2 Tes 2,1-3a.14-17 <- KLIKNIJ
W Tesalonice wybuchł eschatologiczny niepokój: ktoś głosił - powołując się na proroctwo, na ustne nauczanie, a nawet na „list rzekomo od nas” - że dzień Pański już nastał. Wzmianka o fałszywym liście jest cenna: pokazuje, że autorytet apostolski próbowano podrabiać już za życia apostołów, i tłumaczy, dlaczego list kończy się własnoręcznym pozdrowieniem Pawła jako „znakiem w każdym liście” (3,17). Wspólnota rozgorączkowana bliskością końca łatwo porzuca trzeźwość - i pracę, jak pokaże rozdział trzeci. Apostoł nie podsyca emocji; studzi je: „niech was w żaden sposób nikt nie zwodzi”. Zanim nadejdzie dzień Pański, musi przyjść odstępstwo i objawić się „człowiek grzechu, syn zatracenia”. Język jest apokaliptyczny i czerpie z Daniela - z figury władcy, który „wywyższy się ponad wszystko” (por. Dn 11,36). Nie służy on zaspokajaniu ciekawości kalendarzowej, lecz czujności: zło potrafi przybrać religijną maskę i zasiąść tam, gdzie należy się cześć Bogu. Lekcjonarz pomija dalsze, najciemniejsze wersety i prowadzi od razu do tego, co pewne. A pewne jest powołanie: „wezwał was przez nasze głoszenie Ewangelii, abyście dostąpili chwały Pana naszego Jezusa Chrystusa”. Stąd podwójny imperatyw: „stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji” (paradoseis) - przekazu otrzymanego „przez mowę i przez list”. To jedno z biblijnych źródeł teologii Tradycji: Ewangelia żyje w Kościele, zanim i obok tego, jak zostaje spisana. Zakończenie jest modlitwą o pociechę wieczną i utwierdzenie „w wszelkim czynie i dobrej mowie” - Jan Chryzostom trafnie odczytywał tę równowagę: czujność wobec fałszu i spokojna stałość w tym, co Kościół otrzymał od początku, są dwiema stronami tej samej trzeźwości.
Mt 23,23-26 <- KLIKNIJ
Z siedmiu „biada” wypowiedzianych w świątyni przeciw uczonym w Piśmie i faryzeuszom liturgia wybiera dwa środkowe - oba dotyczą proporcji. Pierwsze bierze na warsztat dziesięcinę z mięty, kopru i kminku: Prawo nakazywało dziesięcinę z plonów ziemi (por. Pwt 14,22-23), a pobożność rozszerzyła ją skrupulatnie nawet na zioła z przydomowej grządki. Jezus nie wyśmiewa tej wierności - „to należało czynić” - lecz mierzy ją tym, co zostało zaniedbane: „opuściliście to, co ważniejsze w Prawie: sprawiedliwość, miłosierdzie i wiarę”. Triada brzmi jak streszczenie Micheasza: czynić sprawiedliwość, kochać miłosierdzie, pokornie chodzić z Bogiem (Mi 6,8); pistis oznacza tu również rzetelność - wierność zobowiązaniom wobec Boga i ludzi. Obraz przecedzania komara i połykania wielbłąda jest rozmyślną groteską - w tle słychać zapewne aramejską grę słów między komarem (qalma) a wielbłądem (gamla). Cedzono napoje, by nie połknąć nieczystego owada; Jezus pokazuje sumienie wytrenowane w drobiazgach, obok którego wielkie zło przechodzi bez alarmu. To nie jest satyra na skrupulatność - to diagnoza zaburzonej hierarchii, w której miara rytualna wyparła miarę moralną. Drugie „biada” sięga po naczynia: oczyszczacie zewnętrzną stronę kubka i misy, a wnętrze pełne jest „zdzierstwa i niepowściągliwości”. Spory szkół o to, co i jak uświęca naczynie, były wówczas żywe; Jezus przenosi pytanie z naczyń na człowieka: „oczyść wpierw wnętrze kubka, żeby i zewnętrzna strona stała się czysta”. To samo mówił wcześniej o tym, co czyni człowieka nieczystym - nie to, co wchodzi do ust, lecz to, co wychodzi z serca (15,11.18-20). Jan Chryzostom widział w tych mowach nie atak na Prawo, lecz jego obronę przed legalizmem: Bóg pragnie wnętrza prawdziwego, bo tylko z takiego wnętrza wyrasta życie zgodne z Jego wolą.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
