Hbr 5, 7-9 <- KLIKNIJ
Autor Listu do Hebrajczyków odsłania modlitwę Chrystusa od strony, którą łatwo przeoczyć: „z głośnym wołaniem i płaczem za swych dni doczesnych zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci”. Wulgata mówi preces supplicationesque, a za greckim słowem „błagania” (hiketēriai) stoi obraz bardzo konkretny, gałązka oliwna błagalnika, znak człowieka szukającego ochrony u ołtarza. Z tego gestu wyrosło starożytne prawo azylu, którego Kościół długo strzegł jako ius asyli. Syn Boży staje więc przed Ojcem w postawie błagalnika. Najwyraźniej słychać tu echo Ogrójca. Kanonista uśmiechnie się przy słowie preces, tak bowiem do dziś nazywa się prośbę zanoszoną o łaskę do władzy kościelnej (por. kan. 63 o wadach „w prośbach”, in precibus). Syn również zanosił preces, „i został wysłuchany dzięki swej uległości” (exauditus pro sua reverentia), choć kielich nie został oddalony. Wysłuchanie sięgnęło głębiej niż prośba, aż po zmartwychwstanie.
Reklama
„Chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał”. Nie znaczy to, że wcześniej był nieposłuszny. Jego posłuszeństwo przeszło przez próbę ciała, lęku i bólu i stało się posłuszeństwem przeżytym do końca. Grecki imiesłów „osiągnąwszy pełnię” (teleiōtheis) jest tym samym słowem, którym Septuaginta opisuje konsekrację kapłańską, „wypełnienie rąk” (por. Wj 29). Przez mękę Chrystus zostaje niejako wyświęcony na Arcykapłana. Jan Chryzostom w homiliach do tego listu podkreślał, że właśnie dlatego mamy Kapłana, który współczuje. Nauczył się naszej drogi od środka.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Liturgia daje ten tekst na wspomnienie Matki Bolesnej, bo Jej boleść jest tej samej szkoły. Maryja cierpi z Synem, ani zamiast Niego, ani obok Niego, ucząc się pod krzyżem tego samego posłuszeństwa wiary, które wypowiedziała w Nazarecie. „Stawszy się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają”. W tym „wszystkich” Ona jest pierwsza. Pierwsza słuchająca, pierwsza zbawiona, pierwsza w orszaku posłusznych.
J 19, 25-27<- KLIKNIJ
„Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena”. Czwarta Ewangelia jednym czasownikiem, „stały”, rysuje cały obraz, który tradycja zamknie w słowie Stabat. Nie ma ucieczki ani omdlenia, jest wytrwanie przy Skazanym do końca, gdy stać przy Nim znaczyło dzielić Jego hańbę. Obok niewiast stoi umiłowany uczeń, jedyny z Dwunastu.
Jezus mówi do Matki: „Niewiasto, oto syn Twój”, a do ucznia: „oto Matka twoja”. Słowo
„Niewiasto” spina Golgotę z Kaną (J 2,4). Tam „godzina” jeszcze nie nadeszła, tu właśnie się wypełnia. Scena ma charakter niemal testamentowy. Umierający rozporządza wobec świadków tym, co ma najdroższego. Prawo rzymskie znało testament ustny, wypowiedziany przed świadkami (testamentum nuncupativum), i trudno nie usłyszeć tego echa, gdy Syn w godzinie śmierci zabezpiecza los Matki. Augustyn w homiliach Janowych widzi tu synowską pietas. Ten, który umiera za wszystkich, nie pomija obowiązku wobec jednej, swojej Matki. Jan pisze jednak głębiej niż kronikarz. Na krzyżu rodzi się nowe pokrewieństwo, nie z krwi, lecz z daru.
„I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. Dosłownie przyjął Ją do tego, co jego własne (eis ta idia). Uczeń umiłowany nie ma w Ewangelii imienia także po to, by każdy mógł stanąć na jego miejscu. Orygenes napisał zdanie, które pozostaje najpiękniejszym komentarzem do tej sceny. Nie pojmie tej Ewangelii, kto nie spoczął na piersi Jezusa i nie wziął Maryi za matkę swoją (Komentarz do Ewangelii Jana, ks. I). Kościół uczynił z tego program, gdy Paweł VI ogłosił Maryję Matką Kościoła. Matka Bolesna spod krzyża jest Matką wszystkich, których zrodziła tamta godzina.
