Ez 37,1-14 <- KLIKNIJ
Wizja doliny wysuszonych kości należy do czasu po roku 587, gdy Izrael utracił ziemię, świątynię, króla i - jak sam mówi - nadzieję. Bóg cytuje tę skargę dosłownie: „wyschły kości nasze, minęła nadzieja nasza, już po nas”. Prorok zostaje postawiony pośrodku doliny pełnej kości „bardzo wyschłych” - śmierć dawna i dopełniona hańbą braku pogrzebu, który w Izraelu oznaczał zerwanie więzi z ziemią ojców i pamięcią wspólnoty. Na pytanie: „synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?” Ezechiel nie odpowiada ani „tak”, ani „nie”: „Panie Boże, Ty to wiesz” - pokora, która oddaje sprawę Temu, kto jedyny zna drogę ze śmierci do życia. Ożywienie dokonuje się dwustopniowo, według wzorca stworzenia człowieka z Rdz 2,7: najpierw prorokowanie do kości - zbliżają się z trzaskiem, pokrywają ścięgnami, ciałem i skórą, „ale ducha w nich nie było”; potem prorokowanie do ducha. Cała scena gra wieloznacznością hebrajskiego rûaḥ, które w tych czternastu wersetach oznacza kolejno wiatr, strony świata („od czterech wiatrów”), tchnienie i Ducha Bożego - jedno słowo spina meteorologię, anatomię i pneumatologię, bo życie na każdym poziomie jest darem tego samego Boga. Wyjaśnienie wskazuje pierwszy sens: kości to „cały dom Izraela”, otwarcie grobów to wyprowadzenie z wygnania. Lecz obrazy sięgnęły dalej, niż sięgała odbudowa polityczna - judaizm i chrześcijaństwo odczytały w nich zapowiedź zmartwychwstania umarłych; freski synagogi w Dura Europos z III wieku ilustrują tę wizję właśnie tak, a liturgia Kościoła czyta ją w wigilię Zesłania Ducha Świętego. Ireneusz sięgał po nią w obronie zmartwychwstania ciała: skoro Bóg na początku ulepił człowieka z prochu, może też ożywić wyschłe kości - ciało jest Jego dziełem, nie przeszkodą. Refren „i poznacie, że Ja jestem Pan” mówi o poznaniu przez doświadczenie: lud, który uważa się za martwy, pozna Boga po tym, że żyje.
Mt 22,34-40<- KLIKNIJ
Scena rozgrywa się w Jerozolimie, w dniach ostatnich sporów. Mateusz odnotowuje, że Jezus „zamknął usta saduceuszom” - i teraz podchodzą faryzeusze, a jeden z nich, znawca Prawa, pyta, „wystawiając Go na próbę”: które przykazanie w Prawie jest największe? Pytanie należało do żywych debat judaizmu Drugiej Świątyni: tradycja liczyła w Torze sześćset trzynaście przykazań i pytała o zasady porządkujące; Hillelowi przypisywano streszczenie Prawa w złotej regule, a Akibie - nazwanie Kpł 19,18 „wielką zasadą Tory”. Odpowiedź mogła stać się zarzutem: kto hierarchizuje przykazania, naraża się na oskarżenie o lekceważenie pozostałych. Jezus sięga po Szema (Pwt 6,4-5) - codzienną modlitwę Izraela, odmawianą rano i wieczorem, noszoną w filakteriach i na odrzwiach domów: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem”. Miłość Boga zaczyna się od słuchania i pamięci Jego dzieł; triada nie dzieli człowieka na władze, lecz ogarnia go całego - wnętrze, pragnienia, decyzje i rozumienie. Drugie przykazanie Jezus dopowiada nieproszony: „podobne jest do niego” - Kpł 19,18. Warto pamiętać kontekst tego wersetu: w tym samym rozdziale Prawa stoją nakazy uczciwej zapłaty, zakaz oszustwa i obmowy, troska o głuchego i niewidomego, sprawiedliwość w sądzie, a miłość rozciąga się także na przybysza. Miłość bliźniego nie jest więc uczuciem - jest sprawiedliwością, prawdą i czynem. „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy” - jak drzwi na zawiasach. Jezus niczego z Pisma nie unieważnia; wskazuje punkt, z którego wszystko czerpie sens. Augustyn zbudował na tym swoją naukę o porządku miłości: właściwie kochać Boga i w Bogu bliźniego znaczy mieć uporządkowane całe życie. Kto trwa w tym podwójnym przykazaniu, ten stoi w samym środku Pisma - i w samym środku wizji Ezechiela, bo serce z ciała, zdolne tak kochać, jest darem Ducha.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
