Reklama

Jak daleko zajdziemy na Euro 2016?

2016-06-22 09:08

Ks. Jacek Molka
Niedziela Ogólnopolska 26/2016, str. 68

East New

Kiedy oddaję ten felieton do druku (17 czerwca br.), Biało-Czerwoni na francuskim Euro 2016 mają za sobą dwa mecze grupowe. Pokonali Irlandię Północną 1:0 i bezbramkowo zremisowali z mistrzami świata – Niemcami. Zdobyli 4 z 6 możliwych punktów

Zacznę od najgorszego scenariusza i mam nadzieję, że brzmi on teraz jak typowy „suchar”. Przegrywamy ostatnie spotkanie z Ukrainą, która uległa zarówno Niemcom, jak i Irlandczykom, czyli odpadła z turnieju, a ci przedostatni przegrywają z tymi ostatnimi (mecze odbyły się 21 czerwca br.). I co się dzieje? Oba teamy awansują dalej... My zaś pakujemy walizki i przez Lourdes oraz Częstochowę wracamy do siebie, by odpokutować frajerską porażkę i niefart (czy aby na pewno niefart?) naszych zachodnich sąsiadów w walce z wyspiarzami... Powtórzę. Oby to był najgorszy „suchar”, jaki kiedykolwiek przyszedł mi do głowy i został tutaj wyartykułowany.

Żeby zatem zachować krańcową równowagę, trzeba nam trzymać się wariantu najlepszego z możliwych. Jakiego? To oczywiste. Wygrywamy z naszymi wschodnimi sąsiadami i to my rządzimy dalej nad Sekwaną (zresztą wystarczyło popatrzeć na trybuny francuskich stadionów, na których przyszło grać wybrańcom trenera Adama Nawałki, by poczuli, że po prostu grają u siebie). Już nikt i nic nas potem nie interesuje, tylko potencjalny rywal w dalszej fazie zmagań o mistrzostwo Starego Kontynentu. Wystarczy nam też remis z Ukraińcami, by iść dalej. I tej optymistycznej wersji wydarzeń zamierzam się kurczowo trzymać jako wierny kibic niezwyciężonych barw biało-czerwonych. Po prostu awansujemy. Na tych mistrzostwach rozegraliśmy naprawdę bardzo dobre spotkania. Widać, że nie ma na nich tzw. kelnerów. Każdy może wygrać z każdym, i to już w fazie grupowej.

Kiedy 12 czerwca br. graliśmy w Nicei z Irlandczykami, oni najzwyczajniej w świecie nie istnieli. Nasi na nic im nie pozwalali i spokojnie mogliśmy wygrać nawet trzema bramkami, gdyby Arkadiusz Milik miał nieco lepiej wyregulowany celownik, choć i tak to on był zdobywcą jedynego gola (po podaniu Jakuba Błaszczykowskiego). Cała drużyna zagrała fantastyczne zawody, a szczególnie Bartosz Kapustka. W każdym razie cel został zrealizowany i zainkasowaliśmy 3 oczka.

Reklama

Jeśli chodzi o bój z Niemcami w Saint-Denis, to graliśmy jak równy z równym. Bezbramkowy remis pewnie był wynikiem sprawiedliwym. Szkoda kilku wyśmienitych, no i, niestety, niewykorzystanych sytuacji, po finalizacji których cieszylibyśmy się po końcowym gwizdku holenderskiego sędziego ze zwycięstwa. Niemniej jednak pokazaliśmy wszystkim, że mistrzowie świata nam nie straszni. Chwała naszym!

Z oczywistych względów trudno mi cokolwiek napisać o meczu w Marsylii z Ukraińcami. Wróżbitą Maciejem nie jestem. To po prostu było ciężkie spotkanie, które (mam nadzieję!) wygraliśmy po fantastycznych bramkach Roberta Lewandowskiego (trzy gole) i jednej z rzutu wolnego właśnie Arkadiusza Milika... Och! Żeby tak było...

I jakkolwiek potoczą się dalsze losy naszej reprezentacji na tych mistrzostwach Europy, to z pewnością mamy prawdziwą drużynę. Pokuszę się o stwierdzenie, że od czasów legendarnego Kazimierza Górskiego nie mieliśmy takiego zespołu. To mieszanka doświadczenia i młodości, gwiazd europejskiego futbolu i nikomu praktycznie jeszcze nieznanych nazwisk, jak choćby wspomniany Kapustka. To nieustępliwość, siła i przekonanie o własnej wartości. Panowie nie odpuszczają. Nie poddają się. Walczą, by wygrywać. Adamowi Nawałce udało się zbudować interesujący team. Nie zapominajmy, że już niebawem przed nami eliminacje kolejnego turnieju – mundialu. Do boju, Polsko, bo łączy nas piłka.

Nieco odbiegnę od tematu, choć nadal znajdujemy się we Francji. Pod pewnymi względami to dosyć smutne mistrzostwa. Szkoda, że doszło do zamieszek między kibicami z Rosji i Anglii. Życie stracił nawet jeden z wyspiarzy. To przykre, że sport, a konkretnie piłka nożna, zamiast łączyć, wywoływać pozytywne emocje i ofiarowywać niezapomniane chwile, przez głupotę, bufonadę – i sam już nie wiem przez co – jakiejś garstki życiowych nieudaczników, cierpiących na postępujący w zastraszającym tempie zanik szarych komórek, a w konsekwencji i całego mózgowia, sprawia, że piękno futbolu i emocji, których on dostarcza, że aż człowiek „wyskakuje z butów”, schodzi na drugi plan.

Wiem. To było przydługie zdanie. Ale czyż nie mam racji? Mam. I kolejne pytanie: Kto wygra mecz? Polska, Polska, Polska wygra mecz... I ten, i następny.

Tagi:
sport

Reklama

Dobroczynność na medal

2019-07-03 08:37

Marta Zeller
Niedziela Ogólnopolska 27/2019, str. 46-47

Pomagają na różne sposoby – wpłacają pieniądze na leczenie chorych dzieci, prowadzą fundacje, poświęcają też czas, by organizować charytatywne turnieje i zawody, w których sami biorą udział. Polscy sportowcy starają się, jak mogą, by pomóc tym, których los nie oszczędza

Andrzej Iwanczuk/REPORTER/EastNews

Wielkie serce ma Kamil Grosicki – reprezentant Polski w piłce nożnej. Ostatnio media obiegła informacja, że zawodnik Hull City w krótkim czasie dorzucił się do dwóch charytatywnych zbiórek pieniędzy.

Pod koniec maja br. były futsalista i piłkarz, reprezentant Polski, Paweł Dąbrowski uległ w pracy wypadkowi, którego skutkiem była m.in. konieczność amputacji nogi. Sportowiec ledwo uszedł z życiem – pękła lina dźwigu i na jego nogę spadł półtoratonowy wysięgnik. Na reakcję ze strony rodziny i przyjaciół nie trzeba było długo czekać – w internecie została uruchomiona zbiórka pieniędzy na pomoc w leczeniu, rehabilitacji i zakup specjalistycznej protezy dla Pawła, w którą włączyło się już prawie 900 osób. Jedną z nich jest właśnie Kamil Grosicki, który nie tylko wpłacił 5 tys. zł, ale też nagłośnił zbiórkę na rzecz kolegi (znają się od lat) w mediach społecznościowych. Nie jest tajemnicą, że osoby rozpoznawalne znacznie zwiększają zainteresowanie akcjami charytatywnymi, stąd udało się zebrać potrzebną kwotę – 70 tys. zł, a wpłaty wciąż napływają.

Na początku czerwca Grosicki wpłatą brakujących 2,6 tys. zł niedługo przed końcem zbiórki włączył się w akcję pomocy 8-letniemu Michałkowi, który odkąd ukończył 7. miesiąc życia, zmaga się z porażeniem mózgowym i walczy o samodzielność. Największym marzeniem chłopca jest to, by zacząć chodzić bez niczyjej pomocy, bawić się i jeść jak inne dzieci. Wymaga stałej, coraz bardziej intensywnej rehabilitacji, a ta, jak wiadomo, kosztuje... Ostatecznie udało się uzbierać całą kwotę – 30 tys. zł. Po zakończeniu zbiórki rodzice chłopca zamieścili na Twitterze film z podziękowaniem za zaangażowanie i wpłacone pieniądze. – Szczególne słowa uznania dla Kamila Grosickiego, który zamknął całą zbiórkę ostatnią wpłatą. Kamil, jesteś gość. I wy też jesteście goście! Bardzo wam dziękujemy – powiedział tata Michałka.

Na różne sposoby

Grosicki nie jest w swoich działaniach odosobniony, bo dobroczynność wśród gwiazd sportu jest, można powiedzieć, na porządku dziennym. I nie chodzi bynajmniej tylko o przekazywanie pieniędzy na szczytne cele, choć to robią bardzo często. Sportowcy angażują się w pomoc potrzebującym na przeróżne sposoby: udzielają się w fundacjach, które pomagają chorym, lub mają swoje własne, aktywizują dzieci do podejmowania wysiłku fizycznego, są też takie osoby jak Piotr Zieliński – inny kadrowicz w piłce nożnej, pomocnik SSC Napoli, który pomaga swoim rodzicom i włącza się w działalność opiekuńczo-wychowawczą. Odkąd Beata i Bogusław Zielińscy na początku XX wieku postanowili pomagać młodzieży znajdującej się w trudnej sytuacji życiowej i zostali rodzinnym pogotowiem, sprawy nabierały tempa. Piotr kupił budynek byłej szkoły w Targowicy na Dolnym Śląsku, później – budynek w rodzinnych Ząbkowicach Śląskich, w których rodzice piłkarza prowadzą domy dziecka. Powstało też Stowarzyszenie „Piotruś Pan”. Jego celem jest doraźna opieka nad dziećmi, które nie mogą na nią liczyć we własnych rodzinach. Do dziś, gdy wraca w rodzinne strony, Zieliński chętnie odwiedza podopiecznych stowarzyszenia – bawi się z nimi, gra w piłkę.

Wśród piłkarzy wyróżnia się Jakub Błaszczykowski, który wraz ze swoją fundacją „Ludzki Gest” (założoną w 2015 r.) w znaczący sposób, najogólniej mówiąc, włącza się w kształtowanie pozytywnych postaw wśród dzieci i młodzieży, pomaga też niepełnosprawnym dzieciom m.in. przez finansowanie ich leczenia czy kupno sprzętu rehabilitacyjnego. Piłkarz sam nie miał łatwego życia, dziś stara się pomagać na wszelkie możliwe sposoby – wspiera m.in. mieszkańców swojej rodzinnej miejscowości, organizuje charytatywne turnieje (jak np. „Świąteczne Granie z Kubą” w Częstochowie, z którego dochód jest przeznaczany na potrzeby podopiecznych fundacji). W 2014 r. pokazał olbrzymie serce, przekazując na leczenie chorego na nowotwór 11-letniego wówczas Dominika... ok. 250 tys. zł (darczyńcy zebrali łącznie 360 tys. zł) – i na tym nie poprzestał, bo odwiedził chłopca w szpitalu. „Pan Kuba zrobił nam ogromną niespodziankę i sprawił wiele radości, już od dłuższego czasu nas wspiera i pomaga. Bardzo się cieszymy, że mieliśmy okazję Go poznać, to naprawdę wspaniały człowiek, zawsze pamięta o Dominiku, choć widzieliśmy się tylko raz” – to fragment podziękowania mamy chłopca, które umieściła na Facebooku po zakończonej zbiórce. W 2016 r. Błaszczykowski został uhonorowany Orderem Uśmiechu.

Swoje fundacje mają też m.in. siatkarz Mariusz Wlazły i koszykarz Marcin Gortat. Dzięki ich pomocy młodzi z niezamożnych rodzin mają szansę na rozwój – nie tylko ten sportowy – i realizację marzeń. Gortat w 2016 r. wykazał się wielką empatią, gdy wpłatą 125 tys. zł zakończył zbiórkę funduszy na operację i leczenie chorego na artrogrypozę 14-miesięcznego wówczas Antosia. Swój gest skwitował na Twitterze: „Kończymy tę zabawę”.

Bez wielkiego szumu

Znaczne środki na cele charytatywne przekazuje też Robert Lewandowski. Napastnik reprezentacji Polski i Bayernu Monachium od lat wraz z żoną Anną wspierają potrzebujących, trudno jednak szukać w mediach informacji o ich spektakularnych wpłatach, bo Lewandowscy wolą pomagać anonimowo. Unikają rozgłosu. W 2014 r. piłkarz został Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF – zaangażował się w pomoc dzieciom w Jordanii, wspierał działania UNICEF w Nepalu po tragicznym w skutkach trzęsieniu ziemi. „Dzielmy się tym, co mamy, bo nigdy nie wiadomo, czy kiedyś nie będziemy stali po tej drugiej stronie” – powiedział przy tej okazji.

Sportowcy licznie włączają się w dzieło Szlachetnej Paczki, przekazują najcenniejsze nieraz (pod względem nie tylko materialnym, ale i sentymentalnym) trofea i pamiątki m.in. na aukcje organizowane corocznie przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. „Mając takie możliwości finansowe, organizacyjne, mając nazwisko, zadajesz sobie pytanie: co zrobiłeś, żeby pomóc drugiej osobie? – powiedział w jednym z wywiadów Marcin Gortat.

Wspomniane wyżej przykłady to tylko kropla w morzu zasług naszych sportowców. Serca poświęcają nie tylko swoim ukochanym dyscyplinom – przyświeca im też misja, by podzielić się tym, co mają, z innymi, i wykorzystują to, że są rozpoznawalni, by zrobić coś dobrego.

Oby nigdy nie zabrakło im zapału!

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sutanna, w której zginął ks. Jerzy Popiełuszko ma zostać udostępniona wiernym

2019-07-16 16:26

Informacja prasowa

W Parafii Świętego Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu znajdują się bezcenne przedmioty będące świadkami dramatycznych wydarzeń sprzed blisko 35 lat. Sutanna, którą w dniu śmierci miał na sobie ksiądz Jerzy Popiełuszko, koloratka, koszula i inne przedmioty, dzięki wparciu Ministerstwa Kultury oraz Polskiej Fundacji Narodowej poddane zostały konserwacji. Na 35. Rocznicę śmierci męczennika czasu komunizmu, będą one umieszczone w specjalnych gablotach, aby w ważnych momentach mogły być udostępniane wiernym.

Informacja prasowa

Przedmioty, o których mowa noszą ślady dramatycznych wydarzeń z 19 października 1984 roku, kiedy agenci służby bezpieczeństwa uprowadzili, a następnie w bestialski sposób zamordowali kapelana Solidarności. Tkaniny wciąż są poszarpane, pobrudzone, ze śladami błota. Przedmioty te po zakończeniu śledztwa i procesu toruńskiego zostały ostatecznie przekazane Archidiecezji Warszawskiej i dziś znajdują się w Sanktuarium Błogosławionego Księdza Jerzego Popiełuszki mieszczącym się w Parafii Świętego Stanisława Kostki. Ich konserwacja została dokonana tak, żeby zachować wszelkie ślady dramatu. Działanie to przeprowadziła konserwatorka Joanna Sielska, współpracująca z Muzeum Auschwitz i z Muzeum Powstania Warszawskiego. Kiedy badając tkaniny napotykałam na ślady dramatu, zdawałam sobie sprawę, z jak niezwykłymi przedmiotami mam kontakt. Była to trudna praca – powiedziała specjalistka. Są to relikwie a kontakt z nimi jest wstrząsający, powinny przypominać dzisiejszym pokoleniom o odpowiedzialności za bliźnich i o aktualności sporu dobra ze złem – powiedział ksiądz Marcin Brzeziński, proboszcz Parafii Świętego Stanisława Kostki.

Specjalistyczne gabloty będą odporne na uszkodzenia fizyczne, niepalne oraz regulujące temperaturę i wilgotność. Koszt ich wykonania to 60 tys. zł. Z założenia nie chcemy aby zakup finansował zewnętrzny sponsor. Zwracamy się z prośbą do zwykłych ludzi – jeśli jest to dla nich ważne – projekt zostanie ukończony – powiedział Paweł Kęska z działającego w Sanktuarium i Muzeum księdza Jerzego Popiełuszki.

Więcej informacji o projekcie na stronie: Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sejm: Rzecznik Praw Dziecka i organizacje pro-life o ściganiu przestępczości aborcyjnej

2019-07-18 17:03

lk / Warszawa (KAI)

O większą współpracę między organizacjami pro-life a Rzecznikiem Praw Dziecka w zakresie zwalczania przestępczości aborcyjnej i przeciwstawienia się seksedukacji w szkołach zaapelowano podczas spotkania zorganizowanego w czwartek w Sejmie przez Parlamentarny Zespół na rzecz Prawa do Życia. - O ile przestępczość narkotykowa czy handel ludźmi traktuje się w Polsce poważnie, o tyle mam wrażenie, że na przestępczość aborcyjną przymyka się oko - mówiła Anna Siarkowska, przewodnicząca Zespołu.

Bożena Sztajner/Niedziela

Temat aborcji był jednym z zagadnień poruszonych na spotkaniu przedstawicieli organizacji pro-life z Rzecznikiem Praw Dziecka w Sejmie. Organizatorem spotkania był Parlamentarny Zespół na rzecz Prawa do Życia.

Mikołaj Pawlak wyraził nadzieję, że projekty dotyczące zwiększenia prawnej ochrony życia nienarodzonych, które "gdzieś tam utknęły - mogę westchnąć tylko - niebawem zostaną przeprowadzone, jeśli nie przez instytucje parlamentarne, to przez inne, sądownicze".

- Takie jest moje zdanie i na tyle, na ile mogłem zabierać głos, aby zadawać pytania, dlaczego to trwa tak długo, albo wyrazić swój niepokój takim stanem rzeczy, to przez ostatnie pół roku robiłem - zaznaczył RPD.

Zachęcił też organizacje pro-life, aby śmielej zaangażowały się w przekazywanie Rzecznikowi Praw Dziecka pomysłów dotyczących zwiększenia ochrony życia. - Urząd urzędem, ale nie zawsze wszystkie pomysły do nas docierają. Mogę być swego rodzaju tubą na przyszłość, aby różne dobre projekty promować - dodał.

Anna Siarkowska (PiS), przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu na rzecz Prawa do Życia zaznaczyła, że temat ochrony życia nie ogranicza się tylko do zmian ustawowych, choć prawo w tym zakresie jej zdaniem wymaga zmian. - Zgodnie z literą prawa co roku giną setki dzieci. Litera prawa, która pozwala na zabijanie dzieci ze względu na to, że podejrzewa się u nich jakąś chorobę, jest zwykłą dyskryminacją - powiedziała.

W jej opinii, dane zebrane przez organizacje pozarządowe wskazują, że wymiar przestępczości aborcyjnej jest w Polsce znaczny. - Część aborcji jest oczywiście dokonywana zgodnie z literą prawa, ale większość jest dokonywana jednak ze złamaniem tego prawa - dodała.

Zapytała Rzecznika Praw Dziecka o jego działania w tym obszarze, dodając, że RPD mógłby nawiązać współpracę z organizacjami pozarządowymi, dysponującymi danymi na temat nielegalnych aborcji w Polsce, aby skuteczniej przeciwdziałać temu zjawisku.

"Ten temat jest zdecydowanie zaniedbany i o ile przestępczość narkotykowa czy handel ludźmi traktuje się w Polsce poważnie, o tyle mam wrażenie, że na przestępczość aborcyjną przymyka się oko i nikt nie stara się tego porządnie zwalczać, czyli mamy do czynienia z sytuacją, gdy litera prawa nie jest wykonywana" - stwierdziła Anna Siarkowska.

Obecna na spotkaniu Maria Bienkiewicz z Fundacji "Nowy Nazaret" alarmowała, że docierają do niej informacje, iż w szpitalach coraz więcej matek przyjmowanych jest do porodu w dużym stanie upojenia alkoholowego. Są to sygnały ze strony pracowników izb przyjęć.

- Na terenie całej Polski nie ma problemu z zabiciem dziecka na jakimkolwiek etapie rozwoju ciąży. Są przyjmowane kobiety w trzydziestym którymś tygodniu. Ponieważ bywały takie sytuacje, że dzieci przeżywają porody, wobec tego przy rodzącej kobiecie - jeśli chodzi o duże dziecko - stawiane jest wiadro z formaliną. Nie ma przy niej położnej, a dziecko wpada do tego wiadra - mówiła.

Innym, jej zdaniem powszechnym zjawiskiem w polskich szpitalach, jest odmowa wydawania do pochówku ciał dzieci, które urodziły się w wyniku aborcji. Ciała te mają być palone razem z odpadami medycznymi.

Na spotkaniu poruszono także kwestię ochrony dzieci przed seksualizacją w szkołach w kontekście podpisanej przez prezydenta Warszawy deklaracji LGBT.

Mikołaj Pawlak poinformował, że przy Rzeczniku Praw Dziecka i w porozumieniu z Ministerstwem Edukacji Narodowej zacznie wkrótce działać specjalny zespół, którego zadaniem będzie promocja nieobowiązkowego dziś przedmiotu wychowanie do życia w rodzinie.

"Myślę, że to będzie wspólnym tematem działań, aby wychowanie do życia w rodzinie być może nie tyle odświeżyć co do treści, ile na pewno w lepszy sposób "opakować", pokazać rodzicom i wypromować, aby mogło na nowo od września jeszcze lepiej działać i żeby nie zdarzało się tak, że nawet dyrektorzy deprecjonowali to w szkołach" - powiedział.

Jego zdaniem, ten temat "należy przypomnieć i pokazać, że mamy kilkanaście tysięcy przygotowanych pedagogów będących nauczycielami i wcale niekoniecznie potrzebni nam są edukatorzy o nieznajomej proweniencji i nieznajomych umiejętnościach".

Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina stwierdziła, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie wychowania do życia w rodzinie w formie fakultatywnej, a nie uczynienie z niego przedmiotu obowiązkowego.

- Jeśli rodzina funkcjonuje poprawnie, to wychowanie do życia w rodzinie odbywa się w rodzinie. Wiele dzieci po prostu nie ma potrzeby chodzić na takie zajęcia. Ja byłabym skłonna swoje dzieci z takiego przedmiotu zwalniać i mieć ten obszar wychowania pod kontrolą swoją i swojego męża - wyjaśniła.

Podała przykład niemieckiego systemu oświaty, w którym treści w ramach pokrewnego programu były prezentowane w poprawnej formie, ale potem nastąpiła radykalna zmiana wytycznych programowych. - I w tej chwili mamy tam do czynienia z najbardziej radykalną lewicową propagandą - dodała.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem