1 Kor 15, 1-11 <- KLIKNIJ
Paweł „przypomina Ewangelię” i czyni to językiem, który dla prawnika brzmi znajomo: „przekazałem wam na początku to, co przejąłem” (gr. paredōka - parelabon; Wulgata: tradidi… quod et accepi). To techniczne słownictwo autoryzowanego przekazu. Tak rabini opisywali łańcuch tradycji, tak prawo rzymskie nazywało wydanie rzeczy, traditio. Apostoł pozostaje ogniwem tego przekazu. Wiara jest depozytem. „Strzeż depozytu” napisze Paweł Tymoteuszowi (1 Tm 6,20), a z tego depositum wyrośnie pojęcie depositum fidei, obecne w prawie Kościoła do dziś (por. kan. 750). Rzymski kontrakt depozytu miał jedną świętą regułę. Rzecz powierzoną oddaje się nienaruszoną. Trudno o lepszy obraz tego, czym jest przekaz wiary.
Reklama
Samo jądro kerygmatu ma cztery czasowniki. Umarł, został pogrzebany, zmartwychwstał, ukazał się. Dwukrotne „zgodnie z Pismem” wpina wydarzenie w całą historię obietnicy. Potem następuje coś w rodzaju listy świadków, Kefas, Dwunastu, „więcej niż pięciuset braci równocześnie, z których większość żyje dotąd”. To ostatnie zdanie jest jawnym apelem dowodowym, bo żyjących można jeszcze zapytać. Wiara paschalna rodzi się z poświadczonego świadectwa. Tertulian uczyni z tej struktury formalny argument w De praescriptione haereticorum. Prawda apostolska ma tytuł pierwszeństwa. Kto przychodzi później z „nową” nauką, przegrywa już na wstępie, jak spóźniony pretendent do cudzej własności.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Na końcu listy Paweł stawia samego siebie jako „poroniony płód” (gr. ektrōma). Prześladowca, któremu ukazał się Zmartwychwstały, wie, że nie ma żadnego tytułu własnego: „za łaską Boga jestem tym, czym jestem”. Łaska nie uczyniła go jednak biernym: „pracowałem więcej od nich wszystkich - nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze mną”. Tak wygląda zdrowa teologia świadka. Wszystko od Boga, wszystko na serio po ludzku. „Tak głosimy i tak uwierzyliście”. Łańcuch trwa i dziś dokłada się do niego nasze ogniwo.
Łk 7, 36-50<- KLIKNIJ
Szymon faryzeusz zaprasza Jezusa do stołu, ale zaprasza połowicznie, bez pocałunku, bez wody na nogi, bez oliwy. Sami goście to widzieli. W tę wyreżyserowaną poprawność wchodzi kobieta, „która prowadziła w mieście życie grzeszne”, z flakonikiem alabastrowym. Jej gesty są nadmiarem. Łzy zamiast wody, włosy zamiast ręcznika, wonny olejek zamiast oliwy, pocałunki bez końca. Szymon widzi w tym dowód przeciw Jezusowi. Prawdziwy prorok wiedziałby, „co to za jedna”. Jezus widzi w tym samym miłość.
Zanim odpowie, opowiada przypowieść z życia wierzycieli. Dwóch dłużników, pięćset i pięćdziesiąt denarów, „gdy nie mieli z czego oddać, darował obu”. Grecki czasownik echarisato pochodzi od charis, łaski. Darowanie długu jest tu więc jej czystym aktem. Prawo rzymskie znało formalne umorzenie zobowiązania, acceptilatio, którą Gaius nazwał „wyobrażoną zapłatą” (imaginaria solutio, Inst. 3, 169). Wierzyciel oświadczał, że przyjął, czego nie przyjął. Łaska Boża idzie dalej niż ta fikcja prawna. Umarza naprawdę, bo dług spłacił kto inny, sam Darujący. Pytanie Jezusa jest proste jak rachunek: „który z nich będzie go bardziej miłował?”
„Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała; a ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje”. Miłość i przebaczenie krążą tu w jednym obiegu wdzięczności. Jej miłość jest znakiem, że przebaczenie już jej dotknęło, a przebaczenie rozpala miłość jeszcze większą. Ambroży w komentarzu do Łukasza widzi w tej kobiecie obraz Kościoła z pogan, pokutnicy, która obmywa stopy Pana łzami i już się od nich nie odrywa. Zachód poszedł dalej. Grzegorz Wielki w jednej ze swych homilii utożsamił ją z Marią Magdaleną i to utożsamienie ukształtowało sztukę i pobożność na wieki, choć tekst Łukasza go nie wymusza. Ostatnie słowo należy do Jezusa i jest słowem rozgrzeszenia: „twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”. Zbawiła ją wiara, która przyszła po miłosierdzie i pozwoliła się obdarować.
