Reklama

Głos z Torunia

Wierni tradycji

Kapliczka w Wardęgowie – sanktuarium Matki Bożej. Daleko od głównych dróg, otoczona polami. Na nich wyzłocone letnim słońcem kłosy zbóż, słomiane bale czekające na zwiezienie, przeorane pole świeżo po zbiorach, po sąsiedzku kukurydza nabierająca słodyczy, a wszystko w powiewie letniego wiatru, który przesuwa białe chmury na błękicie nieba. Coraz więcej osób podąża do sanktuarium z wiązankami kwiatów, kłosów, ziół, aby – pobłogosławione przez kapłana – przynosiły obfity plon oraz służyły dobru ludzi i zwierząt jako pożywienie i lekarstwo. W tych bukietach każdy kwiat, kłos, zioło ma swoje znaczenie. Radość, bo widać, że ta tradycja wciąż żywa. Gdzie można lepiej to poczuć, jak nie w takim właśnie wyjątkowym miejscu? 15 sierpnia, uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, w tradycji ludowej obchodzona jest jako święto Matki Bożej Zielnej

2016-08-25 08:25

Niedziela toruńska 35/2016, str. 1, 4-5

[ TEMATY ]

targi

Aleksandra Wojdyło

Mszę św. koncelebrują ks. Michał Napierała – kustosz wardęgowskiego sanktuarium i ks. Maciej Górka – proboszcz parafii w Lipinkach. Liturgii towarzyszy śpiew chóru Lira z Jabłonowa Pomorskiego

Do sanktuarium maryjnego w Wardęgowie powraca tradycja targów zielarskich i rękodzielniczych. Organizatorami tegorocznych pt. „Ginąca tradycja” była parafia pw. św. Jakuba w Ostrowitem oraz parafia pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Lipinkach. Mszę św. koncelebrowali ks. Michał Napierała – kustosz wardęgowskiego sanktuarium i ks. Maciej Górka – proboszcz parafii w Lipinkach.

Ks. Michał Napierała, witając licznie zgromadzonych pielgrzymów, zaprosił do wsłuchiwania się w słowa, które Maryja w tym miejscu do każdego kieruje. I zachęcił do podążania w swoim życiu Jej śladami, aby cieszyć się w przyszłości życiem w niebie.

Wzorem Maryi

W homilii ks. Górka mówił o wzorze Maryi Wniebowziętej dla współczesnego człowieka. – Sens dzisiejszego dnia to ukazywanie przez Kościół celu naszej drogi: kroczenie śladami przodków i zmierzanie ku niebu, wzorując się na Maryi, zawierzając Bogu do końca – dodał. Podkreślił istotę wierności tradycji związanej ze świętem Matki Bożej Zielnej. Poruszył także problem potrzeby dowartościowania trudnej pracy na roli: – Każdy człowiek, który pracuje na roli, nie pracuje tylko dla siebie. Przynosi to owoce, ale i kosztuje – trudu i wyrzeczeń – mówił kaznodzieja. Nie mogło zabraknąć w takim dniu nawiązania do święta narodowego Wojska Polskiego oraz rocznicy Bitwy Warszawskiej. – Maryja jako Hetmanka polskiego żołnierza była oparciem dla powstrzymania bolszewizmu i ocalenia młodej, niepodległej Polski – przypomniał ks. Górka. Podkreślił potrzebę pamięci o tych, którzy w obronie Niepodległej poświęcili swoje życie, bo „choć nie jest łatwo umierać, ale może łatwiej jest umierać, gdy wierzy się, że walczy się o słuszną sprawę”. Zachęcił także do modlitwy za przodków i za przyszłe pokolenia.

Reklama

Powrót do tradycji

Ks. Michał Napierała dokonał poświęcenia bukietów kwiatów i ziół. Ze słowem wystąpiła senator Bogusława Orzechowska. Podziękowała twórcom ludowym za powrót do tradycji ojców i rozwijanie talentów na chwałę Bożą oraz dla dobra i radości drugiego człowieka. Liturgię eucharystyczną uświetnił chór Lira z Jabłonowa Pomorskiego pod dyrekcją Andrzeja Derkowskiego. Koncert tego chóru rozpoczął również drugą część świętowania, czyli targi zielarskie i rękodzielnicze. Wśród bogatej oferty każdy mógł znaleźć interesujące dla siebie zajęcia, m.in. warsztaty ceramiczne, wikliniarskie, rzeźbiarskie, kowalskie, łucznicze, pszczelarskie, zielarskie, koronkarskie. Dla dzieci przygotowane były konkursy i zabawy. Można było posmakować tradycyjnych potraw.

Mieczysław Babalski wystąpił z wykładem na temat rolnictwa ekologicznego oraz jego znaczenia dla zdrowia człowieka i ochrony środowiska. Jarosław Pawlikowski z Muzeum Etnograficznego w Toruniu mówił o ginących zawodach, ale również o powolnym odradzaniu się niektórych, jak kowalstwo czy wikliniarstwo.

Organizatorzy z zadowoleniem podkreślali, że chociaż taki festyn odbywał się drugi raz, to impreza zdobywa coraz więcej chętnych i każdy mógł znaleźć coś interesującego dla siebie.

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

„Niedziela” na targach w Krakowie

2019-10-26 13:24

[ TEMATY ]

targi

Damian Krawczykowski/Niedziela

Od czwartku 24 października trwają w Krakowie Międzynarodowe Targi Książki, gdzie każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie; na setkach stoisk wystawcy prezentują książki różnych gatunków. Jak napisali organizatorzy, tegoroczne targi to: „Setki wydawców, ponad 1000 godzin programu towarzyszącego (…) to również gorące premiery oraz bogaty program towarzyszący: warsztaty, wystawy, dyskusje…”

Dziś trzeci dzień targów i tysiące miłośników książek, którzy na przekór upowszechnianym opiniom, że Polacy nie czytają książek, udowadniają, że interesują nas wartościowe książki, nowości, a spotkania z ulubionymi psiarzami, to dla odbiorców różnorodnej literatury dodatkowa atrakcja.

Zobacz zdjęcia: Targki Książki 2019

Wśród wystawców prezentujących ofertę wiele stoisk wydawnictw katolickich, a wśród nich Tygodnik Katolicki Niedziela. Tu każdy może się zatrzymać, poczęstować archiwalnym egzemplarzem „Niedzieli” oraz najlepszymi krówkami. Na czytelników czekają przedstawiciele redakcji, z którym warto porozmawiać. Warto też wybrać coś dla siebie z przygotowanej oferty. Osobiście, w sposób szczególny, polecam w tym bardzo dobre, cenione od lat kalendarze na nadchodzący rok.

Kto jeszcze nie był, powinien koniecznie zaglądnąć na targi, pomimo panujących tłoków, warto, a nawet trzeba w tych dniach tu zajrzeć.

Godziny otwarcia Targów w EXPO Kraków (ul. Galicyjska 9): 26 października, godz. 10:00-19:00; 27 października, godz. 10:00 – 17:00.

Maria Fortuna- Sudor

CZYTAJ DALEJ

ks. Piotr Pawlukiewicz - Marka: Chrześcijanin

2020-01-17 08:06

[ TEMATY ]

duchowość

ks. Pawlukiewicz

ks. Piotr Pawlukiewicz

freelyphotos.com

Co znaczy w dzisiejszym świecie być chrześcijaninem? Co właściwie deklaruje osoba, która przykleja sobie rybkę na samochodzie albo zawiesza na szyi krzyżyk? Deklaruje ona, że będzie uczniem Chrystusa. Nie zawsze zdolnym, nie zawsze zdającym egzaminy, czasem skazanym na poprawki, ale uczniem.

Jestem chrześcijaninem to znaczy jestem w szkole Pana Jezusa i Jego program jest moim programem. On wypełnił go w sposób doskonały – ja będę go realizował najlepiej, jak potrafię, i będę się wpatrywał w mojego mistrza.

Kiedy słyszę pytanie o to, jaką marką dla świata powinien być chrześcijanin, mam przed oczami Matkę Bożą. Ona była – jak to się czasem mówi – marką samą w sobie. Nie tylko wpatrywała się w niebo, nie tylko recytowała Magnificat, ale przede wszystkim nieustannie wspierała innych, jak wtedy w Kanie Galilejskiej, kiedy pomagała przy organizacji wesela.

Zastanówcie się przez chwilę… Gdybyście mieli zorganizować przyjęcie weselne, kogo wzięlibyście do pomocy? Pewnie postawilibyście na człowieka obrotnego, co to się zna na orkiestrze, tańcach, wystroju sali, orientuje się w wódkach, w koniakach, prawda?

Matka Boża nie była pobożna w tym znaczeniu, jaki czasem nadajemy temu słowu – kogoś totalnie oderwanego od rzeczywistości, z innego świata (niektórzy jak patrzą na księdza, wyobrażają sobie, że jest tak pobożny, iż nie odróżnia klawiatury od monitora. Tak jest „wniebowzięty”!).

Maryja była absolutnym przeciwieństwem tak pojmowanej „wniebowziętości”. Choidziła twardo po ziemi – wszak to właśnie ona uratowała wesele w Kanie od kompletnej klapy.

Niektórzy twierdzą, że Matka Boża była w Kanie Galilejskiej jako pomoc kuchenna. Nie zgadzam się z tym. Pomoc kuchenna nie miałaby wglądu w zapasy alkoholu. Nawet starosta nie wiedział, że go brakuje, a ona już się orientowała, że jeszcze chwila i pana młodego spotka kompromitacja w oczach gości. I co robi? Rozkazuje sługom (czy pomoc kuchenna by rozkazywała?). Nie mówi: „Drodzy panowie, gdybyście byli tak łaskawi, to zróbcie, proszę, to, co powie wam mój Syn”. Nie. Ona przychodzi do sług i rzuca (krótka piłka!): „Uczyńcie wszystko, co wam powie…”. W czasach Maryi nie do pomyślenia było, żeby kobieta – w dodatku nie gospodyni – wydawała polecenia facetom. To jest marka sama w sobie!

My, katolicy, często oddzielamy życie świeckie od życia religijnego. Składamy ręce w kościele, a już w poniedziałek wynosimy z pracy jakieś tam deski czy śrubki. Bo i tak się zmarnuje… Tymczasem dobrze by było, żebyśmy czasem pomyśleli nad propagowaniem marki chrześcijaństwa przez solidne wypełnianie swojej roboty.

Byłem kiedyś na zastępstwie w kościele w jednym z warszawskich szpitali. I tak się stało, że się zaziębiłem. Mówię do pielęgniarki:

– Chyba muszę iść do lekarza. – Bo patrzę, siedzi akurat w pokoju dyżurnym lekarz. A ona mi na to:

– Niech ksiądz do niego nie idzie.

(Zdziwiłem się trochę, ale w porządku, posłuchałem rady).

– To pójdę do tej drugiej lekarki.

– Do tej też niech ksiądz nie idzie.

– To do kogo mam iść?

– O szesnastej zaczyna dyżur taki, co się zna…

Zrozumiałem wtedy, że nie wystarczy mieć dyplom lekarski, kitel i słuchawki, tylko trzeba być dobrym w swoim fachu.

Nie wystarczy, że mam święcenia kapłańskie i prawo noszenia sutanny. Powinienem być księdzem, co się trochę zna na psychologii, na teologii, na historii Polski. Powinienem umieć opowiedzieć dowcip, zabawić ludzi, ale i się z nimi pomodlić, zorganizować wspólnotę.

Człowiek musi się po prostu znać na swojej robocie i być dobrym w tym, co robi. Trzeba się więc niestety ciągle doskonalić i kształcić. A jeśli jakieś złe nawyki wejdą w krew, to umieć je u siebie zdiagnozować, a potem wyplenić.

Artykuł zawiera treści pochodzące z książki ks. Piotra Pawlukiewicza „Ty jesteś marką”, wyd. RTCK. Więcej o książce: Zobacz

rtck.pl

CZYTAJ DALEJ

Ks. Piotr Kot wspomina śp. ks. Wojciecha Wójtowicza

2020-01-17 13:39

[ TEMATY ]

kapłan

śmierć

kapłan

YouTube

Gdybym chciał posłużyć się językiem papieża Franciszka, to powiedziałbym, że był przykładnym ordynatorem tego «szpitala polowego», jakim był świat wokół niego i Kościół, w który wrósł tak mocno - pisze o tragicznie zmarłym ks. Wojciechu Wójtowiczu ks. dr Piotr Kot, rektor WSD w Legnicy i sekretarz Konferencji Rektorów w Polsce.

Kilka lat temu podczas rekolekcji, które prowadził ks. Wojciech, padły z Jego ust takie słowa: «Albo Bóg jest numerem jeden w twoim życiu, albo w ogóle nie jest Bogiem». Z perspektywy naszej wieloletniej przyjaźni właśnie tak zapamiętam ks. Wojciecha. Całe Jego życie, praca, modlitwa, wszelkie relacje, to było potwierdzanie tej prawdy.

Poznaliśmy się podczas studiów w Rzymie. Wspólnie mieszkaliśmy w Papieskim Kolegium Polskim. To był czas budowania pogłębionego patrzenia na współczesny świat i Kościół. Studiując nauki biblijne potrzebowałem egzystencjalnego osadzenia odkrywanych w słowie Bożym treści. Ks. Wojciech był niezastąpiony w przystosowaniu teologii do sytuacji człowieka żyjącego w skomplikowanym świecie. Był niezwykle oczytany i aktualny. W dodatku przygotowywał doktorat z eklezjologii Josepha Ratzingera. Te dwa czynniki: profetyzm Ratzingera i wyczucie znaków czasu, w połączeniu z niesamowitą zdolnością do syntetycznego myślenia, sprawiały, że ks. Wojciech rozumiał świat i Kościół jak mało kto. Potrafił pobudzać do myślenia realnego, do odrywania się od niepoprawnego sentymentalizmu i schodzenia na ziemię. Sądzę, że te cechy, ale też otwartość na drugiego człowieka i zdolność do dialogu, skłoniły rektorów seminariów w Polsce do powierzenia Mu w 2017 roku funkcji przewodniczenia temu gremium.

Ks. Wojciech był ciągle w coś zaangażowany. Kiedyś wyznał, że do aktywności inspiruje go pragnienie Niepokalanej przekazane podczas objawień w Fatimie: «Powodem mego smutku jest utrata tak wielu dusz».

On był w przedziwnej wewnętrznej komunii z tym «smutkiem» Maryi. To dlatego wszędzie było Go pełno. Gdybym chciał posłużyć się językiem papieża Franciszka, to powiedziałbym, że był przykładnym ordynatorem tego «szpitala polowego», jakim był świat wokół niego i Kościół, w który wrósł tak mocno. Pamiętam z naszych wspólnych wyjazdów wiele rozmów telefonicznych, których byłem mimowolnym świadkiem, z osobami poważnie chorymi, uzależnionymi, wątpiącymi. Ks. Wojciech nigdy nie pouczał, tylko pytał czy ta osoba ma jeszcze lekarstwa, czy ma coś w lodówce do jedzenia, czy jeszcze wytrzyma w samotności i cierpieniu. Zawsze oferował swoją obecność, dyskretną, ale bardzo serdeczną.

Na koniec przywołam ostatnią konferencję rekolekcyjną ks. Wojciecha podczas rekolekcji w seminarium w Legnicy w 2018 roku. Dotyczyła ona ważnej kwestii – ars moriendi, czyli sztuki umierania. Wtedy otrzymaliśmy od Niego prostą receptę, którą powtórzył za św. Ignacym z Loyoli: «Tak przeżywaj swoje życie, aby każda rzecz nosiła w sobie odniesienie do finis ultimatum». W tych prostych słowach teraz widzę samego ks. Wojciecha. Żył szybko, jakby wiedział, że ma niewiele czasu na to, by stracić życie dla Jezusa. Ale przy tym żył głęboko, bo właściwie to był zakorzeniony w innym świecie.

Ks. dr Piotr Kot Rektor WSD w Legnicy Sekretarz Konferencji Rektorów w Polsce

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję