Reklama

Media

Monolityczne spojrzenie na Polskę

„Warschauer Bolschewismus” (warszawski bolszewizm) – takim tytułem niemiecki tygodnik „Der Spiegel” opatrzył swój najnowszy artykuł o Polsce. Już w spisie treści zaznacza, iż rzecz będzie o tym, jak „szef partii Kaczyński bierze kraj pod swą kontrolę”

Tekst w tygodniku „Der Spiegel” mówi o „dyktaturze większości”, o „erozji państwa prawa”, o „zawłaszczeniu mediów przez Kaczyńskiego”, „o rozmontowywaniu konstytucji”, o tym, że „KOD od miesięcy prawie co tydzień wyprowadza na ulice dziesiątki tysięcy protestujących przeciw samowładztwu rządzących”, o tym, jak to Zbigniew Ziobro „faworyzuje ostrzejsze prawo karne” i dopuszcza szpiegowanie kont mailowych oraz komputerów bez zgody sądu... Itd., itp. Całość jest utrzymana w tonie mocnego propagandowego thrillera: prosty scenariusz, proste środki wyrazu i strach.

Artykuł w „Der Spiegel” to po prostu kolejny, jeden z wielu pojawiających się teraz w zachodnich, zwłaszcza niemieckich, mediach bardzo uproszczony opis stanu polskich spraw. Autor nie natrudził się wiele: na sposób tabloidowy skompilował przekaz zaczerpnięty wprost z polskich mediów. Nie zadał sobie trudu – a tego należałoby się spodziewać po dziennikarzu poważnego czasopisma – wsłuchania się w racje strony atakowanej. Za to z upodobaniem cytuje opinię prof. Jadwigi Staniszkis, m.in. tę, że Jarosław Kaczyński „nie rozumie zachodniego pojmowania suwerenności”, a to, co robi teraz, jest archaiczne i przypomina „putinowskie pojmowanie rządzenia”.

Batalistyczny obraz Polski

Zorganizowana w marcu br. przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej dyskusja polskich i niemieckich dziennikarzy na temat „Polska w mediach niemieckich – Niemcy w mediach polskich” charakteryzowała się rażącą nierównowagą sił; trójgłos niemieckich korespondentów (publicznego radia i telewizji ARD, dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” oraz dziennika „Die Welt”) był wyraźnie wzmocniony głosami strony polskiej („Gazety Wyborczej” i TVN), zwłaszcza dziennikarza „Gazety Wyborczej”, który brzmiał nawet bardziej radykalnie krytycznie niż głosy trzech niemieckich korespondentów razem wzięte. Głosem zupełnie odmiennym mówiła dwójka dziennikarzy tygodnika „wSieci” i portalu wPolityce.pl. Doszło więc do konfrontacji dwóch dziennikarskich światów – wspólnego polsko-niemieckiego z osamotnionym polskim.

Reklama

Polskie media, te, które przedtem raczej dopieszczały rządzących, a suchej nitki nie zostawiały na opozycji, od czasu zmiany rządu jakby nagle się przebudziły i odkryły, jaka jest ich rola; zaczęły nad wyraz pieczołowicie spełniać swą funkcję kontrolną wobec rządu i wspierać wszystkie inicjatywy opozycji. Ta dzisiejsza krytyka nowego rządu dotyczy oczywiście także – a może przede wszystkim – „psucia stosunków Polski z Zachodem, z UE i przede wszystkim z Niemcami”. Taki sygnał, odpowiednio wzmocniony przez polskie media tzw. głównego nurtu, znakomicie upraszcza pracę dziennikarzy zagranicznych piszących o Polsce.

Stronniczy przekaz tego, co się dzieje nad Wisłą, następuje też w sposób bardziej bezpośredni; dziennikarze jednej z największych polskich gazet piszą „gotowce” dla gazety niemieckiej. Ubolewają nad stanem polskiej demokracji, separacją od Europy, izolacjonizmem, zapaścią stosunków polsko-niemieckich. Na dobrą sprawę dziś w Polsce niepotrzebni są zagraniczni korespondenci...

Na zarzut, że w niemieckich mediach trudno było kiedykolwiek spotkać krytykę władz niemieckich za ich politykę wobec Polski, Henryk Jarczyk – korespondent ARD w Warszawie przypomina wielki wewnątrzniemiecki spór o centrum przeciwko wypędzeniom. – W Polsce opinia publiczna była wtedy monolityczna, natomiast w Niemczech mieliśmy na ten temat głęboki spór niemiecko-niemiecki. Teraz Niemcy są prawie monolityczni w spojrzeniu na Polskę, a w Polsce toczy się ostry polsko-polski spór – komentuje red. Jarczyk.

Reklama

Niemieckie spojrzenie na Polskę jest rzeczywiście monolityczne. Obraz Polski w niemieckich mediach jest dziś dokładnie taki, jaki tworzą główne polskie media nieprzerwanie wspierające wcześniej rządzącą, a teraz przegraną Platformę Obywatelską. Jest jednostronny, niepogłębiony i prymitywny, a do tego batalistyczny: straszy, zagrzewa do walki z polskim rządem, który „psuje cenny dorobek poprzedników”.

– Odnoszę takie wrażenie – mówi Aleksandra Rybińska z portalu wPolityce.pl – że tu nie chodzi o stan demokracji w Polsce, o to, czy istnieje i jak funkcjonuje Trybunał Konstytucyjny, ale o to, że u podłoża tych wszystkich zarzutów mamy poważny spór ideologiczny. Niewątpliwe znaczenie ma także to, że poprzedni rząd był jednak dla Niemiec bardzo wygodny; nie miał specjalnie jasnej linii w polityce zagranicznej, ale zawsze w dużej mierze kalibrował ją na Niemcy. Nowy rząd dokonał reorientacji tej polityki, co dla Niemiec niekoniecznie jest korzystne.

Riposta drugiej strony polsko-polskiego sporu jest radykalna. Red. Bartosz Wieliński z „Gazety Wyborczej” nie przebiera w argumentach: – Mam wrażenie, że obecny rząd się z Niemcami rozwiódł (...). Nie chcemy tego związku ze względów ideologicznych, bo nie ma żadnych podstaw faktycznych, żeby z Niemcami się nie dogadywać. (...) Powiem szczerze, że jeżeli komuś się wydaje, iż te nieporozumienia mają charakter tylko taki, że Polska obrała inną ścieżkę niż tą, którą miała do tej pory, jest w błędzie. Przede wszystkim wcześniejsza polityka też nie była zorientowana na Berlin. Bo pamiętajmy o tym, że jednak wyrwaliśmy mnóstwo pieniędzy z budżetu unijnego wbrew interesom niemieckiego podatnika i targowaliśmy się o to mocno! (...) Pytanie, dlaczego Niemcy piszą teraz o Polsce tak, jak piszą. Bo w Polsce polityka przybrała taką twarz – odpowiada sam sobie red. Wieliński – jaką Niemcy pamiętają ze swojej historii. Bo spór polityczny, który ma miejsce teraz w Polsce, przypomina spory niemieckie na początku lat 30. ubiegłego wieku między partiami totalitarnymi i partiami demokratycznymi! (...) Niemcy, moim zdaniem, mają pełne prawo być zaniepokojeni, ponieważ żyjemy we wspólnocie wartości. UE to nie są tylko pieniądze z Brukseli, które chętnie bierzemy i wydajemy tutaj – to są także wartości, których zobowiązaliśmy się przestrzegać, jesteśmy jedną rodziną.

Marsz do kąta!

W pewnym momencie, ku uciesze kolegów redaktorów niemieckich, dyskusja zorganizowana przez Fundację Współpracy Polsko-Niemieckiej przeradza się w nieomal kłótnię polsko-polską. – Pani portal napisał pod adresem Niemiec tak kuriozalne artykuły – kontynuuje przedstawiciel „Wyborczej” – tak straszliwym językiem, że nie powinna pani teraz zabierać głosu krytycznego wobec Niemców. (...) Że nas kolonizują, niszczą, wykorzystują pod każdym możliwym względem... A teraz macie pretensje o to, że ktoś twierdzi, iż w Polsce dzieje się coś złego, że poucza! W pewnym czasie Polska będzie chorym człowiekiem Europy – konkluduje red. Wieliński – izolowanym, stojącym w kącie! I nie będzie to wina Niemców, Francuzów ani złych sił lewacko-liberalnych, tylko polskiego rządu, który doprowadzi nas do izolacji. (...) Taka wizja na podsumowanie prawie 30 lat polskiej wolności mnie przeraża!

Konrad Schuller, korespondent „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który na łamach jednego z niedzielnych wydań swej gazety zagroził niegrzecznej Polsce możliwością przeniesienia szczytu NATO z Warszawy do Rygi, motywuje swój pomysł stanem polskich spraw; zagrożenie dostrzega m.in. w odradzaniu się Grupy Wyszehradzkiej. – Jeśli będzie ona organizowana jako alternatywa albo opozycja dla UE – powtarza tę tezę na dziennikarskim spotkaniu w Warszawie – może to prowadzić do osłabienia nie tylko Unii, ale też NATO.

Niemieccy dziennikarze bez wątpienia bezrefleksyjnie kalkują polskie media mainstreamowe. Można powiedzieć, że wespół w zespół potęgują europejskie zaniepokojenie Polską. Ale potem muszą – nad czym sami ubolewają – odpowiadać na pytanie w rodzaju: czy można jeszcze pojechać do Wrocławia? Przecież tam palą żydowskie kukły... Czy ta Polska jest taka, jak pan to opisuje? Przecież tam jest pełno rasistów!

Henryk Jarczyk z rozbrajającą szczerością i dziwnym brakiem logiki wyznaje: – Obawiam się, że jednak zawsze trzeba różnicować pomiędzy Polakami i polskim rządem. Od października staram się tłumaczyć słuchaczom w Niemczech, że Polska jako naród się nie zmieniła; są tu tacy sami – sympatyczni, otwarci na Europę – ludzie jak przed wyborami. Zmienił się tylko rząd, który w ciągu trzech miesięcy doprowadził do tego, że obraz Polski się zmienił z bardzo pozytywnego na bardzo negatywny.

Czy niemiecki korespondent przypomina też swoim słuchaczom lub czytelnikom, że w Polsce odbyły się normalne, demokratyczne wybory parlamentarne? Można mieć raczej wrażenie, że podziela opinię wyrażoną przez jednego ze swoich kolegów na Twitterze, że „ci głupi Polacy znowu wybrali nie tę partię, co trzeba”!

Niemieckie media nie od dziś, a nawet nie od października 2015 r., gdy piszą o Polsce, chętnie stosują ton pouczająco-karcący – stwierdza Aleksandra Rybińska, która w Niemczech mieszkała przez 20 lat. – Arogancja, która bije z wielu tekstów, jest dla mnie bardzo bolesna, bo mam przecież wielu przyjaciół w Niemczech – przyznaje. – Polacy i polski rząd – mówi red. Rybińska – są przez niemieckie media traktowani jak niesforne dziecko, które należy wychować. Stawiają to niesforne dziecko do kąta… I tu zgadza się z kolegą z „Gazety Wyborczej”, tyle że tego nie akceptuje.

Żałosne uproszczenia

Piotr Semka, przedstawiciel niepoprawnego politycznie prawicowo-konserwatywnego dziennikarstwa, postanowił również nieco popouczać niemieckich kolegów. – Istotą przekazu korespondentów powinno być spokojne tłumaczenie racji i niewchodzenie w relacje typu stajemy z wami po, naszym zdaniem, jedynej słusznej stronie. Red. Semka zwrócił uwagę, że właśnie z takim niedziennikarskim i nieprofesjonalnym przekazem na temat Polski mamy obecnie do czynienia w niemieckich mediach. – Najbardziej razi mnie to, gdy np. w „Bildzie” czytam: „trzymaliśmy kciuki za Polaków, kiedy walczyli o wolność z Jaruzelskim, i teraz trzymamy za tych, którzy wychodzą demonstrować z KOD przeciw Kaczyńskiemu”. Ale nie piszą tam już, że nawet największa demonstracja KOD nie przekroczyła 80 tys. osób.

Czy więc jest tak, że niemieccy dziennikarze nie potrafią lub nie chcą przekazać prawdziwego, szerszego obrazu Polski?

Warszawski korespondent „Die Welt” Gerhard Gnauck uważa, że problemem dla zagranicznych obserwatorów sytuacji w Polsce jest bardzo wysoki stopień politycznego zaangażowania polskich dziennikarzy, podczas gdy niemieckich uczono, że nigdy nie należy się utożsamiać z żadną sprawą, nawet jeśli to jest dobra sprawa. – Ja osobiście mam do tej formułki spore zastrzeżenia – mówi Gnauck, ale jednocześnie uważa, że polscy koledzy akurat pod tym względem bardzo przesadzają. Nie precyzuje jednak, w którym z dwu polskich dziennikarskich światów częściej dochodzi do tej przesady.

Czy zatem doszło do niepotrzebnego upolitycznienia mediów w obu krajach? To zawsze bardzo niewygodne dla dziennikarzy pytanie. Brakuje rzeczowej refleksji na ten temat – może właśnie z powodów politycznych. Jak to w mediach bywa, bardziej nagłośnieni mają rację; od dawna orzekają, że winna jest wyłącznie polska prawicowa publicystyka i to wyłącznie ona jest zajadle politycznie zaangażowana. Wszyscy inni natomiast nie utożsamiają się nawet z dobrymi sprawami...

– To mnie szczególnie boli, że doszło do takiego dramatycznego uproszczenia obrazu niemieckich mediów i niemieckiej polityki – ubolewa bynajmniej nie jeden z niemieckich korespondentów, lecz dziennikarz TVN. Red. Jacek Stawiski oskarża prawicową polską publicystykę, że „nie dostrzega niuansów w niemieckim patrzeniu na Polskę i Grupę Wyszehradzką, że popełnia się tu kardynalne uproszczenie rodem z najgorszych czasów”.

Można powiedzieć, że mamy do czynienia z odwracaniem kota ogonem. Bo wystarczy przecież poczytać, co piszą znawcy najnowszej polskiej problematyki na łamach niemieckich mediów. Wystarczy zwrócić uwagę, do jakich polskich źródeł się odwołują, by stwierdzić zaangażowanie polityczne po jednej stronie, zero niuansów, żałosne uproszczenia, a nierzadko po prostu kpinę, kabaretowy styl. O poziomie niemieckich kabaretów wyśmiewających polską politykę nie warto tu wspominać. Chodzi o protekcjonalny ton poważnych gazet, czasopism, stacji radiowych i telewizyjnych.

Podczas warszawskiej dyskusji o polsko-niemieckich sprawach ktoś zadał pytanie korespondentowi FAZ Konradowi Schullerowi: Kiedy pan redaktor napisze większy artykuł pokazujący całościowo, a nie tylko wyrywkowo, stosunki polsko-niemieckie? Odpowiedział: „Nigdy. To niemożliwe”. Pozostaje mieć nadzieję, że po prostu nie zrozumiał intencji i sensu pytania.

2016-04-27 08:50

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prezydent w Rybniku: mamy szansę stać się najlepiej funkcjonującym krajem Unii Europejskiej

Mamy szansę stać się najlepiej funkcjonującym krajem Unii Europejskiej, tylko trzeba konsekwentnej prospołecznej i propaństwowej polityki, bez złodziejstwa i bez pozwalania, żeby nas okradali – mówił w piątek w Rybniku (Śląskie) ubiegający się o reelekcję prezydent Andrzej Duda.

Prezydent podczas spotkania z mieszkańcami na rybnickim rynku przekonywał, że ostatni dzień kampanii przed rozpoczynającą się o północy ciszą wyborczą jest dla niego szczególny, gdyż "wygląda tak, jak całe te ostatnie pięć lat”. „Zaczął się bardzo wcześnie rano - przez cały dzień podróżuję, odwiedzam moich rodaków - a zakończy się bardzo późno wieczorem” - mówił.

„Na trasie dzisiaj jest i grad i deszcz, ale są i słoneczne chwile, które rekompensują to wszystko" – ocenił Duda. Jak dodał jedną z nich była ta, gdy osobiście podziękowała mu dziewczynka. "I mówi do mnie, panie prezydencie dziękujemy za 500 plus i za wyprawkę szkolną. To są właśnie te słoneczne chwile, i wtedy wiesz, że było warto" – wskazał prezydent.

Wspomniał też o momencie, w którym "przychodzi rodzina z pięciorgiem, sześciorgiem dzieci i mówi, +panie prezydencie, panie Andrzeju, dziękujemy". "To jest właśnie ten moment kiedy wiesz, że wszystko było warto i że warto dalej, bo te sprawy, które prowadziłeś, to były dobre sprawy, bo to, co się zobowiązałeś – dopełniłeś, bo zrealizowałeś najważniejszą rzecz” – ocenił.

„Ludzie przychodzą, żyje im się lepiej, nie mówią już, że chcą, aby im obniżyć podwyższony nieuczciwie wiek emerytalny i że trzeba wyjeżdżać z Polski, bo nie ma za co żyć – bo nie ma ani pracy ani godnej płacy. Polska się zmieniła; zmieniła się na lepsze” - akcentował Duda, co publiczność przyjęła okrzykami: „dziękujemy, dziękujemy”.

„Za nami co najwyżej połowa planów” - zastrzegł. „Bardzo mocno wzrosły na przestrzeni ostatnich lat wynagrodzenia” – zaznaczył, co jeden z uczestników wiecu skwitował głośnym: „chcemy więcej”. „Oszałamiająco wzrosła płaca minimalna, dzisiaj już jest znacznie lepiej tym, co najmniej zarabiali, ale jest jeszcze bardzo wiele rzeczy do załatwienia" – ciągnął prezydent.

"To nie jest jeszcze poziom życia taki, jak w Europie Zachodniej, a ja to właśnie chcę osiągnąć dla państwa, dla wszystkich moich rodaków, dla każdego pod biało-czerwonym sztandarem, dla każdego w naszym kraju, dla każdego kto śpiewa: +Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy+" - wołał.

„Powiem państwu więcej: ja wierzę w to, że my mamy szansę stać się najlepiej funkcjonującym krajem UE, pod każdym względem, także pod względem gospodarczym. Wierzę w to głęboko, tylko trzeba konsekwentnej prospołecznej i propaństwowej polityki, bez złodziejstwa i bez pozwalania, żeby nas okradali" - podkreślił Andrzej Duda.

„O to właśnie są te wybory; jaka będzie w przyszłości Polska i dla kogo będzie ta Polska. Czy będzie dla szerokiego spektrum naszych obywateli, czy będzie dla jakiejś wąskiej elity, która będzie się pasła kosztem reszty społeczeństwa” – przekonywał prezydent przyjmowany okrzykami „brawo” i „złodzieje”. „Te wybory są o to, czy będziecie państwo w telewizji słyszeli, że opłaca się pracować w Polsce i dla Polski czy że nic się nie opłaca – że nie opłaca się utrzymywać polskich stoczni, polskich linii lotniczych LOT, że nic się nie opłaca i najlepiej sprzedać, a najlepiej to wiecie komu” – mówił Duda.

„A ja mówię: nie, to my będziemy ich kupować, zobaczycie, tylko potrzeba spokojnej i konsekwentnie realizowanej polityki dla dobra naszego społeczeństwa. I wierzę, że nawet ci, którzy dzisiaj protestują z różnych względów po pięciu kolejnych latach przyznają rację. Nie będą mogli zaprzeczyć, że mają lepsze warunki życia, że Polska jest mocniejsza, że państwo funkcjonuje lepiej, że jest bezpieczniej. Już dzisiaj wielu z nich przyznaje, że tak właśnie jest. Słyszeliście to nawet w Sejmie, jak panowie z opozycji przyznawali, że te tarcze antykryzysowe, to dobrze działają, prawda?” – pytał zebranych.

„Proszę was dla Polski, dla tych dzieci i młodzieży, które są przede mną. To dla nich pracujemy, to jest nasze wielkie zobowiązanie wobec nich. Mamy 30 lat wolnej, suwerennej i niepodległej Polski. Polska jest dzisiaj dużo bezpieczniejsza, niż była jeszcze pięć lat temu, kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Dziś jesteśmy mocniejsi sojuszem ze Stanami Zjednoczonymi, który jest jak nigdy dotąd" – akcentował Duda.

Przypomniał, że na terenie Polski stacjonują wojska amerykańskie i wojska NATO. "Oni gwarantują nasze bezpieczeństwo, oni gwarantują rozwój" - zapewniał. „To dlatego przychodzą do nas kolejne wielkie inwestycje amerykańskie, jak Microsoft, jak Google, warte miliardy dolarów, bo Polska jest bezpieczna” – przekonywał.

"Trzeba wykorzystać tę szansę, ale to trzeba patrzeć na Polskę, a nie gdzieś tam, nie wiadomo gdzie – na nasze sprawy, na nasze interesy i trzeba je prowadzić. Ja taką prezydenturę dalej wszystkim moim rodakom obiecuję" - podkreślił.

Określił swoją prezydenturę, jako prezydenturę "spokojnego zdążania, ku Polsce uczciwej, sprawiedliwej, która nie musi bać się silnych, a umie obronić słabszych. W której zwycięża uczciwość, a nie cynizm i draństwo". Zapewnił, że te słowa Lecha Kaczyńskiego "brzmią mu w uszach każdego dnia".

"Największym moim marzeniem jest taka właśnie Polska, dla polskiej rodziny" – wołał, na co publiczność odpowiadała: „Andrzej Duda, Andrzej Duda”. Prosił, aby iść na wybory, ale też, aby przekonywać innych do uczestnictwa w wyborach. "To w gruncie rzeczy obywatelski obowiązek każdego, kto czuje się sercem związany z naszą ojczyzną, ze swoją ziemią" - ocenił.

"Powiedzcie im: jak będziesz stał nad urną, zastanów się jak ci się żyło do 2015 roku, przez tamte osiem lat. Czy miałeś pracę? Jak ta praca była płatna? Jak się wtedy czułeś? Czy strzelali do ciebie gumowymi kulami, jeśli byłeś górnikiem i protestowałeś?" – pytał Andrzej Duda, przyjęty m.in. okrzykami: „strzelali, strzelali na Zofiówce”. „Tak, byłem tutaj wtedy z wami, zaraz potem, jak strzelali" - akcentował. "Pamiętamy! Pamiętamy!" - odpowiadali zgromadzeni.

"Pała i kule były odpowiedzią na robotnicze protesty – taka prawda – na protesty górników przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego. Przecież stąd większość wtedy przyjechała, właśnie ze Śląska, to byli górnicy, hutnicy. Pamiętam, spotykałem się z nimi pod Sejmem, byłem wtedy posłem" - mówił.

"Nic nie dały te protesty, nic nie dały miliony zebranych podpisów z wnioskiem o referendum, bo wbrew obywatelom wtedy wszystko się robiło. Potem się zabierało OFE. Można było puste obietnice wyborcze składać, a natychmiast po wyborach je łamać, śmiejąc się w twarz społeczeństwu" - przekonywał. "Nie może to już nigdy wrócić" – podkreślił Andrzej Duda, na co tłum odpowiedział: „złodzieje, złodzieje”.

"Pomóżcie, żeby Polska mogła nadal być na tej dobrej drodze, na drodze rozwoju, który przynosi pożytek nam wszystkim” – mówił Andrzej Duda. „Proszę państwa o wsparcie, pod biało-czerwoną flagą jest miejsce dla każdego” – akcentował, powtarzając następnie trzykrotnie: „dla każdego”. „I gwarantuję, że po tych kolejnych pięciu latach każdemu będzie żyło się lepiej” – dodał. „Każdemu, kto uczciwie żyje i uczciwie pracuje - bo to są prawdziwi, rzetelni obywatele, których państwo musi szacować” – zastrzegł.

„I te czasy nareszcie nadeszły – czasy elementarnego szacunku i elementarnej realizacji praw pod każdym względem – także praw rodziców, także praw rodziny, wreszcie zapisów konstytucyjnych, które przez lata były lekceważone – o tym, że rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo są pod szczególną opieką ze strony państwa” – deklarował.

Jak wyjaśniał, to znaczy, że są takie świadczenia jak 500 plus, jak wyprawka szkolna. "To znaczy, że szanowany jest senior, który całe życie przepracował i dostaje przynajmniej tą 13-stą emeryturę. A ja wam obiecuję, że będzie dostawał i 14-stą" - zapewnił Andrzej Duda, co przyjęto w Rybniku okrzykami: „dziękujemy, dziękujemy”.

Dodał, że jeżeli Polska po koronawirusie wróci na normalną drogę rozwoju i będą na to pieniądze, to zostanie również zrealizowany postulat o zwolnieniu emerytów z podatku. „Też będzie zrealizowany, jak będą na to pieniądze” – zastrzegł prezydent.

„Musimy się uporać z koronawirusem, musimy wyjść z tego kryzysu. Dzisiaj miliard złotych dziennie wypłacamy polskim przedsiębiorcom, by ratować miejsca pracy – to była bardzo poważna decyzja, ale żeby rządzić w państwie, trzeba mieć odwagę. I ja ją mam, mam ją! I determinację – mam ją! I energię – mam ją! Możecie być pewni, że tak, jak dzisiaj od świtu jestem na nogach, tak będzie przez całe następne pięć lat, będę zasuwał tak samo, jak do tej pory” – zadeklarował.

„I zapewniam was, nadal będziecie mogli być dumni z tego, jak Polska jest reprezentowana, że nadal będziecie mogli być dumni, że wreszcie głośno mówi się na świecie o polskich sprawach takimi, jakie one są i jakie one były w polskiej historii, że kto trzeba – jest nazywany zdrajcą, a kto trzeba – jest nazywany bohaterem” – ocenił Andrzej Duda, na co publiczność odpowiedziała: „cześć i chwała bohaterom”.

„Te pięć lat jest do tego niezbędne, żeby taka polityka była realizowana, a Polska była reprezentowana tam, gdzie trzeba: w Białym Domu, a nie na paradzie w Moskwie” – zawołał Duda, co spotkało się z owacją i m.in. okrzykami „precz z komuną”. „I żeby z podniesioną głową umieć wypowiadać się wszędzie: i w Brukseli i w Berlinie i w Waszyngtonie i w każdym innym miejscu” – dodał.

"To jest rola Prezydenta Rzeczypospolitej. Obiecuję państwo, że będę chronił, to, co państwo do tej pory uzyskaliście. Będę chronił ten kształt polskiego państwa, któremu został wreszcie nadany w praktyce, jako państwa społecznej gospodarki rynkowej, a nie tylko w zapisie konstytucyjnym. Bedę go wzmacniał” - zadeklarował.

„Obiecuję państwu, że po tych kolejnych pięciu latach będziecie znacznie zamożniejsi, niż dzisiaj, a wierzę w to głęboko, że będziecie tak zamożni, jak ludzie żyjący w krajach na Zachodzie Europy. Tylko że u nas będą lepsze warunki życia, będzie bezpieczniej, będzie spokojniej. Tak, nie będzie zamachów terrorystycznych, nie będzie tego, czego dzisiaj boi się zachodnia Europa" - przekonywał prezydent.

„U nas tego nie będzie, bo będziemy prowadzili skuteczną politykę. Będziemy się budowali gospodarczo, ale będziemy też pilnowali tego, co dla nas ważne: tradycja, bezpieczeństwo, nasz pień kulturowy. Pod tym względem Śląsk wie, o czym mówię” - ocenił. Duda uznał też, że te wybory przesądzą o następnych pięciu latach, a nawet o kolejnych dziesięcioleciach, jak będzie wyglądała Polska. "Każdy z nas ma jeden głos, także i ja, idźmy na wybory. Niech żyje Polska. Niech żyje polski Śląsk" - dodał.

Na rybnicki rynek przyszli nie tylko zwolennicy prezydenta, którym rozdawano m.in. kartony z napisem „Duda 2020”. Około setki oddzielonych kordonem policji osób krzyczało i gwizdało w czasie wystąpienia Andrzeja Dudy. Mieli ze sobą przedmioty w tęczowych kolorach i transparenty, m.in. „Wstyd, wyPAD”, „Nie jesteśmy ideologią”, „Trzask i po długopisie”. W pewnej chwili kilkunastoosobowa grupa uniosła utworzone z liter wydrukowanych na dużych plakatach nazwisko: Trzaskowski. Kilka osób miało m.in. plakaty wyborcze Szymona Hołowni.(PAP)

autor: Mateusz Babak

mtb/ par/

CZYTAJ DALEJ

Kard. Marto: Kościół nie ukrywa żadnych tajemnic fatimskich

2020-07-14 19:42

[ TEMATY ]

Fatima

dzieci fatimskie

Ks. Krzysztof Hawro

Przed Bazyliką w Fatimie

Kardynał Antonio Marto powiedział, że Kościół nie ukrywa już żadnych tajemnic związanych z ukazywaniem się Maryi trójce portugalskich pastuszków. W związku z obchodzoną w sanktuarium w Fatimie 103. rocznicą lipcowego objawienia Matki Bożej w 1917 r. hierarcha przypomniał, że ostatnia z trzech tajemnic fatimskich została ujawniona jeszcze za życia papieża Jana Pawła II.

Ordynariusz diecezji Leiria-Fatima wskazał, że objawienia w Fatimie poza trzema tajemnicami niosą ze sobą też „maryjną obietnicę nadziei i zaufania”. - Maryja powiedziała tam: „Na koniec zatriumfuje miłość Boga Miłosiernego” – przypomniał kard. Marto, wyjaśniając, że tajemnice fatimskie dotyczyły m.in. wizji piekła, nabożeństwa do Niepokalanego Serca Maryi, a także prześladowań wobec Kościoła i zamachu na „biskupa w bieli”.

W poniedziałek w sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie pojawiła się pierwsza od czasu wybuchu epidemii koronawirusa zagraniczna grupa pielgrzymów. Przybyła ona z Włoch.

W połowie marca rektorat sanktuarium w Fatimie ogłosił zamknięcie tego miejsca kultu z powodu epidemii Covid-19. Nabożeństwa z udziałem wiernych zostały wznowione 30 maja. Z powodu wciąż wysokiego ryzyka zakażeń pielgrzymi zobowiązani są tam jednak do zachowania dystansu społecznego oraz używania masek ochronnych.

CZYTAJ DALEJ

Droga do Boga. Wakacyjne oazy

2020-07-15 06:41

[ TEMATY ]

oaza

Ruch Światło‑Życie

Paweł Wysoki

Z uczestnikami I turnusu rekolekcji spotkał się bp Adam Bab

Ruch Światło - Życie Archidiecezji Lubelskiej przygotował wakacyjne oazy dla młodzieży.

Z zachowaniem reżimu sanitarnego, w 6 oazach uczestniczy 6 kapłanów, 30 animatorów oraz prawie 200 młodych osób, które kontynuują formację w Domu Zawierzenia Caritas w Firleju. Dla najmłodszych zostaną zorganizowane rekolekcje Dzieci Bożych w przestrzeni wirtualnej. Uczestnicy przez tydzień otrzymają mailem materiały do obejrzenia i zadania do zrealizowania, aby w ten sposób móc rozwijać swoją więź z Panem Bogiem. Tematem roku jest hasło „Dojrzałość w Chrystusie”.

- Kiedy gromadziliśmy się z końcem lutego na Jasnej Górze podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu, epidemia była jeszcze daleko. Wtedy został zarysowany plan pracy na obecny rok. Dziś odczytujemy go w nowej rzeczywistości, kiedy nasza dojrzałość jest weryfikowana - mówi ks. Jerzy Krawczyk, moderator Ruchu. - Bardzo szybko udało się zorganizować spotkania formacyjne w przestrzeni wirtualnej, za co serdecznie dziękuję animatorom i moderatorom wspólnot parafialnych. Łączność i jedność w tym czasie podtrzymywaliśmy dzięki zdobyczom techniki: np. przez portale społecznościowe. Kiedy siedzieliśmy w domach podczas lockdown-u, trwały intensywne prace nad przygotowaniem oaz wakacyjnych. Wiedzieliśmy jedno: niezależnie od rozwoju sytuacji nie możemy zostawić młodych. Zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli zdezerterujemy, nic nie zrobimy dla nich i z nimi, to możemy ich bezpowrotnie stracić. Wtedy też, ku zadziwieniu innych, w sieci pojawił się komunikat z oazy lubelskiej: Na pewno nie pozostawimy was bez rekolekcji! - opowiada moderator.

Ruch Światło - Życie Archidiecezji Lubelskiej rozważał i przygotowywał kilka scenariuszy wakacyjnych rekolekcji, które były dostosowane do różnych scenariuszy obostrzeń związanych z epidemią. Oczywiście, priorytetem zawsze było i jest bezpieczeństwo. - Kiedy zostały opublikowane wytyczne GIS, MEN i MZ w związku z organizacją wypoczynku, bardzo się ucieszyliśmy, choć wiedzieliśmy, że nie będziemy mieli możliwości zorganizowania wypoczynku dla tak licznej grupy jak w poprzednich latach. Jednak nasza satysfakcja jest tym większa, że wiele diecezji całkowicie odwołało tegoroczne oazy, niektóre zaproponowały tylko formę internetową, inne kilkugodzinne spotkania przy parafiach - mówi ks. Krawczyk. - Ideą oazy i ks. F. Blachnickiego jest oaza jako środowisko życia, gdzie ludzie są ze sobą 24 godziny na dobę. Czasami większą katechezą jest sprzątanie toalety niż najpobożniejsze słowa. Wtedy uczestnicy, patrząc na diakonię i na siebie nawzajem, widzą jak żyją w codzienności. Pamiętam moderatora, z którym jeździłem na oazy jako młody kleryk. Mówił: Oni za jakiś czas nie będą pamiętać kazań, ale zapamiętają atmosferę miłości i szacunku. To może być ich droga do Pana Boga - podkreśla ks. Jerzy Krawczyk.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję