Reklama

Polska naszych marzeń

2016-06-08 11:27

Wiesława Lewandowska
Niedziela Ogólnopolska 24/2016, str. 22-24

Jacek Dominski/East News

W lata 90. ubiegłego wieku wkroczyliśmy z przetrąconym kręgosłupem Solidarności, nie tylko jako organizacji, ale też solidarności jako idei, jako mitu budowania nowej Polski, mitu, który był wyraźnie wspierany przez ogromną większość całego narodu polskiego, ale którego urealnienie, niestety, nie udało się, głównie za sprawą komunistów i postkomunistów tamtych czasów

Podczas majowego spotkania w Klubie Ronina Mateusz Morawiecki – wicepremier i minister rozwoju – omawianie swego „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju” rozpoczął od analizy najgłębszych przyczyn kiepskiego – mimo podkreślanych przez poprzedni rząd „niezwykle korzystnych” parametrów rozwojowych – stanu nie tylko polskiej gospodarki, ale także złej jakości państwa i jego instytucji. Bez tego rodzaju analizy trudno zrozumieć te wyzwania rozwojowe, przed którymi stoi dziś Polska.

Oligarchowie III RP

Wtedy, czyli na początku wolnej Polski, jak to ujął wicepremier, Polacy byli jakby trochę ogłupiali, nie wiedzieli, jaki system budować. Zdaniem Mateusza Morawieckiego, można było i należało wtedy przynajmniej spróbować powalczyć o trochę inny model gospodarki, lepiej dostosowany do ówczesnego stanu Polski, lepiej służący dobru wszystkich Polaków, a nie tylko wybranej grupy. Tymczasem niemal bezdyskusyjnie zgodzono się na narzuconą przez postkomunistów „reglamentowaną rewolucję”.

Wicepremier Morawiecki, podobnie jak wielu recenzentów chorego polskiego kapitalizmu, uważa, że jego genezy można się doszukiwać w tzw. ustawie Wilczka z 1988 r., która oprócz pewnych dobrych elementów – uwolnienia polskiej przedsiębiorczości i pobudzenia pierwszej fali polskiego kapitalizmu – niosła w sobie bardzo groźny potencjał. I ten właśnie potencjał na nieszczęście Polski został wykorzystany perfekcyjnie; już w 1988 r. zaczęły się zawiązywać pierwsze tzw. spółki nomenklaturowe, przyczółki kapitalizmu postkomunistycznego. – Ten postkomunistyczny kapitalizm – mówi wicepremier Morawiecki – zdecydowanie nie był taki, jaki mógłby się rozwinąć w solidarnościowej Polsce.

Reklama

Efektem „reglamentowanej rewolucji” był wzrost nierówności społecznych, podczas gdy społeczeństwo było karmione sukcesem wzrostu PKB, rozwoju, mirażem „zielonej wyspy”. – Skoro od kilku lat słyszymy, że w Grecji jest kryzys, a u nas „zielona wyspa”, to powinniśmy też wiedzieć, że w Polsce majątek przypadający na jednego obywatela jest 3 razy mniejszy niż w Grecji! – tak puentuje dokonania minionych 27 lat wicepremier i minister rozwoju w rządzie PiS.

Jest ogromna różnica – podkreśla Morawiecki – czy chwalimy się wzrostem produktu krajowego brutto (PKB), czy produktu narodowego brutto (PNB). W całej polskiej transformacji gospodarczej niewątpliwie zabrakło gospodarczego patriotyzmu. Jak wielu z nas wtedy bardzo cierpiałem z powodu braku polityki patriotycznej, budzącej wiarę w Polskę, w to, że warto tu zostać... Filozofią tamtych lat było jednak „róbta, co chceta”, była też pedagogika wstydu, oczernianie własnego państwa, oczernianie własnej historii.

Prywatyzacja i kapitał zagraniczny

Bardzo szybko beneficjentem polskiej transformacji stał się kapitał zagraniczny, ponieważ mantrą tzw. konsensusu waszyngtońskiego było prywatyzowanie wszystkiego, a w Polsce nie było odpowiedniego kapitału. – Absolutnie nie podzielam poglądu, że należało w całości utrzymać własność państwową, ale trzeba było dać czas i szanse polskim menadżerom oraz pracownikom na to, aby przez kilka lat rozsądnie transformowali się w kierunku gospodarki wolnorynkowej – mówi obecny wicepremier. Podaje przykład drugiego co do wielkości zakładu celulozowo-papierniczego w Europie, który powstał w latach 80. ubiegłego wieku w Kwidzyniu ogromną krwawicą całego społeczeństwa, a został sprzedany International Paper, i to w taki sposób, że parę lat później wiceprezes tej wielkiej amerykańskiej spółki chwalił się, iż kompletnie nie rozumie, jak mogło dojść do tej sprzedaży, skoro wartość samych maszyn czterokrotnie przewyższała cenę zakupu całego zakładu!

– W taki to sposób ten nasz majątek był prywatyzowany – konkluduje Mateusz Morawiecki. – Bolesne jest, że tak naiwnie ufaliśmy, iż przedsiębiorstwa kupuje się tylko po to, żeby je rozwijać, a nie po to, jak się, niestety, zbyt często zdarzało, żeby je „zaorać” i przejąć tylko udział w rynku. Taki los spotkał m.in. dzierżoniowską Diorę, elbląski Zamech czy bydgoski Zachem i wiele innych.

Gdy przyjmowaliśmy bezkrytycznie, jako pewną zasłonę, tzw. konsensus waszyngtoński, nie chroniliśmy naszego rynku, odwrotnie niż te wszystkie kraje, które w swoim czasie budowały swoją potęgę gospodarczą. A przecież jeszcze przed wejściem do Światowej Organizacji Handlu i do Unii Europejskiej mieliśmy prawo i obowiązek chronić swój cherlawy rynek, ale dobrowolnie z tego zrezygnowaliśmy.

Polskie „dopalacze”

Mieliśmy kilka „dopalaczy”, które dopingowały rozwój gospodarczy. Pierwszym była znakomita zdolność naszych przedsiębiorców do adaptowania zachodnich rozwiązań. – Budowaliśmy ten nasz oddolny kapitalizm w pocie czoła – przyznaje z uznaniem wicepremier – nie tylko oligarchiczny, nie tylko oparty na zachodnim kapitale, ale również ten normalny, naturalny. Niestety, dzisiaj ten „dopalacz” działa już w znacznie mniejszym stopniu.

Drugim paliwem, które wykorzystywaliśmy do imentu przez 27 lat, był kredyt. – Dzisiaj nasze państwo jest zadłużone na 920 mld zł! A w dodatku – podkreśla Morawiecki – aż 66 proc. obligacji jest w posiadaniu zagranicznych wierzycieli. W zbyt dużym stopniu jesteśmy uzależnieni od obecności tegoż kapitału w Polsce. Dlatego sygnały agencji ratingowych, na które się tak zżymamy, musimy jednak brać pod uwagę. No cóż – złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn...

Jak długo jeszcze możemy się „tak rozwijać”? – pyta wicepremier.

Nie za długo. Ponieważ z tytułu międzynarodowej ujemnej pozycji walutowej co roku musimy wypłacać za granicę ok. 90 mld zł. To prawie dwukrotność rocznego deficytu państwa. Miło przynajmniej pomyśleć, że nie mielibyśmy tego deficytu, a do tego jeszcze ogromną nadwyżkę, gdyby nie zadłużenie za granicą.

– Oczywiście, potrzebowaliśmy w Polsce obcego kapitału i znam takie przypadki – przyznaje wicepremier – że odegrał on bardzo pozytywną rolę, i sam dzisiaj staram się przyciągać ten obcy kapitał, jednakże pod warunkiem, że będzie tworzył miejsca pracy, wnosił nowe technologie.

Trzecim paliwem rozwoju kraju powinny być oszczędności. Niestety, tego paliwa ciągle Polsce brakuje. Na inwestycje trzeba więc było stale pożyczać, i to przeważnie za granicą. Zwłaszcza że uprawialiśmy politykę gospodarczą, po sarmacku mówiąc: „zastaw się, a postaw się”; w latach 90. ubiegłego wieku konsumowaliśmy zdecydowanie zbyt dużo w stosunku do naszych możliwości.

Pułapki rozwoju

Wykorzystując te dobre, ale przede wszystkim złe „paliwa” – wykłada Morawiecki – dzisiaj znaleźliśmy się w kilku pułapkach.

Mamy pułapkę demograficzną, z której wyjść coraz trudniej. Pułapkę przeciętnego produktu; pracujemy w pocie czoła, ale za produkty, które sprzedajemy, uzyskujemy dużo niższe marże niż nasi główni konkurenci na całym świecie. Mamy wielką pułapkę rozwoju zależnego, czyli brak równowagi między kapitałem krajowym i zagranicznym. I wreszcie tę, którą widać dosłownie na każdym kroku: pułapkę słabości instytucji, słabości państwa.

Pułapka słabości instytucjonalnej polega na tym, że co roku państwo traci duże pieniądze. Dlatego trzeba ją rozbroić natychmiast, co nie będzie najłatwiejsze, ponieważ trwające w Polakach od czasu zaborów po komunę przekonanie o wrogości państwa w ostatnich latach było szczególnie pielęgnowane i umacniane. Szeroko kolportowano hasło, że państwo nie jest potrzebne, że podatki to haracz, a więc niepłacenie podatków to nie przestępstwo.

Kiedy PiS opuszczał gabinety rządowe w październiku 2007 r., państwo polskie ściągało 17 proc. (w stosunku do PKB) w podatkach CIT, VAT i PIT. Dzisiaj pozyskuje 13,5 proc. Od kilku lat co roku tracimy więc ok. 70-80 mld zł. W 2007 r. państwo polskie zbierało 33 mld zł w podatkach od zysków firm, dzisiaj – 28 mld. A przecież w międzyczasie obroty firm wzrosły dwukrotnie, zyski zaś tylko o 60-70 proc. – Gdzie się podziały te zwiększone zyski? – pyta wicepremier. – Bahama, Cypr, Panama?

Istotną pułapką rozwoju jest też brak, wprost nieistnienie polskiej marki w świecie. Poprzednie rządy chwaliły się dobrym wizerunkiem Polski, jednak – zdaniem Morawieckiego – myliły one tani, wykreowany przez PR wizerunek z solidną marką państwa.

Promowano Polskę w sposób zupełnie nieprofesjonalny – mówi wicepremier – przez filmiki w BBC, CNN za grube miliony; lata bocian, ktoś tam je kiełbasę na stogu siana – to miał być wizerunek prostego, swojskiego kraju... Tymczasem kraje dobrze rozwinięte pokazywały swoją markę poprzez konkretne produkty. Niemcy np., kraj z kompletnie zszarganą reputacją po II wojnie światowej, odbudowywały tę reputację poprzez „niemiecką jakość” swoich samochodów, maszyn, precyzyjnej optyki...

Nowa ekipa przejmuje stery

– I co się teraz dzieje? – pyta Mateusz Morawiecki, autor „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. – Bardzo szybko nasi szeroko rozumiani przeciwnicy, nie tylko polityczni, ale też właśnie ci, którzy byli beneficjentami dotychczasowego systemu gospodarczego, tej „reglamentowanej rewolucji”, zrozumieli, że tym razem już będzie inaczej. Próbują więc wszelkimi sposobami bronić tego, co było, ostro atakują nowy polski rząd.

Wicepremier nie kryje satysfakcji, że mainstreamowi ekonomiści nagle tak bardzo krytykują Polskę za to, że... jest za bardzo uzależniona od zagranicznego kapitału. – Nawet Sarah Carlos, analityk Moody’s, powiedziała niedawno – śmieje się Morawiecki – że Polska ma kilka słabości, m.in. za małe oszczędności i za dużą zależność od kapitału zagranicznego. Jakie to ciekawe, że teraz nagle wszyscy to zauważają! Przez ostatnich kilka miesięcy!

Wicepremier radykalnie wypowiada się w politycznej sprawie Trybunału Konstytucyjnego, wiążąc ją z reformami gospodarczymi, które uderzają bezpośrednio w krajowe i zagraniczne grupy interesów ekonomicznych. – To jest ostatnia reduta, którą nasi adwersarze próbują wykorzystać, by utrudnić i zdeprecjonować konkretne działania nowego rządu.

Mówiąc półżartem, dodaje, że opozycja ma program obrony kilkunastu prawników, a rząd ma program dla całego społeczeństwa, ale już bardzo poważnie przywołuje paralelę historyczną. – Możni doby Konstytucji 3 maja, choć mam jak najgorsze zdanie o ówczesnej elicie i, pożal się Boże, arystokracji, potrafili pozbyć się swoich własnych przywilejów... Dziś marzy mi się taki ruch, jaki zrobił marszałek Piłsudski w 1926 r., gdy w Nieświeżu spotkał się z ówczesną arystokracją i wyjaśnił, że teraz mamy już inną Rzeczpospolitą niż ta Pierwsza, a więc, panowie, trzymajcie swoje apetyty arystokratyczne na wodzy, bo walczymy o dużo bardziej zdemokratyzowany porządek prawny.

Filary rozwoju

Silne państwo, przełamanie jego niemożności, jest niezwykle ważne, żeby tak naprawdę budować tę zdrową, bardziej demokratyczną, republikańską, kolejną falę polskiego kapitalizmu, falę, która przyniesie więcej polskiej własności w polskiej gospodarce. Taki jest długofalowy cel „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.

Głównym filarem dobrej zmiany w gospodarce jest reindustrializacja, rozumiana jako uprzemysłowienie wysokomarżowe, promujące branże wiedzochłonne. Wiele jest do nadrobienia, bo przez 27 lat dorobiliśmy się przede wszystkim branż pracochłonnych i kapitałochłonnych, na których najbardziej wygrywają ci, którzy mają kapitał, czyli nie Polska.

Jak najpilniej należy w Polsce zadbać o tworzenie oszczędności wewnętrznych. – W ciągu najbliższych 2-3 miesięcy – zapowiada wicepremier – zaproponujemy bardzo przekrojowy program wzmocnienia polskich oszczędności, bezpieczne mechanizmy oszczędzania w bankach i firmach ubezpieczeniowych, funduszach inwestycyjnych, emerytalnych. Bo właśnie w taki żmudny sposób tworzy się bogactwo wewnętrzne nieuzależnione od zagranicy.

Mimo złych doświadczeń Polska nie powinna rezygnować z przyciągania kapitału zagranicznego. Wicepremier Morawiecki wiąże duże nadzieje z nadciągającą trzecią falą kryzysu globalnego, która już sprawia, że kapitał jest dostępny po rekordowo niskich cenach. Plan Morawieckiego przewiduje też ekspansję polskich firm i polskiego kapitału za granicą, a przede wszystkim mocniejsze wspieranie eksportu.

Jak podkreśla wicepremier, najważniejszym filarem jego planu będzie jednak dbałość o bardziej zrównoważony rozwój, o polską solidarność, o dużo bardziej sprawiedliwą Polskę. – To będzie bardzo ważny znak firmowy naszej ekipy rządowej – mówi.

Przez 27 lat królował polaryzacyjno-dyfuzyjny paradygmat rozwoju, czyli taki, w którym – wicepremier cytuje Jana Sztaudyngera – „Polska A Polsce B każe się całować w...”. A my będziemy łączyć np. Polskę Wschodnią, do dziś nieposiadającą odpowiedniej infrastruktury komunikacyjnej, z bardziej rozwiniętymi ośrodkami w kraju, w nadziei na wzmocnienie mechanizmów handlowych, biznesowych i pozytywnie rozumianą mobilność społeczną.

Wspólnym mianownikiem wszystkich działań rządu ma być budowa jakości państwa. – Warunkiem sine qua non powodzenia naszego planu gospodarczego będzie odwrócenie paradygmatów obowiązujących przez ostatnie 25, 125 czy nawet 225 lat w kierunku służby państwa szerokim rzeszom Polaków, całemu społeczeństwu. Taka jest Polska naszych marzeń, o którą, ja to Państwu obiecuję – zapewnia autor „Planu na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”, wicepremier Mateusz Morawiecki – będę się starał walczyć ze wszystkich sił.

Tagi:
polityka rozmowa

Reklama

Spotkanie i modlitwa

2019-11-26 12:50

Rozmawia Kamil Krasowski
Edycja zielonogórsko-gorzowska (Aspekty) 48/2019, str. 5

– To modlitewne spotkanie, które młodzieży naszej diecezji ma dać impuls do właściwego przeżycia Adwentu i przygotowania się do świąt Bożego Narodzenia – mówi o Adwentowych Wieczorach Młodych diecezjalny duszpasterz dzieci i młodzieży ks. Łukasz Malec

Karolina Krasowska
Tegoroczne AWM odbędą się tradycyjnie w dwóch maryjnych sanktuariach – Rokitnie i Grodowcu

KAMIL KRASOWSKI: – Wraz z nastaniem grudnia rozpoczęliśmy w Kościele katolickim Adwent, czyli czas radosnego oczekiwania na narodziny Pana. Jak jako wierzący młodzi ludzie powinniśmy przeżywać ten czas?

KS. ŁUKASZ MALEC: – Najlepiej tak jak podpowiada nam Kościół. Słowem, które jest kluczowe w dobrym przeżyciu Adwentu, jest tęsknota. Kiedy kogoś się kocha i przez jakiś czas tej osoby się nie widzi, to naturalnie pojawia się w człowieku tęsknota za nią. I o to chodzi w Adwencie – by zatęsknić za doświadczeniem bliskiej obecności Boga w życiu, za życiem z Nim w codzienności, za spotykaniem Go w modlitwie i innych przestrzeniach życia. Kościół kieruje nasz wzrok najpierw na powtórne przyjście Jezusa, a potem na ponowne przeżycie tajemnicy Wcielenia. Pierwszy kierunek jest okazją do refleksji nad sensem i celem naszego życia, że ostatecznie moje życie jest wędrówką na spotkanie z Panem Bogiem. Drugi kierunek odkrywa pragnienie Boga, by być blisko człowieka. On przyszedł, aby być blisko nas, aby nas zbawić, bo nas kocha. Adwent jest sposobnością, aby te rzeczy na nowo odkryć.

– Jedną z adwentowych propozycji dla młodego człowieka są w naszej diecezji tzw. Adwentowe Wieczory Młodych. Kiedy i gdzie odbędą się i jaka jest ich idea?

– Odbędą się tradycyjnie w dwóch maryjnych sanktuariach – w Rokitnie i w Grodowcu, w sobotę 7 grudnia. To jest modlitewne spotkanie młodzieży naszej diecezji, aby tej konkretnej wspólnocie ludzi dać iskrę, impuls do właściwego przeżycia Adwentu i przygotowania się do świąt Bożego Narodzenia. Spotkanie i modlitwa to dwa kluczowe słowa dla AWM.

– Pod jakim hasłem odbędą się tegoroczne Wieczory?

– Ich hasło brzmi: „Eucharystia daje życie”. Jest ono inspirowane tym, co podpowiada Kościół w Polsce, który w najbliższych latach chce rozważać tajemnicę Eucharystii. Będziemy chcieli pokazać, że jest ona źródłem życia dla młodego człowieka, że nie jest tylko jakimś rytuałem do spełnienia i obowiązkiem do wypełnienia, ale przestrzenią, gdzie Bóg jest blisko i ożywia człowieka, a także że liturgia Eucharystii jest przestrzenią do zaangażowania się ludzi młodych w różne posługi.

– Jak zapowiada się program AWM?

– W programie jest Eucharystia, poczęstunek, katecheza i świadectwa oraz adoracja Najświętszego Sakramentu. Zaczynamy o godz. 18.

– Adwent to czas, który niesie nadzieję i pocieszenie w związku ze zbliżającymi się narodzinami Zbawiciela. Jak Ksiądz uważa, jako duszpasterz dzieci i młodzieży, jakie są obecne nadzieje młodych diecezji zielonogórsko-gorzowskiej?

– Myślę, że podstawową nadzieją i pragnieniem młodych ludzi jest to, że chcą być szczęśliwi, doświadczyć miłości, zrealizować swoje plany i marzenia, ułożyć sobie pięknie życie. To tkwi w głębi serca każdego człowieka.

– Czego chciałby Ksiądz życzyć naszej młodzieży w kończącym się i nadchodzącym nowym roku?

– Życzę, aby przez kontakt z Panem Bogiem i osobisty wysiłek marzenia ludzi młodych stawały się ich rzeczywistością.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Symbole i zwyczaje Adwentu

Małgorzata Zalewska
Edycja podlaska 49/2002

Bóg w swojej wielkiej miłości do człowieka dał swego Jednorodzonego Syna, który przyszedł na świat by dokonać dzieła odkupienia ludzi. Jednak tę łaskę każdy z nas musi osobiście przyjąć. Zadaniem Kościoła jest przygotowanie ludzi na godne przyjęcie Chrystusa. Kościół czyni to, między innymi, poprzez ustanowienie roku liturgicznego. Adwent rozpoczyna nowy rok kościelny. Jest on pełnym tęsknoty oczekiwaniem na Boże Narodzenie, na przyjście Chrystusa. Adwent to okres oczyszczenia naszych serc i pogłębienia miłości i wdzięczności względem Pana Boga i Matki Najświętszej.

Bożena Sztajner

Wieniec adwentowy

W niektórych regionach naszego kraju przyjął się zwyczaj święcenia wieńca adwentowego. Wykonywany on jest z gałązek iglastych, ze świerku lub sosny. Następnie umieszczone są w nim cztery świece, które przypominają cztery niedziele adwentowe. Świece zapalane są podczas wspólnej modlitwy, Adwentowych spotkań lub posiłków. W pierwszym tygodniu adwentu zapala się jedną świecę, w drugim dwie, w trzecim trzy, a w czwartym wszystkie cztery. Wieniec wyobraża jedność rodziny, która duchowo przygotowuje się na przeżycie świąt Bożego Narodzenia.

Świeca roratnia

Świeca jest symbolem chrześcijanina. Wosk wyobraża ciało, knot - duszę, a płomień - światło Ducha Świętego płonące w duszy człowieka.
Świeca roratnia jest dodatkową świecą, którą zapalamy podczas Rorat. Jest ona symbolem Najświętszej Maryi Panny, która niesie ludziom Chrystusa - Światłość prawdziwą. W kościołach umieszcza się ją na prezbiterium obok ołtarza lub przy ołtarzu Matki Bożej. Biała lub niebieska kokarda, którą jest przepasana roratka mówi o niepokalanym poczęciu Najświętszej Maryi Panny. Zielona gałązka przypomina proroctwo: "Wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni. I spocznie na niej Duch Pański..." (Iz 11, 1-2). Ta starotestamentalna przepowiednia mówi o Maryi, na którą zstąpił Duch Święty i ukształtował w Niej ciało Jezusa Chrystusa. Jesse był ojcem Dawida, a z tego rodu pochodziła Matka Boża.

Roraty

W Adwencie Kościół czci Maryję poprzez Mszę św. zwaną Roratami. Nazwa ta pochodzi od pierwszych słów pieśni na wejście: Rorate coeli, desuper... (Niebiosa spuśćcie rosę...). Rosa z nieba wyobraża łaskę, którą przyniósł Zbawiciel. Jak niemożliwe jest życie na ziemi bez wody, tak niemożliwe jest życie i rozwój duchowy bez łaski. Msza św. roratnia odprawiana jest przed świtem jako znak, że na świecie panowały ciemności grzechu, zanim przyszedł Chrystus - Światłość prawdziwa. Na Roraty niektórzy przychodzą ze świecami, dzieci robią specjalne lampiony, by zaświecić je podczas Mszy św. i wędrować z tym światłem do domów.
Według podania zwyczaj odprawiania Rorat wprowadziła św. Kinga, żona Bolesława Wstydliwego. Stały się one jednym z bardziej ulubionych nabożeństw Polaków. Stare kroniki mówią, że w Katedrze na Wawelu, a później w Warszawie przed rozpoczęciem Mszy św. do ołtarza podchodził król. Niósł on pięknie ozdobioną świecę i umieszczał ją na lichtarzu, który stał pośrodku ołtarza Matki Bożej. Po nim przynosili świece przedstawiciele wszystkich stanów i zapalając je mówili: "Gotów jestem na sąd Boży". W ten sposób wyrażali oni swoją gotowość i oczekiwanie na przyjście Pana.

Adwentowe zwyczaje

Z czasem Adwentu wiąże się szereg zwyczajów. W lubelskiem, na Mazowszu i Podlasiu praktykuje się po wsiach grę na ligawkach smętnych melodii przed wschodem słońca. Ten zwyczaj gry na ligawkach związany jest z Roratami. Gra przypomina ludziom koniec świata, obwieszcza rychłe przyjście Syna Bożego i głos trąby św. Michała na Sąd Pański. Zwyczaj gry na ligawkach jest dość rozpowszechniony na terenach nadbużańskim. W niektórych regionach grano na tym instrumencie przez cały Adwent, co też niektórzy nazywali "otrembywaniem Adwentu". Gdy instrument ten stawiano nad rzeką, stawem, lub przy studni, wówczas była najlepsza słyszalność.
Ponad dwudziestoletnią tradycję mają Konkursy Gry na Instrumentach Pasterskich (w tym także na ligawkach) organizowane w pierwszą niedzielę Adwentu w Muzeum Rolnictwa im. ks. Krzysztofa Kluka w Ciechanowcu. W tym roku miała miejsce już XXII edycja tego konkursu.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Betlejemskie Światło Pokoju we Wrocławiu

2019-12-15 21:33

Agnieszka Bugała

Komenda Dolnośląskiej Chorągwi ZHP, z hm. Dorotą Kołakowską, komendantką Chorągwi Dolnośląskiej na czele, przekazała Betlejemskie Światło Pokoju harcerzom z całego województwa.

Agnieszka Bugała
Zobacz zdjęcia: Betlejemskie Światło Pokoju dotarło do archidiecezji wrocławskiej

Jak co roku harcerze ze Związku Harcerstwa Polskiego przywieźli Betlejemskie Światło, które dziś rano (15.12.) w zakopiańskim sanktuarium na Krzeptówkach odebrali od skautów ze Słowacji. Przekazanie światła odbyło się w czasie Mszy św. we wrocławskiej katedrze, którą koncelebrował o. bp Jacek Kiciński CMF, on też wygłosił homilię. Najpierw od przywiezionego lampionu bp. Kiciński zapalił świecę w ceramicznej misie – to światło towarzyszyło celebracji Eucharystii – później od niego kapłani zapalali świece w lampionach hufców i przedstawicieli harcerskich stowarzyszeń. Gospodarzem uroczystości był proboszcz wrocławskiej katedry, ks. Paweł Cembrowicz. Z ramienia Dolnośląskiej Chorągwi ZHP w uroczystość przekazania Betlejemskie Światło Pokoju wprowadził hm. Krzysztof Stachów, zastępca Komendanta Chorągwi Dolnośląskiej ZHP.

- Przekazanie Betlejemskiego Światła jest wydarzeniem niezwykle ważnym, bo to przecież tam, w Betlejem, ponad dwa tysiące lat temu wszystko się zaczęło. Spotykamy się w szczególnej niedzieli Adwentu – to niedziela radości. Z jednej strony już widać Boże Narodzenie, ale jeszcze potrzeba do tych narodzin trochę czasu. Nasze życie to też Adwent, żyjemy po to, aby kiedyś spotkać się z Bogiem twarzą w twarz mówił bp Jacek.

- Przyjście Jezusa Chrystusa na świat, to przyjście Światłości w ciemnościach – mówi nam Słowo Boże. I na to Światło teraz czekamy. Bardzo ważne jest to, abyśmy umieli zaufać Panu Bogu, abyśmy umieli uwierzyć, że dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. Jezus pokazuje nam, że wiara pomaga nam czynić cuda, a ona rodzi się ze słuchania Słowa Bożego, a nie słowa ludzkiego. Umacnia się na modlitwie, poprzez sakramenty a rozszerza się przez świadectwo naszego życia - mówił kaznodzieja.

Biskup odniósł się też do tych sytuacji w życiu człowieka, w których dochodzi do utraty wiary. Pytał zgromadzonych w katedrze harcerzy o przyczynę jej utraty i wskazał na zerwanie nici przyjaźni z Jezusem. – Wiara to przyjaźń z Jezusem, tak, jak przyjaźń z drugim człowiekiem. I co jest ważne w każdej przyjaźni? Trzy rzeczy – wskazał biskup – myślenie, rozmowa i spotkanie. Tak też jest z Jezusem. To z Nim rozmawiam na modlitwie, myślę o jego Słowie i spotykam się z Jezusem w sakramentach. Spotkanie z Jezusem sprawia, że moje serce zostaje zapalone ogniem Bożej miłości i musi natychmiast przekazać ten ogień dalej, dlatego, że miłość jest podzielna – mówił bp Jacek.

W tym roku przekazaniu światła towarzyszy hasło „Światło, które daje moc”. Jest zaczerpnięte z wystąpienia św. Jana Pawła II, które 10 czerwca 1979 r. wygłosił w Krakowie:

„Musicie być mocni, drodzy bracia i siostry, mocą tej wiary, nadziei i miłości świadomej, dojrzałej, odpowiedzialnej, która pomaga nam podejmować ów wielki dialog z człowiekiem i światem na naszym etapie dziejów – dialog z człowiekiem i światem, zakorzeniony w dialogu z Bogiem samym: z Ojcem przez Syna w Duchu Świętym – dialog zbawienia”.

- Przesłanie papieża Polaka niech będzie inspiracją dla nas – harcerek i harcerzy Związku Harcerstwa Polskiego przekazujących po raz 29. Betlejemskie Światło Pokoju – pisze w tegorocznym orędziu kapelan hm. Wojciech Jurkowski. Zachęca też, aby zanieść Betlejemskie Światło Pokoju do Prezydenta RP, Parlamentu i Rządu, do instytucji centralnych. Niech stanie się darem nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce. Przekażmy je w kościołach, szkołach, szpitalach i domach pomocy. Zadbajmy, by zapłonęło dzięki naszej harcerskiej sztafecie na każdym wigilijnym stole. BŚP niech przekroczy granice z Białorusią, Rosją i Ukrainą, niech drogą lądową i wodną dotrze tam gdzie jest oczekiwane.

Historia BŚP:

Harcerki i harcerze ze Związku Harcerstwa Polskiego już od 29 lat angażują się w sztafetę Betlejemskiego Światła Pokoju. Od 26 lat, czyli od początku Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom, ogólnopolskiej akcji współtworzonej przez Caritas Polska, Światło przekazywane jest właśnie na charytatywnych świecach. Na stronie Światła powstaje wielka internetowa mapa światła (swiatlo.zhp.pl/mapa-swiatla), na której zobaczyć można, gdzie odbywa się przekazanie światła oraz gdzie można przyjść, aby zapalić swoją świecę.

Betlejemskie Światło Pokoju zorganizowano po raz pierwszy w 1986 roku w Linz, w Austrii, jako część bożonarodzeniowych działań charytatywnych. Akcja nosiła nazwę „Światło w ciemności” i była propagowana przez Austriackie Radio i Telewizję (ORF). Rok później patronat nad akcją objęli skauci austriaccy.

Każdego roku dziewczynka lub chłopiec, wybrani przez ORF odbierają Światło z Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Następnie Światło transportowane jest do Wiednia za pośrednictwem Austrian Airlines. W Wiedniu ma miejsce ekumeniczna uroczystość, podczas której Płomień jest przekazywany mieszkańcom miasta i przedstawicielom organizacji skautowych z wielu krajów europejskich.

Związek Harcerstwa Polskiego organizuje Betlejemskie Światło Pokoju od 1991 r. Tradycją jest, iż ZHP otrzymuje Światło od słowackich skautów. Przekazanie Światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji, raz w Polsce. Polska jest jednym z ogniw betlejemskiej sztafety. Harcerki i harcerze przekazują Światło dalej na wschód: do Rosji, Litwy, Ukrainy i Białorusi, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Szwecji.

Betlejemskie Światło Pokoju co roku odpalane jest z Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem. W 29-letniej historii Betlejemskiego Światła Pokoju, w zmieniających się warunkach politycznych, nigdy nie zdarzyło się by Światło nie wyruszyło z Betlejem w swoją drogę. To czyni ze Światła znak pokoju, poświadczenie wzajemnego zrozumienia i symbol pojednania między narodami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem