Reklama

O strażaku z WTC

2016-02-03 08:47

Aleksandra Polewska
Niedziela Ogólnopolska 6/2016, str. 16-17

UPI Photo/eyevine/East News

Jean Palombo przyleciała na Światowe Dni Młodzieży do Toronto, choć od dawna nie była już ani nastolatką, ani studentką. W zasadzie jedyną nicią, która łączyła ją z młodzieżą, był fakt, że była po prostu matką nastolatków – w tym 17-letniego Anthony’ego. Dwa lata wcześniej, latem 2000 r., Anthony wraz ze swoim ojcem Frankiem brali udział w spotkaniu z Janem Pawłem II na Tor Vergata w Rzymie. Gdy Papież ogłosił na zakończenie jubileuszowego spotkania z młodzieżą, że kolejne Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Kanadzie, Frank i Anthony od razu zaplanowali rodzinny wyjazd. Mieszkali w Nowym Jorku, więc do Toronto mieli stosunkowo blisko. Chcieli zabrać ze sobą Jean i dwóch młodszych braci Anthony’ego. Tymczasem rok później wydarzyło się coś, co zmieniło nie tylko bieg historii ich rodziny, ale zapisało się czarną kartą w historii całej zachodniej cywilizacji

Rankiem 11 września 2001 r. Jean obudziła się bardzo zdenerwowana. Sądziła, że jest w ciąży. Choć Palombowie byli otwarci na kolejne dzieci, Jean uznała, że byłoby to za szybko. Ich najmłodsza, dziesiąta pociecha nie miała jeszcze roku. Powiedziała Frankowi, że chyba zwariuje. On z uśmiechem odpowiedział, że ma się nie przejmować i że może się martwić wyłącznie o to, że znów się będą kłócić o imię dziecka. Bo zawsze się kłócili. Roześmiała się wtedy, Frank zawsze umiał ją rozbawić. Zwołał dzieci, by odwieźć je do szkoły, a gdy zamykał drzwi, powiedział do żony: „Zawsze będę ci pomagał”. Krótko potem na Brooklynie, na którym mieszkali, rozległ się ogromny huk. Pierwszy samolot wbił się w jedną z wież World Trade Center.

Tata nie wróci na noc

O godz. 8.45 porwany przez członków terrorystycznej organizacji Al-Kaida samolot pasażerski Boeing 767 uderzył w pierwszy z wysokościowców kompleksu WTC. O 9.03 drugi uprowadzony samolot rozbił się o drugą wieżę. Paliwo płonące w temperaturze 1000oC rozmiękczyło stalową konstrukcję. Wieżowiec uderzony jako drugi zawalił się jako pierwszy już po 47 min. Krótko po nim zawaliła się pierwsza z wież. Jean jako żona strażaka wiedziała, że gdy jej mąż walczy z pożarem, ona nie może oglądać telewizyjnych wiadomości. I choć tamtego dnia cały świat jak w hipnozie oglądał w telewizji płonące wieże, ona swojego telewizora nawet nie włączyła. Wieczorem jednak zrozumiała, że stało się coś złego. Frank nie odzywał się, nikt nie miał pojęcia, gdzie jest on i jego grupa. O północy dowiedziała się, że ekipa jej męża zaginęła. Powiedziała dzieciom, że tata nie wróci na noc.

Poznała Franka, gdy miała 9 lat. Jej starszy brat Ray przyprowadził go do domu. Czternastoletni wówczas gość zderzył się z nią gdzieś w korytarzu i tak wyglądał ich pierwszy kontakt. Gdy skończyła 18 lat, Frank zaprosił ją na randkę. W 1982 r., wkrótce po jej 21. urodzinach, wzięli ślub. Ich życie nie zawsze przypominało jednak idyllę. Jean jako młoda mężatka postanowiła odciąć się od Kościoła. Nie chciała mieć dzieci, bo uważała, że nie powinno się sprowadzać na świat niewinnych istnień, wiedząc, jak pełne cierpienia jest życie. Ich małżeństwo powoli obumierało. Któregoś dnia, nie wiedzieć czemu, Frank poprosił, by poszła z nim posłuchać jakichś katechez w jednej z nowojorskich parafii. Zgodziła się, jednak od razu zastrzegła, że to jej ostatni kontakt z Kościołem katolickim. W czasie katechezy zobaczyła małżeństwo wędrownych katechistów, które oczekiwało dziecka. Ogromnie poruszył ją fakt, że ci ludzie porzucili dom, kariery, które robili w Europie, tylko po to, by poświęcić się ewangelizacji. Niespodziewanie dotarło do niej, że Bóg kocha ją do tego stopnia, że wzbudził w dwojgu Włochów, o istnieniu których nie miała pojęcia, pragnienie zostawienia wygodnego życia po to, by jej życie mogło się odmienić. Gdy to sobie uświadomiła, zrozumiała, że sama nie żywiła takiej miłości nawet do własnego męża. Katecheza, która miała być jej ostatnim kontaktem z Kościołem, stała się nagle drzwiami do ich nowego życia.

Reklama

To oni dodają odwagi nam

W drugim dniu października 2001 r. z tym samym małżeństwem włoskich ewangelizatorów pojechała na Manhattan. Tylko dzięki ich obecności i wsparciu, stojąc nad zgliszczami bliźniaczych wież, mogła powiedzieć swoim dzieciom, że ich ojciec nie żyje. Oczywiście, że płakali. Nie ma nic złego w opłakiwaniu kogoś bliskiego. Jako młoda mężatka nie chciała być matką, a stojąc przy potężnych wyrwach w ziemi, na której stało niedawno World Trade Center, dziękowała Bogu za swoje potomstwo bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Na pogrzebie Franka zjawił się ówczesny burmistrz Nowego Jorku – Rudolph Giuliani. Jean z dziećmi, mimo bólu, jakiego doświadczała, wywarła na nim olbrzymie wrażenie. „To rodzina bardzo duża, bardzo ładna, włosko-amerykańska, z wieloma dziećmi, bardzo mocna wiarą – mówił burmistrz obecnym na pogrzebach strażaków reporterom. – Patrząc na tę rodzinę, na to, jak ona reaguje, jak jej członkowie wspierają się nawzajem, można się wzmocnić. Są bardzo zgnębieni, lecz mają też gigantyczną wiarę w Boga, który ich podtrzymuje”. A gdy któryś z dziennikarzy poprosił Giulianiego, by w kilku słowach dodał odwagi rodzinie, o której mówił, stwierdził: „Mają w sobie tę odwagę, nie potrzebują jej z zewnątrz. Wystarczy zobaczyć, jak sobie pomagają i jak wszyscy są przekonani, że nawet ta tragedia, która stała się ich udziałem, była z woli Boga i była częścią Jego planu. To oni dodają odwagi nam”.

To zaszczyt móc kochać nieprzyjaciół

Amerykański atak na Afganistan, który nastąpił wkrótce po zamachach na WTC i który władze USA nazywały „wojną z terroryzmem”, dla Jean nie był wcale przejawem wymierzania dziejowej sprawiedliwości. Nie chciała mieć nic wspólnego z takim myśleniem. Gdyby w Nowym Jorku zapłonęły meczety, a wewnątrz modliliby się talibowie, Frank i jego załoga bez zastanowienia weszliby do środka, ryzykując dla nich życie. Oni nie zajmowali się polityką, po prostu ratowali ludzi. Frank mawiał, że to zaszczyt móc kochać nieprzyjaciół. Jean była przekonana, że choć atak na WTC był monstrualnym złem, Bóg kocha także zamachowców i terrorystów. Gdy o nich myśli, modli się: „Panie, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Frank był wspaniały i odważny – zapewnia Jean. – Jak wszyscy strażacy był bardzo rozważny i ostrożny, nie udawał twardziela. Prawdziwy profesjonalista. Gdy zginął, miał 46 lat. Ostatnie słowa, jakie skierował do żony, brzmiały: „Zawsze będę ci pomagał”. Nie skłamał. Jean odczuwała każdego dnia, jak mąż pomagał jej i dzieciom z nieba. Po Eucharystii z Janem Pawłem II na Downsview w Toronto pierworodny Jean i Franka – Anthony postanowił wstąpić do seminarium, zostać księdzem i nieść Ewangelię wszędzie tam, gdzie Kościół go pośle.

Epilog

Historię Franka, powołania Anthony’ego i swoją Jean Palombo opisała mi w kilku mailach. Mijały lata i nasz kontakt gasł. Nie wiedziałam, co u niej słychać. Późnym latem 2013 r. zatelefonował do mnie mój przyjaciel z Tarnobrzega i podekscytowany poinformował, że spotkał się z dawną koleżanką, która mieszka od lat w USA, i wszystko wskazuje na to, że owa znajoma przyjaźniła się z Jean, o której kiedyś pisałam. Chwilę później usłyszałam jej głos w słuchawce i dowiedziałam się, że Anthony Palombo jest już po święceniach kapłańskich, Jean po śmierci męża urodziła córkę. Po długiej walce z chorobą odeszła do nieba i do swojego Franka. Byłam przy jej śmierci i na jej pogrzebie – mówiła. – Jean umierała bardzo spokojna, powtarzała, że nie martwi się o dzieci, bo zostawia je w najlepszych rękach, w rękach Boga.

Tagi:
świadectwo

Reklama

Św. Faustyna – pomost Bożego Miłosierdzia

2019-10-01 13:55

Agata Pieszko
Edycja wrocławska 40/2019, str. 6-7

Z danych organizacji rządowych dotyczących listy imion występujących w rejestrze PESEL na 2019 r. wynika, że imię Faustyna nosi 3319 kobiet. Dla porównania na pierwszym miejscu jest imię Anna z liczbą 1 063 017. Co skłania rodziców, aby nadać córce tak rzadkie imię...?

Archiwum prywatne
Dominika i mała Faustynka przy Jezusie Miłosiernym i św. Faustynie Kowalskiej

Historia Wandy

Wanda jest mamą dziewiątki fantastycznych dzieci. Obok Kingi, Józefa, Małgosi, Anielki, Jadzi, Klary, Władzia i Marysi wychowuje się 3-letnia Faustynka, która poczęła się w Roku Miłosierdzia. Zaraz po świętach Wielkiej Nocy, w tygodniu Bożego Miłosierdzia, rodzina Mokrzyckich wybrała się na pielgrzymkę do Łagiewnik.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Mocne słowa abp. Jędraszewskiego o LGBT

2019-10-12 11:23

wpolityce.pl

LGBT to prawdziwie pogańska ideologia, która odrywa nas od prawdy o człowieku - mówi w wywiadzie dla sobotniego „Naszego Dziennika” ks. abp Marek Jędraszewski.

LGBT to prawdziwie pogańska ideologia, która odrywa nas od prawdy o człowieku i wprowadza na tory, w których jako ludzie tracimy swoją tożsa-mość wyrastającą z samej naszej struktury biologicznej, określającej nas czy to jako kobiety, czy jako mężczyzn —mówi gazecie hierarcha.

Jego zdaniem, LGBT „podważa wszystko, co na temat człowieka głosi chrześci-jańska wiara”. Na sugestię, że LGBT „ukrywa się pod takimi hasłami jak „toleran-cja”, „mowa nienawiści”, „równość”, „takie same prawa dla wszystkich”, „stop przemocy”, uznając za swego największego wroga moralne nauczanie kościoła”, odpowiedział: „jak się patrzy na ideologię nazistowską i bolszewicką, to można zrozumieć, dlaczego dla nich pierwszym przeciwnikiem był zawsze Kościół i głoszona przez niego Ewangelia i moralność”.

Ich walka z chrześcijaństwem zawsze odbywała się w połączeniu z określonym językiem. Używanym pojęciom nadawano zupełnie nową treść, wprowadzając zamęt i poprzez kłamliwe słowa zabijając w ludziach ducha prawdy —wskazał arcybiskup.

Według niego, również dzisiaj robi się to, „manipulując słowami i hasłami”.

Różnica jest taka, że obecnie ideolodzy mają do dyspozycji bardziej perfidne środki, dzięki którym mogą mieć ogromny wpływ na ludzi. (…) Niestety, jeste-śmy dziś zdominowani przez media, które próbują nam wtłoczyć pewne sche-maty myślenia. Na skutek tego nie pozwalają nam nie tylko samodzielnie my-śleć, ale w swoim kłamliwym przekazie bardzo często odciągają nad od prawdy. Dlatego tak skutecznie pod różnymi hasłami ukrywana jest ideologia LGBT

Jak dodał, taki środkiem jest internet, w którym obok „dobrych treści” jest rów-nież „dużo nienawiści”. Trzeba pewne zagrożenia i działania, które niszczą nasz Naród i odrywają go od chrześcijańskich korzeni poprzez odrywanie go od jego historii i jego tradycji nazwać wprost i bardzo radykalnie po imieniu - to są ideologie zła —podkreślił.

Duchowny zwrócił uwagę, że w Polsce robi się wiele, aby „człowiek ukrywał przed innymi to, że wierzy w Boga”. Zresztą pracowano nad tym w Polsce przez wiele lat w czasie komuny, a także w następnych latach w lewicowych i liberalnych mediach: masz się wstydzić tego, że wierzysz, bo to jest wsteczne, niepostępo-we, nieracjonalne. A jeżeli już chcesz i musisz wierzyć, to rób to prywatnie i się tym nie chwal, nie demonstruj tego, a przede wszystkim nie naruszaj dobrego samopoczucia ludzi, którzy są obok i mają inne niż ty poglądy. Tak wyglądają założenia tego typu polityki —tłumaczył abp Jędraszewski.

Metropolita krakowski zwrócił również uwagę na zgubne skutki ideologii LGBT, która „zniszczyła tradycyjną obyczajowość obywateli” Europy Zachodniej. Pytany czy organizowane coraz częściej w polskich miastach Marsze Równości są elementem pewnej socjotechniki, odpowiedział:

Chodzi o uzyskanie wrażenia, że on są wszędzie i że jest ich bardzo wielu. Marsze zwolenników ideologii LGBT mają antychrześcijań-ski charakter. Zresztą sam rodowód tej ideologii jest pogański.

Przez tzw. marsze równości urządzane w coraz to innym miejscu chce się prze-konać Polaków, że jest to czymś normalnym. A przy tym nie ma dla nich żad-nych świętości. Depczą najbardziej święte wartości, kpią sobie i szydzą z Eucharystii, profanują wizerunek Matki Bożej Królowej Polski. Mówią: pa-trzcie, robimy, co chcemy, i żyjemy dalej, grom z nieba nie spadł na nas, nic nam się nie stało, a zatem Boga nie ma. Analogicznie myśleli i sowieccy bolszewicy i niemieccy naziści, którzy mordowa-li ludzi Kościoła lub wysłali ich do obozów koncentracyj-nych i do łagrów —mówił.

Nasze dzisiejsze „non possumus” polega na tym, że musimy powiedzieć zdecy-dowane i jednoznaczne „nie” ideologiom niszczącym człowieka i Naród, takim jak gender czy LGBT —zakończył abp Jędraszewski.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dzień Dziecka Utraconego

2019-10-14 13:13

(buk)

Archiwum

W Lublinie 15 października już po raz 11. będziemy obchodzić Dzień Dziecka Utraconego. Tego dnia w kościele pw. bł. Piotra Jerzego Frassatiego, przy ul. Skierki 12, o godz. 18.00 zostanie odprawiona Msza św. w intencji rodziców, którzy utracili swoje dziecko. W czasie Eucharystii rodzice będą mogli symbolicznie oddać swoje zmarłe dzieci Bogu, a po Mszy św. uczestniczyć w spotkaniu dla rodziców po stracie. Serdecznie zapraszamy na to wydarzenie rodziców dzieci utraconych oraz ich rodziny i przyjaciół do wspólnej modlitwy

Organizatorami wydarzenia są Ruch Światło-Życie Archidiecezji Lubelskiej wraz z grupą Rodziców Dzieci Utraconych działającą w Lublinie. Co roku wydarzenie gromadzi kilkaset osób, które w ten sposób chcą uczcić pamięć swoich dzieci i wspólnie pomodlić się za siebie nawzajem, o błogosławieństwo Boże i siłę do przezwyciężenia wielkiego bólu i żalu jaki powoduje śmierć własnego dziecka.

Idea obchodzenia Dnia Dziecka Utraconego jest także związana z potrzebą zmiany sposobu postrzegania przez społeczeństwo utraty dziecka. Niestety, wciąż nie ma społecznego przyzwolenia na przeżywanie przez rodziców żałoby po przedwczesnej utracie dziecka (np. tzw. poronieniu). Wciąż pokutuje wizja embrionu, płodu, a nie dziecka poczętego, które rodzice mają prawo odebrać ze szpitala, nadać mu imię i pochować w rodzinnym grobie. Dzień ten ma również przywołać pamięć wszystkich dzieci zmarłych także w wyniku aborcji, o których często nikt nie pamięta.

Z myślą o rodzicach dotkniętych utratą dziecka stworzyliśmy także Księgę Dzieci Utraconych, w której rodzice mogą zapisywać imiona swoich zmarłych dzieci. Jej papierowa wersja, godzinę przed Mszą św. 15 października będzie wyłożona w kościele pw. bł. Jerzego Frassatiego. Cały rok zapraszamy również rodziców do wpisywania swoich dzieci do Internetowej Księgi Dzieci Utraconych, znajdującej się na naszej stronie internetowej: http://rodzicepostracie.lublin.pl Swoje zmarłe dzieci wpisują tam rodzice nie tylko z Lublina, ale z całej Polski a także z zagranicy.

Zapraszamy również na comiesięczne Msze św. w intencji Rodziców Dzieci Utraconych oraz wspólne spotkania po nich w każdą pierwszą sobotę miesiąca (począwszy od listopada br.), o godz. 14.00, w Kościele p.w. bł. Jerzego Frassatiego w Lublinie, ul. Skierki 12. Rozpoczęliśmy także zapisy na III turę rekolekcji dla rodziców po stracie dziecka, które odbędą się 22-24 listopada 2019 w Wąwolnicy (woj. lubelskie). Tematem rekolekcji będą "Pytania do Boga”. Szczegóły dotyczące rekolekcji znajdują się na stronie internetowej.

Organizatorzy: Ruch Światło-Życie Archidiecezji Lubelskiej i Rodzice Dzieci Utraconych


CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem