Reklama

Kościół

Czy tego rozłamu można było uniknąć?

Historia Kościoła zna wiele bolesnych podziałów. Niektóre były nieuniknione, inne wynikały ze wzajemnej nieufności czy braku cierpliwości. Przede wszystkim jednak myślę z ludzkiej pychy. Dziś, po kolejnych nielegalnych konsekracjach biskupich dokonanych przez Bractwo św. Piusa X w Écône i ogłoszeniu przez Stolicę Apostolską schizmy, warto zadać pytanie: czy naprawdę wszystko musiało się tak skończyć?

2026-07-04 14:01

[ TEMATY ]

lefebryści

Samuel Pereira

Materiały własne autora

Samuel Pereira

Samuel Pereira

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Paradoks tej historii polega na tym, że największy wysiłek na rzecz pojednania podjął papież, którego wielu katolickich liberałów przez lata przedstawiało jako nieprzejednanego konserwatystę. Tymczasem to właśnie Benedykt XVI okazał się człowiekiem dialogu. Nie próbował nikogo upokorzyć ani złamać. Chciał budować mosty.

Arcybiskup Georg Gänswein, przez dwadzieścia lat osobisty sekretarz Josepha Ratzingera, przypomina dziś słowa, które powinny wybrzmieć w całym Kościele. „Benedykt XVI wielokrotnie mówił mi, że właśnie przy ołtarzu – w centrum naszej wiary – brakuje jedności i pokoju. Musimy zrobić wszystko, aby je odzyskać”. To nie są słowa człowieka pragnącego zwycięstwa nad przeciwnikiem. To słowa ojca cierpiącego z powodu podziału własnej rodziny.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Epitafium dla zmarnowanej szansy

To właśnie Benedykt XVI za swojego pontyfikatu podjął najbardziej śmiałą próbę odbudowyA jedności z Bractwem św. Piusa X, zdejmując ekskomunikę z jego biskupów i otwierając szerzej drogę dla tradycyjnej liturgii. Gdy w 2009 roku zdjął ekskomunikę z czterech biskupów Bractwa, nie zrobił tego dlatego, że zgadzał się z ich stanowiskiem. Nie dlatego, że lekceważył znaczenie Soboru Watykańskiego II. Jak przypomina Gänswein: „Zniósł ekskomunikę czterech biskupów nie z pobłażliwości, lecz jako ojciec pragnący pokoju. Wyciągnął rękę, ale jej nie przyjęli”.

Trudno zarzucić Benedyktowi brak dobrej woli.

Reklama

Papież wydał dokument Summorum Pontificum, który znacząco poszerzył możliwość sprawowania Mszy świętej według Mszału Rzymskiego z 1962 roku, czyli tzw. Mszy trydenckiej. Papież pokazał, że w Kościele jest miejsce zarówno dla tych, którzy wybierają Mszę posoborową, jak i dla wiernych przywiązanych do klasycznego rytu rzymskiego. Nie kazał nikomu wybierać między Tradycją a jednością z następcą św. Piotra.

Jednak – jak przyznaje dziś Gänswein – zwyciężyła radykalna frakcja w samym Bractwie. „Wyciągnął rękę, ale jej nie przyjęli. Zwyciężyła frakcja radykalna, która nie chciała pojednania wtedy i nie chce go również dziś”. To niezwykle mocne oskarżenie. Zwłaszcza że wypowiada je człowiek doskonale znający kulisy tamtych negocjacji.

Abusus non tollit usum

Nie oznacza to jednak, że po stronie Rzymu wszystko przebiegało bezbłędnie. Sam Gänswein uważa, że ograniczenie celebracji Mszy trydenckiej przez papieża Franciszka było błędem. Przypomina również, że przez ponad dziesięć lat rozwiązania Benedykta XVI przynosiły dobre owoce. Cytuje przy tym starą zasadę prawa: nadużycie nie znosi właściwego użycia (abusus non tollit usum). Innymi słowy: pojedyncze wypaczenia nie powinny prowadzić do odebrania czegoś wszystkim wiernym.

Jednak nawet ten błąd nie tłumaczy decyzji Bractwa o kolejnych nielegalnych konsekracjach biskupich. Sedno problemu nie dotyczy przecież wyłącznie liturgii. Gänswein mówi to wprost: „Problem Bractwa św. Piusa X nie jest przede wszystkim problemem liturgicznym”. Jeszcze mocniej brzmi jego diagnoza, że część środowiska zatrzymała się na pontyfikacie Piusa XII, uznając niemal wszystko, co wydarzyło się później w Kościele, za ciąg błędów.

Niszcząca siła egoizmu

Tu właśnie przebiega granica. Można kochać liturgię łacińską. Można krytykować niektóre reformy. Można dyskutować o sposobie wdrażania Soboru Watykańskiego II. Ale nie można jednocześnie twierdzić, że Kościół przez ponad sześćdziesiąt lat niemal nieprzerwanie trwał w błędzie, a jedynym strażnikiem prawdziwej Tradycji pozostaje niewielka wspólnota pozostająca poza pełną jednością z papieżem.

Czy tego rozłamu można było uniknąć? Być może tak. Gdyby gest Benedykta XVI spotkał się z równie odważną odpowiedzią. Gdyby zwyciężyło pragnienie jedności, a nie logika wzajemnych podejrzeń. Historia potoczyła się jednak inaczej.

Podziel się cytatem

Pozostaje jedynie gorzka refleksja, że Benedykt XVI za życia zrobił wszystko, co mógł i właśnie dlatego słowa jego najbliższego współpracownika brzmią dziś tak przejmująco: „Wyciągnął rękę, ale jej nie przyjęli.” W tym tkwi tragedia rozłamu.

Oceń: +12 -4

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Informacje dla wiernych archidiecezji krakowskiej dot. Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X

2026-07-04 17:46

[ TEMATY ]

lefebryści

Archidiecezja Krakowska

W oparciu o dekret i notę wyjaśniającą Dykasterii Nauki Wiary opublikowaną 2 lipca 2026 roku, dotyczące konsekracji biskupów dokonanej bez mandatu papieskiego w Bractwie Kapłańskim Świętego Piusa X, przekazujemy wiernym Archidiecezji Krakowskiej najważniejsze informacje duszpasterskie i kanoniczne.

Dokonanie konsekracji biskupów bez mandatu papieskiego i wbrew woli Ojca Świętego stanowi akt schizmatycki. Oznacza to zerwanie komunii z Biskupem Rzymu i z Kościołem katolickim. Ekskomunika ogłoszona przez Stolicę Apostolską nie jest aktem odrzucenia osób, lecz ujawnieniem konsekwencji czynu, który uderza w jedność Kościoła. Jej celem jest wezwanie osób związanych z Bractwem do nawrócenia i powrotu do pełnej komunii z Kościołem, a także ochrona wiernych przed duchowym niebezpieczeństwem.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo: pokonała nowotwór dzięki wstawiennictwu Carla Acutisa

Zawsze powtarzam, że choroba, na którą zachorowałam, przyniosła mi więcej dobrego niż złego – wyznaje María Dolores Rosique, kobieta, która w cudowny sposób zetknęła się z Carlem Acutisem.

Święty z internetu – jak nazywany jest Carlo Acutis – wciąż zadziwia świat, a ostatnio przypomniał o sobie dzięki cudownej interwencji z nieba, której doświadczyła pewna czterdziestoparoletnia Hiszpanka. Kobieta od dłuższego czasu czuła się źle. Miała problemy żołądkowe. Podejrzewała raka trzustki albo wątroby, udała się więc na gruntowne badania. USG i endoskopia niczego jednak nie wykazały, co uspokoiło Maríę Dolores na tyle, że postanowiła wyjechać z rodziną na niezapomnianą wycieczkę do Włoch. W 2022 r. udała się więc z mężem Pablem, trzema nastoletnimi córkami oraz siedmioletnim synem, by zwiedzać Toskanię, Rzym i Watykan. Były to wspaniałe dni – wycieczka będąca spełnieniem ich marzeń. Wystarczyła jednak jedna noc, by jak mówi María, „przejść od doznania bycia w raju do poczucia, że spadamy do piekła”. Tej jednej nocy kobieta poczuła się bardzo źle, problemy żołądkowe osiągnęły apogeum. Dla niej było już wiadome, że ma nowotwór. Późniejsze badania potwierdziły jej przeczucia. Rodzina miała w tym momencie dwie możliwości: albo natychmiast wracać do Hiszpanii, albo dotrwać do końca wycieczki. Zdecydowali się na to drugie.
CZYTAJ DALEJ

Trzeźwy sierpień. Dlaczego rezygnacja z kieliszka może być aktem miłości

2026-07-23 20:42

[ TEMATY ]

rodzina

abstynencja

Adobe Stock

„Naprawdę wytrzymasz cały sierpień bez kieliszka?" — to pytanie słyszy co roku niemal każdy, kto decyduje się na sierpniową abstynencję. Pobrzmiewa w nim zwykle lekkie powątpiewanie, czasem drwina. A przecież dobrowolne odstawienie alkoholu na miesiąc to ani dziwactwo, ani przesadna dewocja. To jedna z najstarszych i najbardziej praktycznych form chrześcijańskiej miłości bliźniego.

Zacznijmy od tego, czym miesiąc trzeźwości nie jest. Katechizm potępia pijaństwo i nadużywanie, a nie kieliszek wina do obiadu. Sierpniowa abstynencja nie jest więc żadnym zakazem, którego trzeba przestrzegać pod grzechem — sam Chrystus przemienił przecież wodę w wino na weselu w Kanie Galilejskiej.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję