoja praca zmienia czyjeś życie, podejście do różnych spraw, a nawet wyraz twarzy i uśmiech. Widzisz, jak ktoś cieszy się z tego, że może pójść w ciekawe miejsce poza szkołą, z tego, że ma w tobie starszego kolegę czy koleżankę. I jest z tego dumny. Budujesz komuś życie i pomagasz kształtować to, jak będzie patrzył na rzeczywistość w przyszłości, a przy okazji poznajesz siebie. Rewelacja.

Nie czekaj, wejdź na www.superw.pl i zostań wolontariuszem. Na dobry początek nowego roku. Super W są szczególnie potrzebni w Krakowie, Białymstoku, Warszawie, na Podkarpaciu, Śląsku.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Święty Mikołaj - „patron daru człowieka dla człowieka”

Ks. Paweł Staniszewski
Edycja łowicka 49/2004

6 grudnia cały Kościół wspomina św. Mikołaja - biskupa. Dla większości z nas był to pierwszy święty, z którym zawarliśmy bliższą znajomość. Od wczesnego dzieciństwa darzyliśmy go wielką sympatią, bo przecież przynosił nam prezenty. Tak naprawdę zupełnie go wtedy jeszcze nie znaliśmy. A czy dziś wiemy, kim był Święty Mikołaj? Być może trochę usprawiedliwia nas fakt, że zachowało się niewiele pewnych informacji na jego temat.

pl.wikipedia.org

Wyproszony u Boga

Około roku 270 w Licji, w miejscowości Patras, żyło zamożne chrześcijańskie małżeństwo, które bardzo cierpiało z powodu braku potomka. Oboje małżonkowie prosili w modlitwach Boga o tę łaskę i zostali wysłuchani. Święty Mikołaj okazał się wielkim dobroczyńcą ludzi i człowiekiem głębokiej wiary, gorliwie wypełniającym powinności wobec Boga.
Rodzice osierocili Mikołaja, gdy był jeszcze młodzieńcem. Zmarli podczas zarazy, zostawiając synowi pokaźny majątek. Mikołaj mógł więc do końca swoich dni wieść dostatnie, beztroskie życie. Wrażliwy na ludzką biedę, chciał dzielić się bogactwem z osobami cierpiącymi niedostatek. Za swoją hojność nie oczekiwał podziękowań, nie pragnął rozgłosu. Przeciwnie, starał się, aby jego miłosierne uczynki pozostawały otoczone tajemnicą. Często po kryjomu podrzucał biednym rodzinom podarki i cieszył się, patrząc na radość obdarowywanych ludzi.
Mikołaj chciał jeszcze bardziej zbliżyć się do Boga. Doszedł do wniosku, że najlepiej służyć Mu będzie za klasztornym murem. Po pielgrzymce do Ziemi Świętej dołączył do zakonników w Patras. Wkrótce wewnętrzny głos nakazał mu wrócić między ludzi. Opuścił klasztor i swe rodzinne strony, by trafić do dużego miasta licyjskiego - Myry.

Biskup Myry

Był to czas, gdy chrześcijanie w Myrze przeżywali żałobę po stracie biskupa. Niełatwo było wybrać godnego następcę. Pewnej nocy jednemu z obradujących dostojników kościelnych Bóg polecił we śnie obrać na wakujący urząd człowieka, który jako pierwszy przyjdzie rano do kościoła. Człowiekiem tym okazał się nieznany nikomu Mikołaj. Niektórzy bardzo się zdziwili, ale uszanowano wolę Bożą. Sam Mikołaj, gdy mu o wszystkim powiedziano, wzbraniał się przed objęciem wysokiej funkcji, nie czuł się na siłach przyjąć biskupich obowiązków. Po długich namowach wyraził jednak zgodę uznając, że dzieje się to z Bożego wyroku.
Biskupią posługę pełnił Mikołaj ofiarnie i z całkowitym oddaniem. Niósł Słowo Boże nie tylko członkom wspólnoty chrześcijańskiej. Starał się krzewić Je wśród pogan.
Tę owocną pracę przerwały na pewien czas edykty cesarza rzymskiego Dioklecjana wymierzone przeciw chrześcijanom. Wyznawców Jezusa uczyniono obywatelami drugiej kategorii i zabroniono im sprawowania obrzędów religijnych. Rozpoczęły się prześladowania chrześcijan. Po latach spędzonych w lochu Mikołaj wyszedł na wolność.
Biskup Mikołaj dożył sędziwego wieku. W chwili śmierci miał ponad 70 lat (większość ludzi umierała wtedy przed 30. rokiem życia). Nie wiemy dokładnie, kiedy zmarł: zgon nastąpił między 345 a 352 r. Tradycja dokładnie przechowała tylko dzień i miesiąc tego zdarzenia - szósty grudnia. Podobno w chwili śmierci Świętego ukazały się anioły i rozbrzmiały chóry anielskie.
Mikołaj został uroczyście pochowany w Myrze.

Z Myry do Bari

Wiele lat później miasto uległo zagładzie, gdy w 1087 r. opanowali je Turcy. Relikwie Świętego zdołano jednak w porę wywieźć do włoskiego miasta Bari, które jest dzisiaj światowym ośrodkiem kultu św. Mikołaja. Do tego portowego miasta w południowo-wschodniej części Włoch przybywają tysiące turystów i pielgrzymów. Dla wielu największym przeżyciem jest modlitwa przy relikwiach św. Mikołaja.

Międzynarodowy patron

Biskup z Myry jest patronem Grecji i Rusi. Pod jego opiekę oddały się Moskwa i Nowogród, ale także Antwerpia i Berlin. Za swego patrona wybrali go: bednarze, cukiernicy, kupcy, młynarze, piekarze, piwowarzy, a także notariusze i sędziowie. Jako biskup miasta portowego, stał się też patronem marynarzy, rybaków i flisaków. Wzywano św. Mikołaja na pomoc w czasie burz na morzu, jak również w czasie chorób i do obrony przed złodziejami. Opieki u niego szukali jeńcy i więźniowie, a szczególnie ofiary niesprawiedliwych wyroków sądowych. Uznawano go wreszcie za patrona dzieci, studentów, panien, pielgrzymów i podróżnych. Zaliczany był do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli.

Święty zawsze aktualny

Od epoki, w której żył św. Mikołaj, dzieli nas siedemnaście stuleci. To wystarczająco długi czas, by wiele wydarzeń z życia Świętego uległo zapomnieniu. Dziś wiedza o nim jest mieszaniną faktów historycznych i legend. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że nawet w fantastycznie brzmiących opowieściach o św. Mikołaju tkwi ziarno prawdy.
Święty Mikołaj nieustannie przekazuje nam jedną, zawsze aktualną ideę. Przypomina o potrzebie ofiarności wobec bliźniego. Pięknie ujął to papież Jan Paweł II mówiąc, że św. Mikołaj jest „patronem daru człowieka dla człowieka”.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dziś na Jasnej Górze „Hołd z kwiatów” na wzór rzymski

2019-12-08 11:44

it / Jasna Góra (KAI)

Dziś na Jasnej Górze „Hołd z kwiatów”. Uroczystość stanowi nawiązanie do rzymskiego zwyczaju tzw. omaggio floreale (hołdu z kwiatów), który sięga 1938 r., kiedy to papież Pius XI polecił Papieskiej Akademii Niepokalanej przygotować 8 grudnia na placu Hiszpańskim w Rzymie uroczysty akt oddania czci Maryi Niepokalanej. Odtąd każdego roku Ojciec Święty składa Maryi wieniec z kwiatów. W częstochowskim sanktuarium kwiaty składa nie tylko arcybiskup, ale i pielgrzymi.

Krzysztof Świertok

Na Jasnej Górze hołd Maryi składany jest pod figurą Niepokalanej na placu przed szczytem. Figura stoi pośrodku placu, gdzie do 1917 r. znajdował się pomnik cara Aleksandra II. W stanie wojennym pod tą figurą układany był krzyż z kwiatów i zniczy na znak jedności Polaków, pamięci o aresztowanych i prześladowanych, z prośbą o wyzwolenie z komunistycznej niewoli. Pod rzeźbą Niepokalanej przez cały rok trwa modlitwa pielgrzymów, którzy wchodzą na Jasną Górę od strony Alei NMP. W sezonie pielgrzymek pieszych pątnicy składają Maryi tysiące kwiatów.

Tegoroczne uroczystości „Hołdu z kwiatów” upływają nie tylko w łączności z papieżem Franciszkiem, ale i z kościołem Ducha Świętego w Warszawie, skąd wyrusza Warszawska Pielgrzymka Piesza na Jasną Górę i gdzie rozpoczęła się modlitwa w obronie życia, Duchowa Adopcja Dziecka Poczętego. Świątynia od dziś stanie się Sanktuarium Jasnogórskiej Matki Życia.

Jak powiedział przeor Jasnej Góry, o. Marian Waligóra „w hołdzie z kwiatów będziemy dziękować za Maryję, która jest Matką Życia, i która zaprasza nas do tego, byśmy byli świadkami życia”.

8 grudnia to na Jasnej Górze od 10 lat dzień łączności Wzgórza Jasnogórskiego ze Wzgórzem Watykańskim. - W jakimś sensie ten nasz hołd jest przedłużeniem tego papieskiego w Rzymie. Stamtąd zaczerpnęliśmy wzór, ale tu na Jasnej Górze nie tylko ks. Arcybiskup składa białe róże, lecz czynią to wszyscy, to jest taki jasnogórski zwyczaj, który ma szczególną wymowę - wyjaśnia o. Przeor. Podkreśla, że „w tym symbolicznym kwiecie każdy z nas składa swoje życie Niepokalanej”. - Chcemy wspierać też papieża w jego zmaganiach, w trudnych dla Kościoła czasach, naszą solidarną, wspólną modlitwą - zapewnia o. Waligóra.

Uroczystości jasnogórskie rozpocznie o godz. 16.15 Akatyst w Kaplicy Matki Bożej, po czym w procesji światła pielgrzymi i wierni arch. częstochowskiej przejdą na plac jasnogórski pod figurę Niepokalanej.

Tam ok. godz. 17.15 dokonany zostanie akt zawierzenia Kościoła, Ojczyzny i świata. Po czym na wzór rzymski, główny celebrans w koszu drabiny strażackiej zostanie wyniesiony w górę i złoży u stóp figury Maryi Niepokalanej wiązankę białych róż.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem