Reklama

Misja na Madagaskarze

2016-07-14 08:55

O. Tadeusz Kasperczyk SJ misjonarz na Madagaskarze
Edycja przemyska 29/2016, str. 4-5

Archiwum o. Tadeusza Kasperczyka SJ
Na Madagaskarze edukacja kończy się na podstawach czytania, pisania i liczenia

Na Madagaskarze pracuje nasz misjonarz. O. Tadeusz Kasperczyk SJ odprawia Msze św. w budynkach, które spełniają wiele funkcji, kiedy sprawowana jest Eucharystia, zamieniają się w kaplice. Ale są też wioski, gdzie wierni zapragnęli wybudować kościół z prawdziwego zdarzenia. Ojciec Misjonarz napisał o nich w liście do przyjaciół misji i misjonarzy z apelem o wsparcie tych działań

Kochani Przyjaciele misji i misjonarzy
Kiedy w Polsce zwiedza się zabytkowe świątynie, katedry, kościółki czy kapliczki przydrożne, za każdym razem coś nas urzeka, przykuwa naszą uwagę. Patrzymy na malowidła na ścianie, obrazy, figury. Podziwiamy, czujemy zapach kadzidła, którym są przesiąknięte mury. Czasem nasze oko zatrzyma się na gablocie z wotami dziękczynnymi za otrzymane łaski. Ten widok nas rzuca na kolana, bo przypominamy sobie momenty z naszego życia, kiedy też coś od Boga otrzymaliśmy. A potem w ciszy budzi się refleksja, gdy uświadamiamy sobie, że miejsce to nie jest puste, że jest wypełnione obecnością Boga, któremu wszystko zawdzięczamy.

Wychodząc ze świątyni czujemy się radośni, duchowo umocnieni.

Młode chrześcijaństwo

Na Madagaskarze jest inaczej. Co prawda można w dużych miastach spotkać nowe kościoły, które mają swoją historię, ale nie dłuższą niż 100 czy 150 lat. Tu chrześcijaństwo jest młode w porównaniu z krajami Europy czy świata. Kościoły, kościółki na Madagaskarze mają zupełnie inną historię, wyglądają inaczej. W moim poprzednim artykule pisałem, że odprawiam Msze święte w sześciu wioskach: Ankaditapaka, Besaiky, Ankofay, Ampararano, Ambarovatry, Bematazana. Niektóre z nich odwiedziłem już kilka razy, ale dwie wioski mogłem odwiedzić dopiero wtedy, kiedy obeschły drogi po ulewnych deszczach i nastał okres suszy. W każdej z wiosek jest miejsce, gdzie zbierają się ludzie na niedzielną modlitwę, a kiedy dojedzie ksiądz, odprawia tam Mszę św. Najczęściej są to wyznaczone budynki, które spełniają wiele funkcji; kiedy jest sprawowana Msza św. lub modlitwa, służą za kaplicę, zaś w ciągu tygodnia służą za szkołę, gdzie kilkanaście godzin tygodniowo nauczyciel stara się coś przekazać dzieciom, które przyjdą, żeby się uczyć.

Reklama

Edukacja

Często jest to tylko podstawowa nauka pisania, czytania, liczenia, to, co jest najbardziej potrzebne w życiu. Edukacja w takich szkołach wiejskich rzadko kończy się egzaminem czy otrzymaniem świadectwa lub dyplomu ukończenia szkoły podstawowej czy gimnazjum, bo to rodzice decydują o dalszym losie dziecka: umiesz już pisać, czytać i liczyć, to ci wystarczy, a teraz jesteś już zdolny, żeby pracować na utrzymanie rodzeństwa, więc do szkoły nie będziesz już więcej uczęszczać. Rodzice są jedynymi „egzaminatorami”, bo uważają, że ich syn czy córka nie może być bardziej wykształcona niż oni sami.

Kościółek – szkoła

Kiedy wejdziemy do takiego kościółka – szkoły, wrażenie jest zupełnie inne. Nie ma tu obrazów czy malowideł na ścianie, jak to widzimy w naszych polskich kościołach. Na ścianie jest zawieszony mały krzyż, obrazek jakiegoś świętego, wycięty z kolorowego kalendarza czy kolorowego czasopisma, które jakimś cudem wpadło w rękę katechisty czy kogoś z wiernych. Sam budynek jest zbudowany z cegły wypalonej na słońcu, za tynk służy dobrze rozrobione błoto z czerwonej ziemi. Na tak „wytynkowanej” ścianie widnieją lokalne „freski”, które namalowały dzieci, posługując się węglem drzewnym lub resztką kredy, która się gdzieś zawieruszyła. Jedynie takie są „upiększenia” kościelnych wnętrz. Przez zbutwiałe okna, zrobione z kawałków deski, wpadają promyki słońca, i już jest witraż. Zamiast zapachu kadzidła czuć zapach potu ludzkiego, wymieszany z zapachem nietoperzy, które też tu znajdują dach pod nogami (bo nietoperze śpią głową w dół). Blaszany dach służy za sufit i pokrycie budynku, a we wnętrzu można się czuć jak w bezchmurną noc, gdy ma się nad głową dach złożony „z tysiąca i jednej dziury”. Ale w tym wszystkim najcudowniejsze jest to, że ta sama Najświętsza Ofiara Chrystusa składana jest Bogu w królewskich katedrach jak ta na Wawelu, i w tym małym kościółku – szkole, w Ampararano. Ten sam Jezus – Boży Syn przychodzi, żeby być między swoimi.

Zapragnęli kościoła

Pośród wiosek, które odwiedzam, w Ampararano i Ambarovatry wierni zapragnęli wybudować u siebie kościół z prawdziwego zdarzenia. Co prawda, są to wioski o dużej liczbie mieszkańców: 350-450 osób, ale nie ma tu żadnego przemysłu, nawet drogi, by można było wywieźć produkty rolne i sprzedać w mieście. Cały transport odbywa się rowerami towarowo-rodzinnymi, które służą do transportu worków z ryżem (ok. 120 kg) albo do transportu członków rodziny. Wtedy na jednym rowerze zasiada przynajmniej 2 osoby.

Na wybudowanie kościoła składają rodziny comiesięczną ofiarę, ale przy tak znikomych możliwościach budowa będzie trwać przez wiele lat. Na pomoc diecezji, która rozciąga się na obszarze 40 tys. km kw., z 500 tys. mieszkańców, podobnie biednymi jak oni – nie można liczyć. Do ostatniej miejscowości Maintirano, oddalonej o 400 km od Tsiroamandidy (diecezja), na dojazd potrzeba 24 godziny, a w porze deszczowej, jeśli komuś uda się ten dystans przebyć, potrzeba nawet tydzień.

Budowa po zbiorach ryżu

Jeśli są pieniądze zebrane od wiernych, to budowa się posuwa, jeśli nie ma, to czeka się na kolejne zbiory ryżu, z których znowu wierni przeznaczają jakąś część skromnych dochodów na budowę swojego kościoła. Do tej pory w obydwu wioskach budowa kościołów posuwa się w jednakowym tempie. Jak na razie prace nie osiągnęły jeszcze półmetku. Mury sięgają wysokości okien, ale ulewne deszcze uszkodziły zwieńczenie i naprawa szkód to dodatkowe, nieprzewidziane wydatki. Wielu ochrzczonych się zniechęca i ulegają pokusom sekt, które nęcą obietnicami, bo są dotowane z zewnątrz. A sekty mnożą się jak grzyby po deszczu i wielu wiernych, których życie religijne jest jeszcze mało ugruntowane, tam znajduje swoje miejsce. To jest bardzo niepokojące, ale zarazem zrozumiałe w ich sytuacji życiowej. Sekty budują swoje świątynie i pomagają czasem swoim adeptom, natomiast tu wymaga się od nich ofiary.

Apel misjonarza

Wiem, że życie w Polsce nie jest łatwe, nikomu się nie przelewa, ale zwracam się do Was kochani Rodacy o pomoc tym ludziom, braciom i siostrom w Chrystusie, którzy często „nie odróżniają ręki prawej od lewej”. Symboliczna złotówka to nie jest tylko „sucha” pomoc z Waszej strony, ale przede wszystkim świadectwo żywej wiary i jedności z innymi. Z naszej strony wyrazem wdzięczności może być tylko modlitwa, taka, jaką ona jest, szczera modlitwa ludzi prostych, a Bóg najmniejszej ofiary nie pozostawi bez nagrody.

Referat Misyjny Towarzystwa Jezusowego Prowincji Polski Południowej
Mały Rynek 8, 31-041 Kraków
Numer KONTA: 5012402294 1111001022223570

Tagi:
misje

Reklama

Kielce: rusza kolejna zbiórka elektrośmieci na wsparcie projektów misyjnych

2019-06-10 10:32

dziar / Kielce (KAI)

12 i 13 czerwca w kieleckich parafiach można oddać, korzystając ze specjalnych kontenerów, niepotrzebne elektrośmieci. Dochód ze zbiórki zostanie przeznaczony na projekty edukacyjne w Peru i Wybrzeżu Kości Słoniowej.

MikroLogika / pl.wikipedia.org

Zbiórka zostanie przeprowadzona w blisko 30 parafiach kieleckich. To druga edycja tej akcji. – Kielczanie już wykazali, że nie jest im obojętna sprawa pomocy misjom. Nie tylko oczyszczamy domy, piwnice i garaże z niepotrzebnego sprzętu, nie tylko dbamy o ekologię, ale pomagamy krajom misyjnym – zachęca Władysław Burzawa, organizator przedsięwzięcia.

W specjalnym komunikacie biskup kielecki Jan Piotrowski przypomniał, że w 2018 r. udało się zebrać ponad 300 ton elektroodpadów, co dla samych organizatorów stanowiło duże zaskoczenie – akcja przerosła oczekiwania.

„Dzięki tej akcji wybudowaliśmy oddział okulistyki w szpitalu na Jamajce, gdzie posługują nasi misjonarze i misjonarki. Zwracam się z gorącą prośbą do wszystkich mieszkańców diecezji kieleckiej o dołączenie do tak zaszczytnej akcji. Wystarczy przywieźć zużyty sprzęt w wyznaczone miejsce. Pragnę także poinformować, iż we wszystkich parafiach miasta Kielce ustawione zostały żółte kontenery z napisem „Pomaganie przez ubranie”. Dzięki zbiórce odzieży, obuwia, i innych podobnych rzeczy, będziemy chcieli budować kolejne studnie w tych krajach misyjnych, gdzie ludzie nie mają dostępu do wody pitnej” – poinformował wówczas biskup kielecki.

Ubrania wciąż można dostarczać do kontenerów.

Obecnie na misjach pracuje ośmiu księży oraz około 35 osób pochodzących z diecezji kieleckiej. Są to zakonnicy, siostry zakonne i misjonarze świeccy. Posługują oni w Peru, Brazylii, na Jamajce, na Wybrzeżu Kości Słoniowej, w Boliwii i wielu innych miejscach.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Komandosi w habitach

2019-01-23 11:27

Iwona Flisikowska
Niedziela Ogólnopolska 4/2019, str. 16-18

Niedawno zaskoczył wszystkich fakt brutalnego aresztowania czterech Szarych Braci z Bronksu za... wręczanie czerwonych róż kobietom przed kliniką aborcyjną Planned Parenthood w Trenton w stanie New Jersey, z prośbą, aby nie zabijały swoich dzieci, tylko je urodziły. „Nowe życie, jakkolwiek maleńkie, przynosi obietnicę niepowtarzalnej radości” – można było przeczytać na karteczce dołączonej do każdej róży

Jeffrey Bruno
Na ulicach Nowego Jorku z Matką Bożą z Guadalupe

W czasie cichego protestu zakonników jedna z par, która wypełniała dokumenty przed zaplanowaną aborcją, po rozmowie z braćmi opuściła budynek. – To było dla nas zwycięstwo. Nie wiemy, czy wrócą. Wszystko, co możemy powiedzieć, to to, że bardzo nas to zachęciło do dalszych protestów. Gdyby nas tam nie było, to dziecko pewnie już by nie żyło – powiedział aresztowany br. Fidelis Moscinski, którego dziadek był Polakiem. Kiedy policja zażądała, aby protestujący opuścili teren kliniki, bracia oznajmili, że nie mogą odejść. Powiedzieli: – Niewinne nienarodzone dzieci zaraz umrą, a my postanowiliśmy zostać razem z nimi.

Akcja „Czerwona Róża Ratuje” została rozpoczęta przez środowiska pro-life w 2017 r. Nie pierwszy raz członkowie tego zgromadzenia opuszczają siedzibę aborcyjnego molocha w policyjnych kajdankach. Inicjatywa ruchów pro-life od początku ma wsparcie „Braci z Bronksu”. W oficjalnym oświadczeniu przełożeni zakonu potwierdzili, że „(...) bracia nie wahają się uczestniczyć w aktach sprzeciwu sumienia wobec działań, które są wymierzone w nienaruszalność ludzkiego życia i niszczą wspólną więź ludzkiej solidarności”.

Nie dziwi więc fakt, że patronką Franciszkanów Odnowy jest Matka Boża z Guadalupe, opiekunka i patronka nienarodzonych.

Opowieść o Szarych Braciach

Pod tak swojsko brzmiącą nazwą bracia są znani w Polsce, zwłaszcza po ukazaniu się książki Luca Adriana pt. „Bracia z Bronksu”. Pełna nazwa zgromadzenia Szarych Braci to: Wspólnota Franciszkańskich Braci Odnowy (Community of the Franciscan Friars of the Renewal). Zostało ono założone w latach 80. ubiegłego wieku w Nowym Jorku. Bracia mieszkają m.in. w dzielnicach Harlem i Bronx i przebywają wśród najuboższych z ubogich – wyrzuconych, jak się często krzywdząco mówi, na „margines życia społecznego i nic więcej”.

O niezwykłych franciszkanach opowiada Roman Zięba, który razem z Wojtkiem Jakowcem przez pół roku pielgrzymował pieszo w misji „aCross America” przez Stany Zjednoczone:

– Nowojorscy (szarzy) Franciszkanie Odnowy gościli nas w swoim klasztorze na Manhattanie, gdzie kończyliśmy półroczną pielgrzymkę „Krzyż Ameryki”. Bracia zaczynają dzień o 5 rano od godzinnej adoracji, potem w planie dnia mają: Jutrznię, Mszę św., śniadanie i wyruszają na miasto, aby służyć bezdomnym. Byliśmy świadkami, jak przyprowadzili do klasztoru osobę o takim zapachu i w tak złym stanie, że wymagała pilnej interwencji medycznej. Od razu się o tego człowieka zatroszczyli...

Szarzy Bracia w swojej duchowości – kontynuuje Roman Zięba – odwołują się bezpośrednio do naszych współczesnych świętych: Matki Teresy z Kalkuty i Jana Pawła II. W większości nie mają prywatnych maili (posługują się zbiorczym) i korzystają z tradycyjnej centrali telefonicznej. Wielu zdobyczy cywilizacyjnych nie mają, ale za to są ciągle uśmiechnięci i mają drzwi cały czas otwarte dla potrzebujących. Jeżeli gdzieś w 6-miesięcznej pieszej drodze przez USA widziałem żywy Kościół Chrystusowy, to właśnie tam, na Manhattanie, w Harlemie. Nie mówią o reformach, oni są żywą reformą – opowiada Zięba.

Z wielką sympatią mówi też o Braciach z Bronksu ks. Piotr Wiśniowski, dyrektor EWTN Polska:

– Z Szarymi Braćmi z nowojorskiego Bronksu miałem okazję się spotkać w gościnnej parafii św. Bernadetty na Brooklynie. To było opatrznościowe spotkanie z prawdziwymi „Komandosami Pana Boga”, a wśród nich także z Polakiem, br. Sebastianem Marią Kajko, który jest praprawnukiem legendarnego Bartosza Głowackiego spod Racławic... Warto wiedzieć, że Szarzy Bracia z wielkim oddaniem zajmują się ludźmi będącymi w bardzo trudnych warunkach życiowych, materialnych czy moralnych. Pamiętajmy o nich w modlitwie i opowiadajmy o tych fantastycznych ludziach, powiedziałbym – Szarych Aniołach.

Stan Fortuna, rapujący Szary Brat

Wielu z nas na pewno słyszało niezwykle charyzmatycznego rapera Stana Fortunę – rodem z nowojorskiego Harlemu, gdzie powstał pierwszy klasztor Szarych Braci – i jego chyba najbardziej znany teledysk „Everybody Got 2 Suffer”. Miłą dla mnie niespodzianką w czasie przygotowywania tego artykułu była wiadomość, że br. Stan bardzo polubił Polskę i choć w swoim muzycznym grafiku ma mnóstwo spotkań i koncertów ewangelizacyjnych na całym świecie, to stara się do nas, a zwłaszcza do Częstochowy, przynajmniej dwa razy w roku przylecieć. Ostatnio gościł w Polsce jesienią – zaproszony przez znanego muzyka Marcina Pospieszalskiego brał udział m.in. w koncercie z okazji 40-lecia pontyfikatu św. Jana Pawła II w Rzeszowie i w koncercie promującym płytę „Dekalog” w Gdyni.

– Po raz pierwszy o niezwykłym rapującym franciszkaninie usłyszałem ponad 10 lat temu od braci Tadeusza i Macieja Syków, którzy mieli możliwość usłyszeć i zobaczyć br. Stana w czasie Światowych Dni Młodzieży w Toronto w 2002 r. – mówi dominikanin o. Andrzej Bujnowski, duszpasterzujący muzykom w Polsce, który od 27 lat tworzy Strefa Chwały Festiwal i współtworzy Song of Songs Festival oraz legendarny Magazyn Muzyczny „RUaH”. – Tadeusz i Maciej w tak entuzjastyczny sposób opowiadali o niezwykłym rapującym franciszkaninie, że kilka lat temu namówiłem dyrektora Song of Songs Festival, żeby zaprosić Stana do Polski. I tak się stało. Miłym akcentem dla naszego zespołu Deus Meus było to, że w jednym z utworów w czasie festiwalowego koncertu wystąpił gościnnie z nami „raper w habicie”, czyli Stan Fortuna! – wspomina o. Andrzej. Wśród Szarych Braci jest też br. Luis, który kiedyś był saksofonistą w zespole Bruce’a Springsteena i mimo że materialnie „miał świat u stóp”, porzucił swoje życie milionera i stał się ubogim wśród ubogich. Niebywałe, ale w szeregach Szarych Braci są także byli menadżerowie firm czy też osoby, które zajmowały się modą. To, co mnie najbardziej urzekło w tej niezwykłej opowieści o Komandosach z Harlemu i Bronksu, to wyjątkowość, a zarazem prostota ich życia, entuzjazm i szczery, niewymuszony uśmiech na twarzy w codzienności.

Specjalne podziękowania kieruję do Jeffreya Bruno – nowojorskiego fotografika, który towarzyszy Szarym Braciom i zapisuje ich życie obrazem.

Iwona Flisikowska
Dziennikarka, współpracuje z Aleteia i Catholic Journalists Association. Z zamiłowania fotograf, autorka wystaw zdjęć, m.in. „Dzieci z Betlejem” i „Shalom Salam. Pokój w oczach dziecka”

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Sezon pieszych pielgrzymek na Jasną Górę rozpoczęty

2019-06-26 13:37

mir, Radio Jasna Góra / Częstochowa (KAI)

Wraz z latem rozpoczyna się sezon pieszych pielgrzymek na Jasną Górę. W czerwcu przybywają przede wszystkim grupy, głównie parafialne, ze Śląska. Największe natężenie pieszego pielgrzymowania do Jasnogórskiej Maryi przypada na lipiec i sierpień. 15 i 26 sierpnia obchodzone są główne uroczystości ku czci Matki Bożej.

Ks. Piotr Nowosielski

Parafia w drodze – tak najkrócej można streścić czas wspólnego podążania na Jasną Górę wiernych ze śląskich wspólnot. Jak przyznają pątnicy rekolekcje w drodze dają „bliskość Boga, podźwignięcie i wsparcie Tej, do Której przyszli”. Wiele grup także wraca pieszo.

Duszpasterską posługę podczas rekolekcji w drodze sprawują kapłani, często poświęcający na pielgrzymowanie swój urlop. - Moim powołaniem jest po prostu być z wiernymi w każdych warunkach - wyjaśnia ks. Maciej Soluch, duszpasterz pieszej pielgrzymki z parafii św. Józefa w Rudzie Śląskiej.

Z kolei ks. Mateusz Pałys z parafii św. Michała Archanioła podkreśla, że decyzję zarówno pieszej wędrówki jak i kwaterowania razem z wiernymi podjął pod wpływem Papieża Franciszka. – Jest na pewno „efekt Franciszka”, jesteśmy tym pokoleniem młodych księży, którzy chcą „robić raban”, służyć z radością. Papież mówił, ze pasterz powinien pachnieć swoimi owcami, to mamy być cały czas z wiernymi”.

Poświęcenie czasu na kilkudniową wędrówkę wymaga często zastępstwa w obowiązkach parafialnych, dlatego aby kapłan mógł służyć na pielgrzymce, potrzeba zaangażowania i współpracy innych prezbiterów. - Wierni przyjmują naszą obecność z wdzięcznością - podsumowują księża.

- Rekolekcje w drodze prowokują do zastanowienia się nad wiarą. To też okazja, aby dać innym świadectwo swojej relacji z Bogiem – podkreśliła Danuta Magiera z Czarnego Lasu, pątniczka z jedenastoletnim stażem.

Jak zauważa ks. Krzysztof Tabath, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej w Knurowie pielgrzymka to także wyznanie wiary. - Byliśmy świadkami wiary dla tych wszystkich, przez których miejscowości przechodziliśmy. Tym bardziej w sytuacji, kiedy coraz więcej ludzi od wiary odchodzi, kiedy tyle jest zgorszenia. My chcemy pokazać, że jedyna droga to droga wierności Chrystusowi, wierności Ewangelii” – podkreślał kapłan.

Cecha charakterystyczną „pielgrzymowania po śląsku” jest liczny udział całych rodzin. Ks. Grzegorz Uszok, proboszcz parafii Ducha Świętego w Wodzisławiu Śląskim przypomniał, że kiedy przed 20 laty rodziła się ta pielgrzymka, „to była myśl, że jest to pielgrzymka parafialna, więc żeby mogły w niej też iść dzieci, całe rodziny, osoby starsze i taki jest przekrój tej pielgrzymki”.

Pielgrzymka piesza, która od 16 lat jako pierwsza staje na mecie to Nocna Pielgrzymka „Na przekór” z Piekar Śląskich, w tym roku dotarła 12 maja na Jasną Górę. 160 osób, 60 kilometrów, 14 godzin i 30 minut oraz niepoliczalna moc modlitwy - tak wyglądała tegoroczna nocna piesza pielgrzymka. Co roku piekarscy pątnicy prosili za współbraci prześladowanych za Chrystusa w różnych zakątkach świata.

Pielgrzymowanie Ślązaków na Jasną Górę ma długą tradycję. Już Jan Długosz (1460) i Grzegorz z Sambora (zm. 1587) pisali o pielgrzymach ze Śląska. Zaborcy, okupanci, komuniści zakazywali tej formy kultu lub uporczywie przeszkadzali, jednak z każdym stuleciem liczba pątników rosła. Obecność górnośląskich pielgrzymek na Jasnej Górze jest udokumentowana stosunkowo bogato.

W XVIII w., w latach panowania pruskiego, król Fryderyk II, zdając sobie sprawę ze znaczenia Częstochowy dla ludu Górnego Śląska, zabronił poddanym urządzania pielgrzymek do Częstochowy. Ludność nie przestrzegała jednak ściśle tych zakazów. W pierwszej połowie XVIII w. zachowały się w „Liber Miraculorum" dowody obecności pielgrzymów z terenu Górnego Śląska. Jednym z cudownie uzdrowionych był Jan Emanuel Slovik z Bytomia, który przybył na Jasną Górę, by podziękować za cudowne wyleczenie z choroby.

Na Śląsku w pierwszych latach XX w. nastąpiło wyraźne ożywienie ruchu narodowego w wyniku działalności Wojciecha Korfantego i innych polskich działaczy. Jednym z elementów wchodzących w skład przeobrażeń politycznych i narodowych były pielgrzymki do miejsc o szczególnym znaczeniu dla polskiej sprawy.

Jak podaje ks. prof. Jerzy Myszor badacz historii Górnego Śląska to właśnie w Częstochowie pielgrzymi znajdowali sprzyjający klimat dla uzewnętrznienia swych uczuć narodowych, także wśród paulinów znalazło się wielu, którzy jawnie manifestowali łączność Śląska z resztą ziem polskich, którzy angażowali się w działalność społeczną przed i w czasie akcji plebiscytowej. Właśnie po plebiscycie w 1921 r. na Górnym Śląsku w sprawie przynależności państwowej tych terenów wiele pielgrzymek parafialnych datuje swoje początki.

Jednak grupy pątnicze ze Śląska przybywające licznie pod koniec czerwca to nie pierwsze pielgrzymki w tym roku na Jasną Górę.

36 godzin wysiłku dla Maryi podjęli z kolei po raz czwarty uczestnicy Pieszej Pielgrzymki „non stop” z parafii pw. Matki Bożej Bolesnej w Jawiszowicach-Osiedle Brzeszcze zorganizowanej przez Grupę JG24 „Jasna Góra bez kompromisów”. Pątnikom w tak krótkim czasie udało się pokonać 126 km. Na trasę wyruszyło 32 uczestników oraz 5 osób obsługi – pilot, ratownik, techniczny – transport, dwóch fizjoterapeutów. Najmłodszy pielgrzym miał 20 lat, najstarszy – 54.

Wierni tradycji pątnicy z Łowicza przybywają na Jasną Górę zawsze w wigilię Zielonych Świątek w tym roku było to 8 czerwca. To jedna z najstarszych i najbarwniejszych pieszych pielgrzymek. Pątnicy łowiccy zawsze wchodzą do sanktuarium w kolorowych, księżackich strojach tzw. pasiakach, tańcząc oberki i polki. Wejściu towarzyszy także kapela, wspomagająca śpiew pątników, którzy witają Jasnogórską Panią starymi, niektórymi jeszcze z XVI w., łowickimi pieśniami.

Tradycyjny „szczyt pielgrzymkowy” przypada jednak na sierpień. Jego kulminacja obejmuje dni poprzedzające uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny (15 sierpnia) oraz uroczystość odpustową Matki Bożej Częstochowskiej (26 sierpnia). Wówczas na Jasną Górę każdego dnia docierają tysiące, a nawet dziesiątki tysięcy wiernych. Sezon pieszych wędrówek do Częstochowy kończy się 8 września.

Zdaniem historyków, początki ruchu pielgrzymkowego sięgają początków istnienia klasztoru. Zorganizowane grupy przybywają od XV w. Pierwsza pielgrzymka piesza miała dotrzeć do sanktuarium w 1434 r. Wtedy to, po odrestaurowaniu Obrazu Matki Bożej zniszczonego po rabunkowym napadzie na klasztor, w uroczystej procesji przeniesiono Obraz Jasnogórskiej Bogurodzicy z Krakowa do Częstochowy.

Po raz 408. dotrą w tym roku wierni z Żywca. W 1608 r. powstało w Żywcu Bractwo Różańca Świętego. Trzy lata później wspólnota zorganizowała pierwszą pielgrzymkę do Częstochowy. O początkach Pielgrzymki Żywieckiej wspomniano po raz pierwszy w „Dziejopisie Żywieckim” Andrzeja Komonieckiego. Autor dzieła, który od 1686 był kolejno burmistrzem i wójtem Żywca, sam organizował kolejne pielgrzymki na Jasną Górę.

Do najstarszych, udokumentowanych w kronikach, należy też ślubowana pielgrzymka z Gliwic. Mieszkańcy tego miasta wyruszyli na Jasną Górę w 1626 r. Podczas wojny trzydziestoletniej, gdy Gliwice były oblegane przez wojska duńskie, mieszkańcy nie potrafili obronić miasta. Wtedy powierzyli swój los Maryi. Złożyli uroczyste ślubowanie, że odtąd corocznie będą pielgrzymować na Jasną Górę. Miasto nie zostało zdobyte, a śluby z krótkimi przerwami, spowodowanymi historycznymi uwarunkowaniami, wypełniane są do dziś.

Z XVII w. datowana jest także Praska Pielgrzymka Piesza, która po raz pierwszy wyszła w 1657 roku. Ostatnia - w roku 1917, lecz nie dotarła na Jasną Górę z powodu działań wojennych na froncie w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego. W 1983 r. została wznowiona przez Pomocników Maryi Matki Kościoła.

Od 381 lat nieprzerwanie na Jasną Górę pielgrzymują mieszkańcy Kalisza. Początki tej pielgrzymki związane są z kaliskimi księżmi jezuitami. To właśnie z ich domu wyruszyła na Jasną Górę grupa kleryków. Z czasem w wielu kaliskich parafiach tworzyły się grupy pątnicze, udające się do Częstochowy. Pielgrzymowania kaliskiego nie przerwały nawet lata okupacji hitlerowskiej i stalinowskiego reżimu. Podobnie pielgrzymka warszawska wychodząca z paulińskiego kościoła w Warszawie od 307 lat nieprzerwanie notuje swoje dzieje.

Zainicjował ją w 1711 r. paulin, o. Innocenty Pokorski, który złożył ślub Matce Bożej, że zorganizuje pielgrzymkę ze stolicy, jeśli Maryja wstawi się za Warszawą i panująca wówczas zaraza ustanie. Raz pielgrzymka warszawska nie dotarła do celu - w 1792 r. Wszyscy jej uczestnicy wraz z księdzem zostali wymordowani i do dziś nie wiadomo, czy zabójcami byli Prusacy czy Kozacy. Tragedia rozegrała się na drodze z Woli Mokrzyckiej do Krasic.

Wciąż nie brakuje pątników na najdłuższych trasach, a te wiodą z Pomorza Zachodniego, z Warmii i z Helu – to 500-600 kilometrów.

W pielgrzymce kaszubskiej z Helu uczestnicy mają do pokonania aż 640 km. Podobny dystans podejmują pątnicy pielgrzymki szczecińsko-kamieńskiej, szczególnie ci, którzy wychodzą sprzed krzyża w nadmorskim Pustkowie. Wierni z Łukęcina idą aż 20 dni. Również długą trasę do pokonania ma Piesza Pielgrzymka Diec. Koszalińsko-Kołobrzeskiej. Grupa z Ustki 600 km pokonuje w 19 dni.

Kaszubską pielgrzymkę wyróżnia nie tylko to, że jest najdłuższą w Polsce, ale również to, że kultywuje regionalne tradycje i dba, aby na flagach czy koszulkach znalazły się motywy z kaszubskim haftem.

Od lat do najliczniejszych grup pielgrzymkowych należą kompanie z Krakowa (8,1 tys.), Tarnowa (7,1 tys.) i Radomia (5 tys. 800) oraz paulińska Warszawska Pielgrzymka Piesza (6 tys.).

Na Jasną Górę prowadzi ponad 55 pieszych szlaków pielgrzymkowych. W sumie liczą one ponad 15 tys. kilometrów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem