Reklama

Łączyć pracę z modlitwą

2016-05-24 13:23

Aleksandra Wojdyło
Edycja toruńska 22/2016, str. 8

Aleksandra Wojdyło
Uczestnicy patronalnego święta św. Izydora w kościele w Wielkim Czystem

Praca i modlitwa oraz ich łączenie są ponadczasowe. Św. Izydor z Madrytu potrafił łączyć sprawy ziemskie ze sprawami Boskimi. Współcześni rolnicy i mieszkańcy wsi, wpatrujący się w swojego patrona, unikną błędów i przezwyciężą wszelkie kryzysy, jeśli będą starać się trwać blisko Boga

Dnia 15 maja, na niedzielę Zesłania Ducha Świętego, którą w tradycji rolniczej w Polsce określa się jako Zielone Świątki, parafia pw. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Wielkim Czystem zaprosiła członków duszpasterstwa rolników, wspólnotę Bractwa św. Izydora oraz mieszkańców polskiej wsi wraz z ich duszpasterzami na doroczne święto ku czci św. Izydora, patrona rolników chrześcijańskiej Europy.

Modlitwa

Nabożeństwo majowe poprowadzone przez scholę parafialną rozpoczęło modlitwy. Kapłanów, gości, parafian, władze samorządowe na czele z wójtem gminy Stolno Jerzym Rabeszko, wójtem gminy Chełmno Krzysztofem Wypijem, starostą chełmińskim Zdzisławem Gamańskim powitał proboszcz ks. kan. Jacek Wyrowiński. Centralnym punktem była Msza św. koncelebrowana pod przewodnictwem bp. Józefa Szamockiego.

W homilii Biskup Józef, nawiązując do liturgii zesłania Ducha Świętego, mówił o umiejętnym łączeniu pracy z modlitwą i spraw ziemskich ze sprawami Boskimi. Zachęcił do otwierania się z ufnością dziecka na dary Ducha Świętego i Jego prowadzenie. Ksiądz Biskup mówił także o nieoddzielaniu takich wartości jak praca, miłość do Pana Boga i ojczyzny. – Nikt inny tak bardzo, jak wy, rolnicy, nie zna życia, jego wartości jako tajemnicy Bożej i nie ma świadomości trudu pracy. Jak nikt inny w swoim powołaniu dotykacie tajemnicy życia. Wiecie, jak z Panem Bogiem współpracować oraz jak człowiek i jego praca od Boga zależą – mówił kaznodzieja. Podkreślał, że w pracy na roli, czyli pracy przemieniającej życie, potrzebna jest miłość, która płynie od Boga przez ludzkie serce. Przypominając postać św. Izydora Oracza, podkreślił, że on nie tylko orał ziemię, lecz także kochał ją, a swoje życie rozwijał aż po świętość – mówił. Zachęcił rolników do jeszcze większego zawierzenia Bogu we wszystkich aspektach swojego życia.

Reklama

Na diecezjalną uroczystość patronalną rolnicy przybyli z grudkami ziemi, które Biskup Józef poświęcił. Po powrocie do domów rolnicy rozsypują na pola tę ziemię, aby z Bożym błogosławieństwem przynosiła plon obfity i każda kruszyna chleba z niej wyrastająca była przez człowieka szanowana.

W słowie podziękowania diecezjalny duszpasterz rolników ks. kan. Zbigniew Gański wyraził wdzięczność za wspólną modlitwę w dniu św. Izydora. – Niech święty patron będzie dla nas wszystkich tworzących Duszpasterstwo Rolników Diecezji Toruńskiej, Bractwo św. Izydora i wszystkich rolników wsparciem i wzorem na drodze do doskonałości religijnej, zawodowej i społecznej – dodał duszpasterz. Na koniec Mszy św. uczczono relikwie św. Izydora.

W radości spotkania

Radosnym korowodem przy marszu granym przed Orkiestrę Dętą z Chełmińskiego Domu Kultury uczestnicy uroczystości przemaszerowali do szkolnej świetlicy, gdzie wysłuchali wykładu kustosza Muzeum Ziemi Chełmińskiej Anny Zielińskiej na temat „Rolnictwo powiatu chełmińskiego”. W ciekawy sposób ukazane zostały uwarunkowania rolnictwa w powiecie w XIX i XX wieku. Aby kochać dzisiaj tę ziemię, trzeba wiedzieć, jak chłopi dawniej o nią się troszczyli i zbiegali o każdy jej kawałek. Ich przywiązanie, miłość do ziemi nadaje sens całemu posłannictwu, ponieważ rolnik dzieli się swoją pracą i jej efektami z innymi ludźmi. Wspólny świąteczny stół, przy poczęstunku przygotowanym przez parafian, pozwolił zacieśnić więzi, wymienić poglądy oraz cieszyć się z dorocznego spotkania.

Tagi:
majówka

Reklama

Majówka na Litwie i jej rzeszowskie konsekwencje

2019-06-04 13:09

Irena Markowicz
Edycja rzeszowska 23/2019, str. 6

Irena Markowicz
Dąb i pomnik w Zułowie

Każda majówka ma wymiar maryjny i dostarcza różnorodnych obserwacji. Tam też przy kapliczkach ludzie śpiewają nie tylko litanię, ale i pieśni, nawet kilkanaście zwrotek. Czasami, w pogodny majowy poranek, Maryja świeci w Ostrej Bramie promieniami słońca, tak jak opisał to Mickiewicz w „Panu Tadeuszu”. Wzajemne relacje pomiędzy Matką a Jej nie zawsze posłusznymi dziećmi są być może niekonwencjonalne, ale z elementami oczekiwania na wsparcie, wlania nadziei i konkretnej pomocy. Dla przykładu miejscowi, przechodzący wileńską starą bramą miejską, pod kaplicą mają zwyczaj odwracania się do wizerunku i czynienia znaku krzyża.

Dzięki za Wilno

Nie ma już kamiennych stopni schodów do kaplicy z zagłębieniami wytartymi przez wieki kolanami pątników. Zupełnie niedawno wymieniono je na nowe, eleganckie. I dalej jak niegdyś, na kolanach, z mniejszym i większym wysiłkiem, pokonują je poszukujący orędownictwa w swoich trudnych ziemskich sprawach. Tylu przecież dotąd pomogła. Cudowny obraz otacza 16 tys. srebrzystych tabliczek wotywnych, o różnych kształtach. Na jednym z filarów jest też ta wyjątkowa, nieco większa, niepodpisana jak i inne, ale nie anonimowa. Odbija się w niej niewyraźnie Ostrobramska Maryja z ołtarza i trzeba wysiłku, by odczytać wykaligrafowane, proste słowa „Dzięki Ci, Matko, za Wilno”. Tabliczka jest, i rodzą się pytania, czy była tu cały czas, przez te lata ciemności, które wydaje się, że przeminęły.

Ziemia z Zułowa

Niemal dokładnie sto lat temu toczyły się walki na Litwie. Za pierwsze kruche zwycięstwa Polacy z Naczelnym Wodzem dziękowali w Ostrej Bramie, ale już wkrótce musieli zmobilizować się do zatrzymania podążających z południa bolszewików. Wśród wielu kwiecistych cytatów Marszałka jest też zapewnienie o modlitwie do Pani Wileńskiej przed podejmowaniem ważnych decyzji. Tak było przez wieki, nie tylko na Litwie. Treści maryjne wiązały się z patriotycznymi i państwowotwórczymi. A przywoływany tutaj cytat, mniej popularny niż ten o kurach i robieniu polityki, znalazł się na zaproszeniu na uroczystość umieszczenia ziemi z Zułowa oraz kapsuły czasu w cokole pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego w Rzeszowie w poniedziałek 20 maja 2019 r. na Placu Wolności. Zaproszenie wystosował dr Dariusz Zięba – prezes Komitetu Budowy Pomnika Marszałka. Pod koniec kwietnia ruszyły prace ziemne przy wznoszeniu postumentu i niemal równolegle odlewanie poszczególnych fragmentów rzeźby. Zbierane w ostatnim czasie podpisy do kapsuły czasu ledwo zmieściły się w jednej z mosiężnych tub. Obydwie, tę i drugą z ziemią z rodzinnego Zułowa oraz wykopany kamień węgielny z 2005 r., poświęcił gospodarz miejsca, ks. prał. Jan Szczupak, proboszcz rzeszowskiej parafii farnej. Wszystkie trzy elementy w asyście dzieci z Rzeszowa i Harty, gdzie powstały oddziały Związku Piłsudczyków RP, w fundamencie pomnika umieścił Wacław Chmiel-Piechociński z zarządu Komitetu Budowy.

Pamięć o poległych

Było już wcześniej o bonusach, polskości i patriotyzmie. Osobne zdanie należy poświęcić cmentarzom i upamiętnieniom. Przede wszystkim na wileńskiej Rossie, i tamtejszemu mauzoleum Matki i Serca Syna usytuowanego w otoczeniu poległych wcześniej żołnierzy i ostatniej warty rozstrzelanej 17 września 1939 r. Nie można zapomnieć o cmentarzu wojskowym na Antokolu, ze sporych rozmiarów kwaterą polską z lat 1919-21, spoczęło tam też wielu innych poległych i zamordowanych od czasów Napoleona do współczesnej walki o niepodległość Litwy pod wieżą telewizyjną i na granicy odrodzonego państwa. Wreszcie podwileńskie Ponary, miejsce kaźni Polaków i Żydów, w tym przedstawicieli inteligencji.

Polskie flagi na Litwie

Początek maja przynosi młodą tradycję święta naszej flagi i Dzień Polonii i Polaków za granicą. Od 30 lat na Litwie działa Związek Polaków, w tym roku w czasie Parady Polskości wiodącej przez centrum Wilna, od parlamentu, aleją Giedymina, aż do Ostrej Bramy, eksponowana była i ta rocznica. W barwnym wielotysięcznym pochodzie dominowały barwy polskie, była wielometrowa flaga niesiona przez młodzież, jak i grupy ubrane w stroje regionów Polski. Do pochodu dołączyli podkarpaccy Piłsudczycy ubrani w charakterystyczne stroje z epoki. Z tabliczek wyczytać można było nazwy miejscowości, skąd pochodzili uczestnicy, na co dzień uczęszczający przeważnie do polskich szkół, wspierający też działania innych organizacji: Mejszagoła, Ejszyszki, Niemenczyn... Było to też przypomnienie odwiedzanych miejscowości, takich jak Zułów, gdzie przyszedł na świat Józef Klemens, i gdzie zasadzono w 1937 r. dąb złotolistny w miejscu, gdzie, jak się mówi, stała kołyska przyszłego Marszałka. Zachowały się jedynie fundamenty dworu. Dalej na liście miejsc „marszałkowskich” jest Powiewórka ze starym drewnianym kościółkiem, chrzcielnicą, kopią stworzonych tam dokumentów Józefa i tablicą pamiątkową na chórze ufundowaną przez rodaków. Są też Pikieliszki dwór nad jeziorem, obecnie będący siedzibą biblioteki i niewielkiej izby pamięci, a wcześniej miejsce wypoczynku rodziny Piłsudskich.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komu (nie)zależy na Puszczy Białowieskiej?

2017-06-28 09:33

Sylwia Niedzieska
Niedziela Ogólnopolska 27/2017, str. 16-17

Do Internetu wyciekły ważne dokumenty, które nie pozostawiają wątpliwości co do tego, kto jest winny katastrofy ekologicznej w Puszczy Białowieskiej

Lasy Państwowe
W Puszczy Białowieskiej kornik rozmnożył się na tak ogromną skalę, że obecnie martwych jest ok. 800 tys. drzew

Obecnie Puszcza Białowieska wygląda jak leśne cmentarzysko, a gdy Ministerstwo Środowiska podejmuje próby „leczenia lasu”, od razu na karku ma tzw. ekologów. Ich taktykę działania obnażył były leśnik Artur Hampel. Opierając się na urzędowych danych, opisał, w jaki sposób doszło w puszczy do masowej epidemii kornika, a w efekcie do uśmiercenia 8 proc. drzewostanu.

Okazało się, że do 2007 r. miejscowi leśnicy bezproblemowo kontrolowali populację chrząszcza w swoich lasach przez wycinkę chorych drzew. Dopiero interwencja ekologów, których Artur Hampel nazywa „ekoterrorystami”, doprowadziła do obecnego dramatu.

Historia choroby

Choroba puszczy zaczęła się 10 lat temu, gdy w Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera znaleziono siedliska kornika na 29 świerkach. W związku z zagrożeniem zarażenia innych drzew należało wówczas dokonać wycinki sanitarnej. Niestety, wstrzymano ją na skutek protestów ekologów z podlaskiego oddziału Pracowni na rzecz Wszystkich Istot. – Tak zwani ekolodzy zaczęli wówczas bronić kornika kosztem drzew. I dziś mamy tego skutki – komentuje sytuację Paweł Mucha, dyrektor ds. komunikacji Ministerstwa środowiska i jednocześnie rzecznik prasowy Ministerstwa środowiska.

Przez następne lata sytuacja ulegała pogorszeniu – wydawano kolejne odmowne decyzje uniemożliwiające leśnikom skuteczną walkę z tzw. gradacją, czyli rozprzestrzenianiem się pasożytniczych owadów. W konsekwencji kornik rozmnożył się na tak ogromną skalę, że obecnie martwych jest ponad 800 tys. drzew, a kolejne zarażane są każdego dnia. Minister środowiska prof. Jan Szyszko wielokrotnie mówił, że kornik z łatwością opanowuje drzewostany i w ciągu miesiąca potrafi zniszczyć drzewo, które rosło w puszczy kilkadziesiąt lat. – Z jednego chorego drzewa kornik zasiedla 30 nowych drzew. A w pułapki feromonowe łapie się po kilkanaście litrów kornika w ciągu jednego dnia – tłumaczy minister.

W 2007 r. cały świat był zafascynowany Puszczą Białowieską ze względu na przepiękne drzewostany o ogromnej zasobności. Wówczas pozyskanie drewna wynosiło 140 tys. m3 rocznie i było to drewno pochodzące z drzewostanów dojrzewających, czyli starych. Gdy zmniejszono pozyskanie drewna, trzy gatunki kornika, których populacji nikt nie kontrolował, namnożyły się, doprowadzając do destrukcji. W konsekwencji ucierpiały nie tylko świerki – zainfekowane przez owada zostały również wiekowe sosny, które bardzo trudno odnawiają się na obszarze puszczy w sposób naturalny. Doszło do gwałtownych zmian w ekosystemach leśnych, zniknęły siedliska oraz gatunki roślin i zwierząt, które zostały wyznaczone jako priorytetowe z punktu widzenia programu Natura 2000. – My jesteśmy prawnie odpowiedzialni za ich ochronę – tłumaczy prof. Szyszko.

Dziedzictwo UNESCO

Prof. Szyszko rozpoczął odtwarzanie bioróżnorodnych siedlisk dla tzw. gatunków priorytetowych na terenie Puszczy Białowieskiej. Aby przywrócić równowagę przyrodniczą, rozpoczęto usuwanie drzew uśmierconych na skutek epidemii kornika. Działania te spotkały się jednak ze sprzeciwem części organizacji ekologicznych, które naciskają, by całą puszczę pozostawić procesom naturalnym i objąć statusem parku narodowego. Aktywiści przekonują, że puszcza jest unikatowym lasem na świecie, którego „nie tknęła ręka człowieka”, a jej największym zagrożeniem są ludzie.

Fakty są jednak inne, bo ludzie zamieszkują te tereny i czerpią z ich bogactwa od wieków. Dane pochodzące z inwentaryzacji Puszczy Białowieskiej nie pozostawiają złudzeń i jednoznacznie potwierdzają użytkowanie tych terenów przez człowieka m.in. w obszarze rolnictwa, łowiectwa, myślistwa, bartnictwa czy wypalania i pozyskiwania smoły. Najstarsze mapy tego terenu pochodzą z XVI wieku. – Miejscowi dbali o drzewa, gdy chorowały. Wycinali puszczę na własny użytek i sadzili nowe drzewa. Mieszkańcy użytkowali te tereny i jednocześnie stworzyli coś, co wzbudzało zachwyt całego świata – zaznacza prof. Jan Szyszko.

Od czasu wpisania Puszczy Białowieskiej w obszar dziedzictwa przyrodniczego UNESCO zakazane jest użytkowanie jej lasów – można jedynie obserwować spontaniczne procesy natury. – Skoro te tereny od wieków użytkował człowiek, dlaczego wpisano je na listę UNESCO, wbrew prawu i z pominięciem konsultacji społecznych, jako obszar, którego nie „tknęła ręka człowieka”? – pyta minister. – Puszcza jest naszym „Wawelem”, naszym dobrem narodowym, ale jest to dziedzictwo kulturowo-przyrodnicze, nie tylko przyrodnicze. Rozpoczęliśmy więc proces zmierzający do zmiany jej statusu – chcemy, by puszcza została wpisana do UNESCO jako obszar dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego.

Kolejnym prawnym paradoksem jest fakt, że cała puszcza objęta jest programem Natura 2000, który nakazuje chronić siedliska i gatunki występujące na jej terenie określone jako priorytetowe. W obecnej sytuacji, gdy gradacja kornika objęła (i nadal zaraża) tak olbrzymi obszar lasów, niemożliwe jest odtworzenie zniszczonych siedlisk bez usunięcia martwego i chorego drewna. – Ministerstwo będzie rozliczane z wypełnienia prawa Unii Europejskiej, czyli Dyrektywy Ptasiej i Siedliskowej. Zgłosiliśmy zawiadomienie do prokuratury, że w Puszczy Białowieskiej masowo giną siedliska i gatunki priorytetowe z tymi siedliskami związane. Dziś musimy robić wszystko, żeby je ratować i odtwarzać – podkreśla Paweł Mucha.

Maczuga do bicia rządów PiS

W medialnym sporze o Puszczę Białowieską chodzi nie o interes ochrony przyrody, a o interes polityczny. Skarga na Polskę do instytucji zagranicznych została złożona jedynie po to, by z Puszczy Białowieskiej stworzyć „maczugę do bicia” rządów PiS. – Siedem organizacji aktywistów poskarżyło się na Polskę do Komisji Europejskiej. Czy to jest działanie zgodne z interesem Rzeczypospolitej Polskiej? – pyta rzecznik prasowy Ministerstwa środowiska.

Jasno artykułowane argumenty resortu środowiska, Lasów Państwowych i wielu innych instytucji oraz osób prywatnych, którym leży na sercu dobro Puszczy Białowieskiej, nie przekonują aktywistów ekologicznych i współpracujących z nimi przeciwników obozu rządzącego. Kolejne protesty „w obronie puszczy”, organizowane przez ludzi, z którymi merytoryczna rozmowa wydaje się niemożliwa, są przeciąganiem sprawy w sytuacji, gdy należy bezzwłocznie działać w interesie ochrony przyrody. Ci, którzy nazywają siebie strażnikami ekologii, w rzeczywistości doprowadzili do katastrofy ekologicznej. Blokując pracę leśników, sprawili, że przestały być chronione drzewa, a zaczęto chronić kornika. Owadowi przyznano większe prawa w gospodarowaniu zasobami leśnymi niż rodowitym mieszkańcom i leśnikom, którzy dbają o Puszczę Białowieską od pokoleń.

Oskarżeń jest mnóstwo, a głównym jest wycinka drzew. – My podkreślamy, że nie ma żadnej wycinki, usuwamy jedynie chore drzewa – słyszymy w resorcie środowiska. Gdy z jednej strony pada pytanie: Dlaczego resort wycina drzewa, z drugiej słychać: Dlaczego zamykane są turystyczne szlaki? Przy tak dramatycznym stanie drzewostanów konieczne jest ich zamknięcie, bo istnieje duże ryzyko przewrócenia się drzew na człowieka. A wówczas za tragedię odpowiedzialne będą Lasy Państwowe. – Usuwamy drzewa wzdłuż szlaków i traktów komunikacyjnych Hajnówka – Białowieża, natomiast w objętym ochroną Rezerwacie Krajobrazowym im. Władysława Szafera drzewa są pokładane, leżą, nikt ich nie wywozi – mówi Paweł Mucha.

Protestujący ekolodzy przekonują, że należy pozostawić puszczę samej sobie. Uniemożliwiają pracę leśników, których obowiązkiem jest walka z kornikiem. Krytykują min. Jana Szyszko i jego resort za wypełnianie prawa UE i pracę na rzecz przywrócenia bogactwa zasobów przyrodniczych, które zostały w puszczy zniszczone właśnie na skutek ich działań. Miejscowych, którzy nie zgadzają się na objęcie całej puszczy ścisłą ochroną, traktują jak intruzów, a przecież to oni są gospodarzami tych terenów. W sposób naturalny pojawia się pytanie: Czy aby na pewno chodzi im o dobro przyrody? Czy odzyskanie bogactwa bioróżnorodnych zasobów Puszczy Białowieskiej i zachowanie tego dziedzictwa kulturowo-przyrodniczego leży im jeszcze na sercu?

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Zielone światło dla Brexitu

2019-10-17 19:21

wPolityce.pl / ems/PAP

Pixabay.com
Klamka zapadła! Unijna „27” dała zielone światło dla umowy ws. brexitu. Przywódcy wezwali Komisję Europejską, Parlament Europejski i Radę UE do podjęcia koniecznych kroków, by zapewnić, że porozumienie będzie mogło wejść w życie 1 listopada 2019 roku. Rada Europejska w formacie 27 zakończona. Konkluzje przyjęte - napisał na Twitterze Preben Aamann, rzecznik prasowy szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem