1 Kor 9, 16-19. 22-27 <- KLIKNIJ
Paweł mówi o swoim głoszeniu językiem zdumiewającym: „nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię; świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku (gr. anankē); biada mi bowiem, gdybym nie głosił”. Apostolat jest koniecznością nałożoną przez Pana, jak u proroków, którym słowo paliło się w kościach. Cały kontekst rozdziału dodaje temu wyznaniu ostrości. Paweł ma pełne prawo (gr. exousia, dokładnie w sensie uprawnienia) do utrzymania od wspólnot, bo „Pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię” (1 Kor 9,14; ta norma odezwie się po wiekach w kościelnym prawie o utrzymaniu duchownych, por. kan. 281 KPK). A jednak z tego prawa dobrowolnie rezygnuje. Zrzeczenie się uprawnienia dla wiarygodności Ewangelii jest Pawłowym wkładem do nauki o wolności.
„Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby uratować choć niektórych”. Tak mówi miłość, która schodzi do położenia drugiego, dla Żydów jak Żyd, dla słabych jak słaby. Granicą elastyczności jest Ewangelia sama. Wszystko inne Paweł gotów jest oddać. Czyni to „dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział”. Głosiciel sam żyje z tego, co niesie innym.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Finał sięga po obrazy z igrzysk. Korynt gościł co dwa lata słynne igrzyska istmijskie, więc metafora biegu i walki na pięści była dla adresatów żywa. Biegacz odmawia sobie wszystkiego dla wieńca, który więdnie. Uczeń biegnie po wieniec niewiędnący. Paweł „poskramia ciało” (gr. hypōpiazō, dosłownie bije pod oko jak pięściarz), by głosząc innym, sam nie został „zdyskwalifikowany” (gr. adokimos, odrzucony w próbie; Grecy znali dokimasia, urzędowe badanie zdatności kandydatów, którego dalekim kościelnym krewnym jest kanoniczne scrutinium przed święceniami, por. kan. 1051). Jan Chryzostom lubił ten fragment. Jeśli tak biegł Paweł, nikt z nas nie może biec spacerem.
Łk 6, 39-42 <- KLIKNIJ
Trzy krótkie obrazy tworzą jedną naukę o warunkach braterskiego prowadzenia. Pierwszy pyta: „czy może niewidomy prowadzić niewidomego?” Kto sam nie widzi drogi, ten pociąga drugiego w dół. Nauczyciel i przewodnik musi najpierw sam być uczniem światła. Drugi obraz koryguje ambicje: „uczeń nie przewyższa nauczyciela”. Dojrzałość ucznia polega na upodobnieniu do Mistrza. Kościół wychowuje uczniów Chrystusa.
Trzeci obraz jest celowo groteskowy. Drzazga (gr. karphos) w oku brata i belka (gr. dokos) we własnym. Jezus używa humoru jak skalpela. Śmieszność sytuacji ma obnażyć śmieszność postawy. „Obłudniku” (gr. hypokritēs, słowo z teatru oznaczające aktora, człowieka grającego cudzą rolę). Kto sądzi bliźniego, nie osądziwszy siebie, ten odgrywa sędziego, którym nie jest. Średniowieczna szkoła powtarzała tę samą przestrogę wierszem Katona, którego uczono chłopców na pamięć: Turpe est doctori, cum culpa redarguit ipsum, czyli hańba to dla nauczyciela, gdy własna wina go oskarża (Disticha Catonis I 30).
Ważne, że Jezus nie odwołuje braterskiej korekty. Mówi przecież: „wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka brata”. Upomnienie pozostaje dziełem miłości (por. glossę na 6 IX o Mt 18). Zmienia się tylko kolejność. Najpierw własne nawrócenie, potem pomoc bliźniemu. Beda Czcigodny w komentarzu do Łukasza zauważa, że oko oczyszczone z belki staje się zdolne widzieć jasno, a więc i delikatnie. Kto przeszedł tę drogę sam, ten wyjmuje drzazgi z cudzych oczu ręką chirurga. Braterska korekta bez pokory jest przemocą. Pokora bez korekty jest obojętnością. Ewangelia łączy jedno z drugim.
